poniedziałek, 6 lipca 2015

Z wizytą w przedszkolu


Niedawno miałem okazję odwiedzić przedszkole, do którego pierwszy rok uczęszcza moja wnusia Hania. Wizyta wiązała się z niebyle jaką uroczystością, a mianowicie obchodami Dnia Dziadka. Przedstawienie było wspaniałe, a Hania recytowała krótki wierszyk o miłości do dziadka. Gdybym był0 kobietą z pewnością nie powstrzymałbym łez. Po przedstawieniu pani oprowadziła nas po przedszkolu, a Hania pokazała swoje prace plastyczne. Byłem zaskoczony, gdy okazało się, że w ramach zajęć obowiązkowych, dzieci codziennie ukladają puzzle. Nie są to oczywiście skomplikowane układanki, ale adekwatne do ich wieku i zdolności manualnych. Pierwszy raz spotkałem się z tak oryginalnym pomysłem. Pani zaprezentowała niektóre z prac dzieci i opowiedziała na temat znaczenia tego typu zabaw w rozwoju maluchów. Nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele zalet ma układanie puzzli. Przede wszystkim uczą one logicznie myśleć, pomagają rozwijać zdolności manualne i mobilizują dzieci do wytrwałości. Uczą także spostrzegawczości. Jak wspomniała pani nauczycielka, naukowcy udowodnili również, iż dzieci które często układają puzzle szybciej uczą się  czytać i pisać. Dlatego też przedszkole, do którego uczęszcza Hania zostało objęte patronażowym programem naukowym. Raz na pół roku do placówki przyjeżdżają profesorzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego
i studiują prace maluchów w poszczególnych grupach wiekowych, poczynając od maluchów do starszaków. Możliwe to jest dzięki temu, że każda układanka po jej ułożeniu zostaje utrwalona na sztywnym kartonie za pomocą kleju. Tu oczywiście z pomocą przychodzą dzieciom panie nauczycielki. Kolejnym etapem badań ma być obserwacja postępów dzieci w edukacji wczesno szkolne, tych uczęszczających do przedszkola objętego programem oraz z pozostałych placówek, które patronatem nie zostały objęte. Myślę, że to ciekawy pomysł, a do tego sądząc po piskach, jakie towarzyszyły Hani przy prezentowaniu mi swoich układanek, również świetna zabawa. Bardzo się ucieszyłem, gdy na zakończenie uroczystości panie wręczyły Dziadkom złożone i oprawione w ramki puzzle podopiecznych wraz ze wzruszającymi życzeniami z okazji Dnia Dziadka.

 

czwartek, 2 lipca 2015

Piknik z grami


W ubiegłą sobotę wybrałem się z rodziną na pierwszomajowy piknik. Pogoda była doskonała, niezbyt gorąca, ale też ni za chłodno. W sam raz na majowy wypad w plener. Zabraliśmy ze sobą siostrzenicę, Lidkę. Lidka ma siedem lat        i jest wyjątkowo poukładaną dziewczynką. Opieka nad nią sprawia nam ogromną przyjemność. Pojechaliśmy za miasto, na łąki. Rozłożyliśmy koce i nasze kosze piknikowe z przygotowanym wcześniej jedzonkiem. Lidka zabrała ze sobą piłkę plażową i badmingtona. Nie byłem z tego powodu za szczęśliwy, gdyż tego typu gry towarzyskie wymagają ode mnie zbyt dużego wysiłku fizycznego. Kilka lat temu przeszedłem bowiem ciężką operację serca, więc muszę bardzo uważać, żeby się nie przemęczać. Pograłem  troszkę z Lidką           w piłkę, ale badmingtona musieliśmy sobie odpuścić. W zamian zaproponowałem jej grę w bierki, którymi bawiłem się z moim synem, gdy był jeszcze dzieckiem. Lidka początkowo miała kwaśną minę , bo cóż to za gra gra towarzyska, która składa się z kilku patyczków o różnych końcach. Gdy wytłumaczyłem jej zasady gry i przystąpiliśmy do zabawy, stwierdziła, że jednak miałem rację i gra jest naprawdę fajna. Spytała nawet , czy mógłbym ją jej podarować. Zgodziłem się oczywiści, bo u mnie w domu była tylko wciąż przekładana z miejsca na miejsce , a jakoś nie miałem sumienia jej wyrzucić.     W końcu to pewien rodzaj pamiątki.. A tak przynajmniej z domu ubędzie parę szpargałów, ale przynajmniej przydadzą się dziecku. W zanadrzu miałem także inną grę towarzyską, a mianowicie pchełki. To także  była gra mojego syna. Lidka była zachwycona, bo nie miała jeszcze okazji grać w takie gry. Po dłuższym namyśle, spytała z rozbrajającym uśmiechem, czy  jej podaruję także pchełki, bo wtedy mogłaby pokazać je koleżankom w szkole  i zabierać ze sobą na wszystkie wycieczki, bo zajmują mało miejsca w plecaku. Z pikniku wszyscy wróciliśmy zadowoleni, szczególnie moja mała siostrzenica.