niedziela, 30 sierpnia 2015

Świąteczna zguba


W ubiegłym roku z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia  nasz wnuczka Iga sporządziła pierwszy w swoim życiu prawdziwy list do Świętego Mikołaja.  Uczęszczała do drugiej klasy szkoły podstawowej i już na tyle dobrze znała alfabet, że mogła samodzielnie go napisać. Jej wcześniejsze listy zawsze przybierały formę rysunków, z tego też powodu ten ostatni był prawdziwym listem zaczynającym się od magicznych  słów : „ Kochany Święty Mikołaju…”.    W niedługim czasie list dotarł również i do nas. Po uważnym przeczytaniu udaliśmy się do sklepu z zabawkami, celem zakupienia jednego z prezentów         o które prosiła Siwobrodego. Poprosiliśmy o pomoc sprzedawczynię, gdyż nie bardzo wiedzieliśmy co też niektóre określenia zawarte w tajemniczym liście oznaczają.  Jedną z pozycji były, jak się okazało, puzzle o nazwie „Wesoły dzień Zosi”. Ku naszemu zaskoczeniu w jednym pudełku zamknięto aż cztery układanki, składające się z różnej ilości elementów. Po ich złożeniu w całość można otrzymać cztery zabawne obrazki z Królewną Zosią w tle. Kupiliśmy prezent i zadowoleni z zakupu wróciliśmy do domu. W przeddzień Wigilii  Bożego Narodzenia podłożyliśmy prezenty pod choinkę. Wśród nich były oczywiście pięknie opakowane puzzle „ Wesoły Dzień Zosi”. Nie mogliśmy się doczekać momentu, w którym Iga odpakuje upominek. Zawsze takie chwile uwieczniamy na zdjęciach. Tuż przed przybyciem gości raz jeszcze zajrzałem do pokoju, w którym stała przystrojona świątecznymi pierniczkami choinka.           W pewnym momencie osłupiałem. Brakowało jednego prezentu. Raz jeszcze przejrzałem wszystkie pakuneczki i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Brakowało prezentu dla Igi. Zamarłem. Za piętnaście minut mieli zjawić się goście. Zacząłem pieczołowicie przeszukiwać wszystkie zakamarki, niestety         z marnym rezultatem. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Pierwsza wbiegła Iga            i          z rozbrajającym uśmiechem zapytała, czy Święty Mikołaj podrzucił już jakiś prezent dla niej pod choinkę. Skłamałem ,że jeszcze nie, bo widocznie dostarcza prezenty innym dzieciom , ale  z pewnością o nas nie zapomni. Iga skrzywiła się, ale posłusznie pomaszerowała do salonu, w którym stał stół wigilijny. W pewnym momencie zawołała mnie córka i pokazując palcem na kojec naszego labradora głośno się roześmiała. Nasz Maks spał zwinięty              w kłębek,  a  spod jego ogromnego cielska wystawało złote pudełko przepasane czerwoną wstęgą. Na całe szczęście” Wesoły dzień Zosi” wrócił na swoje miejsce , pod przystrojoną pierniczkami choinkę. Odetchnąłem z ulgą.

środa, 26 sierpnia 2015

Niespodziewani goście


W  ubiegłym tygodniu na kolację zaprosiliśmy córkę z zięciem i wnuczką Paulinką. Żona upiekła pyszną kaczkę z jabłkami, na deser przygotowała francuskie rogaliki z morelami . W pewnym  momencie zadzwonił telefon. Była to moja młodsza siostra Janina. Pytała co słychać, czy wszyscy są zdrowi i jak spędzamy wieczór. Janina mieszka w Pruszkowie, prawie sto kilometrów od nas. Niezbyt często się widujemy, zazwyczaj przy okazji świąt. Pozdrowiła wszystkich zgromadzonych i się pożegnała. Był to troszkę dziwny telefon, gdyż Janina ma w zwyczaju dzwonić do nas w niedzielne poranki. Pomyślałem, że widocznie odczuwała taką potrzebę. Wróciłem do swoich gości. Po niespełna  godzinie rozległo się niespodziewane pukanie do drzwi. Gdy otworzyłem, ze zdumienia przetarłem oczy. W progu stała Janina ze swoim pięcioletnim wnuczkiem Oliwierem. Teraz dopiero zrozumiałem czemu miał służyć ten wieczorny telefon. Chciała zbadać podłoże. Paulinka rzuciła się na szyję Oliwierowi. Byli w tym samym wieku i uwielbiali spędzać ze sobą czas. Janina wręczyła Paulince puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dzieciaki od razu pobiegły do pokoju złożyć układankę. Było to nam na rękę . Mogliśmy spokojnie porozmawiać. Okazało się, że Janina opiekowała się Oliwierem w trakcie ferii zimowych i wczoraj wpadła na genialny pomysł, by nas odwiedzić. Jak to bywa u mojej siostry od pomysłu do jego zrealizowania nie trzeba długo czekać. Zawsze była prędka, ale jak coś powiedziała, to choćby się paliło, słowa dotrzymać musiała. Tak było i tym razem . Obiecała Oliwierowi, że odwiedzi Paulinkę i tak też się stało . W drodze zatrzymali się w sklepie z zabawkami          i postanowili kupić Paulince jakiś upominek. Podobno wybór puzzli „ Jej wysokość Zosia” należał do Oliwiera. Stwierdził on bowiem , że Paulinka uwielbia królewny i ta układanka z pewnością bardzo jej się spodoba. Rzeczywiście tak było. Zajrzeliśmy do pokoju, w którym bawiły się dzieci. Paulinka raz po raz dziękowała Oliwerowi za prezent. Tak bardzo podobały jej się puzzle, że stwierdziła, że był to najlepszy upominek, jaki kiedykolwiek dostała.

Plama


 W ubiegłym tygodniu odwiedziliśmy naszych starych znajomych. Mieszkają oni w pięknym domku, położonym na skraju lasu, na obrzeżach naszego miasta. Mają wspaniały ogród pośrodku którego usytuowana jest altana, w której letnią porą zazwyczaj spędzamy wspólne wieczory. Przyjaźnimy się od przeszło dwudziestu lat. W ogrodzie znajduje się również huśtawka ogrodowa, trampolina i basen. To dodatkowe wyposażenie zostało postawione z myślą        o ich ukochanej wnuczce. Niestety wizyty wnuczki Zuzi zdarzają się niezwykle rzadko, bowiem ich mała ulubienica dwa lata temu wyjechała wraz z rodzicami na drugi koniec Polski . Tym razem mieliśmy wyjątkową okazję spotkać Zuzię. Zabraliśmy ze sobą naszego wnuka, żeby dzieci mogły się wreszcie poznać . Nasz wnuczek Adaś jest o rok starszy od Zuźki. Mieliśmy więc nadzieję, że nasi podopieczni przypadną sobie do gustu i będą się świetnie bawić, Wybraliśmy się do nich w pewny upalny, sobotni wieczór. Jak zwykle gospodyni domu przygotowała wspaniałą kolację. Początkowo nasze wnuki świetnie się dogadywały. Najwięcej radości sprawiała im zabawa w ogrodowym basenie. Było upalnie, a woda była rewelacyjna. Gdy znudziły się kąpielą postanowiły  zagrać w grę , którą zabrała ze sobą ze Szczecina Zuzia. Nasz wnuczek Adam również chciał pochwalić się swoim najnowszym prezentem. Wyjął ze swojego plecaczka ulubione puzzle Avengers. Układankę dostał od nas na swoje piąte urodziny i od tamtej pory się z nią nie rozstawał. Uwielbiał bajkowych bohaterów o super mocach. Zuzia rozłożyła kocyk i dzieci zajęły się puzzlami. Układanka nie była skomplikowana. Składała się z niewielu elementów o dość sporych rozmiarach. Złożenie jej w całość zajmowało zaledwie pół godzinki.       W pewnym momencie Zuzia chcąc dołożyć kolejny element puzzli Avengers przewróciła stojącą obok szklankę z sokiem porzeczkowym. Zawartość naczynia rozlała  się wprost na złożone części układanki, zabarwiając je kolorem soku. Adaś nabrał głęboko powietrza i po chwili nastąpił atak płaczu, a raczej histerii. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie było szans na wytłumaczenie Adasiowi, że to nie koniec świata. Następnego dnia zawitała do nas Zuzia, wręczając Adasiowi taki sam zestaw Avengers. Radości nie było końca. Na całe szczęście nasi znajomi znaleźli w pobliskim sklepie ostatni egzemplarz zniszczonej układanki.

Spacer po lesie


Niedawno wybraliśmy się ze znajomymi na spacer po okolicznych lasach. Zabraliśmy ze sobą naszego niesfornego beagla – Asti. Pogoda była wspaniała, w sam raz do dłuższych wędrówek. Z  zamiłowania jestem myśliwym, podobnie zresztą jak  mój ojciec, dziad i pradziad. Znam nasze lasy jak mało kto i jeszcze nigdy nie zabłądziłem. Postanowiłem pokazać naszym znajomym najciekawsze miejsca i widoki. Samochód zaparkowałem przed szlabanem i dalej ruszyliśmy pieszo. Szliśmy żwawym krokiem tocząc ciekawą dyskusję na temat łowiectwa. Mało kto wie, że bycie myśliwym to nie tylko polowania, ale również dbanie           o zwierzęta, jak na przykład dokarmianie ich podczas srogich zim. Również zasady łowiectwa są bardzo restrykcyjne. Dyskusja była dość zacięta, gdyż znajoma z zamiłowania jest z kolei wolontariuszką w schronisku dla zwierząt        i jednocześnie wegetarianką. Dotarliśmy w końcu w miejsce, które chciałem im pokazać. Przed nami stała wysoka i spora ambona, zbudowana jeszcze przez mojego dziadka. Wspięliśmy się na górę. Widok był wspaniały. Złote łany zbóż     i tonące w nich, zachodzące słońce oraz ptasi koncert potęgowały wrażenie. Usiedliśmy i napawaliśmy się pięknem natury. Długo jednak nie nacieszyliśmy się widokiem. Nagle zrobiło się ciemno, a granatowe niebo przecięła błyskawica. Na odwrót było za późno. Postanowiliśmy przeczekać nawałnicę     w środku ambony. Wyjąłem z plecaka termos z herbatą i domowe ciasteczka, zaś znajomy, ku memu zdziwieniu, grę planszową „ Kalejdoskop  50 gier”. Byłem zaskoczony, ale i tak nie mieliśmy nic do stracenia. Zawsze noszę ze sobą latarkę, więc nic nie stało na przeszkodzie, by rozegrać małą partyjkę. Szczerze mówiąc bardzo spodobała mi się ta gra, bo każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Zaczęliśmy od szachów. Naszym małżonkom nie bardzo  to odpowiadało. Na całe szczęście „Kalejdoskop  50 gier” to zestaw, jak sama nazwa wskazuje , pięćdziesięciu popularnych gier towarzyskich. Dziewczyny zajęły się młynkiem, a my kontynuowaliśmy szachy. Pochłonięci świetną zabawą nawet nie zauważyliśmy, że przestało padać a na horyzoncie pojawiły się ostatnie promienie słoneczne. To była rewelacyjna przygoda.

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ADHD


Od pewnego casu podejrzewaliśmy z małżonką , iż nasz siedmioletnia córka Ola cierpi na nadpobudliwość psychoruchową. Bardzo często się rozpraszała, nie potrafiła skupić uwagi na jednym zadaniu, była niezwykle ruchliwa i gadatliwa , często „bujała w obłokach”, wybuchała nagłymi napadami złości. Postanowiliśmy zatem udać się z tym problemem do specjalisty .Niestety nasze obawy potwierdziły się . Lekarz udzielił nam wielu cennych wskazówek co do metod leczenia. Okazało się , że istnieją proste sposoby, które mogą choć trochę pomóc takiemu dziecku. Przede wszystkim nasza córka potrzebowała od nas zrozumienia, ponieważ było jej znacznie trudniej niż rówieśnikom. Mózg dzieci nadpobudliwych funkcjonuje bowiem inaczej niż dzieci zdrowych. Takiego dziecko jest bombardowane przez bodźce, w których nie może się połapać. Z tego też powodu niezwykle ważnym elementem jest planowanie każdego dnia takiego malca i wydawanie prostych poleceń, jak również stosowanie pochwał. Co więcej specjalista zalecił nam również ćwiczenia koncentracji uwagi i pamięci. Nasza Ola uwielbia wszystko co jest związane         z lalkami Barbie. Wpadliśmy więc na genialny pomysł. Połączyliśmy jej ulubioną zabawę z ćwiczeniami. Zakupiliśmy puzzle „Barbie i jej super przyjaciele”. Postanowiliśmy spróbować tej metody, gdyż jak wiadomo tego typu układanki są rewelacyjnym ćwiczeniem dla umysłu. Wspomagają pamięć ii koncentrację, a także uczą cierpliwości . Ola zakupioną zabawką była zachwycona. Szkoda, że tak późno wpadliśmy na ten pomysł. Codziennie wieczorem siadaliśmy całą rodziną do wspólnej zabawy. Wyłączaliśmy telewizor i wszystkie zbędne odbiorniki, by nie zakłócać spokoju. Rozsypywaliśmy na stole układankę               „ Barbie i jej super przyjaciele”  i rozpoczynaliśmy zabawę. Staraliśmy się jej nie przeszkadzać , a gdy nie mogła poradzić sobie z jakimś elementem układanki moja żona spokojnym, aksamitnym głosem pytała córkę, czy zechciałaby , aby jej pomóc. Początkowo drażniło ją to ,że nie może dopasować jednej części do drugiej i wtedy wpadała w dobrze nam już znaną złość . Z biegiem jednak czasu te napady były coraz rzadsze i o mniejszej sile. Potrafiła również na tyle się skoncentrować, by w ciszy i skupieniu złożyć układankę w całość. W ten sposób puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele” odegrały ogromne znaczenie w walce        z nadpobudliwością naszej małej Oli.

 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Zuzia


Niedawno zostałem zaproszony przez moją siostrę Elę na niedzielny obiad. Ela jest ode mnie młodsza aż o dwanaście lat. Bardzo lubię ją odwiedzać, choć mieszka niemalże godzinę drogi od mojej wioski. Gotuje wyśmienicie, a ja z jej mężem Andrzejem mamy wspólne hobby. Oboje kochamy wędkować. Raz do roku jedziemy razem oddawać się swojej pasji na Mazury .Ela z Andrzejem mają czteroletnią córeczkę Zuzię, moją ulubienicę o błękitnych oczach i bujnych blond lokach. Zuzia uwielbia wszystko co jest związane z wiejskim gospodarstwem. Mieszka w dużym mieście, ale gdy tylko trafi się okazja przyjeżdża do mnie na wieś i wtedy jest w swoim żywiole. Uwielbia pomagać mi przy zwierzętach, a w szczególności karmić króliki. Niedawno zdradziła mi, że od pewnego czasu bardzo lubi wszystkie zabawki, figurki, układanki, które przedstawiają konie, świnki itd. Pomyślałem więc, że  puzzle z wiejskim motywem byłyby fajnym upominkiem. Pamiętam ,że w dzieciństwie układanie puzzli było jednym z moich ulubionych zajęć. Poza tym tego typu układanki mają wiele zalet. Przede wszystkim wspomagają rozwój dziecka, uczą koncentracji, cierpliwości, umiejętności skupienia i ćwiczą pamięć. Wzór, który dziecko układa może mu pomóc nauczyć się liter, nazw zwierząt, rozpoznawania elementów przyrody i otaczającego nas świata.  Udało mi się całkiem przypadkowo zakupić takie właśnie puzzle ramkowe z serii Farma. Układanka miała duże elementy i przedstawiała całą zagrodę wiejską, a na niej krowy, kury, świnki,  ukochane króliki Zuzi. Gdy dojechałem na miejsce od razu wręczyłem jej upominek. Była przeszczęśliwa. Pobiegła po swoją najlepszą przyjaciółkę, która mieszka piętro niżej i razem usiadły do składania układanki. Raz za razem z dziecięcego pokoju dobiegały odgłosy zachwytu z każdym kolejnym ułożonym elementem. Gdy skończyły zawołały mnie do pokoju, by pokazać swoje dzieło. Zuzia poprosiła z rozbrajającym uśmiechem o kolejny taki upominek. Po przyjeździe do domu wybrałem się do sklepu, w którym zakupiłem puzzle z serii Farma i spytałem, czy posiadają w sprzedaży jakieś inne puzzle, ale z tej samej serii. Okazało się, że Farma składała się aż dwunastu części, a każda układanka przedstawiała inne wydarzenie w tytułowej zagrodzie wiejskiej. Kupiłem kolejne pudełko, udałem się do placówki pocztowej i zgodnie z obietnicą nadałem paczuszkę do mojej ulubienicy Zuzi.

Zaup w Centrum Handlowym


Wczoraj pojechaliśmy ze znajomymi i dwójką ich córeczek na zakupy do największego Centrum Handlowego w Warszawie. Mieszkamy w małej miejscowości , położonej trzydzieści kilometrów od stolicy. Dotarcie na miejsce zajęło nam niemalże dwie godziny. Korki uliczne były okropne. Równie zatłoczone było centrum handlowe. Wszystko za sprawą letnich wyprzedaży,     a także zorganizowanych przy jednym ze sklepów z zabawkami pokazów wszelkiego rodzaju puzzli. Postanowiliśmy najpierw zrobić zakupy, a później      w ramach rozrywki obejrzeć wspomnianą wcześniej wystawę puzzli. Dziewczynki nie mogły się doczekać. Okazało się, że nie tylko można było obejrzeć, ale również spróbować swoich sił w ich układaniu. Młodsza córka naszych znajomych Zosia wybrała serię puzzli o nazwie „Jej wysokość Zosia”. Do gustu najbardziej przypadła jej układanka przedstawiająca księżniczkę w złotej sukni o bujnych kruczoczarnych włosach i zielonych oczach, a w oddali prezentował  się przepiękny zamek na samym szczycie góry. Puzzle składały się ze stu elementów, ale poszczególne części były sporych rozmiarów, stworzone dla dzieci w wieku 5-7 lat. Jej starsza siostra Marika nie chciała być gorsza, więc wybrała układankę z tej samej serii, ale przedstawiającą księżniczkę Zosię podróżującą złotą karocą. Dziewczynki zabrały się za układanie. Żeby im pomóc podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja z przyjacielem pomagaliśmy Zosi, a moja małżonka z żoną przyjaciela – Marice. Postanowiliśmy zorganizować sobie zawody. Ta drużyna, której pierwszej uda się skończyć może czuć się zaproszona przez drużynę przegranych na wspaniałe  lody. „ Jej wysokość Zosia” na całe szczęście okazała się serią puzzli dość prostych w układaniu. Zajęło nam to zaledwie pół godziny. Niestety damska drużyna okazała się szybsza, więc nie było wyjścia i trzeba było zaprosić zwycięzców na deser. Zanim jednak udaliśmy się do cukierni, dokładnie obejrzeliśmy całą wystawę puzzli. Mnie osobiści najbardziej podobały się te w wersji 3D. Wyglądały fantastycznie, szczególnie ułożony przez grupę licealistów model kuli ziemskiej. Z pewnością był bardzo pracochłonny. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem.

 

Urodziny Antosia


Niedawno zostałem zaproszony na siódme urodziny mojego bratanka Antosia.  Antoś to wyjątkowo spokojne dziecko . Zupełne przeciwieństwo mojej bratanicy  Marysi. Ta z kolei, wbrew pozorom, to wcielony diabełek. Co najdziwniejsze, gdy się razem spotkają, potrafią się doskonale bawić. Zupełnie jak w starym powiedzeniu o przyciąganiu się przeciwieństw. Maryśka trajkocze o wszystkim, co jej tylko do głowy przyjdzie, a Antek wręcz z uwielbieniem wsłuchuje się w jej niestworzone opowiadania. Jednym z ulubionych zajęć Antka jest układanie puzzli. Bez względu na to jak skomplikowana jest układanka, potrafi tak długo nad nią siedzieć, dopóty, dopóki nie ułoży jej          w całość. Urodziny zaplanowano na piątkowe popołudnie. Nie pozostawało zatem nic innego jak wybór odpowiedniego dla Antka prezentu. Udałem się zatem do położonej niedaleko hurtowni zabawek.  Mają tam spory wybór            i przystępne ceny. O tym, że najlepszym upominkiem dla mojego bratanka będą puzzle nie było wątpliwości, pozostawał jeszcze tylko wybór motywu układanki. Przypomniałem sobie, że brat niejeden raz wspominał, że Antek uwielbia Kubusia Puchatka. Pomyślałem więc ,że warto by było połączyć ze sobą ulubione formy rozrywki Antka. Ku mojej uciesze znalazłem w hurtowni kilka pozycji puzzli z obrazkami z Kubusia Puchatka. Wybrałem najzabawniejszą moim zdaniem historyjkę – Kąpiel Prosiaczka. Ze sklepu wyszedłem w pełni usatysfakcjonowany, gdy nagle uświadomiłem sobie, że właśnie odjechał mi spod nosa ostatni autobus. Musiałem niestety przebyć drogę do domu Antosia pieszo. Trwało to niemalże czterdzieści minut, bo bratanek mieszka na drugim końcu miasta. Gdy zapukałem do drzwi, okazało się, że jestem mocno spóźniony. Przybyłem na uroczystość ostatni i ominęło mnie najważniejsze wydarzenie – dmuchanie świeczek na torcie. Wyciągnąłem prezent i wręczyłem maluchowi. Antek piszczał z zachwytu. Kąpiel Prosiaczka w formie puzzli przebiła wszystkie inne prezenty. Antoś był tak bardzo wdzięczny, że w nagrodę dla mnie raz jeszcze poprosił mamę o wsadzenie świeczek w okrojony już torcik i stwierdził z powagą : „ wuju, bez ciebie dmuchanie świeczek jest zupełnie bez sensu”. Poczułem się wtedy naprawdę wyjątkowo.           

niedziela, 16 sierpnia 2015

Targ rozmaitości


W ubiegłą sobotę wybrałem się na organizowany w każdy weekend na naszym starym stadionie targ rozmaitości. Lubię tam chodzić, bo za przysłowiową złotówkę można kupić ciekawe i oryginalne rzeczy, od militarnych staroci po kosiarki ogrodowe. Zazwyczaj są  to rzeczy, których ludzie chcą się pozbyć, bo zalegają w domach czy też na strychach. Ostatnio udało mi się zakupić bardzo oryginalną lampę z motywami myśliwskimi. Poranek był wyjątkowo piękny         i ciepły, więc przemierzałem alejki straganików w poszukiwaniu tego czegoś, choć nie miałem sprecyzowanego celu poszukiwań. Na jednym ze stanowisk młody mężczyzna wyprzedawał drobne sprzęty elektroniczne. Moją uwagę przykuł ciekawy zegarek o dość skomplikowanej nazwie VTech-Kidizoom Smart Watch, sprawny i w idealnym stanie. Pomyślałem o wnuczku. Ostatnio wspominał, że przydałby mu się nowy zegarek, bo stary niestety zostawił            w pensjonacie na wycieczce szkolnej. Bardzo tą zgubę przeżywał. Ten na targu przypominał nieco wyglądem zagubiony, ale miał więcej funkcji. Oprócz tradycyjnej tarczy analogowej, można było również ustawić opcję zegarka elektronicznego. Tarcza była podświetlana z motywem piłkarskim, no i był wodoodporny. Prezentował się całkiem ciekawie, a do tego miał wgraną serię gier sprawnościowych i logicznych. Spytałem o cenę. Nie była wygórowana. Podziękowałem i poszedłem dalej, by w spokoju móc przemyśleć ten zakup. Po paru minutach zawróciłem i VTech-Kidizoom Smart Watch był już w moim posiadaniu. Postanowiłem zatem wieczorem odwiedzić mojego wnuczka. N targu rozmaitości spędziłem jeszcze niemalże dwie godziny. Oprócz zegarka udało mi się kupić oryginalną, mosiężną baterię łazienkową. Wróciłem do domu i od razu zabrałem się za jej wymianę. Wyglądała rewelacyjnie. Idealnie wkomponowała się w wystrój pomieszczenia. W godzinach wieczornych wsiadłem w samochód i udałem się z upominkiem do wnuczka. Gdy wszedłem Olek nie odstępował mnie na krok. Był bardzo zdziwiony, że nie mam przy sobie, jak zazwyczaj, torby ze słodyczami. Rozsiadłem się wygodnie   w fotelu i wziąłem go na kolana. Kazałem zamknąć oczy i wystawić dłonie. Czekał podekscytowany, co to za niespodziankę dla niego przygotowałem. Położyłem więc zegarek  o osobliwie nazwie VTech-Kidizoom Smart Watch na małych rączkach Olka. Gdy otworzył oczy, na jego twarzy pojawił się ogromny  uśmiech. Byłem zadowolony, że udało mi się go zaskoczyć i uszczęśliwić.

piątek, 14 sierpnia 2015

Spotkanie po latach


W ubiegły piątek wybrałem się na długi spacer ze swoim psem. Pogoda była doskonała. Było słonecznie, ale nie za gorąco . Temperatura oscylowała              w granicach 22 stopni Celsjusza, a w powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy. Spacerowałem ścieżką wzdłuż koryta przepływającej przez naszą miejscowość rzeki. Minąłem młode małżeństwo, raczące się smakołykami z kosza piknikowego. Pomyślałem, że  taki piknik na łonie natury to doskonały pomysł na spędzenie następnego dnia, o ile aura oczywiście dopisze. Będąc już w pewnej odległości od nich usłyszałem nieśmiało wypowiadane przez mężczyznę moje imię. Odwróciłem się i chwilę przyglądając nieznajomemu, nagle mnie olśniło. Był to mój wierny  przyjaciel z lat szkolnych,Zbyszek, którego nie widziałem od przeszło lat dwudziestu. Po krótkiej wymianie zdań Sławek zaproponował spotkanie. W swoim przydomowym ogrodzie . Z tego co zrozumiałem  Sławek miał pięcioletnią córkę . Nie wypadało iść do młodej damy z pustymi rękoma, więc zakupiłem dla niej mały upominek, puzzle z serii Barbie            - super księżniczka. Mieszkali w  pięknym, parterowym domku. Wręczyłem Zosi puzzle, a gospodyni domu nalewkę z aronii, własnej produkcji. Usiedliśmy do stołu, a Zosia pobiegła uradowana z prezentu do swojego pokoju. Wspominaliśmy stare czasy ,szkolne wycieczki i  pierwsze miłości. Po niespełna godzinie Zosia przybiegła do nas i chwyciwszy  mnie za rękę zaprowadziła do swojego pokoju. Okazało się, że całkiem przypadkiem trafiłem w gust Zosi. Pokój miała w kolorze delikatnego różu, a na ścianach księżniczki z różnych baśni i bajek. Kupno puzzli Barbie – super księżniczka okazało się zatem strzałem w dziesiątkę. Oczywiście pochwaliła się złożoną w całość układanką        i zaczęła opowiadać o wszystkich znanych jej księżniczkach, co która robi, co lubi, jak się ubiera, która ładnie śpiewa, a która pięknie maluje etc. Musiałem obejrzeć całą kolekcję lalek, oczywiście księżniczek i ich  garderoby. Zosia mówiła tak dużo i tak szybko, że ciężko było mi za nią nadążyć. Na całe szczęście na pomoc przyszła jej mama, która zabrała małą gadułę do kąpieli. A my mieliśmy ze Zbyszkiem trochę czasu, by w spokoju kontynuować naszą rozmowę.

środa, 12 sierpnia 2015

Seans w kinie


Niedawno moja wnusia Martynka obchodziła swoje szóste urodziny. Postanowiłem zatem uczcić ten dzień w sposób inny niż zazwyczaj                          i zaproponowałem jej wspólny wypad do kina. Wybór filmu bądź bajki należał do niej. Przejrzeliśmy razem repertuar na niedzielne popołudnie . Martynka zdecydowała, że obejrzymy nowy film animowany  produkcji Walta Disneya „ Kraina Lodu”. Kupiliśmy bilety i wygodnie rozsiedliśmy się w loży Sali kinowej. Film był świetny, a moja wnusia zachwycona. Opowiada on o tym jak główna bohaterka Anna wyrusza w podróż, żeby odnaleźć siostrę Elsę, która osiadając moc kontroli nad śniegiem i lodem sprowadza srogą zimę na swoje królestwo. Anna ma zamiar położyć kres pogodowym anomaliom. Przeżywa fascynujące przygody, poznaje ciekawe postacie. Mnie osobiście wycieczka po Krainie Lodu upłynęła w bardzo sympatycznej  atmosferze . Miło było patrzeć, jak Martynka przeżywa przygody wraz z bohaterami bajki. Po zakończonym seansie zabrałem wnuczkę do sklepu z zabawkami, aby mogła wybrać sobie prezent. Nastawiłem się na kolejną lalkę, ale Martynka mnie zaskoczyła . Poprosiła o puzzle Przyjaciele z Krainy Lodu. Pomyślałem , że to genialny wybór, po pierwsze dlatego że będzie miała jakąś pamiątkę ze wspólnie spędzonego dnia, a po drugie układanie puzzli to bardzo rozwijające zajęcie . Po przyjeździe do domu, zjedliśmy kolację i usiedliśmy do wspólnego układania .W trakcie zabawy, musiała oczywiście opowiedzieć rodzicom, jak upłynął jej dzień i o czym była bajka. Pomimo zmęczenia, udało nam się złożyć w całość  układankę, a nie należała ona do najłatwiejszych. Składała  się z stu części i była dość trudna.        Z pomocą rodziców o dwóch godzinach pracy, udało się skończyć zadanie. Poprosiłem Martynkę, aby nie ruszała puzzli do następnego dnia. Rankiem zakupiłem antyramę i delikatnie przeniosłem efekty naszej pracy pod szklaną osłonę. Przyjaciele z Krainy Lodu zostali uwiecznieni. Martynka była zachwycona pomysłem. Poprosiła, aby wyjątkowy obrazek zawisł nad jej łóżeczkiem i stwierdziła stanowczo ,że o był najlepszy prezent urodzinowy. Byłem szczęśliwy.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Piknik nad jeziorem


W miniony weekend wybraliśmy się na rodzinny piknik w okolice miejscowego jeziora. Pogoda była rewelacyjna. Tylko nasze dzieciaki nie były tym pomysłem zachwycone. Przyzwyczajone do spędzania wolnego czasu przed komputerem bardzo cierpiały, że tego dnia nie będą mogły korzystać z dobrodziejstw internetu. Oczywiście z góry przewidziałem ich reakcję, więc dzień wcześniej wybrałem się do sklepu z zabawkami i kupiłem grę planszową Memos – Kraina Lodu, aby urozmaicić im ten dzień. Gdy rozłożyliśmy nasze koce piknikowe, zaczęło się biadolenie, że im się nudzi, że nie ma żadnych rozrywek ani gier. Tylko czekałem na ten moment i z uśmiechem na twarzy przyniosłem                    z samochodu wspomnianą wcześniej grę. Początkowo wcale nie byli nią zainteresowani. Stwierdzili bowiem, że gry planszowe dobre są staruszków a nie dla nich. Położyłem ją więc na widoku i nie zwracając uwagi na ich narzekania, napawałem się pięknem otaczającej mnie przyrody. Po pewnym czasie, Piotrek mój starszy syn, znużony bezczynnością postanowił zajrzeć, co kryje w sobie zakupiona przeze mnie gra i na czym polega. Udawałem oczywiście , że tego nie widzę. Poklepał młodszego Adasia po ramieniu                 i wspólnie zaczęli dyskutować nad zasadami gry, a były one banalne. Na 60 kartonikach znajdowało się 30 obrazków z postaciami z filmu Disneya „Kraina Lodu”, które należało ze sobą połączyć w pary. Dla utrudnienia kartoniki należało ułożyć obrazkami do dołu , odnajdując jak najwięcej par. Gra kończyła się w momencie, gdy wszystkie pary zostały odnalezione. Tak, jak się spodziewałem, chłopców pochłonęła rywalizacja . Nie obyło się również bez kilku niegroźnych sprzeczek, kto oszukiwał a kto nie. Gdy wygrał Adaś, Piotruś na chwilę się obraził, rzucając krótko, że musiał oszukiwać, bo przecież jest starszy i to niemożliwe że młodszemu bratu udałoby się tyle zapamiętać. Muszę przyznać, że Memos-Kraina Lodu, choć banalna, to gra ćwicząca przede wszystkim pamięć wzrokową, koncentrację no i oczywiście spostrzegawczość. W sam raz dla tak młodych umysłów.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Moje własne przedszkole


Wczoraj wieczorem odwiedziły mnie moje córki i poprosiły o pomoc w opiece nad dziećmi. Nie byłoby w tym nic strasznego , gdyby nie fakt, że miałem się nimi zajmować cały tydzień, podczas gdy  obie wraz z mężami wybiorą się na tygodniowy wypad w góry. Odkąd pamiętam zawsze chcieli wspólnie odkrywać łańcuchy górskie naszych pięknych Tatr, ale nigdy nie było ku temu okazji. Teraz kiedy dzieciaki są już na tyle duże, mogą w końcu zrealizować swoje marzenia. Szkoda tylko, że decyzję o wyjeździe podjęli w ostatniej chwili i właściwie postawili mnie troszkę w sytuacji bez wyjścia. Kocham moje wnuki i bardzo lubię gdy mnie odwiedzają, ale perspektywa spędzenia siedmiu dni                     w towarzystwie czterech urwisów przyprawiała mnie o zawrót głowy .Oczywiście nie odmówiłem i z uśmiechem na twarzy powiedziałem, że to żaden problem. Niestety problem był i to spory. Byłem przerażony, że sobie nie poradzę. Moja żona właśnie wyjechała do sanatorium, a tu taka niespodzianka. Całą noc rozmyślałem, jak mogę dzieciakom zorganizować wolny czas. Były ferie zimowe. Z pewnością wybierzemy się na sanki albo łyżwy, ale co dalej. Postanowiłem odwiedzić sklep z zabawkami. Poprosiłem o pomoc właścicielkę sklepu. Zaproponowała grę „ Kalejdoskop 50 gier” wydawnictwa Trefl. Właściwie nie była to jedna gra, ale rodzinny zestaw gier. Jak sama nazwa wskazywała składał się on z 50 gier. W komplecie producent przewidział instrukcję i komplet akcesoriów do wspólnej zabawy. Pomyślałem ,że to idealny pomysł na spędzenie długich zimowych wieczorów w towarzystwie moich wnuków. Miałem nadzieję, że popularne gry takie jak szachy, młynek, tryktrak    i wiele innych pozycji przypadną im do gustu i siedem dni upłynie zanim się obejrzę. Kupiłem grę i pojechałem do marketu zrobić zapasy w lodówce. Zadowolony z zakupów czekałem na przyjazd moich wnucząt. Pomyślałem sobie, że będę miał swoje własne przedszkole. Teraz pozostawało tylko czekać na ich przyjazd. „ Kalejdoskop 50  gier ” miał być zatem moim asem w rękawie.

środa, 5 sierpnia 2015

Klub miłośników puzzli


Od kilku miesięcy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w naszym niewielkim mieście działa Klub Miłośników Puzzli i cieszy się rosnącą popularnością . Niedawno miałem okazję sprawdzić jak w rzeczywistości to wszystko wygląda . Wybrałem się tam z moim ośmioletnim bratankiem Kamilem. W obszernej Sali na półach zamiast książek leżały pudła z puzzlami. Pośrodku znajdowały się stoły, przy których siedziały grupki dzieciaków układających wybrane przez siebie historie obrazkowe. Spoczywające na półkach puzzle były różnych formatów, rozmiarów, z przeróżnymi motywami. Nie zabrakło również cieszących największym zainteresowaniem wśród starszych puzzli trójwymiarowych. Warunkiem skorzystania z niecodziennej atrakcji było zapisanie  się do Klubu Miłośników Puzzli oraz złożenie deklaracji uczestniczenia w zajęciach co najmniej dwa razy w miesiącu. Kamil poprosił mnie o  pomoc       w wypełnieniu formularza zgłoszenia i deklaracji. Po dopełnieniu formalności przyszła pora wybrać odpowiednia układankę i zasiąść do stołu. Wybór padł na Avengers – Puzzle Magic Decor. Bratanek wyjaśnił mi na wstępie, że Avengers to drużyna  bohaterów jednego z jego ulubionych filmów i bajek, która stawia czoła bezwzględnemu wrogowi, żeby ochronić Ziemię przed zagładą. W skład drużyny wchodzą Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka, Hulk, Sokole Oko i Czarna Wdowa, a każda z tych postaci posiada inną moc i umiejętności. Puzzle składały się ze stu dwudziestu elementów. Pierwsza myśl, jaka przeszła mi przez głowę, że we dwójkę będziemy układać te puzzle do rana, ale nagle do naszego stolika podeszli dwaj chłopcy w wieku dziesięć i jedenaście lat i spytali Kamila, co układa. Gdy w odpowiedzi usłyszeli, że Avengers – Puzzle Magic Decor, uśmiechem na twarzy zaproponowali swoją pomoc. Okazało się, że to ich ulubiona układanka, którą znają niemalże na pamięć . Wybawili mnie z opresji. Z ich pomocą puzzle były złożone w całość po niemalże godzince, a Kamilowi tak bardzo przypadli do gustu nowi koledzy, że umówił się z nimi na kolejny dzień. Stwierdził, że następnym razem zabierze ze sobą swojego starszego brata, żeby mu pokazać jak ciekawe może być wspólne składanie puzzli.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Ferie zimowe


W czasie zorganizowanych przez naszą szkołę ferii zimowych, jako opiekun grupy, miałem okazje pograć z dziećmi w grę planszową wydawnictwa Trefl „ 5 sekund Junior”. Pogoda nie zachęcała do zimowych igraszek. Był siarczysty mróz i silny wiatr. Jak to bywa w czasie takiego dyżuru, grupa była łączona, to znaczy znalazły si e w niej dzieci z różnych klas 1-3. Postanowiłem zatem pokazać dzieciakom, że gra planszowa potrafi być równie emocjonująca, co gry komputerowe, a do tego uczy zdrowej rywalizacji. Chociaż gra „ 5 sekund Junior” nie jest właściwie przeznaczona dla dużej ilości graczy, postanowiłem wszystkich uczestników podzielić na dwie drużyny. Metoda ta sprawdziła się znakomicie. W każdej drużynie wyznaczyłem kapitana, pilnującego porządku, by każde dziecko mogło wziąć udział w grze i nie zostało pominięte. Rozgrywkę rozpocząłem od ustawienia tzw. „gorącego krzesła”, na którym po kolie siadali uczestnicy gry, aby odpowiadać na zadane im pytania. Zasady gry były bardzo proste. Polegają one na tym, że każdy gracz ma w ciągu pięciu sekund odpowiedzieć na zadane mu pytanie z karty gry. Żeby najmłodszym uczestnikom ułatwić zadanie, pierwszoklasiści mieli podać dwie odpowiedzi, starsze dzieci już trzy. Gra spodobała się dzieciakom, ale były momenty, że tym młodszym trzeba było dać więcej  czasu na odpowiedź. Dzięki wprowadzonemu podziałowi na dwie drużyny , no i oczywiście lekkiemu zmodyfikowaniu zasad gry, w rozgrywce wzięły udział niemalże wszyscy podopieczni, z wyjątkiem najmłodszej dziewczynki, której nie mogliśmy żadnymi namowami nakłonić do wspólnej zabawy. W grze jest ponad siedemset pytań, więc szansa na powtórzenie któregoś z nich była praktycznie niemożliwa. Pytania były oczywiście dostosowane wiekowo do poziomu wiedzy maluchów i poruszały różne sfery . Dzięki temu gra pomimo tego ,że była czasochłonna i wiele osób brało w niej udział nie stała się nudna. Z pewnością „ 5 sekund junior” to jedna z fajniejszych propozycji przygotowanych przez wydawnictwo Trefl i mam nadzieję, że przez długie lata będzie służyć moim podopiecznym.