W ubiegłym roku z okazji zbliżających się Świąt Bożego
Narodzenia nasz wnuczka Iga sporządziła
pierwszy w swoim życiu prawdziwy list do Świętego Mikołaja. Uczęszczała do drugiej klasy szkoły
podstawowej i już na tyle dobrze znała alfabet, że mogła samodzielnie go
napisać. Jej wcześniejsze listy zawsze przybierały formę rysunków, z tego też
powodu ten ostatni był prawdziwym listem zaczynającym się od magicznych słów : „ Kochany Święty Mikołaju…”. W niedługim czasie list dotarł również i do
nas. Po uważnym przeczytaniu udaliśmy się do sklepu z zabawkami, celem
zakupienia jednego z prezentów o
które prosiła Siwobrodego. Poprosiliśmy o pomoc sprzedawczynię, gdyż nie bardzo
wiedzieliśmy co też niektóre określenia zawarte w tajemniczym liście oznaczają.
Jedną z pozycji były, jak się okazało,
puzzle o nazwie „Wesoły dzień Zosi”. Ku naszemu zaskoczeniu w jednym pudełku
zamknięto aż cztery układanki, składające się z różnej ilości elementów. Po ich
złożeniu w całość można otrzymać cztery zabawne obrazki z Królewną Zosią w tle.
Kupiliśmy prezent i zadowoleni z zakupu wróciliśmy do domu. W przeddzień
Wigilii Bożego Narodzenia podłożyliśmy
prezenty pod choinkę. Wśród nich były oczywiście pięknie opakowane puzzle „
Wesoły Dzień Zosi”. Nie mogliśmy się doczekać momentu, w którym Iga odpakuje
upominek. Zawsze takie chwile uwieczniamy na zdjęciach. Tuż przed przybyciem
gości raz jeszcze zajrzałem do pokoju, w którym stała przystrojona świątecznymi
pierniczkami choinka. W pewnym
momencie osłupiałem. Brakowało jednego prezentu. Raz jeszcze przejrzałem
wszystkie pakuneczki i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Brakowało prezentu
dla Igi. Zamarłem. Za piętnaście minut mieli zjawić się goście. Zacząłem
pieczołowicie przeszukiwać wszystkie zakamarki, niestety z marnym rezultatem. Zadzwonił dzwonek
do drzwi. Pierwsza wbiegła Iga i z rozbrajającym uśmiechem zapytała,
czy Święty Mikołaj podrzucił już jakiś prezent dla niej pod choinkę. Skłamałem
,że jeszcze nie, bo widocznie dostarcza prezenty innym dzieciom , ale z pewnością o nas nie zapomni. Iga skrzywiła
się, ale posłusznie pomaszerowała do salonu, w którym stał stół wigilijny. W
pewnym momencie zawołała mnie córka i pokazując palcem na kojec naszego
labradora głośno się roześmiała. Nasz Maks spał zwinięty w kłębek, a spod
jego ogromnego cielska wystawało złote pudełko przepasane czerwoną wstęgą. Na
całe szczęście” Wesoły dzień Zosi” wrócił na swoje miejsce , pod przystrojoną
pierniczkami choinkę. Odetchnąłem z ulgą.
niedziela, 30 sierpnia 2015
środa, 26 sierpnia 2015
Niespodziewani goście
W ubiegłym tygodniu na
kolację zaprosiliśmy córkę z zięciem i wnuczką Paulinką. Żona upiekła pyszną
kaczkę z jabłkami, na deser przygotowała francuskie rogaliki z morelami . W
pewnym momencie zadzwonił telefon. Była
to moja młodsza siostra Janina. Pytała co słychać, czy wszyscy są zdrowi i jak
spędzamy wieczór. Janina mieszka w Pruszkowie, prawie sto kilometrów od nas.
Niezbyt często się widujemy, zazwyczaj przy okazji świąt. Pozdrowiła wszystkich
zgromadzonych i się pożegnała. Był to troszkę dziwny telefon, gdyż Janina ma w
zwyczaju dzwonić do nas w niedzielne poranki. Pomyślałem, że widocznie
odczuwała taką potrzebę. Wróciłem do swoich gości. Po niespełna godzinie rozległo się niespodziewane pukanie
do drzwi. Gdy otworzyłem, ze zdumienia przetarłem oczy. W progu stała Janina ze
swoim pięcioletnim wnuczkiem Oliwierem. Teraz dopiero zrozumiałem czemu miał
służyć ten wieczorny telefon. Chciała zbadać podłoże. Paulinka rzuciła się na
szyję Oliwierowi. Byli w tym samym wieku i uwielbiali spędzać ze sobą czas.
Janina wręczyła Paulince puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dzieciaki od razu
pobiegły do pokoju złożyć układankę. Było to nam na rękę . Mogliśmy spokojnie
porozmawiać. Okazało się, że Janina opiekowała się Oliwierem w trakcie ferii
zimowych i wczoraj wpadła na genialny pomysł, by nas odwiedzić. Jak to bywa u
mojej siostry od pomysłu do jego zrealizowania nie trzeba długo czekać. Zawsze
była prędka, ale jak coś powiedziała, to choćby się paliło, słowa dotrzymać
musiała. Tak było i tym razem . Obiecała Oliwierowi, że odwiedzi Paulinkę i tak
też się stało . W drodze zatrzymali się w sklepie z zabawkami i postanowili kupić Paulince jakiś
upominek. Podobno wybór puzzli „ Jej wysokość Zosia” należał do Oliwiera.
Stwierdził on bowiem , że Paulinka uwielbia królewny i ta układanka z pewnością
bardzo jej się spodoba. Rzeczywiście tak było. Zajrzeliśmy do pokoju, w którym
bawiły się dzieci. Paulinka raz po raz dziękowała Oliwerowi za prezent. Tak
bardzo podobały jej się puzzle, że stwierdziła, że był to najlepszy upominek,
jaki kiedykolwiek dostała.
Plama
W ubiegłym tygodniu
odwiedziliśmy naszych starych znajomych. Mieszkają oni w pięknym domku,
położonym na skraju lasu, na obrzeżach naszego miasta. Mają wspaniały ogród
pośrodku którego usytuowana jest altana, w której letnią porą zazwyczaj
spędzamy wspólne wieczory. Przyjaźnimy się od przeszło dwudziestu lat. W
ogrodzie znajduje się również huśtawka ogrodowa, trampolina i basen. To
dodatkowe wyposażenie zostało postawione z myślą o ich ukochanej wnuczce. Niestety wizyty
wnuczki Zuzi zdarzają się niezwykle rzadko, bowiem ich mała ulubienica dwa lata
temu wyjechała wraz z rodzicami na drugi koniec Polski . Tym razem mieliśmy
wyjątkową okazję spotkać Zuzię. Zabraliśmy ze sobą naszego wnuka, żeby dzieci
mogły się wreszcie poznać . Nasz wnuczek Adaś jest o rok starszy od Zuźki.
Mieliśmy więc nadzieję, że nasi podopieczni przypadną sobie do gustu i będą się
świetnie bawić, Wybraliśmy się do nich w pewny upalny, sobotni wieczór. Jak
zwykle gospodyni domu przygotowała wspaniałą kolację. Początkowo nasze wnuki świetnie
się dogadywały. Najwięcej radości sprawiała im zabawa w ogrodowym basenie. Było
upalnie, a woda była rewelacyjna. Gdy znudziły się kąpielą postanowiły zagrać w grę , którą zabrała ze sobą ze
Szczecina Zuzia. Nasz wnuczek Adam również chciał pochwalić się swoim
najnowszym prezentem. Wyjął ze swojego plecaczka ulubione puzzle Avengers.
Układankę dostał od nas na swoje piąte urodziny i od tamtej pory się z nią nie rozstawał.
Uwielbiał bajkowych bohaterów o super mocach. Zuzia rozłożyła kocyk i dzieci
zajęły się puzzlami. Układanka nie była skomplikowana. Składała się z niewielu
elementów o dość sporych rozmiarach. Złożenie jej w całość zajmowało zaledwie
pół godzinki. W pewnym momencie
Zuzia chcąc dołożyć kolejny element puzzli Avengers przewróciła stojącą obok
szklankę z sokiem porzeczkowym. Zawartość naczynia rozlała się wprost na złożone części układanki,
zabarwiając je kolorem soku. Adaś nabrał głęboko powietrza i po chwili nastąpił
atak płaczu, a raczej histerii. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie było szans
na wytłumaczenie Adasiowi, że to nie koniec świata. Następnego dnia zawitała do
nas Zuzia, wręczając Adasiowi taki sam zestaw Avengers. Radości nie było końca.
Na całe szczęście nasi znajomi znaleźli w pobliskim sklepie ostatni egzemplarz
zniszczonej układanki.
Spacer po lesie
Niedawno wybraliśmy się ze znajomymi na spacer po okolicznych
lasach. Zabraliśmy ze sobą naszego niesfornego beagla – Asti. Pogoda była
wspaniała, w sam raz do dłuższych wędrówek. Z
zamiłowania jestem myśliwym, podobnie zresztą jak mój ojciec, dziad i pradziad. Znam nasze lasy
jak mało kto i jeszcze nigdy nie zabłądziłem. Postanowiłem pokazać naszym znajomym
najciekawsze miejsca i widoki. Samochód zaparkowałem przed szlabanem i dalej
ruszyliśmy pieszo. Szliśmy żwawym krokiem tocząc ciekawą dyskusję na temat
łowiectwa. Mało kto wie, że bycie myśliwym to nie tylko polowania, ale również
dbanie o zwierzęta, jak na
przykład dokarmianie ich podczas srogich zim. Również zasady łowiectwa są
bardzo restrykcyjne. Dyskusja była dość zacięta, gdyż znajoma z zamiłowania
jest z kolei wolontariuszką w schronisku dla zwierząt i
jednocześnie wegetarianką. Dotarliśmy w końcu w miejsce, które chciałem im
pokazać. Przed nami stała wysoka i spora ambona, zbudowana jeszcze przez mojego
dziadka. Wspięliśmy się na górę. Widok był wspaniały. Złote łany zbóż i tonące w nich, zachodzące słońce oraz
ptasi koncert potęgowały wrażenie. Usiedliśmy i napawaliśmy się pięknem natury.
Długo jednak nie nacieszyliśmy się widokiem. Nagle zrobiło się ciemno, a
granatowe niebo przecięła błyskawica. Na odwrót było za późno. Postanowiliśmy
przeczekać nawałnicę w środku ambony.
Wyjąłem z plecaka termos z herbatą i domowe ciasteczka, zaś znajomy, ku memu
zdziwieniu, grę planszową „ Kalejdoskop 50
gier”. Byłem zaskoczony, ale i tak nie mieliśmy nic do stracenia. Zawsze noszę
ze sobą latarkę, więc nic nie stało na przeszkodzie, by rozegrać małą partyjkę.
Szczerze mówiąc bardzo spodobała mi się ta gra, bo każdy mógł znaleźć coś dla
siebie. Zaczęliśmy od szachów. Naszym małżonkom nie bardzo to odpowiadało. Na całe szczęście
„Kalejdoskop 50 gier” to zestaw, jak
sama nazwa wskazuje , pięćdziesięciu popularnych gier towarzyskich. Dziewczyny
zajęły się młynkiem, a my kontynuowaliśmy szachy. Pochłonięci świetną zabawą
nawet nie zauważyliśmy, że przestało padać a na horyzoncie pojawiły się
ostatnie promienie słoneczne. To była rewelacyjna przygoda.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
ADHD
Od pewnego casu podejrzewaliśmy z małżonką , iż nasz
siedmioletnia córka Ola cierpi na nadpobudliwość psychoruchową. Bardzo często
się rozpraszała, nie potrafiła skupić uwagi na jednym zadaniu, była niezwykle
ruchliwa i gadatliwa , często „bujała w obłokach”, wybuchała nagłymi napadami
złości. Postanowiliśmy zatem udać się z tym problemem do specjalisty .Niestety
nasze obawy potwierdziły się . Lekarz udzielił nam wielu cennych wskazówek co
do metod leczenia. Okazało się , że istnieją proste sposoby, które mogą choć
trochę pomóc takiemu dziecku. Przede wszystkim nasza córka potrzebowała od nas
zrozumienia, ponieważ było jej znacznie trudniej niż rówieśnikom. Mózg dzieci
nadpobudliwych funkcjonuje bowiem inaczej niż dzieci zdrowych. Takiego dziecko
jest bombardowane przez bodźce, w których nie może się połapać. Z tego też
powodu niezwykle ważnym elementem jest planowanie każdego dnia takiego malca i
wydawanie prostych poleceń, jak również stosowanie pochwał. Co więcej
specjalista zalecił nam również ćwiczenia koncentracji uwagi i pamięci. Nasza
Ola uwielbia wszystko co jest związane z lalkami Barbie. Wpadliśmy więc na
genialny pomysł. Połączyliśmy jej ulubioną zabawę z ćwiczeniami. Zakupiliśmy
puzzle „Barbie i jej super przyjaciele”. Postanowiliśmy spróbować tej metody,
gdyż jak wiadomo tego typu układanki są rewelacyjnym ćwiczeniem dla umysłu.
Wspomagają pamięć ii koncentrację, a także uczą cierpliwości . Ola zakupioną
zabawką była zachwycona. Szkoda, że tak późno wpadliśmy na ten pomysł.
Codziennie wieczorem siadaliśmy całą rodziną do wspólnej zabawy. Wyłączaliśmy
telewizor i wszystkie zbędne odbiorniki, by nie zakłócać spokoju.
Rozsypywaliśmy na stole układankę „ Barbie i jej super przyjaciele” i rozpoczynaliśmy zabawę. Staraliśmy się jej
nie przeszkadzać , a gdy nie mogła poradzić sobie z jakimś elementem układanki
moja żona spokojnym, aksamitnym głosem pytała córkę, czy zechciałaby , aby jej
pomóc. Początkowo drażniło ją to ,że nie może dopasować jednej części do
drugiej i wtedy wpadała w dobrze nam już znaną złość . Z biegiem jednak czasu
te napady były coraz rzadsze i o mniejszej sile. Potrafiła również na tyle się
skoncentrować, by w ciszy i skupieniu złożyć układankę w całość. W ten sposób
puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele” odegrały ogromne znaczenie w walce z
nadpobudliwością naszej małej Oli.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Zuzia
Niedawno zostałem zaproszony przez moją siostrę Elę na
niedzielny obiad. Ela jest ode mnie młodsza aż o dwanaście lat. Bardzo lubię ją
odwiedzać, choć mieszka niemalże godzinę drogi od mojej wioski. Gotuje
wyśmienicie, a ja z jej mężem Andrzejem mamy wspólne hobby. Oboje kochamy
wędkować. Raz do roku jedziemy razem oddawać się swojej pasji na Mazury .Ela z
Andrzejem mają czteroletnią córeczkę Zuzię, moją ulubienicę o błękitnych oczach
i bujnych blond lokach. Zuzia uwielbia wszystko co jest związane z wiejskim
gospodarstwem. Mieszka w dużym mieście, ale gdy tylko trafi się okazja
przyjeżdża do mnie na wieś i wtedy jest w swoim żywiole. Uwielbia pomagać mi
przy zwierzętach, a w szczególności karmić króliki. Niedawno zdradziła mi, że
od pewnego czasu bardzo lubi wszystkie zabawki, figurki, układanki, które
przedstawiają konie, świnki itd. Pomyślałem więc, że puzzle z wiejskim motywem byłyby fajnym
upominkiem. Pamiętam ,że w dzieciństwie układanie puzzli było jednym z moich
ulubionych zajęć. Poza tym tego typu układanki mają wiele zalet. Przede
wszystkim wspomagają rozwój dziecka, uczą koncentracji, cierpliwości,
umiejętności skupienia i ćwiczą pamięć. Wzór, który dziecko układa może mu
pomóc nauczyć się liter, nazw zwierząt, rozpoznawania elementów przyrody i
otaczającego nas świata. Udało mi się
całkiem przypadkowo zakupić takie właśnie puzzle ramkowe z serii Farma.
Układanka miała duże elementy i przedstawiała całą zagrodę wiejską, a na niej
krowy, kury, świnki, ukochane króliki
Zuzi. Gdy dojechałem na miejsce od razu wręczyłem jej upominek. Była
przeszczęśliwa. Pobiegła po swoją najlepszą przyjaciółkę, która mieszka piętro
niżej i razem usiadły do składania układanki. Raz za razem z dziecięcego pokoju
dobiegały odgłosy zachwytu z każdym kolejnym ułożonym elementem. Gdy skończyły
zawołały mnie do pokoju, by pokazać swoje dzieło. Zuzia poprosiła z rozbrajającym
uśmiechem o kolejny taki upominek. Po przyjeździe do domu wybrałem się do
sklepu, w którym zakupiłem puzzle z serii Farma i spytałem, czy posiadają w
sprzedaży jakieś inne puzzle, ale z tej samej serii. Okazało się, że Farma
składała się aż dwunastu części, a każda układanka przedstawiała inne
wydarzenie w tytułowej zagrodzie wiejskiej. Kupiłem kolejne pudełko, udałem się
do placówki pocztowej i zgodnie z obietnicą nadałem paczuszkę do mojej
ulubienicy Zuzi.
Zaup w Centrum Handlowym
Wczoraj pojechaliśmy ze znajomymi i dwójką ich córeczek na
zakupy do największego Centrum Handlowego w Warszawie. Mieszkamy w małej
miejscowości , położonej trzydzieści kilometrów od stolicy. Dotarcie na miejsce
zajęło nam niemalże dwie godziny. Korki uliczne były okropne. Równie zatłoczone
było centrum handlowe. Wszystko za sprawą letnich wyprzedaży, a także zorganizowanych przy jednym ze
sklepów z zabawkami pokazów wszelkiego rodzaju puzzli. Postanowiliśmy najpierw
zrobić zakupy, a później w ramach rozrywki obejrzeć wspomnianą
wcześniej wystawę puzzli. Dziewczynki nie mogły się doczekać. Okazało się, że
nie tylko można było obejrzeć, ale również spróbować swoich sił w ich
układaniu. Młodsza córka naszych znajomych Zosia wybrała serię puzzli o nazwie
„Jej wysokość Zosia”. Do gustu najbardziej przypadła jej układanka
przedstawiająca księżniczkę w złotej sukni o bujnych kruczoczarnych włosach i
zielonych oczach, a w oddali prezentował
się przepiękny zamek na samym szczycie góry. Puzzle składały się ze stu
elementów, ale poszczególne części były sporych rozmiarów, stworzone dla dzieci
w wieku 5-7 lat. Jej starsza siostra Marika nie chciała być gorsza, więc
wybrała układankę z tej samej serii, ale przedstawiającą księżniczkę Zosię
podróżującą złotą karocą. Dziewczynki zabrały się za układanie. Żeby im pomóc
podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja z przyjacielem pomagaliśmy Zosi, a moja
małżonka z żoną przyjaciela – Marice. Postanowiliśmy zorganizować sobie zawody.
Ta drużyna, której pierwszej uda się skończyć może czuć się zaproszona przez
drużynę przegranych na wspaniałe lody. „
Jej wysokość Zosia” na całe szczęście okazała się serią puzzli dość prostych w
układaniu. Zajęło nam to zaledwie pół godziny. Niestety damska drużyna okazała
się szybsza, więc nie było wyjścia i trzeba było zaprosić zwycięzców na deser.
Zanim jednak udaliśmy się do cukierni, dokładnie obejrzeliśmy całą wystawę
puzzli. Mnie osobiści najbardziej podobały się te w wersji 3D. Wyglądały
fantastycznie, szczególnie ułożony przez grupę licealistów model kuli
ziemskiej. Z pewnością był bardzo pracochłonny. Do domu wróciliśmy późnym
wieczorem.
Urodziny Antosia
Niedawno zostałem zaproszony na siódme urodziny mojego
bratanka Antosia. Antoś to wyjątkowo
spokojne dziecko . Zupełne przeciwieństwo mojej bratanicy Marysi. Ta z kolei, wbrew pozorom, to
wcielony diabełek. Co najdziwniejsze, gdy się razem spotkają, potrafią się
doskonale bawić. Zupełnie jak w starym powiedzeniu o przyciąganiu się
przeciwieństw. Maryśka trajkocze o wszystkim, co jej tylko do głowy przyjdzie,
a Antek wręcz z uwielbieniem wsłuchuje się w jej niestworzone opowiadania.
Jednym z ulubionych zajęć Antka jest układanie puzzli. Bez względu na to jak
skomplikowana jest układanka, potrafi tak długo nad nią siedzieć, dopóty,
dopóki nie ułoży jej w całość.
Urodziny zaplanowano na piątkowe popołudnie. Nie pozostawało zatem nic innego
jak wybór odpowiedniego dla Antka prezentu. Udałem się zatem do położonej
niedaleko hurtowni zabawek. Mają tam
spory wybór i przystępne ceny.
O tym, że najlepszym upominkiem dla mojego bratanka będą puzzle nie było
wątpliwości, pozostawał jeszcze tylko wybór motywu układanki. Przypomniałem
sobie, że brat niejeden raz wspominał, że Antek uwielbia Kubusia Puchatka.
Pomyślałem więc ,że warto by było połączyć ze sobą ulubione formy rozrywki
Antka. Ku mojej uciesze znalazłem w hurtowni kilka pozycji puzzli z obrazkami z
Kubusia Puchatka. Wybrałem najzabawniejszą moim zdaniem historyjkę – Kąpiel
Prosiaczka. Ze sklepu wyszedłem w pełni usatysfakcjonowany, gdy nagle
uświadomiłem sobie, że właśnie odjechał mi spod nosa ostatni autobus. Musiałem
niestety przebyć drogę do domu Antosia pieszo. Trwało to niemalże czterdzieści
minut, bo bratanek mieszka na drugim końcu miasta. Gdy zapukałem do drzwi,
okazało się, że jestem mocno spóźniony. Przybyłem na uroczystość ostatni i
ominęło mnie najważniejsze wydarzenie – dmuchanie świeczek na torcie.
Wyciągnąłem prezent i wręczyłem maluchowi. Antek piszczał z zachwytu. Kąpiel
Prosiaczka w formie puzzli przebiła wszystkie inne prezenty. Antoś był tak
bardzo wdzięczny, że w nagrodę dla mnie raz jeszcze poprosił mamę o wsadzenie świeczek
w okrojony już torcik i stwierdził z powagą : „ wuju, bez ciebie dmuchanie
świeczek jest zupełnie bez sensu”. Poczułem się wtedy naprawdę wyjątkowo.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Targ rozmaitości
W ubiegłą sobotę wybrałem się na organizowany w każdy weekend
na naszym starym stadionie targ rozmaitości. Lubię tam chodzić, bo za
przysłowiową złotówkę można kupić ciekawe i oryginalne rzeczy, od militarnych
staroci po kosiarki ogrodowe. Zazwyczaj są
to rzeczy, których ludzie chcą się pozbyć, bo zalegają w domach czy też
na strychach. Ostatnio udało mi się zakupić bardzo oryginalną lampę z motywami
myśliwskimi. Poranek był wyjątkowo piękny i ciepły, więc przemierzałem alejki
straganików w poszukiwaniu tego czegoś, choć nie miałem sprecyzowanego celu
poszukiwań. Na jednym ze stanowisk młody mężczyzna wyprzedawał drobne sprzęty
elektroniczne. Moją uwagę przykuł ciekawy zegarek o dość skomplikowanej nazwie
VTech-Kidizoom Smart Watch, sprawny i w idealnym stanie. Pomyślałem o wnuczku.
Ostatnio wspominał, że przydałby mu się nowy zegarek, bo stary niestety
zostawił w pensjonacie na
wycieczce szkolnej. Bardzo tą zgubę przeżywał. Ten na targu przypominał nieco
wyglądem zagubiony, ale miał więcej funkcji. Oprócz tradycyjnej tarczy
analogowej, można było również ustawić opcję zegarka elektronicznego. Tarcza
była podświetlana z motywem piłkarskim, no i był wodoodporny. Prezentował się
całkiem ciekawie, a do tego miał wgraną serię gier sprawnościowych i
logicznych. Spytałem o cenę. Nie była wygórowana. Podziękowałem i poszedłem
dalej, by w spokoju móc przemyśleć ten zakup. Po paru minutach zawróciłem i
VTech-Kidizoom Smart Watch był już w moim posiadaniu. Postanowiłem zatem
wieczorem odwiedzić mojego wnuczka. N targu rozmaitości spędziłem jeszcze
niemalże dwie godziny. Oprócz zegarka udało mi się kupić oryginalną, mosiężną
baterię łazienkową. Wróciłem do domu i od razu zabrałem się za jej wymianę.
Wyglądała rewelacyjnie. Idealnie wkomponowała się w wystrój pomieszczenia. W
godzinach wieczornych wsiadłem w samochód i udałem się z upominkiem do wnuczka.
Gdy wszedłem Olek nie odstępował mnie na krok. Był bardzo zdziwiony, że nie mam
przy sobie, jak zazwyczaj, torby ze słodyczami. Rozsiadłem się wygodnie w
fotelu i wziąłem go na kolana. Kazałem zamknąć oczy i wystawić dłonie. Czekał
podekscytowany, co to za niespodziankę dla niego przygotowałem. Położyłem więc
zegarek o osobliwie nazwie
VTech-Kidizoom Smart Watch na małych rączkach Olka. Gdy otworzył oczy, na jego
twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
Byłem zadowolony, że udało mi się go zaskoczyć i uszczęśliwić.
piątek, 14 sierpnia 2015
Spotkanie po latach
W ubiegły piątek wybrałem się na długi spacer ze swoim psem.
Pogoda była doskonała. Było słonecznie, ale nie za gorąco . Temperatura
oscylowała w granicach 22 stopni Celsjusza ,
a w powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy. Spacerowałem ścieżką
wzdłuż koryta przepływającej przez naszą miejscowość rzeki. Minąłem młode
małżeństwo, raczące się smakołykami z kosza piknikowego. Pomyślałem, że taki piknik na łonie natury to doskonały
pomysł na spędzenie następnego dnia, o ile aura oczywiście dopisze. Będąc już w
pewnej odległości od nich usłyszałem nieśmiało wypowiadane przez mężczyznę moje
imię. Odwróciłem się i chwilę przyglądając nieznajomemu, nagle mnie olśniło.
Był to mój wierny przyjaciel z lat
szkolnych,Zbyszek, którego nie widziałem od przeszło lat dwudziestu. Po
krótkiej wymianie zdań Sławek zaproponował spotkanie. W swoim przydomowym
ogrodzie . Z tego co zrozumiałem Sławek
miał pięcioletnią córkę . Nie wypadało iść do młodej damy z pustymi rękoma,
więc zakupiłem dla niej mały upominek, puzzle z serii Barbie - super księżniczka. Mieszkali
w pięknym, parterowym domku. Wręczyłem
Zosi puzzle, a gospodyni domu nalewkę z aronii, własnej produkcji. Usiedliśmy do
stołu, a Zosia pobiegła uradowana z prezentu do swojego pokoju. Wspominaliśmy
stare czasy ,szkolne wycieczki i
pierwsze miłości. Po niespełna godzinie Zosia przybiegła do nas i
chwyciwszy mnie za rękę zaprowadziła do
swojego pokoju. Okazało się, że całkiem przypadkiem trafiłem w gust Zosi. Pokój
miała w kolorze delikatnego różu, a na ścianach księżniczki z różnych baśni i
bajek. Kupno puzzli Barbie – super księżniczka okazało się zatem strzałem w
dziesiątkę. Oczywiście pochwaliła się złożoną w całość układanką i
zaczęła opowiadać o wszystkich znanych jej księżniczkach, co która robi, co
lubi, jak się ubiera, która ładnie śpiewa, a która pięknie maluje etc. Musiałem
obejrzeć całą kolekcję lalek, oczywiście księżniczek i ich garderoby. Zosia mówiła tak dużo i tak
szybko, że ciężko było mi za nią nadążyć. Na całe szczęście na pomoc przyszła
jej mama, która zabrała małą gadułę do kąpieli. A my mieliśmy ze Zbyszkiem
trochę czasu, by w spokoju kontynuować naszą rozmowę.
środa, 12 sierpnia 2015
Seans w kinie
Niedawno moja wnusia Martynka obchodziła swoje szóste
urodziny. Postanowiłem zatem uczcić ten dzień w sposób inny niż zazwyczaj i zaproponowałem jej
wspólny wypad do kina. Wybór filmu bądź bajki należał do niej. Przejrzeliśmy
razem repertuar na niedzielne popołudnie . Martynka zdecydowała, że obejrzymy
nowy film animowany produkcji Walta
Disneya „ Kraina Lodu”. Kupiliśmy bilety i wygodnie rozsiedliśmy się w loży
Sali kinowej. Film był świetny, a moja wnusia zachwycona. Opowiada on o tym jak
główna bohaterka Anna wyrusza w podróż, żeby odnaleźć siostrę Elsę, która
osiadając moc kontroli nad śniegiem i lodem sprowadza srogą zimę na swoje
królestwo. Anna ma zamiar położyć kres pogodowym anomaliom. Przeżywa
fascynujące przygody, poznaje ciekawe postacie. Mnie osobiście wycieczka po
Krainie Lodu upłynęła w bardzo sympatycznej
atmosferze . Miło było patrzeć, jak Martynka przeżywa przygody wraz z
bohaterami bajki. Po zakończonym seansie zabrałem wnuczkę do sklepu z
zabawkami, aby mogła wybrać sobie prezent. Nastawiłem się na kolejną lalkę, ale
Martynka mnie zaskoczyła . Poprosiła o puzzle Przyjaciele z Krainy Lodu.
Pomyślałem , że to genialny wybór, po pierwsze dlatego że będzie miała jakąś
pamiątkę ze wspólnie spędzonego dnia, a po drugie układanie puzzli to bardzo
rozwijające zajęcie . Po przyjeździe do domu, zjedliśmy kolację i usiedliśmy do
wspólnego układania .W trakcie zabawy, musiała oczywiście opowiedzieć rodzicom,
jak upłynął jej dzień i o czym była bajka. Pomimo zmęczenia, udało nam się
złożyć w całość układankę, a nie
należała ona do najłatwiejszych. Składała
się z stu części i była dość trudna. Z pomocą rodziców o dwóch godzinach
pracy, udało się skończyć zadanie. Poprosiłem Martynkę, aby nie ruszała puzzli
do następnego dnia. Rankiem zakupiłem antyramę i delikatnie przeniosłem efekty
naszej pracy pod szklaną osłonę. Przyjaciele z Krainy Lodu zostali uwiecznieni.
Martynka była zachwycona pomysłem. Poprosiła, aby wyjątkowy obrazek zawisł nad
jej łóżeczkiem i stwierdziła stanowczo ,że o był najlepszy prezent urodzinowy.
Byłem szczęśliwy.
niedziela, 9 sierpnia 2015
Piknik nad jeziorem
W miniony weekend wybraliśmy się na rodzinny piknik w okolice
miejscowego jeziora. Pogoda była rewelacyjna. Tylko nasze dzieciaki nie były
tym pomysłem zachwycone. Przyzwyczajone do spędzania wolnego czasu przed
komputerem bardzo cierpiały, że tego dnia nie będą mogły korzystać z
dobrodziejstw internetu. Oczywiście z góry przewidziałem ich reakcję, więc
dzień wcześniej wybrałem się do sklepu z zabawkami i kupiłem grę planszową
Memos – Kraina Lodu, aby urozmaicić im ten dzień. Gdy rozłożyliśmy nasze koce piknikowe,
zaczęło się biadolenie, że im się nudzi, że nie ma żadnych rozrywek ani gier.
Tylko czekałem na ten moment i z uśmiechem na twarzy przyniosłem z samochodu wspomnianą
wcześniej grę. Początkowo wcale nie byli nią zainteresowani. Stwierdzili
bowiem, że gry planszowe dobre są staruszków a nie dla nich. Położyłem ją więc
na widoku i nie zwracając uwagi na ich narzekania, napawałem się pięknem
otaczającej mnie przyrody. Po pewnym czasie, Piotrek mój starszy syn, znużony
bezczynnością postanowił zajrzeć, co kryje w sobie zakupiona przeze mnie gra i
na czym polega. Udawałem oczywiście , że tego nie widzę. Poklepał młodszego
Adasia po ramieniu i
wspólnie zaczęli dyskutować nad zasadami gry, a były one banalne. Na 60
kartonikach znajdowało się 30 obrazków z postaciami z filmu Disneya „Kraina
Lodu”, które należało ze sobą połączyć w pary. Dla utrudnienia kartoniki
należało ułożyć obrazkami do dołu , odnajdując jak najwięcej par. Gra kończyła
się w momencie, gdy wszystkie pary zostały odnalezione. Tak, jak się
spodziewałem, chłopców pochłonęła rywalizacja . Nie obyło się również bez kilku
niegroźnych sprzeczek, kto oszukiwał a kto nie. Gdy wygrał Adaś, Piotruś na
chwilę się obraził, rzucając krótko, że musiał oszukiwać, bo przecież jest
starszy i to niemożliwe że młodszemu bratu udałoby się tyle zapamiętać. Muszę
przyznać, że Memos-Kraina Lodu, choć banalna, to gra ćwicząca przede wszystkim
pamięć wzrokową, koncentrację no i oczywiście spostrzegawczość. W sam raz dla
tak młodych umysłów.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Moje własne przedszkole
Wczoraj wieczorem odwiedziły mnie moje córki i poprosiły o
pomoc w opiece nad dziećmi. Nie byłoby w tym nic strasznego , gdyby nie fakt,
że miałem się nimi zajmować cały tydzień, podczas gdy obie wraz z mężami wybiorą się na tygodniowy
wypad w góry. Odkąd pamiętam zawsze chcieli wspólnie odkrywać łańcuchy górskie
naszych pięknych Tatr, ale nigdy nie było ku temu okazji. Teraz kiedy dzieciaki
są już na tyle duże, mogą w końcu zrealizować swoje marzenia. Szkoda tylko, że
decyzję o wyjeździe podjęli w ostatniej chwili i właściwie postawili mnie
troszkę w sytuacji bez wyjścia. Kocham moje wnuki i bardzo lubię gdy mnie
odwiedzają, ale perspektywa spędzenia siedmiu dni w towarzystwie czterech
urwisów przyprawiała mnie o zawrót głowy .Oczywiście nie odmówiłem i z
uśmiechem na twarzy powiedziałem, że to żaden problem. Niestety problem był i
to spory. Byłem przerażony, że sobie nie poradzę. Moja żona właśnie wyjechała
do sanatorium, a tu taka niespodzianka. Całą noc rozmyślałem, jak mogę
dzieciakom zorganizować wolny czas. Były ferie zimowe. Z pewnością wybierzemy
się na sanki albo łyżwy, ale co dalej. Postanowiłem odwiedzić sklep z
zabawkami. Poprosiłem o pomoc właścicielkę sklepu. Zaproponowała grę „
Kalejdoskop 50 gier” wydawnictwa Trefl. Właściwie nie była to jedna gra, ale
rodzinny zestaw gier. Jak sama nazwa wskazywała składał się on z 50 gier. W
komplecie producent przewidział instrukcję i komplet akcesoriów do wspólnej
zabawy. Pomyślałem ,że to idealny pomysł na spędzenie długich zimowych
wieczorów w towarzystwie moich wnuków. Miałem nadzieję, że popularne gry takie
jak szachy, młynek, tryktrak i wiele
innych pozycji przypadną im do gustu i siedem dni upłynie zanim się obejrzę. Kupiłem
grę i pojechałem do marketu zrobić zapasy w lodówce. Zadowolony z zakupów
czekałem na przyjazd moich wnucząt. Pomyślałem sobie, że będę miał swoje własne
przedszkole. Teraz pozostawało tylko czekać na ich przyjazd. „ Kalejdoskop 50 gier ” miał być zatem moim asem w rękawie.
środa, 5 sierpnia 2015
Klub miłośników puzzli
Od kilku miesięcy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w naszym
niewielkim mieście działa Klub Miłośników Puzzli i cieszy się rosnącą
popularnością . Niedawno miałem okazję sprawdzić jak w rzeczywistości to
wszystko wygląda . Wybrałem się tam z moim ośmioletnim bratankiem Kamilem. W
obszernej Sali na półach zamiast książek leżały pudła z puzzlami. Pośrodku
znajdowały się stoły, przy których siedziały grupki dzieciaków układających
wybrane przez siebie historie obrazkowe. Spoczywające na półkach puzzle były
różnych formatów, rozmiarów, z przeróżnymi motywami. Nie zabrakło również
cieszących największym zainteresowaniem wśród starszych puzzli trójwymiarowych.
Warunkiem skorzystania z niecodziennej atrakcji było zapisanie się do Klubu Miłośników Puzzli oraz złożenie
deklaracji uczestniczenia w zajęciach co najmniej dwa razy w miesiącu. Kamil
poprosił mnie o pomoc w wypełnieniu formularza zgłoszenia i
deklaracji. Po dopełnieniu formalności przyszła pora wybrać odpowiednia
układankę i zasiąść do stołu. Wybór padł na Avengers – Puzzle Magic Decor.
Bratanek wyjaśnił mi na wstępie, że Avengers to drużyna bohaterów jednego z jego ulubionych filmów i
bajek, która stawia czoła bezwzględnemu wrogowi, żeby ochronić Ziemię przed
zagładą. W skład drużyny wchodzą Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka, Hulk, Sokole
Oko i Czarna Wdowa, a każda z tych postaci posiada inną moc i umiejętności.
Puzzle składały się ze stu dwudziestu elementów. Pierwsza myśl, jaka przeszła
mi przez głowę, że we dwójkę będziemy układać te puzzle do rana, ale nagle do
naszego stolika podeszli dwaj chłopcy w wieku dziesięć i jedenaście lat i
spytali Kamila, co układa. Gdy w odpowiedzi usłyszeli, że Avengers – Puzzle
Magic Decor, uśmiechem na twarzy zaproponowali swoją pomoc. Okazało się, że to
ich ulubiona układanka, którą znają niemalże na pamięć . Wybawili mnie z
opresji. Z ich pomocą puzzle były złożone w całość po niemalże godzince, a
Kamilowi tak bardzo przypadli do gustu nowi koledzy, że umówił się z nimi na
kolejny dzień. Stwierdził, że następnym razem zabierze ze sobą swojego
starszego brata, żeby mu pokazać jak ciekawe może być wspólne składanie puzzli.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Ferie zimowe
W czasie zorganizowanych przez naszą szkołę ferii zimowych,
jako opiekun grupy, miałem okazje pograć z dziećmi w grę planszową wydawnictwa
Trefl „ 5 sekund Junior”. Pogoda nie zachęcała do zimowych igraszek. Był
siarczysty mróz i silny wiatr. Jak to bywa w czasie takiego dyżuru, grupa była
łączona, to znaczy znalazły si e w niej dzieci z różnych klas 1-3. Postanowiłem
zatem pokazać dzieciakom, że gra planszowa potrafi być równie emocjonująca, co
gry komputerowe, a do tego uczy zdrowej rywalizacji. Chociaż gra „ 5 sekund
Junior” nie jest właściwie przeznaczona dla dużej ilości graczy, postanowiłem
wszystkich uczestników podzielić na dwie drużyny. Metoda ta sprawdziła się
znakomicie. W każdej drużynie wyznaczyłem kapitana, pilnującego porządku, by
każde dziecko mogło wziąć udział w grze i nie zostało pominięte. Rozgrywkę
rozpocząłem od ustawienia tzw. „gorącego krzesła”, na którym po kolie siadali
uczestnicy gry, aby odpowiadać na zadane im pytania. Zasady gry były bardzo
proste. Polegają one na tym, że każdy gracz ma w ciągu pięciu sekund
odpowiedzieć na zadane mu pytanie z karty gry. Żeby najmłodszym uczestnikom
ułatwić zadanie, pierwszoklasiści mieli podać dwie odpowiedzi, starsze dzieci
już trzy. Gra spodobała się dzieciakom, ale były momenty, że tym młodszym
trzeba było dać więcej czasu na
odpowiedź. Dzięki wprowadzonemu podziałowi na dwie drużyny , no i oczywiście
lekkiemu zmodyfikowaniu zasad gry, w rozgrywce wzięły udział niemalże wszyscy
podopieczni, z wyjątkiem najmłodszej dziewczynki, której nie mogliśmy żadnymi
namowami nakłonić do wspólnej zabawy. W grze jest ponad siedemset pytań, więc
szansa na powtórzenie któregoś z nich była praktycznie niemożliwa. Pytania były
oczywiście dostosowane wiekowo do poziomu wiedzy maluchów i poruszały różne
sfery . Dzięki temu gra pomimo tego ,że była czasochłonna i wiele osób brało w
niej udział nie stała się nudna. Z pewnością „ 5 sekund junior” to jedna z
fajniejszych propozycji przygotowanych przez wydawnictwo Trefl i mam nadzieję,
że przez długie lata będzie służyć moim podopiecznym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)