Co roku wraz zakończeniem roku szkolnego i początkiem wakacji
władze naszego miasta organizują dwudniowy festyn, na którym każdy znajdzie coś
dla siebie i ten najmłodszy i ten dużo
starszy. Nie brakuje atrakcji. Jest wesołe miasteczko, przejażdżki konne, gry,
konkursy, zabawy, koncerty i pyszne jedzenie. Ostatni tydzień przed tym
wydarzeniem obserwowałem z okna swojego wieżowca jak postępują przygotowania do
tak hucznej imprezy, która miała zacząć się w sobotę w samo południe. Gdy
nadszedł długo wyczekiwany przez mieszkańców dzień, chyba wszyscy którzy
zamierzali bawić się na festynie nie mieli powodów do radości. Od samego rana
niebo zasnute było ciężkimi chmurami, które nie wróżyły nic dobrego. Niestety
obawy się sprawdziły i rozszalała się potężna
burza. Następnego dnia w lokalnej gazecie ukazało się ogłoszenie o przesunięciu
terminu imprezy na następny weekend. Nie
było rady. Znów trzeba było czekać. Tym razem uroczysta defiladą otwarto
festyn. Wybrałem się tam ze swoja pięcioletnią wnuczką Martynką. Obowiązkowym
punktem naszej wyprawy było oczywiście wesołe miasteczko, a gdy Martynka
przetestowała chyba wszystkie karuzele, z radością zakomunikowała, że chce
wziąć udział w konkursie śpiewania dla najmłodszych. Wcale mnie to jednak nie
zdziwiło, bo było to jedno z jej ulubionych zajęć. Oczywiście wychodziło jej
różnie, ale dumny byłem, że jest taka odważna. Gdy wszyscy uczestnicy zdążyli
się już zaprezentować z niecierpliwością oczekiwaliśmy na werdykt jury. Jakaż
była niespodzianka, gdy okazało się, że drugie miejsce przypadło Martynce. W nagrodę za udział w konkursie i
zajęcie tak prestiżowego miejsca na podium otrzymała Domino – Świnka Peppa.
Była z siebie bardzo dumna i uradowana
wygraną. Moment wręczenia nagród uwieczniłem oczywiście na zdjęciu. Po
wyczerpującym konkursie poszliśmy na pizzę, a zaraz potem na pyszne lody . Pod
wieczór wróciliśmy do domu. To był
wyjątkowo długi , ale i owocny dzień. Nic
jednak nie stanęłoby jednak na
przeszkodzie Martynce, żeby nie zagrać
w wywalczone Domino – Świnka Peppa. Graliśmy więc do późnych godzin
wieczornych. W końcu jednak i pełna
niespożytej energii Martynka przytuliła się do swojej ulubionej poduszki i
zasnęła.
środa, 31 sierpnia 2016
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
PODRÓŻ SŁUŻBOWA
Kilka miesięcy temu dostałem pracę w wielkiej korporacji. Było
to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale też nie lada wyzwanie. Na początku
dostałem swoje stanowisko i jak każdy początkujący zaczynałem można rzec od
zera. Z czasem nabierałem doświadczenia, a moi przełożeni byli ze mnie
zadowoleni. Po dłuższym czasie dostałem awans i zacząłem wyjeżdżać w delegacje
służbowe. Zazwyczaj nie trwały on dłużej niż trzy dni oraz nie przekraczały
granicy kraju. Tym razem jednak dostałem zlecenie, aby przedstawić bardzo ważny
projekt dla naszej korporacji wpływowym członkom zarządu firmy, która
znajdowała się w Nowym Jorku. Było to dla mnie coś nowego, lecz bałem się, że
nie sprostam zadaniu. Moja żona i młodsza córeczka Amelia bardzo mnie
wspierały. Nie mogłem jednak ani odmówić, ani dokonać jakiejkolwiek pomyłki
przy tym zleceniu, ponieważ od tego zależało moje stanowisko, a nie będę
ukrywać, pieniądze bardzo się przydadzą mi i mojej małżonce na uregulowanie
zaległych zależności finansowych jak i w utrzymaniu domu i rodziny. W końcu
nadszedł ten dzień, spakowałem ogromną walizkę, bo miałem tam spędzić ponad dwa
tygodnie, a żona odwiozła mnie na lotnisko. Pożegnałem moje dwie piękne kobiety
i wyruszyłem modląc się, aby wszystko poszło po mojej myśli. Dni mijały tam
szybko. Codziennie spotkania biznesowe, dyskusje, porozumienia, aż w końcu po
dwóch tygodniach udało mi się namówić członków zarządu do współpracy z naszą
firmą. Był to ogromny sukces dla mnie jak i moich przełożonych. W końcu mogłem
wrócić do domu. Mojej ukochanej córeczce kupiłem ogromnego pluszowego misia
oraz lalkę, a małżonce piękny naszyjnik. Jednak po wylądowaniu okazało się, że
lalka została skradziona, najpewniej jeszcze w Nowym Yorku. Poszedłem więc do
pobliskiego sklepu i kupiłem „Baśniowa kraina- puzzle romantic” firmy trefl.
Kiedy spotkałem się z rodziną, wręczyłem prezenty, po czym pojechaliśmy do
domu. Żona była wniebowzięta kiedy założyła na swoją szyję naszyjnik. Przy
kolacji opowiadałem o mojej pracy, jak wygląda Nowy York mimo, że nie
zwiedziłem za dużo. Małżonka była ze mnie bardzo dumna, a dzięki tej delegacji
otrzymałem awans, więc nie musiałem się już martwić o sprawy finansowe. Przed
snem udałem się jeszcze do pokoju Amelki, aby przeczytać jej bajkę, lecz ona
strasznie zaspana siedziała na swoim ogromnym
misiu i układała „Baśniowa kraina- puzzle romantic”. Widać, że był to
jednak udany prezent. Pocałowałem w
czółko córeczkę i zaniosłem do łóżka. Usłyszałem wtedy tylko
cichutkie ‘dziękuję’ , które wywołało uśmiech na mojej twarzy.
piątek, 26 sierpnia 2016
uRODZINKI
Kilka dni temu zostałem zaproszony do wnuczka na jego piąte
urodziny, które przypadają w środku lata. Z tego tez powodu zorganizowane one
zostały na działeczce córki. Atrakcji dla dzieciaków tam nie brakuje. Duży
basen, trampolina, huśtawka, hamak, piaskownica. Wszystko co dla dziecka
najlepsze i przede wszystkim zabawa
na świeżym powietrzu. Podczas wakacji, gdy córka z
zięciem pracują, codziennie z małżonką zabieramy Alanka na działkę, by nie
musiał spędzać wolnego czasu w domu przed telewizorem. Altanka posiada w
pełni wyposażona kuchnię, więc z przygotowaniem obiadu nie ma żadnego problemu.
Co więcej kilka działek dalej na wakacje zawitał do sąsiadki jej wnuczek o rok
starszy od Alana. Dzieciaki świetnie się razem bawiły. Na urodzinach nie mogło
więc zabraknąć ulubionego wakacyjnego kolegi wnuczka. Przyjęcia zostało
zaplanowane na godzinę szesnastą w sobotnie popołudnie. Kupiliśmy jubilatowi
kolorową hulajnogę, z której bardzo się ucieszył. Zaraz po nas na urodziny
przybył mały sąsiad i wręczył Alankowi misternie zapakowany prezent. Okazało
się, że to gra planszowa „ Chińczyk- Tomek i przyjaciele”. Alan był zachwycony,
ponieważ jest to jedna z jego ulubionych bajek. Pod osłoną wielkiego ogrodowego
parasola rozłożyliśmy dzieciakom koc piknikowy, na którym mogli się swobodnie
wylegiwać. Alan postanowił zagrać w nowo otrzymaną grę. Oczywiście najpierw
kilkakrotnie musiałem chłopcom wytłumaczyć jej zasady, przez co oczywiście
zostałem wciągnięty do rozgrywki. Początkowo troszkę się gubili, jednak po
kilkunastu minutach załapali o co w niej chodzi . Zabawę przerwała córka
stawiając na stole smakowicie wyglądający torcik z pięcioma świeczkami.
Odśpiewaliśmy jubilatowi „ sto lat”, po czym skosztowaliśmy po kawałku tego
pysznego wypieku. Chłopcom jednak niezbyt odpowiadało siedzenie przy stole.
Podziękowali za ciasto i wrócili do przerwanej gry. Dzieciaki tak bardzo się w
nią wciągnęły, że zupełnie zapomniały o pozostałych atrakcjach. Było to
zaskakujące, przede wszystkim dlatego ,że najbardziej okupowanym przez nich
miejscem był oczywiście basen. Gra „ Chińczyk
- Tomek i przyjaciele” tym razem przebiła wszystkie inne rozrywki.
Zabawa trwała do późnych godzin wieczornych, a Alan był przeszczęśliwy.
środa, 24 sierpnia 2016
Pasja Weroniki
Wreszcie rok szkolny dobiegł końca. Moja wnuczka właśnie
skończyła czwartą klasę szkoły podstawowej. Ten rok szkolny był dla niej
wyjątkowo ciężki i
pracowity. Po trzech latach
nauczania początkowego nadszedł wreszcie
czas na prawdziwą naukę. Dodatkowym obciążeniem okazał się również
profil klasy, na który zdecydowała się wnuczka i rodzice. Za namową pani
dyrektor wielu rodziców wyraziło chęć posłania dzieci do nowo powstałej klasy
sportowej o specjalizacji
łyżwiarstwo szybkie. Początkowo nie byłem przekonany, czy jest najlepszy
pomysł. Wprawdzie sport jest bardzo ważny, ale również bardzo czasochłonny.
Tygodniowo Weronika miała aż dziesięć godzin zajęć wychowania fizycznego,
dodatkowe popołudniowe treningi dwa razy w tygodniu oraz oczywiście
wszelkiego rodzaju zawody . W naszym mieście od kilku lat funkcjonuje
nowoczesny, kryty tor łyżwiarski, zatem warunki do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego
są znakomite. W trakcie roku szkolnego szybko jednak okazało się ,że pomimo
dodatkowych treningów, Weronika doskonale również daje sobie radę z nauką.
Ostatnie zawody, które odbyły się pod koniec stycznia, przyniosły jej drugie
miejsce podczas rozgrywek na poziomie naszego powiatu. To był doskonały wynik,
zwłaszcza, że wnuczka trenowała raptem pół roku. Byłem oczywiście obecny na
trybunach i z dumą obserwowałem rywalizację oraz moment wręczenia medali. Fajną
i motywującą nagrodą były także drobne upominki. Dzieci dostały gry planszowe
znanej marki Trefl od głównego sponsora drużyny. Zdjęcia zwycięzców umieszczono
na łamach regionalnej gazety, głośno o dzieciakach było również w mediach.
Pamiętam, gdy tego szczególnego dnia wnuczka przyjechała do mnie wieczorem
pochwalić się swoim medalem. Przywiozła również ze sobą zdobyczna grę planszową
Trefla. Do późna w nią graliśmy i rozmawialiśmy o pasji Weroniki. Widząc jak bardzo
wnuczka zaangażowała się w łyżwiarstwo, byłem z niej naprawdę dumny. Postanowiłem
ją wspierać i sfinansować obóz sportowy, który organizowano podczas
nadchodzących wakacji. Wprawdzie w
okresie letnim na łyżwach jeździć nie można, ale za to dzieciaki miały trenować między innymi na rolkach.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Obóz żeglarski
Nadeszły
w końcu długo wyczekiwane wakacje. Z początkiem roku szkolnego obiecałem
synowi, że za uzyskanie świadectwa z
wyróżnieniem, to znaczy czerwonym paskiem zasponsoruję mu wymarzony obóz
żeglarski. Mateusz stanął na wysokości zadania i mógł wreszczie pochwalić się
swoimi osiągnięciami. Pozostało więc zrobić rekonesanas po placówkach
organizujacych tego typu wypoczynek. Po kilku dniach spędzonych przy komputerze
znalazłem w końcu całkiem ciekawą ofertę, której organizatorem była jedna ze
szkółek żeglarskich na Mazurach . 14-dniowy rejs żeglarski miał prowadzić po
najpiękniejszych akwenach i zakątkach krainy
jezior. W czasie jego trwania dzieci odwiedzić miały najważniejsze i
największe porty, malownicze bindugi, a także najciekawsze i mało uczęszczane
miejsca. Oczywiście podczas takiego obozu
nie mogło zabraknąć elementów szkolenia żeglarskiego. Przedstawiłem
ofertę Mateuszowi . Był zachwycony. Do wyjazdu pozostały jedynie dwa tygodnie,
podczas których syn z zapałem kompletował swój plecak. Do miejsca zbiórki w
Giżycku odwiozłem go razem z małżonką.Pożegnanie
nie było długie, ponieważ syn szybko nawiązuje kontakty, po zaledwie kilkanustu
minutach zjednał sobie grupkę rówieśników. Dzwonił codziennie wieczorem.
Pewnego dnia był strasznie podekscytowany. Okazało się , że po zakończeniu
zajęć z zakresu teorii żeglarstwa, oragnizatorzy przeprowadzili mały test
wiedzy. Mateusz zdobył najwięcej punktów i w nagrodę dostał V-tech Digizoom
Smartwatch. Właściwie nazwa tego elektronicznego gadżetu niewiele mi mówiła,
ale oczywiście cieszyłem się razem z nim . Dwa tygodnie minęły bardzo szybko i
zanim się obejrzeliśmy już odbieraliśmy Mateusza z portu w Węgorzewie, gdzie dzieciaki zakończyły
swoją wędrówkę po jeziorach. Nie widziałem syna zaledwie kilkanaście dni, a wydawało mi się , że bardzo zmężniał
przez ten krótki okres czasu. W drodze powrotnej Mateusz opowiadał czego sie
nauczył, pokazywał zdjęcia no i oczywiście swój zdobyczny
V-tech Digizoom Smartwatch. Rzeczywiście było to całkiem sprytne urządzenie
elektroniczne, więc zrozumiałem jego zachwyt nad nagrodą. Najbardziej
jednak Mateusz był zadowolony, że mógł
uczestniczyć w różnego rodzaju wykładach
z zakresu teorii żeglarstwa, bezpieczeństwa, meteorologii i udzielania
pierwszej pomocy. Na koniec stwierdził, że warto było poświęcić się nauce, by
móc w wakacje uczestniczyć w tak wspaniałym obozie. Byłem szczęśliwy widząc jak wiele przyjemności sprawił mu ten
wyjazd.
|
|
piątek, 19 sierpnia 2016
wakacje czas zacząć
Tydzień temu pojechałem z moją żoną Beatą oraz córką Klaudią
na wyczekiwany urlop do Chorwacji. Podróż była strasznie męcząca, ponieważ
postanowiliśmy wyruszyć w nocy, aby rano na spokojnie poszukać zakwaterowania i
zwiedzić okolicę. Kiedy jednak dotarliśmy do Chorwacji, nie wiedzieliśmy gdzie
dokładnie chcemy jechać. Po wybraniu jednego miasta ruszyliśmy dalej w drogę.
Kolejne trzy godziny podróży były przed nami, jednak nikt z nas o tym nie
myślał, ponieważ każdy był zachwycony klimatem, kulturą no i oczywiście
widokami. Po dotarciu do celu zmieniliśmy zdanie i wyruszyliśmy na
wyspę Pag, na którą dojechaliśmy po kolejnych dwóch godzinach podróży. W końcu mogliśmy chwilkę odpocząć i zacząć
szukać apartamentu. Okazało się jednak, że mieliśmy spory problem, ponieważ
gdzie byśmy nie poszli, odpowiadano nam tym samym. Nigdzie nie było wolnych
pokoi. Postanowiliśmy podjąć ostatnią próbę. Zapukaliśmy do kolejnych drzwi,
które otworzyło nam przemiłe małżeństwo. Nie mieli oni wolnych miejsc, jednak
zaproponowali nam, abyśmy odpoczęli. Chorwatka bardzo dobrze mówiła po polsku,
jej mąż zaś po włosku. Zaoferowali nam zimne napoje i wykonali kilka telefonów.
Znaleźli nam apartament w bardzo dobrej cenie. Na pożegnanie małżeństwo
wręczyło mojej córce puzzle „Droga mleczna” firmy Trefl. Kilka dni temu
zostawiono ją pod łóżkiem jednego z apartamentów. Podziękowaliśmy serdecznie i
udaliśmy się do naszych pokoi, które znajdowały się w pobliżu plaży. Po
rozpakowaniu się postanowiliśmy pozwiedzać miasto. Piękne zabytki , molo,
przeźroczysta woda w morzu.. byliśmy wniebowzięci. Wzdłuż portu porozstawiane
były stragany z pamiątkami, a za nimi mnóstwo barów i restauracji. Po powrocie
do apartamentu ułożyliśmy razem z córką puzzle „Droga mleczna” ,które strasznie
się jej spodobały. Kolejne dni mijały podobnie. Codziennie chodziliśmy na plażę
opalać się, kąpać oraz nurkować. Znaleźliśmy wiele przepięknych muszli.
Wypożyczyliśmy rowerek wodny i cieszyliśmy się każdą chwilą,
ponieważ wszystkie były wyjątkowe. Ostatniego dnia pod wieczór postanowiliśmy
przepłynąć się wycieczkową łodzią podwodną, która była podświetlana tak, żeby
było widać wszystko co jest pod wodą. Wiele pięknych ryb przepływało obok nas,
a pod nami widać było wiele muszli, tych mniejszych jak i większych. Było to
wspaniałe przeżycie. Niestety nadszedł koniec naszych wakacji i musieliśmy
wracać do domu. Po spakowaniu się i pożegnaniu wyjechaliśmy. Pod koniec zapytałem
się córki co zrobiła z
puzzlami, które otrzymała. Okazało się, że Klaudia schowała puzzle pod łóżko,
aby kolejne dziecko, które je znajdzie bądź dostanie mogło się cieszyć tak jak
ona. I tak się skończyła nasza przygoda.
środa, 17 sierpnia 2016
Wakacyjne szaleństwo
Tegoroczne wakacje spędziliśmy na Węgrzech. Wyjeżdżając z
kraju niebo zasnute było ciężkimi
chmurami. Do celu podróży mieliśmy zaledwie siedemset kilometrów. Miałem jednak
nadzieję, że prognozy pogody się
sprawdzą i będziemy
wypoczywać pod błękitnym i słonecznym niebem . Synoptycy się nie mylili. Pogoda
była wspaniała. W sam raz na wariacje w największych aquaparkach. Plan
spędzenia urlopu mieliśmy szczegółowo dopracowany i obfitował on w najrozmaitsze
atrakcje. Wszystko z myślą o naszym dziesięcioletnim Piotrusiu. Kilka dni przed
wyjazdem nasi znajomi , z którymi mieliśmy wspólnie urlopować , musieli
zrezygnować z urlopu ze względu na ważne sprawy rodzinne. Musieliśmy więc
radzić sobie sami. Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu w apartamencie wyruszyliśmy zrobić mały
rekonesans po okolicy. Miasteczko tętniło życiem. Masa straganików z
pamiątkami, tłumy turystów i występy
ulicznych artystów. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszej tymczasowej
kwatery. Piotruś jednak wcale nie miał zamiaru grzecznie położyć się spać. Z
plecaka wyjął ulubione karty „ Zootopia-gra Piotruś” i pomimo, że była już
późna godzina rozegraliśmy z nim jeszcze małą partyjkę. Obawiałem się jednak,
że następnego dnia nie będzie go można dobudzić. Ku mojemu zaskoczeniu Piotruś
wstał najwcześniej i z zapałem zaczął pakować swój plecaczek z akcesoriami do
pływania. Zjedliśmy śniadanie i
wyruszyliśmy do parku wodnego. Piechotą mieliśmy niespełna dziesięć minut
drogi. Rzeczywiście ogrom atrakcji robił wrażenie. Calutki dzień upłynął nam na
wszelkiego rodzaju i rozmiaru zjeżdżalniach i
basenach. Pod wieczór zmęczeni słońcem i wrażeniami wróciliśmy do
apartamentu. Na całe szczęście jeszcze w Polsce zrobiliśmy ogromne zapasy
jedzenia, więc bieganie po sklepach przez kilka pierwszych dni mogliśmy sobie
odpuścić. Zjedliśmy wyśmienitą kolację i zagraliśmy oczywiście w ulubioną grę
Piotrka „ Zootopia – gra Piotruś”. Tym razem rozgrywka trwała o wiele dłużej,
ale było przy tym dużo śmiechu i zabawy. Kolejne dni wyglądały
bardzo podobnie, śniadanie, baseny, kolacyjka, partyjka gry i do spania. Jedyną
różnicą było to, że za każdym razem byliśmy w innym aquaparku, a ostatni, położony
niemalże dwieście kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania okazał się
najlepszy ze wszystkich. Był to wyjątkowo spędzony urlop, a najbardziej
zadowolony był oczywiście Piotruś.
piątek, 5 sierpnia 2016
Patryk
Z utęsknieniem czekaliśmy z żoną na przyjazd naszego jedynego
wnuczka Patryczka. Kilka lat temu nasz córka wyemigrowała z mężem i trzyletnim
wówczas synkiem na Cypr w pogoni za lepszym życiem. Początkowo byliśmy bardzo
przeciwni temu pomysłowi, twierdząc, że wyjazd z tak mały dzieckiem nie jest
najlepszym rozwiązaniem . Córka jednak postawiła na swoim. Początkowo było im
naprawdę ciężko. Pracę znaleźli właściwie od razu, więc musieli zapewnić opiekę
małemu pod ich nieobecność. Zapisali go więc do przedszkola. Patryk kilka
pierwszych tygodni nie mógł się tam odnaleźć. Szybko jednak chłonął język
grecki i w miarę upływu czasu czuł się coraz swobodniej. Raz do roku w wakacje,
które trwają tam trzy miesiące córka przylatuje z wnukiem i zostawia go nam
cały miesiąc. Patryk niedawno skończył osiem lat. Od pewnego czasu bardzo
interesuje się astronomią i wszystkim co jest z nią związane. Zna chyba wszystkie gwiazdozbiory i potrafi
na niebie określić ich położenie, a jego marzeniem jest , aby zostać
astronautą. Pomyślałem, że fajnie by było kupić na jego powitanie jakąś drobnostkę
związaną właśnie z jego kosmiczną pasją. Tuż przed jego przylotem udałem się do
centrum handlowego w poszukiwaniu „tego czegoś”. Wcale nie było to łatwe
zadanie. Nie chciałem , aby to była kolejna książka, ale coś czego jeszcze nie
ma. W pewnym momencie w oknie wystawowym jednego ze sklepów dojrzałem puzzle „Droga
mleczna”. Kupiłem układankę i w domu
opakowałem ją w ozdobny papier. Do przyjazdu Patryka pozostały zaledwie dwie
godziny. Włączyłem telewizor i czekałem. Z kuchni dochodziły smakowite zapachy.
Moja żona specjalnie na przyjazd wnuczka upiekła jego ulubione ciasto z
malinami i właśnie kończyła lepić pierogi z kapustą i grzybami. Zastanawiałem
się czy nie wygłupiłem się z prezentem. Z rozważań wyrwało mnie głośne pukanie do
drzwi i pędem pobiegłem je otworzyć. W progu stał Patryk z córką. Gorąco
obydwoje uściskałem i wręczyłem wnuczkowi
upominek. Patryk zdarł ozdobny papier i pisknął z zachwytu. Ulżyło mi. Wieczorem
wspólnie ułożyliśmy puzzle „ Droga mleczna”. Wyglądały imponująco.
środa, 3 sierpnia 2016
Fotopuzzle
Miłość jest
trudnym do zdefiniowania uczuciem, każdy definiuje ją na swój sposób. Przejawia
się zazwyczaj w relacji do drugiej osoby połączonej z silnym pragnieniem
obcowania z nią. Zwykle jest okazywana poprzez próby uszczęśliwiania drugiej osoby.
Przez całe moje małżeństwo starałem się dać z siebie wszystko,aby nie sprawić
ukochanej zawodu. Na trzydziestą rocznicę ślubu nie miałem pojęcia co podarować
mojej żonie. Nie chciałem kupić kolejnego niepotrzebnego gadżetu, lecz coś, co
wywoła uśmiech i dobre emocje u mojej małżonki. Tak więc zrobiłem. Była
zachwycona prezentem. A więc co jej podarowałem? Kilka tygodni temu
przeglądając strony internetowe na komputerze znalazłem stronę firmy
"Trefl", która oferuje fotopuzzle robione na zamówienie w przystępnej
cenie. Stwierdziłem, iż jest to wartościowsze niż wiele innych rzeczy i
postanowiłem je zakupić. Przesłałem przez internet zdjęcie z moją żoną, z
którym mamy wiele wspomnień, takie co wywołuje u nas uśmiech na twarzy. Po
kilku dniach otrzymałem moje fotopuzzle. Były idealnym pomysłem na prezent!
Moja żona była zachwycona, a ja szczęśliwy, że mimo tylu lat potrafię ją
uszczęśliwić nawet drobnym gestem. Fotopuzzle były strzałem w dziesiątkę ! Tego
samego dnia po wręczeniu prezentu razem postanowiliśmy poukładać elementy
puzzli, co zajęło nam kilka godzin. Po skończeniu układanki umieściliśmy ją w
antyramie i powiesiliśmy na ścianie. Uważam, że jest to jeden z najlepszych
prezentów, jakie podarowałem mojej żonie, pomijając oczywiście miłość, wspólne życie
oraz wspólne dzieci!
Subskrybuj:
Posty (Atom)