środa, 31 sierpnia 2016

Festyn


Co roku wraz zakończeniem roku szkolnego i początkiem wakacji władze naszego miasta organizują dwudniowy festyn, na którym każdy znajdzie coś dla siebie  i ten najmłodszy i ten dużo starszy. Nie brakuje atrakcji. Jest wesołe miasteczko, przejażdżki konne, gry, konkursy, zabawy, koncerty i pyszne jedzenie. Ostatni tydzień przed tym wydarzeniem obserwowałem z okna swojego wieżowca jak postępują przygotowania do tak hucznej imprezy, która miała zacząć się w sobotę w samo południe. Gdy nadszedł długo wyczekiwany przez mieszkańców dzień, chyba wszyscy którzy zamierzali bawić się na festynie nie mieli powodów do radości. Od samego rana niebo zasnute było ciężkimi chmurami, które nie wróżyły nic dobrego. Niestety obawy się sprawdziły                      i rozszalała się potężna burza. Następnego dnia w lokalnej gazecie ukazało się ogłoszenie o przesunięciu  terminu imprezy na następny weekend. Nie było rady. Znów trzeba było czekać. Tym razem uroczysta defiladą otwarto festyn. Wybrałem się tam ze swoja pięcioletnią wnuczką Martynką. Obowiązkowym punktem naszej wyprawy było oczywiście wesołe miasteczko, a gdy Martynka przetestowała chyba wszystkie karuzele, z radością zakomunikowała, że chce wziąć udział w konkursie śpiewania dla najmłodszych. Wcale mnie to jednak nie zdziwiło, bo było to  jedno z jej  ulubionych zajęć. Oczywiście wychodziło jej różnie, ale dumny byłem, że jest taka odważna. Gdy wszyscy uczestnicy zdążyli się już zaprezentować z niecierpliwością oczekiwaliśmy na werdykt jury. Jakaż była niespodzianka, gdy okazało się, że drugie miejsce przypadło Martynce.        W nagrodę za udział w konkursie i zajęcie tak prestiżowego miejsca na podium otrzymała Domino – Świnka Peppa. Była z  siebie bardzo dumna i uradowana wygraną. Moment wręczenia nagród uwieczniłem oczywiście na zdjęciu. Po wyczerpującym konkursie poszliśmy na pizzę, a zaraz potem na pyszne lody . Pod wieczór wróciliśmy do domu.  To był wyjątkowo długi , ale i owocny dzień.  Nic jednak nie stanęłoby  jednak na przeszkodzie Martynce, żeby nie zagrać         w wywalczone Domino – Świnka Peppa. Graliśmy więc do późnych godzin wieczornych. W  końcu jednak i pełna niespożytej energii Martynka przytuliła się do swojej ulubionej poduszki i zasnęła.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

PODRÓŻ SŁUŻBOWA


Kilka miesięcy temu dostałem pracę w wielkiej korporacji. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale też nie lada wyzwanie. Na początku dostałem swoje stanowisko i jak każdy początkujący zaczynałem można rzec od zera. Z czasem nabierałem doświadczenia, a moi przełożeni byli ze mnie zadowoleni. Po dłuższym czasie dostałem awans i zacząłem wyjeżdżać w delegacje służbowe. Zazwyczaj nie trwały on dłużej niż trzy dni oraz nie przekraczały granicy kraju. Tym razem jednak dostałem zlecenie, aby przedstawić bardzo ważny projekt dla naszej korporacji wpływowym członkom zarządu firmy, która znajdowała się w Nowym Jorku. Było to dla mnie coś nowego, lecz bałem się, że nie sprostam zadaniu. Moja żona i młodsza córeczka Amelia bardzo mnie wspierały. Nie mogłem jednak ani odmówić, ani dokonać jakiejkolwiek pomyłki przy tym zleceniu, ponieważ od tego zależało moje stanowisko, a nie będę ukrywać, pieniądze bardzo się przydadzą mi i mojej małżonce na uregulowanie zaległych zależności finansowych jak i w utrzymaniu domu i rodziny. W końcu nadszedł ten dzień, spakowałem ogromną walizkę, bo miałem tam spędzić ponad dwa tygodnie, a żona odwiozła mnie na lotnisko. Pożegnałem moje dwie piękne kobiety i wyruszyłem modląc się, aby wszystko poszło po mojej myśli. Dni mijały tam szybko. Codziennie spotkania biznesowe, dyskusje, porozumienia, aż w końcu po dwóch tygodniach udało mi się namówić członków zarządu do współpracy z naszą firmą. Był to ogromny sukces dla mnie jak i moich przełożonych. W końcu mogłem wrócić do domu. Mojej ukochanej córeczce kupiłem ogromnego pluszowego misia oraz lalkę, a małżonce piękny naszyjnik. Jednak po wylądowaniu okazało się, że lalka została skradziona, najpewniej jeszcze w Nowym Yorku. Poszedłem więc do pobliskiego sklepu i kupiłem „Baśniowa kraina- puzzle romantic” firmy trefl. Kiedy spotkałem się z rodziną, wręczyłem prezenty, po czym pojechaliśmy do domu. Żona była wniebowzięta kiedy założyła na swoją szyję naszyjnik. Przy kolacji opowiadałem o mojej pracy, jak wygląda Nowy York mimo, że nie zwiedziłem za dużo. Małżonka była ze mnie bardzo dumna, a dzięki tej delegacji otrzymałem awans, więc nie musiałem się już martwić o sprawy finansowe. Przed snem udałem się jeszcze do pokoju Amelki, aby przeczytać jej bajkę, lecz ona strasznie zaspana siedziała na swoim ogromnym  misiu i układała „Baśniowa kraina- puzzle romantic”. Widać, że był to jednak udany prezent.  Pocałowałem w czółko córeczkę                         i zaniosłem do łóżka. Usłyszałem wtedy tylko cichutkie ‘dziękuję’ , które wywołało uśmiech na mojej twarzy.

piątek, 26 sierpnia 2016

uRODZINKI


Kilka dni temu zostałem zaproszony do wnuczka na jego piąte urodziny, które przypadają w środku lata. Z tego tez powodu zorganizowane one zostały na działeczce córki. Atrakcji dla dzieciaków tam nie brakuje. Duży basen, trampolina, huśtawka, hamak, piaskownica. Wszystko co dla dziecka najlepsze     i przede wszystkim zabawa na świeżym powietrzu. Podczas wakacji, gdy córka    z zięciem pracują, codziennie z małżonką zabieramy Alanka na działkę, by nie musiał spędzać wolnego czasu w domu przed telewizorem. Altanka posiada       w pełni wyposażona kuchnię, więc z przygotowaniem obiadu nie ma żadnego problemu. Co więcej kilka działek dalej na wakacje zawitał do sąsiadki jej wnuczek o rok starszy od Alana. Dzieciaki świetnie się razem bawiły. Na urodzinach nie mogło więc zabraknąć ulubionego wakacyjnego kolegi wnuczka. Przyjęcia zostało zaplanowane na godzinę szesnastą w sobotnie popołudnie. Kupiliśmy jubilatowi kolorową hulajnogę, z której bardzo się ucieszył. Zaraz po nas na urodziny przybył mały sąsiad i wręczył Alankowi misternie zapakowany prezent. Okazało się, że to gra planszowa „ Chińczyk- Tomek i przyjaciele”. Alan był zachwycony, ponieważ jest to jedna z jego ulubionych bajek. Pod osłoną wielkiego ogrodowego parasola rozłożyliśmy dzieciakom koc piknikowy, na którym mogli się swobodnie wylegiwać. Alan postanowił zagrać w nowo otrzymaną grę. Oczywiście najpierw kilkakrotnie musiałem chłopcom wytłumaczyć jej zasady, przez co oczywiście zostałem wciągnięty do rozgrywki. Początkowo troszkę się gubili, jednak po kilkunastu minutach załapali o co         w niej chodzi . Zabawę przerwała córka stawiając na stole smakowicie wyglądający torcik z pięcioma świeczkami. Odśpiewaliśmy jubilatowi „ sto lat”, po czym skosztowaliśmy po kawałku tego pysznego wypieku. Chłopcom jednak niezbyt odpowiadało siedzenie przy stole. Podziękowali za ciasto i wrócili do przerwanej gry. Dzieciaki tak bardzo się w nią wciągnęły, że zupełnie zapomniały o pozostałych atrakcjach. Było to zaskakujące, przede wszystkim dlatego ,że najbardziej okupowanym przez nich miejscem był oczywiście basen. Gra „ Chińczyk  - Tomek i przyjaciele” tym razem przebiła wszystkie inne rozrywki. Zabawa trwała do późnych godzin wieczornych, a Alan był przeszczęśliwy.

środa, 24 sierpnia 2016

Pasja Weroniki


Wreszcie rok szkolny dobiegł końca. Moja wnuczka właśnie skończyła czwartą klasę szkoły podstawowej. Ten rok szkolny był dla niej wyjątkowo ciężki                i pracowity.            Po trzech latach nauczania początkowego nadszedł wreszcie  czas na prawdziwą naukę. Dodatkowym obciążeniem okazał się również profil klasy, na który zdecydowała się wnuczka i rodzice. Za namową pani dyrektor wielu rodziców wyraziło chęć posłania dzieci do nowo powstałej klasy sportowej         o specjalizacji łyżwiarstwo szybkie. Początkowo nie byłem przekonany, czy jest najlepszy pomysł. Wprawdzie sport jest bardzo ważny, ale również bardzo czasochłonny. Tygodniowo Weronika miała aż dziesięć godzin zajęć wychowania fizycznego, dodatkowe popołudniowe treningi dwa razy                  w tygodniu oraz oczywiście wszelkiego rodzaju zawody . W naszym mieście od kilku lat funkcjonuje nowoczesny, kryty tor łyżwiarski, zatem warunki do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego są znakomite. W trakcie roku szkolnego szybko jednak okazało się ,że pomimo dodatkowych treningów, Weronika doskonale również daje sobie radę z nauką. Ostatnie zawody, które odbyły się pod koniec stycznia, przyniosły jej drugie miejsce podczas rozgrywek na poziomie naszego powiatu. To był doskonały wynik, zwłaszcza, że wnuczka trenowała raptem pół roku. Byłem oczywiście obecny na trybunach i z dumą obserwowałem rywalizację oraz moment wręczenia medali. Fajną i motywującą nagrodą były także drobne upominki. Dzieci dostały gry planszowe znanej marki Trefl od głównego sponsora drużyny. Zdjęcia zwycięzców umieszczono na łamach regionalnej gazety, głośno o dzieciakach było również w mediach. Pamiętam, gdy tego szczególnego dnia wnuczka przyjechała do mnie wieczorem pochwalić się swoim medalem. Przywiozła również ze sobą zdobyczna grę planszową Trefla. Do późna w nią graliśmy i rozmawialiśmy          o pasji Weroniki. Widząc jak bardzo wnuczka zaangażowała się w łyżwiarstwo, byłem z niej naprawdę dumny. Postanowiłem ją wspierać i sfinansować obóz sportowy, który organizowano podczas nadchodzących wakacji. Wprawdzie      w okresie letnim na łyżwach jeździć nie można, ale za to dzieciaki miały  trenować między innymi na rolkach.

 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Obóz żeglarski


 Nadeszły w końcu długo wyczekiwane wakacje. Z początkiem roku szkolnego obiecałem synowi, że za uzyskanie świadectwa z  wyróżnieniem, to znaczy czerwonym paskiem zasponsoruję mu wymarzony obóz żeglarski. Mateusz stanął na wysokości zadania i mógł wreszczie pochwalić się swoimi osiągnięciami. Pozostało więc zrobić rekonesanas po placówkach organizujacych tego typu wypoczynek. Po kilku dniach spędzonych przy komputerze znalazłem w końcu całkiem ciekawą ofertę, której organizatorem była jedna ze szkółek żeglarskich na Mazurach . 14-dniowy rejs żeglarski miał prowadzić po najpiękniejszych akwenach i zakątkach krainy  jezior. W czasie jego trwania dzieci odwiedzić miały najważniejsze i największe porty, malownicze bindugi, a także najciekawsze i mało uczęszczane miejsca. Oczywiście podczas takiego obozu  nie mogło zabraknąć elementów szkolenia żeglarskiego. Przedstawiłem ofertę Mateuszowi . Był zachwycony. Do wyjazdu pozostały jedynie dwa tygodnie, podczas których syn z zapałem kompletował swój plecak. Do miejsca zbiórki w Giżycku odwiozłem go razem                          z małżonką.Pożegnanie nie było długie, ponieważ syn szybko nawiązuje kontakty, po zaledwie kilkanustu minutach zjednał sobie grupkę rówieśników. Dzwonił codziennie wieczorem. Pewnego dnia był strasznie podekscytowany. Okazało się , że po zakończeniu zajęć z zakresu teorii żeglarstwa, oragnizatorzy przeprowadzili mały test wiedzy. Mateusz zdobył najwięcej punktów                    i w nagrodę dostał V-tech Digizoom Smartwatch. Właściwie nazwa tego elektronicznego gadżetu niewiele mi mówiła, ale oczywiście cieszyłem się razem z nim . Dwa tygodnie minęły bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy już odbieraliśmy Mateusza z portu  w Węgorzewie, gdzie dzieciaki zakończyły swoją wędrówkę po jeziorach. Nie widziałem syna zaledwie kilkanaście dni,        a wydawało mi się , że bardzo zmężniał przez ten krótki okres czasu. W drodze powrotnej Mateusz opowiadał czego sie nauczył, pokazywał zdjęcia no                 i oczywiście swój zdobyczny V-tech Digizoom Smartwatch. Rzeczywiście było to całkiem sprytne urządzenie elektroniczne, więc zrozumiałem jego zachwyt nad nagrodą. Najbardziej jednak  Mateusz był zadowolony, że mógł uczestniczyć  w różnego rodzaju wykładach z zakresu teorii żeglarstwa, bezpieczeństwa, meteorologii i udzielania pierwszej pomocy. Na koniec stwierdził, że warto było poświęcić się nauce, by móc w wakacje uczestniczyć w tak wspaniałym obozie. Byłem szczęśliwy  widząc jak wiele przyjemności sprawił mu ten wyjazd.

 

 

piątek, 19 sierpnia 2016

wakacje czas zacząć


Tydzień temu pojechałem z moją żoną Beatą oraz córką Klaudią na wyczekiwany urlop do Chorwacji. Podróż była strasznie męcząca, ponieważ postanowiliśmy wyruszyć w nocy, aby rano na spokojnie poszukać zakwaterowania i zwiedzić okolicę. Kiedy jednak dotarliśmy do Chorwacji, nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie chcemy jechać. Po wybraniu jednego miasta ruszyliśmy dalej w drogę. Kolejne trzy godziny podróży były przed nami, jednak nikt z nas o tym nie myślał, ponieważ każdy był zachwycony klimatem, kulturą no i oczywiście widokami. Po dotarciu do celu zmieniliśmy zdanie                           i wyruszyliśmy na wyspę Pag, na którą dojechaliśmy po kolejnych dwóch godzinach podróży.  W końcu mogliśmy chwilkę odpocząć i zacząć szukać apartamentu. Okazało się jednak, że mieliśmy spory problem, ponieważ gdzie byśmy nie poszli, odpowiadano nam tym samym. Nigdzie nie było wolnych pokoi. Postanowiliśmy podjąć ostatnią próbę. Zapukaliśmy do kolejnych drzwi, które otworzyło nam przemiłe małżeństwo. Nie mieli oni wolnych miejsc, jednak zaproponowali nam, abyśmy odpoczęli. Chorwatka bardzo dobrze mówiła po polsku, jej mąż zaś po włosku. Zaoferowali nam zimne napoje               i wykonali kilka telefonów. Znaleźli nam apartament w bardzo dobrej cenie. Na pożegnanie małżeństwo wręczyło mojej córce puzzle „Droga mleczna” firmy Trefl. Kilka dni temu zostawiono ją pod łóżkiem jednego z apartamentów. Podziękowaliśmy serdecznie i udaliśmy się do naszych pokoi, które znajdowały się w pobliżu plaży. Po rozpakowaniu się postanowiliśmy pozwiedzać miasto. Piękne zabytki , molo, przeźroczysta woda w morzu.. byliśmy wniebowzięci. Wzdłuż portu porozstawiane były stragany z pamiątkami, a za nimi mnóstwo barów i restauracji. Po powrocie do apartamentu ułożyliśmy razem z córką puzzle „Droga mleczna” ,które strasznie się jej spodobały. Kolejne dni mijały podobnie. Codziennie chodziliśmy na plażę opalać się, kąpać oraz nurkować. Znaleźliśmy wiele przepięknych muszli. Wypożyczyliśmy rowerek wodny              i cieszyliśmy się każdą chwilą, ponieważ wszystkie były wyjątkowe. Ostatniego dnia pod wieczór postanowiliśmy przepłynąć się wycieczkową łodzią podwodną, która była podświetlana tak, żeby było widać wszystko co jest pod wodą. Wiele pięknych ryb przepływało obok nas, a pod nami widać było wiele muszli, tych mniejszych jak i większych. Było to wspaniałe przeżycie. Niestety nadszedł koniec naszych wakacji i musieliśmy wracać do domu. Po spakowaniu się i pożegnaniu wyjechaliśmy. Pod koniec zapytałem się córki co zrobiła              z puzzlami, które otrzymała. Okazało się, że Klaudia schowała puzzle pod łóżko, aby kolejne dziecko, które je znajdzie bądź dostanie mogło się cieszyć tak jak ona. I tak się skończyła nasza przygoda.

środa, 17 sierpnia 2016

Wakacyjne szaleństwo


Tegoroczne wakacje spędziliśmy na Węgrzech. Wyjeżdżając z kraju niebo zasnute było  ciężkimi chmurami. Do celu podróży mieliśmy zaledwie siedemset kilometrów. Miałem jednak nadzieję, że prognozy pogody  się sprawdzą                i będziemy wypoczywać pod błękitnym i słonecznym niebem . Synoptycy się nie mylili. Pogoda była wspaniała. W sam raz na wariacje w największych aquaparkach. Plan spędzenia urlopu mieliśmy szczegółowo dopracowany              i obfitował on w najrozmaitsze atrakcje. Wszystko z myślą o naszym dziesięcioletnim Piotrusiu. Kilka dni przed wyjazdem nasi znajomi , z którymi mieliśmy wspólnie urlopować , musieli zrezygnować z urlopu ze względu na ważne sprawy rodzinne. Musieliśmy więc radzić sobie sami. Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu w  apartamencie wyruszyliśmy zrobić mały rekonesans po okolicy. Miasteczko tętniło życiem. Masa straganików z pamiątkami, tłumy turystów i występy  ulicznych artystów. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszej tymczasowej kwatery. Piotruś jednak wcale nie miał zamiaru grzecznie położyć się spać. Z plecaka wyjął ulubione karty „ Zootopia-gra Piotruś”                       i pomimo, że była już późna godzina rozegraliśmy z nim jeszcze małą partyjkę. Obawiałem się jednak, że następnego dnia nie będzie go można dobudzić. Ku mojemu zaskoczeniu Piotruś wstał najwcześniej i z zapałem zaczął pakować swój plecaczek z akcesoriami do pływania. Zjedliśmy śniadanie  i wyruszyliśmy do parku wodnego. Piechotą mieliśmy niespełna dziesięć minut drogi. Rzeczywiście ogrom atrakcji robił wrażenie. Calutki dzień upłynął nam na wszelkiego rodzaju i rozmiaru zjeżdżalniach i  basenach. Pod wieczór zmęczeni słońcem i wrażeniami wróciliśmy do apartamentu. Na całe szczęście jeszcze       w Polsce zrobiliśmy ogromne zapasy jedzenia, więc bieganie po sklepach przez kilka pierwszych dni mogliśmy sobie odpuścić. Zjedliśmy wyśmienitą kolację        i zagraliśmy oczywiście w ulubioną grę Piotrka „ Zootopia – gra Piotruś”. Tym razem rozgrywka trwała o wiele dłużej, ale było przy tym dużo śmiechu                 i zabawy. Kolejne dni wyglądały bardzo podobnie, śniadanie, baseny, kolacyjka, partyjka gry i do spania. Jedyną różnicą było to, że za każdym razem byliśmy           w innym aquaparku, a ostatni, położony niemalże dwieście kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania okazał się najlepszy ze wszystkich. Był to wyjątkowo spędzony urlop, a najbardziej zadowolony był oczywiście Piotruś.

piątek, 5 sierpnia 2016

Patryk


Z utęsknieniem czekaliśmy z żoną na przyjazd naszego jedynego wnuczka Patryczka. Kilka lat temu nasz córka wyemigrowała z mężem i trzyletnim wówczas synkiem na Cypr w pogoni za lepszym życiem. Początkowo byliśmy bardzo przeciwni temu pomysłowi, twierdząc, że wyjazd z tak mały dzieckiem nie jest najlepszym rozwiązaniem . Córka jednak postawiła na swoim. Początkowo było im naprawdę ciężko. Pracę znaleźli właściwie od razu, więc musieli zapewnić opiekę małemu pod ich nieobecność. Zapisali go więc do przedszkola. Patryk kilka pierwszych tygodni nie mógł się tam odnaleźć. Szybko jednak chłonął język grecki i w miarę upływu czasu czuł się coraz swobodniej. Raz do roku w wakacje, które trwają tam trzy miesiące córka przylatuje                 z wnukiem i zostawia go nam cały miesiąc. Patryk niedawno skończył osiem lat. Od pewnego czasu bardzo interesuje się astronomią i wszystkim co jest z nią związane.  Zna chyba wszystkie gwiazdozbiory i potrafi na niebie określić ich położenie, a jego marzeniem jest , aby zostać astronautą. Pomyślałem, że fajnie by było kupić na jego powitanie jakąś drobnostkę związaną właśnie z jego kosmiczną pasją. Tuż przed jego przylotem udałem się do centrum handlowego w poszukiwaniu „tego czegoś”. Wcale nie było to łatwe zadanie. Nie chciałem , aby to była kolejna książka, ale coś czego jeszcze nie ma. W pewnym momencie w oknie wystawowym jednego ze sklepów dojrzałem puzzle „Droga mleczna”.  Kupiłem układankę i w domu opakowałem ją w ozdobny papier. Do przyjazdu Patryka pozostały zaledwie dwie godziny. Włączyłem telewizor i czekałem.          Z kuchni dochodziły smakowite zapachy. Moja żona specjalnie na przyjazd wnuczka upiekła jego ulubione ciasto z malinami i właśnie kończyła lepić pierogi z kapustą i grzybami. Zastanawiałem się czy nie wygłupiłem się z prezentem.       Z rozważań wyrwało mnie głośne pukanie do drzwi i pędem pobiegłem je otworzyć. W progu stał Patryk z córką. Gorąco obydwoje uściskałem                       i wręczyłem wnuczkowi upominek. Patryk zdarł ozdobny papier i pisknął                z zachwytu. Ulżyło mi. Wieczorem wspólnie ułożyliśmy puzzle „ Droga mleczna”. Wyglądały imponująco.

środa, 3 sierpnia 2016

Fotopuzzle


Miłość jest trudnym do zdefiniowania uczuciem, każdy definiuje ją na swój sposób. Przejawia się zazwyczaj w relacji do drugiej osoby połączonej z silnym pragnieniem obcowania z nią. Zwykle jest okazywana poprzez próby uszczęśliwiania drugiej osoby. Przez całe moje małżeństwo starałem się dać z siebie wszystko,aby nie sprawić ukochanej zawodu. Na trzydziestą rocznicę ślubu nie miałem pojęcia co podarować mojej żonie. Nie chciałem kupić kolejnego niepotrzebnego gadżetu, lecz coś, co wywoła uśmiech i dobre emocje u mojej małżonki. Tak więc zrobiłem. Była zachwycona prezentem. A więc co jej podarowałem? Kilka tygodni temu przeglądając strony internetowe na komputerze znalazłem stronę firmy "Trefl", która oferuje fotopuzzle robione na zamówienie w przystępnej cenie. Stwierdziłem, iż jest to wartościowsze niż wiele innych rzeczy i postanowiłem je zakupić. Przesłałem przez internet zdjęcie z moją żoną, z którym mamy wiele wspomnień, takie co wywołuje u nas uśmiech na twarzy. Po kilku dniach otrzymałem moje fotopuzzle. Były idealnym pomysłem na prezent! Moja żona była zachwycona, a ja szczęśliwy, że mimo tylu lat potrafię ją uszczęśliwić nawet drobnym gestem. Fotopuzzle były strzałem w dziesiątkę ! Tego samego dnia po wręczeniu prezentu razem postanowiliśmy poukładać elementy puzzli, co zajęło nam kilka godzin. Po skończeniu układanki umieściliśmy ją w antyramie i powiesiliśmy na ścianie. Uważam, że jest to jeden z najlepszych prezentów, jakie podarowałem mojej żonie, pomijając oczywiście miłość, wspólne życie oraz wspólne dzieci!