czwartek, 30 kwietnia 2015

Piknik rodzinny

W ubiegłym roku firma, w której jest zatrudniona moja małżonka zorganizowała wspaniały piknik dla wszystkich swoich pracowników i ich rodzin. Zarówno organizacja całej imprezy jak i miejsce, w którym się ona odbywała były rewelacyjne. Otoczenie lasu, piękna, słoneczna pogoda i wspaniały catering sprzyjały naszym nastrojom. Nie zabrakło również ciekawych atrakcji dla starszych i młodszych uczestników. Dzieci miały do dyspozycji trampoliny, dmuchane zjeżdżalnie, konne przejażdżki, a nawet animatorów, dzięki którym nie sposób było się nudzić. Dorośli natomiast doskonale bawili się przy muzyce. Najlepszym punktem programu okazał się jednak konkurs gier towarzyskich. Ochotników nie brakowało, a ci, którzy nie  mieli odwagi wziąć w nich udziału, mogli obserwować zaciętą rywalizację swoich kolegów. Pierwszą konkurencją było przeciąganie liny. Dwie drużyny, złożone oczywiście z racji większej siły fizycznej, z samych mężczyzn miały za zadanie ciągnąć jedną linę w dwa przeciwne kierunki. Doskonałe widowisko, a przy tym niezły ubaw. Kolejnym punktem były skoki w worku. Pomimo tego, że to rodzaj dziecięcej gry towarzyskiej , dorośli doskonale dali sobie z nią radę. Tutaj drużyny były już mieszane . Zarówno mężczyźni jak i kobiety próbowali swoich sił. Konkurencja polegała na tym ,że wszyscy uczestnicy musieli założyć na nogi worki, które sięgały im do bioder i w tych workach trzymając za górne rogi doskoczyć do mety. Po  konkurencjach sprawnościowych przyszła pora na wysilenie umysłu. Organizatorzy postawili na kalambury. Moim zdaniem to najlepsza gra towarzyska. Nie omieszkałem zatem zgłosić się do jednej z drużyn, a było ich cztery. Zasadniczym elementem tej zabawy jest odgadywanie haseł. W każdej kolejce jedna osoba z drużyny przedstawiała wylosowane hasło, a pozostali członkowie drużyny mieli za zadanie je odgadnąć. W pierwszym etapie zabawy hasła przedstawiane były gestami, w kolejnych za pomocą rysunków. Zarówno podczas pokazywania jak i rysowania nie wolno było oczywiście używać słów ani innych dźwięków, które mogłyby podpowiedzieć hasło. Z uwagi na to,że bardzo lubię tą grę towarzyską i nie chwaląc się mam w niej spore doświadczenie, nasza drużyna zajęła pierwsze miejsce. Po zakończeniu serii konkurencji przewidziano dla zwycięzców nagrody. Ja zdobyłem złoty medal w kategorii umysłowa gra towarzyska oraz plecak, który jest teraz nieodłącznym elementem moich podróży po Polsce.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rekord Guinnessa

W zeszłoroczny pierwszomajowy weekend wybraliśmy się ze znajomymi do jednego z najurokliwszych miast w Polsce - Krakowa. Jeżeli nie mieliście okazji odwiedzić starej stolicy naszego kraju i siedziby królów polskich gorąco polecam. Uciech nie brakuje, poczynając od takich atrakcji turystycznych jak Kościół Mariacki, Sukiennice, Zamek Królów Polskich, Kopiec Kościuszki, Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiele innych. Nie sposób tu się nudzić. Pogoda dopisywała, więc wybraliśmy się na spacer po Rynku Głównym. Los nam sprzyjał. Okazało się bowiem, że trafiliśmy na niecodzienne wydarzenie. Mieszkańcy Krakowa postanowili pobić rekord Guinnessa w układaniu puzzli. Do tej pory największe puzzle świata udało się ułożyć studentom uniwersytetu ekonomicznego w Wietnamie. W rekordzie nie chodziło jednak o wielkość, lecz o ilość elementów. Rekordowe puzzle zawierały 551 232 kawałki. Do podjęcia wyzwania ochotników nie brakowało. Każdy kto czuł się na siłach mógł dorzucić swoje przysłowiowe trzy grosze. Do ułożenia uczestnicy tego niezwykłego przedsięwzięcia mieli cudowny widok krakowskiej starówki porą nocną. Oczywiście elementów do  złożenia było o jeden więcej niż stanowił poprzedni rekord świata, to znaczy dokładnie 551 233 części. Było to ogromne wyzwanie, dosłownie ogromne, gdyż całość po złożeniu miała wypełnić calutką płytę Rynku Głównego. Nad całością wydarzenia czuwała specjalna komisja złożona z ponad dwudziestu osób. Powiem Wam szczerze, że nie potrafiłem sobie wyobrazić jak dziesiątki tysięcy malutkich elementów układanki można razem połączyć w jedną, spójną całość. To było niezwykłe widowisko. Sam osobiście nie czułem się na siłach by wziąć w nim udział, ale z przyjemnością obserwowałem uwijających się przy tej magicznej układance ludziskach w różnym wieku i tych sędziwego wieku i tych, którzy dopiero rozpoczynali swoją życiową podróż . Troszkę przypominało mi to pracę mrówek,które miałem okazję podziwiać podczas leśnych wycieczek. Rekordowe puzzle rosły z godziny na godzinę, a gdy zapadł zmrok ogromne reflektory pomagały kolejnym śmiałkom w biciu rekordu. Miałem wrażenie, że uczestniczę w swojego rodzaju pospolitym ruszeniu. Każda osoba w jakiś sposób przyczyniała się do stworzenia tego arcydzieła. Około północy ostatni element układanki dorzucił starszy Pan, który wyglądał troszkę jak filmowy Pan Kleks. Udało się pobić studentów z Wietnamu. Czułem się dumny, że mogłem uczestniczyć w biciu rekordu Guinnessa.

piątek, 24 kwietnia 2015

Leśniczówka

Tydzień temu wybrałem się z całą rodziną do naszej starej leśniczówki. Pochodzę z rodu myśliwych i jestem już piątym pokoleniem, które podąża śladami moich przodków. Mam nadzieję, że nie ostatnim, gdyż synów, a mam ich dwoje, również uczę zamiłowania do łowiectwa. W każdym razie leśniczówka, należąca właściwie do mojego dziadka, znajduje się w samym sercu lasu. Wspaniałe miejsce na odpoczynek i kontakt z naturą. Całe moje dzieciństwo wiąże się z tą leśniczówką. Wraz z dwójką moich braci w porze letniej całe dnie spędzaliśmy w lesie. Bardzo lubię tam wracać. Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem. Niestety jak na złość pogoda spłatała nam figla i zaczęło padać. Postanowiliśmy posprzątać, gdyż dawno już tu nikogo nie było. Najciekawszym miejscem okazał się strych. Wśród staroci znalazłem całą masę gier planszowych, w które w dzieciństwie, gdy za oknem panował chłód, zwykliśmy grać wieczorami. To dopiero była frajda. Rozpaliłem na werandzie grilla i usiadłem do przeglądania znaleziska. Moją ulubioną grą planszową był oczywiście Monopol. Uwielbiałem tą grę. Okazało się, że jest kompletna, choć ma już swoje lata. Karty troszkę pożółkły, a plastikowe domki i hotele nosiły ślady zębów naszego poczciwego Dingo.  Niewiele myśląc zawołałem pozostałych członków rodziny do zabawy. Sprzeciwów nie było, tym bardziej, że pogoda nie zachęcała do wieczornych spacerów po okolicznych lasach, a poza tym byliśmy przecież pozbawieni jakichkolwiek wynalazków techniki, jak telewizor czy komputer . Jedynym sprzętem, który o dziwo, był jeszcze sprawny, było stare dziadkowe radyjko. Nastawiłem zatem jedyną stację radiową , jaką udało mi się złapać i usiedliśmy do wspólnej zabawy. Uciechy było co niemiara. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem. Wieczór upłynął szybciej, niż się tego spodziewałem. Rozegranie tego typu gry planszowej to dobre dwie, trzy godzinki wyśmienitej rozrywki. Zwycięzcą okazał się mój syn Marek. Zbił fortunę i rozbudował największą sieć hoteli w luksusowym Wiedniu i Insbrucku. Ja niestety zbankrutowałem, zanim na dobre rozpoczęła się zabawa. Troszkę szkoda, ale jako widz również znakomicie się bawiłem. Dawno już wybiła północ, gdy skończyliśmy grę. Pomimo tego, iż snute przez całą drogę plany tego wieczoru popsuła pogoda, tego wieczoru z pewnością nikt z nas nie będzie żałował.

środa, 22 kwietnia 2015

Wycieczka w Bieszczady

Niedawno moja wnuczka Alicja wyjechała na organizowany przez szkołę dwutygodniowy obóz wędrowny w Bieszczady. Po powrocie odwiedziła nas by opowiedzieć jak minął jej pobyt w malowniczych górach. Przed wyjazdem byłem pełen obaw czy aby ten rodzaj wypoczynku będzie dla niej odpowiedni ze względu na jej młody wiek. Ala ma dopiero jedenaście lat, a obozy wędrowne wymagają od uczestników sporej tężyzny fizycznej. Jak się jednak okazało Ala doskonale sobie poradziła i była zachwycona . Odwiedzali różne miejscowości i wsie. Najbardziej podobał jej się skansen w Sanoku. Nawet pobyt w malutkiej wsi Ustrzyki Górne miał swój urok. Zatrzymali się wówczas w schronisku młodzieżowym. Warunki nie były idealne, a do tego rozpętała się burza. Opiekunowie postanowili umilić swoim wychowankom czas i zorganizowali zawody w układaniu puzzli dla dzieci. Do wyboru były układanki składające się z trzystu lub pięciuset elementów. Żeby dać dzieciakom równe szanse podzielono je na dwie kategorie wiekowe. Pierwszą grupę stanowiła drużyna w wieku od dziesięciu do dwunastu lat, drugą od lat trzynastu do piętnastu. W dobie komputerów puzzle dla dzieci to ciekawa  alternatywa, szczególnie w takie ponure, deszczowe wieczory, a poza tym  z takim samym zapałem układają je dzieci jak i dorośli. Oczywiście zawody okazały się strzałem w dziesiątkę. Dzieciaki miały mnóstwo frajdy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Alicja po powrocie do domu poprosiła nas o drobny prezent. Miały nim być ku naszemu zdziwieniu, ale i uciesze puzzle dla dzieci. Zabraliśmy więc wnuczkę do pobliskiego sklepu z zabawkami. Ala wybrała puzzle trójwymiarowe 3D ze wzorem Wieży Eiffla. Szczerze mówiąc pierwszy raz spotkałem się z tego typu układanką. Po powrocie do domu zabraliśmy się za ich składanie. Byłem naprawdę zafascynowany budowlą, jaką udało nam się zbudować. Nic dziwnego, że Alicja zakochała się w puzzlach. Już następnego dnia postanowiła, że oszczędności ze swojej skarbonki przeznaczy na kolejny zestaw. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, gdyż dzięki nowej fascynacji wnuczka niemalże zapomniała o swoim komputerze.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Edukacja zabawkowa

Bardzo lubię podróżować, a najczęstszym środkiem komunikacji, jaki wybieram jest kolej PKP. Jedną z zalet transportu kolejowego jest krótszy czas podróży. Pociągi nie stoją w korkach, czego wręcz nie cierpię, są raczej punktualne i można korzystać z wagonów jadalnych i sypialnych, co więcej często oferowane są różnego rodzaju zniżki i promocje na przejazdy, więc za przysłowiowe parę groszy można niekiedy przejechać nasz cały kraj. Ale najbardziej w tych podróżach ekscytuje mnie to z kim następnym razem przyjdzie mi podróżować. Dwa dni temu na przykład miałem okazję dowiedzieć się chyba wszystkiego na temat współczesnych zabawek. Sam niestety nie posiadam dzieci, więc ten obszar wiedzy nie jest mi znany. Jedna kilkugodzinna podróż z moim małym współpasażerem Kacprem-gadułą i jego mamą sprawiła, iż jestem teraz chyba w pełni doinformowany na powyższy temat. Młody podróżnik posiadał przy sobie swoją osobistą walizeczkę, zawierającą całą masę osobliwych przedmiotów, służących chyba do zabawy, poczynając od kliku ludzików-złoczyńców z nowej serii Lego City, dziwnych stworków na sprężynach podskakujących do samego sufitu pociągu, kolekcji kart piłkarskich, a kończąc na bardziej skomplikowanym sprzęcie elektronicznym, jakim jest tablet z wgranymi cudacznymi grami o dziwnych nazwach, np:"Rośliny kontra zombiaki". Szczerze mówiąc obserwując niekiedy wystawy sklepowe czy też reklamy telewizyjne współczesne zabawki bardzo różnią się od tych, którymi ja zwykłem się bawić w dzieciństwie. Są one lepsze jakościowo, trwalsze i bezpieczniejsze. Są również ciekawsze i bardziej zajmujące. Na uwagę zasługują także ich żywe, jasne kolory i wymiary idealnie dopasowane do rączek dzieci. Postęp technologiczny daje teraz dzieciom możliwość zabawy innymi zabawkami, jakich w latach wcześniejszych nie było. Wszelkiego rodzaju gry komputerowe, konsole do gier, zabawki interakcyjne, zabawki elektroniczne, są dla dzieci bardziej atrakcyjne i ciekawe. Ale z tego co dowiedziałem się od małego Kacpra i co mnie bardzo cieszy niesłabnącą popularnością cieszą się klasyczne, drewniane zabawki oraz puzzle i klocki. To właśnie naturalne i proste przedmioty najlepiej przecież pobudzają wyobraźnię, rozwijają kreatywność, mogą być wykorzystane na wiele sposobów i użyte praktycznie w każdej zabawie. Cieszę się, że miałem okazję poznać młodego Kacpra. Dzięki niemu jestem znów bogatszy o nowe doświadczenie i wiedzę...

piątek, 17 kwietnia 2015

Kilka dni temu w zaufanym gronie znajomych wybraliśmy się do pobliskiego pubu, by uczcić narodziny syna naszego przyjaciela. Po kilku nieudanych próbach zorganizowania spotkania naszej starej paczki wreszcie nadarzyła się super okazja. Nie można przecież odmówić przyjacielowi wspólnego świętowania tak uroczystego wydarzenia, jakim są narodziny pierworodnego. Świeżo upieczonego tatusia  duma wręcz rozpierała. Tematem przewodnim spotkania był oczywiście nowonarodzony Aleksander. Nasz dumny i szczęśliwy przyjaciel Kuba chlubił się pierwszymi zdjęciami synka. Nagle ktoś zapytał jaką pierwszą zabawkę przewiduje sprezentować małemu. Rozgorzała gorąca dyskusja na temat jakie zabawki są teraz na topie. Niewiele było trzeba by wróciły wspomnienia wspólnych zabaw i harcy. Znaliśmy się przecież dobre ćwierć wieku. Rzuciłem zatem hasło pt. "zwykła zabawka, a rozkołysze, rozbawi ..." Każdy z nas miał bowiem w dzieciństwie zabawki, z którymi nie mógł się rozstać i które na zawsze pozostały w jego pamięci. Konik na biegunach, pluszowy miś  czy ulubiony resorak, to tylko niektóre z nich. Jak się jednak okazało prawdziwe rekordy w naszym męskim towarzystwie biły jednak klocki LEGO. To przecież nieśmiertelne zabawki nie tylko dla chłopców. Oczywiście szczytem marzeń było otrzymanie kolejnego zestawu klocków. Ile trudu trzeba było włożyć w przekonanie mamy czy taty, że bez kolejnego upragnionego pudełeczka życie nie będzie miało sensu. Niekiedy starania o jego zdobycie wiązały się z wykonywaniem różnych misji domowych, takich jak wyrzucanie śmieci przez tydzień albo pomoc w umyciu samochodu taty, itd. Ale zazwyczaj wysiłek się opłacał o ile nie odwinęło się jakiegoś numeru i starania trzeba było zacząć od początku. A przecież klocki LEGO to chyba zabawki, z których można wyczarować wszystko, a dziecięca wyobraźnia nie ma końca. Mnie osobiście najbardziej w pamięci utkwił zestaw drewnianych pociągów. Dla mnie były to najlepsze, najbardziej urokliwe zabawki. Kolorowe, funkcjonalne i edukacyjne, z możliwością tworzenia nietypowych torów jazdy. Oprócz zabawek największą frajdę sprawiało wszelkiego rodzaju kolekcjonerstwo, żeby nie powiedzieć zbieractwo, a zatem zbierało się papierki po gumach Donald i Turbo, kapsle, papierki po czekoladach, puszki po napojach, komiksy typu "Tytus, Romek i Atomek" czy " Kajko i Kokosz". To były świetne czasy. Ciekaw jestem jaki typ zabawek upodoba sobie Aleksander, może to będą nieśmiertelne klocki LEGO.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Puzzle i łamigłówki

W ostatnim czasie miałem okazję odwiedzić swoich starych znajomych w Katowicach. Z miastem tym wiąże się wiele niezapomnianych wspomnień z okresu studiów. Tym bardziej z przyjemnością tam wracam. Trzeciego dnia pobytu, pomimo zimowej aury, wybrałem się ze Staszkiem i jego żoną Marylą na spacer po Placu Śląskim. W pewnym momencie w oczy rzucił mi się ogromny plakat z napisem "Puzzle i łamigłówki". Zaciekawieni postanowiliśmy wejść i sprawdzić co kryje się pod tym tytułem. Byliśmy mile zaskoczeni. Okazało się, że trafiliśmy na nietypową wystawę puzzli i łamigłówek, jak sama nazwa wskazywała. Była to pierwsza i mam nadzieję, że nie ostatnia,  tego typu wystawa na terenie naszego kraju, która w niezwykle rozrywkowy sposób połączyła matematykę i logikę z zabawą, natomiast jej pomysłodawcami i po części organizatorami byli niemieccy matematycy z jedynego na świecie aktywnego muzeum matematyki. Zainteresowanie było ogromne, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, tym bardziej że wystawa została zorganizowana w trakcie ferii zimowych. Do rozwiązania przygotowano ponad 40 łamigłówek i zagadek matematycznych. Każdy odwiedzający wystawę mógł spróbować swoich sił. Kolejną atrakcją były przygotowane na kilkunastu stojakach zadania związane z układaniem skomplikowanych puzzli 2D i 3D. Ten obszar wystawy najbardziej mnie zaciekawił. Nie były to zwykłe układanki, które zdarzało się mi niejednokrotnie składać ze swoimi wnukami. Pomimo całkiem niezłej wprawy  w układaniu puzzli, przygotowane przez matematyków zadania znalazły się poza  zasięgiem mojego umysłu. Niestety jestem typowym humanistą, a nauki ścisłe są moją piętą achillesową. Przyjemnie natomiast było przyglądać się poczynaniom naszej wykształconej i żądnej wiedzy młodzieży. Oczywiście stopień złożoności zadania był uzależniony od wieku zwiedzających, nie zabrakło zatem zagadek przeznaczonych dla najmłodszych odbiorców. Dla nich przygotowane zostały puzzle i łamigłówki adekwatne do ich rozwoju intelektualnego oraz  sprawności psycho-ruchowej. Przyznam Wam się szczerze, że mnie również można było śmiało  zaliczyć do tej młodszej grupy odbiorców. Mam nadzieję, że tego typu wystawy będą częściej organizowane na terenie naszego kraju. Poza walorami edukacyjnymi są przecież świetną rozrywką.

piątek, 10 kwietnia 2015

Prezent

W zeszły weekend zostałem zaproszony przez mojego brata na urodziny jego córki. Amelka, tak ma na imię moja chrześnica, właśnie skończyła osiem lat. Pomimo młodego wieku jest nad wyraz elokwentną dziewczynką. Z pozoru uroczy aniołek o bujnych blond lokach i błękitnych oczach. W rzeczywistości żywiołowa i niezwykle gadatliwa osóbka potrafiąca pokazać pazurki. Od kiedy sięgnę pamięcią jej ulubionym zajęciem jest układanie puzzli dla dzieci. Jedną z pozytywnych stron pasji Amelki jest zakup dla niej prezentu. Nawet, jeżeli okazuje się, że zakupiona przeze mnie kolejna układanka znajduje się już w zbiorach fascynatki, nic nie szkodzi. Nic ją bowiem nie cieszy tak, jak bicie własnych rekordów na czas w układaniu puzzli. Szczerze mówiąc nigdy nie mogłem zrozumieć tej pasji. Dla mnie to nudne i bardzo pracochłonne zajęcie. Jednak eksperci są zgodni co do znaczenia tego typu układanek  w  rozwoju psychoruchowym dzieci. Jeżeli ktoś nie miał do czynienia z taką rozrywką to przypominam, że puzzle polegają na składaniu dużego obrazka z mniejszych fragmentów o charakterystycznych kształtach. Należą one do kategorii gier umysłowych, rozwijają pamięć, spostrzegawczość i umiejętność kojarzenia, są doskonałym treningiem dla umysłu najmłodszych. Puzzle dla dzieci poprawiają koordynację między rączką a okiem, ćwiczą wyobraźnię oraz wzrok dziecka. Szczerze mówiąc tego typu rozrywka wcale nie pasuje do energicznej ośmiolatki, z trudem potrafiącej ustać w miejscu dłuższą chwilę. Mój brat jednak twierdzi, że dzięki układankom Amelka ćwiczy koncentrację i co najważniejsze cierpliwość, co przekłada się przede wszystkim w szkole. Udałem się zatem do dużego sklepu z zabawkami, celem zakupu prezentu. To najlepszy sklep z puzzlami dla dzieci, jaki kiedykolwiek widziałem. Układanki zajmują całą ścianę długości sklepu. Chyba nie jestem w stanie zliczyć wszystkich pudeł. Są tu zarówno puzzle dla dzieci jak i dla dorosłych, z ulubionymi bohaterami z bajek,  ze zwierzętami, z pejzażami, motorami, samochodami itd. Są również puzzle drewniane, papierowe, w kształcie klocków, duże, małe, nawet z gąbki, czy podklejone magnesami tak, by można je było układać na przykład na lodówce. Hm...a może jednak zakup puzzli dla dzieci nie jest wcale taką prostą sprawą?

środa, 8 kwietnia 2015

Gdy moja córeczka skończyła cztery latka zauważyłem, że patrząc w lewą stronę delikatnie zezuje jej jedno oko. Postanowiłem zasięgnąć porady specjalisty okulistyki dziecięcej. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy się okazało że Marysia ma dość dużą wadę wzroku, a na dodatek, moje obawy co do zezującego oka się potwierdziły. Rozpoczęła się walka o skorygowanie zeza oraz co najważniejsze niedopuszczenie do powstania tzw. leniwego oka. Mieliśmy niewiele czasu. W literaturze przyjmuje się bowiem, iż takiej korekcji można dokonać jedynie do siódmego roku życia, później wada się utrwala. W dużym skrócie chodzi o to, że mózg przestaje odbierać obraz przesyłany przez zezujące oko, pomimo tego ,że narząd wzroku właściwie jest zdrowy. Korekcja wady miała polegać na codziennej rehabilitacji, poprzez zasłanianie zdrowego oka, by zmusić chore do prawidłowej pracy. Niestety nie było to proste zadanie. Marysia bardzo denerwowała się faktem zaklejania oczka, gdyż tym drugim niezbyt dobrze widziała, a poza tym wskazane przez lekarza ćwiczenia, polegające na stawianiu kropeczek w kratkach zeszytu, były zajęciem strasznie nudnym. Z pomocą przyszły nam wówczas puzzle dla dzieci. Nie dość, że to fantastyczna rozrywka zarówno dla dzieci jaki i dorosłych, to jeszcze doskonałe narzędzie rehabilitacyjne w chorobie Marysi. Poza tym puzzle dla dzieci posiadają same zalety, żadnych wad. Uczą spostrzegawczości, logicznego myślenia, rozwoju wyobraźni przestrzennej oraz własnej kreatywności. Mobilizują dziecko do wytrwałości, skupienia uwagi, a także planowania własnych działań. Specjaliści są również zgodni co do tego, że dzieci często układające puzzle szybciej uczą się rozróżniać litery i cyfry. Coś w tym chyba jest, ponieważ Marysi właściwie nie musiałem uczyć czytać i pisać. Pod tym względem była samoukiem, choć być może przyczyniły się do tego właśnie puzzle dla dzieci. Ale przede wszystkim po dwóch latach intensywnej rehabilitacji, udało się nam wyprowadzić zezujące oczko. No i oczywiście posiadamy ogromną kolekcję obrazków z puzzli, gdyż każdy jeden był oprawiany w ramkę. Teraz po tylu latach, bo Marysia ma już prawie trzydzieści lat, wydaje się to niewyobrażalna praca.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Wczoraj wieczorem zostałem poproszony przez moją serdeczną przyjaciółkę Anię o opiekę nad jej pięcioletnią córeczką Julką. Cóż nigdy nie zdarzyło mi się odmówić pomocy. Ania jest samotną mamą, której ciężko jest czasami pogodzić życie zawodowe z wychowywaniem dziecka. Ale od czego ma się przyjaciół. Choć szczerze mówiąc nie miałem jeszcze okazji opiekować się jej córeczką. Byłem trochę przerażony. Mieliśmy spędzić razem całą sobotę. Nie za bardzo wiedziałem, jakie atrakcje mogę zaoferować dziewczynce w tym wieku. Ania podpowiedziała mi, że Julka bardzo lubi układać puzzle dla dzieci. Puzzle to małe elementy, które po złożeniu ze sobą tworzą całość. Mogą być wykonane z tektury, drewna, gąbki, plastiku. Oczywiście układanki mogą być prostsze bądź bardziej skomplikowane. Zależy to od tego jakiej wielkości są jej elementy, z ilu części się składa i jak złożony jest wzór, który ma powstać po ułożeniu całości. Z samego rana pojechałem zatem do sklepu, który w swojej ofercie sprzedaży posiada chyba nieskończoną ilość puzzli dla dzieci. Wybór nie był prosty. Pomogła mi w tym zadaniu obca dziewczynka, która razem z tatą wybrała się do tego samego sklepu z zabawkami. Dzięki jej pomocy, zakupione przeze mnie puzzle były strzałem w dziesiątkę. Oczywiście nie spędziliśmy całego dnia na układaniu małego, ze względu na wiek Julki, pudełeczka puzzli dla dzieci. Najpierw pojechaliśmy do zoo. Potem na obiad, a do układania puzzli przystąpiliśmy dopiero wieczorem. Julka była zachwycona prezentem. Okazało się bowiem, że puzzle ze wzorem z bajki Monster High są ostatnio hitem przedszkola. Julka okazała się bystrą i bardzo samodzielną dziewczynką. Moja pomoc była zbyteczna, choć nie powiem, mnie osobiście ten rodzaj rozrywki również sprawił wiele przyjemności. Po złożeniu całości żal nam się zrobiło obrazka, który powstał, gdyż najprawdopodobniej uległ by zniszczeniu przy próbie przetransportowania go do miejsca zamieszkania Julki. Wpadłem na świetny pomysł. Puzzle nakleiliśmy na karton. Wyciągnąłem z szuflady nowiutką antyramkę i tak powstały obrazek został uwieczniony. Julka postanowiła, że będzie super dekoracją jej bajkowego pokoiku. I w ten oto sposób przetrwałem cały dzień w roli niani.

środa, 1 kwietnia 2015

Wieczór karnawałowy

W zeszłym tygodniu miałem zaszczyt organizować wieczór karnawałowy dla najbliższych znajomych. Było to dla mnie sporym wyzwaniem, gdyż spotkanie miało odbyć się u mnie w domu. Wprawdzie mój salon jest dość sporym pomieszczeniem, mogącym pomieścić większe grono gości, jednak długo zastanawiałem się nad tematem przewodnim naszego spotkania. Zdecydowałem, że całkiem fajnym pomysłem byłoby karnawałowe przyjęcie pod tytułem "bajkowe postacie". Cóż sama szata to nie wszystko. Stworzenie planu imprezy zajęło mi pół nocy. Dobre jedzonko, klimatyczna muzyka i gry towarzyskie. Na pierwszy plan znane chyba przez wszystkich i powszechnie lubiane KALAMBURY. Gra ta polega na przedstawianiu haseł przez przeciwne drużyny. Hasła można zarówno pokazywać jak i rysować. Jedynym ograniczeniem jest zakaz podpowiadania, tzn. wydawania dźwięków. Dodatkową atrakcję może być wprowadzenie pewnych kategorii haseł, np. filmy, zwierzęta itd. Gry towarzyskie to rewelacyjna rozrywka. Jedną z bardziej ciekawych gier jest tzw. NIEZWYKŁA HISTORIA. Gra ta polega na opowiedzeniu najbardziej niezwykłej, tajemniczej bądź zabawnej historii, związanej z tematycznie wybranym wcześniej przedmiotem. Idealnie nadaje się ona na ciemny, nastrojowy wieczór. Jedną z ciekawszych gier towarzyskich w jakie miałem okazje grać była gra, której nazwy dokładnie nie pamiętam, ja ją nazwałem po prostu RZEŹBA. Jedna osoba przykrywa się prześcieradłem, kocem lub inną tkaniną i przybiera wybrany przez siebie określony kształt. Pozostali gracze mają za zadanie odgadnąć pozę i ustawić się tak samo. Zabawa naprawdę wzbudza emocje i jest bardzo zabawna. Na koniec pozostawiłem w planach rozrywkę o nazwie JAKI TO FILM? Większość moich znajomych to prawdziwi melomani. Mam zatem nadzieję, że doskonale poradzą są z tym zadaniem. Na karteczkach wpisuje się nazwy filmów i umieszcza w koszyczku, kapeluszu itp. Uczestnicy po kolei wyciągają karteczki i muszą bez użycia słów pokazać tytuł filmu. Pozostali zgadują tytuł filmu. Mam nadzieję, że wszyscy będą się świetnie bawić, obserwując popisy znajomych i że będzie to niezapomniany wieczór karnawałowy...