wtorek, 31 stycznia 2017

Zabawa karnawałowa


Nareszcie nadszedł karnawał. Co roku organizujemy w naszej szkole zabawę dla dzieciaków. Tegoroczną imprezę należało zrobić zaraz po Nowym Roku, gdyż już od połowy stycznia miały rozpocząć się ferie zimowe. Poprosiłem więc starsze dzieciaki o pomoc w przygotowaniach do tego wydarzenia. Przede wszystkim należało pomyśleć o dekoracji sali, osobie odpowiedzialnej za oprawę muzyczną, a także drobnym poczęstunku. Okazało się , że dzieciaki stanęły na wysokości zadania. Z każdej klasy wytypowano po kilka osób, wyznaczonych do dekoracji sali. Przeprowadzono też szybką zbiórkę pieniążków na ten cel. Dzięki zebranym funduszom udało się zakupić materiały potrzebne do dekoracji, między innymi balony i serpentyny. Pozostałą kwotę pieniążków przeznaczono na napoje i słone przekąski. Zabawę postanowiliśmy podzielić na dwie części. Pierwsza z nich miała rozpocząć się od godziny jedenastej i miała być przeznaczona dla klas młodszych. Dodatkowo zaplanowano dla nich konkursy i zabawy. Zakupiliśmy też drobne upominki dla zwycięzców konkurencji, dla dziewczynek Anna i Elza puzzle glam oraz dla chłopców puzzle Droidy. Właściwie zakup tych upominków nie był zaplanowany, ale gdy okazało się, że         z zebranych pieniążków pozostała jeszcze niewykorzystana, niewielka kwota, jedna z dziewczynek zaproponowała przeprowadzenie zawodów dla najmłodszych. Zabawa dla maluchów miała trwać tylko do godziny piętnastej. Później miała nastąpić godzinna przerwa, w czasie której ekipa sprzątająca miała za zadanie przygotować salę do kolejnego etapu zabawy. Byłem naprawdę miło zaskoczony jak dzisiejsza młodzież potrafi być zorganizowana. W końcu nadszedł dzień zabawy. Maluchy piszczały z zachwytu. Rzeczywiście wystrój sali był rewelacyjny. Poza tym pomysł z zawodami również był strzałem w dziesiątkę. Zwyciężczyni konkursu po otrzymaniu swojej nagrody w postaci puzzli glam Anna i Elza dosłownie zaniemówiła z wrażenia. Po poczęstunku pierwszy etap zabawy można było uznać za zakończony. Teraz należało si e przygotować do części, na którą z niecierpliwością czekały starszaki.. Sprzęt muzyczny oraz poprowadzenie imprezy zaproponował jeden z moich wychowanków Artur. Dziewczynki uwijały się przy stolikach z przekąskami. W końcu można było zaszaleć. Zabawa trwała do godziny dwudziestej i można ją było uznać za jedną z najlepszych ostatnich lat.

piątek, 27 stycznia 2017

DZIEŃ DZIADKA I BABCI


Niedawno pożegnaliśmy stary rok, który dla mnie nie był zbyt łaskawy. Zawał serca, pobyt w szpitalu, rekonwalescencja i stres mocno odbiły się na mojej psychice. Miałem nadzieję, że nowy rok przyniesie mi mniej trosk i problemów. Oczywiście moim mocnym postanowieniem noworocznym była dbałość            o własne zdrowie . Dużą wagę zacząłem przywiązywać do swojej diety i postanowiłem więcej się ruszać. Samochodu planowałem  używać jedynie w nagłych przypadkach. Ograniczyłem spożycie tłustych potraw i słodyczy, które tak lubiłem. Zbliżał się wielkimi krokami Dzień Babci i Dziadka. Co roku od wnuków dostaję pyszne czekoladki. Obawiałem się , że jeżeli  w tym roku otrzymam podobny upominek nie będę mógł się powstrzymać i moja dieta zostanie zachwiana. Dodatkowo dla maluchów zawsze małżonka przygotowuje pyszny poczęstunek. Tym razem zaproponowałem małżonce, żeby zamiast poczęstunku, zabrać dzieciaki do kina na jakąś fajną bajkę. Zarezerwowałem bilety i czekałem na dzieciaczki. Zjawiły się jak zwykle o tej samej porze i podarowały mi misternie zapakowany upominek. Podziękowałem i oznajmiłem maluchom , że tym razem poczęstunku nie będzie, ale pójdziemy do kina. Radości było co niemiara. Musiałem jednak odpakować swój prezent i ku mojemu zaskoczeniu nie były to czekoladki. Dostałem rewelacyjne foto puzzle przedstawiające nasze ostatnie rodzinne spotkanie. Na zdjęciu była cała nasza rodzinka, a ja zajmowałem na nim centralne miejsce. Bardzo  mi się ten prezent spodobał. Na układanie nie było jednak czasu. Seans zaczynał się za pół godziny. Po kinie w świetnych nastrojach wróciliśmy do domu. Małżonka zaparzyła nam gorącą herbatkę z cytrynką, a my wspólnie usiedliśmy do układania moich foto puzzli. Zabawa była wyśmienita, choć złożenie w całość układanki zajęło nam niemalże godzinę, lecz efekt był wspaniały. Pomyślałem, że warto takie wyjątkowe zdjęcie oprawić w ramkę i postawić na honorowym miejscu w salonie . Dzieci były dumne, że tak dużo radości sprawiły mi tym prezentem, a ja cieszyłem się, że moja dieta nie została zachwiana.

 

wtorek, 24 stycznia 2017

Mikołajki w przedszkolu


Co roku dla naszych podopiecznych organizujemy w naszym wesołym i kolorowym  przedszkolu Mikołajki. Tym razem ten radosny dzień przypadł w środku tygodnia.Od samego rana dzieci nie mogły się doczekać wizyty miłego gościa w czerwonym stroju. Gdy tylko pojawił się w drzwiach na wszystkich buziach ukazał się szeroki uśmiech. Przywitaliśmy go gromkimi brawami oraz piosenką, której przedszkolaki uczyły się przez ostatnie kilka dni. Długobrody Jegomość ukłonił się i zasiadł w wygodnym fotelu, dzierżąc w dłoni okazałą rózgę, po czym poprosił każde dziecko o podejście. Początkowo maluchy            z wielką nieufnością zbliżały się do Świętego Mikołaja. Okazało  się jednak ,że  przygotował on dla wszystkich dzieciaczków drobne upominki, ukryte w wielkim worze. Warunkiem jednak otrzymania podarunku było wyrecytowanie krótkiego wierszyka bądź zaśpiewanie jakiejś piosenki. Najbardziej odważne okazały się dziewczynki. Każda z nich otrzymała w zamian piłkę Arielkę. Chłopcy natomiast byli nieco onieśmieleni i z trudem przychodziła im recytacja, a tym bardziej śpiewanie piosnek. Święty Mikołaj okazał się jednak bardzo łaskawy, gdyż nawet największe wstydziochy dostały podarunek. Po rozdaniu prezentów wszyscy zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Później nadszedł czas na słodki poczęstunek. Łakoci było bez liku. Szczególne powodzenie miał upieczony przez jedną z mam przepyszny serniczek                 z pianką cytrynową oraz murzynke, wypieku mojej koleżanki. Nawet Święty Mikołaj skusił się na coś słodkiego.W końcu można było przejść do części rozrywkowej. Rozpoczęły się konkursy                                i zabawy. Jak się okazało, do jednej z konkurencji  niezwykle przydatne stały się  otrzymane przez dziewczynki piłki Arielki. Radosne okrzyki wypełniły całe przedszkole. Po godzinie szaleńczej zabawy nadszedł czas na pożegnanie gościa. Ze śpiewem na ustach maluchy  odprowadziły go do drzwi wyjściowych, obiecując, że za rok będą będą równie grzeczne. Zabawa dobiegła wreszcie końca. Umęczone, ale i uśmiechnięte maluchy odebrali ich opiekunowie. Jeszcze tego samego dnia postanowiłem wrzucić na internetową stronę naszego wesołego przedszkola pamiątkowe zdjęcia, uwieczniające dzisiejszy dzień.

piątek, 20 stycznia 2017

Sylwestrowa domóweczka


Brak planów na zabawę sylwestrową troszkę mnie zasmucił. Miałem ochotę pobawić się  i potańczyć. Niestety okazało się, że moja szanowna małżonka ma zupełnie inne plany spędzenia tego wieczoru. Któregoś dnia po prostu oświadczyła mi ,że zaproponowała naszej córce opiekę nad naszą czteroletnią wnusią Antosią właśnie w ostatni dzień roku. Byłem zły, że nie spytała mnie o zdanie. Do Sylwestra pozostały dwa tygodnie. Kilka dni temu, spotkałem się z moim serdecznym przyjacielem, z którym często razem wędkujemy. W trakcie rozmowy okazało się, że on również będzie sprawował opiekę nad swoją wnuczką. Hania była w tym samym wieku co nasza Antosia. Bez namysłu zaproponowałem mu, by zabrał żonę, wnuczkę i zajrzał do nas w wieczór sylwestrowy. Bardzo mu się ta propozycja spodobała. Po powrocie do domu oznajmiłem swojej pani, że będziemy mieli gości. Ucieszyła ją nawet ta wiadomość. Żona przygotowała kolację, ja przywiozłem Antosię do domu  i czekaliśmy na gości. W końcu rozległo się głośne pukanie do drzwi. Dziewczynki bardzo szybko się zaprzyjaźniły. W osobnym pokoiku, każda rozpakowała przywiezione ze sobą zabawki i cichutko się bawiły. Tym czasem mój przyjaciel Tadeusz wyciągnął z torby grę o nazwie „ 5 sekund- edycja specjalna” i powiedział, że gdy tylko  dziewczynki pójdą spać, to w nią zagramy dla zabawy. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem co mu odpowiedzieć. Nie pamiętam kiedy ostatnio grałem  w jakąś grę towarzyską. Około godziny dwudziestej żona przygotowała dziewczynki do snu. Ku naszemu zaskoczeniu, usypianie ich wcale nie trwało długo. Po piętnastu minutach opowiadania bajek na dobranoc, maluszki zasnęły twardym snem. Tadeusz rozłożył grę i przystąpiliśmy do zabawy. Początkowo wydawało mi się, że jestem już za stary na tego typu zabawy, Jednak w miarę upływu czasu, gra stawała się coraz ciekawsza. Po pewnym czasie tak się wciągnęliśmy, że ostatniej chwili zorientowaliśmy się , że do północy pozostały niemalże sekundy. Szybciutko przygotowałem szampana i w świetnych nastrojach przywitaliśmy Nowy Rok.

środa, 18 stycznia 2017

Z wizytą w Koloni


Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia zapowiadały się wyjątkowo. Zostaliśmy całą rodziną zaproszeni do spędzenia ich u naszego wujostwa w Niemczech , w Kolonii. Początkowo małżonka miała pewne opory przed wyjazdem z powodu długiej i męczącej drogi. Do przejechania mieliśmy ponad tysiąc kilometrów. Jednak wuj nalegał. Spakowaliśmy więc walizki, kupiliśmy drobne upominki i wyruszyliśmy w drogę. Wprawdzie podróż trwała kilkanaście godzin, jednak przejeżdżając przez duże miasta, od razu czuło się wyjątkową świąteczną atmosferę. W mniejszych miejscowościach zachwycały nas pięknie oświetlone domki. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Po rozpakowaniu walizek zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Najbardziej jednak zadowolone były dzieci. Pomimo bariery językowej świetnie się dogadywały, choć warto wspomnieć, że ciocia zawsze dbała o to, by jej dzieci choć trochę posługiwały się językiem polskim . Następnego dnia, gdy się już wyspaliśmy, udaliśmy się na Jarmark Świąteczny w Kolonii. To była wspaniała wycieczka. Radosna atmosfera udzieliła się wszystkim. W drodze powrotnej do domu wstąpiliśmy do marketu, by kupić ostatnie produkty potrzebne do przygotowania wigilijnej kolacji, która zbliżała się wielkimi krokami. Najbardziej niecierpliwe były oczywiście dzieciaki, oczekujące wizyty Świętego Mikołaja. Następnego dnia z pełną parą ruszyły przygotowania do  świąt. Z kuchni dolatywały wspaniałe aromaty. Ja z wujem pełniłem rolę testera przygotowanych potraw, co wcale mnie nie martwiło. Pod wieczór nasze małżonki zastawiły stół wigilijnymi potrawami. Zasiedliśmy do świętowania. Po pierwszym posiłku nadszedł czas na prezenty. Radości nie było końca. Najbardziej zadowolony był jednak nasz Dominik. Otrzymał od Świętego Mikołaja  grę planszową,  której trajkotał od niemalże miesiąca „ 5 sekund junior”. Po rozdaniu prezentów, dzieciaki pobiegły do dziecięcego pokoju, by móc się nacieszyć upominkami, a my mogliśmy w spokoju prowadzić rozmowy i delektować się wyjątkowymi potrawami wigilijnymi. Wujowi najbardziej smakowała kutia, która gości na moim stole świątecznym co roku, natomiast on jadł ją po raz pierwszy. Po zakończonej kolacji, zajrzeliśmy do dzieci i zastaliśmy tam niebywały widok . Na dużym łóżku spała cała czwórka, zaś Dominik w objęciach trzymał swoją nową grę „ 5 Sekund junior” . Kolejne dwa dni minęły na objadaniu się i leniuchowaniu . W końcu nadszedł czas na powrót do Polski. Było nam ciężko rozstać się z kochaną rodzinką, ale obiecaliśmy sobie zobaczyć się w przyszłym roku.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wyjątkowe odwiedziny


W tym roku Święta Bożego Narodzenia okazały się wyjątkowo radosne. Po trzech latach przerwy, nareszcie przyjechała do nas z Anglii córka z zięciem i siedmioletnim wnusiem. Przygotowań do tej wizyty było co  niemiara. Gdy tylko dowiedzieliśmy się  z małżonką o ich przylocie, rozpoczęło się planowanie i bieganina, by o niczym nie zapomnieć . najpierw żona zrobiła ogromna listę zakupów , by przygotować na świąteczny stół ulubione potrawy dzieci. Ja natomiast zająłem się kupnem prawdziwej , pięknie pachnącej i wysokiej do sufitu choinki. Wybrałem najładniejszą, jaką mogłem znaleźć. Przywiozłem ją do domu i przystroiłem. Żona upiekła pierniczki na drzewko, które w dzień przyjazdu dzieci również zawisy na zielonym drzewku. Żona zajęła się pieczeniem i gotowaniem, a ja w tym czasie wybrałem się do dużego centrum handlowego w poszukiwaniu odpowiednich prezentów. Pomimo panującego tłoku, cieszyłem się z powierzonego mi zadania. Zięciowi kupiłem buteleczkę polskiej wódki w wyjątkowo ciekawej stylizacji, córce złotą bransoletkę z zawieszką w postaci ażurowej koniczynki, a małemu Maciejowi za namową specjalistko do spraw sprzedaży puzzle Droidy i elektryczną kolejkę. Wreszcie nastał dzień przylotu. Wspólnie z małżonką wyjechaliśmy po gości na lotnisko. Byliśmy bardzo podekscytowani. Wnuczka wprawdzie widywaliśmy na zdjęciach, rozmawialiśmy z nim przez telefon, ale  spotkanie po kilku latach było dla nas ogromnym przeżyciem. Czekaliśmy w poczekalni, gdy nagle w tłumie podróżników dostrzegłem córkę, za nią zięcia, a obok nich nieśmiało kroczył Maciuś. Gdy nas zobaczył rzucił nam się na szyję. To była wspaniała, wzruszająca chwila. Wyciągnąłem zza pazuchy upominek. Były to kupione przeze mnie puzzle Droidy. Obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i całusem. W samochodzie w pośpiechu odpakował prezent, który bardzo mu się spodobał. Okazało się , że uwielbia układać puzzle, więc był to strzał w dziesiątkę. Po godzince byliśmy w domu, a wieczorem zasiedliśmy do wspólnej kolacji wigilijnej, po której nadszedł czas na prezenty. Były to wyjątkowe święta, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

piątek, 13 stycznia 2017

Święta w górach


Od dłuższego czasu marzyłem o spędzeniu Świąt Bożego Narodzenia w malowniczych Tatrach . Nigdy jednak nie było ku temu okazji. Pod koniec października jeden z moich znajomych wspomniał, że tegoroczne święta spędza z rodziną w Zakopanem. Postanowiłem przekonać resztę rodziny do wspólnego wyjazdu. Zanim jednak złożyłem pozostałym domownikom propozycję wypoczynku poza domem usiadłem pewnego wieczoru przed komputerem i zacząłem szukać ciekawych ofert. Okazało się, że choć do grudnia pozostało jeszcze wiele czasu, zainteresowanie tak zwanymi pakietami świątecznymi było spore i część kwater była już zarezerwowana. Znalazłem jednak bardzo przytulny pensjonat z pięknym widokiem na Tatry. Pięciodniowy pobyt obejmował ku mojemu zaskoczeniu zakwaterowanie, pełne wyżywienie, uroczystą kolację wigilijną z wizytą Świętego Mikołaja, kulig saniami                z pochodniami, potańcówkę przy dźwiękach kapeli góralskiej oraz ognisko z kiełbaskami. Cena była bardzo przyzwoita. Gdy przekalkulowałem koszty związane z organizacją świąt w domu, nagle okazało się, że taki wyjazd jest bardzo porównywalny cenowo. Ucieszyło mnie to niezmiernie. Postanowiłem porozmawiać z rodziną. Początkowo nie wszyscy byli zachwyceni tym pomysłem, jednak po przedstawieniu pełnej oferty, oponenci stopniowo zaczęli zmieniać zdanie. Postawiłem na swoim. Zarezerwowałem pobyt i wystarczyło jedynie czekać . Jedyną rzeczą, która należało załatwić tu na miejscu był zakup prezentów, które tuż przed kolacją wigilijną przekazywało się Świętemu Mikołajowi. Największy problem miałem z kupnem podarunku dla Michałka, mojego wnuka. Od najmłodszych lat fascynował się układaniem puzzli. Niestety w swojej kolacji miał już ich niezliczoną ilość i ciężko było znaleźć układankę, której jeszcze nie posiadał. Wpadłem jednak na genialny pomysł. Z rodzinnego albumu wybrałem najśmieszniejsze jego zdjęcie i postanowiłem zakupić Foto puzzle z jego wizerunkiem. Byłem pewien, że takiej układanki jeszcze nie ma. Na realizację zamówienia czekałem około tygodnia. Tuż przed rodzinnym wyjazdem zapakowałem prezent. Gdy dotarliśmy na miejsce, cała rodzina była zachwycona pensjonatem i panującą tam rodzinną atmosferą. Podczas kolacji wigilijnej wizyta Świętego Mikołaja była dla najmłodszych największą rozrywką. Gdy Michaś odpakował prezent, aż podskoczył z radości i zanim zdążyłem zapytać czy mu się podoba, pognał do swojego pokoju złożyć Foto puzzle w całość. To były niezapomniane święta, a rodzinka była zachwycona i od razu zapowiedziała, że w przyszłym roku też odwiedzą pensjonat.

wtorek, 10 stycznia 2017

Wymarzone prezenty


Święta Bożego Narodzenia to dla mnie czas wyjątkowy, czas radości i wybaczania. Najbardziej jednak lubię panującą na każdym kroku wszechogarniającą radość i spotkania z rodziną. Rzadko bowiem kiedy mamy okazję spotkać się w tak dużym gronie. Dużą frajdę sprawia kupowanie prezentów najbliższym, zwłaszcza najmłodszym członkom naszej rodziny, Igorkowi i Amelce. Dzieciaki co roku piszą listy do Świętego Mikołaja, które lądują na parapecie , w oczekiwaniu, aż sędziwy dziadek je stamtąd zabierze. Wieczorem, gdy tylko maluchy pójdą spać rodzice po cichutku zakradają się do dziecięcego pokoju i zabierają tajną listę wymarzonych upominków. Taki liścik pod nieobecność dzieciaków trafia pod  obrady i my dorośli wspólnie podejmujemy decyzję, co i kto ma kupić najmłodszym. Bardzo lubię te chwile. Liściki co roku odkładam do swojej tajemniczej skrytki, by w przyszłości pokazać je dorosłym już wnukom. Z racji tego ,że mnie jako mężczyźnie łatwiej jest odnaleźć się w zabawkach przeznaczonych dla chłopców, mi  zawsze przypada kupno prezentu dla Igorka. Jego tegoroczny list  do Świętego Mikołaja   zawierał kilka ciekawych pozycji. Wybrałem jedna z nich, która choć jeszcze za bardzo nie wiedziałem co to jest,  wydała mi się ciekawa . Była to gra planszowa firmy Trefl „ 5 sekund Junior”. Po dość burzliwym spotkaniu należało rozejrzeć się po miejscowych sklepach z zabawkami w poszukiwaniu gry. Jak się okazało kupno tego prezentu wcale nie było  taką łatwą sprawą. Widocznie, jako nowość, gra rozchodziła się jak świeże bułeczki. Gdziekolwiek nie wszedłem zawsze padała ta sama odpowiedz, że owszem była, ale już się sprzedała. Kilka dni biegania po zatłoczonych sklepach totalnie mnie wykończyło. Poprosiłem więc młodszego sąsiada o pomoc.  Z tego co słyszałem często dokonywał  zakupów w internecie  . Rzeczywiście to był strzał w dziesiątkę. Bez trudu udało się nam znaleźć odpowiednią aukcję z grą „ 5 sekund junior” za atrakcyjną cenę, nawet wliczając w to koszty przesyłki. Po kilku dniach prezent dla Igorka czekał na pierwszą wigilijną gwiazdkę pod naszą choinką.

czwartek, 5 stycznia 2017

Niespodzianka


Zbliżały się urodziny mojej małżonki. Jak zawsze miałem problem z wyborem odpowiedniego prezentu. Biżuteria, kwiaty, czekoladki, perfumy, wszystko to już przerabiałem i wydawało mi się, że choć Małgosia tego nie okazywała, to jednak tego typu upominki, choć kosztowne, to coraz mniej ją cieszyły. Pewnego dnia koleżanka z pracy podsunęła mi pewien oryginalny pomysł. Otrzymała,  bowiem od swoich dzieci na Dzień Matki Foto puzzle – z twojego zdjęcia, które przedstawiały wspomnienia z jej ostatnich rodzinnych wakacji. Miałem nadzieję, że  tego typu  upominek sprawi jej przyjemność. Poprosiłem więc koleżankę o pomoc w załatwieniu sprawy. Musiałem tylko w ukryciu  wybrać z naszego rodzinnego albumu odpowiednie zdjęcie. Nie było to łatwe zadanie, gdyż Małgosia jak na złość nie miała żadnych zajęć poza naszym domem. Próbowałem nawet podpytać czy przypadkiem nie umówiła się na kawę ze swoją najlepszą przyjaciółką, ale okazało się, że niestety wyjechała ona  na kilka dni w podróż służbową. Na całe szczęście mamy psa, który pewnego wieczoru domagał się dłuższego spaceru, a ja udałem strasznie zmęczonego. Małżonka musiała więc sama wybrać się ze swoim pupilem  na przechadzkę. Nie było jej prawie pół godziny, więc w tym czasie wybrałem trzy najlepsze moim zdaniem fotki i schowałem do swojego służbowego kalendarza. Miałem pewność, że tam będą bezpieczne. Następnego dnia w pracy koleżanka pomogła mi wybrać najlepsze zdjęcie i zamówiliśmy Foto puzzle – z twojego zdjęcia. Na realizację zamówienia musiałem poczekać kilka dni. Sam byłem bardzo ciekaw efektu i nie mogłem doczekać się przesyłki. Paczka przyszła          w błyskawicznym tempie. Niestety, żeby zobaczyć puzzle w całości należało je najpierw poukładać, a to zadanie należało już do Małgosi. Gdy nadszedł dzień urodzin, zwolniłem się wcześniej z pracy, by zrobić żonie niespodziankę  zanim wróci  z pracy. Posprzątałem w domu, zamówiłem w firmie cateringowej pyszną kolację, przystroiłem salon kwiatami  i czekałem .Gdy usłyszałem dźwięk kluczy w zamku od drzwi szybciutko ukryłem się w sypialni. Gdy Małgosia weszła do salonu stanąłem za jej plecami i wręczyłem mój prezent. Gdy otworzyła zawartość była bardzo zaskoczona, ale i podekscytowana. Po kolacji wspólnie zasiedliśmy do stołu, by złożyć w całość nasze foto puzzle – z twojego zdjęcia. Była zachwycona upominkiem jak nigdy dotąd. Koleżance z pracy należały się słowa podziękowania.

wtorek, 3 stycznia 2017

Sprytny gadżet


Moja jedyna wnuczka Oliwka rozpoczyna zaraz po wakacjach pierwszy etap nauczania przedszkolnego. We wrześniu skończy cztery latka, więc jak większość dzieci w jej wieku znajdzie się w grupie maluchów. Na początku roku zorganizowano w przedszkolu, do którego będzie już od września uczęszczała tak zwany dzień otwarty. Wszystkie dzieci z najmłodszych grup zaproszono z rodzicami, by mogły sprawdzić jak wygląda życie przedszkolaka od podszewki. To był bardzo dobry pomysł. Oliwka z przedszkola wróciła radosna i rozpromieniona. Strasznie jej się tam spodobało, a w szczególności sala zabaw, w której nie brakowało dmuchanych zjeżdżalni i basenów z piłeczkami. Nie mogła się już doczekać kiedy wreszcie będzie mogła stać się prawdziwym przedszkolakiem. Przed nią jednak jeszcze było kilka miesięcy . Postanowiłem rozejrzeć się troszkę po renomowanych sklepach z zabawkami i kupić jej coś co choć troszkę wtajemniczy ją w świat nauki za pomocą zabawy. W jednym ze sklepów znalazłem rewelacyjną rzecz , a mianowicie V-tech- tablet przedszkolaka. Był to produkt firmy Trefl, przeznaczony dla dzieci w przedziale wiekowym od trzech do sześciu lat. Mnie osobiście ta interaktywna zabawka bardzo się spodobała. Dzięki niej w łatwy i przyjazny dziecku sposób wspomaga tak istotną naukę pisania, pozwala także tworzyć własne rysunki, a zagadki, krótkie historyjki           i animacje zachęcają najmłodszych do dalszej zabawy. Czym prędzej popędziłem do Oliwki, by wręczyć jej  pierwszy w życiu tablet. Oczywiście córka stwierdziła, że za bardzo rozpieszczam wnuczkę, ale przecież od tego są dziadkowie. Usiedliśmy więc razem z Oliwką w jej ślicznym, różowym  pokoiku     i wspólnie rozpoczęliśmy zabawę z V-tech- tablet przedszkolaka. Wnuczka była zachwycona. Mnie również bardzo podobał się ten wynalazek. Postanowiliśmy, że będziemy spotykać się codziennie i stopniowo poznawać nowe literki, a przy tym się świetnie bawić. Z pewnością tego typu ćwiczenia ułatwią Oliwce naukę pisania, gdy po wakacjach dumnie postawi pierwsze kroki w przedszkolu.