Nareszcie nadszedł karnawał. Co roku organizujemy w naszej
szkole zabawę dla dzieciaków. Tegoroczną imprezę należało zrobić zaraz po Nowym
Roku, gdyż już od połowy stycznia miały rozpocząć się ferie zimowe. Poprosiłem
więc starsze dzieciaki o pomoc w przygotowaniach do tego wydarzenia. Przede
wszystkim należało pomyśleć o dekoracji sali, osobie odpowiedzialnej za oprawę
muzyczną, a także drobnym poczęstunku. Okazało się , że dzieciaki stanęły na
wysokości zadania. Z każdej klasy wytypowano po kilka osób, wyznaczonych do
dekoracji sali. Przeprowadzono też szybką zbiórkę pieniążków na ten cel. Dzięki
zebranym funduszom udało się zakupić materiały potrzebne do dekoracji, między
innymi balony i serpentyny. Pozostałą kwotę pieniążków przeznaczono na napoje i
słone przekąski. Zabawę postanowiliśmy podzielić na dwie części. Pierwsza z
nich miała rozpocząć się od godziny jedenastej i miała być przeznaczona dla
klas młodszych. Dodatkowo zaplanowano dla nich konkursy i zabawy. Zakupiliśmy
też drobne upominki dla zwycięzców konkurencji, dla dziewczynek Anna i Elza
puzzle glam oraz dla chłopców puzzle Droidy. Właściwie zakup tych upominków nie
był zaplanowany, ale gdy okazało się, że z zebranych pieniążków pozostała
jeszcze niewykorzystana, niewielka kwota, jedna z dziewczynek zaproponowała
przeprowadzenie zawodów dla najmłodszych. Zabawa dla maluchów miała trwać tylko
do godziny piętnastej. Później miała nastąpić godzinna przerwa, w czasie której
ekipa sprzątająca miała za zadanie przygotować salę do kolejnego etapu zabawy.
Byłem naprawdę miło zaskoczony jak dzisiejsza młodzież potrafi być
zorganizowana. W końcu nadszedł dzień zabawy. Maluchy piszczały z zachwytu. Rzeczywiście
wystrój sali był rewelacyjny. Poza tym pomysł z zawodami również był strzałem w
dziesiątkę. Zwyciężczyni konkursu po otrzymaniu swojej nagrody w postaci puzzli
glam Anna i Elza dosłownie zaniemówiła z wrażenia. Po poczęstunku pierwszy etap
zabawy można było uznać za zakończony. Teraz należało si e przygotować do
części, na którą z niecierpliwością czekały starszaki.. Sprzęt muzyczny oraz
poprowadzenie imprezy zaproponował jeden z moich wychowanków Artur. Dziewczynki
uwijały się przy stolikach z przekąskami. W końcu można było zaszaleć. Zabawa
trwała do godziny dwudziestej i można ją było uznać za jedną z najlepszych
ostatnich lat.
wtorek, 31 stycznia 2017
piątek, 27 stycznia 2017
DZIEŃ DZIADKA I BABCI
Niedawno pożegnaliśmy stary rok, który dla mnie nie był zbyt
łaskawy. Zawał serca, pobyt w szpitalu, rekonwalescencja i stres mocno odbiły
się na mojej psychice. Miałem nadzieję, że nowy rok przyniesie mi mniej trosk i
problemów. Oczywiście moim mocnym postanowieniem noworocznym była dbałość o własne zdrowie . Dużą wagę
zacząłem przywiązywać do swojej diety i postanowiłem więcej się ruszać.
Samochodu planowałem używać jedynie w
nagłych przypadkach. Ograniczyłem spożycie tłustych potraw i słodyczy, które
tak lubiłem. Zbliżał się wielkimi krokami Dzień Babci i Dziadka. Co roku od
wnuków dostaję pyszne czekoladki. Obawiałem się , że jeżeli w tym roku otrzymam podobny upominek nie będę
mógł się powstrzymać i moja dieta zostanie zachwiana. Dodatkowo dla maluchów
zawsze małżonka przygotowuje pyszny poczęstunek. Tym razem zaproponowałem małżonce,
żeby zamiast poczęstunku, zabrać dzieciaki do kina na jakąś fajną bajkę.
Zarezerwowałem bilety i czekałem na dzieciaczki. Zjawiły się jak zwykle o tej
samej porze i podarowały mi misternie zapakowany upominek. Podziękowałem i
oznajmiłem maluchom , że tym razem poczęstunku nie będzie, ale pójdziemy do
kina. Radości było co niemiara. Musiałem jednak odpakować swój prezent i ku
mojemu zaskoczeniu nie były to czekoladki. Dostałem rewelacyjne foto puzzle
przedstawiające nasze ostatnie rodzinne spotkanie. Na zdjęciu była cała nasza
rodzinka, a ja zajmowałem na nim centralne miejsce. Bardzo mi się ten prezent spodobał. Na układanie nie
było jednak czasu. Seans zaczynał się za pół godziny. Po kinie w świetnych
nastrojach wróciliśmy do domu. Małżonka zaparzyła nam gorącą herbatkę z
cytrynką, a my wspólnie usiedliśmy do układania moich foto puzzli. Zabawa była
wyśmienita, choć złożenie w całość układanki zajęło nam niemalże godzinę, lecz
efekt był wspaniały. Pomyślałem, że warto takie wyjątkowe zdjęcie oprawić w
ramkę i postawić na honorowym miejscu w salonie . Dzieci były dumne, że tak
dużo radości sprawiły mi tym prezentem, a ja cieszyłem się, że moja dieta nie
została zachwiana.
wtorek, 24 stycznia 2017
Mikołajki w przedszkolu
Co roku dla naszych
podopiecznych organizujemy w naszym wesołym i kolorowym przedszkolu Mikołajki. Tym razem ten radosny
dzień przypadł w środku tygodnia.Od samego rana dzieci nie mogły się doczekać
wizyty miłego gościa w czerwonym stroju. Gdy tylko pojawił się w drzwiach na
wszystkich buziach ukazał się szeroki uśmiech. Przywitaliśmy go gromkimi
brawami oraz piosenką, której przedszkolaki uczyły się przez ostatnie kilka
dni. Długobrody Jegomość ukłonił się i zasiadł w wygodnym fotelu, dzierżąc w
dłoni okazałą rózgę, po czym poprosił każde dziecko o podejście. Początkowo
maluchy z wielką nieufnością
zbliżały się do Świętego Mikołaja. Okazało
się jednak ,że przygotował on dla
wszystkich dzieciaczków drobne upominki, ukryte w wielkim worze. Warunkiem
jednak otrzymania podarunku było wyrecytowanie krótkiego wierszyka bądź
zaśpiewanie jakiejś piosenki. Najbardziej odważne okazały się dziewczynki.
Każda z nich otrzymała w zamian piłkę Arielkę. Chłopcy natomiast byli nieco
onieśmieleni i z trudem przychodziła im recytacja, a tym bardziej śpiewanie
piosnek. Święty Mikołaj okazał się jednak bardzo łaskawy, gdyż nawet największe
wstydziochy dostały podarunek. Po rozdaniu prezentów wszyscy zrobiliśmy sobie
pamiątkowe zdjęcie. Później nadszedł czas na słodki poczęstunek. Łakoci było
bez liku. Szczególne powodzenie miał upieczony przez jedną z mam przepyszny
serniczek z pianką
cytrynową oraz murzynke, wypieku mojej koleżanki. Nawet Święty Mikołaj skusił
się na coś słodkiego.W końcu można było przejść do części rozrywkowej.
Rozpoczęły się konkursy i zabawy. Jak
się okazało, do jednej z konkurencji
niezwykle przydatne stały się otrzymane
przez dziewczynki piłki Arielki. Radosne okrzyki wypełniły całe przedszkole. Po
godzinie szaleńczej zabawy nadszedł czas na pożegnanie gościa. Ze śpiewem na
ustach maluchy odprowadziły go do drzwi
wyjściowych, obiecując, że za rok będą będą równie grzeczne. Zabawa dobiegła
wreszcie końca. Umęczone, ale i uśmiechnięte maluchy odebrali ich opiekunowie.
Jeszcze tego samego dnia postanowiłem wrzucić na internetową stronę naszego
wesołego przedszkola pamiątkowe zdjęcia, uwieczniające dzisiejszy dzień.
piątek, 20 stycznia 2017
Sylwestrowa domóweczka
Brak planów na zabawę sylwestrową troszkę mnie zasmucił.
Miałem ochotę pobawić się i potańczyć.
Niestety okazało się, że moja szanowna małżonka ma zupełnie inne plany
spędzenia tego wieczoru. Któregoś dnia po prostu oświadczyła mi ,że
zaproponowała naszej córce opiekę nad naszą czteroletnią wnusią Antosią właśnie
w ostatni dzień roku. Byłem zły, że nie spytała mnie o zdanie. Do Sylwestra
pozostały dwa tygodnie. Kilka dni temu, spotkałem się z moim serdecznym
przyjacielem, z którym często razem wędkujemy. W trakcie rozmowy okazało się,
że on również będzie sprawował opiekę nad swoją wnuczką. Hania była w tym samym
wieku co nasza Antosia. Bez namysłu zaproponowałem mu, by zabrał żonę, wnuczkę
i zajrzał do nas w wieczór sylwestrowy. Bardzo mu się ta propozycja spodobała.
Po powrocie do domu oznajmiłem swojej pani, że będziemy mieli gości. Ucieszyła
ją nawet ta wiadomość. Żona przygotowała kolację, ja przywiozłem Antosię do
domu i czekaliśmy na gości. W końcu
rozległo się głośne pukanie do drzwi. Dziewczynki bardzo szybko się
zaprzyjaźniły. W osobnym pokoiku, każda rozpakowała przywiezione ze sobą
zabawki i cichutko się bawiły. Tym czasem mój przyjaciel Tadeusz wyciągnął z
torby grę o nazwie „ 5 sekund- edycja specjalna” i powiedział, że gdy
tylko dziewczynki pójdą spać, to w nią
zagramy dla zabawy. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem co mu odpowiedzieć. Nie
pamiętam kiedy ostatnio grałem w jakąś
grę towarzyską. Około godziny dwudziestej żona przygotowała dziewczynki do snu.
Ku naszemu zaskoczeniu, usypianie ich wcale nie trwało długo. Po piętnastu
minutach opowiadania bajek na dobranoc, maluszki zasnęły twardym snem. Tadeusz
rozłożył grę i przystąpiliśmy do zabawy. Początkowo wydawało mi się, że jestem
już za stary na tego typu zabawy, Jednak w miarę upływu czasu, gra stawała się
coraz ciekawsza. Po pewnym czasie tak się wciągnęliśmy, że ostatniej chwili
zorientowaliśmy się , że do północy pozostały niemalże sekundy. Szybciutko
przygotowałem szampana i w świetnych nastrojach przywitaliśmy Nowy Rok.
środa, 18 stycznia 2017
Z wizytą w Koloni
Tegoroczne
Święta Bożego Narodzenia zapowiadały się wyjątkowo. Zostaliśmy całą rodziną
zaproszeni do spędzenia ich u naszego wujostwa w Niemczech , w Kolonii.
Początkowo małżonka miała pewne opory przed wyjazdem z powodu długiej i
męczącej drogi. Do przejechania mieliśmy ponad tysiąc kilometrów. Jednak wuj
nalegał. Spakowaliśmy więc walizki, kupiliśmy drobne upominki i wyruszyliśmy w
drogę. Wprawdzie podróż trwała kilkanaście godzin, jednak przejeżdżając przez
duże miasta, od razu czuło się wyjątkową świąteczną atmosferę. W mniejszych
miejscowościach zachwycały nas pięknie oświetlone domki. Na miejsce dotarliśmy
późnym wieczorem. Po rozpakowaniu walizek zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Najbardziej
jednak zadowolone były dzieci. Pomimo bariery językowej świetnie się
dogadywały, choć warto wspomnieć, że ciocia zawsze dbała o to, by jej dzieci
choć trochę posługiwały się językiem polskim . Następnego dnia, gdy się już
wyspaliśmy, udaliśmy się na Jarmark Świąteczny w Kolonii. To była wspaniała
wycieczka. Radosna atmosfera udzieliła się wszystkim. W drodze powrotnej do
domu wstąpiliśmy do marketu, by kupić ostatnie produkty potrzebne do
przygotowania wigilijnej kolacji, która zbliżała się wielkimi krokami.
Najbardziej niecierpliwe były oczywiście dzieciaki, oczekujące wizyty Świętego
Mikołaja. Następnego dnia z pełną parą ruszyły przygotowania do świąt. Z kuchni dolatywały wspaniałe aromaty.
Ja z wujem pełniłem rolę testera przygotowanych potraw, co wcale mnie nie
martwiło. Pod wieczór nasze małżonki zastawiły stół wigilijnymi potrawami.
Zasiedliśmy do świętowania. Po pierwszym posiłku nadszedł czas na prezenty.
Radości nie było końca. Najbardziej zadowolony był jednak nasz Dominik.
Otrzymał od Świętego Mikołaja grę
planszową, której trajkotał od niemalże
miesiąca „ 5 sekund junior”. Po rozdaniu prezentów, dzieciaki pobiegły do
dziecięcego pokoju, by móc się nacieszyć upominkami, a my mogliśmy w spokoju
prowadzić rozmowy i delektować się wyjątkowymi potrawami wigilijnymi. Wujowi
najbardziej smakowała kutia, która gości na moim stole świątecznym co roku,
natomiast on jadł ją po raz pierwszy. Po zakończonej kolacji, zajrzeliśmy do
dzieci i zastaliśmy tam niebywały widok . Na dużym łóżku spała cała czwórka,
zaś Dominik w objęciach trzymał swoją nową grę „ 5 Sekund junior” . Kolejne dwa
dni minęły na objadaniu się i leniuchowaniu . W końcu nadszedł czas na powrót
do Polski. Było nam ciężko rozstać się z kochaną rodzinką, ale obiecaliśmy
sobie zobaczyć się w przyszłym roku.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Wyjątkowe odwiedziny
W tym roku Święta
Bożego Narodzenia okazały się wyjątkowo radosne. Po trzech latach przerwy,
nareszcie przyjechała do nas z Anglii córka z zięciem i siedmioletnim wnusiem.
Przygotowań do tej wizyty było co
niemiara. Gdy tylko dowiedzieliśmy się
z małżonką o ich przylocie, rozpoczęło się planowanie i bieganina, by o
niczym nie zapomnieć . najpierw żona zrobiła ogromna listę zakupów , by
przygotować na świąteczny stół ulubione potrawy dzieci. Ja natomiast zająłem
się kupnem prawdziwej , pięknie pachnącej i wysokiej do sufitu choinki.
Wybrałem najładniejszą, jaką mogłem znaleźć. Przywiozłem ją do domu i przystroiłem.
Żona upiekła pierniczki na drzewko, które w dzień przyjazdu dzieci również
zawisy na zielonym drzewku. Żona zajęła się pieczeniem i gotowaniem, a ja w tym
czasie wybrałem się do dużego centrum handlowego w poszukiwaniu odpowiednich
prezentów. Pomimo panującego tłoku, cieszyłem się z powierzonego mi zadania.
Zięciowi kupiłem buteleczkę polskiej wódki w wyjątkowo ciekawej stylizacji,
córce złotą bransoletkę z zawieszką w postaci ażurowej koniczynki, a małemu
Maciejowi za namową specjalistko do spraw sprzedaży puzzle Droidy i elektryczną
kolejkę. Wreszcie nastał dzień przylotu. Wspólnie z małżonką wyjechaliśmy po
gości na lotnisko. Byliśmy bardzo podekscytowani. Wnuczka wprawdzie widywaliśmy
na zdjęciach, rozmawialiśmy z nim przez telefon, ale spotkanie po kilku latach było dla nas
ogromnym przeżyciem. Czekaliśmy w poczekalni, gdy nagle w tłumie podróżników
dostrzegłem córkę, za nią zięcia, a obok nich nieśmiało kroczył Maciuś. Gdy nas
zobaczył rzucił nam się na szyję. To była wspaniała, wzruszająca chwila.
Wyciągnąłem zza pazuchy upominek. Były to kupione przeze mnie puzzle Droidy.
Obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i całusem. W samochodzie w pośpiechu odpakował
prezent, który bardzo mu się spodobał. Okazało się , że uwielbia układać
puzzle, więc był to strzał w dziesiątkę. Po godzince byliśmy w domu, a
wieczorem zasiedliśmy do wspólnej kolacji wigilijnej, po której nadszedł czas
na prezenty. Były to wyjątkowe święta, które na długo pozostaną w naszej
pamięci.
piątek, 13 stycznia 2017
Święta w górach
Od dłuższego czasu marzyłem o spędzeniu Świąt Bożego
Narodzenia w malowniczych Tatrach . Nigdy jednak nie było ku temu okazji. Pod
koniec października jeden z moich znajomych wspomniał, że tegoroczne święta
spędza z rodziną w Zakopanem. Postanowiłem przekonać resztę rodziny do
wspólnego wyjazdu. Zanim jednak złożyłem pozostałym domownikom propozycję wypoczynku
poza domem usiadłem pewnego wieczoru przed komputerem i zacząłem szukać
ciekawych ofert. Okazało się, że choć do grudnia pozostało jeszcze wiele czasu,
zainteresowanie tak zwanymi pakietami świątecznymi było spore i część kwater
była już zarezerwowana. Znalazłem jednak bardzo przytulny pensjonat z pięknym
widokiem na Tatry. Pięciodniowy pobyt obejmował ku mojemu zaskoczeniu
zakwaterowanie, pełne wyżywienie, uroczystą kolację wigilijną z wizytą Świętego
Mikołaja, kulig saniami z
pochodniami, potańcówkę przy dźwiękach kapeli góralskiej oraz ognisko z
kiełbaskami. Cena była bardzo przyzwoita. Gdy przekalkulowałem koszty związane
z organizacją świąt w domu, nagle okazało się, że taki wyjazd jest bardzo
porównywalny cenowo. Ucieszyło mnie to niezmiernie. Postanowiłem porozmawiać z
rodziną. Początkowo nie wszyscy byli zachwyceni tym pomysłem, jednak po
przedstawieniu pełnej oferty, oponenci stopniowo zaczęli zmieniać zdanie.
Postawiłem na swoim. Zarezerwowałem pobyt i wystarczyło jedynie czekać . Jedyną
rzeczą, która należało załatwić tu na miejscu był zakup prezentów, które tuż
przed kolacją wigilijną przekazywało się Świętemu Mikołajowi. Największy
problem miałem z kupnem podarunku dla Michałka, mojego wnuka. Od najmłodszych
lat fascynował się układaniem puzzli. Niestety w swojej kolacji miał już ich
niezliczoną ilość i ciężko było znaleźć układankę, której jeszcze nie posiadał.
Wpadłem jednak na genialny pomysł. Z rodzinnego albumu wybrałem najśmieszniejsze
jego zdjęcie i postanowiłem zakupić Foto puzzle z jego wizerunkiem. Byłem
pewien, że takiej układanki jeszcze nie ma. Na realizację zamówienia czekałem
około tygodnia. Tuż przed rodzinnym wyjazdem zapakowałem prezent. Gdy
dotarliśmy na miejsce, cała rodzina była zachwycona pensjonatem i panującą tam
rodzinną atmosferą. Podczas kolacji wigilijnej wizyta Świętego Mikołaja była
dla najmłodszych największą rozrywką. Gdy Michaś odpakował prezent, aż
podskoczył z radości i zanim zdążyłem zapytać czy mu się podoba, pognał do
swojego pokoju złożyć Foto puzzle w całość. To były niezapomniane święta, a
rodzinka była zachwycona i od razu zapowiedziała, że w przyszłym roku też
odwiedzą pensjonat.
wtorek, 10 stycznia 2017
Wymarzone prezenty
Święta Bożego Narodzenia to dla mnie czas wyjątkowy, czas
radości i wybaczania. Najbardziej jednak lubię panującą na każdym kroku wszechogarniającą
radość i spotkania z rodziną. Rzadko bowiem kiedy mamy okazję spotkać się w tak
dużym gronie. Dużą frajdę sprawia kupowanie prezentów najbliższym, zwłaszcza
najmłodszym członkom naszej rodziny, Igorkowi i Amelce. Dzieciaki co roku piszą
listy do Świętego Mikołaja, które lądują na parapecie , w oczekiwaniu, aż
sędziwy dziadek je stamtąd zabierze. Wieczorem, gdy tylko maluchy pójdą spać
rodzice po cichutku zakradają się do dziecięcego pokoju i zabierają tajną listę
wymarzonych upominków. Taki liścik pod nieobecność dzieciaków trafia pod obrady i my dorośli wspólnie podejmujemy
decyzję, co i kto ma kupić najmłodszym. Bardzo lubię te chwile. Liściki co roku
odkładam do swojej tajemniczej skrytki, by w przyszłości pokazać je dorosłym
już wnukom. Z racji tego ,że mnie jako mężczyźnie łatwiej jest odnaleźć się w
zabawkach przeznaczonych dla chłopców, mi
zawsze przypada kupno prezentu dla Igorka. Jego tegoroczny list do Świętego Mikołaja zawierał kilka ciekawych pozycji. Wybrałem
jedna z nich, która choć jeszcze za bardzo nie wiedziałem co to jest, wydała mi się ciekawa . Była to gra planszowa
firmy Trefl „ 5 sekund Junior”. Po dość burzliwym spotkaniu należało rozejrzeć
się po miejscowych sklepach z zabawkami w poszukiwaniu gry. Jak się okazało
kupno tego prezentu wcale nie było taką
łatwą sprawą. Widocznie, jako nowość, gra rozchodziła się jak świeże bułeczki.
Gdziekolwiek nie wszedłem zawsze padała ta sama odpowiedz, że owszem była, ale
już się sprzedała. Kilka dni biegania po zatłoczonych sklepach totalnie mnie
wykończyło. Poprosiłem więc młodszego sąsiada o pomoc. Z tego co słyszałem często dokonywał zakupów w internecie . Rzeczywiście to był strzał w dziesiątkę.
Bez trudu udało się nam znaleźć odpowiednią aukcję z grą „ 5 sekund junior” za
atrakcyjną cenę, nawet wliczając w to koszty przesyłki. Po kilku dniach prezent
dla Igorka czekał na pierwszą wigilijną gwiazdkę pod naszą choinką.
czwartek, 5 stycznia 2017
Niespodzianka
Zbliżały się urodziny mojej małżonki. Jak zawsze miałem
problem z wyborem odpowiedniego prezentu. Biżuteria, kwiaty, czekoladki,
perfumy, wszystko to już przerabiałem i wydawało mi się, że choć Małgosia tego
nie okazywała, to jednak tego typu upominki, choć kosztowne, to coraz mniej ją
cieszyły. Pewnego dnia koleżanka z pracy podsunęła mi pewien oryginalny pomysł.
Otrzymała, bowiem od swoich dzieci na
Dzień Matki Foto puzzle – z twojego zdjęcia, które przedstawiały wspomnienia z jej
ostatnich rodzinnych wakacji. Miałem nadzieję, że tego typu upominek sprawi jej przyjemność. Poprosiłem
więc koleżankę o pomoc w załatwieniu sprawy. Musiałem tylko w ukryciu wybrać z naszego rodzinnego albumu odpowiednie
zdjęcie. Nie było to łatwe zadanie, gdyż Małgosia jak na złość nie miała
żadnych zajęć poza naszym domem. Próbowałem nawet podpytać czy przypadkiem nie
umówiła się na kawę ze swoją najlepszą przyjaciółką, ale okazało się, że
niestety wyjechała ona na kilka dni w
podróż służbową. Na całe szczęście mamy psa, który pewnego wieczoru domagał się
dłuższego spaceru, a ja udałem strasznie zmęczonego. Małżonka musiała więc sama
wybrać się ze swoim pupilem na przechadzkę.
Nie było jej prawie pół godziny, więc w tym czasie wybrałem trzy najlepsze moim
zdaniem fotki i schowałem do swojego służbowego kalendarza. Miałem pewność, że
tam będą bezpieczne. Następnego dnia w pracy koleżanka pomogła mi wybrać
najlepsze zdjęcie i zamówiliśmy Foto puzzle – z twojego zdjęcia. Na realizację
zamówienia musiałem poczekać kilka dni. Sam byłem bardzo ciekaw efektu i nie
mogłem doczekać się przesyłki. Paczka przyszła w błyskawicznym tempie. Niestety, żeby
zobaczyć puzzle w całości należało je najpierw poukładać, a to zadanie należało
już do Małgosi. Gdy nadszedł dzień urodzin, zwolniłem się wcześniej z pracy, by
zrobić żonie niespodziankę zanim
wróci z pracy. Posprzątałem w domu,
zamówiłem w firmie cateringowej pyszną kolację, przystroiłem salon
kwiatami i czekałem .Gdy usłyszałem
dźwięk kluczy w zamku od drzwi szybciutko ukryłem się w sypialni. Gdy Małgosia
weszła do salonu stanąłem za jej plecami i wręczyłem mój prezent. Gdy otworzyła
zawartość była bardzo zaskoczona, ale i podekscytowana. Po kolacji wspólnie
zasiedliśmy do stołu, by złożyć w całość nasze foto puzzle – z twojego zdjęcia.
Była zachwycona upominkiem jak nigdy dotąd. Koleżance z pracy należały się
słowa podziękowania.
wtorek, 3 stycznia 2017
Sprytny gadżet
Moja jedyna wnuczka Oliwka rozpoczyna zaraz po wakacjach
pierwszy etap nauczania przedszkolnego. We wrześniu skończy cztery latka, więc
jak większość dzieci w jej wieku znajdzie się w grupie maluchów. Na początku
roku zorganizowano w przedszkolu, do którego będzie już od września uczęszczała
tak zwany dzień otwarty. Wszystkie dzieci z najmłodszych grup zaproszono z
rodzicami, by mogły sprawdzić jak wygląda życie przedszkolaka od podszewki. To
był bardzo dobry pomysł. Oliwka z przedszkola wróciła radosna i rozpromieniona.
Strasznie jej się tam spodobało, a w szczególności sala zabaw, w której nie
brakowało dmuchanych zjeżdżalni i basenów z piłeczkami. Nie mogła się już
doczekać kiedy wreszcie będzie mogła stać się prawdziwym przedszkolakiem. Przed
nią jednak jeszcze było kilka miesięcy . Postanowiłem rozejrzeć się troszkę po
renomowanych sklepach z zabawkami i kupić jej coś co choć troszkę wtajemniczy
ją w świat nauki za pomocą zabawy. W jednym ze sklepów znalazłem rewelacyjną
rzecz , a mianowicie V-tech- tablet przedszkolaka. Był to produkt firmy Trefl,
przeznaczony dla dzieci w przedziale wiekowym od trzech do sześciu lat. Mnie
osobiście ta interaktywna zabawka bardzo się spodobała. Dzięki niej w łatwy i przyjazny
dziecku sposób wspomaga tak istotną naukę pisania, pozwala także tworzyć własne
rysunki, a zagadki, krótkie historyjki i animacje zachęcają najmłodszych do
dalszej zabawy. Czym prędzej popędziłem do Oliwki, by wręczyć jej pierwszy w życiu tablet. Oczywiście córka
stwierdziła, że za bardzo rozpieszczam wnuczkę, ale przecież od tego są
dziadkowie. Usiedliśmy więc razem z Oliwką w jej ślicznym, różowym pokoiku
i wspólnie rozpoczęliśmy zabawę z
V-tech- tablet przedszkolaka. Wnuczka była zachwycona. Mnie również bardzo
podobał się ten wynalazek. Postanowiliśmy, że będziemy spotykać się codziennie
i stopniowo poznawać nowe literki, a przy tym się świetnie bawić. Z pewnością
tego typu ćwiczenia ułatwią Oliwce naukę pisania, gdy po wakacjach dumnie
postawi pierwsze kroki w przedszkolu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)