wtorek, 31 marca 2015

Boże Narodzenie

Zeszłoroczne Święta Bożego Narodzenia postanowiliśmy wspólnie z całą rodziną zorganizować w zupełnie innym stylu. Przede wszystkim po raz pierwszy zdecydowaliśmy się spędzić ten radosny czas w górach. Zarezerwowaliśmy więc kwatery w Zakopanem. Pomysł wydawał się rewelacyjny. Po pierwsze ominęła nas świąteczna gorączka zakupów, nasze ukochane gospodynie domowe nie musiały całymi godzinami stać w kuchni no i oczywiście urok naszych polskich gór miał być przysłowiową wisienką na torcie. Pozostawała jeszcze kwestia zakupu prezentów. I tu znowu pojawił się zupełnie nowy pomysł na prezenty. Dwa tygodnie przed Wigilią spotkaliśmy się wszyscy, celem omówienia szczegółów naszej świątecznej wyprawy. Ponieważ zawsze dla każdego z nas problemem był wybór odpowiedniego prezentu, postanowiliśmy zrobić losowanie, co do kwoty kupowanych prezentów, a także osoby, która będzie obdarowywana. Coś na zasadzie kupna prezentów mikołajkowych w szkole. I tym oto sposobem każdy z rodziny dostanie prezent. Ja wylosowałem swojego 10-letniego siostrzeńca Igora. Pierwsza myśl o prezencie dla niego to gra planszowa dla dzieci. Wybrałem się zatem do sklepu. Oczywiście zadanie to nie należało do najprostszych. Dzięki jednak pomocy przemiłej Pani miałem już do wyboru tylko dwie pozycje. Pierwszą propozycją była gra Monopoly Disney. Trochę klasyki, trochę nowości. To połączenie starego Monopoly z filmami i postaciami z bajek Disneya. Mój siostrzeniec Igor uwielbia Disney'owskie produkcje, więc właśnie dlatego rozważałem zakup tej gry. Poza tym to również gra planszowa zarówno dla dzieci jak i dorosłych, w której trzeba jednak troszkę pomyśleć. A zatem to zarówno gra edukacyjna jak i świetna zabawa. Kolejna gra planszowa dla dzieci, na której skupiłem swoją uwagę to gra pod nazwą Unia Europejska. Właściwie w skład tej gry wchodzą dwie gry planszowe, dzięki którym dziecko ma możliwość poznania krajów Wspólnoty Europejskiej. Wybierając się w fascynująca podróż po Europie gracz poznaje kraje należące do Wspólnoty, ich lokalizację na mapie, stolice oraz flagi narodowe. Całkiem ciekawa pozycja. Jednak pomimo zapewnień miłej Pani o ogromnej popularności tej gry, ja zdecydowałem się na Monopoly Disney. Mam nadzieję, że mój prezent przypadnie do gustu młodemu miłośnikowi filmów Disney'a i że podczas tak bardzo przez nas wszystkich wyczekiwanych Świąt Bożego Narodzenia będziemy mieli okazję by całą rodziną usiąść przy stole i w nią zagrać.

czwartek, 26 marca 2015

Refleksja między światem wirtualnym, a rzeczywistym

Niedawno z racji wykonywanego zawodu, od piętnastu lat bowiem zajmuję się psychoterapią dziecięcą, uczestniczyłem w ciekawym wykładzie pewnego profesora z Uniwersytetu Warszawskiego. Wykład sam w sobie nie należał do tych długodystansowych, ale poruszono w nim kwestię dość istotną z mojego punktu widzenia, a mianowicie zalety gier planszowych dla dzieci. Poza swoją pracą zawodową jestem również szczęśliwym dziadkiem dziesięcioletniego Mateuszka. Córka moja oraz zięć są bardzo zapracowanymi rodzicami, więc Mateusz sporą część dnia jest sam w domu. Jest bardzo samodzielnym chłopcem, ale niestety zbyt wiele czasu spędza przed komputerem. Niewiele myśląc postanowiłem porozmawiać z córką, aby wnuczek po szkole przyjeżdżał do nas i spędzał z nami troszkę więcej czasu. Zamierzałem zmierzyć się z dość trudnym zadaniem, jakim jest zainteresowanie Mateusza grami planszowymi dla dzieci. Wyobraźmy sobie dziecko, grające w grę komputerową, zamknięte w swoim pokoju, wpatrzone w monitor. Jest ono odizolowane od otoczenia. A teraz wyobraźmy sobie dzieci grające w gry planszowe. Są zmuszone do współpracy, zdrowej rywalizacji i budowania wzajemnych relacji. Gry planszowe dla dzieci uczą poprzez zabawę zasad komunikacji międzyludzkich, zasad społecznych, sztuki wygrywania, a także znacznie trudniejszej sztuki - przegrywania. Poza tym ,doświadczenia z mojej pracy zawodowej wskazują na to, że dziecko, które większość czasu spędza przy komputerze, nie tylko grając w gry, ale także uczestnicząc w różnego rodzaju portalach społecznościowych, w pewnym momencie traci umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem. Łatwiej bowiem jest wyrażać siebie, swoje emocje, uczucia, opinię pisząc. Boją się konfrontacji z drugą osobą. Świat wirtualny staje się dla nich miejscem bezpiecznym, swojego rodzaju azylem. Nie muszą nikomu patrzeć w oczy, chcąc zamanifestować swoje odczucia. Z tego też powodu dla dobra naszych pociech, powinniśmy choć raz w tygodniu znaleźć czas, by wspólnie całą rodziną zagrać w taka grę planszową. Poza tym coraz częściej tęsknimy za potrzebą bycia z drugim człowiekiem, obcowania z nim, uczenia się wzajemnych relacji. Świat zauważył już ten problem, stąd gry planszowe dla dzieci jak i dorosłych przeżywają swój renesans, również w Polsce. Mam nadzieję, że moja córka przychyli się do moich poglądów i zamierzeń w stosunku do mojego wnuka.

wtorek, 24 marca 2015

Festiwal gier planszowych

W ubiegłym roku, bodajże pod koniec kwietnia wybrałem się z wizytą do mojej ciotki w Elblągu. Szczerze mówiąc, gdyby nie interesy, zapewne długo jeszcze nie mielibyśmy okazji do spotkania. Ciotka Halina jest przemiłą osobą, choć na dłuższą metę potrafiłaby zapewne swojego gościa zagłaskać na śmierć. Niestety na swoje nieszczęście składając telefonicznie cioci życzenia z okazji jej sześćdziesiątych urodzin, wygadałem się przypadkiem o planowanej podróży służbowej do jej rodzinnego miasta. I tak oto niebawem znalazłem się w Elblągu u ciotki Haliny na obiedzie. Wiedziałem, że nie będzie łatwo ją przekonać, że muszę ruszać w drogę powrotną. No i stało  się. Sobotni obiad troszkę się przedłużył i zostałem na noc. Nazajutrz ciocia skoro świt przywitała mnie śpiewającym: "Czas kochaniutki na małą wycieczkę. Pokażę Ci coś co Ci się na pewno spodoba". Ku mojemu zdumieniu, po niemalże godzinnej jeździe, stanąłem przed ogromną halą z szyldem "Festiwal gier planszowych". Byłem zaskoczony i ciekawy. Okazuje się, że taki festiwal to idealna okazja dla wszystkich, którzy chcieliby się przekonać czy gry planszowe to atrakcyjna forma spędzania wolnego czasu. Gry strategiczne, familijne, słowne, logiczne, liczbowe, karciane i wiele, wiele innych - każdy tu może znaleźć coś dla siebie. Jeżeli ktoś ciągle uważa, że gry planszowe sprowadzają się do chińczyka i monopolu to jest w wielkim błędzie. Gry planszowe bowiem, jak się okazuje, choć też nie miałem o tym pojęcia, rozwijają się bardzo dynamicznie. Mają mnóstwo zalet i właściwie żadnych wad. Po pierwsze są rewelacyjną alternatywą dla gier komputerowych i różnego rodzaju konsoli, przed którymi niestety dzieci, jak i dorośli spędzają coraz więcej czasu. Po drugie w gry planszowe można grać niemalże wszędzie -  w domu, w parku, na plaży, w górach i nad morzem. Nie ma problemów związanych z dostępem do internetu czy też najzwyklejszego gniazdka elektrycznego. Najważniejsze jednak jest to, że gry planszowe sprzyjają budowaniu wzajemnych relacji i zacieśnianiu więzi międzypokoleniowych, między innym na płaszczyźnie dziecko - rodzice. Powiem Wam w sekrecie, że w życiu bym się nie spodziewał, że tyle frajdy sprawi mi wizyta u ciotki Halinki. Mam nadzieję, że w tym roku także uda mi się wyrwać na sobotni obiad do Elbląga :)

piątek, 20 marca 2015

Wyprawa do Niemiec

W wieku sześciu, może siedmiu lat moi dziadkowie zabrali mnie ze sobą na wczasy do Niemiec. Był to mój pierwszy wyjazd poza granice naszego kraju. Pamiętam ,że byłem tym strasznie przejęty. Noc przed wyjazdem była chyba najdłuższą w moim życiu. Zbiórkę zorganizowano o bardzo wczesnej godzinie, dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że mogło to być w granicach godziny czwartej rano. Podróżowaliśmy wielkim autokarem. Siedziałem na samym przodzie, a wszystko wydawało się takie ogromne (z pewnością z racji mojego wieku). Pamiętam jak dorośli denerwowali się i ciągle mówili coś o przekraczaniu granicy. Niestety chyba przespałem ten emocjonujący moment, bo nie kojarzę aby w drodze miało miejsce jakieś szczególne wydarzenie. Gdy dotarliśmy na miejsce oczom moim ukazał się wspaniały dom wypoczynkowy, otoczony kompleksem basenów i placami zabaw dla dzieci. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Z racji przybycia w późnych godzinach wieczornych, zaprowadzono nas do pokoi. Następnego dnia zeszliśmy na śniadanie. Jedzenie było pyszne. Wszystko smakowało inaczej, lepiej. Zabawom i kąpielom na terenie ośrodka nie było końca.Największe jednak wrażenie zrobiła na mnie wyprawa do centrum miasta. Pamiętam czyste ulice, krótko przystrzyżone trawniki i strzegące porządku krasnale w przydomowych ogródkach. Wreszcie znaleźliśmy się w centrum miasta, nie pamiętam niestety Jego nazwy. Za to na zawsze w mojej pamięci pozostanie ogromny dom towarowy. Przypominam, że były to czasy, w których półki naszych krajowych sklepów świeciły pustkami. Po przekroczeniu progu marketu poczułem się jak w bajce. Nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości zabawek. To był ogromny, kilkupiętrowy dom towarowy z samymi zabawkami. Wydawało mi się, że to sen. Każde piętro poświęcone było innej tematyce. Dwa piętra zajmowały zabawki dla chłopców, pozostałe dwa  dla dziewczynek. Każdy dział miał inną tematykę w zależności od wieku dziecka. Były tam zatem grzechotki, karuzele dla maluchów, samochody, traktory, klocki przeróżnej wielkości i kształtów, roboty, lalki Barbie, bobasy, nawet dział z ubrankami dla lalek oraz co najbardziej mnie zainteresowało: kącik zabaw. Wyeksponowanymi na półkach zabawkami można było się bawić. Były to oczywiście specjalnie do tego celu przeznaczone egzemplarze. Radości mojej nie było końca. Nie pamiętam dokładnie ile czasu spędziłem w tym osobliwym miejscu, ale ten widok na zawsze zapadł w mojej pamięci. Na koniec dziadkowie pozwolili mi wybrać dowolny model samochodu z Matchboxa. To były najlepsze wakacje mojego dzieciństwa.

czwartek, 19 marca 2015

Ferie zimowe

Tegoroczne ferie zimowe zapowiadały się wyjątkowo nudno. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu, by opłacić moje wymarzone wakacje na Krecie,  a mnie planowali wysłać na całe dwa tygodnie do babci - mamy mojej mamy. Wprawdzie babcia Józefina to jedna z osób najbliższych memu sercu, jednak perspektywa spędzenia wyczekiwanego wypoczynku w towarzystwie starszej babuni, nie napawała mnie optymizmem. Jako nastoletni chłopak wolałbym spędzić wolny czas w bardziej rozrywkowym towarzystwie. Niestety, pomimo moich protestów, już pierwszego dnia upragnionego odpoczynku, zostałem dowieziony przez moich rodziców do miejsca mojego udręczenia. Babcia Józefina mieszkała w malowniczo położonej wiosce, niedaleko Sanoka, w Bieszczadach. Fakt, dla mnie - mieszczucha, górskie widoki zapierały dech w piersiach. Niestety, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu, niewiele się tu działo. Kilka gospodarstw wiejskich, okoliczny sklepik, oddalony od miejsca zamieszkania mojej babci o dobre dwadzieścia pięć minut szybkiego marszu oraz boisko - o tej porze roku przykryte sporą warstwą białego puchu. Pierwsze trzy dni spędziłem na długich rozmowach z moja babunią Józefiną. Nie widzieliśmy się od wakacji, więc było o czym opowiadać. Nowa szkoła,nowi nauczyciele, nowi znajomi itd. Czasem mam wrażenie, że babcia pomimo swojego sędziwego wieku doskonale mnie rozumie. Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie i tak rzadko się widujemy. Czwartego dnia pobytu wydarzyło się coś, co sprawiło że właśnie TE ferie zimowe okazały się zaczątkiem nowego etapu mojego życia. Wybrałyśmy się z moją babcią w odwiedziny do jej przyjaciółki Mani, mieszkającej cztery domy dalej. Pani Maria była 65-letnią wdową. Gdy weszłyśmy do środka moją uwagę przykuły wiszące w przedsionku specyficzne obrazki. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to puzzle oprawione w ramki. Panią Marię zastaliśmy siedzącą przy dużym stole. Była odwrócona tyłem. Gdy podeszłem, aby się przywitać, znieruchomiałem. Wszystkiego bym się spodziewał: lepienia pierogów, dziergania na drutach albo rozwiązywania krzyżówek... ale PUZZLE! Rozłożyły mnie na łopatki! W mieszkaniu  miała setki różnych układanek. Niektóre z nich układała w kilku egzemplarzach (bo już nic nowego nie było w sklepie). Wystarczyły dwa tygodnie, by Pani Marianna, z malutkiej wioski, w sercu Bieszczad zaraziła mnie pasją do układania PUZZLI :)

wtorek, 17 marca 2015

Obudziłem się bardzo wczesnym rankiem. Przez uchylone okno nieśmiało wpadały promienie wschodzącego słońca, a ptaki na pobliskich drzewach radośnie oznajmiały, iż nadchodzi piękny pierwszomajowy weekend! Po orzeźwiającym prysznicu, jak w każdy wolny od pracy dzień, zaparzyłem sobie pobudzające zmysły espresso i przystąpiłem do napawania się jego smakiem i aromatem. W oddali słychać było turkot mknącego pociągu. Zamyśliłem się... Zadumę przerwał głośny dźwięk telefonu. Dzwonił kuzyn i zapraszał nas w odwiedziny. Hmm... A może skorzystać. W końcu tak dawno nie byłem na urokliwych Mazurach. Niewiele myśląc, a jednocześnie wykorzystując spokojny, lecz twardy sen pozostałych domowników spakowałem wszystkich do dalekiej podróży. Teraz nie było już odwrotu. Krótkim POBUDKA postawiłem śpiochów na nogi i oznajmiłem: "Macie godzinkę, żeby doprowadzić się do ładu! Jedziemy do wuja Leona!" Protestów nie było. Wręcz przeciwnie. Wszyscy kochaliśmy wujcia Leosia! Uśmiechnięty, gościnny i zawsze skory do gier towarzyskich. Po niespełna godzince siedzieliśmy już w naszym rodzinnym, wysłużonym VAN-ie. Podróż minęła całkiem spokojnie. Tylko dzieciaki  na tylnym siedzeniu toczyły nieustająca walkę o panowanie nad tabletem. Chleb powszedni, bym rzekł . My zaś, to znaczy ja i moja małżonka wspominaliśmy ostatni pobyt u wuja Leona. Było to niespełna trzy lata temu albo aż trzy lata temu. Tak szybko mija ten czas... Wuj Leon mieszka wraz ze swoją pięcioosobową rodziną w małej wsi niedaleko Mikołajek. Ma duże gospodarstwo rolne. My pochodzimy z miasta, więc dla nas zawsze jest to jakiś rodzaj odskoczni. Z wielkim podziwem i szacunkiem obserwujemy ciężką pracę na wsi. Jednak to nasze dzieci zawsze są najbardziej zafascynowane życiem tamtejszych mieszkańców. Czerpią wiele radości, ale i nauki mogąc aktywnie uczestniczyć przy hodowli zwierząt i uprawie roślin. Najlepsze są jednak wieczory u wuja Leona pod hasłem: GRY TOWARZYSKIE. To nieodłączny element wszystkich naszych dotychczasowych spotkań. Każdy tu czuje się swobodnie. Ciotka Mariolka, żona wuja Leona, jest najlepszą gospodynią na Mazurach. Wprost uwielbiamy jej kuchnię, zaś Leoś to dusza towarzystwa. Nie znam nikogo kto by znał aż tyle gier towarzyskich.  :) Ciekawa jestem jakie wrażenia przyniesie kolejna wizyta u wuja Leona...

poniedziałek, 16 marca 2015

Letnia wyprawa nad morze

Dwa lata temu zaplanowaliśmy ze znajomymi wspólny urlop. Po burzliwych negocjacjach co do miejsca naszego letniego odpoczynku zdecydowaliśmy o wyjeździe nad moje ukochane morze, do uroczego Władysławowa. Byłem usatysfakcjonowany, gdyż opozycją dla tej właśnie propozycji był wyjazd do Zakopanego. Góry są piękne, ale perspektywa górskich wspinaczek w trzydziestostopniowy upał była dla mnie przerażająca. Całe szczęście posiadam hipnotyzującą siłę perswazji i tak w pierwszy lipcowy weekend dojechaliśmy do celu naszej podróży. Był wczesny ranek. Zameldowaliśmy się w naszych kwaterach i pomimo zmęczenia poszliśmy przywitać Bałtyk. Do plaży mieliśmy zaledwie 10 minut drogi. W ciszy i zadumie podziwialiśmy wschód słońca. Nagle widok ten zaczęły przesłaniać granatowe chmury, które wciąż napływały. Zerwał się silny wiatr, morze się wzburzyło. Zrobiło się ciemno i nieprzyjemnie i zanim zdążyliśmy podjąć decyzję o powrocie, staliśmy w strugach deszczu. Droga powrotna nie należała do najprzyjemniejszych. Niestety ku naszemu niezadowoleniu, jak podawały lokalne media, pogoda wcale nie miała się poprawić. Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem frustracji. Wciąż padało. Na terenie naszego kempingu znajdowała się tzw. świetlica. Była oblegana. Rozejrzeliśmy się dookoła. Stół do tenisa stołowego zajęty, bilard zajęty, piłkarzyki zajęte. Nagle w odległym kącie pomieszczenia coś przykuło moją uwagę. Były to zapomniane przez wszystkich gry planszowe.Znaleźliśmy sposób na nudę. Jeżeli komukolwiek z was gra planszowa kojarzy się z prymitywną rozrywką polegającą na rzucaniu kostką i liczeniu na farta, najwyraźniej dawno nie miał z nią styczności. Postanowiliśmy
kilka z nich wypożyczyć na wieczór. To był strzał w dziesiątkę. Dziś gra planszowa przegrywa z kretesem w sparingu z wszechobecną elektroniką, konsolami do gier, tabletami, komputerami i innymi cudeńkami cywilizacji. Szkoda, bowiem gdy sięgnę pamięcią do czasów dzieciństwa, w moim rodzinnym domu bardzo często siadałem z rodzicami i rodzeństwem właśnie do gier planszowych. Była to naprawdę świetna zabawa, a jednocześnie niezapomniane momenty wspólnych spotkań i rozmów. Obecnie każdy zamyka się w swoim wirtualnym świecie, a więzi które być może kiedyś właśnie dzięki takim wspólnym zabawom się zacieśniały, obecnie niszczy wszechobecny świat techniki.