Tuż przed Świętami
Wielkanocnymi gorączka zakupów ogarnęła dosłownie wszystkich w mojej rodzinie.
Ja poszukiwałem prezentu dla mojej bratanicy, ponieważ jej urodziny przypadają
w Lany Poniedziałek. Przeglądając wiele półek z zabawkami nie mogłem znaleźć
odpowiedniego upominku, który trafiłby w gust małej Kasi. Po paru godzinach
szukania udałem się do ostatniej hurtowni zabawek w mieście. Kiedy wszedłem do
środka ujrzałem ogromną halę wypełnioną zabawkami. Przeglądając regały
zrzuciłem przez przypadek z półki karty do gry " Dobry dinozaur - gra
Piotruś". Podniosłem je i stwierdziłem, iż będą one się idealnie nadawały
na prezent dla małej Kasi. W tą grę grały wszystkie polskie dzieci, ponieważ
cieszy się ona do dziś ogromną popularnością. Talia zapewnia niezapomnianą
dawkę śmiechu oraz uczy spostrzegawczości. Dodatkowo na kartach występują
bohaterowie filmu animowanego dla dzieci Disneya "Dobry Dinozaur". W
grze tej bierze udział od 2 do 5 graczy, którzy mają za zadanie dobrać karty w
pary i jak najszybciej pozbyć się swojego wachlarza. W talii zostaje zaś
"Piotruś", czyli karta bez pary. Gracz, który zostanie z nią pod
koniec gry, przegrywa rozrywkę. Zestaw "Dobry dinozaur - gra Piotruś"
bardzo przypominał mi o moim dzieciństwie, które bardzo dobrze wspominam.
Pamiętam swój zachwyt i uradowanie kiedy po raz pierwszy dostałem talię kart do
gry w "Piotrusia" i mam nadzieję, że moja bratanica Kasia także
podzieli moje zdanie co do tej świetnej gry.
czwartek, 31 marca 2016
środa, 30 marca 2016
Wielkanoc nad jeziorem
Tegoroczne
święta zapowiadały się wyjątkowo . Postanowiliśmy całą rodziną wyjechać na Mazury. Zarezerwowaliśmy domek nad
malowniczym jeziorem i z niecierpliwością czekaliśmy terminu
wyjazdu. Oczywiście mieliśmy ręce pełne roboty, ponieważ należało się do świąt odpowiednio
przygotować. Nasze panie spędzały całe godziny w kuchni, piekąc mazurki, babki
wielkanocne i tradycyjne potrawy świąteczne. Ja natomiast
miałem za zadanie przygotować samochód do jazdy i kupić lodówkę turystyczną
,pojemną aczkolwiek nie zajmującą zbyt dużo miejsca w bagażniku auta. Było to
nie lada wyzwanie , zwłaszcza o tej porze roku. Dwa dni niemalże zajęło mi
znalezienie odpowiedniej chłodziarki. Wreszcie wszystko było gotowe do podróży. Zapakowaliśmy bagaże, przygotowane
przez nasze damy wielkanocne pyszności i ruszyliśmy w drogę. Zapowiadała się
wspaniała przygoda. W połowie drogi zatrzymaliśmy się na parkingu przy wielkim
dyskoncie. Dziewczyny oczywiście pod pretekstem zakupu chusteczek
higienicznych, które z pewnością miały w swoich przepastnych torebkach, wybrały
się na zwiedzanie sklepowych półek. Wlokłem się za nimi jak bezpański pies. W
pewnym momencie uwagę moją przykuło stoisko z grami planszowymi. Pomyślałem, że
fajnie by było rozegrać wieczorem partyjkę jakiejś ciekawej gry. Nie mogłem się
jednak zdecydować. Wybór był ogromny. Z pomocą przyszedł mi przechodzący obok
mnie młodzieniec. Wręczył mi pudełko z grą „ 5 sekund – edycja specjalna” ,
uśmiechnął się i powiedział, że jest to rewelacyjna pozycja. Właściwie nie
miałem nic do stracenia. Kupiłem grę i z resztą rodzinki ruszyliśmy w dalszą
podróż. Na miejsce dojechaliśmy
wieczorem. Domek leżał w pięknej i spokojnej okolicy, a jego
wystrój nie pozostawiał wątpliwości, że
będziemy się tu czuli jak u siebie. Rozpakowaliśmy bagaże i przyrządziliśmy
kolację. W końcu można było odpocząć od wielkomiejskiego gwaru i zgiełku.
Wyszedłem na werandę i napawałem się pięknym widokiem
zachodzącego słońca. Po chwili wpadłem na pomysł, by sprawdzić, czy gra „ 5 sekund – edycja specjalna” była
rzeczywiście tak rewelacyjna jak twierdził spotkany w sklepie młodzieniec. Już
po pierwszych minutach gry, wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że jest ona
rewelacyjna. Do łóżek położyliśmy się dobrze po północy, a właściwie to
wygoniły nas nasze panie, zapraszając na śniadanie wielkanocne.
wtorek, 29 marca 2016
Nareszcie przyjechał
Wielkanoc to czas radości, to święto, które niesie ze sobą
potężną dawkę optymizmu. Przychodzi wraz z roztopami, czasem są jeszcze resztki
śniegu na czarnej ziemi, a czasem witamy ją w zieleni, wśród coraz
liczniejszych kwiatów i śpiewu ptaków. Trudno się nie uśmiechnąć, gdy mocne
słońce wyostrza kolory, a dni stają się coraz dłuższe i cieplejsze. Wielkanoc
kojarzy nam się z kolorowymi pisankami, mnóstwem pysznego jedzenia, śmingusem
dyngusem i wieloma innymi przyjemnymi rzeczami. W Niedzielę Wielkanocną razem z
rodziną zasiada się do uroczystego
śniadania wielkanocnego, które rozpoczyna się składaniem życzeń i dzieleniem
święconką z koszyczka. Na stołach znajdują się jajka, wędliny, wielkanocne baby
i mazurki. Stoły zdobione są bukietami z bazi i pierwszych wiosennych kwiatów.
W Poniedziałek Wielkanocny zwany także Lanym Poniedziałkiem według tradycji
polewa się dla żartów wodą inne osoby, nawet nieznajome. Jednakże dla mnie te
święta niosą ze sobą dodatkowo coś jeszcze, ponieważ po bardzo długiej przerwie
zobaczę się z moim synem Maćkiem. Widuję się z nim tylko 3 razy w roku : w
okresie wakacji, w Święta Wielkanocne i Święta Bożego Narodzenia, ponieważ
pracuje on od paru lat za granicą. Dlatego właśnie uwielbiam ten czas. W
pierwszy dzień świąt zaprosiłem moją rodzinę do siebie, ponieważ w tym czasie
przy stole czekaliśmy na przyjazd Maćka. Miło rozmawiałem z moją siostrą, córką
oraz wnuczkami. Każdy opowiadał co u niego słychać, a dziewczynki mówiły o
szkole. Wspomniały także, że dostaną od wujka Maćka „Portrety puzzle 4w1"
,o których tak marzyły. Nagle do domu wszedł mój syn. Dziewczynki od razu
pobiegły wyprzytulać Maćka, a ja za nimi. Po przywitaniu w końcu zasiedliśmy
całą rodziną w komplecie. To był wspaniały moment. Po posiłku dziewczynki
otrzymały od wujka „Portrety puzzle 4w1", na które tak czekały. Były
przeszczęśliwe. Po chwili pobiegły do pokoju obok, aby poukładać swój prezent ,
a my słuchaliśmy opowieści Maćka o tym co działo się u niego w ostatnim czasie.
Wieczorem po parugodzinnym siedzeniu przy stole każdy położył się spać, aby
rano na nowo spędzać razem miło czas. Moim zdaniem święta bez rodziny to nie
święta.
piątek, 25 marca 2016
Wielkanocny zajączek
Wielkanoc zbliżała się
wielkimi krokami. W wielu domach pojawiały się ozdoby wielkanocne,a porządki
świąteczne dobiegały końca. Nawet na niektórych oknach widniały witraże z
namalowanymi zajączkami, jajkami itp. wykonane przez dzieci,a także dorosłych.
Uwielbiam ten czas. Cudowna atmosfera, którą umila słoneczko oraz coraz to
cieplejsze dni. Z nadejściem świąt do dzieci przychodzi także 'zajączek
wielkanocny' , który wręcza im małe prezenty. Parę dni temu postanowiłem kupić
mojemu wnuczkowi Wiktorowi mały upominek. Udałem się więc do sklepu z
zabawkami, w którym znalazłem puzzle "Szturmowiec Imperium" , które
przedstawiały szturmowca- żołnieża z sagi Star Wars, którą mój wnuczek uwielbia
tak samo jak ja. Muszę przyznać, że pomimo mojego wieku jestem zagorzałym fanem
Gwiezdnych Wojen. Po udanym zakupie wybrałem się na poszukiwanie upominków dla
pozostałych wnucząt. Dwa dni później nadeszły oczekiwane przez wszystkich
święta. Na obiedzie u mojej córki
zebrała się prawie cała rodzina. Niektórych krewnych nie widziałem kilka
miesięcy, więc rozmowy w świetnej atmosferze trwały godzinami. Pod koniec
postanowiłem wręczyć wnuczkom prezenty od zajączka. Wiedziałem, że najbardziej
się ucieszy Wiktorek, chociaż reszta dzieci także była zachwycona. Wiktor
przyznał, że od dawna chciał mieć puzzle "Szturmowiec Imperium", lecz
nie miał okazji, aby je nabyć. Po chwili poszedłem z dzieciakami do innego
pokoju bawić się i pomagać w układaniu zabawek, ale oczywiście mnie najbardziej
interesowały puzzle Wiktorka. Po wspaniałym wieczorze poszedłem do domu.
Podczas powrotu rozmyślałem o spotkaniu z rodziną i stwierdziłem, iż dobrze
jest mieć kogoś, kto za każdym razem potrafi wywołać uśmiech na twarzy.
środa, 23 marca 2016
Prezent dla Marysi
Nadeszły w końcu Święta Wielkanocne. Przygotowaniom do nich
nie było końca. Trzepanie dywanów, mycie okien , bieganie po sklepach w
poszukiwaniu prezentów, no i oczywiście masa prac w kuchni. Dla mnie to
ostatnie jest najprzyjemniejsze, myślę oczywiście o degustacji wszystkich
potraw i wypieków mojej ukochanej małżonki, no i te zapachy dobiegające z
kuchni. Oczywiście pracy jest bardzo dużo, ale gdyby nie święta , nie wiem czy
miałbym możliwość skosztowania niektórych z potraw wielkanocnych. Są to rzeczy,
które robi się tylko raz w roku i wtedy smakują wyjątkowo. Ja najbardziej lubię
kupować prezenty dla swojej ukochanej wnusi Marysi. Któregoś dnia, gdy żona
zajęła się myciem okien, pojechałem wybrać odpowiedni dla niej upominek. Jak
każda dziewczynka, Marysia uwielbia księżniczki. Postanowiłem zatem najpierw zrobić mały rekonesans po sklepach.
Oczywiście moja małżonka z góry
zapowiedziała, że zanim coś kupię, mam najpierw z nią ten zakup skonsultować.
Pogoda była wspaniała, słoneczna, aczkolwiek nieco mroźna, jak na marzec
przystało. Idealny dzień na wędrówkę po mieście. Błąkałem się po sklepach od
przeszło godziny, ale znalazłem, moim oczywiście zdaniem, idealny prezent dla
Marysi puzzle „Odpoczynek przed balem”.
Wsiadłem w samochód i pojechałem po żonę, ponieważ przez telefon
nijak nie mogłem jej wytłumaczyć o co mi chodzi. Moja pani nie była zadowolona,
że przerywam jej tak ważne zajęcie, jakim jest mycie okien. Uparłem się jednak,
tłumacząc, że zajmie to tylko chwilkę, a ona będzie mogła choć parę minut
odpocząć od tak wyczerpującej pracy. Poza tym zakup prezentu dla naszej
kochanej Marysi jest sprawą bardzo istotną, więc okna mogą chwilę poczekać.
Kobietom trzeba zawsze wszystko logicznie tłumaczyć, bo inaczej może być niezła
draka. Pojechaliśmy do sklepu, gdzie pokazałem jej puzzle „Odpoczynek przed
balem”. Jak nigdy stwierdziła, że to doskonały pomysł i że od dzisiaj to ja
będę odpowiedzialny za sprawy prezentów w naszym domu.
poniedziałek, 21 marca 2016
Prezent dla Marysi
Nadeszły w końcu Święta Wielkanocne. Przygotowaniom do nich
nie było końca. Trzepanie dywanów, mycie okien , bieganie po sklepach w
poszukiwaniu prezentów, no i oczywiście masa prac w kuchni. Dla mnie to
ostatnie jest najprzyjemniejsze, myślę oczywiście o degustacji wszystkich
potraw i wypieków mojej ukochanej małżonki, no i te zapachy dobiegające z
kuchni. Oczywiście pracy jest bardzo dużo, ale gdyby nie święta , nie wiem czy
miałbym możliwość skosztowania niektórych z potraw wielkanocnych. Są to rzeczy,
które robi się tylko raz w roku i wtedy smakują wyjątkowo. Ja najbardziej lubię
kupować prezenty dla swojej ukochanej wnusi Marysi. Któregoś dnia, gdy żona
zajęła się myciem okien, pojechałem wybrać odpowiedni dla niej upominek. Jak
każda dziewczynka, Marysia uwielbia księżniczki. Postanowiłem zatem najpierw zrobić mały rekonesans po sklepach.
Oczywiście moja małżonka z góry
zapowiedziała, że zanim coś kupię, mam najpierw z nią ten zakup skonsultować.
Pogoda była wspaniała, słoneczna, aczkolwiek nieco mroźna, jak na marzec
przystało. Idealny dzień na wędrówkę po mieście. Błąkałem się po sklepach od
przeszło godziny, ale znalazłem, moim oczywiście zdaniem, idealny prezent dla
Marysi puzzle „Odpoczynek przed balem”.
Wsiadłem w samochód i pojechałem po żonę, ponieważ przez telefon
nijak nie mogłem jej wytłumaczyć o co mi chodzi. Moja pani nie była zadowolona,
że przerywam jej tak ważne zajęcie, jakim jest mycie okien. Uparłem się jednak,
tłumacząc, że zajmie to tylko chwilkę, a ona będzie mogła choć parę minut
odpocząć od tak wyczerpującej pracy. Poza tym zakup prezentu dla naszej
kochanej Marysi jest sprawą bardzo istotną, więc okna mogą chwilę poczekać.
Kobietom trzeba zawsze wszystko logicznie tłumaczyć, bo inaczej może być niezła
draka. Pojechaliśmy do sklepu, gdzie pokazałem jej puzzle „Odpoczynek przed
balem”. Jak nigdy stwierdziła, że to doskonały pomysł i że od dzisiaj to ja
będę odpowiedzialny za sprawy prezentów w naszym domu.
piątek, 18 marca 2016
Prezent dla chrześniaka
Osiem lat temu moja siostra wyemigrowała zarobkowo do
Irlandii. Miała tam jechać jedynie do pracy sezonowej, ale okazało się , że
poznała tam swojego przyszłego męża i została. Z tego też względu spotykamy się
naprawdę bardzo rzadko. Sześć lat temu urodził im się synek i zostałem
poproszony , żeby zostać ojcem chrzestnym malucha . Chrzciny odbyły się w
Irlandii. Od tego czasu widzieliśmy się jeszcze tylko raz. Oczywiście jak
przystało na chrzestnego staram się
pamiętać o wszystkich ważnych wydarzeniach w życiu małego Alana.
Zazwyczaj z pomocą żony kompletuję paczuszkę upominkową i wysyłam ją
siostrzeńcowi pocztą. Z okazji nadchodzących tegorocznych Świąt Wielkanocnych
należało pomyśleć o prezencie dla Alana. Zazwyczaj siostra podpowiada mi czym
aktualnie interesuje się mój chrześniak. Zresztą bardzo często ze sobą
rozmawiamy, więc mniej więcej mam w tym temacie orientację. Wiem na przykład,
że Alan uwielbia wszelkiego rodzaju gry
planszowe. Kilka dni temu pojechałem z żoną do dużego sklepu z zabawkami. Gdy tylko przekroczyłem
próg sklepu, przeraziłem się ujrzawszy tłum ludzi i piramidy zabawek.
Znalezienie odpowiedniej gry zajęło nam trochę czasu. W końcu jednak
zdecydowaliśmy się na grę „5 sekund – edycja specjalna”. Alan doskonale włada
językiem polskim, ponieważ siostra dołożyła wszelkich starań, by dziecko
swobodnie porozumiewało się zarówno językiem ojczystym ojca jak i
matki. Po powrocie do domu zapakowaliśmy prezent, dorzuciliśmy masę słodyczy,
choć wiem , że dostanę za to burę, ponieważ siostra stara się ograniczać
smakołyki maluchowi. Pomyślałem jednak, że święta to czas wyjątkowy, więc
chciałem troszkę Alankowi osłodzić. Miałem także nadzieję, że gra „5 sekund –
edycja specjalna” spodoba się chrześniakowi. Paczki zazwyczaj dochodzą do
Irlandii w kilka dni. Tym razem jednak, ze względu na czas przedświąteczny i wzmożony ruch na poczcie, nadałem ją dwa tygodnie
wcześniej. Teraz czekam już tylko na widomość od siostry, czy Alanowi spodobał
się prezent.
środa, 16 marca 2016
Losowanie prezentów
Co roku mam
ten sam problem dotyczący wyboru prezentu dla każdego członka naszej rodziny,
począwszy od babci po najmłodszą Julkę. Nie wspominam już o
aspekcie finansowym tego całego obdarowywania się. Pod tym względem nie lubię
Świąt Wielkanocnych. Ostatnio w pracy koleżanka opowiadała o panujących w jej
rodzinie wielkanocnych zwyczajach. Bardzo mi się one spodobały, przede
wszystkim dlatego, że miesiąc przed świętami robią rodzinne losowanie. Każdy
losuje los i w ten sposób żadna osoba nie jest pominięta przy rozdawaniu
prezentów przy stole świątecznym. Można wówczas pokusić się o jakiś
porządniejszy i bardziej kosztowny upominek dla obdarowywanego. Pomysł tak
bardzo mi się spodobał, że postanowiłem zaproponować go swojej rodzince. Z
entuzjazmem wszyscy przyjęli moją propozycję. Kilka dni później spotkaliśmy się
i ciągnęliśmy losy z kapelusza. Najbardziej obawiałem się ,że trafi mi się
babcia. Z nią mam zawsze problem , albowiem nigdy nie wiem co tak naprawdę by
ją ucieszyło. Na całe szczęście wylosowałem Julkę i byłem z tego powodu bardzo
zadowolony, bo od razu wiedziałem jaki prezent mogę jej kupić. Julka bardzo
lubi układać puzzle z księżniczkami. Byłem ostatnio przypadkiem w pobliskim
sklepie i widziałem na jednej z półek puzzle ”Minnie”. Odetchnąłem z ulgą.
Lepiej trafić nie mogłem. Teraz wystarczyło odwiedzić sklep i problem z głowy.
Moje szczęście nie trwało jednak długo, ponieważ okazało się, że kilka dni temu
został sprzedany ostatni egzemplarz mojego idealnego prezentu. Byłem w kropce.
Pani ekspedientka oczywiście starała się przekonać mnie do innych puzzli, ale
nie byłem z tego pomysłu zadowolony. Podziękowałem więc za pomoc i rozczarowany
opuściłem sklep. Następnego dnia pomyślałem ,że przecież to nie koniec świata i
ruszyłem w rajd po hurtowniach z zabawkami. Wycieczka trwała pół dnia, ale nie
udało mi się znaleźć puzzli ”Minnie”. Zostały już tylko dwa punkty. Tym razem
szczęście mi sprzyjało. Kupiłem układankę i zadowolony wróciłem do domu.
poniedziałek, 14 marca 2016
Adaś i Patryk
Zbliżały się Święta Wielkanocne. Żona jak zwykle uwijała się
w kuchni, z której dochodziły wspaniałe zapachy. Oczekiwaliśmy przybycia córki
z zięciem i wnukami.
Rzadko ich widujemy, ponieważ kilka lat temu wyjechali na stałe za granicę i
przyjeżdżają do Polski tylko dwa razy do roku, na Święta Bożego Narodzenia i
Święta Wielkanocne. Zięć pochodzi z gór , więc zazwyczaj do nas zaglądają tylko
na jedne święta, a drugie spędzają u
jego rodziców. Cieszyliśmy się niezmiernie, że w końcu zobaczymy wnuki. Adaś,
starszy z braci skończył niedawno dziesięć lat, a Patryk jest o dwa lata
młodszy. Podczas, gdy żona piekła babkę wielkanocną, poszedłem zrobić porządki
na strychu. Żona nigdy tam nie zagląda, bo mówi, że boi się myszy, choć żadnej
jeszcze nigdy nie widziałem. W kącie stała wielka skrzynia z rożnymi szpargałami. Postanowiłem przejrzeć
jej zawartość. Ku mojemu zaskoczeniu na samym dnie odkryłem jakąś nieznaną mi
grę planszową „ 5 sekund Junior ”. Nie wyglądała na starą i nie miałem pojęcia
skąd się tam znalazła. Po chwili namysłu przypomniałem sobie, że w ubiegłym
roku podczas wizyty córki , dzieciaki buszowały cały wieczór właśnie na
strychu. Widocznie któryś z nich musiał
ją tam ukryć i o niej zupełnie zapomniał. Zszedłem do kuchni i pokazałem żonie
ciekawe znalezisko. Zrobiłem zdjęcie grze „ 5 sekund Junior” i wysłałem do
Adama z zapytaniem, czy przypadkiem nie
wie jakim cudem gra znalazła się na samym dnie ogromnego kosza na strychu.
Okazało się, że w tamtym roku Adaś z Patrykiem pokłócili się o tą grę. W końcu
córka ją schowała pod łóżko w sypialni i najprawdopodobniej młodszy urwis
znalazł grę i schował ja na strychu, a później zupełnie o niej zapomniał. Adaś
ucieszył się na wieść o tym ,że się odnalazła, bo bardzo lubił w nią grać.
Dokończyłem porządki na strychu i poszedłem do kuchni pomóc żonie w krojeniu
warzyw do sałatki.
piątek, 11 marca 2016
Lena i Anna
Kika dni temu zadzwoniła do mnie córka i poprosiła o pomoc w
opiece nad wnuczką z uwagi na całodzienny
wyjazd szkoleniowy z pracy. Lidka ma osiem lat, więc nie mowy by
zostawić dziecko bez opieki na tak długi czas. Oczywiście zgodziłem się .
Zacząłem się zastanawiać w jaki sposób mogę urozmaicić Lidce ten nudny dzień z
dziadkiem. Rozważania moje przerwał telefon. Dzwonił Kazik, sąsiad z domu obok.
Chciał się podzielić nowiną albo też użalić się nad swoim losem. Trudno go było
wyczuć. W każdym razie okazało się, że nazajutrz przyjeżdża do niego wnuczka
Anna, którą będzie musiał zająć się sam, ponieważ żona akurat tego dnia ma
umówioną wizytę w klinice okulistycznej
w pobliskim mieście. Przerwałem jego potok słów i zupełnie spokojnie
oznajmiłem, że ja również tego dnia będę miał u siebie małego gościa. Kazik był
przeszczęśliwy, bo nagle sytuacja właściwie sama się rozwiązała. Dziewczynki
zajmą się wspólną zabawą, a i my będziemy mogli rozegrać małą partyjkę w naszego ulubionego tysiąca. Zanim
przyjechały dziewczynki odwiedziliśmy sklep z zabawkami i kupiliśmy
zestaw puzzli „Barbie i jej super przyjaciele”, ponieważ obie uwielbiały
bajkową księżniczkę. Potem wstąpiliśmy jeszcze na drobne zakupy, żeby zaspokoić
dziecięce apetyty na łakocie. W końcu przyjechała Lenka. Minę miała troszkę
skwaszoną, bo zawsze mówiła że u dziadka jest nudno i nie ma co robić. Zapowiedziałem
niespodziankę i czekałem na telefon od Kazika z wiadomością, że przybyła
Anna. Trwało to niecałą godzinkę. Troszkę nadąsaną Lidkę chwyciłem za rękę,
kazałem jej zamknąć oczy i się nie odzywać. Przeszedłem przez podwórze na plac
Kazika. Sąsiad tak samo postąpił z Anną. Zaprowadziliśmy dziewczynki do ogrodu
za domem . Jednocześnie kazaliśmy dziewczynkom otworzyć oczy. Lidka i Anna
przez dłuższą chwilę stały osłupiałe. W końcu zrozumiały, że ten dzień wcale
nie będzie nudny. W ogrodzie urządziliśmy z Kazikiem mały pałacyk dla
dziewczynek, w którym stał mały stoliczek z łakociami i zakupione przez nas
puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele”. Dziewczynki promieniały, a my z Kazikiem usiedliśmy w
altanie rozpoczęliśmy partyjkę karcianą.
środa, 9 marca 2016
Świetna zabawa
Wczoraj ucztowałem na przyjęciu mojego najlepszego
przyjaciela Marka. Było ono organizowane
u niego w domu z okazji jego imienin, na które zostali zaproszeni najbliżsi
przyjaciele oraz rodzina. Panowała tam bardzo przyjemna atmosfera. Kiedy już
każdy złożył życzenia jubilatowi , zasiedliśmy do stołu, który był zastawiony
mnóstwem przepysznych potraw. Poruszane zostawały tam przeróżne tematy ,
chociaż przeważającą większość stanowiła polityka. Humor także każdemu
dopisywał , nikt nie był znużony rozmową tylko brał w niej czynny udział. Z drugiego pokoju
, gdzie przebywali młodsi także słychać było śmiech, oraz dyskusje na wiele
tematów. Zaciekawiony wstałem od stołu
i poszedłem zobaczyć , co
młodzież robi. Kiedy otworzyłem drzwi, Małgorzata,18-letnia córka Marka
spojrzała się na mnie, uśmiechnęła i zapytała czy chcę dołączyć do nich. Grali
oni w jakąś ciekawą grę. Usiedli w kółku ,a na środku leżało pudełko z kartami
i planszą. Gosia wylosowała kartę dla gracza ,który siedział na tzw. ‘gorącym
krześle’ i musiał on odpowiedzieć poprawnie na 3 pytania w zaledwie parę
sekund. Kiedy obejrzałem się za siebie , zebrani goście także do mnie dołączyli
i przyglądali się rozrywce nastolatków. Po chwili zdecydowaliśmy, że dołączymy
do nich. Gra nosiła nazwę „5 sekund –
Edycja specjalna”. Była świetna! Kiedy zasiadłem na gorącym krześle i musiałem
odpowiedzieć na pytania , starałem nie skupiać się na rozpraszających kulkach
przesuwających się po spirali czasomierza. W przypływie adrenaliny nie miałem
pojęcia, czy poprawnie odpowiedziałem na każde pytanie. Inni oceniali ,czy
odpowiedź była dobra, czy też przeciwnie. Wszyscy świetnie się bawiliśmy ,
zarówno starsi , jak i młodsi. Po
ekscytującej godzinie gry „ 5 sekund – Edycja specjalna” z powrotem zasiedliśmy
do stołu , jednak głównym tematem tym razem nie była polityka i życie
codzienne, lecz ta gra! Każdy był nią zafascynowany ! Zdecydowałem ,że kupię ją
w prezencie mojej
bratanicy , która ma niedługo urodziny, ponieważ gra nie tylko jest doskonałym
lekarstwem na nudę i spędzanie wolnego czasu, ale gra ” 5 sekund – Edycja specjalna
„ to wprost idealna propozycja na zabicie nudy. Myślę ,że jej też się spodoba,
a imieniny Marka były jednym z najlepszych przyjęć, na jakich kiedykolwiek
byłem.
poniedziałek, 7 marca 2016
Wieczór gier
Czas upływał bardzo szybko, zanim każdy się obejrzał była
końcówka ferii zimowych. Spotkania ze znajomymi , rodziną , wyjazdy w góry, nad
morze , niedługo to wszystko się skończy i powróci znowu szara codzienność.
Praca, praca i jeszcze raz praca. Dużo mniej czasu na przyjemności, odpoczynek
. Postanowiłem więc zaprosić najbliższych na uczczenie końcówki zimowej
przerwy. Mimo tego, że zostało jeszcze tylko parę dni , ja już mam wiele
wspaniałych wspomnień. Postanowiłem zorganizować wieczór gier rodzinnych. Kiedy
wszystko już zaplanowałem, zadzwoniłem do przyjaciół i rodziny, aby ich
zaprosić na ten wspaniale spędzony czas. Każdemu podobał się ten pomysł i wszyscy potwierdzili swoją obecność.
Przed przyjściem gości wybrałem się po zakupy do supermarketu oraz do piekarni.
W domu na jednym stole postawiłem jedzenie razem z talerzykami i piciem, a na
drugim mnóstwo gier planszowych. Po jakimś czasie rozległ się pierwszy dźwięk
dzwonka. Goście powoli się schodzili. Po upływie trzydziestu minut każdy był już
na miejscu. Dzieci także oczywiście nie zabrakło. W wesołym nastroju
rozpoczęliśmy zabawę. Pierwszą grą były „Scrabble”. Wszystkim się podobało ,
słowa jakie były wymyślane każdego rozbawiły po pachy. Następnie sięgnęliśmy po
„Monopoly” ,a także po klasyczne „Statki”. Podzieliliśmy się na grupy i każda
drużyna wyznaczała osobę do danej gry ,która pójdzie na „pierwszy ogień”.
Później kolejna osoba z drużyny próbowała swoich sił w tej samej grze.
Wygrywała drużyna, która pod koniec wieczoru miała najwięcej punktów z każdej konkurencji. Później żeby
pobawić się z dziećmi, zagraliśmy w grę „5 sekund Junior”. Polegała ona na
prawidłowym odpowiadaniu na pytania w pięć sekund. Po odczytaniu zadania trzeba
było przekręcić czasomierz, po którym przesuwały się kuleczki, które nieco
rozpraszały zawodnika i jak najszybciej odpowiedzieć. Gra posiadała także karty
wydłużające czas o pięć sekund oraz karty, dzięki którym można było zmienić
pytanie. Wygrywał ten , kogo pionek był pierwszy na mecie planszy. Każdy
świetnie się bawił. Pod koniec wieczoru po ogłoszeniu wyników, która drużyna
wygrała, wytypowaliśmy najlepszą grę wieczoru. Po długiej dyskusji doszliśmy do
wniosku, że na pierwsze miejsce zasługuje gra dla młodszych, jak i starszych ,
mowa oczywiście o grze „5 sekund Junior”. Chwilę po tym goście zaczęli się
rozchodzić ,lecz muszę przyznać, że był to wspaniały dzień, który trzeba kiedyś
jeszcze powtórzyć !
piątek, 4 marca 2016
Odwiedziny
Tydzień temu podczas ferii zimowych przyjechał do mnie w
odwiedziny mój dziewięcioletni wnuczek-Wiktor. Podbiegł do mnie ucieszony i
obdarzył mnie swoim cudownym uśmiechem oraz ofiarował pudełko pysznych
czekoladek wraz z piękną laurką. Zdziwiło mnie, z jakiej to okazji, lecz
później przypomniałem sobie o Dniu Dziadka. Ostatnio rzuciłem się w wir pracy i kompletnie zapomniałem o tym
szczególnym dniu. Wiktorek od razu po wręczeniu mi podarków, zaczął opowiadać
co u niego słychać. Opowiadał o
szkole i przeróżnych zabawach i grach ,poprzez które przypomniało mi się także swoje
dzieciństwo. Zauważyłem, że w niektóre zabawy dzieci w tym pokoleniu nadal się
bawią ,co mnie ucieszyło, więc zacząłem opowiadać także o rozrywkach jakie uwielbiałem, gdy byłem
w jego wieku. Jednak najbardziej lubiłem gry planszowe oraz puzzle, które do
dziś w wolnym czasie układam. Jest to jedna z najlepszych moim zdaniem rzeczy
na robienie w chwilach odpoczynku . Puzzle nie tylko uczą logicznego myślenia,
lecz także wspomagają koncentrację oraz wpływają świetnie na pamięć. Chwilę po
tym , jak skończyłem opowiadać , mój wnuczek pobiegł po torbę z zabawkami
,którą ze sobą przywiózł i wysypał jej zawartość na łóżko. Były tam klocki
lego, różnego rodzaju autka i ludziki oraz puzzle „Avengers”,które dostał
ostatnio na urodziny. Wiktorek momentalnie chwycił za puzzle i poprosił mnie
żebyśmy je razem poukładali. Wnuczek
zaczął mi opowiadać historię tytułowych ‘Avengersów’, których wprost uwielbia.
Ze wszystkich superbohaterów najbardziej lubił Hulka, który miał nadludzką siłę
oraz wytrzymałość, nad którą nie miał żadnej kontroli. Wnuczek opowiedział
również mi o Iron Manie, który dzięki swojej zbroi potrafił latać i strzelać
laserami oraz o Thorze, który także posiadał nadludzką siłę, a jego atrybutem
był młot. Układanie puzzli „Avengers” oraz opowiadania o bohaterach pochłonęły
nas bez reszty. Nim się obejrzeliśmy, był już wieczór. Zrobiłem wnuczkowi
kolację ,a po niej niestety przyjechali rodzice ,aby go odebrać. Pożegnałem się
z Wiktorkiem i pomachałem mu na drogę. Muszę stwierdzić ,iż to był wspaniały
Dzień Dziadka.
środa, 2 marca 2016
Wyjazd w góry
Tydzień temu wybrałem się ze znajomymi i ich małą córeczką
Wiktorią na narty do Muszyny. Nie potrafiłem za bardzo jeździć, ale
stwierdziłem, że w końcu trzeba się kiedyś nauczyć. Trzy dni przed wyjazdem
zarezerwowaliśmy uroczy dom razem z wyżywieniem i karnetem na stok w komplecie.
Cena była całkiem przyzwoita. Kiedy wyjeżdżaliśmy warunki pogodowe nie były za
ciekawe, szczególnie do jazdy samochodem. Jechaliśmy bardzo powoli, ponieważ całą
drogę padał śnieg, a na drogach było strasznie ślisko. Kiedy dojechaliśmy na
miejsce był już wieczór i każdy z nas marzył o położeniu się do łóżka. Następnego
dnia, kiedy wszyscy się wyszykowali , wybraliśmy się najpierw pozwiedzać
okolicę ,a później na stok narciarski. Powiem szczerze, że na początku nie szło
mi za dobrze ,ale po paru zjazdach z mniejszej góry wychodziło mi coraz lepiej.
Czas leciał bardzo szybko ,a ja nie zdawałem sobie nawet sprawy jak jeżdżenie
na nartach może być męczące. Wracając do domu mój przyjaciel Adam poślizgnął
się i skręcił kostkę, co zasmuciło niestety nas wszystkich. Stwierdziliśmy, że
nie pójdziemy bez niego na stok, więc cały drugi dzień spędziliśmy w domku.
Jednakże nie nudziliśmy się ,a atmosfera była bardzo radosna. Rozmawialiśmy o
przeróżnych kwestiach i bawiliśmy się z małą Wiktorią. Pod wieczór kiedy
wszyscy siedzieliśmy przy stole, dziewczynka położyła na nim puzzle „Kąpiel
prosiaczka” i poprosiła nas żebyśmy je z
nią poukładali. Obrazek przedstawiał Kubusia puchatka i jego przyjaciół. Dziewczynka
uwielbiała te postacie i podczas układania elementów układanki opowiadała nam o
ich przygodach. Jej rodzice powiedzieli, że mała ma wiele maskotek z Kubusia Puchatka
oraz mnóstwo gier o tytułowym bohaterze, jednakże najbardziej ze wszystkich
podobała jej się „Kąpiel Prosiaczka”, czego zresztą nie dało się nie zauważyć.
Kiedy układała te puzzle ,ani na chwilkę nie zniknął uśmiech z jej twarzy. Następnego
dnia spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do domu i mimo przeciwności losu ,
świetnie spędziliśmy czas. Uświadomiłem sobie wtedy, że nawet w obecnych
czasach ,gdzie gadżety elektroniczne można spotkać na każdym kroku , dzieci
potrafią spędzać czas bawiąc chociażby układając puzzle jak za dawnych lat.
Następnego dnia spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do domu i mimo
przeciwności losu , świetnie spędziliśmy czas .
Subskrybuj:
Posty (Atom)