Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze spotykaliśmy się u Tomasza.
Od wielu lat mamy kilku znajomych, z którymi uwielbiamy spędzać wolne chwile. Świetnie
się dogadujemy. Każda impreza czy spotkanie wygląda inaczej, ale zawsze jest wesoło
i sympatycznie. Jak już wspomniałem spotykamy się u Tomasza, bo ma ogromny dom.
Co więcej często organizujemy spotkania w ten sposób, że w salonie na parterze zbierają się
chłopcy, zaś na piętrze w równie sporym pomieszczeniu odbywa się zebranie
naszych pań. Jest to całkiem dogodne rozwiązanie. My możemy spędzić czas w
męskim towarzystwie, a dziewczyny mogą spokojnie sobie poplotkować
.Podczas takich spotkań bywa i tak, że
prosimy nasze panie, aby zeszły do salonu i umiliły nam wieczór swoim
towarzystwem. Natomiast, gdy mamy ochotę na jakąś grę towarzyską Tomek przynosi
„ 5 sekund”. To nasza ulubiona pozycja. Kilka dni temu postanowiliśmy
zorganizować sobie wieczór Andrzejkowy. Dziewczyny przygotowały specjalnie na tę
okazję całą masę wymyślnych wróżb, a my zajęliśmy się napojami wyskokowymi.
Nasza znajoma zaproponowała, by do naszego grona dołączyli jej nowi sąsiedzi.
Właściwie nie mieliśmy nic przeciwko temu. Nowe znajomości to również świeże
pomysły na dobrą zabawę. Na wszelki jednak wypadek, gdyby się okazało, że nie
nadajemy na tych samych falach Tomek od razu przyniósł naszą ulubioną grę „ 5
sekund”. Ona zawsze pomagała nam rozładować zdarzające się czasami napięcia.
Zebraliśmy się około siedemnastej. Nowi goście Anna i Marek okazali się bardzo sympatyczną
parą. Wznieśliśmy toast za nasze kolejne spotkanie no i oczywiści nowych
znajomych i
przystąpiliśmy do wróżb. Nie było to raczej męskie zajęcie, ale poddaliśmy się
naszym paniom, by nie sprawić im przykrości i z uśmiechem na twarzach czynnie
braliśmy udział we wszystkich zabawach. Po niemalże dwóch godzinach przelewania
wosku i innych dziwnych rzeczy, ku naszej uciesze panie stwierdziły, że udają
się na piętro porozmawiać o sprawach kobiecych, które raczej nie są
przeznaczone dla męskiej części towarzystwa. Właściwie przewidzieliśmy z
chłopakami taki obrót sprawy i włączyliśmy galę boksu.
środa, 30 listopada 2016
poniedziałek, 28 listopada 2016
Sobota nad rzeką
W ubiegłą sobotę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę.
Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na
łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna
bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są
naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się w kuchni, by przygotować kosz
piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw
wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło
przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na
ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na
nich czekać dobre pół godziny. W końcu wyruszyliśmy. Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna
trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na
łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja przygotowałem swój sprzęt wędkarski i
usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała,
nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po
godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli
się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoją ulubioną grę zręcznościową „Mistakos”.
Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło
burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski,
kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości,
żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w
wygodnym krześle turystycznym i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy
rozgrywają kolejną partyjkę gry zręcznościowej „Mistakos”, którą kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie
rozstawali się z nią podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu można było skosztować grillowanych pyszności.
Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o
niebo lepiej niż w czterech ścianach. Po
obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W
końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do
samochodu, ale ta sobota upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.
piątek, 18 listopada 2016
Prezenty
Wczoraj pojechaliśmy z żoną na większe zakupy do supermarketu.
Na parkingu cudem znaleźliśmy wolne
miejsce , w sklepie również panował straszny
tłok. Kolejki były okropnie
długie. Ku mojemu zaskoczeniu, choć to dopiero połowa listopada, na półkach
sklepowych kipiało wprost od ozdób świątecznych. Westchnąłem głęboko, bo nie
lubię tego zwariowanego okresu . Zrobiliśmy zakupy, nie obyło się oczywiście
bez zakupu nowego stroika świątecznego
na stół wigilijny. W kolejce do kasy staliśmy bagatela pół godziny. Koszmar. Na
całe szczęście dzisiaj jest niedziela, więc można troszkę odetchnąć od
wszystkiego. Długo jednak nie nacieszyłem się spokojem. Po obiedzie przyszła
moja małżonka i oświadczyła, że muszę jej pomóc w zrobieniu listy świątecznych
upominków dla naszych wnuków. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł, bo właśnie
ogarniała mnie słodka drzemka. Wiedziałem jednak, że żona nie odpuści tak łatwo
. Stwierdziłem, że im szybciej uporamy się z tym tematem , tym szybciej będę
mógł przymknąć oko. Usiadłem więc na kanapie, włączyłem internet i zacząłem
poszukiwania . Potrzebowaliśmy kupić prezent dla Natalki, Marcela i Igora. Z
upominkiem dla wnuczki uporaliśmy się szybciutko. Zamówiliśmy jej prostownicę
do włosów, ponieważ stara właśnie jej się popsuła i codziennie słychać było
dobiegające z piętra wyżej lamenty młodej panny. Gorzej było z prezentami dla
wnuków. Igor i Marcel są w tym samym wieku i interesują się podobnymi zabawkami. Po
przejrzeniu kilku aukcji w oko wpadła mi
gra „ 5 sekund junior” , ale moja szanowna małżonka uznała, że
układanki i gry nie są teraz modne i należy pomyśleć o jakiejś grze
komputerowej. Mnie ten pomysł się nie podobał . Dzieciaki tyle czasu siedzą
przy komputerach, że zakup kolejnej gry uznałem za głupotę. Dyskusja co do
wyboru prezentu była tak zacięta, że się posprzeczaliśmy i moja obrażona
małżonka stwierdziła, że uda się do sklepu sama i kupi prezent dzieciakom na
miarę dwudziestego pierwszego wieku. Ja natomiast będąc przekonany swoich racji
zakupiłem internetowo dwa opakowania
gier „ 5 sekund junior” . Zadowolony, że żona w końcu odpuściła
położyłem się z powrotem na kanapie i zasnąłem.
środa, 16 listopada 2016
Maraton filmowy
Kilka dni temu wybrałem
się z moim wnuczkiem Bartkiem do kina na maraton filmowy. Trwał on od godziny
12.00 do 20.30 wieczorem. Był to maraton sagi "Gwiezdne Wojny".
Wnuczek był strasznie podekscytowany na myśl o tamtejszym dniu. Strasznie
uwielbiał każdą część tej sagi, nawet pościel miał z nadrukiem jej bohaterów.
Przed wejściem do sali kinowej kupiliśmy popcorn razem z napojami oraz nachosy
serowe w zestawie. Bartek był nim zachwycony, ponieważ znajdował się w nim
specjalny kubek z postaciami "Gwiezdnych Wojen". Kiedy weszliśmy na
salę i zajęliśmy miejsca, światło zgasło. Oczywiście reklamy trwały kilka
minut, które dłużyły się w nieskończoność. Każdy nie mógł się doczekać, kiedy
puszczą pierwszy film. Wszystkie miejsca na sali były zajęte. Po reklamach
została puszczona jedna z części sagi. Po niej była krótka przerwa, po której
miała lecieć kolejna. Nagle na środek sceny wyszła obsługa kina, która ogłosiła
konkurs z nagrodami. Trzeba było tylko odpowiedzieć poprawnie na pytania.
Bartek znał każdą część sagi na pamięć, więc zachęciłem go do zgłoszenia się.
Niepewny podniósł rękę po czym poproszono go na środek. Po prawidłowym
odpowiedzeniu na kilka pytań mój wnuczek otrzymał nagrodę w postaci puzzli 4w1
"Dobrzy kontra źli". Zawierały one cztery układanki, które
przedstawiały bohaterów VII epizodu sagi "Star Wars". Bartuś był
strasznie szczęśliwy z powodu wygranej. Pod koniec dnia, po opuszczeniu kina
udaliśmy się do domu, ponieważ byliśmy trochę zmęczeni siedzeniem cały czas w fotelach.
Jednak muszę przyznać, że to był świetny dzień, a puzzle 4w1"Dobrzy kontra
źli" będą dla Bartka świetną pamiątką!
wtorek, 15 listopada 2016
Wesołe miasteczko
Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej
okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim
miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się
tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu,
zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym
początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na
przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne
strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam
mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem
wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych
kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji
udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła
unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała
samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z
innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie
wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła
nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle
spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba
najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy
kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje
kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy
budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam
korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne.
Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z
różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci
zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem
wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra
planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy
opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się
doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu
wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami
i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „ o podmorskim świecie z sympatyczną rybką
jest najlepszą jaką dotąd miała.
Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.
środa, 9 listopada 2016
Przyjęcie
Podekscytowany dmuchałem ostatni balon.Związałem go kokardką, aby powietrze
z niego nie uchodziło i powiesiłem przy wejściu do salonu. Rozejrzałem się
dookoła i stwierdziłem, że urodzinowa dekoracja wygląda bardzo obiecująco. Na
stole poukładałem kolorowe talerzyki i sztućce, zaś na jego środku ustawiłem
trzypiętrowy, różowy tort, którego szczyt zdobiła figurka lalki Barbie oraz
innych bajkowych postaci. Krzesła oplatały kolorowe kokardy oraz wielobarwne
balony. Serpentyny zahaczyłem o żyrandol i karnisze, a na szafeczce obok
postawiłem zapakowany prezen dla mojej ukochanej wnuczki Julki. Kupiłem jej grę
edukacyjną „ A to było tak… „ponieważ
bardzo chciała ją dostać. Kiedy wszystko było przygotowane udałem się po
solenizantkę. Julia czekała z mamą w pokoju obok szykując się do swojego
przyjęcia. Kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem ją w pięknej różowej sukieneczce.
Włosy miała zaplecione w warkocza,a na głowie miała koronę jak na prawdziwą
księżniczkę przystało. Zaprosiłem ją do salonu ,a ta skoczyła mi w ramiona.
Kiedy ją zaniosłem do udekorowanego pokoju, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Według niej wszystko było idealne ,ale najbardziej podobał jej się tort. Nie
mogła się już doczekać kiedy przyjdą goście i zdmuchnie świeczki, pomyślawszy
życzenie. Wyrwałem wnuczkę z zadumy i pokazałem jej stolik,na którym stał
prezent. Ucieszona od razu go otworzyła. Strasznie jej się podobał. Byłem dumny
z siebie, że potrafiłem ją uszczęśliwić. Po chwili rozległ się dzwonek do
drzwi. Goście powoli się zbierali. Julia witała swoich przyjaciół w drzwiach
kiedy to oni składali jej życzenia i dawali prezenty, zaś ja razem z moją córką
rozmawialiśmy z rodzicami oraz wymienialiśmy się z nimi numerami telefonów w
celu skontaktowania się, kiedy przyjęcie dobiegnie końca, aby zabrali swoje
pociechy do domu. Po torcie i wspólnym śpiewaniu "sto lat" dzieci
bawiły się w gry, śmiały się i dokazywały. Po wyjściu ostatniego gościa Julia
poprosiła mnie ,abym pomógł jej otwierać prezenty. Pod koniec stwierdziła
jednak, że ze wszystkich podarków, to gra edukacyjna „ A to było tak…"
historyjki obrazkowe które ode mnie dostała podobały jej się najbardziej.
wtorek, 8 listopada 2016
Piknik rodzinny
Ubiegły weekend postanowiłem spędzić ze swoimi wnukami.
Pogoda była wspaniała, więc zaplanowałem mały wypad za miasto. Jestem zapalonym
wędkarzem i znam chyba wszystkie pobliskie miejsca, które nadawałyby się na
rodzinny piknik. Z samego rana zapakowałem do auta niezbędny ekwipunek, koce,
leżaki, grill turystyczny no i oczywiście tak na wszelki wypadek mój nieodzowny
zestaw wędkarski. Stroną kulinarną zajęła się moją żona. Gdy wszystko było
spakowane pojechaliśmy po naszych wnuków : siedmioletniego Kamila i o rok
młodszego Patryka. Chłopcy byli bardzo podekscytowani wyprawą. Zabrali ze sobą
dwa wypchane po brzegi zabawkami plecaki. Na całe szczęście mój samochód jest
bardzo pojemny. Ruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że
nie my jedni wpadliśmy na pomysł pikniku.
Początkowo byłem troszkę rozczarowany. Miałem nadzieję, że będziemy
zupełnie sami i odpoczniemy nieco od gwaru innych ludzi. Jak się jednak okazało
nasi sąsiedzi także mieli ze sobą dwójkę chłopców w podobnym wieku do naszych
wnuków. Oczywiście dzieciaki bardzo szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Kamil i
Patryk wyciągnęli z auta swoje plecaki i zaprosili nowych kolegów do wspólnej
zabawy. Rozsiedli się wygodnie na dużym piknikowym kocu i zaczęli układać nową
grę zręcznościową Patryka „ Mistakos” . Patryk uwielbia gry zręcznościowe, oraz
wszelkie gry planszowe. Grę otrzymał kilka
dni temu od swojego wuja Leona,
który przyjechał na kilka dni z
Hamburga. Patryk był dumny, że jego nowa gra zręcznościowa „Mistakos” pochodzą
z zagranicy. Koniecznie musiał to obwieścić nowo poznanym kolegom. Chłopcy
zajęli się zabawą, a ja w tym czasie rozstawiłem swój awaryjny zestaw wędkarski
nad brzegiem rzeki, zaś żona zajęła się przygotowywaniem posiłku. Maluchy
bawiły się wyjątkowo grzecznie i cicho, więc można było się zrelaksować i nieco
odpocząć. Udało mi się nawet złowić rybkę na grilla. Był to bardzo udany dzień.
W drodze powrotnej, chłopcy znużeni harcami na świeżym powietrzu zasnęli. W
garści mocno ściskali adres nowych kolegów, mając nadzieję, że uda się im
jeszcze spotkać.
środa, 2 listopada 2016
Zaległa wycieczka
Jestem wychowawcą uczniów jednej z klas piątych szkoły podstawowej. Moje
dzieciaki nie należą do tych najgrzeczniejszych, ale są niewątpliwie bardzo
sympatyczne. Od czwartej klasy podczas godziny wychowawczej toczyły się
dyskusje na temat szkolnej wycieczki. W ubiegłym roku niestety zorganizowanie
jej nie było możliwe, gdyż miałem dosyć poważne problemy zdrowotne i przez
kilka miesięcy nie było mnie w szkole. Dzieciaki były bardzo zawiedzione.
Obiecałem im, że w nowym roku szkolnym pojedziemy na fajną kilkudniową
wycieczkę. Nie było już odwrotu. Opieka nad dzieciakami podczas takich wypraw
to nie lada wyzwanie i duży stres. Na
całe szczęście do uczestnictwa w
wycieczce dołączyła do nas inna klasa i opiekunów również uzbierała się liczna
grupka. Były więc spore szanse na okiełzanie młodych buntowników. Wybraliśmy
się do Krakowa. W autokarze dzieciaki zachowywały się całkiem przyzwoicie.
Najgorsze jednak są zawsze noce. Wtedy, zwłaszcza chłopcom przychodzą do głowy
niesamowite pomysły. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Po przyjeździe na miejsce, rozpakowaliśmy
walizki i udaliśmy się na Stary Rynek. Jak zwykle było tłoczno, ale i kolorowo.
Pod Sukiennicami dzieciaki kupiły pamiątki, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do
hotelu. Zbliżał się wieczór. Zrobiłem mały obchód. Wyglądało na to, że
zapowiada się nieprzespana noc. U
swoich uczennic zauważyłem na stole grę „ Kalejdoskop 50 gier” i spytałem czy
mogę wypożyczyć na dzisiejszy wieczór. Nie miały nic przeciwko temu. Zebraliśmy
się z opiekunami w jednym pokoju i ustaliliśmy dyżury. Dzieciom
zapowiedzieliśmy ciszę nocną od godziny 22. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę
z tego, że nie położą się grzecznie spać . Zaparzyłem mocną kawę i zaproponowałem partyjkę
wypożyczonej gry „ Kalejdoskop 50 gier”. Drzwi od pokoju na wszelki wypadek
zostawiliśmy uchylone, by słyszeć, co dzieje się na korytarzu. Dochodziła tak
zwana godzina policyjna. Wraz z pozostałymi opiekunami zajrzeliśmy do
wszystkich pokoi i życzyliśmy dzieciom dobrej nocy i udaliśmy się z powrotem do naszej
wartowni. To był początek długiej i męczącej nocy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)