środa, 30 listopada 2016

Spotkania u Tomka


Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze spotykaliśmy się u Tomasza. Od wielu lat mamy kilku znajomych, z którymi uwielbiamy spędzać wolne chwile. Świetnie się dogadujemy. Każda impreza czy spotkanie wygląda inaczej, ale zawsze jest wesoło i sympatycznie. Jak już wspomniałem spotykamy się u Tomasza, bo ma ogromny dom. Co więcej często organizujemy spotkania w ten sposób,  że          w salonie na parterze zbierają się chłopcy, zaś na piętrze w równie sporym pomieszczeniu odbywa się zebranie naszych pań. Jest to całkiem dogodne rozwiązanie. My możemy spędzić czas w męskim towarzystwie, a dziewczyny mogą spokojnie sobie poplotkować .Podczas  takich spotkań bywa i tak, że prosimy nasze panie, aby zeszły do salonu i umiliły nam wieczór swoim towarzystwem. Natomiast, gdy mamy ochotę na jakąś grę towarzyską Tomek przynosi „ 5 sekund”. To nasza ulubiona pozycja. Kilka dni temu postanowiliśmy zorganizować sobie wieczór Andrzejkowy. Dziewczyny przygotowały specjalnie na tę okazję całą masę wymyślnych wróżb, a my zajęliśmy się napojami wyskokowymi. Nasza znajoma zaproponowała, by do naszego grona dołączyli jej nowi sąsiedzi. Właściwie nie mieliśmy nic przeciwko temu. Nowe znajomości to również świeże pomysły na dobrą zabawę. Na wszelki jednak wypadek, gdyby się okazało, że nie nadajemy na tych samych falach Tomek od razu przyniósł naszą ulubioną grę „ 5 sekund”. Ona zawsze pomagała nam rozładować zdarzające się czasami napięcia. Zebraliśmy się około siedemnastej. Nowi goście Anna i Marek okazali się bardzo sympatyczną parą. Wznieśliśmy toast za nasze kolejne spotkanie no i oczywiści nowych znajomych                          i przystąpiliśmy do wróżb. Nie było to raczej męskie zajęcie, ale poddaliśmy się naszym paniom, by nie sprawić im przykrości i z uśmiechem na twarzach czynnie braliśmy udział we wszystkich zabawach. Po niemalże dwóch godzinach przelewania wosku i innych dziwnych rzeczy, ku naszej uciesze panie stwierdziły, że udają się na piętro porozmawiać o sprawach kobiecych, które raczej nie są przeznaczone dla męskiej części towarzystwa. Właściwie przewidzieliśmy z chłopakami taki obrót sprawy i włączyliśmy galę boksu.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Sobota nad rzeką


W ubiegłą sobotę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę. Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się           w kuchni, by przygotować kosz piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia      i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na nich czekać dobre pół godziny.      W końcu wyruszyliśmy.  Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja  przygotowałem swój sprzęt wędkarski i usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała, nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoją ulubioną grę zręcznościową „Mistakos”. Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski, kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości, żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w wygodnym krześle turystycznym i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy rozgrywają kolejną partyjkę gry zręcznościowej „Mistakos”, którą  kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie rozstawali się z nią podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu  można było skosztować grillowanych pyszności. Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o niebo lepiej niż  w czterech ścianach. Po obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do samochodu, ale ta sobota upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.

piątek, 18 listopada 2016

Prezenty


Wczoraj pojechaliśmy z żoną na większe zakupy do supermarketu. Na parkingu  cudem znaleźliśmy wolne miejsce , w sklepie również panował straszny  tłok.  Kolejki były okropnie długie. Ku mojemu zaskoczeniu, choć to dopiero połowa listopada, na półkach sklepowych kipiało wprost od ozdób świątecznych. Westchnąłem głęboko, bo nie lubię tego zwariowanego okresu . Zrobiliśmy zakupy, nie obyło się oczywiście bez zakupu  nowego stroika świątecznego na stół wigilijny. W kolejce do kasy staliśmy bagatela pół godziny. Koszmar. Na całe szczęście dzisiaj jest niedziela, więc można troszkę odetchnąć od wszystkiego. Długo jednak nie nacieszyłem się spokojem. Po obiedzie przyszła moja małżonka i oświadczyła, że muszę jej pomóc w zrobieniu listy świątecznych upominków dla naszych wnuków. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł, bo właśnie ogarniała mnie słodka drzemka. Wiedziałem jednak, że żona nie odpuści tak łatwo . Stwierdziłem, że im szybciej uporamy się z tym tematem , tym szybciej będę mógł przymknąć oko. Usiadłem więc na kanapie, włączyłem internet i zacząłem poszukiwania . Potrzebowaliśmy kupić prezent dla Natalki, Marcela i Igora. Z upominkiem dla wnuczki uporaliśmy się szybciutko. Zamówiliśmy jej prostownicę do włosów, ponieważ stara właśnie jej się popsuła i codziennie słychać było dobiegające z piętra wyżej lamenty młodej panny. Gorzej było z prezentami dla wnuków. Igor i Marcel są w tym samym wieku         i interesują się podobnymi zabawkami. Po przejrzeniu kilku aukcji w  oko wpadła mi gra „ 5 sekund junior”   , ale moja szanowna małżonka uznała, że układanki i gry nie są teraz modne i należy pomyśleć o jakiejś grze komputerowej. Mnie ten pomysł się nie podobał . Dzieciaki tyle czasu siedzą przy komputerach, że zakup kolejnej gry uznałem za głupotę. Dyskusja co do wyboru prezentu była tak zacięta, że się posprzeczaliśmy i moja obrażona małżonka stwierdziła, że uda się do sklepu sama i kupi prezent dzieciakom na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Ja natomiast będąc przekonany swoich racji zakupiłem internetowo dwa opakowania  gier „ 5 sekund junior” . Zadowolony, że żona w końcu odpuściła położyłem się z powrotem na kanapie i zasnąłem.

środa, 16 listopada 2016

Maraton filmowy


Kilka dni temu wybrałem się z moim wnuczkiem Bartkiem do kina na maraton filmowy. Trwał on od godziny 12.00 do 20.30 wieczorem. Był to maraton sagi "Gwiezdne Wojny". Wnuczek był strasznie podekscytowany na myśl o tamtejszym dniu. Strasznie uwielbiał każdą część tej sagi, nawet pościel miał z nadrukiem jej bohaterów. Przed wejściem do sali kinowej kupiliśmy popcorn razem z napojami oraz nachosy serowe w zestawie. Bartek był nim zachwycony, ponieważ znajdował się w nim specjalny kubek z postaciami "Gwiezdnych Wojen". Kiedy weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca, światło zgasło. Oczywiście reklamy trwały kilka minut, które dłużyły się w nieskończoność. Każdy nie mógł się doczekać, kiedy puszczą pierwszy film. Wszystkie miejsca na sali były zajęte. Po reklamach została puszczona jedna z części sagi. Po niej była krótka przerwa, po której miała lecieć kolejna. Nagle na środek sceny wyszła obsługa kina, która ogłosiła konkurs z nagrodami. Trzeba było tylko odpowiedzieć poprawnie na pytania. Bartek znał każdą część sagi na pamięć, więc zachęciłem go do zgłoszenia się. Niepewny podniósł rękę po czym poproszono go na środek. Po prawidłowym odpowiedzeniu na kilka pytań mój wnuczek otrzymał nagrodę w postaci puzzli 4w1 "Dobrzy kontra źli". Zawierały one cztery układanki, które przedstawiały bohaterów VII epizodu sagi "Star Wars". Bartuś był strasznie szczęśliwy z powodu wygranej. Pod koniec dnia, po opuszczeniu kina udaliśmy się do domu, ponieważ byliśmy trochę zmęczeni siedzeniem cały czas w fotelach. Jednak muszę przyznać, że to był świetny dzień, a puzzle 4w1"Dobrzy kontra źli" będą dla Bartka świetną pamiątką!

wtorek, 15 listopada 2016

Wesołe miasteczko


Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu, zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne. Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „  o podmorskim świecie z sympatyczną rybką

 jest najlepszą jaką dotąd miała. Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.

środa, 9 listopada 2016

Przyjęcie


Podekscytowany dmuchałem ostatni balon.Związałem go kokardką, aby powietrze z niego nie uchodziło i powiesiłem przy wejściu do salonu. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że urodzinowa dekoracja wygląda bardzo obiecująco. Na stole poukładałem kolorowe talerzyki i sztućce, zaś na jego środku ustawiłem trzypiętrowy, różowy tort, którego szczyt zdobiła figurka lalki Barbie oraz innych bajkowych postaci. Krzesła oplatały kolorowe kokardy oraz wielobarwne balony. Serpentyny zahaczyłem o żyrandol i karnisze, a na szafeczce obok postawiłem zapakowany prezen dla mojej ukochanej wnuczki Julki. Kupiłem jej grę edukacyjną  „ A to było tak… „ponieważ bardzo chciała ją dostać. Kiedy wszystko było przygotowane udałem się po solenizantkę. Julia czekała z mamą w pokoju obok szykując się do swojego przyjęcia. Kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem ją w pięknej różowej sukieneczce. Włosy miała zaplecione w warkocza,a na głowie miała koronę jak na prawdziwą księżniczkę przystało. Zaprosiłem ją do salonu ,a ta skoczyła mi w ramiona. Kiedy ją zaniosłem do udekorowanego pokoju, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Według niej wszystko było idealne ,ale najbardziej podobał jej się tort. Nie mogła się już doczekać kiedy przyjdą goście i zdmuchnie świeczki, pomyślawszy życzenie. Wyrwałem wnuczkę z zadumy i pokazałem jej stolik,na którym stał prezent. Ucieszona od razu go otworzyła. Strasznie jej się podobał. Byłem dumny z siebie, że potrafiłem ją uszczęśliwić. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Goście powoli się zbierali. Julia witała swoich przyjaciół w drzwiach kiedy to oni składali jej życzenia i dawali prezenty, zaś ja razem z moją córką rozmawialiśmy z rodzicami oraz wymienialiśmy się z nimi numerami telefonów w celu skontaktowania się, kiedy przyjęcie dobiegnie końca, aby zabrali swoje pociechy do domu. Po torcie i wspólnym śpiewaniu "sto lat" dzieci bawiły się w gry, śmiały się i dokazywały. Po wyjściu ostatniego gościa Julia poprosiła mnie ,abym pomógł jej otwierać prezenty. Pod koniec stwierdziła jednak, że ze wszystkich podarków, to gra edukacyjna „ A to było tak…" historyjki obrazkowe które ode mnie dostała podobały jej się najbardziej.

wtorek, 8 listopada 2016

Piknik rodzinny


Ubiegły weekend postanowiłem spędzić ze swoimi wnukami. Pogoda była wspaniała, więc zaplanowałem mały wypad za miasto. Jestem zapalonym wędkarzem i znam chyba wszystkie pobliskie miejsca, które nadawałyby się na rodzinny piknik. Z samego rana zapakowałem do auta niezbędny ekwipunek, koce, leżaki, grill turystyczny no i oczywiście tak na wszelki wypadek mój nieodzowny zestaw wędkarski. Stroną kulinarną zajęła się moją żona. Gdy wszystko było spakowane pojechaliśmy po naszych wnuków : siedmioletniego Kamila i o rok młodszego Patryka. Chłopcy byli bardzo podekscytowani wyprawą. Zabrali ze sobą dwa wypchane po brzegi zabawkami plecaki. Na całe szczęście mój samochód jest bardzo pojemny. Ruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nie my jedni wpadliśmy na pomysł pikniku.  Początkowo byłem troszkę rozczarowany. Miałem nadzieję, że będziemy zupełnie sami i odpoczniemy nieco od gwaru innych ludzi. Jak się jednak okazało nasi sąsiedzi także mieli ze sobą dwójkę chłopców w podobnym wieku do naszych wnuków. Oczywiście dzieciaki bardzo szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Kamil i Patryk wyciągnęli z auta swoje plecaki i zaprosili nowych kolegów do wspólnej zabawy. Rozsiedli się wygodnie na dużym piknikowym kocu i zaczęli układać nową grę zręcznościową Patryka „ Mistakos” . Patryk uwielbia gry zręcznościowe, oraz wszelkie gry planszowe. Grę otrzymał kilka   dni temu od swojego wuja Leona, który przyjechał na kilka dni  z Hamburga. Patryk był dumny, że jego nowa gra zręcznościowa „Mistakos” pochodzą z zagranicy. Koniecznie musiał to obwieścić nowo poznanym kolegom. Chłopcy zajęli się zabawą, a ja w tym czasie rozstawiłem swój awaryjny zestaw wędkarski nad brzegiem rzeki, zaś żona zajęła się przygotowywaniem posiłku. Maluchy bawiły się wyjątkowo grzecznie i cicho, więc można było się zrelaksować i nieco odpocząć. Udało mi się nawet złowić rybkę na grilla. Był to bardzo udany dzień. W drodze powrotnej, chłopcy znużeni harcami na świeżym powietrzu zasnęli. W garści mocno ściskali adres nowych kolegów, mając nadzieję, że uda się im jeszcze spotkać.

środa, 2 listopada 2016

Zaległa wycieczka


Jestem wychowawcą uczniów jednej z  klas piątych szkoły podstawowej. Moje dzieciaki nie należą do tych najgrzeczniejszych, ale są niewątpliwie bardzo sympatyczne. Od czwartej klasy podczas godziny wychowawczej toczyły się dyskusje na temat szkolnej wycieczki. W ubiegłym roku niestety zorganizowanie jej nie było możliwe, gdyż miałem dosyć poważne problemy zdrowotne i przez kilka miesięcy nie było mnie w szkole. Dzieciaki były bardzo zawiedzione. Obiecałem im, że w nowym roku szkolnym pojedziemy na fajną kilkudniową wycieczkę. Nie było już odwrotu. Opieka nad dzieciakami podczas takich wypraw to nie lada wyzwanie i duży stres.  Na całe szczęście do uczestnictwa     w wycieczce dołączyła do nas inna klasa i opiekunów również uzbierała się liczna grupka. Były więc spore szanse na okiełzanie młodych buntowników. Wybraliśmy się do Krakowa. W autokarze dzieciaki zachowywały się całkiem przyzwoicie. Najgorsze jednak są zawsze noce. Wtedy, zwłaszcza chłopcom przychodzą do głowy niesamowite pomysły. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.  Po przyjeździe na miejsce, rozpakowaliśmy walizki i udaliśmy się na Stary Rynek. Jak zwykle było tłoczno, ale i kolorowo. Pod Sukiennicami dzieciaki kupiły pamiątki, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do hotelu. Zbliżał się wieczór. Zrobiłem mały obchód. Wyglądało na to, że zapowiada się nieprzespana noc.     U swoich uczennic zauważyłem na stole grę „ Kalejdoskop 50 gier” i spytałem czy mogę wypożyczyć na dzisiejszy wieczór. Nie miały nic przeciwko temu. Zebraliśmy się z opiekunami w jednym pokoju i ustaliliśmy dyżury. Dzieciom zapowiedzieliśmy ciszę nocną od godziny 22. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie położą się grzecznie spać . Zaparzyłem mocną kawę             i zaproponowałem partyjkę wypożyczonej gry „ Kalejdoskop 50 gier”. Drzwi od pokoju na wszelki wypadek zostawiliśmy uchylone, by słyszeć, co dzieje się na korytarzu. Dochodziła tak zwana godzina policyjna. Wraz z pozostałymi opiekunami zajrzeliśmy do wszystkich pokoi i życzyliśmy dzieciom dobrej nocy    i udaliśmy się z powrotem do naszej wartowni. To był początek długiej                  i męczącej nocy.