Dużymi krokami zbliżało się zakończenie roku szkolnego. Z tej okazji razem z gronem pedagogicznym wymyślałem
przeróżne atrakcje na ten szczególny dzień m.in. gry zespołowe, gry planszowe,
a także krótkie przedstawienie prezentowane przez uczniów z naszej szkoły. Próby
do tego spektaklu odbywały się po zajęciach szkolnych pod okiem pani profesor
od zajęć artystycznych. Niestety dwa dni przed występem zachorowała, a dzieci potrzebowały kogoś, kto
da im kilka wskazówek i podtrzyma na duchu. Pan dyrektor postanowił ,abym to ja
właśnie dopilnował ,żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik, każde dziecko
nauczone swojej kwestii ,a każdy rodzic zadowolony ze swojej pociechy. Na pierwszym spotkaniu każde dziecko czytało
mi swoją rolę i wyrażało swoją opinię na temat
spektaklu. Wszyscy byli nim zachwyceni, lecz obawiali się zapomnienia swojego
tekstu. Aby odstresować małych aktorów wyjąłem z mojego plecaka małe pudełeczko,
które moim zdaniem powinno troszkę uspokoić wszystkich. Były to karty Trefl.
Jako, że znałem kilka karcianych sztuczek, postanowiłem nauczyć ich kilku z
nich. Wszyscy śmiali się i
dokazywali, a po kilku próbach dzieci czuły się jak prawdziwi magicy. Kiedy
nadeszła pora występu za sceną kilka osób powtarzało swoje kwestie, a reszta
dla rozluźnienia atmosfery, co mnie bardzo zdziwiło, wykonywała karciane
sztuczki. Sala powoli zapełniała się. W pierwszym rzędzie zasiadło grono
pedagogiczne, a za nim rodzice, dziadkowie i inni członkowie rodziny. Panował
tam niesamowity hałas. W pewnym momencie na środek sceny wyszła dyrekcja naszej
szkoły i gorąco powitała wszystkich gości. Wtedy na środek wybiegły dzieci,
które rozpoczęły swoje przedstawienie. Niestety pod koniec spektaklu jedna z
dziewczynek zapomniała tekstu, a na sali zapanowała cisza. Wtedy zza sceny
wyszedł pewien chłopczyk, który rozdał reszcie swoich kolegów i koleżanek karty Trefl.
Dzieci zeszły ze sceny próbując ratować sytuację i rozproszyły się wśród
widowni. Zaczął się wtedy pokaz sztuczek karcianych. Było to ogromnym
zaskoczeniem dla wszystkich i każdemu się podobał ten niespodziewany element
występu. Dzieci pod koniec zostały nagrodzone gromkimi brawami. Następnie
przyszedł czas na gry i zabawy, a po tym wręczenie świadectw. Ku mojemu
zaskoczeniu dzieci niechętnie wychodziły ze szkoły, lecz przyszedł czas na
upragnione wakacje. Rozbrzmiał ostatni szkolny dzwonek, dzieci podziękowały
wszystkim nauczycielom i udały się razem z bliskimi do swoich domów.
Dzisiejszy dzień strasznie mi się podobał, a dzieci pokazujące sztuczki
karciane widowni, aby pomóc koleżance, która zapomniała kwestii wywołały na
mnie ogromne wrażenie.
czwartek, 30 czerwca 2016
wtorek, 28 czerwca 2016
Leśna przygoda
Maj to dla mnie miesiąc szczególny, gdy cała przyroda z całym
impetem budzi się do życia. Jest to również okres bardzo radosny dla małych
przedszkolaków, gdyż coraz częściej udajemy się na spacery. Kilka dni temu z
grupą starszaków udaliśmy się na pieszą wycieczkę do lasu. Na szczęście pogoda
dopisała i dzieciaki
mogły spędzić troszkę czasu na łonie natury. Motywem przewodnim wycieczki było
zapoznanie najmłodszych jej uczestników z żyjącymi w lesie zwierzętami oraz
występującą tam roślinnością. Dzieci uważnie słuchały mojego wykładu. Przechadzaliśmy się więc , bacznie
obserwując naturalny ekosystem świata roślin i zwierząt. Poznawaliśmy przyrodę
za pomocą zmysłu wzroku, słuchu, dotyku, a także węchu. Dzieci oglądały różne
okazy przyrodnicze. Każdy starał się zapamiętać jak najwięcej odgłosów lasu. Po
lesie oprowadzał nas zaprzyjaźniony leśniczy. Dzieci pomimo tak młodego wieku
wykazały się dużą wiedzą na temat ochrony przyrody. W pewnym jednak momencie w
lesie nastała niemalże cisza, niebo zaciągnęły potężne czarne chmurzyska.
Wszystko wskazywało na zbliżającą się wielkimi krokami nawałnicę. Na całe
szczęście niedaleko znajdowała się leśniczówka, w której znaleźliśmy
schronienie. Wkrótce na zewnątrz rozpętało się prawdziwe piekło. Utknęliśmy w
środku na dobrą godzinę. Dzieciaki zaczęły się powoli nudzić , gdy
przypomniałem sobie, że do plecaka zapakowałem kilka gier planszowych, między
innymi lubianą przez maluchy najnowszą
grę firmy Trefl „ Boom, Boom Gdzie jest Dory ?” To był strzał w dziesiątkę.
Dzieciaki podzieliły się na grupy i w ciszy i skupieniu zajęły się zabawą. Pan
leśniczy przygotował dla maluchów słodki poczęstunek. Z zainteresowaniem obserwowałem rozgrywki
moich przedszkolaków. Uwagę moją przykuła jednak grupa grająca w „ Boom Boom
Gdzie jest Dory?” Gra tematyką i szatą graficzną nawiązywała do jednej z moich
ulubionych bajek produkcji Walta Disney’a. Postanowiłem przyłączyć się do gry.
Moja rozgrywka nie trwała jednak długo, gdyż niespodziewanie zza chmur wyjrzało
słońce i wkrótce mogliśmy
wyruszyć w drogę powrotną. Podziękowaliśmy leśniczemu za schronienie i
poczęstunek i zaprosiliśmy do odwiedzenia naszego przedszkola.
piątek, 24 czerwca 2016
Grilowanie z kartami
Kilka dni temu
zostałem zaproszony do swojego
kolegi na działkę . Mieliśmy spotkać się w sobotę w gronie starych znajomych z
czasów szkolnych. Oczywiście miało to być spotkanie tylko i wyłącznie płci
męskiej. Termin nie za bardzo mi odpowiadał, gdyż właśnie zaczęły się
mistrzostwa Euro w piłce nożnej, a ja jestem zagorzałym kibicem. Jednak
perspektywa spotkania kolegów, z którymi nie widziałem się już od ładnych
kilku, a nawet kilkunastu lat, wzięła górę. Zabrałem ze sobą na te okazję moje
ulubione karty Trefla, mając nadzieję, że będziemy mieli okazję rozegrać małą
partyjkę , jak za dawnych czasów. Pogoda była wspaniała, w sam raz na wieczorne
grillowanie. Tadeusz, u którego organizowany był nasz meeting , jest
właścicielem prężnie rozwijającej się firmy budowlanej. Nie zdziwił mnie więc
widok jego „małej działeczki”, położonej z dala od miejskiego zgiełku, na
skraju lasu. Domek letniskowy wraz z
altaną zostały zaprojektowany z dbałością o najmniejszy szczegół i z najwyższą
klasą. Architektura zieleni zapierała dech w piersiach. Wszystko tu było
dopieszczone i wypielęgnowane. Taka działka to prawdziwy rarytas. Na werandzie
stał ogromny stół i ławy w stylu góralskim. Gdy byliśmy już w komplecie, Tadeusz
rozpalił grilla , wznieśliśmy toast za spotkanie i ku naszemu zaskoczeniu,
jednym kliknięciem pilota gospodarz uniósł zewnętrzną roletę, rozsunęły się
okna , za którymi na ścianie znajdował się ogromny ekran telewizora. Wszystko tu
było zautomatyzowane. Jednym kliknięciem uruchomił telewizor i na ekranie
pojawił się obraz z transmisji meczu, którego jeszcze godzinę wcześniej
myślałem, że nie zobaczę. Każdy z przybyłych na ten widok wydał zdziczały
okrzyk radości. To było coś, co przesądziło o naszych nastrojach. Wieczór
zapowiadał się znakomicie. Jedzenie było pyszne, humory nam dopisywały, raz po
raz wznosiliśmy toast za spotkanie po latach, emocje związane z transmisją
meczu sięgały zenitu, a w przerwach rozgrywaliśmy partyjki moich ulubionych
kart Trefl. Znów poczuliśmy się jak nastoletni chłopcy. Był to wyjątkowy
wieczór, który na długo pozostanie w naszych pamięciach i mam nadzieję, że nie
był on ostatnim w takim składzie.
czwartek, 23 czerwca 2016
Infekcja
W zeszłym tygodniu całą naszą rodzinę dopadła jakaś podła
infekcja wirusowa. Wszystko zaczęło się wtorkowym popołudniem. Tego dnia nasz
syn Oliwier wrócił jak zwykle ze szkoły około godziny czternastej. Zazwyczaj po
drodze wstępuje na chwilkę do babci Jasi, licząc na jakąś pyszną przekąskę .
Tym jednak razem zadzwonił do mnie i poinformował mnie, że nie czuje się za
dobrze i idzie prosto do domu. Po powrocie z pracy okazało się, że Oliwier ma
gorączkę . Narzekał na ból głowy, mięśni i gardła. Nie czekając na żonę
pojechałem z synem do
przychodni. Lekarz przepisał lekarstwa i zalecił leżenie w łóżku do końca
tygodnia. Zazwyczaj Oliwier ucieszyłby się , że nie będzie chodził do szkoły.
Ku mojemu zaskoczeniu, po wyjściu z przychodni zaczął się lament. Początkowo
nie rozumiałem o co mu chodzi. Gdy jednak doszedł do siebie wydukał, że właśnie
dostał zaproszenie od swojego ulubionego kolegi ze szkolne ławy na przyjęcie
urodzinowe, które miało dobyć się w piątek. Wytłumaczyłem mu, że do piątku jest
jeszcze kilka dni i być może nic straconego. Następnego ranka infekcja wirusowa
dopadła również mnie i moją żonę. Cała nasza trójka leżała w łożkach. W
czwartek Oliwier poczuł się nieco lepiej, ale żywiołowy chłopiec nie mógł
poradzić sobie z nudą . Zaproponowałem, żeby przyniósł swoją ulubioną grę „ 5
sekund Junior”. Do wspólnej zabawy zaprosiliśmy również mamę, która właśnie
wstawiła mięso do piekarnika. Rzadko kiedy zdarza nam się w tygodniu spędzić
tyle czasu na rozrywce. Tym razem nie mieliśmy nic do stracenia, nic nas nie
goniło . Rozsiedliśmy się wygodnie na naszym ogromnym łożu w sypialni i przystąpiliśmy do
zabawy. Gra „ 5 sekund Junior” zawsze daje nam dużo frajdy. Osobiście bardzo ją
lubię, zresztą tak samo jak Oliwier. Nawet moja małżonka, która uważa, że to
straszny pochłaniacz jej cennego czasu, dała tym razem się ponieść emocjom. Gra
tak bardzo nas zajęła, że o mały włos nie mielibyśmy co zjeść na obiad. Na całe
szczęście nasz czujny pies w porę zwietrzył zagrożenie i zaczął strasznie
ujadać w kuchni. W piątek po południu Oliwier czuł się na tyle dobrze, że mógł
udać się na wyczekiwane urodziny kolegi.
wtorek, 21 czerwca 2016
Fabryka
Kilka dni temu wybrałem się ze swoją klasą na wycieczkę do
Gdyni. Celem naszej wyprawy była wizyta w jednej z najstarszych fabryk puzzli,
kart i gier planszowych Trefl. Początkowo dzieciaki ciężko było przekonać, że może to być ciekawe doświadczenie zobaczyć
od podszewki jak powstają lubiane i cenione gry. W końcu jednak udało mi się
namówić do wyjazdu całą klasę. Wyruszyliśmy wczesnym rankiem . Do przebycia
mieliśmy niespełna dwieście kilometrów. Nie była to trasa odległa. Humory
dopisywały wszystkim. Ku naszemu zaskoczeniu kierowca autokaru był rozśpiewanym
starszym Panem, który umilał nam czas podróży przeróżnymi piosenkami i co
najważniejsze był w tym całkiem dobry. Dzieciaki chętnie włączyły się do
śpiewu. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu. Przywitała nas młoda
przewodniczka i zaprosiła do środka. Zanim jednak weszliśmy na teren fabryki
opowiedziała nam krótko jej historię . Jak się okazało początkowo była to mała
rodzinna firma, którą w 1985 roku założył Pan Wierzbicki, produkująca puzzle. Z
roku na rok odnosząc sukcesy zaczęła rozwijać swoje skrzydła i wprowadzać na
rynek również gry planszowe. Niespełna dziesięć lat później firma kupiła nową
siedzibę w Sopocie. Była już wtedy dużym potentatem w swojej dziedzinie,
produkując nie tylko na rynek polski, ale także za granicę. Wkrótce założyła
drużynę koszykówki, jak się okazuje wielokrotnego mistrza Polski. Z roku na rok
rosła w siłę i rozszerzała swoją działalność. Nadal tworzy z myślą o dzieciach
i ich rodzicach. Trefl stał się firmą znaną i cenioną w Europie. Po krótkiej
lekcji historii ,w końcu mogliśmy zobaczyć jak wygląda w środku fabryka .
Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Nowoczesne maszyny i dziesiątki pracowników,
uwijających się jak pracowite mróweczki. Wszystko razem wyglądało
fantastycznie. Dzieciaki były wniebowzięte i robiły sobie setki zdjęć. Po
wyczerpującym spacerze po niekończących się ścieżkach fabryki, podziękowaliśmy
naszej wspaniałej przewodniczce, która z pasją i wielkim zaangażowaniem
opowiadała jej historię i udaliśmy się
na pyszny obiad. Wkrótce wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy do domu.
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Dzieńdziecka
Jak co roku
wybraliśmy się całą rodziną na organizowany przez firmę, w której pracuję od
kilkunastu lat, piknik z okazji Dnia Dziecka. W przeciwieństwie do poprzedniego
roku pogoda była wyśmienita. Impreza, tym razem odbyła się na miejskim
stadionie . Wszystkie atrakcje przygotowane dla najmłodszych były bezpłatne.
Dla lubiących rywalizację przygotowano konkurencje sportowo-rekreacyjne oraz
warsztaty taneczne i plastyczne. Były też postacie bajkowe, balonowe zwierzaki,
szkółka szczudlarska, przejażdżki na kucyku, malowanie twarzy, fotobudka,
loteria z nagrodami i darmowa wata cukrowa. Pierwsze 20 dzieci, które pojawiły
się na miejscu imprezy, otrzymały drobne upominki od organizatorów. Dla pozostałych
dzieci przygotowano konkursy, w których można wygrać cenne nagrody, między
innymi ostatni hit internetu : „Bańki mydlane Messi FootBubbles”, które zrobiły
furorę na pikniku. Oczywiście okazji zdobycia takiej nagrody nie mógł odpuścić
nasz syn Igor. Zapisał się chyba do wszystkich możliwych konkursów i choć
rywalizacja była naprawdę zacięta udało mu się w końcu zdobyć cenną nagrodę. Dla najmłodszych
przygotowano przejażdżkę na kucyku, zabawy z klownem, watę
cukrową, malowanie twarzy, warsztaty plastyczne, spotkanie z panem policjantem,
samochody na akumulator, zajęcia taneczne, fotografa, konkursy z nagrodami, a także ciekawą loterię fantową.
Organizatorzy nie zapomnieli również o wyjątkowo bogatej ofercie
kulinarnej, skierowanej nie tylko dla najmłodszych uczestników, ale także
rodziców. Szczególną atrakcją tego wieczoru było ogromne ognisko, przy którym
każdy chętny mógł upiec swoją własną kiełbaskę. Zabawa była naprawdę
wyśmienita. Najbardziej jednak cieszył widok uradowanych twarzy naszych
pociech, tych malutkich i tych nieco starszych. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem,
zmęczeni aczkolwiek usatysfakcjonowani z
bardzo miłego dnia. Nasz syn Igor został szczęśliwym posiadaczem magicznych
baniek mydlanych Messi FootBubbles. Ich sekret tkwi w płynie, dzięki którym bańki są wyjątkowo
wytrzymałe oraz specjalnym skarpetom umożliwiającym wielokrotne podbijanie
bańki. Oczywiście następnego dnia wszyscy koledzy syna z całego osiedla na zmianę
zakładali skarpetkę i urządzali sobie zawody w ilości podbić mydlanej kuli.
wtorek, 14 czerwca 2016
Wspaniały prezent
Kilka dni po Świętach
Wielkanocnych moje ukochane wnuczki obchodzą urodziny. Klaudia i Patrycja są
bliźniaczkami jadnojajowymi. Na samym początku, kiedy pojawiły się na świecie,
miałem problem z ich odróżnieniem. Dzisiaj zaś mają już prawie osiem lat.
Klaudia uwielbia jeść rzeczy, których Patrycja nie lubi i na odwrót. Jednak
mają ten sam gust co do ubrań i zabawek, co w małym stopniu ułatwiło mi zakup
dla nich prezentu. Jednak długo szukałem takiego, który mógłby im się spodobać,
lecz w końcu trafiłem na "Portrety- puzzle 4w1". W zestawie znajdują
się aż cztery układanki różnych rozmiarów. Na obrazkach ukazani są bohaterowie
ulubionego filmu moich wnuczek, "Zwierzogród". Jest to zestaw idealny
dla rodzeństwa. Każda z dziewczynek może ułożyć swój zestaw w tym samym czasie
lub można urządzić konkurs, kto jak najszybciej poukłada elementy. Dodatkowo
dla urozmaicenia zabawy, dzieci mogą porównywać obrazki, szukać różnic oraz
podobieństw. Zestaw ten jest w bardzo przystępnej cenie, więc ofiaruje on wiele
godzin świetnej zabawy za tak mało! Do tego prezentu dokupiłem dziewczynkom
tort urodzinowy i ruszyłem do ich domu. Po złożeniu życzeń Klaudii i Patrycji
wręczyłem upominek razem z pięknie ozdobionym tortem. Po pomyśleniu życzeń i
zdmuchnięciu świeczek, pobiegły do pokoju obok bawić się upominkiem. Uważam, że
"Portrety- puzzle 4w1" były idealnym prezentem dla moich pociech.
poniedziałek, 13 czerwca 2016
gra planszowa
Kilka dni temu otrzymałem
od przyjaciela grę "5 sekund - edycja specjalna". Była to kolejna
odsłona szalonej i zabawnej gry dla rodziny i znajomych. Wszystkie pytania
zostały tym razem stworzone przez graczy dla graczy. Wprowadzono także dodatkową
pulę pustych kart, która pozwala na urozmaicenie rozgrywki własnymi pytaniami.
Postanowiłem więc wypróbować ją razem z moimi znajomymi podczas wiosennego
pikniku. Grę rozpoczęliśmy od ustawienia na środku planszy z kartami,a na
Gorącym Krześle zasiadł mój przyjaciel Stanisław. Inni gracze losowali pytanie,
a gracz na krześle musiał udzielić poprawnie trzech odpowiedzi w przeciągu
pięciu sekund. Jeżeli odpowiedzi są poprawne, przesuwał swój pionek w stronę
mety, lecz jeśli nie udało mu się odpowiedzieć, pytanie przechodziło do
kolejnego gracza. Wygrywał ten, komu uda się przejść całą planszę. Gra ta
strasznie nas pochłonęła. Zanim się obejrzeliśmy nadszedł już wieczór, jednak
nie zakończyliśmy spotkania. Zaraz po pikniku postanowiliśmy udać się na spacer
do centrum miasta, gdzie było wiele atrakcji, jednak my wybraliśmy uroczą
kawiarenkę, w której spędziliśmy czas śmiejąc się i rozmawiając o sprawach
ważnych i ważniejszych. Później wybraliśmy się na imprezę. Po dwunastej w nocy
wróciliśmy do swoich domów. Rozmyślając nad całym dniem doszedłem do wniosku,
że najlepszą atrakcją była jednak gra "5 sekund - edycja specjalna",
dlatego umówiłem się z przyjaciółmi na kolejną wspaniałą rozgrywkę.
piątek, 3 czerwca 2016
Szkolna świetlica
Od kilku lat sprawuję nadzór nad świetlicą szkolną. Lubię
swoje zajęcie i pracę z dziećmi. Z
zajęć tych najchętniej korzystają uczniowie nauczania początkowego przede
wszystkim dlatego, że wielu rodziców pracuje, a lekcje potrafią trwać jedynie
trzy czy cztery godziny dziennie. Jest to więc bardzo wygodne rozwiązanie,
zwłaszcza, że świetlica czynna jest od wczesnych godzinnych rannych . Rodzice w
drodze do pracy przywożą dzieciaki i odbierają je dopiero w godzinach
popołudniowych. Nasza świetlica jest doskonale wyposażona. Dysponujemy dużą
salą zabaw oraz kącikiem cichej nauki, w którym uczniowie w ciszy i
skupieniu mogą odrabiać zadaną pracę domową. Oczywiście opiekunowie zawsze w
razie potrzeby służą swoją pomocą . W
tym roku szkolnym zainteresowanie
zajęciami na świetlicy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Przy tak
dużej liczbie dzieci musieliśmy zwiększyć obsadę opiekunów. Pozostał jeszcze
problem brakujących przyborów szkolnych oraz wszelkiego rodzaju gier, puzzli
czy też kolorowanek. Postanowiliśmy zorganizować zbiórkę dla wszystkich
chcących doposażyć świetlicę w brakujące rzeczy. Pomysł okazał się rewelacyjny.
Zbiórkę zapoczątkował nasz mały Patryk z klasy drugiej, który przyniósł puzzle
Avengers. Wszystkim dzieciom zebranym tego dnia na świetlicy przedstawiliśmy
honorową postawę Patryka, wręczając mu kartę stałego bywalca i chcąc w ten
sposób zachęcić pozostałych do wzięcia udziału w zbiórce. Puzzle Avengers
zapoczątkowały lawinę podarunków. To był strzał w dziesiątkę . Dzieciaki
przynosiły używane, ale w dobrym stanie gry planszowe, puzzle i książki. Dodatkowo
rodzice stanęli na wysokości zadania i z własnej kieszeni zakupili brakujące
przybory szkolne : bloki rysunkowe, kredki, ołówki, temperówki, nożyczki i
wszelkiego rodzaju pomoce przydatne do pracy z dzieciakami. Po tygodniu
musieliśmy ogłosić zakończenie zbiórki, ponieważ dary nie mieściły się na
półkach. Należało podziękować darczyńcom. Zaprosiliśmy zatem wszystkich
chętnych do oficjalnego otwarcia świetlicy szkolnej. Postanowiliśmy
zorganizować mały poczęstunek dla naszych gości. Poprosiłem zatem dyrekcję
szkoły o niewielkie dofinansowanie
naszych planów. Ku mojemu zaskoczeniu Pani dyrektor tym razem nie odmówiła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)