czwartek, 30 czerwca 2016

Mali magicy


Dużymi krokami zbliżało się zakończenie roku szkolnego.  Z tej okazji razem         z gronem pedagogicznym wymyślałem przeróżne atrakcje na ten szczególny dzień m.in. gry zespołowe, gry planszowe, a także krótkie przedstawienie prezentowane przez uczniów z naszej szkoły. Próby do tego spektaklu odbywały się po zajęciach szkolnych pod okiem pani profesor od zajęć artystycznych. Niestety dwa dni przed występem  zachorowała, a dzieci potrzebowały kogoś, kto da im kilka wskazówek i podtrzyma na duchu. Pan dyrektor postanowił ,abym to ja właśnie dopilnował ,żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik, każde dziecko nauczone swojej kwestii ,a każdy rodzic zadowolony ze swojej pociechy.  Na pierwszym spotkaniu każde dziecko czytało mi swoją rolę                i wyrażało swoją opinię na temat spektaklu. Wszyscy byli nim zachwyceni, lecz obawiali się zapomnienia swojego tekstu. Aby odstresować małych aktorów wyjąłem z mojego plecaka małe pudełeczko, które moim zdaniem powinno troszkę uspokoić wszystkich. Były to karty Trefl. Jako, że znałem kilka karcianych sztuczek, postanowiłem nauczyć ich kilku z nich. Wszyscy śmiali się     i dokazywali, a po kilku próbach dzieci czuły się jak prawdziwi magicy. Kiedy nadeszła pora występu za sceną kilka osób powtarzało swoje kwestie, a reszta dla rozluźnienia atmosfery, co mnie bardzo zdziwiło, wykonywała karciane sztuczki. Sala powoli zapełniała się. W pierwszym rzędzie zasiadło grono pedagogiczne, a za nim rodzice, dziadkowie i inni członkowie rodziny. Panował tam niesamowity hałas. W pewnym momencie na środek sceny wyszła dyrekcja naszej szkoły i gorąco powitała wszystkich gości. Wtedy na środek wybiegły dzieci, które rozpoczęły swoje przedstawienie. Niestety pod koniec spektaklu jedna z dziewczynek zapomniała tekstu, a na sali zapanowała cisza. Wtedy zza sceny wyszedł pewien chłopczyk, który rozdał reszcie swoich kolegów                   i koleżanek karty Trefl. Dzieci zeszły ze sceny próbując ratować sytuację                  i rozproszyły się wśród widowni. Zaczął się wtedy pokaz sztuczek karcianych. Było to ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich i każdemu się podobał ten niespodziewany element występu. Dzieci pod koniec zostały nagrodzone gromkimi brawami. Następnie przyszedł czas na gry i zabawy, a po tym wręczenie świadectw. Ku mojemu zaskoczeniu dzieci niechętnie wychodziły ze szkoły, lecz przyszedł czas na upragnione wakacje. Rozbrzmiał ostatni szkolny dzwonek, dzieci podziękowały wszystkim nauczycielom i udały się razem              z bliskimi do swoich domów. Dzisiejszy dzień strasznie mi się podobał, a dzieci pokazujące sztuczki karciane widowni, aby pomóc koleżance, która zapomniała kwestii wywołały na mnie ogromne wrażenie.

 

wtorek, 28 czerwca 2016

Leśna przygoda


Maj to dla mnie miesiąc szczególny, gdy cała przyroda z całym impetem budzi się do życia. Jest to również okres bardzo radosny dla małych przedszkolaków, gdyż coraz częściej udajemy się na spacery. Kilka dni temu z grupą starszaków udaliśmy się na pieszą wycieczkę do lasu. Na szczęście pogoda dopisała                 i dzieciaki mogły spędzić troszkę czasu na łonie natury. Motywem przewodnim wycieczki było zapoznanie najmłodszych jej uczestników z żyjącymi w lesie zwierzętami oraz występującą tam roślinnością. Dzieci uważnie słuchały mojego  wykładu. Przechadzaliśmy się więc , bacznie obserwując naturalny ekosystem świata roślin i zwierząt. Poznawaliśmy przyrodę za pomocą zmysłu wzroku, słuchu, dotyku, a także węchu. Dzieci oglądały różne okazy przyrodnicze. Każdy starał się zapamiętać jak najwięcej odgłosów lasu. Po lesie oprowadzał nas zaprzyjaźniony leśniczy. Dzieci pomimo tak młodego wieku wykazały się dużą wiedzą na temat ochrony przyrody. W pewnym jednak momencie w lesie nastała niemalże cisza, niebo zaciągnęły potężne czarne chmurzyska. Wszystko wskazywało na zbliżającą się wielkimi krokami nawałnicę. Na całe szczęście niedaleko znajdowała się leśniczówka, w której znaleźliśmy schronienie. Wkrótce na zewnątrz rozpętało się prawdziwe piekło. Utknęliśmy w środku na dobrą godzinę. Dzieciaki zaczęły się powoli nudzić , gdy przypomniałem sobie, że do plecaka zapakowałem kilka gier planszowych, między innymi lubianą przez maluchy  najnowszą grę firmy Trefl „ Boom, Boom Gdzie jest Dory ?” To był strzał w dziesiątkę. Dzieciaki podzieliły się na grupy i w ciszy i skupieniu zajęły się zabawą. Pan leśniczy przygotował dla maluchów słodki poczęstunek.     Z zainteresowaniem obserwowałem rozgrywki moich przedszkolaków. Uwagę moją przykuła jednak grupa grająca w „ Boom Boom Gdzie jest Dory?” Gra tematyką i szatą graficzną nawiązywała do jednej z moich ulubionych bajek produkcji Walta Disney’a. Postanowiłem przyłączyć się do gry. Moja rozgrywka nie trwała jednak długo, gdyż niespodziewanie zza chmur wyjrzało słońce              i wkrótce mogliśmy wyruszyć w drogę powrotną. Podziękowaliśmy leśniczemu za schronienie i poczęstunek i zaprosiliśmy do odwiedzenia naszego  przedszkola.

piątek, 24 czerwca 2016

Grilowanie z kartami


Kilka dni temu  zostałem  zaproszony do swojego kolegi na działkę . Mieliśmy spotkać się w sobotę w gronie starych znajomych z czasów szkolnych. Oczywiście miało to być spotkanie tylko i wyłącznie płci męskiej. Termin nie za bardzo mi odpowiadał, gdyż właśnie zaczęły się mistrzostwa Euro w piłce nożnej, a ja jestem zagorzałym kibicem. Jednak perspektywa spotkania kolegów, z którymi nie widziałem się już od ładnych kilku, a nawet kilkunastu lat, wzięła górę. Zabrałem ze sobą na te okazję moje ulubione karty Trefla, mając nadzieję, że będziemy mieli okazję rozegrać małą partyjkę , jak za dawnych czasów. Pogoda była wspaniała, w sam raz na wieczorne grillowanie. Tadeusz, u którego organizowany był nasz meeting , jest właścicielem prężnie rozwijającej się firmy budowlanej. Nie zdziwił mnie więc widok jego „małej działeczki”, położonej z dala od miejskiego zgiełku, na skraju lasu. Domek letniskowy wraz  z altaną zostały zaprojektowany z dbałością o najmniejszy szczegół i z najwyższą klasą. Architektura zieleni zapierała dech w piersiach. Wszystko tu było dopieszczone i wypielęgnowane. Taka działka to prawdziwy rarytas. Na werandzie stał ogromny stół i ławy w stylu góralskim. Gdy byliśmy już w komplecie, Tadeusz rozpalił grilla , wznieśliśmy toast za spotkanie i ku naszemu zaskoczeniu, jednym kliknięciem pilota gospodarz uniósł zewnętrzną roletę, rozsunęły się okna , za którymi na ścianie znajdował się ogromny ekran telewizora. Wszystko tu było zautomatyzowane. Jednym kliknięciem uruchomił telewizor i na ekranie pojawił się obraz z transmisji meczu, którego jeszcze godzinę wcześniej myślałem, że nie zobaczę. Każdy z przybyłych na ten widok wydał zdziczały okrzyk radości. To było coś, co przesądziło o naszych nastrojach. Wieczór zapowiadał się znakomicie. Jedzenie było pyszne, humory nam dopisywały, raz po raz wznosiliśmy toast za spotkanie po latach, emocje związane z transmisją meczu sięgały zenitu, a w przerwach rozgrywaliśmy partyjki moich ulubionych kart Trefl. Znów poczuliśmy się jak nastoletni chłopcy. Był to wyjątkowy wieczór, który na długo pozostanie w naszych pamięciach i mam nadzieję, że nie był on ostatnim w  takim składzie.

czwartek, 23 czerwca 2016

Infekcja


W zeszłym tygodniu całą naszą rodzinę dopadła jakaś podła infekcja wirusowa. Wszystko zaczęło się wtorkowym popołudniem. Tego dnia nasz syn Oliwier wrócił jak zwykle ze szkoły około godziny czternastej. Zazwyczaj po drodze wstępuje na chwilkę do babci Jasi, licząc na jakąś pyszną przekąskę . Tym jednak razem zadzwonił do mnie i poinformował mnie, że nie czuje się za dobrze i idzie prosto do domu. Po powrocie z pracy okazało się, że Oliwier ma gorączkę . Narzekał na ból głowy, mięśni i gardła. Nie czekając na żonę pojechałem              z synem do przychodni. Lekarz przepisał lekarstwa i zalecił leżenie w łóżku do końca tygodnia. Zazwyczaj Oliwier ucieszyłby się , że nie będzie chodził do szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu, po wyjściu z przychodni zaczął się lament. Początkowo nie rozumiałem o co mu chodzi. Gdy jednak doszedł do siebie wydukał, że właśnie dostał zaproszenie od swojego ulubionego kolegi ze szkolne ławy na przyjęcie urodzinowe, które miało dobyć się w piątek. Wytłumaczyłem mu, że do piątku jest jeszcze kilka dni i być może nic straconego. Następnego ranka infekcja wirusowa dopadła również mnie i moją żonę. Cała nasza trójka leżała w łożkach. W czwartek Oliwier poczuł się nieco lepiej, ale żywiołowy chłopiec nie mógł poradzić sobie z nudą . Zaproponowałem, żeby przyniósł swoją ulubioną grę „ 5 sekund Junior”. Do wspólnej zabawy zaprosiliśmy również mamę, która właśnie wstawiła mięso do piekarnika. Rzadko kiedy zdarza nam się w tygodniu spędzić tyle czasu na rozrywce. Tym razem nie mieliśmy nic do stracenia, nic nas nie goniło . Rozsiedliśmy się wygodnie na naszym ogromnym łożu w sypialni                             i przystąpiliśmy do zabawy. Gra „ 5 sekund Junior” zawsze daje nam dużo frajdy. Osobiście bardzo ją lubię, zresztą tak samo jak Oliwier. Nawet moja małżonka, która uważa, że to straszny pochłaniacz jej cennego czasu, dała tym razem się ponieść emocjom. Gra tak bardzo nas zajęła, że o mały włos nie mielibyśmy co zjeść na obiad. Na całe szczęście nasz czujny pies w porę zwietrzył zagrożenie i zaczął strasznie ujadać w kuchni. W piątek po południu Oliwier czuł się na tyle dobrze, że mógł udać się na wyczekiwane urodziny kolegi.

wtorek, 21 czerwca 2016

Fabryka


Kilka dni temu wybrałem się ze swoją klasą na wycieczkę do Gdyni. Celem naszej wyprawy była wizyta w jednej z najstarszych fabryk puzzli, kart i gier planszowych Trefl. Początkowo dzieciaki ciężko było przekonać,  że może to być ciekawe doświadczenie zobaczyć od podszewki jak powstają lubiane i cenione gry. W końcu jednak udało mi się namówić do wyjazdu całą klasę. Wyruszyliśmy wczesnym rankiem . Do przebycia mieliśmy niespełna dwieście kilometrów. Nie była to trasa odległa. Humory dopisywały wszystkim. Ku naszemu zaskoczeniu kierowca autokaru był rozśpiewanym starszym Panem, który umilał nam czas podróży przeróżnymi piosenkami i co najważniejsze był w tym całkiem dobry. Dzieciaki chętnie włączyły się do śpiewu. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu. Przywitała nas młoda przewodniczka i zaprosiła do środka. Zanim jednak weszliśmy na teren fabryki opowiedziała nam krótko jej historię . Jak się okazało początkowo była to mała rodzinna firma, którą w 1985 roku założył Pan Wierzbicki, produkująca puzzle. Z roku na rok odnosząc sukcesy zaczęła rozwijać swoje skrzydła i wprowadzać na rynek również gry planszowe. Niespełna dziesięć lat później firma kupiła nową siedzibę w Sopocie. Była już wtedy dużym potentatem w swojej dziedzinie, produkując nie tylko na rynek polski, ale także za granicę. Wkrótce założyła drużynę koszykówki, jak się okazuje wielokrotnego mistrza Polski. Z roku na rok rosła w siłę i rozszerzała swoją działalność. Nadal tworzy z myślą o dzieciach i ich rodzicach. Trefl stał się firmą znaną i cenioną w Europie. Po krótkiej lekcji historii ,w końcu mogliśmy zobaczyć jak wygląda w środku fabryka . Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Nowoczesne maszyny i dziesiątki pracowników, uwijających się jak pracowite mróweczki. Wszystko razem wyglądało fantastycznie. Dzieciaki były wniebowzięte i robiły sobie setki zdjęć. Po wyczerpującym spacerze po niekończących się ścieżkach fabryki, podziękowaliśmy naszej wspaniałej przewodniczce, która z pasją i wielkim zaangażowaniem opowiadała jej historię    i udaliśmy się na pyszny obiad. Wkrótce wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy do domu.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Dzieńdziecka


 

Jak co roku wybraliśmy się całą rodziną na organizowany przez firmę, w której pracuję od kilkunastu lat, piknik z okazji Dnia Dziecka. W przeciwieństwie do poprzedniego roku pogoda była wyśmienita. Impreza, tym razem odbyła się na miejskim stadionie . Wszystkie atrakcje przygotowane dla najmłodszych były bezpłatne. Dla lubiących rywalizację przygotowano konkurencje sportowo-rekreacyjne oraz warsztaty taneczne i plastyczne. Były też postacie bajkowe, balonowe zwierzaki, szkółka szczudlarska, przejażdżki na kucyku, malowanie twarzy, fotobudka, loteria z nagrodami i darmowa wata cukrowa. Pierwsze 20 dzieci, które pojawiły się na miejscu imprezy, otrzymały drobne upominki od organizatorów. Dla pozostałych dzieci przygotowano konkursy, w których można wygrać cenne nagrody, między innymi ostatni hit internetu : „Bańki mydlane Messi FootBubbles”, które zrobiły furorę na pikniku. Oczywiście okazji zdobycia takiej nagrody nie mógł odpuścić nasz syn Igor. Zapisał się chyba do wszystkich możliwych konkursów i choć rywalizacja była naprawdę zacięta udało mu się w końcu zdobyć cenną nagrodę. Dla najmłodszych przygotowano przejażdżkę na kucyku, zabawy z klownem, watę cukrową, malowanie twarzy, warsztaty plastyczne, spotkanie z panem policjantem, samochody na akumulator, zajęcia taneczne, fotografa, konkursy z nagrodami,     a także ciekawą loterię fantową. Organizatorzy nie zapomnieli również               o wyjątkowo bogatej ofercie kulinarnej, skierowanej nie tylko dla najmłodszych uczestników, ale także rodziców. Szczególną atrakcją tego wieczoru było ogromne ognisko, przy którym każdy chętny mógł upiec swoją własną kiełbaskę. Zabawa była naprawdę wyśmienita. Najbardziej jednak cieszył widok uradowanych twarzy naszych pociech, tych malutkich i tych nieco starszych.    Do domu wróciliśmy późnym wieczorem, zmęczeni aczkolwiek  usatysfakcjonowani z bardzo miłego dnia. Nasz syn Igor został szczęśliwym posiadaczem magicznych baniek mydlanych Messi FootBubbles. Ich sekret tkwi w  płynie, dzięki którym bańki są wyjątkowo wytrzymałe oraz specjalnym skarpetom umożliwiającym wielokrotne podbijanie bańki. Oczywiście następnego dnia wszyscy koledzy syna z całego osiedla na zmianę zakładali skarpetkę i urządzali sobie zawody w ilości podbić mydlanej kuli.

wtorek, 14 czerwca 2016

Wspaniały prezent


Kilka dni po Świętach Wielkanocnych moje ukochane wnuczki obchodzą urodziny. Klaudia i Patrycja są bliźniaczkami jadnojajowymi. Na samym początku, kiedy pojawiły się na świecie, miałem problem z ich odróżnieniem. Dzisiaj zaś mają już prawie osiem lat. Klaudia uwielbia jeść rzeczy, których Patrycja nie lubi i na odwrót. Jednak mają ten sam gust co do ubrań i zabawek, co w małym stopniu ułatwiło mi zakup dla nich prezentu. Jednak długo szukałem takiego, który mógłby im się spodobać, lecz w końcu trafiłem na "Portrety- puzzle 4w1". W zestawie znajdują się aż cztery układanki różnych rozmiarów. Na obrazkach ukazani są bohaterowie ulubionego filmu moich wnuczek, "Zwierzogród". Jest to zestaw idealny dla rodzeństwa. Każda z dziewczynek może ułożyć swój zestaw w tym samym czasie lub można urządzić konkurs, kto jak najszybciej poukłada elementy. Dodatkowo dla urozmaicenia zabawy, dzieci mogą porównywać obrazki, szukać różnic oraz podobieństw. Zestaw ten jest w bardzo przystępnej cenie, więc ofiaruje on wiele godzin świetnej zabawy za tak mało! Do tego prezentu dokupiłem dziewczynkom tort urodzinowy i ruszyłem do ich domu. Po złożeniu życzeń Klaudii i Patrycji wręczyłem upominek razem z pięknie ozdobionym tortem. Po pomyśleniu życzeń i zdmuchnięciu świeczek, pobiegły do pokoju obok bawić się upominkiem. Uważam, że "Portrety- puzzle 4w1" były idealnym prezentem dla moich pociech.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

gra planszowa


Kilka dni temu otrzymałem od przyjaciela grę "5 sekund - edycja specjalna". Była to kolejna odsłona szalonej i zabawnej gry dla rodziny i znajomych. Wszystkie pytania zostały tym razem stworzone przez graczy dla graczy. Wprowadzono także dodatkową pulę pustych kart, która pozwala na urozmaicenie rozgrywki własnymi pytaniami. Postanowiłem więc wypróbować ją razem z moimi znajomymi podczas wiosennego pikniku. Grę rozpoczęliśmy od ustawienia na środku planszy z kartami,a na Gorącym Krześle zasiadł mój przyjaciel Stanisław. Inni gracze losowali pytanie, a gracz na krześle musiał udzielić poprawnie trzech odpowiedzi w przeciągu pięciu sekund. Jeżeli odpowiedzi są poprawne, przesuwał swój pionek w stronę mety, lecz jeśli nie udało mu się odpowiedzieć, pytanie przechodziło do kolejnego gracza. Wygrywał ten, komu uda się przejść całą planszę. Gra ta strasznie nas pochłonęła. Zanim się obejrzeliśmy nadszedł już wieczór, jednak nie zakończyliśmy spotkania. Zaraz po pikniku postanowiliśmy udać się na spacer do centrum miasta, gdzie było wiele atrakcji, jednak my wybraliśmy uroczą kawiarenkę, w której spędziliśmy czas śmiejąc się i rozmawiając o sprawach ważnych i ważniejszych. Później wybraliśmy się na imprezę. Po dwunastej w nocy wróciliśmy do swoich domów. Rozmyślając nad całym dniem doszedłem do wniosku, że najlepszą atrakcją była jednak gra "5 sekund - edycja specjalna", dlatego umówiłem się z przyjaciółmi na kolejną wspaniałą rozgrywkę.

piątek, 3 czerwca 2016

Szkolna świetlica


Od kilku lat sprawuję nadzór nad świetlicą szkolną. Lubię swoje zajęcie i pracę     z dziećmi. Z zajęć tych najchętniej korzystają uczniowie nauczania początkowego przede wszystkim dlatego, że wielu rodziców pracuje, a lekcje potrafią trwać jedynie trzy czy cztery godziny dziennie. Jest to więc bardzo wygodne rozwiązanie, zwłaszcza, że świetlica czynna jest od wczesnych godzinnych rannych . Rodzice w drodze do pracy przywożą dzieciaki i odbierają je dopiero w godzinach popołudniowych. Nasza świetlica jest doskonale wyposażona. Dysponujemy dużą salą zabaw oraz kącikiem cichej nauki,              w którym uczniowie w ciszy i skupieniu mogą odrabiać zadaną pracę domową. Oczywiście opiekunowie zawsze w razie potrzeby  służą swoją pomocą . W tym roku szkolnym zainteresowanie  zajęciami na świetlicy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Przy tak dużej liczbie dzieci musieliśmy zwiększyć obsadę opiekunów. Pozostał jeszcze problem brakujących przyborów szkolnych oraz wszelkiego rodzaju gier, puzzli czy też kolorowanek. Postanowiliśmy zorganizować zbiórkę dla wszystkich chcących doposażyć świetlicę w brakujące rzeczy. Pomysł okazał się rewelacyjny. Zbiórkę zapoczątkował nasz mały Patryk z klasy drugiej, który przyniósł puzzle Avengers. Wszystkim dzieciom zebranym tego dnia na świetlicy przedstawiliśmy honorową postawę Patryka, wręczając mu kartę stałego bywalca i chcąc w ten sposób zachęcić pozostałych do wzięcia udziału w zbiórce. Puzzle Avengers zapoczątkowały lawinę podarunków. To był strzał w dziesiątkę . Dzieciaki przynosiły używane, ale w dobrym stanie  gry planszowe, puzzle i książki. Dodatkowo rodzice stanęli na wysokości zadania i      z własnej kieszeni zakupili brakujące przybory szkolne : bloki rysunkowe, kredki, ołówki, temperówki, nożyczki i wszelkiego rodzaju pomoce przydatne do pracy z dzieciakami. Po tygodniu musieliśmy ogłosić zakończenie zbiórki, ponieważ dary nie mieściły się na półkach. Należało podziękować darczyńcom. Zaprosiliśmy zatem wszystkich chętnych do oficjalnego otwarcia świetlicy szkolnej. Postanowiliśmy zorganizować mały poczęstunek dla naszych gości. Poprosiłem zatem dyrekcję szkoły o niewielkie  dofinansowanie naszych planów. Ku mojemu zaskoczeniu Pani dyrektor tym razem nie odmówiła.