Od kilku lat jestem pracownikiem firmy zajmującej się dystrybucją
kosmetyków . Muszę przyznać, że pracuje się tu wyjątkowo, przede wszystkim ze względu na wysokie zarobki, a co
najważniejsze atmosferę pracy sprzyjającą budowaniu przyjaznych relacji
interpersonalnych. Chyba zdecydowana
większość kadry pracowniczej zadowolona jest z panujących w niej warunków .
Również opieka socjalna postawiona jest na wysokim jak na nasze warunki krajowe
poziomie. Zadowolenie pracowników przekłada się na efektywność i wydajność
pracy. Z tego też powodu firma prężnie się rozwija. Cieszy mnie również fakt,
że zarząd spółki bardzo często angażuje się w różnego rodzaju akcje
charytatywne. Od pewnego czasu współpracuje również z fundacją niosącą pomoc najuboższym
rodzinom w naszym mieście. Co miesiąc otrzymujemy wykaz rodzin , którym taka
pomoc jest najbardziej potrzebna wraz z listą rzeczy niezbędnych, zaczynając od produktów
spożywczych po ubrania czy zabawki. W ubiegłym miesiącu organizowaliśmy paczkę
dla pięcioosobowej rodziny. Nasz dział miał zająć się tym razem zakupieniem
zabawek dla dzieciaków w wieku pięciu, sześciu i ośmiu lat. Razem ze swoim
najbliższym współpracownikiem zgłosiliśmy się do zorganizowania zabawki dla
najmłodszego członka rodziny, pięcioletniej Marysi. Po pracy wybraliśmy się do
centrum handlowego w poszukiwaniu odpowiedniego do wieku podarunku. Nie było to
łatwe zadanie i zajęło nam sporo czasu. W
końcu wybór padł na grę zręcznościową dla całej rodziny firmy Trefl „
Mistakos”. Mieliśmy nadzieję, że nasz upominek sprawi radość malutkiej. Szkoda
tylko, że nie mamy okazji zobaczyć reakcji rodzin ,które otrzymują od nas
paczki. Podarunki są pakowane w paczuszki z napisem „Serce na dłoni” i
przekazywane fundacji, a ta dostarcza prezenty potrzebującym. Zazwyczaj po
kilku dniach otrzymujemy zbiorcze podziękowania dla całej naszej załogi za
okazaną pomoc. Tym razem jednak oprócz tych słów podziękowania dostaliśmy wraz
z moim współpracownikiem laurkę od malutkiej Marysi, pod którą zapewne mama
dopisała gorące podziękowania za najlepszą zabawkę na świecie grę Mistakos,
którą cieszy się cała rodzina .Byliśmy wzruszeni i dumni, że mogliśmy spełnić
kolejne marzenie małej istotki.
czwartek, 31 sierpnia 2017
piątek, 4 sierpnia 2017
Wymarzony weekend
Na ten dzień cała nasza rodzinka czekała bardzo długo. Kilka
miesięcy temu moja małżonka uległa poważnemu wypadkowi i zaplanowany wówczas
rodzinny wyjazd nie doszedł do skutku. Operacja i długą i żmudna rehabilitacja
dała jednak wspaniałe efekty. Muszę jednak przyznać, iż taki sukces Małgosia
zawdzięcza samej sobie, a przede wszystkim wytrwałości, ogromnej pracy i
niesamowitej determinacji. Nawet lekarze byli zdumieni jak szybko dochodzi do
zdrowia. Teraz kilka miesięcy po feralnym dniu postanowiliśmy całą naszą
rodzinką wyjechać na wymarzony odpoczynek. Zapowiadał się rewelacyjny weekend
nad Soliną. Odkąd sięgnę pamięcią
wszystkie nasze wyjazdy związane
były z tymi właśnie górami. Dokonaliśmy rezerwacji w cichej i spokojnej
okolicy. Nie pierwszy raz gościliśmy w tym pensjonacie. Gdy nadszedł czas
wyjazdu każdy z nas zapakował do samochodu swoja walizkę i ruszyliśmy w drogę.
Na miejsce dotarliśmy tuż przed południem. Rozpakowaliśmy swoje tobołki w
pokojach i poszliśmy na spacer. Pomimo długiej podróży wcale nie czuliśmy się
zmęczeni. W końcu nic nas nie goniło. W pobliskiej restauracji zjedliśmy nasz
pierwszy tego dnia ciepły posiłek. Do pensjonatu wróciliśmy, gdy zaczęło się
ściemniać. Dzieciaki zmęczone dniem pełnym wrażeń szybko zasnęły, a ja z Małgosią rozsiedliśmy się
wygodnie na balkonie i delektowaliśmy się pięknym widokiem. Z samego rana
wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę. W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę .
Rozłożyliśmy kocyk, Małgosia dała każdemu po pysznej kanapeczce, a Patryk
wyciągnął z plecaka naszą ulubioną grę towarzyską Kalambury. Zabawa była tak
wyśmienita, że zanim się obejrzeliśmy , dawno minęła pora obiadowa.
Postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną do pensjonatu, by nie zastała nas noc.
Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęło się ściemniać. Poszliśmy na pyszną pizzę. W
którymś jednak momencie Patryk przypomniał sobie , że przez przypadek zostawił
na polance nasze Kalambury. Następnego dnia postanowiliśmy po nie wrócić.
Niestety odnalezienie przypadkowo napotkanej polany graniczyło z cudem.
Musieliśmy to przeboleć, ale wrażenia, jakie zafundował nam kolejny dzień w
górach wynagrodziły naszą stratę. W końcu nadszedł czas powrotu do naszego
rodzinnego domu. Ciężko nam było rozstać się z ukochanymi górami, ale już
zaplanowaliśmy następny rodzinny wypad.
środa, 2 sierpnia 2017
Urodzinowa niespodzianka
Kilka dni temu jak zwykle zaraz po pracy wróciłem do domu.
Byłem wykończony. Upały strasznie doskwierały i bardzo ciężko pracowało się w
takich warunkach. W domu nie zastałem nikogo. Było to dość dziwne, bo zazwyczaj
na stole stoi gorący obiad. Pomyślałem jednak, że małżonka z pewnością miała
coś pilnego do załatwienia, więc postanowiłem wziąć orzeźwiający prysznic. Od
razu zrobiło mi się lepiej. Położyłem się chwilkę na kanapie, by zregenerować
siły. Musiałem się zdrzemnąć, gdyż nie usłyszałem, jak otwierają się drzwi od
domu. W pewnym jednak momencie ze snu wyrwało mnie głośne „ sto lat !”.
Zaskoczony zerwałem się na równe nogi. Nade mną stała moja małżonka ze smakowicie
wyglądającym tortem i córeczka Amelka trzymająca w dłoni laurkę, wykonaną z
pomocą mamy. Byłem mile zaskoczony, bo zupełnie zapomniałem ,że mam urodziny.
Ucałowałem moje panie i podziękowałem za niespodziankę. Okazało się jednak, że oprócz tortu i laurki mają dla
mnie jeszcze jeden prezent. Była to wędka, którą ostatnio oglądałem w sklepie. Ucieszyłem się
niezmiernie i zaprosiłem rodzinkę na spacer
nad nasze ulubione jezioro. Amelka cieszyła się i klaskała w dłonie.
Była taka malutka i taka kochana. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nad
jeziorem organizowany jest jakiś festyn. Podążaliśmy z wózkiem wzdłuż straganów
ze smakołykami i zabawkami. Przy jednym z nich Amelka zakomunikowała na swój
genialny sposób, że mamy się zatrzymać. Pośrodku stoiska wyeksponowana była bardzo
kolorowa gra edukacyjna Tworzymy słowa. Bez chwili wahania poprosiłem
sprzedawcę o zapakowanie produktu. Wręczyłem upominek córeczce. Chwyciła go w
swoje malutkie dłonie i oglądała z zaciekawieniem. Małżonka uśmiechnęła się do
mnie . Nas spacer nie trwał zbyt długo. Przybywało coraz więcej ludzi, a Amelka
zaczęła się robić śpiąca. Postanowiliśmy wracać do domu . zapakowałem wózek do
samochodu, zapiąłem córeczkę w pasy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Do domu
mieliśmy zaledwie dwadzieścia minut, jednak Amelka bawiąc się grą edukacyjną
Tworzymy słowa, po przejechaniu pierwszych kilometrów przytulona do gry słodko
zasnęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)