czwartek, 31 sierpnia 2017

Serce na dłoni


Od kilku lat jestem pracownikiem firmy zajmującej się dystrybucją kosmetyków . Muszę przyznać, że pracuje się tu wyjątkowo, przede wszystkim  ze względu na wysokie zarobki, a co najważniejsze atmosferę pracy sprzyjającą budowaniu przyjaznych relacji interpersonalnych.  Chyba zdecydowana większość kadry pracowniczej zadowolona jest z panujących w niej warunków . Również opieka socjalna postawiona jest na wysokim jak na nasze warunki krajowe poziomie. Zadowolenie pracowników przekłada się na efektywność i wydajność pracy. Z tego też powodu firma prężnie się rozwija. Cieszy mnie również fakt, że zarząd spółki bardzo często angażuje się w różnego rodzaju akcje charytatywne. Od pewnego czasu współpracuje również z fundacją niosącą pomoc najuboższym rodzinom w naszym mieście. Co miesiąc otrzymujemy wykaz rodzin , którym taka pomoc jest najbardziej potrzebna wraz z listą rzeczy  niezbędnych, zaczynając od produktów spożywczych po ubrania czy zabawki. W ubiegłym miesiącu organizowaliśmy paczkę dla pięcioosobowej rodziny. Nasz dział miał zająć się tym razem zakupieniem zabawek dla dzieciaków w wieku pięciu, sześciu i ośmiu lat. Razem ze swoim najbliższym współpracownikiem zgłosiliśmy się do zorganizowania zabawki dla najmłodszego członka rodziny, pięcioletniej Marysi. Po pracy wybraliśmy się do centrum handlowego w poszukiwaniu odpowiedniego do wieku podarunku. Nie było to łatwe zadanie i zajęło nam sporo czasu. W  końcu wybór padł na grę zręcznościową dla całej rodziny firmy Trefl „ Mistakos”. Mieliśmy nadzieję, że nasz upominek sprawi radość malutkiej. Szkoda tylko, że nie mamy okazji zobaczyć reakcji rodzin ,które otrzymują od nas paczki. Podarunki są pakowane w paczuszki z napisem „Serce na dłoni” i przekazywane fundacji, a ta dostarcza prezenty potrzebującym. Zazwyczaj po kilku dniach otrzymujemy zbiorcze podziękowania dla całej naszej załogi za okazaną pomoc. Tym razem jednak oprócz tych słów podziękowania dostaliśmy wraz z moim współpracownikiem laurkę od malutkiej Marysi, pod którą zapewne mama dopisała gorące podziękowania za najlepszą zabawkę na świecie grę Mistakos, którą cieszy się cała rodzina .Byliśmy wzruszeni i dumni, że mogliśmy spełnić kolejne marzenie małej istotki.

piątek, 4 sierpnia 2017

Wymarzony weekend



Na ten dzień cała nasza rodzinka czekała bardzo długo. Kilka miesięcy temu moja małżonka uległa poważnemu wypadkowi i zaplanowany wówczas rodzinny wyjazd nie doszedł do skutku. Operacja i długą i żmudna rehabilitacja dała jednak wspaniałe efekty. Muszę jednak przyznać, iż taki sukces Małgosia zawdzięcza samej sobie, a przede wszystkim wytrwałości, ogromnej pracy i niesamowitej determinacji. Nawet lekarze byli zdumieni jak szybko dochodzi do zdrowia. Teraz kilka miesięcy po feralnym dniu postanowiliśmy całą naszą rodzinką wyjechać na wymarzony odpoczynek. Zapowiadał się rewelacyjny weekend nad Soliną. Odkąd sięgnę pamięcią  wszystkie nasze  wyjazdy związane były z tymi właśnie górami. Dokonaliśmy rezerwacji w cichej i spokojnej okolicy. Nie pierwszy raz gościliśmy w tym pensjonacie. Gdy nadszedł czas wyjazdu każdy z nas zapakował do samochodu swoja walizkę i ruszyliśmy w drogę. Na miejsce dotarliśmy tuż przed południem. Rozpakowaliśmy swoje tobołki w pokojach i poszliśmy na spacer. Pomimo długiej podróży wcale nie czuliśmy się zmęczeni. W końcu nic nas nie goniło. W pobliskiej restauracji zjedliśmy nasz pierwszy tego dnia ciepły posiłek. Do pensjonatu wróciliśmy, gdy zaczęło się ściemniać. Dzieciaki zmęczone dniem pełnym wrażeń szybko zasnęły, a ja                     z Małgosią rozsiedliśmy się wygodnie na balkonie i delektowaliśmy się pięknym widokiem. Z samego rana wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę. W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę . Rozłożyliśmy kocyk, Małgosia dała każdemu po pysznej kanapeczce, a Patryk wyciągnął z plecaka naszą ulubioną grę towarzyską Kalambury. Zabawa była tak wyśmienita, że zanim się obejrzeliśmy , dawno minęła pora obiadowa. Postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną do pensjonatu, by nie zastała nas noc. Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęło się ściemniać. Poszliśmy na pyszną pizzę. W którymś jednak momencie Patryk przypomniał sobie , że przez przypadek zostawił na polance nasze Kalambury. Następnego dnia postanowiliśmy po nie wrócić. Niestety odnalezienie przypadkowo napotkanej polany graniczyło z cudem. Musieliśmy to przeboleć, ale wrażenia, jakie zafundował nam kolejny dzień w górach wynagrodziły naszą stratę. W końcu nadszedł czas powrotu do naszego rodzinnego domu. Ciężko nam było rozstać się z ukochanymi górami, ale już zaplanowaliśmy następny rodzinny wypad.

środa, 2 sierpnia 2017

Urodzinowa niespodzianka



Kilka dni temu jak zwykle zaraz po pracy wróciłem do domu. Byłem wykończony. Upały strasznie doskwierały i bardzo ciężko pracowało się w takich warunkach. W domu nie zastałem nikogo. Było to dość dziwne, bo zazwyczaj na stole stoi gorący obiad. Pomyślałem jednak, że małżonka z pewnością miała coś pilnego do załatwienia, więc postanowiłem wziąć orzeźwiający prysznic. Od razu zrobiło mi się lepiej. Położyłem się chwilkę na kanapie, by zregenerować siły. Musiałem się zdrzemnąć, gdyż nie usłyszałem, jak otwierają się drzwi od domu. W pewnym jednak momencie ze snu wyrwało mnie głośne „ sto lat !”. Zaskoczony zerwałem się na równe nogi. Nade mną stała moja małżonka ze smakowicie wyglądającym tortem i córeczka Amelka trzymająca w dłoni laurkę, wykonaną z pomocą mamy. Byłem mile zaskoczony, bo zupełnie zapomniałem ,że mam urodziny. Ucałowałem moje panie i podziękowałem za niespodziankę. Okazało  się jednak, że oprócz tortu i laurki mają dla mnie jeszcze jeden prezent. Była to wędka, którą  ostatnio oglądałem w sklepie. Ucieszyłem się niezmiernie i zaprosiłem rodzinkę na spacer  nad nasze ulubione jezioro. Amelka cieszyła się i klaskała w dłonie. Była taka malutka i taka kochana. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nad jeziorem organizowany jest jakiś festyn. Podążaliśmy z wózkiem wzdłuż straganów ze smakołykami i zabawkami. Przy jednym z nich Amelka zakomunikowała na swój genialny sposób, że mamy się zatrzymać. Pośrodku stoiska wyeksponowana była bardzo kolorowa gra edukacyjna Tworzymy słowa. Bez chwili wahania poprosiłem sprzedawcę o zapakowanie produktu. Wręczyłem upominek córeczce. Chwyciła go w swoje malutkie dłonie i oglądała z zaciekawieniem. Małżonka uśmiechnęła się do mnie . Nas spacer nie trwał zbyt długo. Przybywało coraz więcej ludzi, a Amelka zaczęła się robić śpiąca. Postanowiliśmy wracać do domu . zapakowałem wózek do samochodu, zapiąłem córeczkę w pasy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Do domu mieliśmy zaledwie dwadzieścia minut, jednak Amelka bawiąc się grą edukacyjną Tworzymy słowa, po przejechaniu pierwszych kilometrów przytulona do gry słodko zasnęła.