Od kilku lat wakacje spędzaliśmy poza granicami naszego
kraju. Zazwyczaj były to wczasy organizowane przez najlepsze biura podróży w
dobrych hotelach i pełnym wyżywieniem. Początkowo taki wypoczynek sprawiał nam
wiele frajdy, jednak po którymś z kolei wyjeździe zapragnęliśmy powrotu do
natury . Stwierdziliśmy jednogłośnie, że tegoroczne wakacje spędzimy pod
namiotami na Mazurach i pokażemy dzieciakom, jak wyglądały czasy naszego
dzieciństwa. Zaplanowaliśmy zatem tygodniowy wypad nad jezioro Mamry.
Zorganizowanie takiego urlopu wymaga o wiele większego zaangażowania. Zazwyczaj
wystarczyło udać się do biura podróży,
wybrać interesującą nas ofertę i wakacje mieliśmy z głowy .
Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa z tegoroczną wyprawa. Przede
wszystkim musieliśmy zorganizować namioty, zarezerwować pole namiotowe,
wypożyczyć przyczepę kempingową, zaopatrzyć się w żywność i tak dalej. Po dwóch
tygodniach przygotowań byliśmy gotowi do drogi. Dzieciaki nie były zachwycone
naszym pomysłem , szczególnie Jasiek-najmłodszych z uczestników wyprawy.
Jeszcze przed wyjazdem wpadłem na pewien genialny pomysł, by na miejscu
urządzić dzieciakom zawody z nagrodami. Zakupiłem w sklepie z zabawkami grę
firmy Trefl „ Rodzinka Treflików- loteryjka edukacyjna” , piłkę i bierki.
Ruszyliśmy w drogę. Po kilku
godzinach podróży byliśmy u celu. Pomimo zmęczenia, musieliśmy rozstawić nasze
namioty. Było przy tym dużo śmiechu. Okazało się, że tylko ja jeden mam w tym
zakresie jakiekolwiek doświadczenie . Trwało do późnych godzin wieczornych .
W końcu można było odpocząć. Następnego
dnia z samego rana, głośnym okrzykiem postawiłem całą rodzinę na nogi i zarządziłem poranny apel, a
zaraz po nim przygotowanie śniadania. Gdy wszyscy byli już najedzeni,
oznajmiłem ,że zorganizujemy zawody dla najmłodszych w rzucie do celu.
Dzieciaki były zaskoczone ale i zainteresowane tym pomysłem .Po godzinie
zaciętej walki wyłoniliśmy zwycięzcę, który w nagrodę otrzymał piłkę do gry,
zdobywca drugiego miejsca był dumnym posiadaczem gry „ Rodzinka Treflików-
loteryjka edukacyjna”, a trzeciego bierek. Dzieciaki były naprawę szczęśliwe i
przez resztę naszego pobytu świetnie się bawiły.
piątek, 29 lipca 2016
czwartek, 28 lipca 2016
Wyprawa na ryby
Kilka dni temu zadzwonił do mnie stary znajomy Boguś i
zaproponował wspólny wypad na ryby. Zazwyczaj jeździmy nad pobliski zalew.
Żadna rewelacja , ale zawsze to lepsze od siedzenia w domu. Tym razem miał dla mnie propozycję wprost nie
do odrzucenia. Jego wuj mieszka na Słowacji nad pięknym jeziorem. Zadzwonił niedawno
do Bogdana i poprosił o przysługę. Okazało się, że wyjeżdża wraz z rodziną na
cały miesiąc na wakacje i boi się zostawić pusty dom na tak długi okres czasu.
Pomyślał więc o Bogusiu, bo wie jak bardzo kocha wędkować. Oczywiście
zaproponował, by zabrał ze sobą , jeżeli ma ochotę rodzinę lub znajomych. To
była okazja, która nie zdarza się zbyt często.
Powiedziałem o tej propozycji Marysi, mojej małżonce. Zgodziła się na
ten wyjazd, ale pod jednym warunkiem. Chciała jechać z nami. Postanowiliśmy
zatem z Bogdanem, że zabierzemy ze sobą nasze panie. Wzięliśmy tydzień urlopu i
niebawem byliśmy u celu naszej podroży. Okolica była rzeczywiście wspaniała.
Wymarzone miejsce na wypoczynek. Po rozpakowaniu walizek udaliśmy się z
Bogdanem nad jezioro sprawdzić czy biorą ryby. Nasze małżonki zapakowały kosz
piknikowy i ulokowały się niedaleko od nas. Marysia zabrała ze sobą naszą
ulubioną grę towarzyską „ 5 sekund” . Właściwie zabieramy ją ze sobą na każdy
wyjazd, bo nigdy nie wiadomo, w którym momencie dopadnie nas nuda . Dziewczyny
wylegiwały się beztrosko , zażywając kąpieli słonecznej, a my z Bogdanem
bacznie obserwowaliśmy spławiki. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Widok
był wspaniały. Udało nam się złowić trzy dorodne sztuki. Dziewczyny postanowiły
przyrządzić je na kolację. Przenieśliśmy się na werandę. Byliśmy strasznie
głodni. W końcu Marysia przyniosła smakowitą kolację. Po posiłku postanowiliśmy
rozerwać się przy małej partyjce gry „ 5 sekund”. Zabawa była
wyśmienita. Troszkę dokuczały nam komary, ale świece dymne na te przykre owady
pomogły nam przetrwać ten wieczór. Siedzieliśmy niemalże do północy i w końcu
zmęczeni całym dniem położyliśmy się spać. Każdy dzień wyglądał podobnie, ale
nie nudziło nam się . Czuliśmy, że naprawdę odpoczywamy.
wtorek, 26 lipca 2016
Halinka
Wczoraj po południu zawitała do mnie moja ulubiona sąsiadka,
Grażynka. Odkąd zamieszkała w moim bloku, życie stało się weselsze i
łatwiejsze. Pomagaliśmy sobie nawzajem. Ona robiła mi czasem zakupy i upiekła
jakiś pyszny placuszek, a ja pomagałem jej w różnego rodzaju pracach męskich, a
to naprawić gniazdo, a to przestawić kanapę bądź usunąć awarię kranu w kuchni.
Grażynka sama wychowywała pięcioletnią córeczkę . Właśnie wczoraj poprosiła
mnie o zaopiekowanie się małą, gdyż miała umówiona wizytę u lekarza. Oczywiście
nie mogłem odmówić. Mała Halinka przyniosła ze sobą jej ulubione puzzle „Barbie
i jej super przyjaciele”. Była to niezwykle grzeczna dziewczynka o pięknych blond loczkach i niebieskich oczach.
Wyglądała jak mały aniołek. Zrobiłem gorące kakao i usiedliśmy w salonie.
Włączyłem telewizor, żeby odnaleźć jakiś odpowiedni kanał z bajkami. Czułem się
troszkę nieswojo, w
przeciwieństwie do Halinki. Nie należała ona do wstydliwych dzieci, a do tego
była dość, jak to mówią, wygadana. Zaczęła opowiadać mi o swoim przedszkolu, o
zabawkach, jakimi tam się bawią, co jedzą na śniadanie, a co na obiad, która
pani jest fajna, a która wręcz
przeciwnie, o jej ulubionych grach i
najlepszej koleżance. Miałem wrażenie, że ten potok słów nigdy się nie skończy.
Halinka mówiła i mówiła w takim pospiechu, jakby ktoś miał jej zaraz przerwać i
nie zdążyłaby wszystkiego opowiedzieć. Wykorzystując moment, w którym zaczerpnęła łyk kakao, zaproponowałem
wspólne układanie puzzli, które ze sobą przyniosła. Miałem nadzieję, że
układanka „ Barbie i jej super przyjaciele” troszkę ją wyciszy. Niestety
myliłem się . Halinka każdy element
puzzli znała na pamięć, więc nawet nie musiała się koncentrować na układaniu
kolejnego fragmentu. Za to zaczęła znowu opowiadać . Tym razem o chyba każdym
odcinku bajki z serii Barbie, o tym w jakim mieszka zamku, jaką porusza się
karocą, o jej zwierzątkach, służących, przyjaciołach no i oczywiście o niezliczonej ilości sukni w
garderobie. Na całe szczęście w porę zjawiła się Grażynka, podziękowała za
opiekę i zabrała małą do siebie. Gdy kładłem się spać nadal w uszach dźwięczał
mi głos Halinki.
poniedziałek, 25 lipca 2016
Uroczystość
Mój wnuczek Wiktorek skończył w tym roku nauczanie
przedszkolne. Po wakacjach zacznie uczęszczać do szkoły podstawowej. Z
przedszkolem jest związany od najmłodszych lat. Zawsze chętnie uczestniczył we
wszystkich zajęciach i w przeciwieństwie do innych dzieci nigdy nie narzekał,
że codziennie rano musiał rozstawać się z rodzicami. Lubił swoje przedszkole i
ciężko mu było teraz się z nim
rozstawać. Oczywiście cieszył się z powodu nadchodzących wakacji, ale ostatni
dzień w przedszkolu był dla niego ciężkim przeżyciem. Panie opiekunki przygotowały
razem z dziećmi specjalne przedstawienie pożegnalne dla przedszkolaków
opuszczających po raz ostatni mury przedszkola. Na uroczystość zostali
zaproszeni rodzice oraz dziadkowie. Nie mogłem oczywiście opuścić tak ważnego
wydarzenia i udałem się do przedszkola kilka minut wcześniej, by zając miejsce
w pierwszym rzędzie. Gdy sala była pełna, na scenę zaproszono Panią dyrektor,
która wygłosiła uroczystą mowę i zaprosiła wszystkich zebranych do wspólnego
obejrzenia występów najmłodszych. Każde dziecko miało szansę się zaprezentować.
Również Wiktorek pięknie wyrecytował powierzony mu wierszyk. Nie brakło także
piosenek i układów tanecznych. Pod koniec przedstawienia Pani dyrektor
poprosiła o pozostanie na scenie dzieciaczki, które w tym roku opuszczały na
zawsze mury przedszkola. Każdemu z nich wręczyła dyplomy i drobny upominek.
Wiktorek z dumą podszedł do mnie po zakończonych
występach i pochwalił się otrzymanym dyplomem oraz upominkiem, a były nim
puzzle „Farmer Miki”, z których bardzo się ucieszył. Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze uwielbiał
postacie z
Disney’owskich kreskówek. Po wzruszającym pożegnaniu ze swoimi Paniami ,
wspólnie wybraliśmy się na pyszne lody, a potem zabrałem wnuczka do nowo
otwartego w naszym mieście parku rozrywki dla najmłodszych. W ferworze zabawy
szybko zapomniał o smutnym pożegnaniu z przedszkolem. Po powrocie do domu razem
zajęliśmy się układaniem puzzli „Farmer Miki”. Było przy tym dużo śmiechu i
zabawy. Można było powiedzieć, że sezon wakacyjny właśnie został otwarty. Za
kilka dni Wiktorek miał wyjechać nad morze ze swoimi rodzicami.
piątek, 22 lipca 2016
Urlop
Tegoroczne wakacje spędziliśmy na urokliwej wyspie Hvar w
Chorwacji. Wprawdzie droga była długa i męcząca, to jednak piękno tego miejsca
wynagrodziło nam trudy tej podróży.
Udało nam się w tym roku zgrać urlopy z naszymi serdecznymi przyjaciółmi.
Pojechaliśmy całą nasza rodzinką, to znaczy, ja, małżonka, córka z zięciem i
dzieciakami. W podobnym składzie jechali nasi znajomi. Podróżowaliśmy czterema
samochodami, a na każdym przystanku dzieciaki przesiadały się do innego auta,
żeby urozmaicić sobie nudnawą dla nich drogę. Na całe szczęście Adaś mój najstarszy
wnuczek zabrał ze sobą do torby podręcznej swoją ulubioną grę „Chińczyk, Węże i
drabiny - Star Wars”. Oczywiście jest to klasyczna gra planszowa w nowej
odsłonie, w którą pomimo
niezbyt dobrych warunków podczas jazdy grali po dwie osoby. W końcu
kilkunastogodzinna podróż dobiegła końca. Nareszcie można było odpocząć.
Apartamenty, które zarezerwowaliśmy , znajdowały się raptem kilkadziesiąt
metrów od cudownej, żwirowej plaży otoczonej małymi knajpkami. Zaraz po
zakwaterowaniu, udaliśmy się na krótki spacer, by zrobić mały rekonesans po
okolicy. Tego dnia na plażowanie nie mieliśmy już siły. Zjedliśmy pyszną
kolację w restauracji i wróciliśmy do pokoi, żeby wypocząć i się w końcu zregenerować . Z samego ranka,
pełni energii i w świetnych nastrojach spakowaliśmy torby plażowe i udaliśmy
się nad brzeg lazurowego Adriatyku. Nawet nie było wcale tłocznie, czego
obawialiśmy się przed wyjazdem. Miejsca na plaży było sporo. Dzieciaki z wody prawie nie wychodziły. Na błogim
lenistwie mijał dzień za dniem. Wieczorami zwiedzaliśmy urokliwą starówkę i
kosztowaliśmy specjałów regionalnej kuchni. Do swoich apartamentów wracaliśmy
późnym wieczorem. Klimat jednak nam sprzyjał, bo wcale nie odczuwaliśmy
zmęczenia. Dzieciaki jeszcze w łóżkach grały w jedyną grę , jaką miały do
dyspozycji „Chińczyk, Węże i drabiny - Star Wars”, a my do północy układaliśmy
plany na kolejny dzień. Nasza idylla trwała dziesięć dni. Ciężko nam było
pożegnać się z Chorwacją, ale w przyszłym roku z pewnością tu wrócimy.
czwartek, 21 lipca 2016
Muzeum
Klasa mojej wnuczki Julki co tydzień uczestniczy w zajęciach
organizowanych przez miejskie muzem. Pomysłodawcą utworzenia tak zwanej
Muzealnej Akademii Malucha był prezydent naszego miasta. W nowatorskim
projekcie uczestniczą uczniowie klas początkowych szkół podstawowych. Zajęcia
są niezwykle ciekawe. Dzieci dostają indeksy, w których dokonuje się adnotacji o tematyce poszczególnych spotkań oraz
dyplomy ukończenia semestrów : zimowego i letniego. Co tydzień na uczestników
czeka niespodzianka, a to w
postaci warsztatów tanecznych, związanych na przykład z tańcem ludowym naszego
regionu, a to spotkań autorskich z pisarzami czy też podróży po tzw.
Muzolandii, to znaczy podziwiania kolejnych, nowych wystaw organizowanych przez
tą placówkę. Amelka uwielbia te zajęcia. W ubiegłym roku tak bardzo podobała
jej się jedna z wystaw, że postanowiła zaciągnąć na nią niemalże całą swoją
rodzinę. Zajęcia odbywają się w każdą środę przed lekcjami. Po szkole natomiast
wnuczka zawsze mnie odwiedza i opowiada co się działo w danym dniu w muzeum.
Tak też było wczoraj. Amelka była strasznie podekscytowana. Okazało się, że
podczas cotygodniowego spotkania dzieci najpierw zwiedziły wystawę pod tytułem
„ Zabawy zwierząt w chowanego” a później podzielono dzieciaki na kilka grup.
Każdej z nich wręczono zestaw puzzli związanych z wczorajszą tematyką zajęć. Grupa
Amelki miała za zadanie złożyć układankę o nazwie „Farma”. Każdy zestaw puzzli miał
tyle samo elementów. Uczestnicy układali je na czas, a nagrodą było darmowe
wejście dla całej rodziny na dowolną wystawę organizowaną w Muzeum. Było dużo
śmiechu i zabawy z nutką
zdrowej rywalizacji. Wygrała grupa mojej wnuczki. Amelka stwierdziła, że
właściwie puzzle „Farma” wcale nie były trudne do złożenia. Zwyciężczyniom
wręczono obiecane wejściówki. Oczywiście wnuczka od razu oznajmiła mi, że będę
musiał się z nią wybrać w najbliższą niedzielę na wystawę. Nie przepadam za
takimi miejscami, ale co się nie robi dla jedynej wnusi. Z plecaka wyjęła
bileciki , które miałem przechować do czasu naszej wycieczki.
wtorek, 19 lipca 2016
Przyjazd Weroniki
W końcu nadszedł długo wyczekiwany urlop i wakacje. Do
przejścia na upragnioną emeryturę pozostało mi zaledwie dwa lata, albo aż dwa
lata, bo czułem się coraz bardziej zmęczony pracą. Urlop miałem spędzić z moją
dwunastoletnią wnuczką Weroniką. Nie mogłem się doczekać jej przyjazdu. Nie
widujemy się zbyt często, ponieważ ja mieszkam na wybrzeżu, a ona z rodzicami w centrum
Polski. Oczywiście zazwyczaj okres wakacyjny spędza u
nas. Mieszkam z żoną w małej nadmorskiej miejscowości. Do pięknej, piaszczystej
plaży mamy zaledwie dziesięć minut drogi. Weronika przyjechała z rodzicami późnym wieczorem. Pomimo
zmęczenia kilkugodzinną podróżą długo jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy .
Następnego dnia udaliśmy się oczywiście na spacer brzegiem morza. Pogoda
dopisywała. To był udany dzień. W niedzielę
z samego rana córka z zięciem wyruszyli do domu, by w poniedziałek stawić się
w pracy, a my zostaliśmy sami z Weroniką. Niestety, ku naszemu wielkiemu
niezadowoleniu, pogoda spłatała nam figla i z planowanego
plażowania musieliśmy zrezygnować. Po śniadaniu pojechaliśmy na zakupy.
Przechodząc obok jednej z wystaw sklepowych Weroniki uwagę przykuły puzzle „
Baśniowa kraina-puzzle romantic”. Rzeczywiście miały wyjątkowo piękną szatę
graficzną. Pomyślałem, że brzydki, pochmurny dzień można by spędzić na ich
układaniu. Wszedłem do sklepu i
kupiłem układankę. Po powrocie do domu od razu wzięliśmy się za zabawę. Puzzle
składały się aż z tysiąca elementów. Nie było więc prostą sprawą złożenie ich w
całość. Podeszliśmy jednak do tematu bardzo poważnie i postanowiliśmy nie dać za
wygraną. W międzyczasie podjadaliśmy świeżo upieczony przez babcię placek z
truskawkami, który Weronika wprost uwielbia. Wieczorem wnuczka dołożyła ostatni
element układanki. „Baśniowa kraina- puzzle romantic” w dość sporych wymiarach
uroczyście prezentowały się na stole. Byliśmy z siebie naprawdę dumni.
Postanowiliśmy to uczcić i zamówiliśmy pyszną
pizzę. Zmęczeni pracochłonnym zadaniem poszliśmy spać. Następnego dnia nie było
już śladu po ciężkich, ciemnych chmurach. Świeciło słońce i zapraszało nas na
plażę. Na całe szczęście przez kolejne dwa tygodnie aura nam sprzyjała, więc
harcy w morskich falach nie było końca. Niestety urlop minął o wiele za szybko,
ale Weronika została u nas do końca wakacji.
poniedziałek, 18 lipca 2016
Last Minute
Wreszcie nadeszły upragnione przez wszystkich wakacje. Mój
wnuk odkąd wrócił ze szkolnej wycieczki z Międzyzdrojów, nie mówił o niczym
innym jak o wspólnych, rodzinnych wakacjach nad morzem . Osobiście nie miałem
nic przeciwko temu pomysłowi, ale córka
miała kiedyś nieprzyjemny wypoczynek we Władysławowie. Całe dziesięć dni
pobytu lało jak z cebra i odtąd nie chciała słyszeć o wakacjach nad polskim morzem.
Właściwie to mieliśmy jeszcze sporo czasu by się nad tym zastanowić. Ofert
wakacyjnych było bez liku. Córka urlop miała zaplanowany w połowie lipca, więc
liczyła na jakąś okazję , typu last minute. Koniecznie chciała wakacje spędzić
w Chorwacji . Upatrzyła sobie urokliwą Riwierę Makarską i codziennie śledziła okazje na stronach
internetowych najlepszych biur podróży. Dwa dni przeplanowanym urlopem trafiła
się bardzo okazyjna oferta, ale do Grecji na wyspę Korfu. Właściwie nie było
się nad czym zastanawiać. Zarezerwowała tygodniowy pobyt i już w poniedziałek siedzieliśmy w
samolocie. Czterogwiazdkowy hotel robił wrażenie. Zaraz po zakwaterowaniu
postanowiliśmy skorzystać z pięknego
słońca i kompleksu basenów. Oferta zawierała pełne wyżywienie, więc o posiłki
nie musieliśmy się wcale martwić. Wieczorem dodatkowa atrakcją były konkursy i
animacje dla najmłodszych, w tym konkurs tańca, w którym mój wnuczek zdobył
zaszczytne drugie miejsce. Nagrodą były puzzle z widokiem na wyspę Korfu. Igor
był przeszczęśliwy. Harce i zabawy trwały
do późnych godzin wieczornych. Gdy zmęczeni położyliśmy się do łóżek wnuczek
przyznał, że jednak takie wakacje są wiele fajniejsze niż jego wycieczka do
Międzyzdrojów. Z samego rana zanim jeszcze udaliśmy się na plażę musiałem
z Igorem złożyć w całość jego zdobyczne
puzzle. Tydzień na wyspie Korfu upłynął nam strasznie szybko, ale z pewnością
będą to jedne z najlepszych wakacji jakich mogłem doświadczyć. Najbardziej
jednak cieszył mnie fakt, że równie zadowolony z tego wyjazdu był Igorek. Mieliśmy całą masę fantastycznych
zdjęć i wiele wspaniałych wspomnień, włącznie z wygranymi przez wnuka
puzzlami w konkursie
tańca.
piątek, 8 lipca 2016
Niedzielna wycieczka
W ubiegła niedzielę wybraliśmy się całą rodzinką na
wycieczkę. Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny
spędzić na łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe,
które zna bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo
są naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się w kuchni, by przygotować kosz
piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw
wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło
przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na
ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na
nich czekać dobre pół godziny. W końcu wyruszyliśmy. Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna
trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na
łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja przygotowałem swój sprzęt wędkarski i
usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała,
nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po
godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli
się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoje ulubione karty Zootopia-Gra Piotruś. Ja
zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło
burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski,
kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości,
żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w
wygodnym krześle turystycznym i z
zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy rozgrywają kolejną partyjkę. Karty
Zootopia-Gra Piotruś kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie rozstawali
się z nimi podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu można było skosztować grillowanych pyszności.
Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o
niebo lepiej niż w czterech
ścianach. Po obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką
drzemkę. W końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze
piknikowe do samochodu, ale ta niedziela upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.
środa, 6 lipca 2016
Kontrola
Moja nastoletnia córka niemalże każdy weekend spędza ze
swoimi przyjaciółmi na działce. Za miesiąc kończy osiemnaście lat, więc nawet
nie wypada momentami czegoś zabronić. W domu jest posłuchaną ,poukładaną i
pomocną dziewczyną. Cały tydzień od poniedziałku do piątku poświęca nauce, więc
właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mogła przy weekendzie troszkę
odpocząć i się zrelaksować . Nasza działka leży nad dużym sztucznym zbiornikiem
wodnym. Trzy lata temu, kiedy ją kupiliśmy od razu postanowiliśmy wybudować na
niej niewielki domek letniskowy. Tak więc na przestrzeni zaledwie kilku lat
udało nam się doprowadzić naszą działeczkę do stanu niemalże doskonałego.
Przede wszystkim w domku można mieszkać całe lato. Na parterze znajduje się
salonik z aneksem kuchennym i małą łazieneczką, a na poddaszu dwa pokoiki
.Nasza działka graniczy z lasem, a do zbiornika wodnego jest zaledwie pięć
minut drogi. Wcale nie dziwię się mojej córce i jej przyjaciołom, że tak lubią
spędzać tam czas. Jednakże jak każdy rodzić początkowo miałem pewne obawy co do
tych ich wspólnych wypadów. W
końcu człowiek też kiedyś był młody i niekiedy do głowy przychodziły głupie
pomysły. Żeby rozwiać moje wątpliwości żona pewnego weekendu zaproponowała,
żebyśmy zajrzeli do dzieciaków i pod pretekstem dostarczenia na przykład pizzy
przeprowadzili małą kontrolę . Pomysł wydawał się całkiem dobry. Cała drogę
trochę się denerwowałem , czy aby nie zastanę tam czegoś czego nie chciałbym
zobaczyć. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła Anna,
przyjaciółka mojej córki. Z
uśmiechem na twarzy zaprosiła nas do środka. Cała ekipa w małym saloniku
grała w grę „ Kalejdoskop 50 gier”. Podałem dzieciakom pizzę i trochę byłem
zmieszany, że mogłem podejrzewać moją ukochana córeczkę o złe zachowanie.
Dzieciaki ucieszyły się na widok
pysznego jedzonka i zaprosiły nas do wspólnej gry. Spojrzałem na córkę, chcąc
sprawdzić czy przypadkiem nie ma do nas żalu o ten nalot. Ale w jej oczach
ujrzałem zadowolenie, zupełnie tak jakby chciał powiedzieć, to fajnie, że
przyjechaliście i mogliście
zobaczyć w jaki sposób spędzam czas ze swoimi znajomymi. Uspokojony usiadłem do
gry. Spędziliśmy cudowny wieczór. Do tej pory nie miałem okazji tak dobrze
poznać przyjaciół córki. Wyjeżdżając, poprosiłem moją jedynaczkę, by pożyczyła
nam tą wspaniałą grę „ Kalejdoskop 50 gier”, bo w planach miałem zaprosić sąsiadów
na małą rozgrywkę.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Klapa
Niedawno moja firma zatrudniła nowego technologa. Traf
chciał, że świeżo upieczonego pracownika ulokowano właśnie w moim pokoju.
Początkowo wydawał mi się zarozumiały, ale z czasem zaczęliśmy się całkiem
nieźle dogadywać. Robert, bo tak miał na imię mój nowy współpracownik chcąc
zapewne zacieśnić naszą znajomość zaprosił mnie z rodziną na kolację. Jak się
okazało mieszkał kilka przecznic od nas. Przed planowaną wizytą miałem
oczywiście w domu małe piekiełko. Moja żona niemalże tydzień czasu biegała po
sklepach, by znaleźć odpowiednią kreację na tę okazję. W końcu nadszedł dzień
próby. W drodze do Roberta zatrzymaliśmy się przy najlepszym w naszym mieście
sklepie z alkoholami i kupiliśmy wino dla pani domu. Zabraliśmy oczywiście ze
sobą naszą jedyną pociechę Julkę. Miałem nadzieję, że nie będzie się nudziła,
gdyż Robert z żoną również wychowywali córeczkę w podobnym wieku. Przywitaliśmy
się serdecznie i usiedliśmy do wspólnej kolacji. Nasze żony od razu przypadły
sobie do gustu, w przeciwieństwie do dziewczynek. Pomimo naszych wysiłków nie
mogły znaleźć wspólnych zainteresowań. Nastąpiła totalna klapa. Takiego obrotu
sprawy nikt z nas się nie spodziewał W
końcu żona Roberta przyniosła do salonu ulubione puzzle ich córeczki „Jej
wysokość Zosia” i poprosiła dziewczynki, by spróbowały złożyć je w całość. To
był strzał w dziesiątkę. Każda
chciała udowodnić, że taka układanka to dla niej pestka. My w tym czasie
mogliśmy dalej prowadzić naszą rozmowę. Okazało się, że żona Roberta ma w
centrum handlowym własny butik z damskimi ciuszkami. Przyniosła katalog, z
którego właśnie miała dokonać wyboru nowej kolekcji jesienno-zimowej. Moja
Zośka była zachwycona, tym bardziej, że otrzymała kupon rabatowy na cały asortyment.
My natomiast z Robertem wnikliwie analizowaliśmy ostatni problem naszej
kłopotliwej linii produkcyjnej. Tak bardzo pochłonięci byliśmy dyskusją, że
nawet nie zauważyliśmy, że nasze córeczki zaczęły się całkiem nieźle dogadywać.
Ułożyły w całość puzzle „Jej wysokość Zosia’” i pobiegły do dziecinnego pokoju,
wesoło podskakując. To była całkiem udana kolacja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)