czwartek, 28 maja 2015

Porządki u mamy


io moja mama Zofia poprosiła mnie o pomoc przy wiosennych porządkach.  Długo nie trzeba było mnie namawiać , bowiem bardzo lubię odwiedzać swoje rodzinne strony. Mama mieszka sama w dużym rodzinnym domu. Trudno jej zatem utrzymać taki metraż w idealnej czystości. Na całe szczęście, oprócz mnie w obowiązkach tych z pomocą przychodzi mi również moje rodzeństwo, siostra Julita i brat Tomasz.  Zazwyczaj cała nasza trójka stawia się u mamy z pomocą . Jest to czas nie tylko ciężkiej pracy, ale również okazja do rodzinnych wspomnień. W każdym razie, tym razem mieliśmy do doprowadzenia do ładu piwnicę oraz strych domu. Na pierwszy rzut poszła piwnica. Czuliśmy się trochę jak poszukiwacze skarbów dosłowni  i w przenośni. Tuż za składem zimowego opału znaleźliśmy drewnianą skrzynię , a  w niej coś czego byśmy w życiu się nie spodziewali – gry planszowe dla dzieci. Gry, w które zwykliśmy  w dzieciństwie grać w długie, jesienne i  zimowe wieczory . Oczywiście opróżniliśmy zawartość skrzyni i po pracowitym dniu postanowiliśmy powspominać stare czasy. Przy lampce dobrego wina rozpoczęła się nasza podróż wehikułem czasu do lat dzieciństwa. Naszą ulubioną grą planszową dla dzieci był kultowy Eurobusiness. Zadaniem gracza było tu zdobycie jak największego majątku poprzez kupowanie nieruchomości   i zarabianie na nich. Oprócz pól z nieruchomościami w grze występują także pola z niespodzianką, tzw. szansa, pole z więzieniem, pole z siecią wodociągową,   z elektrownią atomową, areszt a także dwa pola z tzw. stratą, tzn. kara pieniężną dla gracza, który na nich stanie. Zwycięża ta osoba, która                     w określonym czasie zdobędzie jak największy majątek. Niestety pomimo upływu lat czarnym koniem gry została ponownie moja starsza o dwa lata siostrzyczka. Pozostałe zakurzone i zapomniane przez tyle lat gry planszowe dla dzieci zostawiliśmy na kolejne nasze spotkanie. Mam nadzieję, że przy następnej okazji będę mógł się zrewanżować. Poza tym do wspólnej zabawy zamierzamy zaprosić najmłodszych członków naszej rodziny, nasze dzieciaki. Mamy zamiar pokazać młodszemu pokoleniu, że nie tylko gry komputerowe mogą stanowić rewelacyjną rozrywkę.

wtorek, 26 maja 2015

Mój przyjaciel Tadeusz


0                                   MÓJ PRZYJACIEL - TADEUSZ

 

W zeszły czwartek odwiedziłem mojego serdecznego przyjaciela Tadeusza. Mieszka on w pobliskim  sąsiedztwie, w dużym domu jednorodzinnym                  z pięknym ogrodem. Bardzo lubię wpadać do niego na małą partyjkę  szach wiosenną porą. Tadeusz ma również niecodzienne hobby. Uwielbia układać puzzle. Na  poddaszu domu znajduje się jego gabinet. Oczywiście wstęp do niego jest ściśle wzbroniony, nawet jego żona może tam zaglądać tylko                 i wyłącznie w obecności męża. Wszystko w trosce o jego ukochane puzzle. Pod ścianami gabinetu, na wysokich pod sam sufit półkach leżą poukładane motywami pudełka z układankami, i tak w pierwszej kolejności znajdują się krajobrazy, rośliny, następnie zwierzęta, potem miasta, samochody, samoloty, motocykle, statki, jednak największą część kolekcji stanowią puzzle z cyklu kosmos. Te ostatnie są chyba najbardziej pracochłonne, a im większy stopień trudności i złożoności zadania tym większą satysfakcja. Tak przynajmniej twierdzi mój stary przyjaciel.  Pośrodku pokoju stanowiącego gabinet znajduje się ogromny, dobrze oświetlony stół, który jest głównym miejscem pracy Tadeusza. Ciekawą  część kolekcji stanowią puzzle trójwymiarowe, tzw. 3D.      Te z kolei zajmują swoje specjalne miejsce w gabinecie pasjonata. W oszklonej gablocie można podziwiać te dzieła. Najlepszy efekt wizualny stanowi kula ziemska, którą w zeszłym roku sprezentowałem Tadeuszowi na jego pięćdziesiąte urodziny, jest ona dodatkowo podświetlona modnym w ostatnim czasie, kolorowym oświetleniem ledowym. Kolekcja Tadeusza jest imponująca. On sam nie chce zdradzić jak duża, ale wystarczy przekroczyć próg gabinetu, by zrozumieć jak wiele pracy, wysiłku i czasu to wszystko kosztowało. Niewielu zapewne z nas może się pochwalić takim hobby. Jakiś czas temu starałem się namówić przyjaciela, by spróbował zorganizować wystawę swoich prac. Niestety bezskutecznie. Tadeusz uparcie twierdzi, że wszystko co zbudował, stworzył ku własnej uciesze i nie jest to przeznaczone dla innych oczu. Moim zdaniem troszkę w tym egoizmu i pyszałkowatości. Natomiast  jedynym               z pozytywów jego pasji jest to, że nigdy nie mam ani ja ani nikt inny problemu    z doborem odpowiedniego prezentu dla Tadeusza. Wystarczy odwiedzić sklep    z zabawkami i prezent w postaci nowego opakowania puzzli zawsze się znajdzie.

piątek, 22 maja 2015

Bilard


Ostatnio ze znajomymi udaliśmy się do pobliskiego pubu, celem uczczenia zdobycia prawa jazdy przez naszą wspólną przyjaciółkę Dorotę. Okazja była rzeczywiście wyjątkowa, gdyż dopiero za dziewiątym podejściem udało się jej uzyskać wynik pozytywny na egzaminie praktycznym. Pub, do którego się udaliśmy znajdował się w centrum naszego miasta. Piętrowy, nowo wybudowany  budynek prezentował się okazale. Na parterze znajdował się bar   i sala z ogromnym telebimem, na którym można było śledzić najważniejsze wydarzenia sportowe. Pierwsze piętro przeznaczone było dla pasjonatów  bilarda. Tam też znaleźliśmy jedyny wolny stolik. Po złożeniu zamówienia, postanowiliśmy spróbować swoich sił w grze. Wszyscy byliśmy laikami w tej dziedzinie sportu. Potraktowaliśmy rozgrywkę jako formę gry towarzyskiej. Szczerze mówiąc nie za bardzo wiedzieliśmy jak się do tego zabrać i jakimi dokładnie regułami się tu kierować. Na całe szczęście z pomocą nam przyszedł gracz z sąsiedniego stołu. Jak się okazało nasz wybawiciel wiedział o bilardzie więcej niż niejedna osoba na tej sali. Oczywiście najpierw opowiedział nam        w jaki sposób rozpoczęła się jego życiowa przygoda z bilardem . Początkowo traktował ją jak zwykłą grę towarzyską, która umilała mu sobotnie wieczory       w gronie najbliższych znajomych. Powoli przypadkowe rozgrywki w niewielkim klubie przerodziły się w pasję, której oddawał się godzinami. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił porządne kije i postanowił spróbować  swoich sił na zawodach najniższego szczebla. Okazało się, że wielogodzinne ćwiczenia, zamiłowanie do gry, trochę  talentu i szczypta szczęścia dały mu pierwsze zwycięstwo. Zauważony przez człowieka, który stał się jego głównym  sponsorem,  a potem  menadżerem rozwijał się i zdobywał coraz wyższe tytuły. W taki oto sposób zwykła gra towarzyska, rozgrywana godzinami  w niewielkim klubie, w małej miejscowości pozwoliła mu dotrzeć na najwyższe podia spośród najlepszej kadry sportowej w tej dziedzinie, nie tylko na terenie naszego kraju, ale również poza jego granicami. To był rewelacyjny wieczór. Mieliśmy okazję spotkać wspaniałego człowieka, którego zacięcie i upór w dążeniu do doskonałości i rozwijania swojej pasji  sprawiły, że jego marzenia się urzeczywistniły.

wtorek, 19 maja 2015

Amelka


Ostatnio dłuższy okres czasu miałem okazję spędzić z moją wnuczką Amelką . Jej tata wyjechał do Niemiec na  dwumiesięczne szkolenie, zaś moja córka codziennie pracowała do późnych godzin wieczornych w redakcji znanego kobiecego miesięcznika. Amelia jest bardzo spokojnym i grzecznym dzieckiem. Sprawowanie nad nią opieki to czysta przyjemność. Oczywiście podczas jej pobytu należało dziecku, poza obowiązkami szkolnymi, zapewnić  jakąś dozę rozrywki. Zdaję sobie sprawę, że choć jej rodzice nie mają w zwyczaju sadzać dziecka na długie godziny przed monitorem, to obecnie gry komputerowe oraz konsole towarzyszom dzieciom od najmłodszych lat. Ostatnio jednak z wielką radością przyglądam się wzrostowi popularności gier planszowych dla   dzieci      i  coraz większej ich różnorodności. Postanowiłem zatem wykorzystać ten trend. Producenci gier planszowych dla dzieci dbają  bowiem o to, by rozrywka mogła być rodzinna, by sprawiała frajdę nie tylko najmłodszym, ale i rodzicom.            W moim domu jest wiele gier planszowych dla dzieci, tych sprzed lat, którymi zwykły się bawić moje córki. Choć w okrojonej i skromnej szacie graficznej, to jednak schematy gry pozostały te same. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby gra była prosta, ale wymagała myślenia i kombinowania. A grać z dziećmi warto! Ten sposób spędzania czasu nie tylko rozwija różne umiejętności, ale również pozwala na wspólne spędzanie czasu z rodzicami, rodzeństwem czy też dziadkami. Jest jednocześnie dobrą zabawą i nauką  zdrowej rywalizacji. Ponadto daje satysfakcję z wygranej, ale również uczy bardzo trudnej sztuki przegrywania. Przed przyjazdem Amelki postanowiłem zajrzeć do Internetu          i poczytać na temat współczesnych gier planszowych. Okazało się, że moda na wspólne granie powraca. Powstają specjalistyczne sklepy, portale społecznościowe dla miłośników gier, a nawet ich funkluby. Gry planszowe dla dzieci są natomiast coraz ładniejsze, lepiej wykonane, trwalsze. Oczywiście poza dość sporą kolekcją gier minionego pokolenia postanowiłem również zaopatrzyć się w nieco nowsze wersje gier planszowych. Dzięki temu codziennie wieczorem zasiadaliśmy wspólnie z moją wnuczką do małej partyjki. Amelka była zachwycona nową formą rozrywki, zaś dla mnie te wieczory należały do najlepiej spędzonych w jej towarzystwie. Mam  nadzieję, że nieraz będziemy mieli jeszcze  okazję to powtórzyć.

czwartek, 14 maja 2015

Puzzle

Tegoroczne ferie zimowe zapowiadały się wyjątkowo nudno. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu, by opłacić moje wymarzone wakacje na Krecie,  a mnie planowali wysłać na całe dwa tygodnie do babci - mamy mojej mamy. Wprawdzie babcia Józefina to jedna z osób najbliższych memu sercu, jednak perspektywa spędzenia wyczekiwanego wypoczynku w towarzystwie starszej babuni, nie napawała mnie optymizmem. Jako nastoletnia dziewczyna wolałabym spędzić wolny czas w bardziej rozrywkowym towarzystwie. Niestety, pomimo moich protestów, już pierwszego dnia upragnionego odpoczynku, zostałam dowieziona przez moich rodziców do miejsca mojego udręczenia. Babcia Józefina mieszkała w malowniczo położonej wiosce, niedaleko Sanoka, w Bieszczadach. Fakt, dla mnie - mieszczucha, górskie widoki zapierały dech w piersiach. Niestety, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu, niewiele się tu działo. Kilka gospodarstw wiejskich, okoliczny sklepik, oddalony od miejsca zamieszkania mojej babci o dobre dwadzieścia pięć minut szybkiego marszu oraz boisko - o tej porze roku przykryte sporą warstwą białego puchu. Pierwsze trzy dni spędziłam na długich rozmowach z moja babunią Józefiną. Nie widziałyśmy się od wakacji, więc było o czym opowiadać. Nowa szkoła,nowi nauczyciele, nowi znajomi etc. Czasem mam wrażenie, że babcia pomimo swojego sędziwego wieku doskonale mnie rozumie.Szkoda,że mieszkamy tak daleko od siebie i tak rzadko się widujemy. Czwartego dnia pobytu wydarzyło się coś, co sprawiło że właśnie TE ferie zimowe okazały się zaczątkiem nowego etapu mojego życia. Wybrałyśmy się z moją babcią w odwiedziny do jej przyjaciółki Mani, mieszkającej cztery domy dalej. Pani Maria była 65-letnią wdową. Gdy weszłyśmy do środka moją uwagę przykuły wiszące w przedsionku specyficzne obrazki. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to puzzle oprawione w ramki. Panią Marię zastałyśmy siedzącą przy dużym stole. Była odwrócona tyłem. Gdy podeszłam, aby się przywitać, znieruchomiałam. Wszystkiego bym się spodziewała : lepienia pierogów, dziergania na drutach albo rozwiązywania krzyżówek... ale PUZZLE ! Rozłożyła mnie na łopatki ! W mieszkaniu  miała setki różnych układanek. Niektóre z nich układała w kilku egzemplarzach ( bo już nic nowego nie było w sklepie ). Wystarczyły dwa tygodnie, by Pani Marianna, z malutkiej wioski, w sercu Bieszczad zaraziła mnie pasją do układania PUZZLI :)

środa, 13 maja 2015

Kącik gier planszowych


Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W  bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu. Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo – wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra, antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas. Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie. Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach. Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację, refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania, Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo Tomaszek już o nie dopytuje.

poniedziałek, 11 maja 2015

Gry towarzyskie


Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W  bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu. Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo – wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra, antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas. Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie. Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach. Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację, refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania, Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo Tomaszek już o nie dopytuje.

czwartek, 7 maja 2015

Gry planszowe

Dwa lata temu zaplanowaliśmy ze znajomymi wspólny urlop.
Po burzliwych negocjacjach co do miejsca naszego letniego odpczynku zdecydowaliśmy
o wyjeździe nad moje ukochane morze, do uroczego Władysławowa. Byłem usatysfakcjonowany,
gdyż opozycją dla tej właśnie propozycji był wyjazd do Zakopanego.
Góry są piękne, ale perspektywa górskich wspinaczek w trzydziestostopniowy upał
była dla mnie przerażająca. Całe szczęście posiadam hipnotyzującą siłę perswazji
i tak w pierwszy lipcowy weekend dojechaliśmy do celu naszej podróży. Był wczesny ranek.
Zameldowaliśmy się w naszych kwaterach i pomimo zmęczenia poszliśmy przywitać Bałtyk.
Do plaży mieliśmy zaledwie 10 minut drogi. W ciszy i zadumie podziwialiśmy wschód słońca.
Nagle widok ten zaczęły przesłaniać granatowe chmury, które wciąż napływały. Zerwał się
silny wiatr, morze się wzburzyło. Zrobiło się ciemno i nieprzyjemnie i zanim zdążyliśmy
podjąć decyzję o powrocie, staliśmy w strugach deszczu. Droga powrotna nie należała do
najprzyjemniejszych. Niestety ku naszemu niezadowoleniu, jak podawały lokalne media,
pogoda wcale nie miała się poprawić. Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem frustracji.
Wciąż padało. Na terenie naszego kempingu znajdowała się tzw. świetlica. Była oblegana.
Rozejrzeliśmy się dookoła. Stół do tenisa stołowego zajęty, bilard zajęty, piłkarzyki zajęte.
Nagle w odległym kącie pomieszczenia coś przykuło moją uwagę. Były to zapomniane
przez wszytskich gry planszowe.Znaleźliśmy sposób na nudę. Jeżeli komukolwiek z was
gra planszowa kojarzy się z prymitywną rozrywką polegającą na rzucaniu kostką
i liczeniu na farta, najwyraźniej dawno nie miał z nią styczności. Postanowiliśmy
kilka z nich wypożyczyć na wieczór. To był strzał w dziesiątkę. Dziś gra planszowa
przegrywa z kretesem w sparingu z wszechobecną elektroniką, konsolami do gier, tabletami,
komputerami i innymi cudeńkami cywilizacji. Szkoda, bowiem gdy sięgnę pamięcią do czasów
dzieciństwa, w moim rodzinnym domu bardzo często siadałem z rodzicami i rodzeństwem właśnie
do gier planszowych. Była to naprawdę świetna zabawa, a jednocześnie niezapomniane momenty
wspólnych spotkań i rozmów. Obecnie każdy zamyka się w swoim wirtualnym świecie, a więzi
które być może kiedyś właśnie dzięki takim wspólnym zabawom się zacieśniały, obecnie
niszczy wszeobecny świat techniki.

środa, 6 maja 2015

fabryka zabawek


W tym roku wspólnie z rodzicami moich wychowanków, tzn. uczniów klasy drugiej szkoły podstawowej postanowiliśmy wybrać się na wiosenną wycieczkę klasową. Oczywiście pomysłów co do miejsca wypoczynku było mnóstwo, począwszy od Krakowa, poprzez Uniejów czy też Skalne Miasto w Czechach. Koniec końców, po burzliwych obradach postanowiliśmy zabrać dzieciaki do miejsca, które zachwyci najbardziej wybredne maluchy. W połowie kwietnia wraz z dziećmi z klas pierwszych wybraliśmy się czterdziestoosobową grupą na wycieczkę do fabryki zabawek w Koszalinie. Celem wycieczki było zwiedzanie i poznanie miejsc związanych z pracą i zabawą oraz nauka szacunku dla ciężkiej pracy ludzi. Gdy dotarliśmy na miejsce naszą grupą zajęła się przewodniczka wycieczki. Okazało się, że zwiedzana przez nas Fabryka Zabawek Pluszowych,  istnieje oraz działa z pasją i zaangażowaniem już od 15 lat. Dzieci zapoznały się z historią fabryki – obejrzały Małe Muzeum, w którym znajdują się ilustracje oraz liczący kilkadziesiąt pozycji zbiór oryginalnych makiet, lalek filmowych, scenografii do bajek animowanych dla dzieci przygotowywanych w legendarnej polskiej wytwórni filmowej „SE-MA-FOR”. Największym skarbem muzeum jest najstarsza lalka Misia Uszatka, wykorzystywana do animacji filmowej. Następnie dzieci obejrzały kolejne etapy powstawania małych, większych i bardzo dużych zabawek pluszowych, począwszy od rysowania form, wykrajania materiału, zszywania poszczególnych kawałków, wyszywania ozdób, mocowania oczu, wywracania na prawą stronę, wypychania oraz zszywania. Na koniec dzieci otrzymały na pamiątkę małe pluszaki oraz dwie duże maskotki – łosie, a chętni w sklepiku mogli dodatkowo zakupić pluszowe pamiątki. Poza pluszowymi drobiazgami, każde dziecko otrzymało pamiątkowe zdjęcie na tle wspomnianej już lalki Misia Uszatka. Dzieciaki, sądząc po minach i okrzykach, były zachwycone. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem, wykończeni ale szczęśliwi. To była naprawdę udana wyprawa i mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję powtórzyć taką wycieczkę.

poniedziałek, 4 maja 2015

Biwak



Ubiegłoroczne wakacje postanowiliśmy ze znajomymi spędzić w plenerze. Był to nasz pierwszy od wielu lat tego typu wypoczynek. Zazwyczaj bowiem urlop wiązał się z zagranicznymi podróżami. Tym razem mając na uwadze niezbyt przyjemne wspomnienia z pobytu w Egipcie, zdecydowaliśmy się na tradycyjną, aczkolwiek dawno już zapomnianą formę wypoczynku, a mianowicie biwakowanie na uroczych Mazurach. Wybraliśmy się w okolice Augustowa. Spędziliśmy tam pełne dwa tygodnie. Pogoda dopisywała. Za dnia zażywaliśmy kąpieli albo organizowaliśmy sobie wycieczki rowerowe. Najciekawsze jednak okazały się wieczory. Pozbawieni dobrodziejstw cywilizacji spędziliśmy je pod hasłem gier towarzyskich. Tak wyśmienitej rozrywki dawno nie pamiętam. Każdego wieczoru motywem przewodnim była inna gra. I tak nasze wspomnienia lat młodzieńczych rozpoczęła kultowa gra towarzyska - Kalambury. Dobór haseł oraz stopień ich trudności powodowały, że śmiechu było co niemiara. Oczywiście w trakcie każdej rozgrywki wyłanialiśmy zwycięzcę, dla którego wspólnie z pozostałymi uczestnikami wymyślaliśmy nagrodę w postaci konkretnego zadania. I tak królem kalamburów został nikt inny, jak mój przyjaciel Staszek. Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca było tego wieczoru pierwszeństwo w skorzystaniu z prysznica :) Kolejny dzień przyniósł jeszcze większą frajdę. Pole namiotowe, na którym się spędzaliśmy swój urlop znajdowało się w rewelacyjnym miejscu. Z jednej strony las, z drugiej zaś jezioro. Biwakowiczów było niewielu, pomimo sezonu i pięknej pogody. Zaprosiliśmy zatem do wspólnej zabawy sąsiadów, urocze małżeństwo z centralnej Polski, a ponieważ przestrzeni do harcy nie brakowało, postanowiliśmy rozpocząć kolejną grę towarzyską - grę w chowanego. Pomimo naszego dość poważnego już wieku, nie czuliśmy się skrępowani. Wręcz przeciwnie. Gra ta przywołała wiele wspomnień dziecięcych i młodzieńczych lat. Tym razem to mnie udało się zdobyć tytuł króla gry. Pozostali współzawodnicy długo debatowali nad nagrodą dla zwycięzcy. Niestety, pomimo moich sprzeciwów, miałem zaszczyt zaplanować trasę wycieczki rowerowej na kolejny dzień naszego pobytu i w oparciu o mapę oraz naszkicować plan podróży. Każdy kolejny dzień przynosił nowe wrażenia i niezapomniane chwile. Tegoroczne wakacje również zamierzamy spędzić biwakując na Mazurach.