io moja mama Zofia poprosiła mnie o pomoc przy
wiosennych porządkach. Długo nie trzeba
było mnie namawiać , bowiem bardzo lubię odwiedzać swoje rodzinne strony. Mama
mieszka sama w dużym rodzinnym domu. Trudno jej zatem utrzymać taki metraż w
idealnej czystości. Na całe szczęście, oprócz mnie w obowiązkach tych z pomocą
przychodzi mi również moje rodzeństwo, siostra Julita i brat Tomasz. Zazwyczaj cała nasza trójka stawia się u mamy
z pomocą . Jest to czas nie tylko ciężkiej pracy, ale również okazja do
rodzinnych wspomnień. W każdym razie, tym razem mieliśmy do doprowadzenia do
ładu piwnicę oraz strych domu. Na pierwszy rzut poszła piwnica. Czuliśmy się
trochę jak poszukiwacze skarbów dosłowni i w przenośni. Tuż za składem zimowego opału
znaleźliśmy drewnianą skrzynię , a w
niej coś czego byśmy w życiu się nie spodziewali – gry planszowe dla dzieci.
Gry, w które zwykliśmy w dzieciństwie
grać w długie, jesienne i zimowe
wieczory . Oczywiście opróżniliśmy zawartość skrzyni i po pracowitym dniu
postanowiliśmy powspominać stare czasy. Przy lampce dobrego wina rozpoczęła się
nasza podróż wehikułem czasu do lat dzieciństwa. Naszą ulubioną grą planszową
dla dzieci był kultowy Eurobusiness. Zadaniem gracza było tu zdobycie jak największego
majątku poprzez kupowanie nieruchomości
i zarabianie na nich. Oprócz pól z nieruchomościami w grze występują
także pola z niespodzianką, tzw. szansa, pole z więzieniem, pole z siecią
wodociągową, z elektrownią atomową, areszt a także dwa pola z tzw.
stratą, tzn. kara pieniężną dla gracza, który na nich stanie. Zwycięża ta
osoba, która w określonym czasie zdobędzie jak największy
majątek. Niestety pomimo upływu lat czarnym koniem gry została ponownie moja
starsza o dwa lata siostrzyczka. Pozostałe zakurzone i zapomniane przez tyle
lat gry planszowe dla dzieci zostawiliśmy na kolejne nasze spotkanie. Mam
nadzieję, że przy następnej okazji będę mógł się zrewanżować. Poza tym do
wspólnej zabawy zamierzamy zaprosić najmłodszych członków naszej rodziny, nasze
dzieciaki. Mamy zamiar pokazać młodszemu pokoleniu, że nie tylko gry
komputerowe mogą stanowić rewelacyjną rozrywkę.
czwartek, 28 maja 2015
wtorek, 26 maja 2015
Mój przyjaciel Tadeusz
0 MÓJ
PRZYJACIEL - TADEUSZ
W zeszły czwartek odwiedziłem mojego serdecznego przyjaciela
Tadeusza. Mieszka on w pobliskim sąsiedztwie, w dużym domu jednorodzinnym z pięknym ogrodem. Bardzo
lubię wpadać do niego na małą partyjkę
szach wiosenną porą. Tadeusz ma również niecodzienne hobby. Uwielbia
układać puzzle. Na poddaszu domu
znajduje się jego gabinet. Oczywiście wstęp do niego jest ściśle wzbroniony,
nawet jego żona może tam zaglądać tylko i wyłącznie w obecności męża.
Wszystko w trosce o jego ukochane puzzle. Pod ścianami gabinetu, na wysokich
pod sam sufit półkach leżą poukładane motywami pudełka z układankami, i tak w
pierwszej kolejności znajdują się krajobrazy, rośliny, następnie zwierzęta,
potem miasta, samochody, samoloty, motocykle, statki, jednak największą część
kolekcji stanowią puzzle z cyklu kosmos. Te ostatnie są chyba najbardziej
pracochłonne, a im większy stopień trudności i złożoności zadania tym większą
satysfakcja. Tak przynajmniej twierdzi mój stary przyjaciel. Pośrodku pokoju stanowiącego gabinet znajduje
się ogromny, dobrze oświetlony stół, który jest głównym miejscem pracy
Tadeusza. Ciekawą część kolekcji
stanowią puzzle trójwymiarowe, tzw. 3D. Te z kolei zajmują swoje specjalne miejsce
w gabinecie pasjonata. W oszklonej gablocie można podziwiać te dzieła.
Najlepszy efekt wizualny stanowi kula ziemska, którą w zeszłym roku
sprezentowałem Tadeuszowi na jego pięćdziesiąte urodziny, jest ona dodatkowo
podświetlona modnym w ostatnim czasie, kolorowym oświetleniem ledowym. Kolekcja
Tadeusza jest imponująca. On sam nie chce zdradzić jak duża, ale wystarczy
przekroczyć próg gabinetu, by zrozumieć jak wiele pracy, wysiłku i czasu to
wszystko kosztowało. Niewielu zapewne z nas może się pochwalić takim hobby.
Jakiś czas temu starałem się namówić przyjaciela, by spróbował zorganizować
wystawę swoich prac. Niestety bezskutecznie. Tadeusz uparcie twierdzi, że
wszystko co zbudował, stworzył ku własnej uciesze i nie jest to przeznaczone
dla innych oczu. Moim zdaniem troszkę w tym egoizmu i pyszałkowatości.
Natomiast jedynym z pozytywów jego pasji jest to,
że nigdy nie mam ani ja ani nikt inny problemu z doborem odpowiedniego prezentu dla
Tadeusza. Wystarczy odwiedzić sklep z
zabawkami i prezent w postaci nowego opakowania puzzli zawsze się znajdzie.
piątek, 22 maja 2015
Bilard
Ostatnio ze znajomymi udaliśmy się do pobliskiego pubu, celem
uczczenia zdobycia prawa jazdy przez naszą wspólną przyjaciółkę Dorotę. Okazja
była rzeczywiście wyjątkowa, gdyż dopiero za dziewiątym podejściem udało się
jej uzyskać wynik pozytywny na egzaminie praktycznym. Pub, do którego się udaliśmy
znajdował się w centrum naszego miasta. Piętrowy, nowo wybudowany budynek prezentował się okazale. Na parterze
znajdował się bar i sala z ogromnym
telebimem, na którym można było śledzić najważniejsze wydarzenia sportowe.
Pierwsze piętro przeznaczone było dla pasjonatów bilarda. Tam też znaleźliśmy jedyny wolny
stolik. Po złożeniu zamówienia, postanowiliśmy spróbować swoich sił w grze.
Wszyscy byliśmy laikami w tej dziedzinie sportu. Potraktowaliśmy rozgrywkę jako
formę gry towarzyskiej. Szczerze mówiąc nie za bardzo wiedzieliśmy jak się do
tego zabrać i jakimi dokładnie regułami się tu kierować. Na całe szczęście z
pomocą nam przyszedł gracz z sąsiedniego stołu. Jak się okazało nasz wybawiciel
wiedział o bilardzie więcej niż niejedna osoba na tej sali. Oczywiście najpierw
opowiedział nam w jaki sposób rozpoczęła
się jego życiowa przygoda z bilardem . Początkowo traktował ją jak zwykłą grę
towarzyską, która umilała mu sobotnie wieczory w gronie najbliższych znajomych. Powoli
przypadkowe rozgrywki w niewielkim klubie przerodziły się w pasję, której
oddawał się godzinami. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił porządne kije i
postanowił spróbować swoich sił na zawodach
najniższego szczebla. Okazało się, że wielogodzinne ćwiczenia, zamiłowanie do
gry, trochę talentu i szczypta szczęścia
dały mu pierwsze zwycięstwo. Zauważony przez człowieka, który stał się jego
głównym sponsorem, a potem
menadżerem rozwijał się i zdobywał coraz wyższe tytuły. W taki oto
sposób zwykła gra towarzyska, rozgrywana godzinami w niewielkim klubie, w małej miejscowości
pozwoliła mu dotrzeć na najwyższe podia spośród najlepszej kadry sportowej w
tej dziedzinie, nie tylko na terenie naszego kraju, ale również poza jego
granicami. To był rewelacyjny wieczór. Mieliśmy okazję spotkać wspaniałego człowieka,
którego zacięcie i upór w dążeniu do doskonałości i rozwijania swojej
pasji sprawiły, że jego marzenia się
urzeczywistniły.
wtorek, 19 maja 2015
Amelka
Ostatnio dłuższy okres czasu miałem okazję spędzić z moją
wnuczką Amelką . Jej tata wyjechał do Niemiec na dwumiesięczne szkolenie, zaś moja córka
codziennie pracowała do późnych godzin wieczornych w redakcji znanego kobiecego
miesięcznika. Amelia jest bardzo spokojnym i grzecznym dzieckiem. Sprawowanie
nad nią opieki to czysta przyjemność. Oczywiście podczas jej pobytu należało
dziecku, poza obowiązkami szkolnymi, zapewnić
jakąś dozę rozrywki. Zdaję sobie sprawę, że choć jej rodzice nie mają w
zwyczaju sadzać dziecka na długie godziny przed monitorem, to obecnie gry
komputerowe oraz konsole towarzyszom dzieciom od najmłodszych lat. Ostatnio
jednak z wielką radością przyglądam się wzrostowi popularności gier planszowych
dla dzieci i coraz
większej ich różnorodności. Postanowiłem zatem wykorzystać ten trend.
Producenci gier planszowych dla dzieci dbają
bowiem o to, by rozrywka mogła być rodzinna, by sprawiała frajdę nie
tylko najmłodszym, ale i rodzicom.
W moim domu jest wiele gier
planszowych dla dzieci, tych sprzed lat, którymi zwykły się bawić moje córki.
Choć w okrojonej i skromnej szacie graficznej, to jednak schematy gry pozostały
te same. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby gra była prosta, ale
wymagała myślenia i kombinowania. A grać z dziećmi warto! Ten sposób spędzania
czasu nie tylko rozwija różne umiejętności, ale również pozwala na wspólne
spędzanie czasu z rodzicami, rodzeństwem czy też dziadkami. Jest jednocześnie
dobrą zabawą i nauką zdrowej
rywalizacji. Ponadto daje satysfakcję z wygranej, ale również uczy bardzo
trudnej sztuki przegrywania. Przed przyjazdem Amelki postanowiłem zajrzeć do Internetu i poczytać na temat współczesnych
gier planszowych. Okazało się, że moda na wspólne granie powraca. Powstają specjalistyczne
sklepy, portale społecznościowe dla miłośników gier, a nawet ich funkluby. Gry
planszowe dla dzieci są natomiast coraz ładniejsze, lepiej wykonane, trwalsze.
Oczywiście poza dość sporą kolekcją gier minionego pokolenia postanowiłem
również zaopatrzyć się w nieco nowsze wersje gier planszowych. Dzięki temu
codziennie wieczorem zasiadaliśmy wspólnie z moją wnuczką do małej partyjki.
Amelka była zachwycona nową formą rozrywki, zaś dla mnie te wieczory należały
do najlepiej spędzonych w jej towarzystwie. Mam
nadzieję, że nieraz będziemy mieli jeszcze okazję to powtórzyć.
czwartek, 14 maja 2015
Puzzle
Tegoroczne ferie zimowe zapowiadały się wyjątkowo nudno. Rodzice pracowali od rana do zmierzchu, by opłacić moje wymarzone wakacje na Krecie, a mnie planowali wysłać na całe dwa tygodnie do babci - mamy mojej mamy. Wprawdzie babcia Józefina to jedna z osób najbliższych memu sercu, jednak perspektywa spędzenia wyczekiwanego wypoczynku w towarzystwie starszej babuni, nie napawała mnie optymizmem. Jako nastoletnia dziewczyna wolałabym spędzić wolny czas w bardziej rozrywkowym towarzystwie. Niestety, pomimo moich protestów, już pierwszego dnia upragnionego odpoczynku, zostałam dowieziona przez moich rodziców do miejsca mojego udręczenia. Babcia Józefina mieszkała w malowniczo położonej wiosce, niedaleko Sanoka, w Bieszczadach. Fakt, dla mnie - mieszczucha, górskie widoki zapierały dech w piersiach. Niestety, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu, niewiele się tu działo. Kilka gospodarstw wiejskich, okoliczny sklepik, oddalony od miejsca zamieszkania mojej babci o dobre dwadzieścia pięć minut szybkiego marszu oraz boisko - o tej porze roku przykryte sporą warstwą białego puchu. Pierwsze trzy dni spędziłam na długich rozmowach z moja babunią Józefiną. Nie widziałyśmy się od wakacji, więc było o czym opowiadać. Nowa szkoła,nowi nauczyciele, nowi znajomi etc. Czasem mam wrażenie, że babcia pomimo swojego sędziwego wieku doskonale mnie rozumie.Szkoda,że mieszkamy tak daleko od siebie i tak rzadko się widujemy. Czwartego dnia pobytu wydarzyło się coś, co sprawiło że właśnie TE ferie zimowe okazały się zaczątkiem nowego etapu mojego życia. Wybrałyśmy się z moją babcią w odwiedziny do jej przyjaciółki Mani, mieszkającej cztery domy dalej. Pani Maria była 65-letnią wdową. Gdy weszłyśmy do środka moją uwagę przykuły wiszące w przedsionku specyficzne obrazki. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to puzzle oprawione w ramki. Panią Marię zastałyśmy siedzącą przy dużym stole. Była odwrócona tyłem. Gdy podeszłam, aby się przywitać, znieruchomiałam. Wszystkiego bym się spodziewała : lepienia pierogów, dziergania na drutach albo rozwiązywania krzyżówek... ale PUZZLE ! Rozłożyła mnie na łopatki ! W mieszkaniu miała setki różnych układanek. Niektóre z nich układała w kilku egzemplarzach ( bo już nic nowego nie było w sklepie ). Wystarczyły dwa tygodnie, by Pani Marianna, z malutkiej wioski, w sercu Bieszczad zaraziła mnie pasją do układania PUZZLI :)
środa, 13 maja 2015
Kącik gier planszowych
Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w
opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący
rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest
również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się
pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W
minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej
Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane
przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do
gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice,
rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W
bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze
spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu.
Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze
Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo
– wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra,
antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas.
Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i
nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe
wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie.
Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby
zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na
przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie
przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali
nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach.
Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą
gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają
logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację,
refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania,
Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do
samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają
się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam
nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo
Tomaszek już o nie dopytuje.
poniedziałek, 11 maja 2015
Gry towarzyskie
Ferie zimowe i wakacje to okres, w których pomoc dziadków w
opiece nad młodszymi dziećmi okazuje się zazwyczaj bezcenna. Niestety pracujący
rodzice, o ile nie są nauczycielami, mają ograniczony okres urlopowy. Tak jest
również w przypadku naszego ukochanego wnusia Tomaszka. Zazwyczaj staramy się
pomóc naszym dzieciom i zabieramy go do naszej rodzinnej miejscowości. W
minione ferie postanowiłem zabrać mojego ośmioletniego wnuka do Miejskiej
Biblioteki Publicznej. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zorganizowane
przez władze naszego miasta zajęcia dla najmłodszych bardzo przypadły mu do
gustu, w dodatku w zajęciach tych mogli również uczestniczyć rodzice,
rodzeństwo oraz dziadkowie dzieciaków. W
bibliotece działał bowiem aktywnie Kącik Gier Planszowych. Pierwsze
spotkanie we wspomnianym kąciku odbyło się już pierwszego dnia pobytu.
Sympatycy „planszówek” spotkali się przy wspaniałej grze rodzinnej Poszukiwacze
Skarbów. Przenieśliśmy się razem z pozostałymi uczestnikami zajęć na Key Largo
– wyspę na Morzu Karaibskim, gdzie wcieliliśmy się w łowców złota, srebra,
antyków, a nawet diamentów. Dzięki tej grze dzieci bardzo miło spędziły czas.
Graliśmy ponad dwie godziny! Emocji było co niemiara. Tomaszek był zachwycony i
nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Kolejny dzień przyniósł nowe
wyzwania. Tym razem graliśmy w dostarczającą wiele zabawy grę Pędzące żółwie.
Wcieliliśmy się w tytułowych bohaterów i „biegliśmy” co sił w nogach, żeby
zdobyć sałatę jako pierwsi. Jednak to zadanie nie było takie proste, bo na
przeszkodzie stały nam inne żółwie, które próbowały utrudnić zdobycie
przysmaku. Trzeciego dnia po zakończonej grze wszyscy uczestnicy zostali
nagrodzeni, bowiem wszyscy aktywnie uczestniczyli we wspólnych zmaganiach.
Zajęcia w Kąciku Gier Planszowych to była naprawdę rewelacyjna rozrywka. Uczą
gry fair, zdrowej rywalizacji, zabawy z innymi, pracy w grupie, wspomagają
logiczne myślenie, pamięć, analizę wzrokową, spostrzegawczość, koncentrację,
refleks, kreatywność, wyobraźnię. Gry planszowe nie wymagają źródła zasilania,
Internetu, czy też dostępu do komputera. Wystarczy po prostu spakować je do
samochodu czy plecaka i zabrać na wakacje, ferie, wycieczkę, biwak. Sprawdzają
się zarówno na plaży, w górach, w parku, nad jeziorem czy w ogrodzie. Mam
nadzieję, że w okresie letnim również będą zorganizowane tego typu zajęcia, bo
Tomaszek już o nie dopytuje.
czwartek, 7 maja 2015
Gry planszowe
Dwa lata temu zaplanowaliśmy ze znajomymi wspólny urlop.
Po burzliwych negocjacjach co do miejsca naszego letniego odpczynku zdecydowaliśmy
o wyjeździe nad moje ukochane morze, do uroczego Władysławowa. Byłem usatysfakcjonowany,
gdyż opozycją dla tej właśnie propozycji był wyjazd do Zakopanego.
Góry są piękne, ale perspektywa górskich wspinaczek w trzydziestostopniowy upał
była dla mnie przerażająca. Całe szczęście posiadam hipnotyzującą siłę perswazji
i tak w pierwszy lipcowy weekend dojechaliśmy do celu naszej podróży. Był wczesny ranek.
Zameldowaliśmy się w naszych kwaterach i pomimo zmęczenia poszliśmy przywitać Bałtyk.
Do plaży mieliśmy zaledwie 10 minut drogi. W ciszy i zadumie podziwialiśmy wschód słońca.
Nagle widok ten zaczęły przesłaniać granatowe chmury, które wciąż napływały. Zerwał się
silny wiatr, morze się wzburzyło. Zrobiło się ciemno i nieprzyjemnie i zanim zdążyliśmy
podjąć decyzję o powrocie, staliśmy w strugach deszczu. Droga powrotna nie należała do
najprzyjemniejszych. Niestety ku naszemu niezadowoleniu, jak podawały lokalne media,
pogoda wcale nie miała się poprawić. Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem frustracji.
Wciąż padało. Na terenie naszego kempingu znajdowała się tzw. świetlica. Była oblegana.
Rozejrzeliśmy się dookoła. Stół do tenisa stołowego zajęty, bilard zajęty, piłkarzyki zajęte.
Nagle w odległym kącie pomieszczenia coś przykuło moją uwagę. Były to zapomniane
przez wszytskich gry planszowe.Znaleźliśmy sposób na nudę. Jeżeli komukolwiek z was
gra planszowa kojarzy się z prymitywną rozrywką polegającą na rzucaniu kostką
i liczeniu na farta, najwyraźniej dawno nie miał z nią styczności. Postanowiliśmy
kilka z nich wypożyczyć na wieczór. To był strzał w dziesiątkę. Dziś gra planszowa
przegrywa z kretesem w sparingu z wszechobecną elektroniką, konsolami do gier, tabletami,
komputerami i innymi cudeńkami cywilizacji. Szkoda, bowiem gdy sięgnę pamięcią do czasów
dzieciństwa, w moim rodzinnym domu bardzo często siadałem z rodzicami i rodzeństwem właśnie
do gier planszowych. Była to naprawdę świetna zabawa, a jednocześnie niezapomniane momenty
wspólnych spotkań i rozmów. Obecnie każdy zamyka się w swoim wirtualnym świecie, a więzi
które być może kiedyś właśnie dzięki takim wspólnym zabawom się zacieśniały, obecnie
niszczy wszeobecny świat techniki.
Po burzliwych negocjacjach co do miejsca naszego letniego odpczynku zdecydowaliśmy
o wyjeździe nad moje ukochane morze, do uroczego Władysławowa. Byłem usatysfakcjonowany,
gdyż opozycją dla tej właśnie propozycji był wyjazd do Zakopanego.
Góry są piękne, ale perspektywa górskich wspinaczek w trzydziestostopniowy upał
była dla mnie przerażająca. Całe szczęście posiadam hipnotyzującą siłę perswazji
i tak w pierwszy lipcowy weekend dojechaliśmy do celu naszej podróży. Był wczesny ranek.
Zameldowaliśmy się w naszych kwaterach i pomimo zmęczenia poszliśmy przywitać Bałtyk.
Do plaży mieliśmy zaledwie 10 minut drogi. W ciszy i zadumie podziwialiśmy wschód słońca.
Nagle widok ten zaczęły przesłaniać granatowe chmury, które wciąż napływały. Zerwał się
silny wiatr, morze się wzburzyło. Zrobiło się ciemno i nieprzyjemnie i zanim zdążyliśmy
podjąć decyzję o powrocie, staliśmy w strugach deszczu. Droga powrotna nie należała do
najprzyjemniejszych. Niestety ku naszemu niezadowoleniu, jak podawały lokalne media,
pogoda wcale nie miała się poprawić. Pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem frustracji.
Wciąż padało. Na terenie naszego kempingu znajdowała się tzw. świetlica. Była oblegana.
Rozejrzeliśmy się dookoła. Stół do tenisa stołowego zajęty, bilard zajęty, piłkarzyki zajęte.
Nagle w odległym kącie pomieszczenia coś przykuło moją uwagę. Były to zapomniane
przez wszytskich gry planszowe.Znaleźliśmy sposób na nudę. Jeżeli komukolwiek z was
gra planszowa kojarzy się z prymitywną rozrywką polegającą na rzucaniu kostką
i liczeniu na farta, najwyraźniej dawno nie miał z nią styczności. Postanowiliśmy
kilka z nich wypożyczyć na wieczór. To był strzał w dziesiątkę. Dziś gra planszowa
przegrywa z kretesem w sparingu z wszechobecną elektroniką, konsolami do gier, tabletami,
komputerami i innymi cudeńkami cywilizacji. Szkoda, bowiem gdy sięgnę pamięcią do czasów
dzieciństwa, w moim rodzinnym domu bardzo często siadałem z rodzicami i rodzeństwem właśnie
do gier planszowych. Była to naprawdę świetna zabawa, a jednocześnie niezapomniane momenty
wspólnych spotkań i rozmów. Obecnie każdy zamyka się w swoim wirtualnym świecie, a więzi
które być może kiedyś właśnie dzięki takim wspólnym zabawom się zacieśniały, obecnie
niszczy wszeobecny świat techniki.
środa, 6 maja 2015
fabryka zabawek
W tym roku wspólnie z rodzicami moich wychowanków, tzn.
uczniów klasy drugiej szkoły podstawowej postanowiliśmy wybrać się na wiosenną
wycieczkę klasową. Oczywiście pomysłów co do miejsca wypoczynku było mnóstwo,
począwszy od Krakowa, poprzez Uniejów czy też Skalne Miasto w Czechach. Koniec
końców, po burzliwych obradach postanowiliśmy zabrać dzieciaki do miejsca,
które zachwyci najbardziej wybredne maluchy. W połowie kwietnia wraz z dziećmi
z klas pierwszych wybraliśmy się czterdziestoosobową grupą na wycieczkę do
fabryki zabawek w Koszalinie. Celem wycieczki było zwiedzanie i poznanie miejsc
związanych z pracą i zabawą oraz nauka szacunku dla ciężkiej pracy ludzi. Gdy
dotarliśmy na miejsce naszą grupą zajęła się przewodniczka wycieczki. Okazało
się, że zwiedzana przez nas Fabryka Zabawek Pluszowych, istnieje oraz działa z pasją i zaangażowaniem
już od 15 lat. Dzieci zapoznały się z historią fabryki – obejrzały Małe Muzeum,
w którym znajdują się ilustracje oraz liczący kilkadziesiąt pozycji zbiór
oryginalnych makiet, lalek filmowych, scenografii do bajek animowanych dla
dzieci przygotowywanych w legendarnej polskiej wytwórni filmowej „SE-MA-FOR”.
Największym skarbem muzeum jest najstarsza lalka Misia Uszatka, wykorzystywana
do animacji filmowej. Następnie dzieci obejrzały kolejne etapy powstawania
małych, większych i bardzo dużych zabawek pluszowych, począwszy od rysowania
form, wykrajania materiału, zszywania poszczególnych kawałków, wyszywania
ozdób, mocowania oczu, wywracania na prawą stronę, wypychania oraz zszywania.
Na koniec dzieci otrzymały na pamiątkę małe pluszaki oraz dwie duże maskotki –
łosie, a chętni w sklepiku mogli dodatkowo zakupić pluszowe pamiątki. Poza
pluszowymi drobiazgami, każde dziecko otrzymało pamiątkowe zdjęcie na tle
wspomnianej już lalki Misia Uszatka. Dzieciaki, sądząc po minach i okrzykach,
były zachwycone. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem, wykończeni ale
szczęśliwi. To była naprawdę udana wyprawa i mam nadzieję, że jeszcze będziemy
mieli okazję powtórzyć taką wycieczkę.
poniedziałek, 4 maja 2015
Biwak
Ubiegłoroczne wakacje postanowiliśmy ze znajomymi spędzić w
plenerze. Był to nasz pierwszy od wielu lat tego typu wypoczynek. Zazwyczaj
bowiem urlop wiązał się z zagranicznymi podróżami. Tym razem mając na uwadze
niezbyt przyjemne wspomnienia z pobytu w Egipcie, zdecydowaliśmy się na
tradycyjną, aczkolwiek dawno już zapomnianą formę wypoczynku, a mianowicie
biwakowanie na uroczych Mazurach. Wybraliśmy się w okolice Augustowa.
Spędziliśmy tam pełne dwa tygodnie. Pogoda dopisywała. Za dnia zażywaliśmy kąpieli
albo organizowaliśmy sobie wycieczki rowerowe. Najciekawsze jednak okazały się
wieczory. Pozbawieni dobrodziejstw cywilizacji spędziliśmy je pod hasłem gier
towarzyskich. Tak wyśmienitej rozrywki dawno nie pamiętam. Każdego wieczoru
motywem przewodnim była inna gra. I tak nasze wspomnienia lat młodzieńczych
rozpoczęła kultowa gra towarzyska - Kalambury. Dobór haseł oraz stopień ich
trudności powodowały, że śmiechu było co niemiara. Oczywiście w trakcie każdej
rozgrywki wyłanialiśmy zwycięzcę, dla którego wspólnie z pozostałymi
uczestnikami wymyślaliśmy nagrodę w postaci konkretnego zadania. I tak królem
kalamburów został nikt inny, jak mój przyjaciel Staszek. Nagrodą za zajęcie
pierwszego miejsca było tego wieczoru pierwszeństwo w skorzystaniu z prysznica :)
Kolejny dzień przyniósł jeszcze większą frajdę. Pole namiotowe, na którym się
spędzaliśmy swój urlop znajdowało się w rewelacyjnym miejscu. Z jednej strony
las, z drugiej zaś jezioro. Biwakowiczów było niewielu, pomimo sezonu i pięknej
pogody. Zaprosiliśmy zatem do wspólnej zabawy sąsiadów, urocze małżeństwo z
centralnej Polski, a ponieważ przestrzeni do harcy nie brakowało,
postanowiliśmy rozpocząć kolejną grę towarzyską - grę w chowanego. Pomimo
naszego dość poważnego już wieku, nie czuliśmy się skrępowani. Wręcz
przeciwnie. Gra ta przywołała wiele wspomnień dziecięcych i młodzieńczych lat.
Tym razem to mnie udało się zdobyć tytuł króla gry. Pozostali współzawodnicy
długo debatowali nad nagrodą dla zwycięzcy. Niestety, pomimo moich sprzeciwów,
miałem zaszczyt zaplanować trasę wycieczki rowerowej na kolejny dzień naszego
pobytu i w oparciu o mapę oraz naszkicować plan podróży. Każdy kolejny dzień
przynosił nowe wrażenia i niezapomniane chwile. Tegoroczne wakacje również
zamierzamy spędzić biwakując na Mazurach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)