wtorek, 29 grudnia 2015

Świąteczny konkurs


Niedawno pojechałem z synem do kina na nową bajkę „Listy do  M”. Mateusz był bardzo zadowolony z seansu. Ja zresztą też, bo komedia była świetna              i wprowadzała wszystkich w nastój świąteczny Po kinie wstąpiliśmy do pizzerii.         To był bardzo udany wieczór, bo rzadko mamy czas tylko dla siebie. Do domu wróciliśmy dość późno, więc Mateusz zmęczony wrażeniami , szybciutko zasnął. Następnego ranka zabrał się do odrabiania lekcji. Gdy skończył usiadł przy komputerze, żeby zagrać w swoją ulubioną grę. Po chwili przybiegł do mnie bardzo podniecony i zakomunikował, że chce wziąć udział w konkursie organizowanym przez ogólnopolską telewizję. Tematem przewodnim była ilustracja pod tytułem „Świat bez Świętego Mikołaja”. Nagrodą  w konkursie był zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch.  Mateusz czym prędzej zabrał się do pracy. Zamknął się w swoim pokoiku i rysował. Gdy skończył przyszedł do mnie, bym ocenił jego arcydzieło. Praca była całkiem niezła. Należało jeszcze zgłosić udział w konkursie, do czego potrzebna była oczywiście zgoda rodzica lub opiekuna prawnego. Wspólnie wypełniliśmy kwestionariusz    o niezbędne dane i załączyliśmy pracę Mateusza w formie pliku pdf. Oczywiście wytłumaczyłem synowi, że stworzony przez niego rysunek jest naprawdę świetny, ale w konkursie biorą udział dzieci z całego kraju, więc może się zdarzyć, że wygra ktoś inny. Mateusz zmarszczył czoło i stwierdził, że nie jest już malutkim dzieckiem i doskonale o tym wie, ale chce spróbować. Rozwiązanie konkursu i wyłonienie zwycięzców miało nastąpić w przeciągu miesiąca. Codziennie Mateusz sprawdzał skrzynkę pocztową. Mijały dni. Po około dwóch tygodniach zrezygnowany ,nie wracał już do tematu konkursu. Nie okazywał tego, ale było mu chyba przykro, bo bardzo liczył na wygraną . Kilka dni temu, po powrocie z pracy, a tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia, zajrzałem do skrzynki. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem e-maila, dotyczącego konkursu. Otworzyłem wiadomość i nie czekając na powrót Mateusza z zajęć piłki nożnej, postanowiłem osobiście go odebrać  i przekazać mu miłą wiadomość. Mateusz zajął drugie miejsc w konkursie i wygrał wymarzony zegarek   VTech-Kidizoom Smart Watch. Pierwszy raz widziałem go tak szczęśliwego. To był świetny prezent od Świętego Mikołaja.

 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Wigilia seniorów


Wielkimi krokami zbliżał się czas Świąt Bożego Narodzenia .Od kilku lat mieszkam zupełnie sam, więc jest do dla mnie wyjątkowo trudny okres. Masa prac, z którą samotnemu mężczyźnie nie jest łatwo się zmierzyć. Czasami pomagają mi córki, ale one już dawno się ustatkowały i mają swoje rodziny          i ogrom obowiązków. Rok temu, za namową sąsiada, zapisałem się do miejskiego „ Klubu Seniorów”. Początkowo uznawałem ,że to bardzo głupi pomysł, ale już po pierwszym spotkaniu zmieniłem zdanie. Bardzo sympatycznych i przyjacielskich ludzi tam poznałem. Może z kilkoma wyjątkami. W każdym razie ten klub pozwala mi przetrwać najtrudniejsze chwile. Właśnie zbliżały się  święta. Razem z przyjaciółmi z klubu zawsze organizujemy sobie wspólną wigilię. Tego dnia urodziny obchodzi również prezes naszego klubu Antoni. Długo z pozostałymi członkami zastanawialiśmy się nad wyborem prezentu. Zrobiliśmy zrzutkę i okazało się, że uzbierała się całkiem pokaźna sumka. Koleżanka Zofia zaproponowała zakup zegarka, ale i tak zostało jeszcze troszkę pieniędzy. Pomyślałem więc o jakiejś grze towarzyskiej, bo nasz prezes to bardzo rozrywkowy człowiek . Rozejrzałem się po sklepach i znalazłem idealną grę „ Kalejdoskop 50 gier”. Pozostali członkowie przystali na moją propozycję. Prezent został zakupiony, ładnie zapakowany i czekał na odpowiednią chwilę, aby go wręczyć . Teraz należało przygotować się do zbliżającej się Wigilii Bożego Narodzenia. Mężczyźni mieli za zadanie zakup           i przystrojenie choinki, zrobienie zakupów i przygotowanie sali do wspólnej kolacji. Kobiety oczywiście zajęły się stroną kulinarną. Gdy nadszedł dzień, do którego wszyscy ciężko się przygotowaliśmy, każdy z nas miał łezkę w oku. Na szczęście pyszne potrawy  i  wspólne kolędowanie rozwiało złe wspomnienia. Po uroczystej kolacji głos zabrał prezes. Nadszedł również czas na wręczenie prezentu. Powolutku wyjął pudełeczko z zegarkiem, otworzył je i westchnął ze wzruszenia, następnie wyciągnął ze środka „ Kalejdoskop 50  gier” i nagle rozpromieniał. Z nowym zegarkiem na ręku prezesa przystąpiliśmy do rozpracowywania gry. Antoni był zachwycony.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wigilia


Co roku  w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia najpierw jedziemy na kolację do mojej  mamy, potem do teściowej, a na koniec odwiedzamy jeszcze naszą ukochaną babcię, która robi najlepsze pierogi na całym świecie. Jest to jednak bardzo męczące, bo nie zdążymy dobrze się rozgościć, a tu trzeba jechać dalej. W tym roku postanowiliśmy złapać trochę oddechu i podzielić świąteczne ucztowanie tak, aby odwiedzić wszystkich, ale nie tego samego dnia. I tak wigilię spędziliśmy obowiązkowo u babuni. W pierwszy dzień świąt pojechaliśmy  do mojej mamy, a drugi do teściowej. Było to rewelacyjne rozwiązanie. W końcu mogliśmy w spokoju spędzić ten szczególny wieczór. Oczywiście najbardziej cieszył się nasz wnuczek Adaś. Po uroczystej kolacji            i przepysznych pierogach nadszedł czas na wręczenie prezentów. Adam siedział w oknie i wyczekiwał pierwszej gwiazdki na niebie, przebierając niecierpliwie nogami i mamrocząc pod nosem o wyczekiwanych puzzlach „Avengers”. Nagle rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Wnuczek jak strzała popędził otworzyć . Był przekonany, że to spóźniony jak zwykle kuzyn. W progu jednak  stał Święty Mikołaj z worem prezentów. Adaś oniemiał z wrażenia. To była pierwsza Wigilia, podczas której zawitał do nas Dobrodziej.  Zaprosiliśmy go do salonu. Chcieliśmy go ugościć, ale grzecznie odmówił posiłku, twierdząc, że obawia się, że jeśli zje choć jeszcze jednego pierożka jego renifery nie będą w stanie pociągnąć taki ciężar. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i poprosił Adama, by do niego podszedł. Miałem wrażenie, że wnuczek troszkę bał się tego spotkania        w cztery oczy. Ale Mikołaj miał tak łagodny i ciepły ton głosu, że nawet największy łobuziak stałby się potulnym barankiem. Adam powolutku zbliżył się do Siwobrodego, a ten pogłaskał go po głowie, odłożył w kąt swoją srebrzystą rózgę, otworzył wór z prezentami i kazał wnuczkowi mocno pomieszać i wyjąć jeden upominek. Adam delikatnie zamerdał w worze i wyciągnął niewielkie pudełko, ozdobione świątecznym papierem. Delikatnie rozpakował prezent, żeby go nie uszkodzić. W środku znajdował się zestaw puzzli „ Avengers”. Adaś był strasznie szczęśliwy. Bez skrępowania rzucił się Mikołajowi na szyję, ten uśmiechnął się i ruszył w dalszą podróż.

środa, 23 grudnia 2015

Mikołajki


Wczoraj w przedszkolu zorganizowane zostało zebranie rodziców. Omawiana była między innymi sprawa mikołajek. Co roku w przedszkolu jest tak, że składka na prezent ustalana jest na poziomie dwudziestu złotych, jednak za tę kwotę kupowane są najczęściej tylko słodycze dla naszych pociech. Ja i kilkoro innych rodziców jestem przeciwny takim praktykom. Uważamy, że lepiej by było gdyby zamiast torby cukierków i czekoladek dziecko przynosiło do domu coś trwałego typu książeczka lub mała zabawka. Niestety nie wszystkim rodzicom się to podoba. Długo zastanawiałem  się w jaki sposób przekonać opornych do zmiany zdania. Zadanie nie było proste, ale z racji pełnionej funkcji przewodniczącego Rady Rodziców musiałem opracować jakiś solidny plan no       i oczywiście mocne argumenty. Troszkę obawiałem się tego spotkania, gdyż większość uczestniczących w zebraniach rodziców to niestety kobiety, które potrafią być bardzo uparte, kłótliwe i krzykliwe. Napisałem więc przemowę         i zrobiłem zestawienie w formie tabelarycznej wszystkich plusów i minusów . Oczywiście pozytywnych stron nie było za wiele. Po burzliwych dyskusjach udało mi się przeforsować mój pomysł. Pozostało wybrać rodzaj zabawki, ale ten wybór pozostawiono już w gestii Rady Rodziców. Dzisiaj z samego rana udałem się do zaprzyjaźnionej hurtowni zabawek. Powiedziałem właścicielce     o jaki zakup mi chodzi, a ona pokazała niemalże wszystkie pozycje w ustalonym na zebraniu przedziale cenowym. Mnie osobiście spodobał się pomysł zakupu puzzli . Teraz należało znaleźć jakiś kompromis i wybrać takie , które będą się podobały zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom . Wybór padł na układankę „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Postanowiłem jednak zasięgnąć opinii pozostałych członków naszej przedszkolnej Rady Rodziców. Wykonałem kilka telefonów        i okazało się, że poradziłem sobie z tym zadaniem doskonale . Byłem z siebie dumny. Panie, z którymi rozmawiałem ,stwierdziły jednoznacznie, że zakup puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” jest rewelacyjnym pomysłem. Każde chyba dziecko oglądało wyśmienitą ekranizację disneyowską i zapewne przedszkolaki, gdy dostaną bajkowych bohaterów w postaci zabawki będą zadowolone       z prezentu. Zamówiłem więc w hurtowni dwadzieścia osiem jednakowych zestawów puzzli, by każde dziecko dostało taki sam upominek.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

List do Świętego Mikołaja


Od kilku lat jestem pracownikiem Małego Domu Dziecka w naszej miejscowości. Do domów dziecka kierowane są dzieci i młodzież,a w tym wypadku tylko małe dzieci, których potrzeby nie mogą być zaspakajane w ich domu rodzinnym , czy to stale czy też okresowo . Oznacza to, że do domów dziecka trafiają nie tylko sieroty. W naszym ośrodku bardzo duży nacisk kładziemy na jak najczęstsze kontakty dziecka z rodzicami i osobami bliskimi, chyba, że sytuacja w domu rodzinnym małoletniego jest na tyle poważna             i problemowa, że kontakty te zostają ograniczone przez sąd rodzinny. Praca      w takim miejscu wymaga ogromnej wytrzymałości psychicznej .                           W początkowych miesiącach pracy było mi bardzo ciężko, choć na pozór jestem mężczyzną rosłym i dobrze zbudowanym i staram się nie dawać poznać jakichkolwiek oznak mojej słabości. Nieraz jednak zdarzały się sytuacje, które największemu twardzielowi cisnęły łzy do oczu. Pół roku temu do naszego ośrodka  trafił sześcioletni chłopiec o bardzo rzadkim imieniu Ariel z bardzo dysfunkcyjnej rodziny, w której ojciec stosował przemoc fizyczną wobec niego    i matki, a matka nie mogąc sobie z tym poradzić zaczęła nadużywać alkoholu.    W  konsekwencji, za sprawą szkolnej pedagog dziecko trafiło do nas. Początkowo było bardzo nieufne, jednak jakimś cudem znalazłem sposób by trafić do serca chłopca o wyjątkowo smutnych oczach. W zeszłym tygodniu dzieci pisały listy do Świętego Mikołaja. Zazwyczaj listy wszystkich dzieci trafiają do Urzędu Miasta, pod który podlega nasza jednostka, a tam władze organizują pomoc dla tych, jak to określają sierot środowiskowych. Listem od Ariela postanowiłem zająć się sam. Chłopiec prosił w nim o zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Postanowiłem sprawdzić, co to za zabawka i ile kosztuje. Okazało się, że nie jest to zwykły zegarek. Ma wbudowanych w sobie wiele ciekawych, dodatkowych funkcji , a jego cena jest całkiem przystępna. Nie czekając na odpowiedź z Urzędu Miasta zakupiłem upominek. Nadszedł wreszcie wigilijny wieczór i czas na prezenty od Świętego Mikołaja. Byłem podekscytowany.         W końcu i Arielowi wręczono małą paczuszkę. Chyba był zaniepokojony, że jest aż tak mała, ale gdy ją otworzył i wyjął ze środka swój upragniony VTech-Kidizoom Smart Watch, oczy chłopca mówiły wszystko, a ten twardziel, który nigdy nie płacze raz po raz ocierał łzy toczące się po policzku.

piątek, 18 grudnia 2015

Szlachetna paczka


Ostatnio bardzo modne w naszym kraju stało się organizowanie w okresie świątecznym różnego rodzaju akcji charytatywnych dla najuboższych, wysyłania smsów, przekazywania pieniążków na konta fundacji pomagających chorym dzieciom, kupowania produktów, ze sprzedaży których pewien procent przekazywany jest dla najbardziej potrzebujących. Są to cele bardzo szczytne chętnie biorę udział w tego typu akcjach. Kilka dni temu również w firmie, w której pracuję zorganizowano wyjątkową zbiórkę w ramach wszystkim chyba znanej „ Szlachetnej paczki”. Wolontariusze zgłosili osoby, którym można pomóc. Po ciężkich negocjacjach postanowiliśmy wspólnie,  że nasze serca powędrują do mamy samotnie wychowującej trójkę dzieci, która ze względu na sadystycznego partnera zmuszona została do zamieszkania w domu samotnej matki. Historia tej rodziny bardzo nami wstrząsnęła, dlatego tez postanowiliśmy ich wesprzeć. Wolontariusze przekazali nam spis rzeczy, których najbardziej im brakuje, poczynając od artkułów spożywczych a kończąc na ubraniach dla dzieci. Podzieliliśmy się zakupami, złożyliśmy się też na branka i zaledwie trzy dni paczka była gotowa. Właściwie to kilka ogromnych paczek, tyle udało nam się zebrać. Ja kupiłem słodycze dla dzieciaków, artykuły szkolne i zestaw puzzli       „ Kąpiel Prosiaczka” dla najmłodszej dziewczynki, a także przekazałem część pieniążków na zakup kurtki dla najstarszego syna. Wszyscy bardzo zaangażowali się w tą akcję. Wspaniale było patrzeć, jak ludzie potrafią się mobilizować            i wzajemnie sobie pomagać. Czułem również dumę, że mogę osobiście uczestniczyć w tak szlachetnej akcji. W zorganizowaniu darów dla tej rodziny brał udział cały mój wydział, to znaczy około dwudziestu osób. Gdy wieść             o naszej Szlachetnej Paczce rozeszła się po firmie okazało się, że chętnych do pomocy jest o wiele więcej. To wspaniałe, że kolejne potrzebujące  rodziny będą mogły liczyć na wsparcie. W końcu nadeszły święta, w czasie których zastanawiałem się czy zakupione przeze mnie dary, a w szczególności puzzle dla najmłodszego dziecka „ Kąpiel Prosiaczka” się spodobają. Tego nie miałem się dowiedzieć, ponieważ rodzin, którym pomogliśmy nigdy  nie poznamy . Mogłem jedynie sobie wyobrazić, jak bardzo były w Wigilię Bożego Narodzenia szczęśliwe.

środa, 16 grudnia 2015

Mikołajki w galerii


W  ubiegłą sobotę wybraliśmy się z żoną na zakupy do naszej galerii. Z uwagi na to, że wielkimi krokami zbliżają Święta Bożego Narodzenia miałem nadzieję, że wpadnie mi w oko jakiś ciekawy prezent dla mojej drugiej połówki. Chciałem, żeby to było coś wyjątkowego, coś z czego naprawdę się ucieszy. Galeria wyglądała niesamowicie. Świąteczny nastrój udzielał się chyba wszystkim odwiedzającym. Wszędzie wisiały girlandy, migocące światełka, srebrzyste renifery i aniołki. Nawet mnie poprawiał się nastrój, gdy wchodziłem z żoną do kolejnego sklepu, w którym zostawiała jakąś część mojej wypłaty. Minęliśmy elegancką wystawę znanej firmy jubilerskiej, gdy Zofia nagle przystanęła               i wpatrywała się w złotą bransoletkę. Zdawało mi się nawet, że delikatnie westchnęła. Kątem oka spojrzałem na cenę tego cudeńka, ale ku mojemu zaskoczeniu nie była aż tak wygórowana. Pomyślałem ,że to jest właśnie ten prezent, jaki chciałem dla niej kupić. Udałem, że nie jestem zainteresowany biżuterią i ruszyłem niej. W samym sercu galerii, obok kolorowej fontanny zebrał się tłum dzieciaków. Przypomniałem sobie o Mikołajkach. Obserwowałem rozweselone dzieciaczki. W wielkim fotelu rozsiadł się Święty Mikołaj, który rozdawał  prezenty. Wszedłem piętro wyżej, by mieć lepszy widok. W jednym worku miał zestawy puzzli „Jej wysokość Zosia”, w drugim zestawy dla chłopców, ale niestety nie udało mi się dojrzeć, co dokładnie przedstawiały. Zorganizowano konkurs na największą i najlepiej przyozdobioną bombkę na choinkę. Dzieci miały do dyspozycji wielkie kule styropianowe, wstążki, papiery kolorowe, koraliki, brokaty, kleje i całą masę rzeczy, które by można było wykorzystać do zdobienia bombki. W końcu konkurs dobiegł końca. Rozpoczęła się mała gala wręczenia nagród. Na pomoc Mikołajowi przybiegła filigranowa Śnieżynka. Wyłoniono trzy zwyciężczynie. Każdej Święty Mikołaj wręczył zestaw puzzli „Jej wysokość Zosia”. Fotograf uwiecznił ten moment          i każdej dziewczynce podarował dodatkowo pamiątkowe zdjęcie. Święty Mikołaj jednak nie byłby sobą, gdyby nie rozdał pozostałym dzieciakom drobnych upominków. Wspaniale było obserwować to świąteczne wydarzenie.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Fałszywy Święty Mikołaj


Zazwyczaj Wigilię Bożego Narodzenia spędzamy u mojej mamy w górach. Tam święta mają dopiero  wyjątkowy urok. Na brak śniegu nie można narzekać. Pierwszego dnia świąt staramy się organizować rodzinny kulig.  Są to niezapomniane wrażenia. Jednak w tym roku nie było mowy o spędzeniu tego świątecznego czasu w górach. Mama ostatnio chorowała i była zbyt słaba, by zorganizować tak poważne przedsięwzięcie. Postanowiliśmy zatem zabrać ją do siebie, do centrum Polski. Wprawdzie temperatury utrzymywały się dodatnie      i nie mogliśmy raczej liczyć na biały puch, ale zawsze to lepsze niż spędzenie świąt w samotności. Najbardziej rozczarowane jednak były dzieciaki. Uwielbiały jeździć w góry, lepić bałwana, rzucać się śnieżkami. Wieczorami oglądały bajki albo grały w jedyną grę, którą posiadała babcia na swoim wyposażeniu,              a mianowicie „5 sekund Junior”. Wiadomość o tym ,że w tym roku nie pojedziemy w góry bardzo je zasmuciła. Wpadłem jednak na pomysł, który urozmaicił troszkę te święta. Postanowiłem wynająć Świętego Mikołaja. Sam przebrać się nie mogłem, bo moje przebiegłe dzieciaki z pewnością zwietrzyłyby podstęp. Przeszukałem lokalne ogłoszenia . W końcu znalazłem takiego, którego koszt wynajęcia nie powalił mnie z nóg, w przeciwieństwie do pozostałych. Uzgodniłem z nim wszystkie szczegóły i czekałem                                z niecierpliwością na efekty jego pracy. Dzień przed wigilią przyjechała moja mama. Ku uciesze dzieciaków przywiozła ze sobą ich ulubioną grę „5 sekund junior” no i obowiązkowo masę pysznych wigilijnych pierogów. Nadszedł            w końcu dzień, na który wszyscy długo czekali. W duszy śmiałem się sam              z siebie, bo ja chyba bardziej niż dzieci czekałem na pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Nikomu nie zdradziłem mojego sekretu. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Pobiegłem otworzyć. Od progu przywitał mnie gruby Jegomość w czerwonym stroju. Wyglądał bardzo przekonująco. Zaprosiłem go do salonu. Cała rodzina osłupiała. Święty Mikołaj rozdawał prezenty. Ostatnią poprosił najmłodszą Zuzię, która po dłuższym zastanowieniu podeszła do Mikołaja i z całej siły pociągnęła za długą brodę. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Święty Mikołaj został zdemaskowany. Pomimo wpadki długo jeszcze przeżywaliśmy jego wizytę w naszym domu.

piątek, 11 grudnia 2015

Psotka


Moja  młodsza córka od kilku lat jest aktywną wolontariuszką schroniska dla bezdomnych zwierząt. Poświęca im każdą wolną chwilę. Niejednokrotnie zdarzyło się również ,że przygarniała niechciane i zmaltretowane istotki . Wtedy dom zamieniał się w istny szpital, ponieważ psiaki były zazwyczaj w opłakanym stanie. Z niektórymi jeździła do warszawskiej kliniki, żeby je ratować, inne dzięki jej miłości i zawziętości udało się przywrócić do dobrego stanu w warunkach domowych. Nie zapomnę jednak pewnej suczki, którą kilka miesięcy temu przywiozła do domu z interwencji. Jej właścicielka była anorektyczką i tak samo traktowała swojego pupila. Pies był skrajnie wychudzony, nie miał siły by podnieść się na łapkach, a do tego strasznie bał się każdego z nas. Wystarczyło na niego spojrzeć, by zrozumieć, ile wycierpiał.  Córka całymi dniami walczyła    o jego życie. Jej wiara i poświęcenie sprawiły, że w zaledwie miesiąc suczka była nie do poznania. Stała się pełna życia i powoli zaczęła ufać człowiekowi. Najlepszy kontakt złapała z wnuczką . Maja codziennie ją odwiedzała, przynosiła smakołyki i ją zabawiała. Kilka tygodni temu wnuczka miała spędzić u nas kilka dni. Przywiozła ze sobą ulubione zabawki, a wśród nich ukochane puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dostała je ode mnie na swoje piąte urodziny i przy każdej okazji prosiła, bym pomógł jej je układać. Uwielbiała tą zabawę, bo zawsze podczas zabawy opowiadałem jej śmieszne historyjki. Podczas tego  kilkudniowego pobytu Majki zdarzyła się rzecz niebywała. Któregoś wieczoru usiedliśmy do ukochanych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Puzzle zostały złożone,    a ja z wnuczką opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki do późnych godzin wieczornych. Złożoną układankę pozostawiliśmy na stole i poszliśmy spać. Następnego dnia z samego rana Maja podniosła w całym domu alarm. Zerwałem się z łóżka. Puzzle „Jej wysokość Zosia” zniknęły. Rozpoczęły się poszukiwania. W pierwszej chwili pomyślałem, że żona robi sobie z nas żarty, ale gdy  Majka wpadła w histerię zrozumiałem , że to nie był zwykły  psikus. Cały dzień szukaliśmy zguby. Wieczorem zajrzałem do pokoju córki. W kojcu leżała suczka, o obok niej porozsypywane puzzle Majki. Od tamtego pamiętnego dnia psinę nazywaliśmy Psotką, bo spłatała nam wszystkim niezłego psikusa.

środa, 9 grudnia 2015

Mikołajki


W końcu nadszedł grudzień.  Dla dorosłych to miesiąc długi i ciężki. Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia   i związane z tym wydatki nie nastrajają optymistycznie.   Największą radochę mają oczywiście dzieciaki.        W szkole coraz mniej obowiązków i właściwie już od pierwszych dni miesiąca jakieś niespodzianki. Mam na myśli oczywiście Mikołajki .   W tym roku przypadają w niedzielę. W naszej rodzinie mamy zwyczaj podkładania drobnych upominków pod poduszkę, gdy maluchy zasną. Pozostał wybór tego drobnego upominku, a wcale nie jest to łatwe zadanie. W dzisiejszych czasach dzieci mają niemalże wszystko, czego dusza zapragnie, a konkurencyjni producenci zabawek prześcigają się w pomysłach, czym jeszcze można zaskoczyć maluchy    i przyciągnąć ich uwagę. Postanowiłem zatem zrobić mały rekonesans po sklepach. Niestety moja kilkugodzinna wyprawa przyniosła marny efekt.             W każdym punkcie, do którego zajrzałem, półki uginały się od nadmiaru zabawek. Każda ciekawa, kolorowa i przyciągająca uwagę. Przyszedłem do domu ze strasznym mętlikiem w głowie. Długo nie mogłem zasnąć. Gdy się obudziłem doznałem niemalże olśnienia. W ostatnim sklepie, który wczoraj odwiedziłem w oko wpadł mi zestaw puzzli „Avengers”. Początkowo właściwie nie wiedziałem co to za postacie widnieją na pudełku, ale nagle przypomniałem sobie  , że mój wnuczek bardzo często ogląda serial animowany właśnie                z bohaterami o nadzwyczajnych mocach. Po śniadaniu wybrałem się ponownie do sklepu, w którym widziałem puzzle. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że właśnie wczoraj po moim wyjściu ostatnie pudełko układanki zostało sprzedane. Byłem zdruzgotany. Sprzedawczyni widząc moją zrezygnowaną minę obiecała, że postara mi się pomóc. Wykonała kilka telefonów do różnych hurtowni i kazała mi się zgłosić za dwa dni. Dręczyło mnie to ,że nie kupiłem od razu tego zestawu. Właściwie to byłem przekonany, że w tak krótkim czasie         z pewnością nie uda mi się kupić układanki. Niewiele jednak mogłem w tej sytuacji zrobić . Cierpliwie czekałem. Po  dwóch dniach zgłosiłem się ponownie do sklepu. Pani sprzedawczyni od progu powitała mnie z uśmiechem na twarzy wyciągając spod lady puzzle „Avengers”. Byłem uspokojony.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Nowe autko


Wczoraj wieczorem przyjechał do mnie w odwiedziny mój brat Bogdan              ze swoim młodszym synem Krystianem. Chciał koniecznie pochwalić się swoim nowym samochodem, który sprowadził kilka dni temu z terenu Niemiec. Najbardziej z tej wizyty cieszył się mój synek Piotrek. Krystian nigdy nie przyjeżdża z pustymi rękoma. Tym razem wręczył Piotrkowi puzzle Avengers        - Puzzle Magic Decor z jego ulubionymi bohaterami. Piotruś był szczęśliwy, bo układanie puzzli to jego ulubione zajęcie od najmłodszych lat. Chłopcy zamknęli się w pokoju dziecięcym i pracowali nad nowym upominkiem. Nie miałem ochoty przygotowywać dla nich kolacji, więc poszedłem na łatwiznę i zamówiłem dla nich pizzę. My z moim bratem wyszliśmy na podwórze obejrzeć nowe cacko. Samochód prezentował się wspaniale, pracował  cichutko i miał wspaniałą linię. Nic zresztą dziwnego , bo kosztował fortunę. Mój brat  ma własną, bardzo dochodową piekarnię, ale ciężko pracuje, by stać go było na takie luksusy. Zrobiliśmy rundkę wokół domu. Takim autem się nie jedzie, ale płynie. Opowiedział mi o całym dodatkowym wyposażeniu, jakie to autko posiada  i poszliśmy do domu . Zajrzeliśmy do pokoju chłopaków. W ciszy             i skupieniu pracowali nad złożeniem puzzli Avengers Puzzle Magic Decor. Po chwili wróciła moja małżonka i zajęła się przygotowaniem dla nas małego poczęstunku. Taki nabytek należało ochrzścić, aby dobrze służył nowemu właścicielowi. Bogdan zadzwonił po szwagierkę, żeby moja żona nie czuła się samotna. To było oficjalne wytłumaczenie, a tak naprawdę przewidywał finał tego spotkania , więc potrzebna była opiekunka dla Krystiana i jednocześnie kierowca, by spokojnie wrócić do domu. Rozsiedliśmy się z Bogdanem wygodnie w fotelach, włączyliśmy telewizor i wznieśliśmy toast za nowe cacko brata. Nasze panie nie były zbyt zadowolone , w przeciwieństwie do dzieciaków, którzy po ułożeniu    w całość puzzli Avengers i zjedzeniu całej pizzy przestawiali pokój Piotrka do góry nogami. W końcu udało nam się udobruchać małżonki i resztę wieczoru spędziliśmy w znakomitych nastrojach. W końcu nie co dzień kupuje się samochód za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

środa, 2 grudnia 2015

Domówka


Od pewnego czasu nasza nastoletnia córka Iga suszyła nam głowę o to, by móc zorganizować małą imprezę w domu dla najbliższych przyjaciół, oczywiście najlepiej pod naszą nieobecność. Przez długi jednak czas nie było ku temu okazji, bowiem rzadko wychodzimy z domu . Jednym z powodów naszego ubogiego życia towarzyskiego jest wychowywanie młodszego syna Igora . Najzwyczajniej w świecie brakuje chętnych do sprawowania opieki nad niesfornym chłopcem. Z tego też względu, jeśli chodzi o dłuższe wyjścia                i spotkania ze znajomymi, ograniczamy się do minimum. Raz do roku mamy jednak imprezę, której nie opuściłbym za żadne skarby. Jest to hubertus, organizowany przez moje Koło Łowieckie  w listopadzie. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie na nim nie było, oczywiście w towarzystwie mojej małżonki. Przez dłuższy czas córka nie wracała do tematu domówki. Dwa tygodnie temu jednak przeczytała zaproszenie na nasz myśliwski bal. Termin imprezy przypadał akurat w dniu urodzin Igi. Wiedziałem, że tym razem nie unikniemy tego drażliwego tematu. Nie chodziło o to, że nie mamy zaufania do córki, ale o to, że dzisiejsza młodzież ma wyjątkowo dziwaczne pomysły i po prostu baliśmy się pozostawić małolatów na całą noc bez opieki osoby dorosłej. Igorem miała zająć się babcia, a my po długich negocjacjach z uwagi na urodziny Igi, uzgodniliśmy z nią zasady imprezy. Z duszą na ramieniu zostawiliśmy gromadkę nastolatków w domu. Przed wyjściem podarowałem Idze świetną grę towarzyską „ 5 sekund” Trefla, mając cichą nadzieję, że młodzieży się spodoba, choć szczerze w to wątpiłem. Podczas hubertusa żona co godzinę dzwoniła do córki, spytać czy wszystko         w porządku i czy nie dzieje się nic niepokojącego. Do domu wróciliśmy około godziny piątej. Po cichutku otworzyliśmy drzwi. W pokoiku Igi jak śledzie             w łóżku spały : nasza córka i jej trzy najbliższe koleżanki. Zajrzeliśmy do dużego pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu panował tam ład i porządek, a na stole leżała rozłożona gra „5 sekund”, a obok niej karteczka z napisem : „ Dziękujemy. Gra rzeczywiście była fascynująca”. Byłem pod ogromnym wrażeniem.