Niedawno
pojechałem z synem do kina na nową bajkę „Listy do M”. Mateusz był bardzo zadowolony z seansu.
Ja zresztą też, bo komedia była świetna i wprowadzała wszystkich w nastój
świąteczny Po kinie wstąpiliśmy do pizzerii. To był bardzo udany wieczór, bo rzadko
mamy czas tylko dla siebie. Do domu wróciliśmy dość późno, więc Mateusz zmęczony
wrażeniami , szybciutko zasnął. Następnego ranka zabrał się do odrabiania
lekcji. Gdy skończył usiadł przy komputerze, żeby zagrać w swoją ulubioną grę.
Po chwili przybiegł do mnie bardzo podniecony i zakomunikował, że chce wziąć
udział w konkursie organizowanym przez ogólnopolską telewizję. Tematem
przewodnim była ilustracja pod tytułem „Świat bez Świętego Mikołaja”. Nagrodą w konkursie był zegarek VTech-Kidizoom Smart
Watch. Mateusz czym prędzej zabrał się
do pracy. Zamknął się w swoim pokoiku i rysował. Gdy skończył przyszedł do
mnie, bym ocenił jego arcydzieło. Praca była całkiem niezła. Należało jeszcze
zgłosić udział w konkursie, do czego potrzebna była oczywiście zgoda rodzica
lub opiekuna prawnego. Wspólnie wypełniliśmy kwestionariusz o niezbędne dane i załączyliśmy pracę
Mateusza w formie pliku pdf. Oczywiście wytłumaczyłem synowi, że stworzony
przez niego rysunek jest naprawdę świetny, ale w konkursie biorą udział dzieci
z całego kraju, więc może się zdarzyć, że wygra ktoś inny. Mateusz zmarszczył
czoło i stwierdził, że nie jest już malutkim dzieckiem i doskonale o tym wie,
ale chce spróbować. Rozwiązanie konkursu i wyłonienie zwycięzców miało nastąpić
w przeciągu miesiąca. Codziennie Mateusz sprawdzał skrzynkę pocztową. Mijały
dni. Po około dwóch tygodniach zrezygnowany ,nie wracał już do tematu konkursu.
Nie okazywał tego, ale było mu chyba przykro, bo bardzo liczył na wygraną .
Kilka dni temu, po powrocie z pracy, a tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia, zajrzałem
do skrzynki. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem e-maila, dotyczącego
konkursu. Otworzyłem wiadomość i nie czekając na powrót Mateusza z zajęć piłki
nożnej, postanowiłem osobiście go odebrać i przekazać mu miłą wiadomość. Mateusz zajął
drugie miejsc w konkursie i wygrał wymarzony zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Pierwszy raz
widziałem go tak szczęśliwego. To był świetny prezent od Świętego Mikołaja.
wtorek, 29 grudnia 2015
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Wigilia seniorów
Wielkimi krokami zbliżał się czas Świąt Bożego Narodzenia .Od
kilku lat mieszkam zupełnie sam, więc jest do dla mnie wyjątkowo trudny okres.
Masa prac, z którą samotnemu mężczyźnie nie jest łatwo się zmierzyć. Czasami
pomagają mi córki, ale one już dawno się ustatkowały i mają swoje rodziny i ogrom obowiązków. Rok temu, za
namową sąsiada, zapisałem się do miejskiego „ Klubu Seniorów”. Początkowo uznawałem
,że to bardzo głupi pomysł, ale już po pierwszym spotkaniu zmieniłem zdanie.
Bardzo sympatycznych i przyjacielskich ludzi tam poznałem. Może z kilkoma
wyjątkami. W każdym razie ten klub pozwala mi przetrwać najtrudniejsze chwile. Właśnie
zbliżały się święta. Razem z
przyjaciółmi z klubu zawsze organizujemy sobie wspólną wigilię. Tego dnia
urodziny obchodzi również prezes naszego klubu Antoni. Długo z pozostałymi
członkami zastanawialiśmy się nad wyborem prezentu. Zrobiliśmy zrzutkę i
okazało się, że uzbierała się całkiem pokaźna sumka. Koleżanka Zofia
zaproponowała zakup zegarka, ale i tak zostało jeszcze troszkę pieniędzy.
Pomyślałem więc o jakiejś grze towarzyskiej, bo nasz prezes to bardzo
rozrywkowy człowiek . Rozejrzałem się po sklepach i znalazłem idealną grę „
Kalejdoskop 50 gier”. Pozostali członkowie przystali na moją propozycję.
Prezent został zakupiony, ładnie zapakowany i czekał na odpowiednią chwilę, aby
go wręczyć . Teraz należało przygotować się do zbliżającej się Wigilii Bożego
Narodzenia. Mężczyźni mieli za zadanie zakup i przystrojenie choinki, zrobienie
zakupów i przygotowanie sali do wspólnej kolacji. Kobiety oczywiście zajęły się
stroną kulinarną. Gdy nadszedł dzień, do którego wszyscy ciężko się
przygotowaliśmy, każdy z nas miał łezkę w oku. Na szczęście pyszne potrawy i
wspólne kolędowanie rozwiało złe wspomnienia. Po uroczystej kolacji głos
zabrał prezes. Nadszedł również czas na wręczenie prezentu. Powolutku wyjął
pudełeczko z zegarkiem, otworzył je i westchnął ze wzruszenia, następnie
wyciągnął ze środka „ Kalejdoskop 50
gier” i nagle rozpromieniał. Z nowym zegarkiem na ręku prezesa
przystąpiliśmy do rozpracowywania gry. Antoni był zachwycony.
czwartek, 24 grudnia 2015
Wigilia
Co roku w Wigilię
Świąt Bożego Narodzenia najpierw jedziemy na kolację do mojej mamy, potem do teściowej, a na koniec
odwiedzamy jeszcze naszą ukochaną babcię, która robi najlepsze pierogi na całym
świecie. Jest to jednak bardzo męczące, bo nie zdążymy dobrze się rozgościć, a
tu trzeba jechać dalej. W tym roku postanowiliśmy złapać trochę oddechu i
podzielić świąteczne ucztowanie tak, aby odwiedzić wszystkich, ale nie tego
samego dnia. I tak wigilię spędziliśmy obowiązkowo u babuni. W pierwszy dzień świąt
pojechaliśmy do mojej mamy, a drugi do
teściowej. Było to rewelacyjne rozwiązanie. W końcu mogliśmy w spokoju spędzić
ten szczególny wieczór. Oczywiście najbardziej cieszył się nasz wnuczek Adaś.
Po uroczystej kolacji i
przepysznych pierogach nadszedł czas na wręczenie prezentów. Adam siedział w
oknie i wyczekiwał pierwszej gwiazdki na niebie, przebierając niecierpliwie
nogami i mamrocząc pod nosem o wyczekiwanych puzzlach „Avengers”. Nagle rozległ
się głośny dzwonek do drzwi. Wnuczek jak strzała popędził otworzyć . Był
przekonany, że to spóźniony jak zwykle kuzyn. W progu jednak stał Święty Mikołaj z worem prezentów. Adaś
oniemiał z wrażenia. To była pierwsza Wigilia, podczas której zawitał do nas
Dobrodziej. Zaprosiliśmy go do salonu.
Chcieliśmy go ugościć, ale grzecznie odmówił posiłku, twierdząc, że obawia się,
że jeśli zje choć jeszcze jednego pierożka jego renifery nie będą w stanie
pociągnąć taki ciężar. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i poprosił Adama, by do
niego podszedł. Miałem wrażenie, że wnuczek troszkę bał się tego spotkania w cztery oczy. Ale Mikołaj miał tak
łagodny i ciepły ton głosu, że nawet największy łobuziak stałby się potulnym
barankiem. Adam powolutku zbliżył się do Siwobrodego, a ten pogłaskał go po
głowie, odłożył w kąt swoją srebrzystą rózgę, otworzył wór z prezentami i kazał
wnuczkowi mocno pomieszać i wyjąć jeden upominek. Adam delikatnie zamerdał w
worze i wyciągnął niewielkie pudełko, ozdobione świątecznym papierem.
Delikatnie rozpakował prezent, żeby go nie uszkodzić. W środku znajdował się
zestaw puzzli „ Avengers”. Adaś był strasznie szczęśliwy. Bez skrępowania
rzucił się Mikołajowi na szyję, ten uśmiechnął się i ruszył w dalszą podróż.
środa, 23 grudnia 2015
Mikołajki
Wczoraj w przedszkolu zorganizowane zostało zebranie
rodziców. Omawiana była między innymi sprawa mikołajek. Co roku w przedszkolu
jest tak, że składka na prezent ustalana jest na poziomie dwudziestu złotych,
jednak za tę kwotę kupowane są najczęściej tylko słodycze dla naszych pociech.
Ja i kilkoro innych rodziców jestem przeciwny takim praktykom. Uważamy, że
lepiej by było gdyby zamiast torby cukierków i czekoladek dziecko przynosiło do
domu coś trwałego typu książeczka lub mała zabawka. Niestety nie wszystkim
rodzicom się to podoba. Długo zastanawiałem
się w jaki sposób przekonać opornych do zmiany zdania. Zadanie nie było
proste, ale z racji pełnionej funkcji przewodniczącego Rady Rodziców musiałem
opracować jakiś solidny plan no i oczywiście mocne argumenty. Troszkę
obawiałem się tego spotkania, gdyż większość uczestniczących w zebraniach
rodziców to niestety kobiety, które potrafią być bardzo uparte, kłótliwe i
krzykliwe. Napisałem więc przemowę
i zrobiłem zestawienie w formie
tabelarycznej wszystkich plusów i minusów . Oczywiście pozytywnych stron nie
było za wiele. Po burzliwych dyskusjach udało mi się przeforsować mój pomysł.
Pozostało wybrać rodzaj zabawki, ale ten wybór pozostawiono już w gestii Rady
Rodziców. Dzisiaj z samego rana udałem się do zaprzyjaźnionej hurtowni zabawek.
Powiedziałem właścicielce o jaki
zakup mi chodzi, a ona pokazała niemalże wszystkie pozycje w ustalonym na
zebraniu przedziale cenowym. Mnie osobiście spodobał się pomysł zakupu puzzli .
Teraz należało znaleźć jakiś kompromis i wybrać takie , które będą się podobały
zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom . Wybór padł na układankę „Przyjaciele z
Krainy Lodu”. Postanowiłem jednak zasięgnąć opinii pozostałych członków naszej
przedszkolnej Rady Rodziców. Wykonałem kilka telefonów i okazało się, że poradziłem sobie z tym
zadaniem doskonale . Byłem z siebie dumny. Panie, z którymi rozmawiałem
,stwierdziły jednoznacznie, że zakup puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” jest
rewelacyjnym pomysłem. Każde chyba dziecko oglądało wyśmienitą ekranizację
disneyowską i zapewne przedszkolaki, gdy dostaną bajkowych bohaterów w postaci
zabawki będą zadowolone z prezentu.
Zamówiłem więc w hurtowni dwadzieścia osiem jednakowych zestawów puzzli, by
każde dziecko dostało taki sam upominek.
poniedziałek, 21 grudnia 2015
List do Świętego Mikołaja
Od kilku lat jestem pracownikiem Małego Domu Dziecka w naszej
miejscowości. Do domów dziecka kierowane są dzieci i młodzież,a w tym wypadku
tylko małe dzieci, których potrzeby nie mogą być zaspakajane w ich domu
rodzinnym , czy to stale czy też okresowo . Oznacza to, że do domów dziecka
trafiają nie tylko sieroty. W naszym ośrodku bardzo duży nacisk kładziemy na
jak najczęstsze kontakty dziecka z rodzicami i osobami bliskimi, chyba, że
sytuacja w domu rodzinnym małoletniego jest na tyle poważna i problemowa, że kontakty te
zostają ograniczone przez sąd rodzinny. Praca w takim miejscu wymaga ogromnej
wytrzymałości psychicznej . W początkowych
miesiącach pracy było mi bardzo ciężko, choć na pozór jestem mężczyzną rosłym i
dobrze zbudowanym i staram się nie dawać poznać jakichkolwiek oznak mojej
słabości. Nieraz jednak zdarzały się sytuacje, które największemu twardzielowi
cisnęły łzy do oczu. Pół roku temu do naszego ośrodka trafił sześcioletni chłopiec o bardzo rzadkim
imieniu Ariel z bardzo dysfunkcyjnej rodziny, w której ojciec stosował przemoc
fizyczną wobec niego i matki, a matka nie mogąc sobie z tym
poradzić zaczęła nadużywać alkoholu. W konsekwencji, za sprawą szkolnej pedagog
dziecko trafiło do nas. Początkowo było bardzo nieufne, jednak jakimś cudem
znalazłem sposób by trafić do serca chłopca o wyjątkowo smutnych oczach. W zeszłym
tygodniu dzieci pisały listy do Świętego Mikołaja. Zazwyczaj listy wszystkich
dzieci trafiają do Urzędu Miasta, pod który podlega nasza jednostka, a tam
władze organizują pomoc dla tych, jak to określają sierot środowiskowych. Listem
od Ariela postanowiłem zająć się sam. Chłopiec prosił w nim o zegarek VTech-Kidizoom
Smart Watch. Postanowiłem sprawdzić, co to za zabawka i ile kosztuje. Okazało
się, że nie jest to zwykły zegarek. Ma wbudowanych w sobie wiele ciekawych,
dodatkowych funkcji , a jego cena jest całkiem przystępna. Nie czekając na
odpowiedź z Urzędu Miasta zakupiłem upominek. Nadszedł wreszcie wigilijny
wieczór i czas na prezenty od Świętego Mikołaja. Byłem podekscytowany. W końcu i Arielowi wręczono małą
paczuszkę. Chyba był zaniepokojony, że jest aż tak mała, ale gdy ją otworzył i
wyjął ze środka swój upragniony VTech-Kidizoom Smart Watch, oczy chłopca mówiły
wszystko, a ten twardziel, który nigdy nie płacze raz po raz ocierał łzy
toczące się po policzku.
piątek, 18 grudnia 2015
Szlachetna paczka
Ostatnio bardzo modne w naszym kraju stało się organizowanie
w okresie świątecznym różnego rodzaju akcji charytatywnych dla najuboższych,
wysyłania smsów, przekazywania pieniążków na konta fundacji pomagających chorym
dzieciom, kupowania produktów, ze sprzedaży których pewien procent przekazywany
jest dla najbardziej potrzebujących. Są to cele bardzo szczytne chętnie biorę
udział w tego typu akcjach. Kilka dni temu również w firmie, w której pracuję
zorganizowano wyjątkową zbiórkę w ramach wszystkim chyba znanej „ Szlachetnej
paczki”. Wolontariusze zgłosili osoby, którym można pomóc. Po ciężkich
negocjacjach postanowiliśmy wspólnie, że
nasze serca powędrują do mamy samotnie wychowującej trójkę dzieci, która ze
względu na sadystycznego partnera zmuszona została do zamieszkania w domu
samotnej matki. Historia tej rodziny bardzo nami wstrząsnęła, dlatego tez
postanowiliśmy ich wesprzeć. Wolontariusze przekazali nam spis rzeczy, których
najbardziej im brakuje, poczynając od artkułów spożywczych a kończąc na
ubraniach dla dzieci. Podzieliliśmy się zakupami, złożyliśmy się też na branka
i zaledwie trzy dni paczka była gotowa. Właściwie to kilka ogromnych paczek,
tyle udało nam się zebrać. Ja kupiłem słodycze dla dzieciaków, artykuły szkolne
i zestaw puzzli „ Kąpiel
Prosiaczka” dla najmłodszej dziewczynki, a także przekazałem część pieniążków
na zakup kurtki dla najstarszego syna. Wszyscy bardzo zaangażowali się w tą
akcję. Wspaniale było patrzeć, jak ludzie potrafią się mobilizować i wzajemnie sobie pomagać. Czułem
również dumę, że mogę osobiście uczestniczyć w tak szlachetnej akcji. W
zorganizowaniu darów dla tej rodziny brał udział cały mój wydział, to znaczy
około dwudziestu osób. Gdy wieść
o naszej Szlachetnej Paczce rozeszła się po firmie okazało się, że
chętnych do pomocy jest o wiele więcej. To wspaniałe, że kolejne
potrzebujące rodziny będą mogły liczyć
na wsparcie. W końcu nadeszły święta, w czasie których zastanawiałem się czy
zakupione przeze mnie dary, a w szczególności puzzle dla najmłodszego dziecka „
Kąpiel Prosiaczka” się spodobają. Tego nie miałem się dowiedzieć, ponieważ
rodzin, którym pomogliśmy nigdy nie
poznamy . Mogłem jedynie sobie wyobrazić, jak bardzo były w Wigilię Bożego
Narodzenia szczęśliwe.
środa, 16 grudnia 2015
Mikołajki w galerii
W ubiegłą sobotę wybraliśmy się z żoną na zakupy do naszej galerii. Z uwagi na
to, że wielkimi krokami zbliżają Święta Bożego Narodzenia miałem nadzieję, że
wpadnie mi w oko jakiś ciekawy prezent dla mojej drugiej połówki. Chciałem,
żeby to było coś wyjątkowego, coś z czego naprawdę się ucieszy. Galeria
wyglądała niesamowicie. Świąteczny nastrój udzielał się chyba wszystkim
odwiedzającym. Wszędzie wisiały girlandy, migocące światełka, srebrzyste
renifery i aniołki. Nawet mnie poprawiał się nastrój, gdy wchodziłem z żoną do kolejnego
sklepu, w którym zostawiała jakąś część mojej wypłaty. Minęliśmy elegancką
wystawę znanej firmy jubilerskiej, gdy Zofia nagle przystanęła i wpatrywała się w złotą
bransoletkę. Zdawało mi się nawet, że delikatnie westchnęła. Kątem oka
spojrzałem na cenę tego cudeńka, ale ku mojemu zaskoczeniu nie była aż tak
wygórowana. Pomyślałem ,że to jest właśnie ten prezent, jaki chciałem dla niej
kupić. Udałem, że nie jestem zainteresowany biżuterią i ruszyłem niej. W samym
sercu galerii, obok kolorowej fontanny zebrał się tłum dzieciaków.
Przypomniałem sobie o Mikołajkach. Obserwowałem rozweselone dzieciaczki. W
wielkim fotelu rozsiadł się Święty Mikołaj, który rozdawał prezenty. Wszedłem piętro wyżej, by mieć
lepszy widok. W jednym worku miał zestawy puzzli „Jej wysokość Zosia”, w drugim
zestawy dla chłopców, ale niestety nie udało mi się dojrzeć, co dokładnie
przedstawiały. Zorganizowano konkurs na największą i najlepiej przyozdobioną
bombkę na choinkę. Dzieci miały do dyspozycji wielkie kule styropianowe,
wstążki, papiery kolorowe, koraliki, brokaty, kleje i całą masę rzeczy, które
by można było wykorzystać do zdobienia bombki. W końcu konkurs dobiegł końca.
Rozpoczęła się mała gala wręczenia nagród. Na pomoc Mikołajowi przybiegła
filigranowa Śnieżynka. Wyłoniono trzy zwyciężczynie. Każdej Święty Mikołaj
wręczył zestaw puzzli „Jej wysokość Zosia”. Fotograf uwiecznił ten moment i każdej dziewczynce podarował
dodatkowo pamiątkowe zdjęcie. Święty Mikołaj jednak nie byłby sobą, gdyby nie rozdał
pozostałym dzieciakom drobnych upominków. Wspaniale było obserwować to
świąteczne wydarzenie.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Fałszywy Święty Mikołaj
Zazwyczaj Wigilię Bożego Narodzenia spędzamy u mojej mamy w
górach. Tam święta mają dopiero
wyjątkowy urok. Na brak śniegu nie można narzekać. Pierwszego dnia świąt
staramy się organizować rodzinny kulig. Są to niezapomniane wrażenia. Jednak w tym
roku nie było mowy o spędzeniu tego świątecznego czasu w górach. Mama ostatnio
chorowała i była zbyt słaba, by zorganizować tak poważne przedsięwzięcie.
Postanowiliśmy zatem zabrać ją do siebie, do centrum Polski. Wprawdzie
temperatury utrzymywały się dodatnie i nie mogliśmy raczej liczyć na biały puch,
ale zawsze to lepsze niż spędzenie świąt w samotności. Najbardziej rozczarowane
jednak były dzieciaki. Uwielbiały jeździć w góry, lepić bałwana, rzucać się
śnieżkami. Wieczorami oglądały bajki albo grały w jedyną grę, którą posiadała
babcia na swoim wyposażeniu, a mianowicie „5 sekund Junior”. Wiadomość
o tym ,że w tym roku nie pojedziemy w góry bardzo je zasmuciła. Wpadłem jednak
na pomysł, który urozmaicił troszkę te święta. Postanowiłem wynająć Świętego
Mikołaja. Sam przebrać się nie mogłem, bo moje przebiegłe dzieciaki z pewnością
zwietrzyłyby podstęp. Przeszukałem lokalne ogłoszenia . W końcu znalazłem
takiego, którego koszt wynajęcia nie powalił mnie z nóg, w przeciwieństwie do
pozostałych. Uzgodniłem z nim wszystkie szczegóły i czekałem z
niecierpliwością na efekty jego pracy. Dzień przed wigilią przyjechała moja
mama. Ku uciesze dzieciaków przywiozła ze sobą ich ulubioną grę „5 sekund
junior” no i obowiązkowo masę pysznych wigilijnych pierogów. Nadszedł w końcu dzień, na który wszyscy
długo czekali. W duszy śmiałem się sam z siebie, bo ja chyba bardziej niż
dzieci czekałem na pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Nikomu nie
zdradziłem mojego sekretu. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
Pobiegłem otworzyć. Od progu przywitał mnie gruby Jegomość w czerwonym stroju.
Wyglądał bardzo przekonująco. Zaprosiłem go do salonu. Cała rodzina osłupiała. Święty
Mikołaj rozdawał prezenty. Ostatnią poprosił najmłodszą Zuzię, która po
dłuższym zastanowieniu podeszła do Mikołaja i z całej siły pociągnęła za długą
brodę. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Święty Mikołaj został
zdemaskowany. Pomimo wpadki długo jeszcze przeżywaliśmy jego wizytę w naszym
domu.
piątek, 11 grudnia 2015
Psotka
Moja młodsza córka od
kilku lat jest aktywną wolontariuszką schroniska dla bezdomnych zwierząt.
Poświęca im każdą wolną chwilę. Niejednokrotnie zdarzyło się również ,że
przygarniała niechciane i zmaltretowane istotki . Wtedy dom zamieniał się w
istny szpital, ponieważ psiaki były zazwyczaj w opłakanym stanie. Z niektórymi
jeździła do warszawskiej kliniki, żeby je ratować, inne dzięki jej miłości i
zawziętości udało się przywrócić do dobrego stanu w warunkach domowych. Nie
zapomnę jednak pewnej suczki, którą kilka miesięcy temu przywiozła do domu z
interwencji. Jej właścicielka była anorektyczką i tak samo traktowała swojego
pupila. Pies był skrajnie wychudzony, nie miał siły by podnieść się na łapkach,
a do tego strasznie bał się każdego z nas. Wystarczyło na niego spojrzeć, by
zrozumieć, ile wycierpiał. Córka całymi
dniami walczyła o jego życie. Jej wiara i poświęcenie sprawiły,
że w zaledwie miesiąc suczka była nie do poznania. Stała się pełna życia i
powoli zaczęła ufać człowiekowi. Najlepszy kontakt złapała z wnuczką . Maja
codziennie ją odwiedzała, przynosiła smakołyki i ją zabawiała. Kilka tygodni
temu wnuczka miała spędzić u nas kilka dni. Przywiozła ze sobą ulubione
zabawki, a wśród nich ukochane puzzle „ Jej wysokość Zosia”. Dostała je ode
mnie na swoje piąte urodziny i przy każdej okazji prosiła, bym pomógł jej je
układać. Uwielbiała tą zabawę, bo zawsze podczas zabawy opowiadałem jej
śmieszne historyjki. Podczas tego
kilkudniowego pobytu Majki zdarzyła się rzecz niebywała. Któregoś
wieczoru usiedliśmy do ukochanych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Puzzle zostały
złożone, a ja z wnuczką opowiadaliśmy
sobie śmieszne historyjki do późnych godzin wieczornych. Złożoną układankę
pozostawiliśmy na stole i poszliśmy spać. Następnego dnia z samego rana Maja
podniosła w całym domu alarm. Zerwałem się z łóżka. Puzzle „Jej wysokość Zosia”
zniknęły. Rozpoczęły się poszukiwania. W pierwszej chwili pomyślałem, że żona
robi sobie z nas żarty, ale gdy Majka
wpadła w histerię zrozumiałem , że to nie był zwykły psikus. Cały dzień szukaliśmy zguby.
Wieczorem zajrzałem do pokoju córki. W kojcu leżała suczka, o obok niej
porozsypywane puzzle Majki. Od tamtego pamiętnego dnia psinę nazywaliśmy
Psotką, bo spłatała nam wszystkim niezłego psikusa.
środa, 9 grudnia 2015
Mikołajki
W końcu nadszedł grudzień.
Dla dorosłych to miesiąc długi i ciężki. Przygotowania do Świąt Bożego
Narodzenia i związane z tym wydatki nie
nastrajają optymistycznie. Największą
radochę mają oczywiście dzieciaki.
W szkole coraz mniej obowiązków i właściwie już od pierwszych dni
miesiąca jakieś niespodzianki. Mam na myśli oczywiście Mikołajki . W tym roku przypadają w niedzielę. W naszej
rodzinie mamy zwyczaj podkładania drobnych upominków pod poduszkę, gdy maluchy
zasną. Pozostał wybór tego drobnego upominku, a wcale nie jest to łatwe zadanie.
W dzisiejszych czasach dzieci mają niemalże wszystko, czego dusza zapragnie, a
konkurencyjni producenci zabawek prześcigają się w pomysłach, czym jeszcze
można zaskoczyć maluchy i przyciągnąć
ich uwagę. Postanowiłem zatem zrobić mały rekonesans po sklepach. Niestety moja
kilkugodzinna wyprawa przyniosła marny efekt. W każdym punkcie, do którego
zajrzałem, półki uginały się od nadmiaru zabawek. Każda ciekawa, kolorowa i
przyciągająca uwagę. Przyszedłem do domu ze strasznym mętlikiem w głowie. Długo
nie mogłem zasnąć. Gdy się obudziłem doznałem niemalże olśnienia. W ostatnim
sklepie, który wczoraj odwiedziłem w oko wpadł mi zestaw puzzli „Avengers”.
Początkowo właściwie nie wiedziałem co to za postacie widnieją na pudełku, ale
nagle przypomniałem sobie , że mój
wnuczek bardzo często ogląda serial animowany właśnie z bohaterami o nadzwyczajnych mocach.
Po śniadaniu wybrałem się ponownie do sklepu, w którym widziałem puzzle. Jakież
było moje zdziwienie, gdy okazało się, że właśnie wczoraj po moim wyjściu
ostatnie pudełko układanki zostało sprzedane. Byłem zdruzgotany. Sprzedawczyni
widząc moją zrezygnowaną minę obiecała, że postara mi się pomóc. Wykonała kilka
telefonów do różnych hurtowni i kazała mi się zgłosić za dwa dni. Dręczyło mnie
to ,że nie kupiłem od razu tego zestawu. Właściwie to byłem przekonany, że w
tak krótkim czasie z pewnością
nie uda mi się kupić układanki. Niewiele jednak mogłem w tej sytuacji zrobić .
Cierpliwie czekałem. Po dwóch dniach
zgłosiłem się ponownie do sklepu. Pani sprzedawczyni od progu powitała mnie z
uśmiechem na twarzy wyciągając spod lady puzzle „Avengers”. Byłem uspokojony.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Nowe autko
Wczoraj wieczorem przyjechał do mnie w odwiedziny mój brat Bogdan
ze swoim młodszym synem
Krystianem. Chciał koniecznie pochwalić się swoim nowym samochodem, który
sprowadził kilka dni temu z terenu Niemiec. Najbardziej z tej wizyty cieszył
się mój synek Piotrek. Krystian nigdy nie przyjeżdża z pustymi rękoma. Tym razem
wręczył Piotrkowi puzzle Avengers -
Puzzle Magic Decor z jego ulubionymi bohaterami. Piotruś był szczęśliwy, bo
układanie puzzli to jego ulubione zajęcie od najmłodszych lat. Chłopcy zamknęli
się w pokoju dziecięcym i pracowali nad nowym upominkiem. Nie miałem ochoty
przygotowywać dla nich kolacji, więc poszedłem na łatwiznę i zamówiłem dla nich
pizzę. My z moim bratem wyszliśmy na podwórze obejrzeć nowe cacko. Samochód
prezentował się wspaniale, pracował cichutko
i miał wspaniałą linię. Nic zresztą dziwnego , bo kosztował fortunę. Mój
brat ma własną, bardzo dochodową
piekarnię, ale ciężko pracuje, by stać go było na takie luksusy. Zrobiliśmy
rundkę wokół domu. Takim autem się nie jedzie, ale płynie. Opowiedział mi o
całym dodatkowym wyposażeniu, jakie to autko posiada i poszliśmy do domu . Zajrzeliśmy do pokoju
chłopaków. W ciszy i
skupieniu pracowali nad złożeniem puzzli Avengers Puzzle Magic Decor. Po chwili
wróciła moja małżonka i zajęła się przygotowaniem dla nas małego poczęstunku.
Taki nabytek należało ochrzścić, aby dobrze służył nowemu właścicielowi. Bogdan
zadzwonił po szwagierkę, żeby moja żona nie czuła się samotna. To było
oficjalne wytłumaczenie, a tak naprawdę przewidywał finał tego spotkania , więc
potrzebna była opiekunka dla Krystiana i jednocześnie kierowca, by spokojnie
wrócić do domu. Rozsiedliśmy się z Bogdanem wygodnie w fotelach, włączyliśmy
telewizor i wznieśliśmy toast za nowe cacko brata. Nasze panie nie były zbyt
zadowolone , w przeciwieństwie do dzieciaków, którzy po ułożeniu w
całość puzzli Avengers i zjedzeniu całej pizzy przestawiali pokój Piotrka do
góry nogami. W końcu udało nam się udobruchać małżonki i resztę wieczoru
spędziliśmy w znakomitych nastrojach. W końcu nie co dzień kupuje się samochód
za kilkadziesiąt tysięcy złotych.
środa, 2 grudnia 2015
Domówka
Od pewnego czasu nasza nastoletnia córka Iga suszyła nam
głowę o to, by móc zorganizować małą imprezę w domu dla najbliższych
przyjaciół, oczywiście najlepiej pod naszą nieobecność. Przez długi jednak czas
nie było ku temu okazji, bowiem rzadko wychodzimy z domu . Jednym z powodów
naszego ubogiego życia towarzyskiego jest wychowywanie młodszego syna Igora .
Najzwyczajniej w świecie brakuje chętnych do sprawowania opieki nad niesfornym
chłopcem. Z tego też względu, jeśli chodzi o dłuższe wyjścia i spotkania ze znajomymi,
ograniczamy się do minimum. Raz do roku mamy jednak imprezę, której nie
opuściłbym za żadne skarby. Jest to hubertus, organizowany przez moje Koło
Łowieckie w listopadzie. Nie wyobrażam
sobie, żeby mnie na nim nie było, oczywiście w towarzystwie mojej małżonki. Przez
dłuższy czas córka nie wracała do tematu domówki. Dwa tygodnie temu jednak
przeczytała zaproszenie na nasz myśliwski bal. Termin imprezy przypadał akurat
w dniu urodzin Igi. Wiedziałem, że tym razem nie unikniemy tego drażliwego
tematu. Nie chodziło o to, że nie mamy zaufania do córki, ale o to, że
dzisiejsza młodzież ma wyjątkowo dziwaczne pomysły i po prostu baliśmy się
pozostawić małolatów na całą noc bez opieki osoby dorosłej. Igorem miała zająć
się babcia, a my po długich negocjacjach z uwagi na urodziny Igi, uzgodniliśmy
z nią zasady imprezy. Z duszą na ramieniu zostawiliśmy gromadkę nastolatków w
domu. Przed wyjściem podarowałem Idze świetną grę towarzyską „ 5 sekund”
Trefla, mając cichą nadzieję, że młodzieży się spodoba, choć szczerze w to
wątpiłem. Podczas hubertusa żona co godzinę dzwoniła do córki, spytać czy
wszystko w porządku i czy nie
dzieje się nic niepokojącego. Do domu wróciliśmy około godziny piątej. Po
cichutku otworzyliśmy drzwi. W pokoiku Igi jak śledzie w łóżku spały : nasza córka i jej
trzy najbliższe koleżanki. Zajrzeliśmy do dużego pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu
panował tam ład i porządek, a na stole leżała rozłożona gra „5 sekund”, a obok
niej karteczka z napisem : „ Dziękujemy. Gra rzeczywiście była fascynująca”.
Byłem pod ogromnym wrażeniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)