Ostatnio miałem przygotować plan zajęć dla dzieciaków z
naszego szkolnego kółka zainteresowań. Pracuję w tej szkole od przeszło dwudziestu lat, więc wiem,
że współczesne dzieci mają coraz większe
wymagania. Zaplanowanie zajęć, które je
zainteresują wymaga więc nie lada sztuki. Przede wszystkim trzeba być na
bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Jest to niezwykle uciążliwe , gdyż trendy
zmieniają się w zastraszającym tempie. W dzisiejszych czasach, gdy mamy
dostęp do najlepszych technologii, a
nasze dzieci mają właściwie wszystko czego zapragną , trudno jest przyciągnąć
ich uwagę i sprawić, by sprawiało im to radość, a jednocześnie wpływało
pozytywnie na ich rozwój intelektualny. Postanowiłem jednak się nie poddawać i
poświęciłem cały wieczór na wybranie odpowiedniego typu rozrywki. Szkolne kółko
zainteresowań, prowadzone przez mnie, jest kółkiem , które ma za zadanie
pokazać maluchom alternatywę dla
komputerów, wszelkiego rodzaju konsol
czy gier interaktywnych i zachęcić młodych ludzi do spędzania wolnego
czasu w sposób inny, ale równie
interesujący. Postanowiłem, że na następnych zajęciach zajmiemy się jakąś
ciekawą grą planszową. Tego typu gry przeżywają właśnie swój renesans.
Producenci gier prześcigają się w pomysłach. Tym razem postawiłem na znaną
firmę Trefl i jej najnowszą propozycję Memos – Kraina Lodu. To nowa gra
pamięciowa w rewelacyjnym wydaniu
graficznym. Na 60 kartonikach znajduje się aż30 obrazków z bohaterami z
popularnego filmu Disneya Kraina Lodu, które należy połączyć w pary. Gra kończy
się , gdy wszystkie pary zostaną odnalezione. Gra Memos- Kraina Lodu to
niezwykła gra, [podczas której ćwiczy się pamięć wzrokową, koncentrację ,
spostrzegawczość, świetnie się przy tym bawiąc. Do tego wszystkiego elementy gry
wykonane są ponoć z płótnowatego papieru pokrytego ekologicznymi farbami
spożywczymi, co ma zagwarantować dzieciom przede wszystkim bezpieczną zabawę
przez długi czas. Dzięki hojności rodziców co miesiąc staram się zakupić jakąś
nową grę lub sprzęt. Mam nadzieję, że ta pozycja przypadnie do gustu moim
najmłodszym podopiecznym.
piątek, 25 września 2015
czwartek, 24 września 2015
Prezent urodzinowy
W zeszłym tygodniu moja córeczka Anna obchodziła swoje
dziewiąte urodziny. W piątek zorganizowaliśmy z żoną przyjęcie dla najbliższej
rodziny, zaś sobota została zarezerwowana dla jej przyjaciół, kolegów i
koleżanek ze szkolnej ławy. Sobotnią imprezę zaplanowaliśmy, na prośbę naszej
córki w nowo otworzonej kręgielni. Przyjęcie urodzinowe zostało połączone ze
specjalnie przygotowanym na tę okazję repertuarem karaoke. To był niesamowity
wieczór, któremu towarzyszyły niezwykłe emocje. Anna była zachwycona, jej
goście sądząc po minach również. Przyjęcie zakończyło się przed dwudziestą
pierwszą. Po powrocie do domu najważniejszą rzeczą było oczywiście przejrzenie
wszystkich otrzymanych przez Annę prezentów. Były gry, zestawy do makijażu dla
dzieci, klocki Lego oraz Craft Castle – Królewski Zamek Anny i Elsy. Ten
ostatni podarunek szczególnie przykuł uwagę córki. Z samego rana , gdy tylko wstaliśmy Anna
przyniosła do salonu niezwykłe pudełko. Okazało się, że pod tajemniczą
nazwą Craft Castle – Królewski Zamek
Anny i Elsy to przestrzenne, tekturowe modele konstrukcyjne do samodzielnego składania. Anna była zachwycona. Odkąd
ekranizacja wzruszającej powieści Andersena pojawiła się na ekranach kin, nasza
córka kolekcjonowała wszystko, co związane było z bohaterami Disney’owskiej
ekranizacji. Najbardziej związana była z pluszowym bałwankiem – Olafem. Ten prezent szczególnie
przypadł Annie do serca. Muszę przyznać, że była to całkiem ciekawa i
oryginalna zabawka. Zestaw posiadał łatwy system mocowań , który pozwolił nam
sprawnie złożyć wszystkie elementy budowli. Zrobił na mnie spore wrażenie.
Połączenie prostoty konstrukcji z możliwością jej samodzielnego pokolorowania i ozdobienia
załączonymi do zestawu naklejkami sprawiło, że
Craft Castle – Królewski Zamek Anny i Elsy stał się najlepszym prezentem urodzinowym. Po
złożeniu budowli Anna miała tysiąc
pomysłów na dobranie kolorów jej
niezwykłego zamku. Calutki dzień poświęciła niezwykłej konstrukcji.
Postanowiła, że najlepszym sposobem na ozdobienie
zamku będą pastele. Niemiałem wyjścia i udałem się do pobliskiego supermarketu,
celem zakupienia niezbędnych Annie do dokończenia budowli przyborów. Po kilku
godzinach pracy królewski zamek był gotowy. Wyglądał imponująco.
środa, 23 września 2015
Kołobrzeg
W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się z wizytą do mojej
chrześnicy. Rzadko się widujemy, gdyż dwa lata temu mój brat razem z żoną i
dzieckiem wyprowadzili się nad morze. Brat dostał tam propozycję dobrej posady,
więc niewiele myśląc postanowili wykorzystać szansę, jaką dało im życie. Moja
chrześnica Maja miała wówczas trzy latka. Spotykaliśmy się więc zazwyczaj
jedynie przy okazji Świąt Bożego Narodzenia u naszych rodziców. Do tej pory nie
mieliśmy okazji odwiedzić ich w nowym mieszkaniu, które rok temu kupili. W
ubiegłym tygodniu nadarzyła się wreszcie okazja . Mieliśmy z żoną wykupione
wczasy w Mrzeżynie niedaleko
Kołobrzegu. Zadzwoniłem więc do brata, spytać co u niego słychać i jakie ma plany na
weekend . Nie powiedziałem mu jednak, że zamierzamy go odwiedzić . To miała być
niespodzianka. Z samego rana w sobotę kupiliśmy ulubione
whisky dla brata, wino dla jego żony, pozostał jeszcze prezent dla chrześnicy.
Mieliśmy niewiele czasu, więc błyskawicznego wyboru dokonała moja żona. Kupiła
puzzle Barbie-super Księżniczka. Nie wiedzieliśmy, czym aktualnie interesuje
się Maja, ale żona stwierdziła, że nie ma dziewczynki, która by nie lubiła
lalek Barbie, a układanka pozytywnie wpłynie na jej rozwój. Zaskoczenie
bratowej, gdy otworzyła nam drzwi było bezcenne. Nie lepszą minę miał również
mój brat. Wręczyłem upominki i usiedliśmy do stołu . Była
pora obiadowa. Po posiłku brat pokazał mi
mieszkanie. Było urządzone z dobrym gustem . Oczywiście Maja nie pozwoliła
tacie, by to on pokazał nam jej pokój . Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła
mnie do swojego królestwa. Gdy otworzyła drzwi okazało się , że pokój to
prawdziwa komnata księżniczki. W rogu pokoju na waniliowym regale uśmiechały
się do nas lalki Barbie, same królewny. Posadziła mnie przy dziecięcy stoliku,
wyjęła z opakowania kupione przez nas puzzle Barbie – super Księżniczka i
spytała czy pomogę jej złożyć w całość ten wspaniały prezent. Uśmiechnąłem się,
gdy przypomniałem sobie słowa mojej żony, która stwierdziła, że nie ma
dziewczynki, która nie lubiłaby lalek Barbie. To był strzał w dziesiątkę.
poniedziałek, 21 września 2015
Jesienne porządki
Ostatni tydzień upłynął pod znakiem jesiennych porządków, do
których zagoniła mnie oczywiście moja żona. O wiosennych porządkach słyszałem
,ale żeby przed każdą rozpoczynającą się porą roku robić w domu tygodniową
rewolucję ? Do takich rzeczy zdolna jest tylko moja Zośka. Zazwyczaj udaje mi
się przewidzieć ten kataklizm . Wtedy dzwonię do swojego najlepszego kumpla i
wyjeżdżamy na kilka dni na Mazury. Oboje uwielbiamy wędkować. Tym razem jednak
przeoczyłem pewne oznaki nadchodzącej burzy. W ubiegła sobotę po śniadaniu
zapytałem żonę, czy wybieramy się jak zwykle na zakupy. W odpowiedzi Zośka
wręczyła mi z uśmiechem środki czystości i szczotkę. Wskazała na część domu, od
której mieliśmy rozpocząć rewolucję. Na pierwszy ogień poszedł strych.
Właściwie było to najciekawsze miejsce w naszym mieszkaniu. Miałem nadzieję odnaleźć
tam jakiś dawno zapomniany sprzęt do wędkowania. Otworzyłem starą szafę i
zacząłem wyciągać z niej wszystkie szpargały. Nagle dostrzegłem małe
pudełeczko. Były to ulubione puzzle mojej córki „Kąpiel Prosiaczka”. Maja od
najmłodszych lat uwielbiała przygody Kubusia Puchatka. Miała kilkadziesiąt
książeczek opowiadających o przygodach misia o bardzo małym rozumku i jego
przyjaciół, pluszaki no i te puzzle. Bardzo lubiła je układać. Zazwyczaj po
niedzielnej kąpieli przypominała sobie o swojej układance. Do „Kąpieli
Prosiaczka” siadaliśmy we dwoje. Znaliśmy już na pamięć każdy element puzzli,
ale nie to było najważniejsze. Magiczne były te wieczory, gdy mogliśmy ze sobą
spędzić troszkę czasu. Zazwyczaj w tygodniu nigdy nie było czasu na takie
przyjemności, ale niedziela była dniem wyjątkowym, spokojnym i szczęśliwym.
Wtedy czuliśmy, że tworzymy kochającą się rodzinę. Właściwie można powiedzieć,
że to magiczne pudełeczko „Kąpiel Prosiaczka” sprawiało, że zbieraliśmy się
wszyscy w naszym salonie. Ucieszyłem się, gdy znalazłem je na strychu.
Przywołało wiele wspaniałych wspomnień. Pomyślałem, że strych to nie jest
najlepsze miejsce na taką pamiątkę. Ukradkiem wymknąłem się z domu i pojechałem
w odwiedziny do mojej córki, by pokazać jej moją znajdę.
piątek, 18 września 2015
Dzień próby
aj wieczorem zadzwoniła do mnie moja córka z prośbą o zajęcie
się wnuczką . Byłem nieco przerażony. Żona wyjechała na szkolenie z pracy na całe
trzy dni. Nigdy nie opiekowałem się Oliwką sam. Oczywiście nie odmówiłem. Córka
miała umówioną wizytę u lekarza specjalisty w Warszawie, więc Oliwia miała u
mnie zostać calutki dzień. Zastanawiałem się co będziemy razem robić. Pogoda
była fatalna. Od dwóch dni lało, a synoptycy nie przewidywali w najbliższym czasie poprawy.
Córka podpowiedziała mi, że Oliwka
bardzo lubi układać puzzle dla dzieci. Poprosiłem zatem by zabrała ze sobą
ulubione układanki. Oliwia miała przyjechać dopiero koło południa, więc
pomyślałem ,że zrobię jej niespodziankę i sprezentuję jej nowy zestaw puzzli. Z
samego rana pojechałem zatem do sklepu, który w swojej ofercie sprzedaży
posiada chyba nieskończoną ilość puzzli dla dzieci. Nie było to proste zadanie. Z pomocą przyszła mi
sympatyczna ekspedientka . Pomogła mi dokonać
wyboru. Kupiłem ostatni hit sezonu
: puzzle ramkowe z serii Farma. Pomyślałem
, że spodobają się Oliwce, gdyż ostatnio gdy zabraliśmy ją ze sobą do naszych
znajomych na wieś, była wręcz zachwycona zwierzątkami w zagrodzie. Miałem zatem
nadzieję, że taka tematyka przypadnie jej do gustu. Gdy przyjechała Oliwia,
najpierw zjedliśmy obiad, który udało mi się w międzyczasie przygotować. Potem
poprosiłem Oliwię , by pokazała mi swoje ulubione puzzle. Najpierw ułożyliśmy
puzzle przedstawiające królewnę w pięknej karocy. Oliwia oczywiście od razu
mnie poprawiła, że to nie jest żadna królewna tylko Kopciuszek, który właśnie
udaje się na bal. Gdy skończyliśmy układankę wyjąłem z szafy zakupiony przeze
mnie prezent. Oliwka była tak
zaskoczona, że przez dłuższą chwilę wpatrywała się w pudełko i nie mogła
wydusić z siebie słowa .W końcu zapytałem, czy podoba jej się mój upominek. Rzuciła
mi się na szyję i mocno ucałowała. Oliwka była zachwycona prezentem. Okazało
się , że jej serdeczna przyjaciółka Martynka dostała ostatnio takie same puzzle
ramkowe z serii Farma. Przystąpiliśmy zatem do składania w całość nowej
układanki. Zabawa była wyśmienita. Czas tak szybko upłynął, że zanim się
obejrzeliśmy zadzwonił dzwonek do drzwi i po Oliwkę przyjechała moja córka. Po
tym dniu stwierdziłem , że bardzo dobrze sobie
poradziłem w roli niani.
środa, 16 września 2015
Spotkanie po latach
Podczas ostatniego
spotkania naszej starej paczki wspominaliśmy stare, dawne czasy naszego
dzieciństwa. Olgierd przyniósł ze sobą grę planszową „5 sekund”. Postanowiliśmy
rozegrać małą partyjkę, słuchając starych kawałków Dżemu, Perfectu czy Lady
Pank. Mam wielu znajomych, którzy faktycznie z pasją grają w gry planszowe regularnie i mieliby więcej i
mądrzej do powiedzenia niż ja - ale renesans gier planszowych jest faktem. I
warto sobie przypomnieć o tej rozrywce, którą przecież doskonale znamy z czasów
naszego dzieciństwa. Ach, te wszystkie wyjazdy na kolonie, podczas których
przez dwa tygodnie lało, więc gierki na zmianę z karcioszkami pozwalały nie
umrzeć z nudów. W czasach gdy nawet podczas spotkań towarzyskich każdy
siedzi z nosem w swoim
smartfonie, sprawdzając co się dzieje na Facebooku, jak notowania na giełdzie , gry planszowe
pozwalają zintegrować towarzystwo i sprawić by wszyscy się bawili. Przy
grach planszowych, takich jak 5 sekund, są śmiechy, emocje i wspólna zabawa - rzecz nie do
przecenienia. Warto spróbować zwłaszcza, że w wielu miastach funkcjonują wypożyczalnie
planszówek, więc nie trzeba zaczynać od dużych nakładów finansowych, by
przetestować jakąś grę. Po zakończonej partyjce postanowiliśmy przeczesać moją
piwnicę. Byłem pewien, że z pewnością znajdziemy jakieś starsze planszówki.
Piwnica była bardzo zagracona, aż wstyd się przyznać, a do tego z miesiąc temu
wysiadła żarówka. Każdy z nas chwycił za
swoje smartfony i nastała światłość w starej piwnicy. Poszukiwania trwały
niemalże półtorej godziny, ale się opłacały. W starym pudle po telewizorze
znaleźliśmy masę planszówek, poczynając od Monopoly, Grzybobranie, Tetris,
Wyścig Szczurów i wiele innych. Były wprawdzie podniszczone, ale w większości
kompletne. Rozegraliśmy jeszcze małą partyjkę Grzybobrania i umówiliśmy się na
kolejny wieczór planszówek.
wtorek, 15 września 2015
Spotkanie w przedszkolu
W ubiegłym tygodniu zorganizowano w przedszkolu, do którego uczęszcza
moja wnuczka spotkanie z psychologiem dziecięcym. Ze względu na fakt, że moja
córka pracowała tego dnia do późnych godzin wieczornych, zostałem
poproszony o uczestnictwo
w tym spotkaniu. Pani, która prowadziła
meeting, była osobą młodą, ale jak wynikało z jej prezentacji posiadającą dużą
wiedzę i spore doświadczenie w pracy z dziećmi wieku przedszkolnego. Jej
wykład dotyczył przede wszystkim roli jaką odgrywa układanie puzzli w rozwoju
dzieci. Wszystko to miało również na celu zachęcenie rodziców do pracy z
dziećmi za pomocą zabawy układankami. Starałem się uważnie wsłuchiwać, aby jak najwięcej informacji z wygłoszonego
wykładu móc przekazać córce. Po powrocie do domu, czym prędzej zasiadłem do
spisywania najważniejszych informacji w formie notatki, jakie udało mi się
zapamiętać podczas tego spotkania. Zatem, należy przede wszystkim podkreślić
,iż układanie puzzli pobudza kreatywność dziecka, uczy koncentracji, planowania
własnych działań oraz umiejętności projektowania. Jak wynika z amerykańskich
badań, dzieci między 2 a 4 rokiem życia, które bawią się w układanie puzzli,
mają później lepsze zdolności przestrzenne. Puzzle kojarzą się głównie z
zabawą, ale skoro mogą znacznie więcej niż zająć uwagę naszego dziecka, warto
się im bliżej przyjrzeć. Zabawa puzzlami naturalnie
stymuluje rozwój mózgu. To znakomity trening pamięci, uczy rozpoznawania
kształtów oraz logicznego myślenia. Co więcej, próbując dopasować właściwy
element do części obrazka, dziecko ćwiczy chwytność palców oraz precyzję
ruchów. Łączenie rozmaitych elementów uczy dzieci koncentracji i zwiększa
widzenie przestrzenne. Wyobraźnia przestrzenna jest istotna dla rozwoju
przyszłych umiejętności matematycznych i technicznych. Zabawa puzzlami
przygotowuje także do nauki czytania i pisania. Jak wynika z badań, dzieci,
które wcześnie zaczęły swoją przygodę z układankami, ćwiczą angażowanie się i cierpliwość,
które przydają się potem w szkole. Poprzez zabawę puzzlami dziecko uczy się
kontrolować swoje ruchy zgodnie z własną wolą, koncentrować, planować, ćwiczyć
umysł, szukać rozwiązań i powtarzać, co niewątpliwie stanowi podstawę
kreatywności. Zabawę z zastosowaniem prostych
układanek o dużych elementach można zacząć już z 18-miesięcznym dzieckiem, które powoli zaczyna
odkrywać otoczenie, rozróżniać kształty i barwy. W takim wieku dobrze jest
podsunąć dziecku układankę składającą się z dużych elementów, tak, by nie mogło
ich połknąć. Około 3 roku życia można zamienić układanki na puzzle o dużych
elementach. Wybierając je, warto zacząć od małych obrazków. Powinny być
wyraźne, kolory zdecydowane, a przedstawione elementy rozdzielone widocznymi
konturami. Warto wybrać puzzle z ulubionym bajkowym bohaterem swojego dziecka, np.
Barbie – super księżniczka. Po sporządzeniu notatki czym prędzej udałem się do
sklepu, by kupić ulubione puzzle Barbie – super księżniczka mojej wnuczce
Idzie. Dla mnie największą frajdą była
jej reakcja, od razu siadła i zaczęła układać puzzle wciągając w to od razu
mnie.
piątek, 11 września 2015
zawody
Niedawno w szkole, w której pracuję jako nauczyciel
wychowania fizycznego zorganizowano zawody sportowe uczniów klas najmłodszych ,
to znaczy klas od pierwszej do trzeciej. Do rywalizacji stanęło czterdziestu
pięciu zawodników, po piętnastu z każdej kategorii wiekowej.
Przedstawicieli klas typowali wychowawcy
w porozumieniu nauczycielami wychowania fizycznego. Turniej obejmował pięć
dyscyplin sportowych : bieg przez płotki, skok w dal, rzut piłką lekarską, bieg
na czas oraz rzut do celu. W każdej dyscyplinie mógł zostać wybrany tylko
jeden zwycięzca. Zawody zorganizowano w Dniu Wagarowicza, który przypadał
akurat w piątek. Po uroczystym przywitaniu wszystkich zebranych rozpoczęto
zawody. Rywalizacja była bardzo zacięta,
a wszystkim dyscyplinom towarzyszyły ogromne emocje. W końcu wyłoniono
pięciu najlepszych. Dla nich przygotowano ostateczną rozgrywkę, celem obsadzenia
miejsc na podium. Decydującą dyscypliną był bieg w workach. Po niespełna
dziesięciu minutach w końcu mogliśmy wręczyć medale. Co więcej dzięki hojności
sponsorów dla zwycięzców turnieju ufundowano również drobne nagrody. Zdobywca
pierwszego miejsca otrzymał odtwarzacz Mp3, srebrny medalista grę komputerową, zaś zdobywca
trzeciego miejsca VTech-Kidizoom Smart Watch. Dzieciaki były wykończone, ale i
bardzo szczęśliwe. Zorganizowanie zawodów było rewelacyjnym pomysłem i mam
nadzieję, że w przyszłym roku
będziemy mogli powtórzyć taki turniej. W poniedziałek miałem zajęcia z klasą, w
której chłopiec w piątkowych zawodach zdobył brązowy medal. Na ręku dumnie
nosił zdobyty w turnieju zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Poprosiłem, by
zaprezentował nagrodę całej swojej klasie. Okazało się, że to bardzo ciekawy
gadżet elektroniczny. Posiada wbudowany ekran dotykowy, aparat fotograficzny,
dyktafon oraz trzy super gry. Ma również
możliwość podłączenia do komputera, dzięki czemu możliwe jest zgrywanie zdjęć i
filmów. Posiada także dodatkowe funkcje, takie jak stoper, czasomierz oraz
alarm. Niesamowite jak bardzo od moich dziecięcych czasów postąpiła technika. Z drugiej strony
dzisiejsze dzieciaki nie zachwyciłyby się prawdopodobnie zwykłym zegarkiem ,
takim jak kiedyś, który pokazywał tylko godzinę. To cudeńko zachwyca nawet
najwybredniejsze gusta, a do tego do wyboru jest podobno ponad pięćdziesiąt
różnych wzorów tarcz zarówno analogowych jak i cyfrowych.
środa, 9 września 2015
Wielkanocny króliczek
0Ostatnie Święta Wielkanocne stały się okazją do spędzenia
wspólnych chwil z0 moją ukochaną
wnuczką Zosią. Pomogłem żonie przy zakupach i nie chcąc przeszkadzać w kuchni
wybrałem się w odwiedziny do córki. Tam również trwały przygotowania do
nadchodzących świąt. Zajrzałem do pokoju wnuczki. Zosia bawiła się cichutko
swoimi lalkami. Pokój miała w kolorze delikatnego różu. Meble były waniliowe,
zaś na ścianie wisiały oprawione w rameczki rysunki Zosi, wszystkie
przedstawiające lalki Barbie. Uwielbiała wszystko co było z nimi związane. W
kąciku pokoju stał ogromny zabawkowy zamek, a przed jego bramą wspaniała
karoca. Gdy wszedłem Zosia właśnie przyodziewała swoją ulubioną lalkę w suknię
balową. Ucieszyła się na mój widok.
Stwierdziła, że jest jej smutno bo mama zajęta jest pieczeniem ciast i nie ma
czasu, żeby się z nią pobawić. Odebrałem to jako propozycję . Nie jestem dobry
w przebieraniu lalek, więc zaproponowałem jej spacer-niespodziankę. Zosia
szybciutko się ubrała i podążyliśmy w kierunku centrum handlowego. Po drodze
zatrzymaliśmy się na pyszne lody. Zabrałem wnuczkę do sklepu z zabawkami, by
kupić jej mały upominek z okazji Świąt Wielkanocnych. Zosia przeszła obok
stoiska z lalkami i nawet się nie zatrzymała. Byłem zaskoczony. Jej uwagę
przykuły puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele”. Stwierdziła stanowczo, że
lalek ma już bardzo dużo, a puzzli żadnych. Bardzo mnie ten wybór ucieszył.
Teraz przynajmniej możemy się wspólnie pobawić i nie będzie to granie Kena czy
też przebieranie laleczek. Po powrocie do domu dumnie zademonstrowała mamie
upominek i poszliśmy do pokoiku, by wspólnie złożyć układankę w całość. Puzzle
„Barbie i jej super przyjaciele” tak bardzo zachwyciły Zosię, że postanowiła , że
od dzisiaj będzie je kolekcjonować, bo to super zabawa i można w nią się bawić nawet z
dziadkiem. Gdy córka weszła do pokoju nie mogła uwierzyć, że Zosia nie bawi się
swoimi ukochanymi lalkami Barbie, lecz
dzielnie próbuje dopasować kolejny element układanki.
poniedziałek, 7 września 2015
Wieczorki integracyjne
ygodnie temu wróciłem z pobytu w sanatorium. Był to mój
trzeci tego typu turnus rehabilitacyjny. Tym razem, ku mojej uciesze wysłano
mnie do malowniczej Wisły. Ośrodek, w którym spędziłem rewelacyjne trzy
tygodnie był wyjątkowo komfortowy. Grupa, do której dobiłem była mocno zróżnicowana
wiekowo, ale bardzo wesoła. Poza codziennymi zabiegami rehabilitacyjnymi i drobnymi wędrówkami po szlakach
górskich organizowaliśmy sobie wieczorki integracyjne. Któregoś dnia jeden z naszych pensjonariuszy
przyniósł grę towarzyską, żeby urozmaicić nasze spotkania. Była to gra o nazwie
„ 5 sekund ”. Okazała się wspaniałą rozrywką. Jak sama nazwa wskazuje była to
gra szybka i dynamiczna , przeznaczona zarówno dla
młodszych jak i starszych osób. Zasady były bardzo proste. Każdy gracz w swojej
kolejce musiał wymienić jakieś trzy rzeczy, zgodnie z treścią zadania na
wylosowanej karcie w ściśle określonym czasie 5 sekund. Tematyka zadań była
bardzo szeroka o różnym stopniu trudności. Ja na przykład w pierwszej kolejce
miałem zabójcze zadanie wymienić trzy nazwy londyńskiej stacji metra, ale w
kolejnej zadanie było banalne, bo musiałem podać trzy męskie imiona
rozpoczynające się na literę M. Kart z zadaniami było ponad siedemset, więc
szansa powtórzenie była wręcz niemożliwa. Gra „ 5 sekund” dostarczyła nam wiele
wyśmienitej zabawy. Najlepszy w grze był element zaskoczenia, gdyż gracz nigdy
do końca nie wiedział co go zaraz będzie czekać, no i oczywiście wyraz jego
twarzy, gdy trzeba było szybko zebrać myśli, żeby nie przekroczyć limitu czasu.
Do jego odmierzania służył przyrząd
działający na zasadzie klepsydry. Najlepszy w zdobywaniu punktów i
posiadający największą wszechstronną wiedzę był pan Jan z Wrocławia. Rzadko
zdarzało się, by nie potrafił udzielić odpowiedzi i pomimo swego sędziwego wieku był nad wyraz błyskotliwy.
Tylko pozazdrościć takiego tęgiego umysłu. Przez cały pobyt w sanatorium
próbowaliśmy z resztą naszej grupy dowiedzieć się, czym zawodowo zajmował się
nasz zwycięzca. Niestety do samego końca nie zdradził nam swojej tajemnicy. Z
sanatorium wróciłem wypoczęty, zapewne dzięki ćwiczeniom zarówno ciała jak i
umysłu.
piątek, 4 września 2015
Wczasy w Sopocie
Tego lata postanowiliśmy z moją małżonką wyjechać nad nasze
polskie morze. Długo debatowaliśmy nad miejscowością, w której mieliśmy spędzić
nasz upragniony wypoczynek. Ja chciałem wyjechać do Kołobrzegu, żona myślała o Gdyni. Żadne z nas nie chciało ustąpić, więc
zrobiliśmy losowanie. Na karteczkach napisaliśmy nazwy nadmorskich
miejscowości, które ewentualnie wchodziły w grę i poprosiliśmy naszą wnuczkę
Natalkę o wylosowanie jednej karteczki. Wybór padł na Sopot. Byłem nawet usatysfakcjonowany, że
choć raz moja ukochana żona nie miała wpływu na losowanie. Do Sopotu zabraliśmy
Natalkę. Pogodę mieliśmy wyjątkowo piękną. Codziennie chodziliśmy na plażę.
Któregoś wieczoru, niedaleko molo, zorganizowano dla najmłodszych mały festyn,
podczas którego dzieci mogły korzystać z przygotowanych dla nich atrakcji, a
były to wszelkiego rodzaju zjeżdżalnie, trampoliny, baseny z piłeczkami i stanowiska z
różnego rodzaju grami . Natalkę najbardziej zaciekawiły puzzle. Na dość sporej,
dobrze oświetlonej macie dzieci mogły pobawić się dostarczonymi przez sponsorów
festynu układankami. Nasza wnuczka wybrała puzzle „ Kąpiel Prosiaczka”. Natalka
uwielbiała przygody misia o bardzo mały rozumku. Nawet na wczasy zabrała ze
sobą serię książeczek Kubusia Puchatka, a żona każdego wieczoru musiała jej
czytać choć jedną przygodę Kubusia na dobranoc. Zazwyczaj jednak, zmęczona całodniowym
pobytem na plaży zasypiała w połowie opowiadania. Zatem gdy wśród pudełek z
puzzlami zauważyła jedną z jej ulubionych postaci bajkowych była zachwycona.
Sprawa jednak troszkę się skomplikowała, gdyż okazało się , że nie tylko ona upatrzyła sobie akurat tą
układankę. W tym samym momencie Natalka i stojąca obok dziewczynka w podobnym
wieku chwyciły za opakowanie i nastąpił mały kataklizm. Żadna z dziewczynek nie
chciała ustąpić. Natalka próbowała zniechęcić rywalkę przeraźliwym piskiem, ta
z kolei fontanną łez. Na pomoc przybył tata dziewczynki i przekupił ją
smakowicie wyglądającym gofrem z bitą śmietaną . Na całe szczęście mały łakomczuch
dał się podejść i Natalia już zupełnie sama , w spokoju mogła skoncentrować się
na składaniu w całość „ Kąpieli
Prosiaczka”.
środa, 2 września 2015
Urodziny Marcela
W ubiegłym tygodniu mój syn Igor dostał zaproszenie od kolegi
z klasy Marcela na przyjęcie urodzinowe. Marcel świętował swoje dziesiąte
urodziny. Jak zwykle bywa przy tego typu
imprezach największym problemem jest wybór odpowiedniego prezentu. Wszystko
jest w porządku, gdy kupuje się upominek dla osoby, z którą syn się przyjaźni i
często u siebie bywają. Sprawa jednak komplikuje się bardzo, gdy trzeba wybrać
prezent dla kolegi z którym właściwie przebywa się tylko w szkole. Wtedy tak
naprawdę nie wiadomo czym takie dziecko się fascynuje i kupuje się prezent na
chybił trafił. Tak właśnie było w
przypadku Marcela. Poprosiłem syna, aby podpytał w szkole kolegę czym lubi się
bawić lub co by chciał dostać na urodziny. Niestety tak jak przypuszczałem
lista życzeń była zaskakująco długa, ale większość z rzeczy wymienionych przez
Marcela była bardzo droga, począwszy od tableta po smartfona. Nie było innego
wyjścia jak rozpocząć wycieczki po sklepach z zabawkami z nadzieją, że znajdzie
się coś odpowiedniego. Oczywiście wyborem prezentu zajęła się żona, Igor był
doradcą, a ja kierowcą. Drugiego dnia poszukiwań, w bodajże już czwartym z
rzędu sklepie, uwagę Igora przykuły puzzle. Stwierdził, że to chyba odpowiedni
upominek dla Marcela, ponieważ na świetlicy szkolnej jest to jego ulubiona
rozrywka. Wybrał zestaw z serii „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Z tego co pamiętam
całkiem niedawno ten film animowany gościł na ekranach kin. Właściwie był to
całkiem niezły pomysł. Wróciliśmy do domu i zapakowaliśmy prezent , podrzucając
do środka trochę słodkości. Przyjęcie urodzinowe miało odbyć się w dobrze nam
już znanej sali zabaw. Postanowiłem osobiście zaprowadzić syna. Ciekaw byłem
niezmiernie reakcji Marcela na taki upominek urodzinowy. Wręczając prezent
koledze Igor życzył mu udanej zabawy przy zakupionej przez nas układance.
Nastąpił moment odpakowania niespodzianki. Marcel wyciągnął ze środka puzzle z
wielkim logo „Przyjaciele z Krainy Lodu” i krzyknął z zachwytu : „Dziękuję Ci
Igor. To moja ulubiona bajka”. Ucieszyłem się niezmiernie, że udało nam się
pozytywnie zaskoczyć Marcela, choć szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiej
reakcji. Byłem przekonany, że skoro jego lista pożądanych prezentów to tablet,
smartfon czy konsola do gier, nie spodoba mu się pudełko puzzli. Myliłem się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)