W trakcie ferii
świątecznych w pobliskiej szkole podstawowej na hali sportowej i baseniezostało
urządzone kilka konkursów z nagrodami. Dyscyplinami między innymi były : bieg
przez płotki, bieg w worku, bieg z jajkiem oraz rzut do celu. Dodatkowo ogłoszono
konkurs na najlepsze zimowe przebranie. Rozgrywki zaczęły się o godzinie
dziesiątej rano. Pierwszą konkurencją był bieg w worku, który polegał na
pokonaniu danego odcinka w jak najkrótszym czasie. Oczywiście żeby nie było za
łatwo, dzieci musiały wejść do worka, przykładowo po ziemniakach i skakać w nim
do mety. Następna konkurencja wymagała dużej zwinności. Podczas biegu przez
płotki wygrywała ta osoba, która dotrze jak najszybciej do mety, nie
przewracając żadnej przeszkody napotkanej na swojej drodze. Najwięcej dzieci
zgłosiło się do rzutu do celu. Była to jedna z najzabawniejszych konkurencji, ponieważ
jeden z uczniów siadał na desce nad małym basenem, a kiedy osoba rzucająca
trafiała piłką, ten kto znajduje się nad wodą, automatycznie do niej wpadał.
Dzieci śmiały się i dokazywały razem ze swoimi rodzicami i nauczycielami. Każdy
świetnie się bawił. Do wzięcia udziału w konkursach zachęcały szczególnie
nagrody, które można było wygrać : puzzle " Auta-puzzle sensoryczne-fun
for everyone" , puzzle „ Anna i Elsa - puzzle glam”puzzle, „ Kapitan
Phasma i Szturmowcy - glow in the dark" ,gra " 5 sekund - edycja
specjalna" , "Dobry dinozaur - gra Piotruś" , grę zręcznościową
„ Mistakos” puzzle 4w1 "Dobrzy kontra źli" oraz puzzle "Wyścig
do mety" i wiele innych. Po zakończeniu konkursów wybrano dziesięciu
najlepszych zawodników i wręczono im nagrody. Były to najlepsze ferie zimowe
międzyświąteczne.
piątek, 30 grudnia 2016
środa, 28 grudnia 2016
Wycieczka do Zakopanego
Kilka dni temu wyjechaliśmy ze znajomymi na weekend do
Zakopanego. Długo czekaliśmy na wspólny wyjazd. Zawsze coś wypadło, a to dzieci
chore albo nadmierne wydatki, i tak dalej. W końcu udało nam się zorganizować
upragnioną wycieczkę. Właściwie decyzja o wyjeździe zapadła w najmniej oczekiwanym
momencie. Zupełnie przez przypadek, podczas wspólnego piątkowego lunchu,
spytałem przyjaciela o jego plany na weekend. Okazało się, że właściwie nie
maja z żoną co robić, a dzieciaki wyjechały właśnie na kilka dni do babci. To
była idealna okazja. Zaproponowałem wycieczkę, którą odkładaliśmy już od ponad
pół roku. Zbyszek miał dać mi odpowiedź za godzinkę. Ku mojej uciesze
zdecydowali z żoną , że możemy jechać. Zadzwoniłem
do Zosi, mojej drugiej połowy i przedstawiłem jej całą sytuację. Była
zachwycona. Niestety nie mieliśmy czasu na przygotowania. Po pracy spakowaliśmy
najbardziej potrzebne rzeczy wraz z ulubionymi grami, które towarzyszą nam
właściwie na każdym spotkaniu towarzyskim i ruszyliśmy w drogę. Troszkę martwiłem się, że nie
mamy zarezerwowanych żadnych kwater. Ale jak się wkrótce okazało, ze
znalezieniem wolnych pokoi nie było żadnego problemu. Na miejsce dotarliśmy w
późnych godzinach wieczornych, zameldowaliśmy się w hotelu i postanowiliśmy
uczcić wspólny wyjazd. Obok hotelu znajdował się mały, kameralny bar. Zabrałem
ze sobą jedną z naszych ulubionych, grę towarzyską „ 5 – sekund” , by
urozmaicić troszkę ten wyjątkowy wieczór. Zamówiliśmy jedzenie. Obok nas siedziała para w naszym wieku i co
chwilę z zaciekawieniem na nas zerkała. Spytałem uprzejmie czy nie chcieliby
się włączyć do wspólnej zabawy. Ochoczo zajęli miejsca przy naszym stole, który
był na całe szczęście na tyle duży, by móc pomieścić większą ilość osób.
Okazało się , że nowo poznani goście pochodzą z miejscowości położonej zaledwie
czterdzieści kilometrów od naszego rodzinnego miasteczka i w pokoju hotelowym
też mają ze sobą, grę towarzyską „ 5 – sekund” . Byli przemili i od razu przypadli nam do
gustu. Wieczór spędziliśmy bardzo sympatycznie, po czym udaliśmy się do
hotelowych pokoi, by odpocząć przed wyprawą w góry następnego ranka.
piątek, 23 grudnia 2016
Świąteczne zakupy
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zapytałem więc syna,
czy zdążył napisać już list do Świętego Mikołaja. Jak strzała popędził do
swojego pokoju, by w spokoju
pomyśleć co chciałby dostać pod choinkę. Wieczorem pokazał mi skończony list.
Oczywiście tak jak się spodziewałem, litania była imponująco długa. Gdy tylko
ją przeanalizowałem, wyjaśniłem spokojnie synowi, że Święty Mikołaj musi
obdarować wszystkie grzeczne dzieci, więc z pewnością nie będzie mógł
sprezentować mu wszystkich pozycji, które znalazły się w liście. Ku mojemu
zaskoczeniu, zrozumiał i powiedział, że Mikołaj może sobie wybrać, który
prezent ma mu przynieść, bo wie doskonale, że pozostałe dzieci również czekają
na upominki. Położył list na parapecie. Z samego rana, gdy Franek jeszcze spał,
wkradłem się do pokoiku i zabrałem list. W sobotę pojechaliśmy z żoną na świąteczne zakupy. Zabrałem ze
sobą list, bo w życiu nie spamiętałbym
nazw zabawek, o które prosił Świętego Mikołaja. W sklepach panował
przedświąteczny chaos. Półki wprost uginały się od zabawek. Było tak ciasno i
tłoczno, że z trudem można było przejść pomiędzy regałami. W pewnym momencie na
najwyższej półce spostrzegłem znajomą mi nazwę puzzli „Avengers”. Wyjąłem z
kieszeni list syna, by sprawdzić, czy to jest aby na pewno to, o co prosił.
Ucieszyłem się, że w końcu po niemalże
godzinie błądzenia po sklepie znalazłem właściwy prezent. Wystarczyło przecisnąć
się pomiędzy ludźmi i wyciągnąć rękę po niewielkie pudełko. Już prawie je
chwyciłem, gdy nie wiadomo skąd porwała je z półki obca dłoń. Ostatni zestaw
puzzli „Avengers” został zupełnie nieoczekiwanie przechwycony przez jakiegoś
dryblasa. Nie mogłem w to uwierzyć. Stałem jak wryty i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Żona próbowała mi
wytłumaczyć, że to nie jedyny sklep z zabawkami w naszym mieście,
ale ja miałem serdecznie dosyć tego świątecznego zgiełku . Strasznie zły
wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Gdy nieco ochłonąłem, włączyłem
komputer i puzzle „Avengers”
najzwyczajniej w świecie zamówiłem przez internet.
środa, 21 grudnia 2016
Pechowe urodziny
Dwa tygodnie temu
obchodził urodziny mój siostrzeniec Wiktor. Jako, że mieszka on w innym mieście
, postanowiłem pojechać do niego z niespodzianką. Wyjechałem w poniedziałek
rano ,a na miejsce dotarłem dopiero późnym wieczorem. Dodatkowo po drodze
kupiłem Wiktorkowi prezent urodzinowy, którym były puzzle " Kapitan Phasma
i szturmowcy- glow in the dark". Przedstawiają one bohaterów VII epizodu
sagi Star Wars. Jest to świecąca się w ciemności układanka. Kiedy dotarłem na
miejsce, dowiedziałem się, że Wiktor miał wypadek na nartach i leży w szpitalu.
Strasznie się wystraszyłem i szybko pojechałem do niego. Okazało się, że ma
połamane kilka żeber oraz nogę w kilku miejscach. Opowiedział mi o tym, jak do
tego doszło. Kiedy Wiktor zjeżdżał ze stoku, zawołał go kolega, więc odwrócił
się w jego stronę. Nagle zauważył przed sobą małe dziecko. Próbował je
ominąć,po czym gwałtownym ruchem skręcił na nartach i rozpędzony zjechał z
trasy trafiając w ogromne drzewo. Wtedy stracił przytomność i obudził się
dopiero tutaj w szpitalu. Aby go pocieszyć wręczyłem mu prezent. Ucieszony
przyznał, że jest fanem Gwiezdnych Wojen i, że strasznie mu się podobają te
puzzle "Kapitam Phasma i szturmowcy - glow in the dark". Po kilku
godzinach spędzonych u boku mojego siostrzeńca musiałem wrócić do domu, lecz
byłem bardzo uradowany tym spotkaniem i mam nadzieję, że następnym razem Wiktor
będzie bardziej ostrożny podczas jazdy na nartach, czy też uprawiając inne
dyscypliny sportowe.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Podróż do Sopotu
Kilka
dni temu udałem się razem z moją rodziną do Sopotu. Wielu moich znajomych
opowiadało mi o tym wspaniałym mieście, a więc i ja chciałem zobaczyć słynne
molo oraz Morze Bałtyckie. Aby tam dotrzeć pojechaliśmy pociągiem, ponieważ był
on dosyć tanim środkiem transportu. Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Na
szczęście wszyscy byliśmy w jednym przedziale bez żadnej obcej osoby, ponieważ
czasami trafiają się ludzie bardzo wulgarni lub agresywni. Na miejsce
dotarliśmy dopiero po ośmiu godzinach dlatego, że z powodu prac remontowych
musieliśmy w połowie drogi zrobić przerwę trwającą ponad godzinę. W pociągu
siedzenia nie były za wygodne, więc każdy był strasznie zdenerwowany. Na dworcu
w Sopocie wzięliśmy taksówkę, ponieważ do naszego lokalu bez osoby, która zna
się na mieście trafilibyśmy zapewne pod wieczór. Kiedy dotarliśmy do domku
każdy był zmęczony podróżą, a więc zwiedzanie rozpoczęliśmy kolejnego dnia.
Kiedy każdy się rozpakował, spotkaliśmy się wszyscy w salonie, aby miło spędzić
wieczór. Mój ośmioletni wnuczek Wiktor przechwalał się swoim nowym zegarkiem
" V-Tech Kidizoom Smart Watch". Jest to zegarek dla dzieci, który
posiada wbudowany aparat fotograficzny, dyktafon, stoper, zegar, alarm, a także
trzy różne gry. Dyktafon posiada funkcję zmiany głosu, a do zdjęć można dodawać
graficzne efekty specjalne. Widać było, że malec był nim zafascynowany. Rankiem
wyruszyliśmy podziwiać przepiękne miasto. Przez parę dni udało nam się zwiedzić
przede wszystkim Krzywy Domek, Ergo Arenę, molo, Grand Hotel, który jest jedną
z ikon Sopotu. Zobaczyliśmy także tor wyścigów konnych, latarnię przy molo i
Dom Zdrojowy.W Sopocie, szczególnie w okresie letnim większość ludzi prowadzi
nocny tryb życia. Na deptaku Monte Cassino, gdzie jest mnóstwo barów, kawiarenek
oraz restauracji po ciszy nocnej jest szczególnie tłoczno. Wiele osób uważa, że
dopiero wtedy Sopot budzi się do życia. Muszę przyznać, że i tak wielu atrakcji
turystycznych nie było nam dane zwiedzić, ponieważ po trzech dniach musieliśmy
wracać do rodzinnego domu. Kiedy wracaliśmy pociągiem Wiktorek zaczął płakać.
Okazało się, że zgubił swój ulubiony zegarek " V-Tech Kidizoom Smart
Watch". Najprawdopodobniej zostawił go w naszym domku, lecz moja córka
uspokoiła go zapewniając, iż kupi mu następny. W kwestii naszej krótkiej
wycieczki, muszę stwierdzić, że do Sopotu niedługo znowu przyjadę i to na
dłuższy czas.
piątek, 16 grudnia 2016
Weekend w Mikołajkach
Kilka dni temu zabrałem swoich wnuków, dziesięcioletniego
Pawła i pięcioletniego Franka
na wyścigi samochodowe do Mikołajek. Wycieczkę planowaliśmy od początku jesieni.
Chłopcy nie mogli się jej doczekać. Kiedy nadszedł długo oczekiwany dzień
wyjazdu Franek z Pawłem od samego rana świergotali jak skowronki. Zapakowałem
prowiant na drogę i ruszyliśmy. Do Mikołajek mieliśmy niespełna trzysta
kilometrów. Na miejscu zarezerwowałem dla nas kwaterę na weekend . Zawody miały
rozpocząć się w niedzielę. Na miejsce dotarliśmy około godziny trzynastej.
Zameldowaliśmy się w hotelu i
poszliśmy na obiad . W pełni zadowoleni i syci postanowiliśmy zwiedzić to
urokliwe miasteczko, które o tej porze tętniło życiem. Na ulicach można było
spotkać ludzi różnych narodowości, którzy z pewnością ściągnęli di Mikołajek
tak jak my, aby kibicować rajdowcom. Wieczorem wróciliśmy do swoich pokoi. Z
samego rana w niedzielę w końcu staliśmy w tłumie gapiów. Chłopcy byli bardzo
podekscytowani. Widowisko było niesamowite. Wyścigom towarzyszyły dodatkowe
atrakcje dla turystów . Można było między innymi, przejechać się z kierowcą
rajdowym wspaniałym bolidem. Postanowiłem zasponsorować chłopcom taką przejażdżkę.
Pierwszy pojechał Paweł, niestety okazało się, że Franek jest za młody, by mógł
wsiąść do bolida. Ze skwaszona miną i łzami w oczach wracaliśmy spacerem do
hotelu. Po drodze przy jednym na jednym z ulicznych straganików Franek dojrzał grę
planszową „ Abecadło” firmy Trefl. Oczywiście, chcąc w jakiś sposób zaradzić
trudnej sytuacji , kupiłem małemu tę grę edukacyjną. Przed wyjazdem zjedliśmy
ogromna pizzę , zaopatrzyliśmy się w napoje i słodkości na drogę i wyruszyliśmy w podróż powrotną . Do
domu dotarliśmy późnym wieczorem. Jednak dzieciaki były niestrudzone naszą
wyprawą i niemalże do północy opowiadały rodzicom wrażenia . W międzyczasie
Franek przyniósł do salonu nowo zakupiona grę edukacyjną Trefla „ Abecadło”i
nie mieliśmy wyjścia jak rozegrać małą partyjkę. Gra rzeczywiście była ciekawa
i sprawiła małemu wiele radości, a poza tym obiecałem Frankowi, ze za dwa lata
jak skończy dziesięć lat i będzie już mógł wsiąść do bolida pojedziemy do
Mikołajek tylko we dwójkę.
środa, 14 grudnia 2016
Wizyta na Mikołaja
Początkiem
grudnia na Mikołaja przyjechał do mnie mój dwunastoletni wnuczek Kacper. Jest
świetnym dzieciakiem, dobrze się uczy, a jego hobby jest gra w bilard. Jest on
także fanem Gwiezdych Wojen, dlatego właśnie kupiłem mu świetny upominek. Były
to puzzle "Szturmowiec - nano puzzle", które przedstawiały Szturmowca
Imperium z VII epizodu sagi Star War. Puzzle te posiadają 362 małe elemetny,
które mają sześciokątny kształt. Dodatkowo wypożyczyłem całą sagę Star Wars,
którą miałem zamiar obejrzeć razem z moim wnuczkiem. O godzinie dziewiątej rano miałem go odebrać z dworca kolejowego,
lecz niestety pociąg miał opóźnienie o ponad trzy godziny. Kiedy wreszcie
dotarł do celu, niezmiernie się ucieszyłem na widok Kacpra. Przez pół roku
bardzo się zmienił, nawet swój styl ubioru. Zamiast luźnych bluz i dresów miał
na sobie elegancką kurtkę, czarne spodnie i gustowne buty. Wziąwszy jego bagaż,
ruszyliśmy do domu. Tych kilka dni minęło nam zdecydowanie za szybko. Zanim się
obejrzeliśmy, mój ukochany wnuczek musiał wracać do domu. Po spakowaniu swoich
rzeczy pod koniec wizyty postanowiliśmy ułożyć "Szturmowiec- nano
puzzle", które dostał ode mnie od razu po przyjeździe. Po godzinie
świetnej zabawy z niechęcią odwiozłem Kacpra na dworzec, skąd po paru minutach
odjechał. Będę za nim bardzo tęsknić i czekć na kolejne spotkanie !
piątek, 9 grudnia 2016
Nietypowe przyjęcie
Kilka dni temu nasza córa Natalka została zaproszona na
przyjęcie urodzinowe swojej koleżanki z klasy Ady. Dziewczynka kończyła właśnie
sześć lat i była młodsza od naszej latorośli o cztery miesiące. Długo
zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym, ponieważ dziewczynki utrzymują
ze sobą raczej rzadkie kontakty towarzyskie. Wybór padł na układankę „ Anna i
Elsa-puzzle glam”. Mieliśmy nadzieję, że upominek spodoba się jubilatce.
Przyjęcie miało odbyć się w sobotę o godzinie siedemnastej. Na miejscu byliśmy
kilka minut przed wyznaczonym czasem. Przywitała nas mama Ady i zaprosiła na
kawę i kawałek urodzinowego tortu. Nie wypadało odmówić. Natalka wręczyła
jubilatce upominek. Ada zajrzała do środka i bardzo się ucieszyła. Okazało się,
że układanki „Anna i Elsa-puzzle glam” nie ma jeszcze w swojej kolekcji.
Odetchnęliśmy z ulgą. Przyjęcie zostało zorganizowane w ogrodzie, pośrodku
którego znajdowała się piękną altanka, na tę okazję przystrojona kokardami i
balonami Przez dłuższą chwilę zastanawiałem `się, czym dzieciaki mają się zająć
, skoro zapewne wszelkie gry i zabawki znajdowały się w domu. Po przybyciu
jednak wszystkich gości do zebranych dołączył animator, a dokładnie pani
animatorka. Ubrana była w kolorową, wręcz dziecinną sukienkę, a na głowie miała
komiczną perukę. Dzieci na jej widok zaniemówiły. Cisza nie trwała jednak zbyt
długo, gdyż sposób w jaki zaczęła zabawiać dzieci, nawet nas dorosłych porwałby
do zabawy. Konkursom i harcom nie było końca. Największe jednak wrażenie na
zebranych zrobiły olbrzymie kolorowe bańki. W końcu nadszedł czas na tort. Był
cudowny, w kolorze delikatnego różu, przystrojony perełkami, kokardkami, a
pośrodku stała bajeczna księżniczka. Wszytko oczywiście można było zjeść, choć
zgodnie z życzeniem jubilatki, cukrowa księżniczka miała zostać nietknięta. Pod
koniec przyjęcia każde dziecko otrzymało drobny upominek w podziękowaniu za
przybycie. Raz jeszcze złożyliśmy Adzie życzenia, podziękowaliśmy za
zaproszenie i wróciliśmy do domu. Natalka była zachwycona przyjęciem. Całą
drogę przeżywała animatorkę, bańki, konkursy no i oczywiście piękny tort.
środa, 7 grudnia 2016
Mały fascynata
Kilka dni temu będąc w podróży służbowej przejeżdżałem przez
Malbork. Od kilku lat mieszka tam mój kuzyn ze swoją rodziną. Ostatni raz
widzieliśmy się z jakieś siedem lat
temu na chrzcinach jego syna Alanka. Odkąd wyjechali i osiedlili się na stałe w
malowniczym Malborku nie było niestety okazji do spotkania. Postanowiłem
zadzwonić do swojej siostry, która częściej się z nimi kontaktuje i podpytać o
adres. Nie było trudno tam trafić. Dom był okazały, a otaczająca go architektura zieleni robiła
wrażenie. Właściwie wcale bym się nie zdziwił gdybym nikogo nie zastał, w końcu
mogli gdzieś wyjechać albo może byli jeszcze w pracy. Nie szkodziło spróbować.
Podjechałem na szeroki podjazd i
zadzwoniłem . Ku mojemu zaskoczeniu brama wjazdowa powoli zaczęła się rozsuwać.
Nieśmiale podjechałem pod dom. Naprzeciw wybiegł chłopiec o bujnych blond włosach i lazurowych
oczach. Nie mógł to być nikt inny jak ten malutki Alanek, którego ostatni raz
widziałem podczas chrzcin. Chwilę potem w drzwiach stanęła mama. Spojrzeliśmy na
siebie, bacznie się sobie przyglądając. Na całe szczęście mnie poznała, bo
chyba nie wypowiedziałbym ani słowa. Stałem jak zaczarowany. Była wyjątkowo
piękną kobietą. Zaprosiła mnie do środka i zawołała Adama, mojego kuzyna. Na mój
widok, na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech. Usiedliśmy w wytwornie
urządzonym salonie i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie przybiegł Alan i
poprosił mnie , bym obejrzał jego kolekcję. Pokój Alana znajdował się na
piętrze. Gdy wszedłem do środka oniemiałem z wrażenia. Wszystkie ściany
zajmowały ułożone przez niego obrazy z
puzlli. Każdy z nich miał swoja historię. Potem pokazał mi katalog z
układankami. Małym paluszkiem wskazał na puzzle „ Auta-puzzle sensoryczne-fun
for everyone-”, o których od niedawna marzy. Porozmawialiśmy troszkę i z
niechęcią ruszyłem w drogę powrotną do domu. To było wyjątkowe spotkanie i
szkoda że nie mieliśmy dla siebie więcej czasu. Po drodze zatrzymałem się przy
jednej z galerii i wszedłem do sklepu z zabawkami. Na całe szczęście układanka
„Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone” były w sprzedaży. Kupiłem pudełeczko
z układanką i paczką pocztową przesłałem od razu małemu Alankowi z dopiskiem :” Marzenia spełniają się czasem
szybciej niż myślisz”.
piątek, 2 grudnia 2016
Upragniony prezent
Miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia nasz wnuk Oskarek
napisał list do Świętego Mikołaja. Zawsze zostawia ten list na parapecie
swojego pokoju i cierpliwie
czeka, aż Dobrodziej go zabierze. Co roku córka po cichutku wykrada liścik,
żeby wiedzieć, o jakich zabawkach marzy Oskarek. Oczywiście lista jest
imponującą długa, a niektóre pozycje zupełnie nierealne. Na całe szczęście
zawsze znajdzie na nich coś, co jest dostępne w sprzedaży, a jego cena jest
całkiem przyzwoita . Córka przyjeżdża do nas z takim liścikiem i wspólnie
uzgadniamy, kto i co kupuje, żeby prezenty się nie powieliły. To jest rozsądne
rozwiązanie. Tegoroczny list do Świętego Mikołaja był tak samo długi, jak kilka
poprzednich. Córka postanowiła, że podaruje mu telefon komórkowy, mnie
natomiast zaciekawiła pozycja pod nazwą VTech-Kidizoom SmartWatch. Postanowiłem sprawdzić co to jest
. Nazwa wskazywała na jakiś rodzaj zegarka . Rzeczywiście się nie myliłem.
Zaskoczyła mnie jednak cena tego cudeńka techniki, bo nie był to zwykły
zegarek. Posiadał szereg dodatkowych funkcji, takich jak na przykład gry.
Pewnie dlatego Oskar był nim zafascynowany. Postanowiłem przedyskutować ten
zakup z żoną, ponieważ nie byłem nastawiony na tak duży wydatek. W domu
przeliczyliśmy nasze fundusze,
świąteczne wydatki i wyszło na to, że możemy przeznaczyć pewna kwotę na zakup
wymarzonego prezentu. Wróciłem więc do sklepu i poprosiłem VTech-Kidizoom SmartWatch. Wieczorem zadzwoniła córka i
spytała, czy orientowaliśmy się już w cenie zegarka. Oczywiście musiałem
troszkę skłamać, bo gdyby dowiedziała się ile on kosztował, troszkę by mi się
oberwało i jeszcze kazała by mi go zwrócić. Kiedyś tak zrobiła. Pewnego roku
uznała ,że zakupiony przez nas prezent jest za drogi dla tak małego dziecka i
nie pytając nas o zdanie po prostu zabrała go ze sobą , pojechała do sklepu i
go oddała .Było nam wtedy naprawdę przykro, bo w końcu dziadkowie są po to , by
rozpieszczać swoje wnuki, a rodzice by je wychowywać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)