piątek, 30 grudnia 2016

Konkurs


W trakcie ferii świątecznych w pobliskiej szkole podstawowej na hali sportowej i baseniezostało urządzone kilka konkursów z nagrodami. Dyscyplinami między innymi były : bieg przez płotki, bieg w worku, bieg z jajkiem oraz rzut do celu. Dodatkowo ogłoszono konkurs na najlepsze zimowe przebranie. Rozgrywki zaczęły się o godzinie dziesiątej rano. Pierwszą konkurencją był bieg w worku, który polegał na pokonaniu danego odcinka w jak najkrótszym czasie. Oczywiście żeby nie było za łatwo, dzieci musiały wejść do worka, przykładowo po ziemniakach i skakać w nim do mety. Następna konkurencja wymagała dużej zwinności. Podczas biegu przez płotki wygrywała ta osoba, która dotrze jak najszybciej do mety, nie przewracając żadnej przeszkody napotkanej na swojej drodze. Najwięcej dzieci zgłosiło się do rzutu do celu. Była to jedna z najzabawniejszych konkurencji, ponieważ jeden z uczniów siadał na desce nad małym basenem, a kiedy osoba rzucająca trafiała piłką, ten kto znajduje się nad wodą, automatycznie do niej wpadał. Dzieci śmiały się i dokazywały razem ze swoimi rodzicami i nauczycielami. Każdy świetnie się bawił. Do wzięcia udziału w konkursach zachęcały szczególnie nagrody, które można było wygrać : puzzle " Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone" , puzzle „ Anna i Elsa - puzzle glam”puzzle, „ Kapitan Phasma i Szturmowcy - glow in the dark" ,gra " 5 sekund - edycja specjalna" , "Dobry dinozaur - gra Piotruś" , grę zręcznościową „ Mistakos” puzzle 4w1 "Dobrzy kontra źli" oraz puzzle "Wyścig do mety" i wiele innych. Po zakończeniu konkursów wybrano dziesięciu najlepszych zawodników i wręczono im nagrody. Były to najlepsze ferie zimowe międzyświąteczne.

środa, 28 grudnia 2016

Wycieczka do Zakopanego


Kilka dni temu wyjechaliśmy ze znajomymi na weekend do Zakopanego. Długo czekaliśmy na wspólny wyjazd. Zawsze coś wypadło, a to dzieci chore albo nadmierne wydatki, i tak dalej. W końcu udało nam się zorganizować upragnioną wycieczkę. Właściwie decyzja o wyjeździe zapadła w najmniej oczekiwanym momencie. Zupełnie przez przypadek, podczas wspólnego piątkowego lunchu, spytałem przyjaciela o jego plany na weekend. Okazało się, że właściwie nie maja z żoną co robić, a dzieciaki wyjechały właśnie na kilka dni do babci. To była idealna okazja. Zaproponowałem wycieczkę, którą odkładaliśmy już od ponad pół roku. Zbyszek miał dać mi odpowiedź za godzinkę. Ku mojej uciesze zdecydowali z żoną , że możemy jechać.  Zadzwoniłem do Zosi, mojej drugiej połowy i przedstawiłem jej całą sytuację. Była zachwycona. Niestety nie mieliśmy czasu na przygotowania. Po pracy spakowaliśmy najbardziej potrzebne rzeczy wraz z ulubionymi grami, które towarzyszą nam właściwie na każdym spotkaniu towarzyskim i ruszyliśmy          w drogę. Troszkę martwiłem się, że nie mamy zarezerwowanych żadnych kwater. Ale jak się wkrótce okazało, ze znalezieniem wolnych pokoi nie było żadnego problemu. Na miejsce dotarliśmy w późnych godzinach wieczornych, zameldowaliśmy się w hotelu i postanowiliśmy uczcić wspólny wyjazd. Obok hotelu znajdował się mały, kameralny bar. Zabrałem ze sobą jedną z naszych ulubionych, grę towarzyską „ 5 – sekund” , by urozmaicić troszkę ten wyjątkowy wieczór. Zamówiliśmy jedzenie.  Obok nas siedziała para w naszym wieku i co chwilę z zaciekawieniem na nas zerkała. Spytałem uprzejmie czy nie chcieliby się włączyć do wspólnej zabawy. Ochoczo zajęli miejsca przy naszym stole, który był na całe szczęście na tyle duży, by móc pomieścić większą ilość osób. Okazało się , że nowo poznani goście pochodzą z miejscowości położonej zaledwie czterdzieści kilometrów od naszego rodzinnego miasteczka i w pokoju hotelowym też mają ze sobą, grę towarzyską „ 5 – sekund” .  Byli przemili i od razu przypadli nam do gustu. Wieczór spędziliśmy bardzo sympatycznie, po czym udaliśmy się do hotelowych pokoi, by odpocząć przed wyprawą w góry następnego ranka.

piątek, 23 grudnia 2016

Świąteczne zakupy


Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zapytałem więc syna, czy zdążył napisać już list do Świętego Mikołaja. Jak strzała popędził do swojego pokoju, by             w spokoju pomyśleć co chciałby dostać pod choinkę. Wieczorem pokazał mi skończony list. Oczywiście tak jak się spodziewałem, litania była imponująco długa. Gdy tylko ją przeanalizowałem, wyjaśniłem spokojnie synowi, że Święty Mikołaj musi obdarować wszystkie grzeczne dzieci, więc z pewnością nie będzie mógł sprezentować mu wszystkich pozycji, które znalazły się w liście. Ku mojemu zaskoczeniu, zrozumiał i powiedział, że Mikołaj może sobie wybrać, który prezent ma mu przynieść, bo wie doskonale, że pozostałe dzieci również czekają na upominki. Położył list na parapecie. Z samego rana, gdy Franek jeszcze spał, wkradłem się do pokoiku i zabrałem list. W sobotę pojechaliśmy      z żoną na świąteczne zakupy. Zabrałem ze sobą list, bo w życiu  nie spamiętałbym nazw zabawek, o które prosił Świętego Mikołaja. W sklepach panował przedświąteczny chaos. Półki wprost uginały się od zabawek. Było tak ciasno i tłoczno, że z trudem można było przejść pomiędzy regałami.                   W pewnym momencie na najwyższej półce spostrzegłem znajomą mi nazwę puzzli „Avengers”. Wyjąłem z kieszeni list syna, by sprawdzić, czy to jest aby na pewno to, o co prosił. Ucieszyłem się, że w końcu po niemalże  godzinie błądzenia po sklepie znalazłem właściwy prezent. Wystarczyło przecisnąć się pomiędzy ludźmi i wyciągnąć rękę po niewielkie pudełko. Już prawie je chwyciłem, gdy nie wiadomo skąd porwała je z półki obca dłoń. Ostatni zestaw puzzli „Avengers” został zupełnie nieoczekiwanie przechwycony przez jakiegoś dryblasa. Nie mogłem w to uwierzyć. Stałem jak wryty i nie mogłem wydusić       z siebie słowa. Żona próbowała mi wytłumaczyć, że to nie jedyny sklep                  z zabawkami w naszym mieście, ale ja miałem serdecznie dosyć tego świątecznego zgiełku . Strasznie zły wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Gdy nieco ochłonąłem, włączyłem komputer  i puzzle „Avengers” najzwyczajniej w świecie zamówiłem przez internet.

środa, 21 grudnia 2016

Pechowe urodziny


Dwa tygodnie temu obchodził urodziny mój siostrzeniec Wiktor. Jako, że mieszka on w innym mieście , postanowiłem pojechać do niego z niespodzianką. Wyjechałem w poniedziałek rano ,a na miejsce dotarłem dopiero późnym wieczorem. Dodatkowo po drodze kupiłem Wiktorkowi prezent urodzinowy, którym były puzzle " Kapitan Phasma i szturmowcy- glow in the dark". Przedstawiają one bohaterów VII epizodu sagi Star Wars. Jest to świecąca się w ciemności układanka. Kiedy dotarłem na miejsce, dowiedziałem się, że Wiktor miał wypadek na nartach i leży w szpitalu. Strasznie się wystraszyłem i szybko pojechałem do niego. Okazało się, że ma połamane kilka żeber oraz nogę w kilku miejscach. Opowiedział mi o tym, jak do tego doszło. Kiedy Wiktor zjeżdżał ze stoku, zawołał go kolega, więc odwrócił się w jego stronę. Nagle zauważył przed sobą małe dziecko. Próbował je ominąć,po czym gwałtownym ruchem skręcił na nartach i rozpędzony zjechał z trasy trafiając w ogromne drzewo. Wtedy stracił przytomność i obudził się dopiero tutaj w szpitalu. Aby go pocieszyć wręczyłem mu prezent. Ucieszony przyznał, że jest fanem Gwiezdnych Wojen i, że strasznie mu się podobają te puzzle "Kapitam Phasma i szturmowcy - glow in the dark". Po kilku godzinach spędzonych u boku mojego siostrzeńca musiałem wrócić do domu, lecz byłem bardzo uradowany tym spotkaniem i mam nadzieję, że następnym razem Wiktor będzie bardziej ostrożny podczas jazdy na nartach, czy też uprawiając inne dyscypliny sportowe.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Podróż do Sopotu


Kilka dni temu udałem się razem z moją rodziną do Sopotu. Wielu moich znajomych opowiadało mi o tym wspaniałym mieście, a więc i ja chciałem zobaczyć słynne molo oraz Morze Bałtyckie. Aby tam dotrzeć pojechaliśmy pociągiem, ponieważ był on dosyć tanim środkiem transportu. Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Na szczęście wszyscy byliśmy w jednym przedziale bez żadnej obcej osoby, ponieważ czasami trafiają się ludzie bardzo wulgarni lub agresywni. Na miejsce dotarliśmy dopiero po ośmiu godzinach dlatego, że z powodu prac remontowych musieliśmy w połowie drogi zrobić przerwę trwającą ponad godzinę. W pociągu siedzenia nie były za wygodne, więc każdy był strasznie zdenerwowany. Na dworcu w Sopocie wzięliśmy taksówkę, ponieważ do naszego lokalu bez osoby, która zna się na mieście trafilibyśmy zapewne pod wieczór. Kiedy dotarliśmy do domku każdy był zmęczony podróżą, a więc zwiedzanie rozpoczęliśmy kolejnego dnia. Kiedy każdy się rozpakował, spotkaliśmy się wszyscy w salonie, aby miło spędzić wieczór. Mój ośmioletni wnuczek Wiktor przechwalał się swoim nowym zegarkiem " V-Tech Kidizoom Smart Watch". Jest to zegarek dla dzieci, który posiada wbudowany aparat fotograficzny, dyktafon, stoper, zegar, alarm, a także trzy różne gry. Dyktafon posiada funkcję zmiany głosu, a do zdjęć można dodawać graficzne efekty specjalne. Widać było, że malec był nim zafascynowany. Rankiem wyruszyliśmy podziwiać przepiękne miasto. Przez parę dni udało nam się zwiedzić przede wszystkim Krzywy Domek, Ergo Arenę, molo, Grand Hotel, który jest jedną z ikon Sopotu. Zobaczyliśmy także tor wyścigów konnych, latarnię przy molo i Dom Zdrojowy.W Sopocie, szczególnie w okresie letnim większość ludzi prowadzi nocny tryb życia. Na deptaku Monte Cassino, gdzie jest mnóstwo barów, kawiarenek oraz restauracji po ciszy nocnej jest szczególnie tłoczno. Wiele osób uważa, że dopiero wtedy Sopot budzi się do życia. Muszę przyznać, że i tak wielu atrakcji turystycznych nie było nam dane zwiedzić, ponieważ po trzech dniach musieliśmy wracać do rodzinnego domu. Kiedy wracaliśmy pociągiem Wiktorek zaczął płakać. Okazało się, że zgubił swój ulubiony zegarek " V-Tech Kidizoom Smart Watch". Najprawdopodobniej zostawił go w naszym domku, lecz moja córka uspokoiła go zapewniając, iż kupi mu następny. W kwestii naszej krótkiej wycieczki, muszę stwierdzić, że do Sopotu niedługo znowu przyjadę i to na dłuższy czas.

piątek, 16 grudnia 2016

Weekend w Mikołajkach


Kilka dni temu zabrałem swoich wnuków, dziesięcioletniego Pawła                         i pięcioletniego Franka na wyścigi samochodowe do Mikołajek. Wycieczkę planowaliśmy od początku jesieni. Chłopcy nie mogli się jej doczekać. Kiedy nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu Franek z Pawłem od samego rana świergotali jak skowronki. Zapakowałem prowiant na  drogę i ruszyliśmy.  Do Mikołajek mieliśmy niespełna trzysta kilometrów. Na miejscu zarezerwowałem dla nas kwaterę na weekend . Zawody miały rozpocząć się w niedzielę. Na miejsce dotarliśmy około godziny trzynastej. Zameldowaliśmy się w hotelu          i poszliśmy na obiad . W pełni zadowoleni i syci postanowiliśmy zwiedzić to urokliwe miasteczko, które o tej porze tętniło życiem. Na ulicach można było spotkać ludzi różnych narodowości, którzy z pewnością ściągnęli di Mikołajek tak jak my, aby kibicować rajdowcom. Wieczorem wróciliśmy do swoich pokoi. Z samego rana w niedzielę w końcu staliśmy w tłumie gapiów. Chłopcy byli bardzo podekscytowani. Widowisko było niesamowite. Wyścigom towarzyszyły dodatkowe atrakcje dla turystów . Można było między innymi, przejechać się z kierowcą rajdowym wspaniałym bolidem. Postanowiłem zasponsorować chłopcom taką przejażdżkę. Pierwszy pojechał Paweł, niestety okazało się, że Franek jest za młody, by mógł wsiąść do bolida. Ze skwaszona miną i łzami          w oczach wracaliśmy spacerem do hotelu. Po drodze przy jednym na jednym       z ulicznych straganików Franek dojrzał grę planszową „ Abecadło” firmy Trefl. Oczywiście, chcąc w jakiś sposób zaradzić trudnej sytuacji , kupiłem małemu tę grę edukacyjną. Przed wyjazdem zjedliśmy ogromna pizzę , zaopatrzyliśmy się w napoje i słodkości na drogę           i wyruszyliśmy w podróż powrotną . Do domu dotarliśmy późnym wieczorem. Jednak dzieciaki były niestrudzone naszą wyprawą i niemalże do północy opowiadały rodzicom wrażenia . W międzyczasie Franek przyniósł do salonu nowo zakupiona grę edukacyjną Trefla „ Abecadło”i nie mieliśmy wyjścia jak rozegrać małą partyjkę. Gra rzeczywiście była ciekawa i sprawiła małemu wiele radości, a poza tym obiecałem Frankowi, ze za dwa lata jak skończy dziesięć lat i będzie już mógł wsiąść do bolida pojedziemy do Mikołajek tylko we dwójkę.

środa, 14 grudnia 2016

Wizyta na Mikołaja


Początkiem grudnia na Mikołaja przyjechał do mnie mój dwunastoletni wnuczek Kacper. Jest świetnym dzieciakiem, dobrze się uczy, a jego hobby jest gra w bilard. Jest on także fanem Gwiezdych Wojen, dlatego właśnie kupiłem mu świetny upominek. Były to puzzle "Szturmowiec - nano puzzle", które przedstawiały Szturmowca Imperium z VII epizodu sagi Star War. Puzzle te posiadają 362 małe elemetny, które mają sześciokątny kształt. Dodatkowo wypożyczyłem całą sagę Star Wars, którą miałem zamiar obejrzeć razem z moim wnuczkiem. O godzinie dziewiątej  rano miałem go odebrać z dworca kolejowego, lecz niestety pociąg miał opóźnienie o ponad trzy godziny. Kiedy wreszcie dotarł do celu, niezmiernie się ucieszyłem na widok Kacpra. Przez pół roku bardzo się zmienił, nawet swój styl ubioru. Zamiast luźnych bluz i dresów miał na sobie elegancką kurtkę, czarne spodnie i gustowne buty. Wziąwszy jego bagaż, ruszyliśmy do domu. Tych kilka dni minęło nam zdecydowanie za szybko. Zanim się obejrzeliśmy, mój ukochany wnuczek musiał wracać do domu. Po spakowaniu swoich rzeczy pod koniec wizyty postanowiliśmy ułożyć "Szturmowiec- nano puzzle", które dostał ode mnie od razu po przyjeździe. Po godzinie świetnej zabawy z niechęcią odwiozłem Kacpra na dworzec, skąd po paru minutach odjechał. Będę za nim bardzo tęsknić i czekć na kolejne spotkanie !

piątek, 9 grudnia 2016

Nietypowe przyjęcie


Kilka dni temu nasza córa Natalka została zaproszona na przyjęcie urodzinowe swojej koleżanki z klasy Ady. Dziewczynka kończyła właśnie sześć lat i była młodsza od naszej latorośli o cztery miesiące. Długo zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym, ponieważ dziewczynki utrzymują ze sobą raczej rzadkie kontakty towarzyskie. Wybór padł na układankę „ Anna i Elsa-puzzle glam”. Mieliśmy nadzieję, że upominek spodoba się jubilatce. Przyjęcie miało odbyć się w sobotę o godzinie siedemnastej. Na miejscu byliśmy kilka minut przed wyznaczonym czasem. Przywitała nas mama Ady i zaprosiła na kawę i kawałek urodzinowego tortu. Nie wypadało odmówić. Natalka wręczyła jubilatce upominek. Ada zajrzała do środka i bardzo się ucieszyła. Okazało się, że układanki „Anna i Elsa-puzzle glam” nie ma jeszcze w swojej kolekcji. Odetchnęliśmy z ulgą. Przyjęcie zostało zorganizowane w ogrodzie, pośrodku którego znajdowała się piękną altanka, na tę okazję przystrojona kokardami i balonami Przez dłuższą chwilę zastanawiałem `się, czym dzieciaki mają się zająć , skoro zapewne wszelkie gry i zabawki znajdowały się w domu. Po przybyciu jednak wszystkich gości do zebranych dołączył animator, a dokładnie pani animatorka. Ubrana była w kolorową, wręcz dziecinną sukienkę, a na głowie miała komiczną perukę. Dzieci na jej widok zaniemówiły. Cisza nie trwała jednak zbyt długo, gdyż sposób w jaki zaczęła zabawiać dzieci, nawet nas dorosłych porwałby do zabawy. Konkursom i harcom nie było końca. Największe jednak wrażenie na zebranych zrobiły olbrzymie kolorowe bańki. W końcu nadszedł czas na tort. Był cudowny, w kolorze delikatnego różu, przystrojony perełkami, kokardkami, a pośrodku stała bajeczna księżniczka. Wszytko oczywiście można było zjeść, choć zgodnie z życzeniem jubilatki, cukrowa księżniczka miała zostać nietknięta. Pod koniec przyjęcia każde dziecko otrzymało drobny upominek w podziękowaniu za przybycie. Raz jeszcze złożyliśmy Adzie życzenia, podziękowaliśmy za zaproszenie i wróciliśmy do domu. Natalka była zachwycona przyjęciem. Całą drogę przeżywała animatorkę, bańki, konkursy no i oczywiście piękny tort.

środa, 7 grudnia 2016

Mały fascynata


Kilka dni temu będąc w podróży służbowej przejeżdżałem przez Malbork. Od kilku lat mieszka tam mój kuzyn ze swoją rodziną. Ostatni raz widzieliśmy się      z jakieś siedem lat temu na chrzcinach jego syna Alanka. Odkąd wyjechali             i osiedlili się na stałe w malowniczym Malborku nie było niestety okazji do spotkania. Postanowiłem zadzwonić do swojej siostry, która częściej się z nimi kontaktuje i podpytać o adres. Nie było trudno tam trafić. Dom był okazały,         a otaczająca go architektura zieleni robiła wrażenie. Właściwie wcale bym się nie zdziwił gdybym nikogo nie zastał, w końcu mogli gdzieś wyjechać albo może byli jeszcze w pracy. Nie szkodziło spróbować. Podjechałem na szeroki podjazd    i zadzwoniłem . Ku mojemu zaskoczeniu brama wjazdowa powoli zaczęła się rozsuwać. Nieśmiale podjechałem pod dom. Naprzeciw wybiegł chłopiec            o bujnych blond włosach i lazurowych oczach. Nie mógł to być nikt inny jak ten malutki Alanek, którego ostatni raz widziałem podczas chrzcin. Chwilę potem    w drzwiach stanęła mama. Spojrzeliśmy na siebie, bacznie się sobie przyglądając. Na całe szczęście mnie poznała, bo chyba nie wypowiedziałbym ani słowa. Stałem jak zaczarowany. Była wyjątkowo piękną kobietą. Zaprosiła mnie do środka i zawołała Adama, mojego kuzyna. Na mój widok, na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech. Usiedliśmy w wytwornie urządzonym salonie i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie przybiegł Alan i poprosił mnie , bym obejrzał jego kolekcję. Pokój Alana znajdował się na piętrze. Gdy wszedłem do środka oniemiałem z wrażenia. Wszystkie ściany zajmowały ułożone  przez niego obrazy z puzlli. Każdy z nich miał swoja historię. Potem pokazał mi katalog z układankami. Małym paluszkiem wskazał na puzzle „ Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone-”, o których od niedawna marzy. Porozmawialiśmy troszkę i z niechęcią ruszyłem w drogę powrotną do domu. To było wyjątkowe spotkanie i szkoda że nie mieliśmy dla siebie więcej czasu. Po drodze zatrzymałem się przy jednej z galerii i wszedłem do sklepu z zabawkami. Na całe szczęście układanka „Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone” były w sprzedaży. Kupiłem pudełeczko z układanką i paczką pocztową przesłałem od razu małemu Alankowi  z dopiskiem :” Marzenia spełniają się czasem szybciej niż myślisz”.

piątek, 2 grudnia 2016

Upragniony prezent


Miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia nasz wnuk Oskarek napisał list do Świętego Mikołaja. Zawsze zostawia ten list na parapecie swojego pokoju             i cierpliwie czeka, aż Dobrodziej go zabierze. Co roku córka po cichutku wykrada liścik, żeby wiedzieć, o jakich zabawkach marzy Oskarek. Oczywiście lista jest imponującą długa, a niektóre pozycje zupełnie nierealne. Na całe szczęście zawsze znajdzie na nich coś, co jest dostępne w sprzedaży, a jego cena jest całkiem przyzwoita . Córka przyjeżdża do nas z takim liścikiem i wspólnie uzgadniamy, kto i co kupuje, żeby prezenty się nie powieliły. To jest rozsądne rozwiązanie. Tegoroczny list do Świętego Mikołaja był tak samo długi, jak kilka poprzednich. Córka postanowiła, że podaruje mu telefon komórkowy, mnie natomiast zaciekawiła pozycja pod nazwą VTech-Kidizoom  SmartWatch. Postanowiłem sprawdzić co to jest . Nazwa wskazywała na jakiś rodzaj zegarka . Rzeczywiście się nie myliłem. Zaskoczyła mnie jednak cena tego cudeńka techniki, bo nie był to zwykły zegarek. Posiadał szereg dodatkowych funkcji, takich jak na przykład gry. Pewnie dlatego Oskar był nim zafascynowany. Postanowiłem przedyskutować ten zakup z żoną, ponieważ nie byłem nastawiony na tak duży wydatek. W domu przeliczyliśmy nasze  fundusze, świąteczne wydatki i wyszło na to, że możemy przeznaczyć pewna kwotę na zakup wymarzonego prezentu. Wróciłem więc do sklepu i poprosiłem VTech-Kidizoom  SmartWatch. Wieczorem zadzwoniła córka i spytała, czy orientowaliśmy się już w cenie zegarka. Oczywiście musiałem troszkę skłamać, bo gdyby dowiedziała się ile on kosztował, troszkę by mi się oberwało i jeszcze kazała by mi go zwrócić. Kiedyś tak zrobiła. Pewnego roku uznała ,że zakupiony przez nas prezent jest za drogi dla tak małego dziecka i nie pytając nas o zdanie po prostu zabrała go ze sobą , pojechała do sklepu i go oddała .Było nam wtedy naprawdę przykro, bo w końcu dziadkowie są po to , by rozpieszczać swoje wnuki, a rodzice by je wychowywać.