W ubiegłą sobotę wybrałem się z rodziną na pierwszomajowy
piknik. Pogoda była doskonała, niezbyt gorąca, ale też ni za chłodno. W sam raz
na majowy wypad w plener. Zabraliśmy ze sobą siostrzenicę, Lidkę. Lidka ma
siedem lat i jest wyjątkowo
poukładaną dziewczynką. Opieka nad nią sprawia nam ogromną przyjemność.
Pojechaliśmy za miasto, na łąki. Rozłożyliśmy koce i nasze kosze piknikowe z
przygotowanym wcześniej jedzonkiem. Lidka zabrała ze sobą piłkę plażową i
badmingtona. Nie byłem z tego powodu za szczęśliwy, gdyż tego typu gry
towarzyskie wymagają ode mnie zbyt dużego wysiłku fizycznego. Kilka lat temu
przeszedłem bowiem ciężką operację serca, więc muszę bardzo uważać, żeby się
nie przemęczać. Pograłem troszkę z Lidką
w piłkę, ale badmingtona
musieliśmy sobie odpuścić. W zamian zaproponowałem jej grę w bierki, którymi
bawiłem się z moim synem, gdy był jeszcze dzieckiem. Lidka początkowo miała kwaśną
minę , bo cóż to za gra gra towarzyska, która składa się z kilku patyczków o
różnych końcach. Gdy wytłumaczyłem jej zasady gry i przystąpiliśmy do zabawy,
stwierdziła, że jednak miałem rację i gra jest naprawdę fajna. Spytała nawet ,
czy mógłbym ją jej podarować. Zgodziłem się oczywiści, bo u mnie w domu była
tylko wciąż przekładana z miejsca na miejsce , a jakoś nie miałem sumienia jej
wyrzucić. W końcu to pewien rodzaj
pamiątki.. A tak przynajmniej z domu ubędzie parę szpargałów, ale przynajmniej
przydadzą się dziecku. W zanadrzu miałem także inną grę towarzyską, a
mianowicie pchełki. To także była gra
mojego syna. Lidka była zachwycona, bo nie miała jeszcze okazji grać w takie
gry. Po dłuższym namyśle, spytała z rozbrajającym uśmiechem, czy jej podaruję także pchełki, bo wtedy mogłaby
pokazać je koleżankom w szkole i
zabierać ze sobą na wszystkie wycieczki, bo zajmują mało miejsca w plecaku. Z
pikniku wszyscy wróciliśmy zadowoleni, szczególnie moja mała siostrzenica.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz