czwartek, 2 lipca 2015

Piknik z grami


W ubiegłą sobotę wybrałem się z rodziną na pierwszomajowy piknik. Pogoda była doskonała, niezbyt gorąca, ale też ni za chłodno. W sam raz na majowy wypad w plener. Zabraliśmy ze sobą siostrzenicę, Lidkę. Lidka ma siedem lat        i jest wyjątkowo poukładaną dziewczynką. Opieka nad nią sprawia nam ogromną przyjemność. Pojechaliśmy za miasto, na łąki. Rozłożyliśmy koce i nasze kosze piknikowe z przygotowanym wcześniej jedzonkiem. Lidka zabrała ze sobą piłkę plażową i badmingtona. Nie byłem z tego powodu za szczęśliwy, gdyż tego typu gry towarzyskie wymagają ode mnie zbyt dużego wysiłku fizycznego. Kilka lat temu przeszedłem bowiem ciężką operację serca, więc muszę bardzo uważać, żeby się nie przemęczać. Pograłem  troszkę z Lidką           w piłkę, ale badmingtona musieliśmy sobie odpuścić. W zamian zaproponowałem jej grę w bierki, którymi bawiłem się z moim synem, gdy był jeszcze dzieckiem. Lidka początkowo miała kwaśną minę , bo cóż to za gra gra towarzyska, która składa się z kilku patyczków o różnych końcach. Gdy wytłumaczyłem jej zasady gry i przystąpiliśmy do zabawy, stwierdziła, że jednak miałem rację i gra jest naprawdę fajna. Spytała nawet , czy mógłbym ją jej podarować. Zgodziłem się oczywiści, bo u mnie w domu była tylko wciąż przekładana z miejsca na miejsce , a jakoś nie miałem sumienia jej wyrzucić.     W końcu to pewien rodzaj pamiątki.. A tak przynajmniej z domu ubędzie parę szpargałów, ale przynajmniej przydadzą się dziecku. W zanadrzu miałem także inną grę towarzyską, a mianowicie pchełki. To także  była gra mojego syna. Lidka była zachwycona, bo nie miała jeszcze okazji grać w takie gry. Po dłuższym namyśle, spytała z rozbrajającym uśmiechem, czy  jej podaruję także pchełki, bo wtedy mogłaby pokazać je koleżankom w szkole  i zabierać ze sobą na wszystkie wycieczki, bo zajmują mało miejsca w plecaku. Z pikniku wszyscy wróciliśmy zadowoleni, szczególnie moja mała siostrzenica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz