Kilka dni temu wybraliśmy się całą rodzinką na większe zakupy
do ogromnego centrum handlowego. W planach mieliśmy odświeżenie swojej
garderoby. Wszyscy liczyli na jakieś
wyjątkowe okazje. Niestety , tak, jak przypuszczałem, najmłodszy uczestnik
wyprawy Maciuś, był wielce niezadowolony z tego pomysłu. Nie znosił robienia
zakupów, zwłaszcza, w sklepach odzieżowych. Zanim wyjechaliśmy musiałem go jakoś przekupić i obiecałem mu zakup nowej
gry. Wiedziałem, że jest to jedyna metoda, dzięki której da się namówić na
wielogodzinne zwiedzanie centrum handlowego. Zapakowaliśmy się do samochodu i
ruszyliśmy w drogę . Mieszkamy w niewielkiej miejscowości i do obranego punktu mieliśmy do pokonania niemal
sto kilometrów. Na miejsce dotarliśmy przed południem. Nie obyło się oczywiście
bez wizyty w McDonaldzie. Gdy Maciek Nasycił już swój głód udaliśmy się na
łowy. Sklepy przyciągały wielkimi napisami „okazje i obniżki”. Podzieliliśmy
się na dwie grupy, by wzajemnie się nie blokować. Małżonka z córką oblegały
sklepy z odzieżą damską, a ja z Maciusiem podążyliśmy w zupełnie przeciwnym
kierunku. To czego najpilniej potrzebowałem udało mi się kupić w atrakcyjnych
cenach w zaledwie godzinkę. Dziewczynom musieliśmy dać dużo więcej czasu.
Wjechaliśmy z Maciusiem na kolejno piętro. Uwagę jego od razu przykuł wielki
plakat obwieszczający o likwidacji sklepu z zabawkami. Nie było wyjścia. W końcu
zakup zabawki był jedną z obietnic jaką przed wyjazdem dałem synowi. Przekroczyliśmy
próg sklepu. Maciek podekscytowany nie mógł zdecydować się jaką grę wybrać.
Ceny rzeczywiście były wyjątkowo okazyjne. W końcu wybór padł na Puzzle Dwie
Strony Mocy. Zadowolony z nowego nabytku, chciał jak najszybciej wrócić do
domu, by móc pobawić się grą. Na to jednak musiał jednak jeszcze poczekać.
Zadzwoniłem do małżonki, by spytać, jak idzie im robienie zakupów. Poprosiła o dodatkową godzinkę
czasu. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na Maćka. Nie był zadowolony. Zabrałem
go do lodziarni . Tam przy stoliku oglądaliśmy nowe Puzzle Dwie Strony Mocy, czekając
aż podadzą nam pucharki lodów. Na całe szczęście zanim wyszliśmy z lodziarni
zadzwoniła moja małżonka i oznajmiła, że zakończyła swoje łowy. Można było
wracać do domu.
poniedziałek, 31 lipca 2017
czwartek, 27 lipca 2017
Park iluzji
Zbliżał się długi weekend. Długo zastanawiałem się, jak
aktywnie wykorzystać tych kilka wolnych dni. Najbardziej zależało mi na takim
rodzaju wypoczynku , który zapewniłby rozrywkę mojemu wnukowi. Dawid miał
bowiem zostać u nas, podczas gdy rodzice wybierali się ze znajomymi w góry. Raz
do roku umawiali się ze starą, zgraną ekipą i przemierzali szlaki górskie.
Dawidek był jeszcze za mały, by mógł im towarzyszyć. Z tego właśnie powodu
zawsze przyjeżdżał do nas, a ja starałem
się organizować jakiś ciekawy wyjazd, a to do ogrodu zoologicznego, a to do
lunaparku. W tym roku nie miałem żadnego konkretnego planu. Postanowiłem
skorzystać z pomocy internetu. Moje poszukiwania w końcu przyniosły efekt.
Wybór padł na Park Iluzji, który znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od
stolicy. Przejrzałem ofertę i bardzo spodobał mi się ten pomysł. Zarezerwowałem bilety i już kilka
dni później byliśmy w drodze. Dawidowi oczywiście nie powiedziałem, gdzie
jedziemy. Nasze wspólne wypady pozostają niespodzianką. Wnuczek był
podekscytowany. Gdy dojechaliśmy na miejsce oczom naszym ukazała się latająca chata
Tajemnic. Dawid był zaskoczony. Ja też musiałem przyznać, że było to wyjątkowo
magiczne miejsce. Ogrom atrakcji, pokazy iluzjonistów, świat w skali makro,
wszystko to razem robiło ogromne wrażenie na zwiedzających. Nie brakło
oczywiście punktów gastronomicznych i sklepików z pamiątkami i zabawkami. Na
jednym ze stoisk Dawid kupił sobie Bańki Mydlane. Był zachwycony parkiem. Po kilku
godzinach zwiedzania w końcu postanowiliśmy zjeść jakiś treściwy posiłek. Z
trudem przekonaliśmy wnuczka, że musi się posilić. Był w swoim żywiole i ciężko
go było odciągnąć od lewitującego kranu czy też bajkowego pałacu cieni.
Wszystkie atrakcje oczywiście uwieczniliśmy na fotografiach, a niektóre z nich
przesłaliśmy rodzicom Dawida, by mogli zobaczyć, jaką wycieczkę zaplanowaliśmy
dla synka. Powolutku zbliżał się koniec naszej przygody. Park pustoszał. My
także postanowiliśmy wracać do domu, choć Dawid najchętniej zostałby tam
jeszcze kilka godzin. Całą drogę powrotną bawił się Bańkami Mydlanymi.Gdy
dotarliśmy na miejsce wnuczek stwierdził, że to była najfajniesza przygoda,
jaką w życiu przeżył. Byłem usatysfakcjonowany.
wtorek, 25 lipca 2017
Szkolenie
Niedawno razem z kilkoma swoimi współpracownikami
uczestniczyłem w kilkudniowym
szkoleniu wyjazdowym. Zorganizowane ono zostało w malowniczo położonej górskiej
miejscowości. Cieszyliśmy się wszyscy, albowiem rzadko kiedy zdarza się , żeby
nasza firma wysyła swoich pracowników na tak długie dokształcanie. Tym razem
jednak nasz dział przejmował bardzo istotny
pod względem strategicznym i ekonomicznym projekt, który wymagał zdobycia
nowych umiejętności i wiedzy. Wyznaczono więc delegację , która po przeszkoleniu,
będzie mogła przekazać najistotniejsze informacje pozostałej załodze. Na
miejsce pojechaliśmy samochodem służbowym. Hotel , w którym nas zakwaterowano
spełniał najwyższe standardy europejskie. Następnego dnia z samego rana na sali
konferencyjnej rozpoczęło się szkolenie. Prowadzone było przez najwyższej klasy
specjalistów , więc mogliśmy liczyć na profesjonalne i rzeczowe podejście do tematu. Po trzech godzinach
wykładów teoretycznych, prowadzone były ćwiczenia i warsztaty. Te jednak trwały
na szczęście troszkę krócej. Potem mieliśmy czas wolny, który postanowiliśmy
wykorzystać, by zwiedzić miasteczko. Oczywiście należało najpierw się posilić.
Wybraliśmy się do eleganckiej restauracji, a zaraz potem ruszyliśmy na Stary
Rynek. Podążając malowniczymi uliczkami, przystanąłem na chwilę przy sklepowej
witrynie sklepu z zabawkami i pomyślałem o wnuczce, która z pewnością odwiedzi
mnie, gdy tylko wrócę do domu. Uprzejma sprzedawczyni doradziła mi zakup
zestawu naukowego Warsztacik Kryształków. Zadowolony z upominku dogoniłem
kolegów. Starówka tętniła życiem. W końcu można było się zrelaksować.
Usiedliśmy pod parasolami z kuflami
schłodzonego piwa i obserwowaliśmy występy okolicznych artystów. Tych kilka dni minęło nam bardzo szybko.
Wróciliśmy do domów bogatsi o nową wiedzę i doświadczenie, ale również
wypoczęci i zadowoleni. Następnego dnia , tak jak się spodziewałem odwiedziła
mnie moja ukochana wnusia Alicja. Ucieszyła się na mój widok i rzuciła na
szyję. Szybciutko wyciągnąłem z szafy
prezent. Poprosiłem ją o zamknięcie oczu, a gdy je otworzyła na jej twarzyczce
pojawił się szeroki uśmiech. Warsztacik Kryształków okazał się strzałem w
dziesiątkę. Ala skakała z radości i obsypała mnie całusami, po czym dodała, że
jestem najukochańszym dziadkiem na świecie.
piątek, 21 lipca 2017
Biwak pod namiotami
Długo zastanawialiśmy się ze znajomymi nad tym , jaki rodzaj
i miejsce wypoczynku wybrać podczas naszego wspólnego letniego urlopu. Mamy
dzieciaki w podobnym wieku i przyjaźnimy się od kilkunastu lat. Co roku spędzamy go razem. Ostatnim razem
byliśmy nad naszym ojczystym morzem. Był to bardzo udany wyjazd. Tym razem
Maciek, mój przyjaciel zaproponował spędzenie urlopu pod namiotami. Tak jak się
spodziewałem, przeciwne temu pomysłowi były nasze małżonki. Postanowiliśmy
zrobić głosowanie. Spotkaliśmy się pewnego wieczoru i raz jeszcze
przedstawiliśmy naszą propozycję, tym razem jednak Maciek bardzo szczegółowo i
profesjonalnie się do tego przygotował. Dzieciaki były wniebowzięte, więc głosy
rozłożyły się w przewadze sześć do dwóch, aczkolwiek argumentacja Maćka była
tak dobrze przygotowana, że nasze panie powolutku zaczęły zmieniać zdanie.
Nadszedł wreszcie moment wyjazdu. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Dzieciaki pakowały ostatnie rzeczy. Piotrek, mój najmłodszy syn na krok nie
ruszał się z domu bez swojej ulubionej zabawki Vtech `Wywrotka Małego Budowniczego. W
końcu mogliśmy wyruszyć. Celem naszej wyprawy były urocze Mazury.
Postanowiliśmy zatrzymać się w pobliżu Mikołajek. Na miejsce dotarliśmy po
czterech godzinach jazdy i od razu zabraliśmy się za rozbijanie naszej bazy
noclegowej. Zajęło nam to sporo czasu i kosztowało wiele wysiłku. Po dwóch
godzinach walki , namioty były w pełni gotowe do zasiedlenia. Postanowiliśmy
zjeść jakiś treściwy posiłek w niedaleko położonej knajpce. Gdy wróciliśmy na
miejsce można wreszcie było odpocząć po męczącym dniu. Tylko nasze dzieciaki
miały niesamowite pokłady energii. Ukryły się w jednym z namiotów i bawiły się w najlepsze zabawką
Piotrusia Vtech `Wywrotka Małego
Budowniczego Nasłuchując emocjonującej rozgrywki naszych pociech, zapadłem w
drzemkę. Nie trwała ona wprawdzie zbyt długo, bo już po niespełna godzince w
moim namiocie pojawiły się moje dzieciaki i próbowały przeforsować wycieczkę do
Mikołajek. Zbliżał się jednak wieczór, więc musiałem odmówić, ale obiecałem, że
następnego dnia z samego rana, wszyscy razem wybierzemy się na zwiedzanie tego
malowniczego miasteczka.
wtorek, 18 lipca 2017
Zguba
W ubiegłą sobotę opiekowałem się moim ośmioletnim wnukiem
Dawidem. Córka przywiozła go z samego rana i miała odebrać dopiero późnym
wieczorem. Pomyślałem, że warto by było spędzić ten czas na świeżym powietrzu.
Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Po dłuższym namyśle zaproponowałem
wycieczkę nad wodę. Niedaleko mojej miejscowości znajduje się ogromny zbiornik
wodny. Są tam piaszczyste plaże, małe knajpki z jedzeniem, lodziarnie i
kawiarenki. Dawidkowi spodobał się ten pomysł. Gdy dotarliśmy na miejsce,
kupiliśmy sobie lody i poszliśmy na spacer. Na delikatnej tafli wody, powolutku
dryfowały łódki. Kilkanaście metrów dalej znajdowała się wypożyczalnia rowerków
wodnych. Postanowiłem zrobić maluchowi niespodziankę i już po chwili
odbijaliśmy od brzegu. Dawid był przeszczęśliwy. Mnie również bardzo podobała
się nasza wyprawa. Pogoda była idealna. Słoneczko mocno przygrzewało i wiał
delikatny wietrzyk. Niestety czas szybko płynął i nadszedł czas powrotu. Gdy
dobiliśmy do brzegu, zauważyłem pod siedzeniem niewielki plecaczek. Otworzyłem
go i zajrzałem do środka. Z jego zawartości wnioskowałem, że należał z
pewnością do jakiegoś malucha. Był tam mały samochodzik, buteleczka z piciem i Auto
Safari. Zrobiło mi się przykro, bo z pewnością jakieś dziecko przeżywało swoją
stratę . Raz jeszcze dokładnie obejrzałem plecak . Pod kieszonką znalazłem
metkę, na której widniał napis : Kamilek i
numer telefonu. Bez wahania wybrałem numer. Nie odpowiadał. Pomyślałem
,że będę co kilka minut próbował się dodzwonić, a w międzyczasie udaliśmy się z
Dawidkiem na pyszną pizzę. W pewnym momencie rozległ się dźwięk mojego
telefonu. Na jego ekranie pojawił się numer z plecaczka. Odebrałem i
przedstawiłem się .Po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiewał głos kobiecy.
Szybciutko wyjaśniłem rozmówczyni całą sytuację. Była zaskoczona, ale i
szczęśliwa. Plecaczek należał do synka Kamilka, który po powrocie do domu
zauważył jego brak. Najbardziej jednak przeżywał utratę swojego ulubionego Auta
Safari. Umówiłem się z mamą malucha przy wypożyczalni rowerków. Po dwudziestu
minutach zjawiła się w wyznaczonym miejscu ze swoim synkiem, który w
podziękowaniach wręczył mi dużą czekoladę. Byłem zadowolony, że mogłem
uszczęśliwić malucha.
piątek, 14 lipca 2017
Targi myśliwskie
Niedawno wybrałem się razem z synem i
dziesięcioletnim wnuczkiem Igorem do
Warszawy na Hubertusexpo, czyli targi myśliwskie. To największa tego typu
impreza organizowana w naszym kraju. Nasza rodzina od kilku pokoleń pasjonuje
się łowiectwem w najczystszej postaci, zgodnie z zasadami etyki łowieckiej. Syn
ukończył szkołą leśną i choć nie pracuje w nadleśnictwie to jednak
jego zamiłowanie do lasu jest ogromne. Również wnuczek powolutku coraz bardziej
interesuje się tą dziedziną i każdą wolną chwilę spędza z tatą w gaju.
Najbardziej lubi pomagać w pracach takich jak przygotowywanie paśników dla
zwierzyny czyli zawek. Postanowiliśmy więc zabrać Igora by pokazać mu jak
wyglądają takie targi. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że
zainteresowanie jest ogromne. Pośrodku ogromnej hali usytuowana była scena, na
której odbywały się konkursy z wiedzy łowieckiej. Prowadził je redaktor
popularnego programu telewizyjnego „ Darz Bór”. Przystanęliśmy na chwilę, by
zobaczyć co dzieje się na scenie. Właśnie ogłoszono rozpoczęcie kolejnego
konkursu, tym razem wabienia zwierzyny. Prowadzący poprosił chętnych do wzięcia
udziału w konkurencji o podniesienie ręki. Ku mojemu zaskoczeniu zgłosił się
mój wnuczek i bez cienia jakiejkolwiek tremy odważnie wkroczył na scenę.
Zawodnicy byli w różnym wieku. Dopingowaliśmy go mocno. Igor zajął trzecie
miejsce i otrzymał nagrodę w postaci wabika na lisa i dodatek dla najmłodszego uczestnika grę planszową ”
Grzybobranie w Zielonym Gaju”. To był jednak dopiero początek zabawy. Igor
zmotywowany upominkami brał udział niemalże w każdym konkursie. Wszystko
postanowiłem uwiecznić na zdjęciach. Niektóre zdobyte przez niego nagrody były
związane z myślistwem, inne nie. Obładowany torbami z nagrodami uprosił
mnie jeszcze o
zakupienie wymarzonego kapelusza. W drodze powrotnej do domu był tak
podekscytowany, że z trudem mu było opanować emocje. Obdzwonił chyba całą
rodzinę, by opowiedzieć o wydarzeniach z targów. W domu rozpoczęło się
odpakowywanie zdobyczy. Wszystkie upominki trafiły na honorową półeczkę w
pokoiku Igora, poza „Grzybobraniem w Zielonym Gaju”. Ten podarunek postanowił przetestować następnego dnia ze swoim najlepszym
kolegą z podwórka
środa, 12 lipca 2017
Moja Zośka
Kilka dni temu zupełnie przez przypadek miałem okazję
zwiedzić naszą nową galerię handlową. Jej budowa rozpoczęła się niemal dwa lata
temu i większość mieszkańców nie mogła doczekać się jej otwarcia z jednego
przede wszystkim powodu. Miało w niej powstać nowoczesne kino, którego w naszym
małym miasteczku jeszcze nie mieliśmy.
Na otwarcie galerii przybyły ponoć tłumy. Ja osobiście wolałem odczekać kilka
dni a nawet tygodni, jeżeli byłoby to koniecznie, by nie przepychać się między
ludźmi. W każdym razie niedawno córka poprosiła mnie o poradę w kwestii zakupu
prezentu urodzinowego dla zięcia w postaci sprzętu wędkarskiego. Sklep
znajdował się akurat w nowej galerii. Miałem więc wreszcie okazję zobaczyć, co
się w niej kryje. Sam osobiście nie lubię dużych centrów handlowych, ponieważ
po prostu zaczynam się w nich gubić. Nasza galeria była stosunkowo nieduża i
przestronna. Poszliśmy po prezent dla zięcia. W sklepie spędziliśmy niemal
czterdzieści minut. Po zakupieniu upominku postanowiliśmy się przejść i
sprawdzić, jakie punkty handlowe tu powstały. W pewnym momencie przechodząc
obok witryny sklepu z zabawkami w oczy rzuciło mi się kolorowe pudełko z
ulubioną postacią serialu mojej wnuczki Zosi. Zatrzymałem się na chwilkę, by
bliżej przyjrzeć się produktowi. Był to Mikrofon Soy Luna. Zaciekawiło mnie to
i wszedłem do środka, by podpytać panią ekspedientkę o szczegóły zabawki. Zośka
uwielbia śpiewać i wychodzi jej to całkiem nieźle, więc taki mikrofon z pewnością bardzo by ją ucieszył.
Dodatkowo odtwarzał piosenkę z serialu Soy Luna, którą w kółko nuci pod nosem
wnuczka. Z zakupu upominku nie była zadowolona moja córka, bo stwierdziła, że
Zośce od nadmiaru dziadkowych prezencików w końcu się w głowie poprzewraca. Ja
jednak postawiłem na swoim i poprosiłem
sprzedawczynię o zapakowanie Mikrofonu Soy Luna. Pokręciliśmy się jeszcze
chwilę po galerii i wróciliśmy do domu. Po cichutku wszedłem do pokoju Zośki.
Leżała na łóżku i słuchała muzyki. Położyłem jej prezent na biurku i wyszedłem.
Gdy zorientowała się w sytuacji wpadła do ogrodu, gdzie odpoczywałem i mocno
mnie uściskała.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Piknik rodzinny
Miesiąc temu na zebraniu klasowym mojego syna wychowawca
klasy poinformował wszystkich o mającym odbyć się na terenie szkoły pikniku
rodzinnym. Każda klasa miała zaprezentować kilka pomysłów, dzięki którym będzie
można zebrać pieniądze na nowe nagłośnienie dla szkoły. Dyskusji nie było
końca. Wreszcie wszyscy wspólnie postanowiliśmy, że chętne mamy upieką pyszne
ciasta i przygotują schłodzoną lemoniadę. Fajnym pomysłem był też konkursy
przeciągania liny i skoki w workach. Wszystko było zaplanowane. Piknik miał
odbyć się w połowie czerwca na boisku szkolnym
. Tego dnia pogoda była wyjątkowo przyjazna imprezom plenerowym . Olek, , mój syn, nie mógł się doczekać. Na
piknik dotarliśmy pół godziny przed czasem. Trwały przygotowania do tego
wydarzenia. Mamy z wypiekami przygotowywały stoiska. Nie brakło również
tradycyjnej grochówki czy bigosu dla wygłodniałych. Wyjątkową atrakcją dla
najmłodszych okazały się wozy policyjne i strażackie. Jednak największą furorę
robiła loteria fantowa. Los kosztował pięć złotych i każdy jeden wygrywał.
Kolejka chętnych była wyjątkowo długa, jednak Olek uparł się i musieliśmy
niestety odstać swoje. Tuż przed nami kolega z klasy syna wylosował lalkę, a
jego mina mówiła sama za siebie. Olek nie mógł powstrzymać się od śmiechu. W
końcu nadszedł moment losowania . Gdy podawano mu jego wygraną Olek na chwilę
zamknął oczy, a po chwili podskoczył z radości do góry. Okazało się bowiem , że
trafiły mi się Bańki mydlane. Był przeszczęśliwy. Udaliśmy się w końcu do
kącika kulinarnego, by skosztować wypieków. Olek zażyczył sobie ciasteczka z
wróżbą i lemoniadę, a ja skusiłem się na apetycznie wyglądający sernik i kawę.
Chwilę później strażacy postanowili zrobić dzieciakom niespodziankę i skąpali
wszystkich w pianie. Radości nie było końca. Gdy wróciliśmy do domu Olek był
tak zmęczony, że gdy tylko przyłożył głowę do poduszki od razu zasnął. Ja
również zaraz po nim usnąłem . Następnego dnia rano obudził mnie skoro świt .
Dookoła unosiły się urocze bąbelki z jego nowych Baniek Mydlanych.
piątek, 7 lipca 2017
Zakończenie roku szkolnego
Ostatnie dni w szkole należały do bardzo pracowitych. Zanim
wystawiono oceny roczne uczniowie jeden przez drugiego próbowali podciągnąć się
z tych przedmiotów, co do których zachodziła wątpliwość jaki stopień wystawić.
W końcu można było odetchnąć. Wielkimi krokami zbliżało się zakończenie roku
szkolnego. Obiecałem swojemu wnuczkowi
Piotrusiowi prezent za dobre świadectwo, a on przyrzekł, że zrobi
wszystko, żebym mógł byd z niego dumny. Rzeczywiście, należało przyznać, że
starał się jak tylko mógł. Nie miałem wprawdzie żadnych wątpliwości, że
przyniesie mi świadectwo z czerwonym paskiem. Zawsze był bardzo pilnym i
zdolnym uczniem i nigdy nie było z nim żadnych kłopotów. Nadszedł w końcu długo
wyczekiwany przez wszystkie dzieciaki moment. Tego dnia cierpliwe czekałem na
wizytę Piotrusia. Przybiegł zaraz po rozdaniu świadectw. Dumnie pokazał mi swoje ciężko wypracowane oceny. Uściskałem go mocno
i zabrałem do centrum handlowego. Zgodnie z umową mógł wybrać sobie
nagrodę. Wspólnie przemierzaliśmy alejki
pomiędzy sklepowymi półkami z zabawkami. W końcu przy jednej z nich Piotruś przystanął
i sięgnął po grę komputerową oraz puzzle wie Strony Mocy Stanowczo stwierdził,
że to jest to czego szukał. Bez chwili
namysłu udaliśmy się do kasy , a po wyjściu ze sklepu poszliśmy na najlepsze
lody w naszym mieście. Piotruś był szczęśliwy, a ja niezmiernie dumny ze
swojego wnuka. Spędziliśmy razem całe
popołudnie. To był wyjątkowy dzień. Po
powrocie do domu, postanowiliśmy wspólnie przyjrzeć się nowej układance Puzzle
Dwie Strony Mocy. Małżonka upiekła pyszne ciasto z truskawkami i borówkami.
Piotruś je uwielbiał. Późnym popołudniem
przyjechała po wnuczka moja córka. Od progu pochwalił się swoim prezentem ode mnie. Mama
bardzo mocno go uściskała i oznajmiła uroczyście, że w nagrodę za bardzo dobre
świadectwo, zdecydowali z zięciem, że dostanie nowego laptopa. Radości nie było
końca. Piotrek był tak podekscytowany, że najchętniej od razu pojechałby z
rodzicami do sklepu elektronicznego. Na całe szczęście godzina była już dość późna,
więc wnuczek musiał cierpliwie poczekać
do następnego dnia.
wtorek, 4 lipca 2017
Kapryśna pogoda
Kilka dni temu pod koniec tygodnia moja małżonka całkiem
niespodziewanie oznajmiła , że chciałaby zrobić nam niespodziankę i wyciągnęła
z torebki potwierdzenie rezerwacji dwudniowego pobytu w Zakopanem. Było to tak zaskakujące, że oniemiałem. Przez
chwilę nie mogłem wydusić z siebie słowa w przeciwieństwie do naszego synka,
który biegał, skakał i piszczał z radości. W pierwszej sekundzie nasunęła mi
się myśl , skąd ona wzięła na to pieniądze. Moja mina była widocznie tak
dziwaczna, że na jej widok oboje z synem wybuchnęli śmiechem. W końcu małżonka
wytłumaczyła , że w zeszłym tygodniu otrzymała nagrodę za zaangażowanie w
przygotowaniu nowego projektu, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
Właściwie uznałem , że to bardzo ładnie z jej strony, że otrzymane pieniążki
przeznaczyła na wypoczynek całej naszej rodzinki. Rozpoczęły się błyskawiczne
przygotowania do wyjazdu. Następnego dnia byliśmy w drodze do Zakopanego.
Najbardziej zadowolony z wyjazdu był nasz Wiktorek. Cały dzień poprzedzający
nasz wyjazd pakował i rozpakowywał swój plecaczek. Nie mógł biedny się zdecydować,
którą zabawkę ze sobą zabrać . W końcu stanęło na Auto Safari .Za oknami naszego
auta powoli zaczął zmieniać się krajobraz. Widoki były przepiękne. Gdy
dotarliśmy na miejsce, była prawie godzina
dziesiąta. Niestety zakwaterować się mogliśmy dopiero od godziny
dwunastej. Postanowiliśmy zatem wykorzystać te dwie godzinki i ruszyliśmy na
Krupówki. Pogoda sprzyjała spacerom. Uliczny artysta zachęcał do sportretowania
turystów. Wiktorek oczywiście nie mógł przepuścić takiej okazji. Miał przy tym
wiele frajdy . Portret był rewelacyjny. Zapłaciliśmy rysownikowi i
postanowiliśmy wrócić do pensjonatu, żeby się zakwaterować . Dochodziła godzina
dwunasta. Pokoik był przestronny i przytulny. W
pewnym momencie niebo przesłoniły ciężkie chmury i zaczął padać deszcz.
Byliśmy niepocieszeni. Zostaliśmy uziemieni. Powoli zaczęła dopadać nas nuda.
Najbardziej marudny był Wiktorek. Przypomniało mi się ,że synek zabrał ze sobą
swoje ulubione Auto Safari. To był dobry patent, by przetrwać ulewę. Na całe
szczęście nie trwała ona długo i do końca naszego pobytu kapryśna pogoda nie
spłatała nam już żadnego psikusa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)