Kilka dni temu zabrałem moją wnuczkę Klaudię na sanki.
Szczerze mówiąc dawno się z nią nie widziałem, ponieważ byłem strasznie
zapracowany ,a ona miała dużo nauki w szkole, ale na szczęście w końcu nadeszły
wyczekiwane ferie. Byłem strasznie szczęśliwy. Kiedy przyszedłem po nią do domu
,bardzo się ucieszyła, podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Kiedy się
ubrała, wzięliśmy sanki z komórki i wybraliśmy się niedaleko na małą górkę, na
którą zabierałem kiedyś także jej mamę i siostrę, kiedy były jeszcze dziećmi.
Po drodze wnuczka opowiadała mi o szkole, jej przyjaciołach i o swoich
marzeniach. Powiedziała mi także ,że dostała na swoje urodziny zegarek
elektroniczny „VTech-Kidizoom Smart Watch” , który jej się strasznie podobał ,
i że pokaże mi go kiedy wrócimy do domu. Kiedy dotarliśmy na górkę, nie byliśmy
sami. Było tam jeszcze paru rodziców wraz ze swoimi dziećmi. Niektórzy
zjeżdżali razem z nimi na sankach , inni patrzyli się i śmiali. Widać było, że
każdy był szczęśliwy na widok swoich rozpromienionych pociech. Klaudia
dołączyła do dzieci i tak jak one zaczęła zjeżdżać na sankach i się wywracać . Później
także i ja przyłączyłem się do niej i razem zaczęliśmy zjeżdżać z górki i
śmiać się wniebogłosy. Po jakimś czasie odstawiliśmy sanki na bok i zaczęliśmy
lepić bałwana i robić anioły na śniegu. Czas mijał nam bardzo szybko ,a kiedy
zaczęło się ściemniać , wróciliśmy do domu. Mama Klaudii zrobiła nam gorącą
herbatkę i wtedy dziewczynka pobiegła do pokoju i wróciła ze swoim zegarkiem-zabawką.
„VTech –Kidizoom Smart Watch” posiadał ekran dotykowy , miał wbudowany aparat,
dzięki któremu dziecko mogło robić zdjęcia lub filmiki i dodawać graficzne
efekty specjalne. Miał także stoper, alarm i czasomierz oraz wbudowany
dyktafon, który posiadał funkcję zmiany głosu. Dodatkowo na zegarku można było
grać w gry takie jak : Detektyw,
Tańczący Palec i Zakręcone puzzle. Klaudia śmiejąc się , mówiła, że jest to
najlepszy zegarek na świecie i szczerze mówiąc szkoda, że za czasów mojego dzieciństwa
nie było takich zegarków.
poniedziałek, 29 lutego 2016
piątek, 26 lutego 2016
Natalka
Dwa dni temu moi znajomi poprosili mnie o zaopiekowanie się
ich małą córeczką, ponieważ wybierali się na przyjęcie karnawałowe . Ich starsza
córka nie mogła zająć się siostrą,
ponieważ wyjechała studiować do Gdańska, więc nie mieli z kim zostawić małej
Natalki. Oczywiście zgodziłem się. Nie miałem i tak w planach nic ciekawego , a
wiedziałem ,że nie będę miał problemów z opieką nad ich córeczką ,ponieważ
była ona bardzo spokojną dziewczynką. Jej rodzice mieli wrócić dopiero nad
ranem. Kiedy zapukałem do drzwi otworzyła mi Natalcia. Miała koronę na głowie ,
różową sukienkę , różowe rajstopki i balerinki. Uśmiechnąłem się i przywitałem się z nią, a później
porozmawiałem chwilę z rodzicami. Po ich wyjściu dziewczynka poinformowała
mnie, że już zaplanowała cały wieczór. Ja miałem być królem ,a ona księżniczką.
Założyła mi także na głowę koronę i poprosiła żebym usiadł przy malutkim stoliku.
Oczywiście zamiast na dziecięcym, plastikowym krzesełku usiadłem na podłodze ,
ponieważ nie chciałem żeby się ono złamało. Na stoliczku były poustawiane
talerzyki oraz filiżanki wraz z dzbanuszkiem na herbatę. W jej pokoju wszystko
było różowe. Różowy kolor ścian, różowe łóżko, różowe szafeczki, różowe
firanki, tak jak przystało na prawdziwą księżniczkę. Dziewczynka nalała mi do
filiżanki niewidzialny napój, przy którym rozmawialiśmy o zamku , rycerzach
oraz poddanych. Potem wyjęła spod łóżka jakieś pudełeczko. Były to puzzle „ Jej
wysokość Zosia”. Natalka zaczęła pokazywać mi prezent ,który niedawno otrzymała
od Świętego Mikołaja na Święta Bożego Narodzenia. Widać było, że bardzo jej się
podobał, ponieważ, gdy go pokazywała na jej twarzy malował się uśmiech od ucha
do ucha. Poprosiła mnie ,abym wraz z nią poukładał jej wspaniałe puzzle „Jej
wysokość Zosia”. Ponieważ była już bardzo późna godzina, nie skończyliśmy
układanki , więc musiałem jej obiecać ,że przyjadę do niej jutro i dokończę
układankę. Położyłem dziewczynkę do łóżka i przeczytałem jej bajkę na dobranoc,
która opowiadała historię dzielnego rycerza, który bronił swojego zamku i
honoru pięknej księżniczki . Nad ranem wrócili rodzice małej Natalki, a ja
pojechałem do domu. Po drodze myślałem o zabawach, o układaniu puzzli , o tym jak popijałem
herbatkę w koronie i stwierdziłem, że będę miał o czym wspominać.
wtorek, 23 lutego 2016
Urodziny nad Morskim Okiem
W trakcie ferii zimowych postanowiłem zabrać moją bratanicę
Julię na wyjazd do Zakopanego. Julcia miała kończyć 8 lat w trakcie naszego
wyjazdu ,więc musiałem udać się na zakupy i kupić jej wspaniały prezent. Kiedy
wybrałem się do hurtowni zabawek nie miałem zielonego pojęcia co wybrać, więc
poprosiłem sprzedawczynię o pomoc. Powiedziałem jej czym się interesuje moja
bratanica, jakie bajki lubi najbardziej , co jej się podoba. Po chwili namysłu
podała mi pudełko puzzli „Przyjaciele z Krainy Lodu” i stwierdziła, że ten
prezent na pewno się spodoba. Kilka dni później w dniu wyjazdu spakowałem
rzeczy , zapakowałem prezent, włożyłem bagaże do auta i pojechałem zabrać
Julię. Jej mama oraz tata byli bardzo ucieszeni ,ponieważ córka bardzo chciała
pojechać w góry ,lecz jej rodzice nie mogli wziąć w pracy urlopu. Zapakowałem
rzeczy Julki, pożegnaliśmy się oboje z jej rodzicami i wyruszyliśmy w drogę. W
trakcie jazdy dziewczynka opowiadała mi o swoich ulubionych bajkach,
przyjaciołach , o tym co lubi robić w wolnym czasie. Strasznie się cieszyła z
powodu wyjazdu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, rozpakowaliśmy bagaże w domku i wyruszaliśmy
pozwiedzać miasto. Było bardzo piękne i te widoki…ahh. Julia także była wniebowzięta.
Dziewczynka zawołała mnie i poprosiła, abyśmy już dzisiaj kupili pamiątki dla
jej rodziców oraz przyjaciół. Po wybraniu drobiazgów wróciliśmy do domu.
Musieliśmy się wyspać, aby mieć siły na jutrzejszy dzień, ponieważ Julia miała
urodziny oraz czekało nas dużo zwiedzania. Rano kiedy dziewczynka się obudziła,
stałem już obok jej łóżka z pięknie zapakowanym prezentem i zacząłem śpiewać
jej „Sto lat”. Była bardzo szczęśliwa. Po mocnym uścisku poprosiłem ,aby
otworzyła prezent. Kiedy zobaczyła co to jest, od razu poprosiła mnie abyśmy
ułożyli jej puzzle ”Przyjaciele z Krainy Lodu”. Po godzinie świetnie spędzonego
czasu udaliśmy się nad największe jezioro w Tatrach- Morskie Oko. Mimo tego, że
droga tam była męcząca, było warto. Widok zapierał dech w piersiach. Do domku
wróciliśmy dopiero wieczorem. Kolejnego dnia także wyruszyliśmy zwiedzać
zabytki w mieście ,po czym wyjechaliśmy do domu. Muszę jednak przyznać, że był
to wspaniały wyjazd i cieszę się ,że dzięki niemu mogłem wywołać uśmiech na
twarzy Julki.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Zawody
Kilka dni temu przyjechała do mnie w odwiedziny moja młodsza
siostra Marta ze swoim dziesięcioletnim synem Bartkiem. Usiedliśmy w salonie, a
żona podała świeżo upieczoną szarlotkę. Rozmawialiśmy na temat wspólnych
wakacji, choć do lata było jeszcze kilka ładnych miesięcy to chcieliśmy
wcześniej ustalić nasze plany i dokonać rezerwacji. Po dłuższych negocjacjach
postanowiliśmy udać się w tym roku na Chorwację. Cel podróży został osiągnięty,
teraz należało znaleźć odpowiednią ofertę w naszym ulubionym biurze podróży.
Gdy już wszystko zostało na tę chwilę ustalone, głos wreszcie zabrał Bartek ,
który od samego początku wizyty nie mógł się doczekać, aż w końcu będzie mógł coś powiedzieć.
Najpierw z wielką dumą pokazał nam swój nowy gadżet zegarek VTech-Kidizoom
Smart Watch, a potem zaczął swoją opowieść w jaki sposób wszedł w jego
posiadanie. Okazało się , że podczas ferii zimowych uczestniczył w organizowanych
przez jego klub łyżwiarski zajęciach. Pod koniec przerwy zimowej opiekunowie
urządzili zawody. Dla zdobywców pierwszych trzech miejsc przewidziano nagrody.
Bartek zdobył srebrny medal i odlotowy,
wielofunkcyjny gadżet elektroniczny zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Sama
nazwa właściwie nic mi nie mówiła, ale Bartosz zaraz pokazał mi wszystkie funkcje
tego cudeńka. Przede wszystkim ta zabawka posiada intuicyjny ekran dotykowy,
zegarek analogowy lub cyfrowy, jak kto woli, z funkcjami czasomierz,
stoper i alarm, aparat i kamerę cyfrową,
pozwalające na robienie zdjęć albo
krótkich filmów i dodawanie efektów
specjalnych, wbudowany dyktafon no i oczywiście co niezwykle istotne trzy gry.
Po zaprezentowaniu wszystkich funkcji niezwykłego
zegarka, zrozumiałem, dlaczego Bartuś był nim aż tak zachwycony. Do tego
nagroda odegrała chyba ważną rolę motywacyjną w karierze małego sportowca,
ponieważ siostrzeniec był tak bardzo zafascynowany wygranym gadżetem, że od
czasu zdobycia srebrnego medalu, codziennie sumiennie trenował łyżwiarstwo, chcąc w przyszłości stanąć na
najwyższym podium. Zaimponowała mi determinacja Bartosza. Obiecałem mu, że gdy
przyniesie złoty medal, kupię mu tableta. Siostrze nie spodobała się moja
propozycja, ale wycofać się z nie już nie wypadało.
piątek, 19 lutego 2016
Psotnica
Kilka dni temu przeżyliśmy w domu mały kataklizm , a wszystko
za sprawą naszej znajdy. Zacznijmy jednak od początku. Pewnego, zimowego
wieczoru wracałem z pracy. W oddali dojrzałem
błąkającego się po okolicy szczeniaka. Jakiś czas go obserwowałem, czy
aby nikomu nie uciekł, ale na ulicy nie było żywego ducha. Podszedłem bliżej.
Okazało się, że to suczka bardzo ostatnio modnej rasy. Wziąłem ją na ręce i postanowiłem obejść
okolicę w poszukiwaniu właściciela. Trwało
to dobrą godzinę, a mróz był siarczysty. Nie mogłem zostawić takiego szczeniaka
na takim zimnie. Zabrałem go, a raczej ją do domu. Gdy tylko otworzyłem drzwi
od progu oświadczyłem dzieciakom, żeby się nie przywiązywały, ponieważ trzeba
odnaleźć właściciela suczki. Następnego dnia dałem ogłoszenie w lokalnej
gazecie o zgubie i na okolicznych słupach, witrynach sklepów i klatkach wywiesiłem
ogłoszenie. Czekaliśmy, ale nie było żadnej odezwy. W końcu zrezygnowany
pojechałem do znajomego weterynarza, żeby sprawdzić czy piesek przypadkiem nie
został zaczipowany. Niestety ostatnia deska ratunku zawiodła. W taki oto sposób
suczka stała się członkiem naszej rodziny. Oficjalnie dzieci nadały jej imię
Asti. Ponownie odwiedziliśmy weterynarza, żeby ją zaszczepić. Wszyscy
obchodzili się z nią jak z jajkiem, a
ona odwdzięczała nam się swoimi psotami. Gryzła wszystko co jej wpadło do
pyska, nawet nasze meble nie miały szans w starciu z kiełkami psotnika. Żona
wybaczała jej wszystko, jednak kilka dni temu po powrocie z pracy zastaliśmy ulubioną grę
mojej córki „Memos-Kraina Lodu” w opłakanym stanie. Właściwie nie było czego
zbierać. Żona zapakowała resztki gry do kosza na śmieci. Na całe szczęście
córka nie była świadkiem tej katastrofy. Postanowiłem, że zachowam na jakiś
czas to co się wydarzyło w tajemnicy i postaram się kupić taką samą
grę. Miałem jednak mało czasu, gdyż w każdą niemalże niedzielę po obiedzie
siadamy całą rodziną do gry. Objechałem całe miasto w poszukiwaniu
„Memos-Kraina Lodu”, ale na nic zdały się moje starania. Po prostu gra w
sprzedaży nie była już dostępna. Traf chciał, że w piątek opowiedziałem o tym
wydarzeniu kolegom z pracy .Józek, z którym pracuję od kilu lat powiedział, że
jego syn ma taką grę w domu i już się nią nie bawi i że jeżeli ma to uratować nasz mir rodzinny to chętnie mi
ją podaruje. To był cud.
czwartek, 18 lutego 2016
Nieznajomy
Parę dni temu mój wnuczek Kacper razem z jego przyjaciółmi
wybrał się w ostatnie dni
karnawału na ostatki. Dzieci przebrały się za piratów i miały zamiar chodzić po
domach zbierając różne łakocie. Szczerze mówiąc uwielbiam ten dzień. Mogę wtedy
wywołać uśmiech na twarzy dzieci ,obdarzając je słodyczami. Grupa małych
piratów szykowała się u mnie w domu do wyjścia na „łowy”. Widać było, że nie
mogli się doczekać. Kiedy skończyłem malować im twarze podbiegli do mnie i
zawołali „Popielec, Popielec , daj nam
pączka na widelec”. Zadowolony poszedłem do pokoju i wyciągnąłem z szafy dużą
torbę słodyczy. Podzieliłem łakocie po równo i obdarowałem każdego urwisa.
Szczęśliwe dzieci wybiegły z domu. Po paru godzinach mój mały Kacperek wrócił
do domu i zaczął pokazywać mi ile to słodyczy uzbierał. Opowiadał jak reagowali
ludzie, co najczęściej ofiarowywali, lecz najdziwniejszym podarkiem były puzzle
„Farma” od starszego pana. Wnuczek był zachwycony i od razu zabrał się za
układanie puzzli. Kiedy zacząłem mu pomagać , opowiadałem przeróżne historie z
dawnych lat dotyczące tego szczególnego dnia i za kogo się przebierałem, gdy
chodziłem na ostatki. Bardzo dobrze wspominałem te czasy. Kiedy zapytałem
Kacperka czy reszta dzieci także otrzymała puzzle , powiedział, że jak się
pożegnał z kolegami i wracał do domu, zawołał go starszy pan. Nieznajomy
zapytał się czy nie będą bolały go zęby od takiej ilości słodyczy i prosił żeby chwilkę zaczekał. Po
chwili wrócił, dając mojemu wnuczkowi pudełko i powiedział, że te puzzle już
rok czekają na jego bratanicę. Niestety wyjechała ona za granicę razem ze
swoimi rodzicami i starszy pan nie miał komu ich dać. Wolał wywołać uśmiech na
twarzy jakiegoś dziecka niż żeby kurzyły się na dole w szafie. Mój wnuczek po
chwili namysłu powiedział mi, że szkoda mu się zrobiło staruszka i czy mógłbym
jutro iść z nim do niego w
odwiedziny razem z pudełkiem czekoladek za puzzle „Farma”, które były
najlepszym podarkiem w te ostatki. Byłem bardzo dumny z wnuczka. Ma ogromne
serce!
wtorek, 16 lutego 2016
Szpital
W ubiegłym miesiącu
córka udała się z moim wnuczkiem na wizytę do lekarza z powodu nawracających napadów kaszlu.
Niepokoiliśmy się wszyscy, bowiem nie
było oznak jakiejkolwiek infekcji wirusowej. Nie miał gorączki, kataru,
osłabienia organizmu, ale wieczorami przed zaśnięciem strasznie męczył go tak
zwany suchy kaszel. Było to dla dziecka niebywale męczące, bo taki napad
potrafił trwać nawet do dwóch godzin. Bywało też czasem, że budził się w
środku nocy i następował olejny atak kaszlu. Każdy był tym strasznie zmęczony.
Dwa miesiące temu miał wykonane wszystkie możliwe testy alergologiczne, ale nie
wykazały one żadnych nieprawidłowości. Czekaliśmy więc z niecierpliwością na powrót
Adasia od lekarza. Pediatra rozłożywszy ręce skierował go na oddział dziecięcy
naszego szpitala, celem przeprowadzenia badań i postawienia właściwej diagnozy.
Adaś strasznie przeżywał zbliżający się pobyt w szpitalu. Z samego rana
spakowaliśmy niezbędne rzeczy i pojechaliśmy z dzieckiem na oddział. Zostaliśmy
przyjęci. Sala, w której miał spędzić następne kilka dni była bardzo przytulna.
Jak się okazało Adaś miał ją dzielić z chłopcem w tym samym wieku. Patryk
oprowadził wnuczka po oddziale . Byliśmy spokojni, bo wnuczek znalazł wsparcie
w koledze i poczuł się bezpiecznie. Po obiedzie chłopcy udali się na świetlicę,
gdzie mogli się pobawić. Patryk zaproponował Adasiowi grę „ Memos-Kraina Lodu”,
a my w tym czasie mogliśmy swobodnie porozmawiać z lekarzem prowadzącym. Doktor
zapowiedział, że wnuczek następnego dnia z samego rana przejdzie serię badań
diagnozujących, począwszy od podstawowego pobrania krwi po prześwietlenie płuc.
Poprosił również o psychiczne przygotowanie dziecka do kolejnego dnia pobytu na
oddziale. Gdy wróciliśmy na świetlicę chłopcy w najlepsze grali w ” Memos-Kraina Lodu” .Adaś był w
rewelacyjnym nastroju. Postanowiliśmy dać dzieciakom jeszcze godzinkę na zabawę
i pojechaliśmy do sklepu, by kupić mu jakąś zabawkę-niespodziankę, dzięki której
łatwiej będzie znosił rozłąkę z
rodzicami. Po kolacji nadszedł czas na pożegnanie. Bardzo baliśmy się tego
momentu, ale ku naszemu zaskoczeniu Adaś dał nam całusa i pobiegł do Patryka.
poniedziałek, 15 lutego 2016
Znowu ferie
Jak co roku okres ferii zimowych to dla mnie i mojej małżonki
nie lada wyzwanie. Przyjeżdżają do nas wnuki, ponieważ rodzice pracują i nie są
w stanie zapewnić im opieki
na całe dwa tygodnie. Poza tym my mieszkamy na południu Polski, w malowniczo
położonej wiosce u podnóża gór. Pobyt dzieciaków u nas jest zatem idealnym rozwiązaniem
na tę okoliczność. Oczywiście bardzo cieszymy się z ich odwiedzin, choć
zapewnienie atrakcji dwóm dziewięcioletnim chłopcom wymaga od nas dużej
organizacji i sporej tężyzny fizycznej.
Na całe szczęście pogoda w tym roku dopisuje. Spadło sporo puszystego
śniegu, więc od kilku dni przygotowuję plan zajęć, tak aby dzieciaki miały
sporo frajdy. Odkurzyłem sanki i narty, a na wszelki wypadek gdyby warunki
atmosferyczne nie sprzyjały szaleństwom na śniegu kupiłem dość ciekawą grę „ 5
sekund junior”. Mam więc nadzieję, że chłopcom
nie będzie dokuczać nuda. Małżonka natomiast od wczoraj przygotowuje w
kuchni rożne domowe wypieki. Można by pomyśleć, że mamy w domu małą powtórkę
Świąt Bożego Narodzenia. Od czasu do czasu zaglądałem do kuchni i skubałem
troszkę pyszności, ale nie obyło się to bez reprymendy ze strony żony. Chłopcy
uwielbiają babcine pierogi i makowca, ja zresztą także. Wieczorem usiadłem w salonie i postanowiłem sprawdzić, czy
zakupiona przeze mnie gra „ 5 sekund junior” rzeczywiście jest tak ciekawa, jak
twierdził sprzedawca w sklepie z zabawkami. Poprosiłem żonę , żeby ze mną
zagrała, bo samemu jest to raczej zadanie nierealne. Kręciła nosem dłuższą
chwilę, że znów wymyślam jakieś głupoty, ale w końcu dała się namówić. Przyniosła
gorącą czekoladę, którą wprost uwielbiam i zaczęliśmy grę. Rzeczywiście była rewelacyjna
i mieliśmy przy tym sporo zabawy. Teraz wszystko było już dopięte na ostatni
guzik . Pozostawało więc czekać na przyjazd wnuczków. Z samego rana,
zgodnie z wcześniejszymi
ustaleniami, poszedłem do sąsiada i razem udaliśmy się saniami odebrać chłopców ze stacji kolejowej. To miał
być początek ich nowej przygody.
piątek, 12 lutego 2016
Kazimierz
Kilka tygodni temu wybraliśmy się ze znajomymi do Kazimierz
Dolnego. Wspólny wypad planowaliśmy od dawna, ale zawsze coś komuś wypadało i nigdy nie mogliśmy się zgrać. Ten
wyjazd można spokojnie zaliczyć do jednego z najlepszych. Po prostu któregoś
dnia wróciłem zmęczony po pracy do domu i stwierdziłem, że chyba czas najwyższy
odpocząć od ciągłej gonitwy. W czwartek oświadczyłem
małżonce, że ma nas spakować na kilka dni, bo wyjeżdżamy następnego dnia
po pracy. Wyrazu jej twarzy chyba nigdy
nie zapomnę. Zaniemówiła, a jej oczy stały się nadzwyczaj ogromne. W pierwszej chwili jak sądzę pomyślała, że
postradałem zmysły, ale po jakimś kwadransie dotarło do niej, że ja mówię
całkiem serio. Zadzwoniłem do znajomych, choć nie spodziewałem się ochów i
achów. Ku mojemu zaskoczeniu Irek stwierdził, że jadą z nami. Chyba miałem taki
sam wyraz twarzy, jak moja małżonka kilka godzin wcześniej. W każdym razie do
Kazimierza dotarliśmy około godziny dziewiętnastej. Nie mieliśmy zarezerwowanej
kwatery, więc jej znalezienie zajęło nam trochę czasu, ale się udało.
Następnego dnia, po śniadaniu zwiedzaliśmy to urocze miasteczko. Największe
wrażenie zrobiła nam mnie wystawa narzędzi średniowiecznych tortur. Zmęczeni
całym dniem odkrywania uroków Kazimierza wróciliśmy do naszej kwatery. W planach
mieliśmy grilla, jednak niespodziewanie pogoda popsuła nam szyki. Zaczęło
padać. Wróciliśmy do pokoi. W pewnym momencie pod łóżkiem zauważyłem jakieś
pudło. Okazało się, że jest to gra towarzyska o nazwie „ 5 sekund”.
Najprawdopodobniej zostawili ją poprzedni goście. Postanowiliśmy w nią zagrać,
bo właściwie nie mieliśmy innego pomysłu na spędzenie wieczoru. Gra okazała się
świetną zabawą. Graliśmy w nią do późnych godzin nocnych. Następnego ranka do
drzwi zapukała właścicielka pensjonatu i spytała, czy nie znaleźliśmy w pokoju
gry „5 sekund”, bo jej córce gdzieś się zapodziała. Z ciężkim sercem przyznaliśmy,
że znaleźliśmy takową pod łóżkiem i pozwoliliśmy sobie w nią pograć.
Właścicielka uśmiechnęła się i
podziękowała za uczciwość.
środa, 10 lutego 2016
Urodziny bratanicy
Na początku stycznia moja bratanica Emilka obchodziła swoje
siódme urodziny. Już podczas wigilii zostałem uroczyście zaproszony na małe
przyjęcie z tej okazji. Prezent urodzinowy pomogła mi wybrać moja córka,
ponieważ miałem słabą orientację czym obecnie interesuje się bratanica. Razem
pojechaliśmy do sklepu z zabawkami. Wybór padł na „ Craft Castle- Królewski
Zamek Anny i Elsy”.
Później dopiero dowiedziałem się , że to bohaterki ostatniego filmu
animowanego „ Przyjaciele z Krainy Lodu”, którym Emilka od pewnego czasu jest
zachwycona. Przyjęcie odbyło się w wynajętej sali zabaw, która znajdowała się w
centrum miasta. Obok pomieszczenia, w którym zastawiono pysznościami stół dla
najbliższych przyjaciółek bratanicy, znajdowała się niewielka salka, do której
poproszono członków rodziny. To było doskonałe rozwiązanie, ponieważ dzieciaki
czuły się niemal jak dorośli, a dorośli
uczestnicy przyjęcia mogli spokojnie porozmawiać z dala od zgiełku i hałasu. Przy
wejściu każdy z gości dostał czapeczkę urodzinową. Dzieci wyglądały uroczo, a
my troszkę śmiesznie. Nadszedł czas na wręczanie upominków. Emilka była
zachwycona moim prezentem. Poprosiła resztę koleżanek o pomoc przy składaniu
imponującej budowli „ Craft Castle- Królewski Zamek Anny i Elsy”. Mnie
osobiście również bardzo spodobała się zabawka, którą pomogła mi wybrać moja córka. Wspólnie z bratem, gdy przy naszym
stole zaczęto poruszać typowo damskie tematy, postanowiliśmy pobawić się w fotografów
i uwiecznić jedyne siódme urodziny jego córki. Niebawem wniesiono okazały tort, pośrodku którego stały dwie figurki
przedstawiające bajkowe postacie Annę i Elsę. Był nie tylko śliczny, ale i
bardzo smaczny. Emilka była zachwycona. Kolejnym punktem przyjęcia urodzinowego
było karaoke dla najmłodszych. Dziewczynki przebrały się za swoich ulubionych muzyków i rozpoczęła się
zabawa. Było przy tym dużo śmiechu, ale nie zabrakło drobnych upominków dla
wszystkich uczestników muzycznego show. Przyjęcie zakończyło się w dość późnych
godzinach wieczornych, ale przyjaciółki Emilki były bardzo z niego zadowolone.
Stwierdziły nawet, że to najlepsze urodziny, na których do tej pory były.
poniedziałek, 8 lutego 2016
Mała Nikola
Dwa dni temu udałem się do hurtowni zabawek po prezent
urodzinowy dla mojej chrześnicy Martynki. Kiedy wszedłem do środka nie
wiedziałem co mam wybrać . Przeglądałem półki, na których znajdowały się, a to
puzzle , a to zabawki. Po chwili w rogu ogromnej sali ujrzałem wielkiego,
białego misia. Stwierdziłem, że będzie on idealnym prezentem. Kiedy dotarłem do
niego i spojrzałem na cenę stwierdziłem, że nie
mieści się ona niestety w moim budżecie. Zastanawiałem się , co mam zrobić,
więc po chwili namysłu sięgnąłem po dużo mniejszego misia. Musiałem w takim
razie dokupić coś do niego tylko nie miałem pojęcia co to mogłoby być . Nagle
podbiegła do mnie mała dziewczynka, która przyszła z mamą wybrać sobie zabawkę.
Uśmiechnęła się na widok dużego miśka.
Stwierdziła ,że dużo lepszy jest ten większy . Zaśmiałem się i powiedziałem ,że
ma rację, ale jest także dużo droższy. Dziewczynka miała na imię Nikola i
bardzo chciała pomóc mi wybrać dodatkowy prezent dla Martynki . Powiedziała, że
zna się na zabawkach jak nikt inny i zaprowadziła mnie do działu z
lalkami. Przeglądała każdą półkę, dokładnie oglądała każdą zabawkę ,ale żadna
jej się nie podobała. Poszliśmy ,więc do działu z grami. Kiedy przeglądałem
puzzle , Nikola zawołała mnie i powiedziała, że znalazła idealny prezent dla
siebie i mojej Martynki . Zaśmiałem się ,a ona pokazała mi grę planszową
„Memos-Kraina Lodu”. Jej mama stojąca
obok także zaczęła się śmiać razem ze mną, kiedy to dziewczynka zaczęła
opowiadać historię bohaterów z tej oto bajki. Widać było, że bardzo ją lubiła,
więc stwierdziłem, że i mojej chrześnicy powinna się spodobać . Podziękowałem
bardzo małej Nikoli za pomoc i udałem się do kasy. Stojąc w kolejce oglądałem
grę, która nie dość, że ćwiczyła pamięć wzrokową, koncentrację oraz
spostrzegawczość u dzieci, to na dodatek gwarantowała świetną zabawę.”Memos –
Kraina Lodu” wydawała się być wprost idealna dla Martynki .Kiedy wróciłem do
domu , bardzo cieszyłem się, iż dzięki Nikoli udało mi się dokonać zakupu
wspaniałego prezentu i wiem, że gdyby nie ona, to nie udałoby mi się wyborać
odpowiedniego upominku.
piątek, 5 lutego 2016
Awaria
Podczas ferii zimowych wybrałem się
ze znajomymi w góry. Wyjechaliśmy późnym południem, a na miejsce mieliśmy
dotrzeć dopiero rano . Czekała nas długa podróż. Kiedy przejeżdżaliśmy przez
las, który zdawał się nie mieć końca zepsuło się nam auto. Nie mogliśmy go
uruchomić mimo wielu starań. Dodatkowo nie było tam zasięgu, co utrudniało nam
wszystko. Po paru godzinach zaczęło się ściemniać ,a kilka aut mijających nas
nawet się nie zatrzymało. Nie mieliśmy pojęcia co mamy zrobić. Wpadliśmy więc
na pomysł, aby poszukać jakiegoś domu ,z którego moglibyśmy zadzwonić po pomoc.
Było już bardzo ciemno ,a my nadal szukaliśmy. Kiedy zaczęliśmy tracić
nadzieję, w oddali zauważyliśmy światło i udaliśmy
się tam. Nie było to za blisko, a my byliśmy już strasznie przemarznięci. W
końcu byliśmy na miejscu. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam kobieta z
dzieckiem na rękach. Kiedy wytłumaczyliśmy jej oraz jej mężowi całą sytuację,
zaproponowali nam żebyśmy zostali na noc, ponieważ była już bardzo późna
godzina. Nie chcieliśmy się narzucać, lecz nie mieliśmy wyboru, ponieważ
gdybyśmy spali na zewnątrz zamarzlibyśmy do szpiku kości. Rodzina była przemiła
, pościelili nam łóżka w pokoju gościnnym oraz w salonie i zaprosili na
kolację. Po jakimś czasie ich córeczka przyniosła grę „Kalejdoskop 50 gier” i
położyła ją na stole . Poprosiła wszystkich, aby zagrali. Nie mieliśmy nic
innego do zrobienia, a więc nie mieliśmy także nic przeciwko. W grze
„Kalejdoskop 50 gier” można było wybierać od klasycznych gier planszowych
takich jak Warcaby, Szachy, Młynek, aż po gry karciane. Postanowiliśmy, że
każdy wybierze jedną grę, która mu się najbardziej podoba i zaczęliśmy zabawę. Granie pochłonęło
wszystkich i zanim się obejrzeliśmy było już po dwunastej w nocy. Kiedy każdy
był już zmęczony, postanowiliśmy zakończyć rozgrywki i położyliśmy się spać.
Rano po wspólnym śniadaniu skorzystaliśmy z telefonu i zadzwoniliśmy po pomoc
drogową, która miała się niebawem zjawić. Podziękowaliśmy wszystkim,
pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy do naszego auta, które stało na poboczu drogi .
Muszę powiedzieć, że mimo przeciwności losu , było to niesamowite przeżycie.
środa, 3 lutego 2016
Pobyt w Wiśle
W ubiegłym roku wyjechaliśmy z cała rodziną na ferie zimowe
do Wisły. Zakwaterowaliśmy się w pięknym pensjonacie. Każdy pokój wyposażony
był w łazienkę, mały aneks kuchenny,
telewizor. Widać było, że właściciele dbają o wygodę gości. Świeżo wyremontowane
pokoje, czysta pościel i ręczniki. Rozpakowaliśmy walizki i ucięliśmy sobie
mała drzemkę po długiej podroży. Tylko nasze wnuki Filip i Ola wcale nie miały
zamiaru leniuchować, ale żeby nam nie przeszkadzać wyciągnęli z bagażu swoją
ulubioną grę „ Memos – Kraina Lodu” i po cichutku się bawili. Gdy nabraliśmy
więcej siły postanowiliśmy udać się na spacer po malowniczej Wiśle. Pogoda nam
dopisywała. Było słonecznie, aczkolwiek mroźno. Najważniejszym punktem naszej
wycieczki była słynna skocznia imienia Adama Małysza. Widok zeń był przepiękny.
Stoki gór pokrywała puchowa śnieżna pierzynka. Zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć i
udaliśmy się na obiad do pobliskiej restauracji. W drodze powrotnej do
pensjonatu zaczął sypać drobny śnieg. Troszkę się ociepliło. Wieczorem, ku
uciesze dzieciaków, za oknem było już biało. Postanowiliśmy następnego dnia z
samego rana, wybrać się na sanki. Pensjonat, w którym się zatrzymaliśmy miał do
dyspozycji gości całkiem spory asortyment sprzętu zimowego. Dzieciaki, pomimo
zmęczenia, nie miały zamiaru kłaść się spać. Z trudem zagoniliśmy je do łóżek,
a my przenieśliśmy się do pokoju obok, by móc w spokoju porozmawiać. Nagle zza
ściany dobiegł mnie cichy chichot. Zajrzałem do dzieci. Okazało się, że przy
świetle latarki, pod kołdrą w najlepsze
grały w „Memos-Kraina Lodu”. Gdy odkryłem ich podstęp troszkę się wystraszyły,
ale w końcu udało mi się im przetłumaczyć, jak ważny jest wypoczynek i sen, bo
bez niego nie będą miały siły na zaplanowane śniegowe harce. Podziałało i już
za niespełna pół godzinki słodko spały w swoich łóżkach. Następnego dnia śniegu
napadało dobre dwadzieścia centymetrów. Pogoda nam sprzyjała. Zjedliśmy
śniadanie, przyodzialiśmy cieple ubrania i ruszyliśmy po sprzęt zimowy. To był
bardzo fajny dzień. Wieczorem dzieciaki były tak zmęczone, że już nie musiałem
wyganiać ich do snu. Pobyt w Wiśle należał do jednych z bardziej udanych i mam
nadzieję, że tegoroczne ferie będą równie ciekawe i wesołe.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Spotkanie karnawałowe
Niedawno z żoną zostaliśmy zaproszeni do znajomych na małą
imprezkę karnawałową. Tomek i Mirka mieszkają w niewielkim domku na obrzeżach
naszego miasta. Tam też zazwyczaj organizujemy wszelkie spotkania, ponieważ
większość z nas, a mam na myśli naszą starą paczkę, mieszka w blokach, więc
imprezy z głośną muzyką i tańcami w otoczeniu wszechobecnych i wścibskich
sąsiadów odpadają. Żeby nie nadwyrężać zbytnio kieszeni gospodarzy, każdy z nas przynosi ze sobą coś do jedzenia.
Oczywiście najpierw wszyscy uzgadniamy ze sobą, co i kto ma kupić bądź
przyrządzić. My zazwyczaj jesteśmy zobowiązani do dostarczenia słodkości,
ponieważ żona piecze przepyszne ciasta. Co do tego wszyscy są zgodni.
Urozmaiceniem spotkania miała być maskarada, a każdego kto spróbuje nie włożyć
maski, mieliśmy poczęstować wiadrem zimnej wody. Na całe szczęście nie było
chętnych do kąpieli. Umówiliśmy się w sobotę o godzinie osiemnastej. Zabrałem
ze sobą grę „ 5 sekund”, która od
pewnego czasu jest obowiązkowym punktem naszych spotkań. Wszyscy przybyli mieli
na twarzach genialne maski. Zauroczył mnie wystrój salonu, w którym
organizowane są nasze imprezki. Mirka
włożyła w niego dużo pracy i fantazji. Dodatkowo uwagę
moją przykuła rewelacyjna żarówka w kształcie mini disco kuli, która dawała
niesamowite efekty świetlne. Sobotnie spotkanie odbywało się przy dźwiękach
muzyki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wszyscy byli w
doskonałych nastrojach. Zanim przystąpiliśmy do fazy tanecznej, postanowiliśmy
rozerwać się przy partyjce gry „ 5 sekund”. Jak zwykle było dużo śmiechu. Tylko
nasz znajomy Heniu, jak zwykle naburmuszał się, gdy tylko gorzej mu szło. Wtedy
Hanka, jego narzeczona, długo musiała mu
tłumaczyć, że to tylko zabawa. Śmiesznie to wyglądało, ale każdy z nas się do
tego już przyzwyczaił. Gra pochłonęła nas tak bardzo, że nawet nie
zauważyliśmy, że już dawno płyta z muzyką przestała grać . Na całe szczęście
Mirka ocknęła się we właściwym momencie. Włączyła ulubiony kawałek całej naszej
ekipy i porwała w pierwszej kolejności do tańca Heńka. Resztę spotkania przetańczyliśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)