czwartek, 28 stycznia 2016

Zabawa choinkowa


Nadszedł wreszcie czas karnawału . Kilka dni temu u mojej wnuczki w szkole zorganizowano, jak co roku, zabawę choinkową. Martynka jest uczennicą drugiej klasy szkoły podstawowej i bardzo lubi wszelkie bale i zabawy. Córka miała oczywiście urwanie głowy, ponieważ wnuczka stwierdziła stanowczo, że musi mieć na tę okoliczność najlepsze przebranie, ponieważ pod koniec zabawy miał się odbyć konkurs na najlepszy strój. Przewidziano również nagrody-niespodzianki. Jak to zwykle bywa z dziewczynkami, wybór padł na strój księżniczki, a raczej królowej,  ale nie byle jakiej, tylko Królowej Śniegu. Zaczęło się więc poszukiwanie odpowiedniej sukni i dodatków. Wymagało to dużo wysiłku, ale koniec końców strój był gotowy, a Martynka wyglądała w nim jak prawdziwa Królowa Śniegu. Nadszedł wreszcie dzień zabawy  choinkowej. Postanowiłem osobiście towarzyszyć wnuczce w drodze do szkoły, aby pomóc jej w przebraniu. Gdy weszła na salę, na której organizowany był bal, koleżanki na jej widok  oniemiały z wrażenia, a po chwili otoczyły ją w kółeczko i nie odstępowały przez całą niemal imprezę. Pod koniec zabawy nadszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu na najlepszy strój. Obserwując salę byłem już pewien, że nagroda przypadnie Martynie, choć równie efektowny okazał się strój kolegi z klasy, przebranego za pirata. Gdy wyczytano nazwisko zwyciężczyni, wnuczka omal nie popłakała się ze wzruszenia. Była bardzo dumna i szczęśliwa. W nagrodę otrzymała grę „ Memos-Kraina Lodu”. Wysiłek w przygotowanie stroju się opłacił. Martynka promieniała z radości. Zaraz po zabawie dzieci zostały zaproszone przez swoich wychowawców do klas na mały poczęstunek. W drodze powrotnej do domu postanowiliśmy  z Martynką odwiedzić jej mamę w pracy i pochwalić się zajęciem pierwszego miejsca w tak prestiżowym konkursie, no i oczywiście otrzymaną nagrodą. Wnuczka z dumą zaprezentowała zdobytą koronę oraz upominek. Szkoda tylko, że nie przewidziano nagród dla rodziców, którzy przeszli drogę męki w poszukiwaniu wymarzonych przebrań dla dzieci. W domu usiedliśmy przy stole                             i rozpoczęliśmy  grę „Memos-Kraina Lodu”.

Wizyta u specjalisty


Kilka miesięcy temu podczas wakacji w Sopocie moja wnuczka zachorowała na anginę. To nie był udany wyjazd. Wizyta u lekarza, antybiotyki i siedzenie całymi godzinami w małym pokoiku . Chorobie towarzyszyła wysoka gorączka. Po kilku dniach, gdy temperatura opadła, Julka zaczęła się strasznie nudzić. Kupiłem wnuczce puzzle z jej ulubioną postacią „ Barbie – super księżniczka”. Pomogły  w walce z nudą, ale nie na długo. Nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy skrócić nasz pobyt w nadmorskiej miejscowości. Po przyjeździe do domu okazało się, że to dopiero początek walki z chorobą, która po tygodniu wróciła ze zdwojoną siłą . Znów antybiotyk i leżenie w łóżku. Najgorsza była wysoka temperatura, która na chwilę spadała i znów wracała do niebezpiecznego poziomu. Gdy udało nam się opanować chorobę i już  myśleliśmy, że wszystko wróci do normy, po kolejnych dwóch tygodniach nastąpił nawrót. Na początku grudnia wykonaliśmy szereg badań, które właściwie nic konkretnego nie wskazywały. Lekarz prowadzący zaczął rozkładać ręce, ponieważ na przestrzeni kilku zaledwie miesięcy angina wracała sześciokrotnie. Postanowiliśmy zatem poszukać dobrego specjalisty w zakresie laryngologii. Wybraliśmy się z małą do Warszawy do znanego specjalisty. Poczekalnia była oblegana. Przyjeżdżali tu pacjenci z całej Polski. Na swoją kolej trzeba było czekać co najmniej dwie godziny. Na całe szczęście Julka wzięła ze sobą puzzle „ Barbie- super księżniczka”, z którymi od momentu pobytu w Sopocie niemal się nie rozstawała. Obok nas czekała na wizytę do lekarza dziewczynka w podobnym do wnuczki wieku. Od razu się zaprzyjaźniły i resztę czasu oczekiwania wspólnie układały Julkowe puzzle. Doktor okazał się przesympatycznym człowiekiem. Przejrzał kopie dokumentacji medycznej, które ze sobą zabraliśmy                         i jednoznacznie stwierdził, że jego zdaniem należy przeprowadzić zabieg usunięcia migdałków podniebiennych. Przewidywaliśmy taką ewentualność, ale pomimo wszystkiego, troszkę się go obawialiśmy. Termin zabiegu został wyznaczony już na połowę stycznia. Operacja odbyła się w znieczuleniu ogólnym i przebiegła pomyślnie. Teraz musimy tylko czekać na jej rezultaty.

wtorek, 26 stycznia 2016

Biedactwo


Niedawno moja siostrzenica obchodziła swoje siódme urodziny, które jak co roku  przypadały dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia. Było to bardzo krzywdzące dla Julki, ale los tak właśnie zadecydował. Do tej pory siostrzenica nie rozumiała dlaczego każdy się tak nad nią lituje. Wigilia zawsze przecież była dniem najweselszym i najbardziej wyczekiwanym przez każde dziecko. Julka  dostawała masę prezentów pod choinkę, a pomimo tego i tak każdy zwracał się do niej : moje biedactwo. Wcale tego nie rozumiała. W tym roku przy stole wigilijnym nagle pojęła powagę swojej sytuacji. Przecież inne dzieci obchodzą swoje urodziny innego dnia niż Wigilia i dostają prezenty i w dniu urodzin i pod choinkę, a ona tylko jeden, jedyny raz. Nastąpiła niekontrolowana rozpacz, nie pomogły nawet gwiazdkowe upominki. Wtedy pomyślałem, że swój prezent urodzinowy wręczę Julce przy okazji Nowego Roku. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zaraz po sylwestrze udałem się do siostrzenicy z nowo zakupionymi puzzlami Barbie-super księżniczka. Julka była bardzo zaskoczona, ale szczęśliwa. Stwierdziła, że od tej pory chce swoje urodziny obchodzić właśnie w Nowy Rok. Swoim pomysłem narobiłem chyba sporu rabanu, bo moja siostra spojrzała na mnie złowrogo i rzuciła krótko, że później się policzymy. Właściwie trochę ją rozumiałem, bo wybrałem niezbyt dogodny termin wręczenia prezentu. Niestety na wszelkie negocjacje z Julką nie było szans. Zaproponowałem jej wspólne układanie puzzli Barbie-super księżniczka. Zamknęliśmy się w pokoiku     i spokojnie zacząłem tłumaczyć, że rzeczywiście niesprawiedliwe jest, że jej urodziny przypadają akurat w Wigilię Bożego Narodzenia, ale  w przyszłym roku, gdy tylko będzie chciała zaprosić na takie przyjęcie swoje koleżanki z klasy w innym terminie, mama z pewnością wyrazi na to zgodę. Niech to tylko nie będzie Nowy Rok, bo tego dnia wszyscy ludzie na całym świecie odpoczywają po balu sylwestrowym i  na pewno żadna koleżanka by nie przyszła. Julka pomyślała chwilkę i stwierdziła, że chyba mam rację. Odetchnąłem z ulgą, bo bałem się że siostra za taki numer mogłaby się obrazić.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Noc sylwestrowa


Wielkimi krokami zbliżał się Nowy Rok. Zaproponowałem córce, że jeżeli tylko ma ochotę śmiało możemy zająć się wnukiem w noc sylwestrową, ponieważ        i tak nie przewidywaliśmy żadnych gości. Ucieszyła się niezmiernie i z chęcią przyjęła naszą propozycję. Rzadko z mężem gdziekolwiek wychodzą, więc dlaczego nie mielibyśmy zabrać Kacpra do siebie, skoro i tak będziemy spędzać ten wieczór sami z żoną w domu. Wnuczek nie był tym pomysłem zachwycony. Jako energiczny dziewięciolatek wolałby zapewne spędzić ten wieczór wśród swoich rówieśników. Żeby jednak troszkę go udobruchać pojechałem  do sklepu i zakupiłem cały arsenał fajerwerków i rzeczywiście poskutkowało. Kacper nie mówił o niczym innym jak o naszych sztucznych ogniach. Na wszelki wypadek poprosiłem go, aby zabrał ze sobą swój ulubiony  zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch, który posiadał wiele rewelacyjnych funkcji, a którym Kacper uwielbiał się bawić. Córka przywiozła wnuczka przez osiemnastą. Do północy było sporo czasu. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Otworzyłem i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To był sąsiad Henryk, któremu  towarzyszył ośmioletni wnuczek Patryk. Spytał czy nie chcemy do nich zajrzeć , ponieważ spędzają wieczór sami z żoną i małym podopiecznym .Kacper wyjrzał z pokoju, zaciekawiony propozycją nieznajomego . Wystarczyło na niego spojrzeć, by wiedzieć, że żadna odmowa by nie przeszła. Żona zabrała ze sobą czerwony barszczyk i paszteciki, a Kacper obowiązkowo swój ulubiony gadżet zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Szczerze  mówiąc Henryk spadł nam z nieba          i wydaje mi się, że on uważał tak samo. Chłopcy zamknęli się  w małym pokoju        i grali na komputerze, a my mogliśmy spokojnie porozmawiać. Raz na jakiś czas przychodzili do nas, żeby kontrolować czas, ponieważ oboje czekali na fajerwerki, lub skubnąć coś ze stołu. Około godziny dwudziestej drugiej zadzwoniła córka, by spytać czy wszystko w porządku. Gdy powiedziałem jej gdzie jesteśmy, odetchnęła z ulgą. Martwiła się ,że Kacper będzie się nudził        i nas zamęczy. Kamień spadł jej z serca, gdy wnuczek z wielkim podekscytowaniem zaczął jej opowiadać, że poznał fajnego kolegę i się świetnie bawią. O północy udaliśmy się na podwórze   przywitać Nowy Rok. Niespełna godzinkę później chłopcy spali w najlepsze.

 

 

piątek, 22 stycznia 2016

Sylwester dla najmłodszych


Niedawno wracając z zakupów zauważyłem na jednym z budynków niewielki plakat z  kolorowymi napisami „Sylwester dla najmłodszych” . Zaciekawiony podszedłem bliżej, by przeczytać o co w tym  chodzi. Okazało się , że                   w pobliskiej  Sali Zabaw, w której zazwyczaj organizuje się przyjęcia urodzinowe dla dzieci, tym razem zostanie zorganizowana zabawa sylwestrowa. Postanowiłem wejść do środka i dopytać o szczegóły. Propozycja była niezwykle ciekawa. Dotyczyła dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat. Podczas zabawy, która miał trwać od godziny osiemnastej do dziesiątej rano następnego dnia przewidziano takie atrakcje, jak konkursy, zabawy, dyskoteka, bitwa na poduszki, seans filmowy, poczęstunek, a z samego rana śniadanie. Byłem mile zaskoczony, ponieważ cena również nie była zbyt wygórowana. Pomyślałem, że to idealne rozwiązanie dla rodziców, którzy chcieliby tej nocy się pobawić i nie mają z kim zostawić dziecka. Zadzwoniłem do córki i zaproponowałem, że poniosę koszty tej imprezy, jeżeli oczywiście wyrazi zgodę na uczestnictwo        w niej naszej wnuczki Majki. Nie miała nic przeciwko temu, a Majka gdy tylko się o tym dowiedziała, nie mogła się już doczekać swojego własnego Sylwestra. Dzieci miały ze sobą zabrać jedynie śpiwory, poduszki, pidżamy i swoją ulubioną zabawkę. Majka już na kilka dni przed planowaną zabawą zaczęła kompletować swój ekwipunek, w którym nie mogło oczywiście zabraknąć  jej ulubionych puzzli „Jej wysokość Zosia”. Troszkę się obawialiśmy, czy Majka nie jest przypadkiem za mała na całonocne buszowanie, ale właścicielka Sali Zabaw, pocieszyła nas, twierdząc, że już któryś rok z rzędu organizują taką zabawę dla dzieciaków i nawet te najmłodsze sześciolatki są zachwycone, a poza tym po bitwie na poduszki przewidziany jest seans filmowy, podczas którego nawet najwytrwalsi uczestnicy, zmęczeni harcami zapadają w głęboki sen. Troszkę to nas pocieszyło, ale na wszelki wypadek, poprosiliśmy o kontakt, gdyby jednak Majce zatęskniło się za rodziną. Nasze obawy się nie potwierdziły. Z rana przed dziesiąta pojechałem odebrać wnuczkę. Gdy wszedłem do środka, okazało się że Majka z koleżankami układają jej ulubione puzzle „ Jej wysokość Zosia”            i wcale nie mają ochoty wracać do domu.

czwartek, 21 stycznia 2016

Ferie świąteczne


Zaraz po Świętach Bożego Narodzenia zawitała do nas nasza najstarsza córka. Okazało się, że musi na kilka dni wyjechać w sprawach służbowych, a zięć właśnie wyjechał na poligon. Nie miał się kto zająć Błażejem, naszym wnuczkiem. Oczywiście w takich sytuacjach nigdy z żoną nie odmawiamy pomocy. Na całe szczęście we wszystkich szkołach trwała właśnie przerwa świąteczna, więc nie musieliśmy odrabiać z Błażejem lekcji. Wnuczek aż  piszczał z radości na wieść o kilkudniowym pobycie u nas, zwłaszcza, że kilka domów dalej mieszkał jego rówieśnik Patryk, z którym ostatniego lata mocno się zaprzyjaźnił. Niemalże całe wakacje spędzili ze sobą , a to jeżdżąc na rowerach, grając w piłkę czy też w ulubioną grę Błażeja „ 5 sekund junior ”. Na wszelki wypadek następnego dnia zajrzałem do sąsiadów, by sprawdzić czy Patryk  nigdzie nie wyjechał, bo wnuczek bardzo by się zawiódł. Na całe szczęście kolega był na miejscu i nie zamierzał opuszczać naszej dzielnicy            w najbliższym czasie. Oczywiście raczyłem wspomnieć Patrykowi o przyjeździe Błażeja. Ucieszył się bardzo, gdyż w okolicy niewiele było dzieci w jego wieku. Zaprosiłem małego sąsiada, by wpadł do nas z wizytą następnego dnia. Błażeja córka przywiozła z samego rana. Przeraziłem się, gdy zobaczyłem ogromną walizkę wnuczka. Była tak pełna, jakby wyjeżdżał co najmniej na miesiąc. Oczywiście większą część bagażu stanowiły zabawki, w tym ulubiona gra Błażeja  „ 5 sekund junior”. Na odwiedziny Patryka nie trzeba było długo czekać. Przybiegł tuż przed południem. Chłopcy nie mogli się sobą nacieszyć. Zjedli placuszki z jabłkami i wyszli na podwórze lepić bałwana. Nie było dużego mrozu, więc nic nie stało na przeszkodzie, by spędzili troszkę czasu na świeżym powietrzu.  W końcu przed naszym domem stał całkiem przystojny bałwanek. Zmarznięci przybiegli do domu, zjedli obiad, wypili gorącą herbatkę z malinami    i poszli do salonu zagrać w „5 sekund junior”. Wieczorem się rozstali, ale oczywiście umówili się na kolejny dzień harcy. Te kilka dni pobytu Błażeja minęło bardzo szybko. Wnuczek był bardzo zadowolony.

wtorek, 19 stycznia 2016

Festyn


Niedawno zorganizowano w przedszkolu, do którego uczęszcza  moja wnuczka festyn z okazji Dnia Dziecka. Przygotowaniom do tego dnia nie było końca.         Z uwagi na fakt, iż należę do Rady Rodziców miałem pełne ręce roboty. Na całe szczęście przedszkole dysponuje sporym placem, na którym można spokojnie organizować tego typu przedsięwzięcia. Reszta pozostała w gestii rodziców. Panie wychowawczynie zajęły się stroną artystyczną. My z pozostałymi rodzicami rozdysponowaliśmy pieczenie ciast i zakup smakołyków. Pozostała jeszcze kwestia upominków dla najmłodszych. Postanowiłem zorganizować        w tej sprawie dodatkowe spotkanie trójek klasowych. Wspólnie omówiliśmy  nasze oczekiwania i po przeliczeniu funduszy pojechaliśmy do sklepu. Wybór odpowiedniego prezentu oczywiście nie należał do najprostszych zadań.            W końcu zdecydowaliśmy podzielić zakupy na dwie kategorie, to znaczy dla dziewczynek zamówiliśmy puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele”,  zaś dla chłopców zdalnie sterowane samochodziki. Impreza przypadła na piątkowe popołudnie. Pogoda była idealna. Przyjęcie rozpoczęła oczywiście pani dyrektor, która po wspaniałej przemowie każdemu dziecku wręczyła dyplomik . Panie wychowawczynie ze swoimi podopiecznymi przygotowały wspaniały program artystyczny. Dzieci wyglądały wspaniale. Po występach przedszkolaków nadszedł czas na wręczenie upominków. Sądząc po minach, dzieciaki były naprawdę zadowolone z otrzymanych prezentów. Chłopcy urządzili wyścigi samochodów. Na biegnącym wzdłuż placu przedszkolnego chodniku rodzice pomogli  narysować kolorowymi kredami trasę wyścigu. Było to ciekawe widowisko. Dziewczynki natomiast w tym czasie rozłożyły maty na trawniku i składały otrzymane puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele”. Po zabawie nadszedł w końcu czas na długo wyczekiwany poczęstunek. Rodzice upiekli  wspaniałe ciasta. Wśród dzieci największą popularnością  cieszył się biszkopt z bitą śmietaną i truskawkami. Sam miałem okazję spróbować tego smakołyku i szczerze powiedziawszy wcale się nie dziwię, że dzieciaczkom tak bardzo smakował. Równie dużym zainteresowaniem cieszył się sernik mojej małżonki, która widząc w jakim tempie znikają kolejne kawałki jej wypieku, była strasznie dumna. Impreza zakończyła się około godziny osiemnastej. Nasza wnusia była tak zmęczona, że zasnęła w drodze powrotnej do domu, trzymając kurczowo  puzzle” Barbie i jej super przyjaciele”.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Dzień Kubusia Puchatka


Od kilku lat pracuję w przedszkolu jako wychowawca najstarszej grupy dzieciaczków. W naszym mieście jestem chyba jedynym mężczyzną w tym zawodzie. Wiele osób uważa, że jest to zajęcie zarezerwowane jedynie dla kobiet. Ja natomiast jestem zdania, że wszystko zależy od charakteru                      i predyspozycji człowieka. W każdym razie lubię pracę z dziećmi. Są po prostu niesamowite. Gdy miałem kiedyś grupę maluszków ważne było, by wszystko było z góry zaplanowane. Wtedy dzieciaczki czuły się bezpiecznie. Troszkę inaczej wygląda już praca w starszej grupie .Staram się każdy dzień planować razem z przedszkolakami . Mogą wybrać jedną z trzech propozycji, co chcą robić i jakimi zabawkami się bawić. Jak wypracują już pewien tryb, później są bardzo obowiązkowe . Inaczej też zachowują się chłopcy, a inaczej dziewczynki. Chłopcy są zazwyczaj głośniejsi,  bardziej rozrabiają, ale można też im stawiać trudniejsze zadania. Uwielbiają zabawy konstrukcyjne. W każdy wtorek dzieci  mogą przynieść do przedszkola swoją ulubioną zabawkę. Ten dzień cieszy się dużą popularnością. Ostatnio Zuzia przyniosła puzzle „ Kąpiel Prosiaczka”. Okazało się, że zdecydowana większość dzieci lubi przygody misia o bardzo małym rozumku. Układanka Zuzi cieszyła się tego dnia ogromnym powodzeniem. Pomyślałem, że warto by było urządzić w naszym przedszkolu dzień Kubusia Puchatka dla wszystkich przedszkolaków, nie tylko z mojej grupy. Przedstawiłem pomysł dyrekcji i spodobał się. Uzgodniliśmy z pozostałymi  koleżankami, że musimy odpowiednio przygotować się do tego wydarzenia. Koleżanki miały zająć się stroną artystyczną , to znaczy przygotować na tę okazję wizerunki wszystkich mieszkańców Stumilowego Lasu, ja natomiast miałem za zadanie zgromadzić jak najwięcej gadżetów związanych                         z bohaterami książki. Dzieci także miały ważne zadanie. Miały nauczyć się krótkich i śmiesznych wierszyków o Kubusiu Puchatku i jego przyjaciołach. Zuzię poprosiłem o przyniesienie popularnych już w naszej grupie  puzzli „ Kąpiel Prosiaczka”, a pozostałe dzieci, o ile mają w domach, gier, zabawek czy pluszaków związanych z poruszaną tematyką. Przedszkolaki były bardzo poruszone i nie mogły się doczekać Dnia Kubusia Puchatka.

piątek, 15 stycznia 2016

Urlop na działce


Tegoroczne wakacje spędziliśmy w domu. Nie udało nam się niestety z żoną zgrać urlopów, gdyż w naszych firmach termin wakacyjnego wypoczynku ściśle narzucił pracodawca. Nie było szans na jakiekolwiek przesunięcia. Mój urlop przypadał w połowie lipca, a żony na początku sierpnia. Postanowiliśmy wspomóc naszą córkę w opiece nad naszym pięcioletnim wnuczkiem Krzysiem. Na całe szczęście pogoda była rewelacyjna. Codziennie rano zabierałem wnuczka na naszą działkę. Słoneczko prażyło dość mocno, więc napełniłem zakupiony jeszcze przed sezonem wakacyjnym basen, żeby maluch miał troszkę frajdy .Na działce mamy altankę z łazienką i małym aneksem kuchennym i sporą wiatę chroniącą przed promieniami słonecznymi. Właściwie całe wakacje można tam spędzić. Żona codziennie wieczorem przygotowywała dla nas obiad na kolejny dzień, a ja w drodze na działkę kupowałem zimne napoje i łakocie dla Krzysia. Wnuczek zabrał ze sobą całą masę  zabawek, w tym jego ulubione puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Przez pierwszych kilka dni właściwie nie wychodził z basenu. Po pewnym jednak czasie zaczęło mu się tęsknić za rówieśnikami. Na całe szczęście sąsiadka z działki obok przyprowadziła również swojego wnuczka Patryka. Był o rok starszy od naszego Krzysia. Początkowo chłopcy wstydzili się do siebie podejść. Musieliśmy więc z sąsiadką pomóc maluchom w poznaniu. Gdy jednak Krzysiek zaprosił kolegę do ogrodowego basenu , nie mogli się rozstać. Harcom nie było końca. Następnego dnia, żeby urozmaicić chłopcom zajęcia przyniosłem z domu namiot i rozbiłem na działce. Frajdę mieli niesamowitą . W środku namiotu zrobili sobie bazę, poznosili wszystkie zabawki i zaczęli układać puzzle „ Przyjaciele z Krainy Lodu” . Układanie puzzli obok kąpieli w basenie było ich najlepszą zabawą. Ja w tym czasie mogłem odpocząć w hamaku , poczytać gazetę czy wypić kawę. Po południu na działkę przyjeżdżała z pracy moja żona i podawała nam pyszny obiadek, który na świeżym powietrzu smakował o wiele lepiej niż w domu. Najprzyjemniej jednak było obserwować roześmiane buzie naszych wnuczków.

wtorek, 12 stycznia 2016

Chrzciny


Jakiś czas temu zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie organizowane przez naszych dawnych sąsiadów z okazji przyjęcia Chrztu Świętego przez ich kilkumiesięczną córeczkę Antosię. Marta i Radek mieszkali z nami po sąsiedzku przez wiele lat. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy.  Właściwie każde imieniny, urodziny, Andrzejki           i inne wydarzenia obchodziliśmy wspólnie. Moja żona i Marta świetnie się dogadywały, a i mnie i Radkowi nie brakowało tematów do wspólnych pogawędek. Mieliśmy też dzieciaki w podobnym wieku, więc stosunki czysto sąsiedzkie szybko przeobraziły się w przyjaźń. Zawsze mogliśmy na nich liczyć       i staraliśmy się robić wszystko, by odwdzięczać się im tym samym. Rzadko kiedy obcy ludzie stają się tak bliskimi osobami. Dwa lata temu jednak Radek stracił pracę . Było im naprawdę ciężko, bo mieszkamy w małej miejscowości, w której znalezienie dobrego zatrudnienia graniczyło z cudem. Staraliśmy się im pomóc jak tylko mogliśmy. W końcu Radek znalazł pracę, ale na drugim końcu Polski. Podjęli jednak ryzyko i wyjechali .Okazało się, że było warto. Z jednej strony cieszyliśmy się, że los im sprzyjał, z drugiej strony żal nam było rozstawać się       z takimi sąsiadami. Utrzymywaliśmy jednak ze sobą stały kontakt. Miesiąc temu zadzwoniła Marta i zaprosiła nas na chrzciny swojej córeczkij Antosi. Kupiliśmy prezent dla malutkiej, ale należało również pomyśleć o drobnym upominku dla jej starszej siostry Zosi. Od kiedy pamiętam bardzo lubiła bawić się rożnymi układankami. Pojechaliśmy do sklepu z zabawkami i od razu w oko wpadł nam zestaw puzzli „ Jej wysokość Zosia”. Pomyślałem, że to dobry prezent dla małej Zosi Samosi. Wzięliśmy dwa dni urlopu i pojechaliśmy . To było wspaniałe spotkanie. Nie mogliśmy się nagadać. Jednak, jak się okazało najbardziej szczęśliwa była Zosia. Początkowo była zazdrosna o swoją młodszą siostrzyczkę, bo każde  z nas chciało ją wziąć na ręce i utulić, ale gdy wręczyliśmy jej puzzle ”Jej wysokość Zosia” od razu się rozpromieniła i była dumna, że nie tylko Antosia dostała prezenty. Te kilka dni upłynęło bardzo szybko, przyjęcie było wspaniałe, ale ponowne pożegnanie przyjaciół nie przyszło nam łatwo.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Przyjęcie urodzinowe Darii


Moja wnuczka Daria w zeszłym tygodniu obchodziła swoje ósme urodziny. Przygotowaniom do tego wydarzenia nie było końca, przede wszystkim dlatego, że Daria właściwie sama nie wiedziała, jaką formę przyjęcia wybrać. Początkowo chciała urządzić imprezę w domu. Jednak córka nie chciała zgodzić się na domówkę, mając na uwadze świeżo przeprowadzony remont domu. Wspólnie z Darią postanowiły wyprawić urodziny na  sali zabaw Kajtek. Mają tam dwa pomieszczenia przeznaczone właśnie na przyjęcia urodzinowe. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie dla rodziców, choć nieco kosztowne. Zamawia się salę w dogodnym terminie, określa ilość gości i w zależności od zasobności portfela dokonuje wyboru określonego zestawu przyjęcia. Najtańszą opcją jest propozycja wynajęcia samej salki urodzinowej, zaś poczęstunek organizują rodzice jubilata we własnym zakresie. Oczywiście w cenie jest również możliwość korzystania ze wszystkich znajdujących się na sali zabaw uciech. Kolejny zestaw, to tak zwany zestaw Kajtkowy, w cenie którego mamy już zarówno salkę urodzinową, jak i  poczęstunek wraz z tortem dla jubilata. Najdroższa wersja obejmuje poprzedni zestaw i dodatkowo atrakcje dla każdego gościa, typu malowanie twarzy czy też konkurs karaoke. Daria z mamą ustaliły, że najlepszym wyjściem będzie opcja Kajtkowa. Impreza odbyła się w zeszłym tygodniu w piątek. W sobotę natomiast wnuczka zaprosiła do domu najbliższą rodzinę, dziadków i chrzestnych. Gdy przybyli wszyscy goście córka wniosła wspaniały torcik, który na tę okazję samodzielnie upiekła.  Po poczęstunku nadszedł czas na odpakowanie prezentów. Daria najbardziej ucieszyła się z upominku cioci Jadzi. Był to Craft Castle Królewski Zamek Anny      i Elsy. Chwyciła mnie za rękaw i zaprowadziła do swojego pokoju. Razem składaliśmy magiczną budowlę. Zajęło nam to sporo czasu, ale Daria miała przy tym mnóstwo uciechy. Mnie  również bardzo spodobał się ten zestaw, gdyż Craft Castle Królewski Zamek Anny i Elsy to tekturowe przestrzenne modele do samodzielnego składania. Nie są zbyt skomplikowane, a dodatkowo dziecko może je pokolorować czy też ozdobić według własnego uznania. Stworzona przez nas budowla wyglądała imponująco i zajęła główne miejsce           w pokoiku Darii na komodzie obok jej ulubionych lalek.

piątek, 8 stycznia 2016

Otwarcie toru łyżwiarskiego


Odkąd sięgnę pamięcią zawsze lubiłem jazdę na łyżwach. Mieszkam w małym mieście, ale na szczęście mamy u siebie porządny tor łyżwiarski, jeden                  z nielicznych w tym regionie Polski. Pomimo dojrzałego wieku, gdy tylko przychodzi pierwszy mróz z utęsknieniem czekam na otwarcie ukochanego toru łyżwiarskiego. W tym roku postanowiłem nauczyć jeździć na łyżwach mojego pięcioletniego wnuka Mateusza. Zakupiłem dla niego łyżwy i kask ochronny. Miał to być upominek na Mikołajki. W tym roku akurat imieniny Świętego Mikołaja przypadały w niedzielę. Traf chciał, że również otwarcie toru łyżwiarskiego zaplanowano na ten dzień. Zapowiedziałem córce, że po obiedzie zabieram Mateusza do siebie, bo mam dla niego niespodziankę. Gdy wręczyłem mu prezent, był zachwycony. Pojechaliśmy na tor. Było tłumnie. Święty Mikołaj rozdawał maluchom cukierki. Mateusz kilka razy zaliczył upadek, ale nie poddawał się . Jazda na łyżwach bardzo mu się spodobała. Pod koniec zabawy na lodzie losowano drobne upominki. Jakież było moje zaskoczenie, gdy spośród kilkuset osób wyczytano numer biletu Mateusza. Dostał puzzle „Avengers”. Gdy wróciliśmy do domu zrobiłem gorącej herbatki i coś do przekąszenia. Wnuczek mocno zgłodniał, więc zamówiłem jego ulubioną pizzę Margerittę. Gdy zaspokoiliśmy swój głód, Mateusz zadzwonił do mamy                  i ogromnie podniecony opowiedział jej, jakąż też niespodziankę dla niego przygotowałem. Miałem wrażenie, że nigdy nie skończy tej rozmowy, bo Mateusz to bardzo gadatliwe dziecko, a do tego jak coś opowiada, to nie pominie żadnego szczegółu. Gdy skończył, postanowiliśmy wspólnie złożyć puzzle „Avengers”  w całość. Układanka była troszkę za skomplikowana dla takiego malucha, więc potrzebna była pomoc kogoś dorosłego. Mieliśmy przy tym sporo frajdy. Niebawem przyjechała córka, by zabrać Mateuszka do domu. Gdy żegnałem się z wnukiem , ten po cichu na ucho szepnął mi, że to był najlepszy dzień w jego życiu. Uśmiechnąłem się szeroko i mocno go przytuliłem. To była najlepsza zapłata za trud tego całego dnia.

wtorek, 5 stycznia 2016

Wspomnienia


Czasami, zwłaszcza w okresie Świąt bożego Narodzenia, wracam myślami do lat mojego dzieciństwa. Były naprawdę szczęśliwe. Szkoda, że czas tak szybko upływa . Gdy jesteśmy dziećmi chcemy czym prędzej stać się dorosłymi, bo wydaje nam się, że wtedy będziemy mogli robić wszystko na co tylko przyjdzie nam ochota. Poźniej,  gdy dorośniemy, mamy pracę, rodzinę i masę obowiązków rozumiemy, że życie dorosłego wcale nie jest tak kolorowe. Wtedy pozostają wspomnienia, którymi bardzo często dzielę się  z moimi wnukami. Najmilej wspominam swoje pobyty na obozach wędrownych. Co roku rodzice zapisywali mnie na taki wypoczynek. Jeździliśmy w Bieszczady. To były ostatnie lata szkoły podstawowej. Każdy dzień obozu był inny i przynosił ze sobą wiele przygód i radości. Wieczorami z pozostałymi obozowiczami siadaliśmy do gry towarzyskiej, która regułami bardzo przypominała współczesną „5 sekund”, którą w ubiegłym roku sprezentowałem swoim wnukom pod choinkę. To były niezapomniane chwile. Piesze wędrówki, piękne widoki, ogniska i nasze wieczorne , potajemne spotkania. Mieliśmy w sobie tyle siły, energii i radości . Czasami wyjmuję stary album ze zdęciami i z żalem rozmyślam o tym, że współczesny świat nie jest już tak szczęśliwy. Dzieci maja niemalże wszystko, czego zapragną telefony, komputery, konsole do gier, ale myślę, że moje pokolenie było jednak o wiele bardziej szczęśliwe bez tych cudów techniki. Staram się, gdy tylko mogę zabierać swoje wnuki na małe wędrówki i przekonać je ,że jest wiele form rozrywki, które są znacznie fajniejsze niż siedzenie przed komputerem, ale moja samotna walka wydaje się skazana na przegraną w zderzeniu ze wszystkimi współczesnymi technikami. Ja jednak nie odpuszczam i mam nadzieję, że za kilka czy też kilkanaście lat dzieciaki zrozumieją, to co im chciałem przekazać. W każde święta, po uroczystym posiłku, zapraszam całą rodzinkę do partyjki gry „5sekund”. Dzieciaki nie są zazwyczaj tym zachwycone, gdy odrywam je od komputera, ale wiedzą, że nie mają wyjścia, bo bardzo bym się na nie pogniewał. Gdy jednak gra na dobre się rozkręci, zapominają o grach, telefonach i innych , jak ja to mówię, ogłupiaczach i bawią się ze mną w najlepsze.