Nadszedł wreszcie czas karnawału . Kilka dni temu u mojej
wnuczki w szkole zorganizowano, jak co roku, zabawę choinkową. Martynka jest
uczennicą drugiej klasy szkoły podstawowej i bardzo lubi wszelkie bale i
zabawy. Córka miała oczywiście urwanie głowy, ponieważ wnuczka stwierdziła
stanowczo, że musi mieć na tę okoliczność najlepsze przebranie, ponieważ pod
koniec zabawy miał się odbyć konkurs na najlepszy strój. Przewidziano również
nagrody-niespodzianki. Jak to zwykle bywa z dziewczynkami, wybór padł na strój
księżniczki, a raczej królowej, ale nie
byle jakiej, tylko Królowej Śniegu. Zaczęło się więc poszukiwanie odpowiedniej
sukni i dodatków. Wymagało to dużo wysiłku, ale koniec końców strój był gotowy,
a Martynka wyglądała w nim jak prawdziwa Królowa Śniegu. Nadszedł wreszcie
dzień zabawy choinkowej. Postanowiłem
osobiście towarzyszyć wnuczce w drodze do szkoły, aby pomóc jej w przebraniu.
Gdy weszła na salę, na której organizowany był bal, koleżanki na jej widok oniemiały z wrażenia, a po chwili otoczyły ją
w kółeczko i nie odstępowały przez całą niemal imprezę. Pod koniec zabawy
nadszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu na najlepszy strój. Obserwując
salę byłem już pewien, że nagroda przypadnie Martynie, choć równie efektowny
okazał się strój kolegi z klasy, przebranego za pirata. Gdy wyczytano nazwisko
zwyciężczyni, wnuczka omal nie popłakała się ze wzruszenia. Była bardzo dumna i
szczęśliwa. W nagrodę otrzymała grę „ Memos-Kraina Lodu”. Wysiłek w
przygotowanie stroju się opłacił. Martynka promieniała z radości. Zaraz po
zabawie dzieci zostały zaproszone przez swoich wychowawców do klas na mały
poczęstunek. W drodze powrotnej do domu postanowiliśmy z Martynką odwiedzić jej mamę w pracy i
pochwalić się zajęciem pierwszego miejsca w tak prestiżowym konkursie, no i
oczywiście otrzymaną nagrodą. Wnuczka z dumą zaprezentowała zdobytą koronę oraz
upominek. Szkoda tylko, że nie przewidziano nagród dla rodziców, którzy
przeszli drogę męki w poszukiwaniu wymarzonych przebrań dla dzieci. W domu
usiedliśmy przy stole i rozpoczęliśmy grę „Memos-Kraina Lodu”.
czwartek, 28 stycznia 2016
Wizyta u specjalisty
Kilka miesięcy temu podczas wakacji w Sopocie moja wnuczka
zachorowała na anginę. To nie był udany wyjazd. Wizyta u lekarza, antybiotyki i
siedzenie całymi godzinami w małym pokoiku . Chorobie towarzyszyła wysoka
gorączka. Po kilku dniach, gdy temperatura opadła, Julka zaczęła się strasznie
nudzić. Kupiłem wnuczce puzzle z jej ulubioną postacią „ Barbie – super
księżniczka”. Pomogły w walce z nudą,
ale nie na długo. Nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy skrócić nasz pobyt w
nadmorskiej miejscowości. Po przyjeździe do domu okazało się, że to dopiero
początek walki z chorobą, która po tygodniu wróciła ze zdwojoną siłą . Znów
antybiotyk i leżenie w łóżku. Najgorsza była wysoka temperatura, która na
chwilę spadała i znów wracała do niebezpiecznego poziomu. Gdy udało nam się
opanować chorobę i już myśleliśmy, że
wszystko wróci do normy, po kolejnych dwóch tygodniach nastąpił nawrót. Na
początku grudnia wykonaliśmy szereg badań, które właściwie nic konkretnego nie
wskazywały. Lekarz prowadzący zaczął rozkładać ręce, ponieważ na przestrzeni
kilku zaledwie miesięcy angina wracała sześciokrotnie. Postanowiliśmy zatem
poszukać dobrego specjalisty w zakresie laryngologii. Wybraliśmy się z małą do
Warszawy do znanego specjalisty. Poczekalnia była oblegana. Przyjeżdżali tu pacjenci
z całej Polski. Na swoją kolej trzeba było czekać co najmniej dwie godziny. Na
całe szczęście Julka wzięła ze sobą puzzle „ Barbie- super księżniczka”, z
którymi od momentu pobytu w Sopocie niemal się nie rozstawała. Obok nas czekała
na wizytę do lekarza dziewczynka w podobnym do wnuczki wieku. Od razu się
zaprzyjaźniły i resztę czasu oczekiwania wspólnie układały Julkowe puzzle.
Doktor okazał się przesympatycznym człowiekiem. Przejrzał kopie dokumentacji
medycznej, które ze sobą zabraliśmy
i jednoznacznie
stwierdził, że jego zdaniem należy przeprowadzić zabieg usunięcia migdałków
podniebiennych. Przewidywaliśmy taką ewentualność, ale pomimo wszystkiego,
troszkę się go obawialiśmy. Termin zabiegu został wyznaczony już na połowę
stycznia. Operacja odbyła się w znieczuleniu ogólnym i przebiegła pomyślnie.
Teraz musimy tylko czekać na jej rezultaty.
wtorek, 26 stycznia 2016
Biedactwo
Niedawno moja siostrzenica obchodziła swoje siódme urodziny,
które jak co roku przypadały dokładnie w
Wigilię Bożego Narodzenia. Było to bardzo krzywdzące dla Julki, ale los tak
właśnie zadecydował. Do tej pory siostrzenica nie rozumiała dlaczego każdy się
tak nad nią lituje. Wigilia zawsze przecież była dniem najweselszym i
najbardziej wyczekiwanym przez każde dziecko. Julka dostawała masę prezentów pod choinkę, a pomimo
tego i tak każdy zwracał się do niej : moje biedactwo. Wcale tego nie
rozumiała. W tym roku przy stole wigilijnym nagle pojęła powagę swojej
sytuacji. Przecież inne dzieci obchodzą swoje urodziny innego dnia niż Wigilia
i dostają prezenty i w dniu urodzin i pod choinkę, a ona tylko jeden, jedyny
raz. Nastąpiła niekontrolowana rozpacz, nie pomogły nawet gwiazdkowe upominki.
Wtedy pomyślałem, że swój prezent urodzinowy wręczę Julce przy okazji Nowego
Roku. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zaraz po sylwestrze udałem się do
siostrzenicy z nowo zakupionymi puzzlami Barbie-super księżniczka. Julka była
bardzo zaskoczona, ale szczęśliwa. Stwierdziła, że od tej pory chce swoje
urodziny obchodzić właśnie w Nowy Rok. Swoim pomysłem narobiłem chyba sporu
rabanu, bo moja siostra spojrzała na mnie złowrogo i rzuciła krótko, że później
się policzymy. Właściwie trochę ją rozumiałem, bo wybrałem niezbyt dogodny
termin wręczenia prezentu. Niestety na wszelkie negocjacje z Julką nie było
szans. Zaproponowałem jej wspólne układanie puzzli Barbie-super księżniczka.
Zamknęliśmy się w pokoiku i spokojnie
zacząłem tłumaczyć, że rzeczywiście niesprawiedliwe jest, że jej urodziny
przypadają akurat w Wigilię Bożego Narodzenia, ale w przyszłym roku, gdy tylko będzie chciała
zaprosić na takie przyjęcie swoje koleżanki z klasy w innym terminie, mama z
pewnością wyrazi na to zgodę. Niech to tylko nie będzie Nowy Rok, bo tego dnia
wszyscy ludzie na całym świecie odpoczywają po balu sylwestrowym i na pewno żadna koleżanka by nie przyszła.
Julka pomyślała chwilkę i stwierdziła, że chyba mam rację. Odetchnąłem z ulgą,
bo bałem się że siostra za taki numer mogłaby się obrazić.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Noc sylwestrowa
Wielkimi krokami zbliżał się Nowy Rok. Zaproponowałem córce,
że jeżeli tylko ma ochotę śmiało możemy zająć się wnukiem w noc sylwestrową,
ponieważ i tak nie przewidywaliśmy żadnych gości.
Ucieszyła się niezmiernie i z chęcią przyjęła naszą propozycję. Rzadko z mężem
gdziekolwiek wychodzą, więc dlaczego nie mielibyśmy zabrać Kacpra do siebie,
skoro i tak będziemy spędzać ten wieczór sami z żoną w domu. Wnuczek nie był
tym pomysłem zachwycony. Jako energiczny dziewięciolatek wolałby zapewne
spędzić ten wieczór wśród swoich rówieśników. Żeby jednak troszkę go udobruchać
pojechałem do sklepu i zakupiłem cały
arsenał fajerwerków i rzeczywiście poskutkowało. Kacper nie mówił o niczym
innym jak o naszych sztucznych ogniach. Na wszelki wypadek poprosiłem go, aby
zabrał ze sobą swój ulubiony zegarek
VTech-Kidizoom Smart Watch, który posiadał wiele rewelacyjnych funkcji, a
którym Kacper uwielbiał się bawić. Córka przywiozła wnuczka przez osiemnastą.
Do północy było sporo czasu. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Otworzyłem i nie
mogłem uwierzyć własnym oczom. To był sąsiad Henryk, któremu towarzyszył ośmioletni wnuczek Patryk. Spytał
czy nie chcemy do nich zajrzeć , ponieważ spędzają wieczór sami z żoną i małym
podopiecznym .Kacper wyjrzał z pokoju, zaciekawiony propozycją nieznajomego .
Wystarczyło na niego spojrzeć, by wiedzieć, że żadna odmowa by nie przeszła.
Żona zabrała ze sobą czerwony barszczyk i paszteciki, a Kacper obowiązkowo swój
ulubiony gadżet zegarek VTech-Kidizoom Smart Watch. Szczerze mówiąc Henryk spadł nam z nieba i wydaje mi się, że on uważał tak samo.
Chłopcy zamknęli się w małym pokoju i grali na komputerze, a my mogliśmy
spokojnie porozmawiać. Raz na jakiś czas przychodzili do nas, żeby kontrolować
czas, ponieważ oboje czekali na fajerwerki, lub skubnąć coś ze stołu. Około
godziny dwudziestej drugiej zadzwoniła córka, by spytać czy wszystko w
porządku. Gdy powiedziałem jej gdzie jesteśmy, odetchnęła z ulgą. Martwiła się
,że Kacper będzie się nudził i nas
zamęczy. Kamień spadł jej z serca, gdy wnuczek z wielkim podekscytowaniem
zaczął jej opowiadać, że poznał fajnego kolegę i się świetnie bawią. O północy
udaliśmy się na podwórze przywitać Nowy
Rok. Niespełna godzinkę później chłopcy spali w najlepsze.
piątek, 22 stycznia 2016
Sylwester dla najmłodszych
Niedawno wracając z zakupów zauważyłem na jednym z budynków
niewielki plakat z kolorowymi napisami
„Sylwester dla najmłodszych” . Zaciekawiony podszedłem bliżej, by przeczytać o
co w tym chodzi. Okazało się , że w pobliskiej Sali Zabaw, w której zazwyczaj organizuje się
przyjęcia urodzinowe dla dzieci, tym razem zostanie zorganizowana zabawa
sylwestrowa. Postanowiłem wejść do środka i dopytać o szczegóły. Propozycja
była niezwykle ciekawa. Dotyczyła dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat.
Podczas zabawy, która miał trwać od godziny osiemnastej do dziesiątej rano
następnego dnia przewidziano takie atrakcje, jak konkursy, zabawy, dyskoteka,
bitwa na poduszki, seans filmowy, poczęstunek, a z samego rana śniadanie. Byłem
mile zaskoczony, ponieważ cena również nie była zbyt wygórowana. Pomyślałem, że
to idealne rozwiązanie dla rodziców, którzy chcieliby tej nocy się pobawić i
nie mają z kim zostawić dziecka. Zadzwoniłem do córki i zaproponowałem, że
poniosę koszty tej imprezy, jeżeli oczywiście wyrazi zgodę na uczestnictwo w niej naszej wnuczki Majki. Nie miała
nic przeciwko temu, a Majka gdy tylko się o tym dowiedziała, nie mogła się już
doczekać swojego własnego Sylwestra. Dzieci miały ze sobą zabrać jedynie
śpiwory, poduszki, pidżamy i swoją ulubioną zabawkę. Majka już na kilka dni
przed planowaną zabawą zaczęła kompletować swój ekwipunek, w którym nie mogło
oczywiście zabraknąć jej ulubionych
puzzli „Jej wysokość Zosia”. Troszkę się obawialiśmy, czy Majka nie jest
przypadkiem za mała na całonocne buszowanie, ale właścicielka Sali Zabaw,
pocieszyła nas, twierdząc, że już któryś rok z rzędu organizują taką zabawę dla
dzieciaków i nawet te najmłodsze sześciolatki są zachwycone, a poza tym po
bitwie na poduszki przewidziany jest seans filmowy, podczas którego nawet
najwytrwalsi uczestnicy, zmęczeni harcami zapadają w głęboki sen. Troszkę to
nas pocieszyło, ale na wszelki wypadek, poprosiliśmy o kontakt, gdyby jednak
Majce zatęskniło się za rodziną. Nasze obawy się nie potwierdziły. Z rana przed
dziesiąta pojechałem odebrać wnuczkę. Gdy wszedłem do środka, okazało się że
Majka z koleżankami układają jej ulubione puzzle „ Jej wysokość Zosia” i wcale nie mają ochoty wracać do
domu.
czwartek, 21 stycznia 2016
Ferie świąteczne
Zaraz po Świętach Bożego Narodzenia zawitała do nas nasza
najstarsza córka. Okazało się, że musi na kilka dni wyjechać w sprawach
służbowych, a zięć właśnie wyjechał na poligon. Nie miał się kto zająć
Błażejem, naszym wnuczkiem. Oczywiście w takich sytuacjach nigdy z żoną nie
odmawiamy pomocy. Na całe szczęście we wszystkich szkołach trwała właśnie
przerwa świąteczna, więc nie musieliśmy odrabiać z Błażejem lekcji. Wnuczek
aż piszczał z radości na wieść o
kilkudniowym pobycie u nas, zwłaszcza, że kilka domów dalej mieszkał jego
rówieśnik Patryk, z którym ostatniego lata mocno się zaprzyjaźnił. Niemalże
całe wakacje spędzili ze sobą , a to jeżdżąc na rowerach, grając w piłkę czy
też w ulubioną grę Błażeja „ 5 sekund junior ”. Na wszelki wypadek następnego
dnia zajrzałem do sąsiadów, by sprawdzić czy Patryk nigdzie nie wyjechał, bo wnuczek bardzo by
się zawiódł. Na całe szczęście kolega był na miejscu i nie zamierzał opuszczać
naszej dzielnicy w najbliższym
czasie. Oczywiście raczyłem wspomnieć Patrykowi o przyjeździe Błażeja. Ucieszył
się bardzo, gdyż w okolicy niewiele było dzieci w jego wieku. Zaprosiłem małego
sąsiada, by wpadł do nas z wizytą następnego dnia. Błażeja córka przywiozła z
samego rana. Przeraziłem się, gdy zobaczyłem ogromną walizkę wnuczka. Była tak
pełna, jakby wyjeżdżał co najmniej na miesiąc. Oczywiście większą część bagażu
stanowiły zabawki, w tym ulubiona gra Błażeja
„ 5 sekund junior”. Na odwiedziny Patryka nie trzeba było długo czekać.
Przybiegł tuż przed południem. Chłopcy nie mogli się sobą nacieszyć. Zjedli
placuszki z jabłkami i wyszli na podwórze lepić bałwana. Nie było dużego mrozu,
więc nic nie stało na przeszkodzie, by spędzili troszkę czasu na świeżym
powietrzu. W końcu przed naszym domem
stał całkiem przystojny bałwanek. Zmarznięci przybiegli do domu, zjedli obiad,
wypili gorącą herbatkę z malinami i poszli do salonu zagrać w „5 sekund junior”.
Wieczorem się rozstali, ale oczywiście umówili się na kolejny dzień harcy. Te
kilka dni pobytu Błażeja minęło bardzo szybko. Wnuczek był bardzo zadowolony.
wtorek, 19 stycznia 2016
Festyn
Niedawno zorganizowano w przedszkolu, do którego
uczęszcza moja wnuczka festyn z okazji
Dnia Dziecka. Przygotowaniom do tego dnia nie było końca. Z uwagi na fakt, iż należę do Rady
Rodziców miałem pełne ręce roboty. Na całe szczęście przedszkole dysponuje
sporym placem, na którym można spokojnie organizować tego typu przedsięwzięcia.
Reszta pozostała w gestii rodziców. Panie wychowawczynie zajęły się stroną
artystyczną. My z pozostałymi rodzicami rozdysponowaliśmy pieczenie ciast i zakup
smakołyków. Pozostała jeszcze kwestia upominków dla najmłodszych. Postanowiłem
zorganizować w tej sprawie
dodatkowe spotkanie trójek klasowych. Wspólnie omówiliśmy nasze oczekiwania i po przeliczeniu funduszy
pojechaliśmy do sklepu. Wybór odpowiedniego prezentu oczywiście nie należał do
najprostszych zadań. W końcu
zdecydowaliśmy podzielić zakupy na dwie kategorie, to znaczy dla dziewczynek
zamówiliśmy puzzle „ Barbie i jej super przyjaciele”, zaś dla chłopców zdalnie sterowane
samochodziki. Impreza przypadła na piątkowe popołudnie. Pogoda była idealna.
Przyjęcie rozpoczęła oczywiście pani dyrektor, która po wspaniałej przemowie
każdemu dziecku wręczyła dyplomik . Panie wychowawczynie ze swoimi
podopiecznymi przygotowały wspaniały program artystyczny. Dzieci wyglądały
wspaniale. Po występach przedszkolaków nadszedł czas na wręczenie upominków.
Sądząc po minach, dzieciaki były naprawdę zadowolone z otrzymanych prezentów.
Chłopcy urządzili wyścigi samochodów. Na biegnącym wzdłuż placu przedszkolnego
chodniku rodzice pomogli narysować
kolorowymi kredami trasę wyścigu. Było to ciekawe widowisko. Dziewczynki
natomiast w tym czasie rozłożyły maty na trawniku i składały otrzymane puzzle „
Barbie i jej super przyjaciele”. Po zabawie nadszedł w końcu czas na długo
wyczekiwany poczęstunek. Rodzice upiekli
wspaniałe ciasta. Wśród dzieci największą popularnością cieszył się biszkopt z bitą śmietaną i
truskawkami. Sam miałem okazję spróbować tego smakołyku i szczerze
powiedziawszy wcale się nie dziwię, że dzieciaczkom tak bardzo smakował. Równie
dużym zainteresowaniem cieszył się sernik mojej małżonki, która widząc w jakim
tempie znikają kolejne kawałki jej wypieku, była strasznie dumna. Impreza
zakończyła się około godziny osiemnastej. Nasza wnusia była tak zmęczona, że
zasnęła w drodze powrotnej do domu, trzymając kurczowo puzzle” Barbie i jej super przyjaciele”.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Dzień Kubusia Puchatka
Od kilku lat pracuję w przedszkolu jako wychowawca
najstarszej grupy dzieciaczków. W naszym mieście jestem chyba jedynym mężczyzną
w tym zawodzie. Wiele osób uważa, że jest to zajęcie zarezerwowane jedynie dla
kobiet. Ja natomiast jestem zdania, że wszystko zależy od charakteru i predyspozycji człowieka.
W każdym razie lubię pracę z dziećmi. Są po prostu niesamowite. Gdy miałem
kiedyś grupę maluszków ważne było, by wszystko było z góry zaplanowane. Wtedy
dzieciaczki czuły się bezpiecznie. Troszkę inaczej wygląda już praca w starszej
grupie .Staram się każdy dzień planować razem z przedszkolakami . Mogą wybrać
jedną z trzech propozycji, co chcą robić i jakimi zabawkami się bawić. Jak
wypracują już pewien tryb, później są bardzo obowiązkowe . Inaczej też
zachowują się chłopcy, a inaczej dziewczynki. Chłopcy są zazwyczaj
głośniejsi, bardziej rozrabiają, ale
można też im stawiać trudniejsze zadania. Uwielbiają zabawy konstrukcyjne. W
każdy wtorek dzieci mogą przynieść do
przedszkola swoją ulubioną zabawkę. Ten dzień cieszy się dużą popularnością.
Ostatnio Zuzia przyniosła puzzle „ Kąpiel Prosiaczka”. Okazało się, że
zdecydowana większość dzieci lubi przygody misia o bardzo małym rozumku.
Układanka Zuzi cieszyła się tego dnia ogromnym powodzeniem. Pomyślałem, że
warto by było urządzić w naszym przedszkolu dzień Kubusia Puchatka dla
wszystkich przedszkolaków, nie tylko z mojej grupy. Przedstawiłem pomysł
dyrekcji i spodobał się. Uzgodniliśmy z pozostałymi koleżankami, że musimy odpowiednio przygotować
się do tego wydarzenia. Koleżanki miały zająć się stroną artystyczną , to
znaczy przygotować na tę okazję wizerunki wszystkich mieszkańców Stumilowego
Lasu, ja natomiast miałem za zadanie zgromadzić jak najwięcej gadżetów
związanych z bohaterami książki. Dzieci także
miały ważne zadanie. Miały nauczyć się krótkich i śmiesznych wierszyków o
Kubusiu Puchatku i jego przyjaciołach. Zuzię poprosiłem o przyniesienie
popularnych już w naszej grupie puzzli „
Kąpiel Prosiaczka”, a pozostałe dzieci, o ile mają w domach, gier, zabawek czy
pluszaków związanych z poruszaną tematyką. Przedszkolaki były bardzo poruszone
i nie mogły się doczekać Dnia Kubusia Puchatka.
piątek, 15 stycznia 2016
Urlop na działce
Tegoroczne wakacje spędziliśmy w domu. Nie udało nam się
niestety z żoną zgrać urlopów, gdyż w naszych firmach termin wakacyjnego
wypoczynku ściśle narzucił pracodawca. Nie było szans na jakiekolwiek
przesunięcia. Mój urlop przypadał w połowie lipca, a żony na początku sierpnia.
Postanowiliśmy wspomóc naszą córkę w opiece nad naszym pięcioletnim wnuczkiem
Krzysiem. Na całe szczęście pogoda była rewelacyjna. Codziennie rano zabierałem
wnuczka na naszą działkę. Słoneczko prażyło dość mocno, więc napełniłem zakupiony
jeszcze przed sezonem wakacyjnym basen, żeby maluch miał troszkę frajdy .Na
działce mamy altankę z łazienką i małym aneksem kuchennym i sporą wiatę
chroniącą przed promieniami słonecznymi. Właściwie całe wakacje można tam
spędzić. Żona codziennie wieczorem przygotowywała dla nas obiad na kolejny
dzień, a ja w drodze na działkę kupowałem zimne napoje i łakocie dla Krzysia.
Wnuczek zabrał ze sobą całą masę
zabawek, w tym jego ulubione puzzle „Przyjaciele z Krainy Lodu”. Przez
pierwszych kilka dni właściwie nie wychodził z basenu. Po pewnym jednak czasie
zaczęło mu się tęsknić za rówieśnikami. Na całe szczęście sąsiadka z działki
obok przyprowadziła również swojego wnuczka Patryka. Był o rok starszy od
naszego Krzysia. Początkowo chłopcy wstydzili się do siebie podejść. Musieliśmy
więc z sąsiadką pomóc maluchom w poznaniu. Gdy jednak Krzysiek zaprosił kolegę
do ogrodowego basenu , nie mogli się rozstać. Harcom nie było końca. Następnego
dnia, żeby urozmaicić chłopcom zajęcia przyniosłem z domu namiot i rozbiłem na
działce. Frajdę mieli niesamowitą . W środku namiotu zrobili sobie bazę,
poznosili wszystkie zabawki i zaczęli układać puzzle „ Przyjaciele z Krainy
Lodu” . Układanie puzzli obok kąpieli w basenie było ich najlepszą zabawą. Ja w
tym czasie mogłem odpocząć w hamaku , poczytać gazetę czy wypić kawę. Po
południu na działkę przyjeżdżała z pracy moja żona i podawała nam pyszny
obiadek, który na świeżym powietrzu smakował o wiele lepiej niż w domu.
Najprzyjemniej jednak było obserwować roześmiane buzie naszych wnuczków.
wtorek, 12 stycznia 2016
Chrzciny
Jakiś czas temu zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie organizowane
przez naszych dawnych sąsiadów z okazji przyjęcia Chrztu Świętego przez ich kilkumiesięczną
córeczkę Antosię. Marta i Radek mieszkali z nami po sąsiedzku przez wiele lat.
Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Właściwie
każde imieniny, urodziny, Andrzejki i inne wydarzenia obchodziliśmy
wspólnie. Moja żona i Marta świetnie się dogadywały, a i mnie i Radkowi nie
brakowało tematów do wspólnych pogawędek. Mieliśmy też dzieciaki w podobnym
wieku, więc stosunki czysto sąsiedzkie szybko przeobraziły się w przyjaźń.
Zawsze mogliśmy na nich liczyć i
staraliśmy się robić wszystko, by odwdzięczać się im tym samym. Rzadko kiedy
obcy ludzie stają się tak bliskimi osobami. Dwa lata temu jednak Radek stracił
pracę . Było im naprawdę ciężko, bo mieszkamy w małej miejscowości, w której
znalezienie dobrego zatrudnienia graniczyło z cudem. Staraliśmy się im pomóc
jak tylko mogliśmy. W końcu Radek znalazł pracę, ale na drugim końcu Polski.
Podjęli jednak ryzyko i wyjechali .Okazało się, że było warto. Z jednej strony
cieszyliśmy się, że los im sprzyjał, z drugiej strony żal nam było rozstawać
się z takimi sąsiadami. Utrzymywaliśmy jednak ze
sobą stały kontakt. Miesiąc temu zadzwoniła Marta i zaprosiła nas na chrzciny
swojej córeczkij Antosi. Kupiliśmy prezent dla malutkiej, ale należało również
pomyśleć o drobnym upominku dla jej starszej siostry Zosi. Od kiedy pamiętam
bardzo lubiła bawić się rożnymi układankami. Pojechaliśmy do sklepu z zabawkami
i od razu w oko wpadł nam zestaw puzzli „ Jej wysokość Zosia”. Pomyślałem, że
to dobry prezent dla małej Zosi Samosi. Wzięliśmy dwa dni urlopu i pojechaliśmy
. To było wspaniałe spotkanie. Nie mogliśmy się nagadać. Jednak, jak się
okazało najbardziej szczęśliwa była Zosia. Początkowo była zazdrosna o swoją
młodszą siostrzyczkę, bo każde z nas
chciało ją wziąć na ręce i utulić, ale gdy wręczyliśmy jej puzzle ”Jej wysokość
Zosia” od razu się rozpromieniła i była dumna, że nie tylko Antosia dostała
prezenty. Te kilka dni upłynęło bardzo szybko, przyjęcie było wspaniałe, ale
ponowne pożegnanie przyjaciół nie przyszło nam łatwo.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Przyjęcie urodzinowe Darii
Moja wnuczka Daria w zeszłym tygodniu obchodziła swoje ósme
urodziny. Przygotowaniom do tego wydarzenia nie było końca, przede wszystkim
dlatego, że Daria właściwie sama nie wiedziała, jaką formę przyjęcia wybrać.
Początkowo chciała urządzić imprezę w domu. Jednak córka nie chciała zgodzić
się na domówkę, mając na uwadze świeżo przeprowadzony remont domu. Wspólnie z
Darią postanowiły wyprawić urodziny na sali
zabaw Kajtek. Mają tam dwa pomieszczenia przeznaczone właśnie na przyjęcia
urodzinowe. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie dla rodziców, choć nieco
kosztowne. Zamawia się salę w dogodnym terminie, określa ilość gości i w
zależności od zasobności portfela dokonuje wyboru określonego zestawu przyjęcia.
Najtańszą opcją jest propozycja wynajęcia samej salki urodzinowej, zaś
poczęstunek organizują rodzice jubilata we własnym zakresie. Oczywiście w cenie
jest również możliwość korzystania ze wszystkich znajdujących się na sali zabaw
uciech. Kolejny zestaw, to tak zwany zestaw Kajtkowy, w cenie którego mamy już
zarówno salkę urodzinową, jak i poczęstunek
wraz z tortem dla jubilata. Najdroższa wersja obejmuje poprzedni zestaw i
dodatkowo atrakcje dla każdego gościa, typu malowanie twarzy czy też konkurs karaoke.
Daria z mamą ustaliły, że najlepszym wyjściem będzie opcja Kajtkowa. Impreza
odbyła się w zeszłym tygodniu w piątek. W sobotę natomiast wnuczka zaprosiła do
domu najbliższą rodzinę, dziadków i chrzestnych. Gdy przybyli wszyscy goście
córka wniosła wspaniały torcik, który na tę okazję samodzielnie upiekła. Po poczęstunku nadszedł czas na odpakowanie prezentów.
Daria najbardziej ucieszyła się z upominku cioci Jadzi. Był to Craft Castle
Królewski Zamek Anny i Elsy.
Chwyciła mnie za rękaw i zaprowadziła do swojego pokoju. Razem składaliśmy
magiczną budowlę. Zajęło nam to sporo czasu, ale Daria miała przy tym mnóstwo
uciechy. Mnie również bardzo spodobał
się ten zestaw, gdyż Craft Castle Królewski Zamek Anny i Elsy to tekturowe
przestrzenne modele do samodzielnego składania. Nie są zbyt skomplikowane, a
dodatkowo dziecko może je pokolorować czy też ozdobić według własnego uznania.
Stworzona przez nas budowla wyglądała imponująco i zajęła główne
miejsce w pokoiku Darii na
komodzie obok jej ulubionych lalek.
piątek, 8 stycznia 2016
Otwarcie toru łyżwiarskiego
Odkąd sięgnę pamięcią zawsze lubiłem jazdę na łyżwach.
Mieszkam w małym mieście, ale na szczęście mamy u siebie porządny tor
łyżwiarski, jeden z
nielicznych w tym regionie Polski. Pomimo dojrzałego wieku, gdy tylko
przychodzi pierwszy mróz z utęsknieniem czekam na otwarcie ukochanego toru
łyżwiarskiego. W tym roku postanowiłem nauczyć jeździć na łyżwach mojego
pięcioletniego wnuka Mateusza. Zakupiłem dla niego łyżwy i kask ochronny. Miał
to być upominek na Mikołajki. W tym roku akurat imieniny Świętego Mikołaja
przypadały w niedzielę. Traf chciał, że również otwarcie toru łyżwiarskiego
zaplanowano na ten dzień. Zapowiedziałem córce, że po obiedzie zabieram
Mateusza do siebie, bo mam dla niego niespodziankę. Gdy wręczyłem mu prezent,
był zachwycony. Pojechaliśmy na tor. Było tłumnie. Święty Mikołaj rozdawał
maluchom cukierki. Mateusz kilka razy zaliczył upadek, ale nie poddawał się .
Jazda na łyżwach bardzo mu się spodobała. Pod koniec zabawy na lodzie losowano
drobne upominki. Jakież było moje zaskoczenie, gdy spośród kilkuset osób
wyczytano numer biletu Mateusza. Dostał puzzle „Avengers”. Gdy wróciliśmy do
domu zrobiłem gorącej herbatki i coś do przekąszenia. Wnuczek mocno zgłodniał,
więc zamówiłem jego ulubioną pizzę Margerittę. Gdy zaspokoiliśmy swój głód,
Mateusz zadzwonił do mamy i ogromnie podniecony
opowiedział jej, jakąż też niespodziankę dla niego przygotowałem. Miałem wrażenie,
że nigdy nie skończy tej rozmowy, bo Mateusz to bardzo gadatliwe dziecko, a do
tego jak coś opowiada, to nie pominie żadnego szczegółu. Gdy skończył,
postanowiliśmy wspólnie złożyć puzzle „Avengers” w całość. Układanka była troszkę za
skomplikowana dla takiego malucha, więc potrzebna była pomoc kogoś dorosłego.
Mieliśmy przy tym sporo frajdy. Niebawem przyjechała córka, by zabrać Mateuszka
do domu. Gdy żegnałem się z wnukiem , ten po cichu na ucho szepnął mi, że to
był najlepszy dzień w jego życiu. Uśmiechnąłem się szeroko i mocno go
przytuliłem. To była najlepsza zapłata za trud tego całego dnia.
wtorek, 5 stycznia 2016
Wspomnienia
Czasami, zwłaszcza w okresie Świąt bożego Narodzenia, wracam
myślami do lat mojego dzieciństwa. Były naprawdę szczęśliwe. Szkoda, że czas
tak szybko upływa . Gdy jesteśmy dziećmi chcemy czym prędzej stać się
dorosłymi, bo wydaje nam się, że wtedy będziemy mogli robić wszystko na co
tylko przyjdzie nam ochota. Poźniej, gdy
dorośniemy, mamy pracę, rodzinę i masę obowiązków rozumiemy, że życie dorosłego
wcale nie jest tak kolorowe. Wtedy pozostają wspomnienia, którymi bardzo często
dzielę się z moimi wnukami. Najmilej
wspominam swoje pobyty na obozach wędrownych. Co roku rodzice zapisywali mnie
na taki wypoczynek. Jeździliśmy w Bieszczady. To były ostatnie lata szkoły
podstawowej. Każdy dzień obozu był inny i przynosił ze sobą wiele przygód i
radości. Wieczorami z pozostałymi obozowiczami siadaliśmy do gry towarzyskiej,
która regułami bardzo przypominała współczesną „5 sekund”, którą w ubiegłym
roku sprezentowałem swoim wnukom pod choinkę. To były niezapomniane chwile.
Piesze wędrówki, piękne widoki, ogniska i nasze wieczorne , potajemne
spotkania. Mieliśmy w sobie tyle siły, energii i radości . Czasami wyjmuję
stary album ze zdęciami i z żalem rozmyślam o tym, że współczesny świat nie
jest już tak szczęśliwy. Dzieci maja niemalże wszystko, czego zapragną
telefony, komputery, konsole do gier, ale myślę, że moje pokolenie było jednak
o wiele bardziej szczęśliwe bez tych cudów techniki. Staram się, gdy tylko mogę
zabierać swoje wnuki na małe wędrówki i przekonać je ,że jest wiele form
rozrywki, które są znacznie fajniejsze niż siedzenie przed komputerem, ale moja
samotna walka wydaje się skazana na przegraną w zderzeniu ze wszystkimi
współczesnymi technikami. Ja jednak nie odpuszczam i mam nadzieję, że za kilka
czy też kilkanaście lat dzieciaki zrozumieją, to co im chciałem przekazać. W
każde święta, po uroczystym posiłku, zapraszam całą rodzinkę do partyjki gry
„5sekund”. Dzieciaki nie są zazwyczaj tym zachwycone, gdy odrywam je od
komputera, ale wiedzą, że nie mają wyjścia, bo bardzo bym się na nie pogniewał.
Gdy jednak gra na dobre się rozkręci, zapominają o grach, telefonach i innych ,
jak ja to mówię, ogłupiaczach i bawią się ze mną w najlepsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)