wtorek, 28 lutego 2017

ZAWODY


Kilka miesięcy temu rozpoczęła się w naszym mieście budowa krytego toru łyżwiarskiego. Postępy pracy mogę właściwie śledzić na bieżąco, gdyż mieszkam na osiedlu położonym tuż obok tego niesamowitego placu budowy. Początkowo zastanawiała mnie ogromna hałda piachu zwieziona w dość sporej odległości od terenu, na którym są wykonywane prace. Ciekawość moja w końcu została zaspokojona. Podczas jednego ze spacerów, dostrzegłem wbitą nieopodal góry piachu tablicę , na której widniała informacja, iż powstanie w tym miejscu tzw. snowpark , przeznaczony dla dzieci i młodzieży. Podczas ostatnich tygodni przed nadejściem zimy, robotnicy dwoili się i troili. W końcu obiekt został oddany do użytku. Teraz tylko z utęsknieniem dzieciaki czekały na opady śniegu. Na całe szczęście tuż przed nadejściem ferii zimowych pojawiła się pierwsza warstwa białego puchu, którego z dnia na dzień przybywało coraz więcej. Snowpark zaczął tętnić życiem . Z całego miasta przyjeżdżały dzieciaki, by móc pojeździć na sankach. Któregoś dnia zabrałem ze sobą wnuki, by mogły skorzystać z zimowej atrakcji. Postanowiłem urozmaicić im ten dzień i zapowiedziałem zawody, w których zwycięzca otrzyma nagrodę w postaci foto puzzli. Patryk i Bartuś nie mogli się już doczekać. Gdy nadszedł wyczekiwany dzień stali pod drzwiami opatuleni w szaliki i grube czapki. Ruszyliśmy się zabawić. Zabraliśmy sanki i zaczęliśmy się wspinać na dość sporą górkę. Z uwagi na wczesną porę dnia, byliśmy pierwsi. Na samym szczycie góry rozstawione były ławy z drewnianych bali. Rozsiadłem się wygodnie, a chłopcy rozpoczęli zabawę. Gdy już się rozgrzali, oświadczyłem że przyszła pora na małą konkurencję. Kto jako pierwszy trzy razy z rzędu pojawi się na mecie otrzyma foto puzzle. Zabawa była wyśmienita. W końcu można było ogłosić zwycięzcę. Został nim Patryk. Bartuś ze skwaszoną miną postanowił wrócić do domu. Zawołałem wnuka do siebie i kazałem zamknąć mu oczy. Gdy je otworzył, na jego buzi pojawił się szeroki uśmiech. Nie mogłem przecież wręczyć nagrody tylko jednemu, więc zapobiegawczo kupiłem dwa egzemplarze foto puzzli z wizerunkami moich łobuzów.Chłopcy zmęczeni, ale i uradowani wrócili do swoich domów.

czwartek, 23 lutego 2017

Konkurs recytatorski


Mój wnuczek Adaś od najmłodszych lat był bardzo utalentowany. W przedszkolu potrafił już czytać i pisać. Bardzo szybko chwytał każdą nową umiejętność. Miał również zdolność szybkiego zapamiętywania długich i trudnych tekstów. Z tego też powodu zawsze reprezentował przedszkole w konkursach recytatorskich, w których zdobywał pierwsze miejsca. Nauka sprawiała mu ogromną frajdę. Jedyną dziedziną ,  w której odstawał od reszty grupy były prace plastyczne. Nie miał w tym kierunku  zdolności i nie lubił wszelkiego rodzaju rysowania, malowania, wycinania, klejenia i tak dalej. Wszelkie dodatkowe prace wykonywali za niego rodzice, twierdząc, że nie można być geniuszem we wszystkich dziedzinach. Gdy rozpoczął  nauczanie w szkole podstawowej bardzo szybko wychowawczyni zorientowała się w czym wyróżnia się Adaś i na wykonywane przez niego prace plastyczne patrzyła z przymrużeniem oka. Te niedoskonałości zdecydowanie nie mogły się równać z umiejętnościami , jakie wykazywał w zakresie języka polskiego, biologi czy też matematyki. Oczywiście jego umiejętności recytatorskie również zostały bardzo szybko zauważone i już przy pierwszej okazji został wytypowany do konkursu . Najniższy etap przeszedł bez mrugnięcia okiem i zdobył oczywiście zaszczytne pierwsze miejsce. Szkoła dla zwycięzcy konkursu przygotowała nagrodę w postaci zabawki naukowej „ Pracownia botaniki”. Miała ona również służyć jako element motywujący do kolejnego etapu rozgrywek na poziomie ogólnoszkolnym, który niewątpliwie wymagał od uczestników większego zaangażowania, pracy no i oczywiście umiejętności. W przedszkolu za zdobycie pierwszego miejsca zazwyczaj otrzymywał słodkości. Adaś był zachwycony zdobytą nagrodą – zabawką „Pracownia botaniki”. Rzeczywiście wpłynęło to jeszcze bardziej motywująco, ponieważ nigdy w życiu nie widziałem u niego aż takiego zapału w przygotowywaniu się do kolejnego wystąpienia. Wiersz , który miał opanować   był długi i trudny, jak na trzecioklasistę. Adaś jednak się zawziął i codziennie po szkole się uczył. Po tygodniu znał cały  na pamięć. Pozostało jedynie przećwiczenie intonacji, by nadać mu indywidualny wyraz. Nadszedł dzień konkursu. Wnuczek był troszkę zestresowany, choć podczas jego wystąpienia nie dało się poznać tremy. Wypadł wspaniale. Podczas ogłaszania wyników wstrzymywał oddech, choć ja wiedziałem, że zdobędzie  pierwsze miejsce. Tak też się stało. Nagroda była warta wysiłku. Dostał swój pierwszy w życiu tablet, a radości nie było końca.

wtorek, 21 lutego 2017

Urodziny


Moje urodziny przypadają na dzień dwudziestego stycznia. Postanowiłem zatem zaprosić kilku najlepszych znajomych ze swoimi  małżonkami na małe przyjęcie. Z uwagi jednak na to ,że mamy akurat karnawał , zaplanowałem troszkę inne atrakcje niż zwykłe biesiadowanie za stołem . Zorganizowałem kilka fajnych gadżetów w postaci śmiesznych masek, okularów, wąsów i tym podobnych akcesoriów. Żona dwoiła się i troiła w kuchni, by uraczyć gości swoimi popisowymi potrawami, a ja zająłem się stroną rozrywkową przyjęcia. Pomyślałem również , że dobrze by było kupić na tę okazję jakąś szczególnie ciekawą grę towarzyską . W wyborze odpowiedniej pozycji pomógł mi niezastąpiony jak się okazuje internet. Przeszukując fora, natknąłem się na wątek najbardziej polecanych gier imprezowych. Moją uwagę przykuła propozycja znanej firmy Trefl „5 sekund – edycja specjalna” Postanowiłem zaryzykować i udałem się     w rajd po centrum handlowym w poszukiwaniu upatrzonej gry. Daleko szukać nie musiałem , bo już w pierwszym napotkanym sklepie była w sprzedaży . Zadowolony z zakupu wróciłem do domu. Przyjęcie zaplanowałem na sobotni wieczór. Pozostało zatem jedynie kilka godzin do przybycia gości. Żona zastawiła stół przysmakami, a ja przygotowywałem nagłośnienie. Na całe szczęście mieszkamy w domku jednorodzinnym ,sporo  oddalonym od pozostałych zabudowań, więc głośna muzyka nikomu nie przeszkadza. Wreszcie zaczęli się schodzić goście. Gdy byliśmy już wszyscy w komplecie, rozdałem przybyłym śmieszne gadżety. Śmiechu było co niemiara. Małżonka moja bawiła się w fotografa, więc nikomu nie przepuściła figlarnej fotki .Po chwili zniknęła w kuchni , by wrócić z okazałym tortem urodzinowym w kształcie motocykla. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Szkoda mi tylko było, gdy przyszedł moment w którym należało go pokroić. Na całe szczęście został uwieczniony na zdjęciach.  W miarę upływu czasu, atmosfera stawała się coraz luźniejsza. Pomyślałem więc, że to dobry moment na zabawę w „5 sekund-edycja specjalna”. Moi goście byli mile zaskoczeni i nie udawali zadowolenia. Gra okazała się fantastyczną rozrywką podczas spotkań towarzyskich. Przyjęcie urodzinowe dobiegało końca, choć szczerze mówiąc najchętniej powtórzyłbym je jak najszybciej jeszcze raz.

piątek, 17 lutego 2017

premiera


Kilka dni temu postanowiłem zrobić niespodziankę swojej kilkuletniej wnuczce Adzie i zabrać ją na najlepsze lody w naszym mieście. Fantastyczna lodziarnia mieści się w centrum handlowym, niedaleko mojego osiedla. Był piątek. Jak zwykle odebrałem wnuczkę z przedszkola i pojechaliśmy na obiecane lody. W centrum handlowym znajduje się również nowo otwarte kino.Tego dnia było tam naprawdę tłoczno. Zjedliśmy pyszne lody i postanowiliśmy zobaczyć jakie bajki tego dnia wyświetlają na dużym ekranie. Sale kinowe mieściły sie na ostatnim piętrze budynku. Na górę wjechaliśmy windą, gdyż ruchome schody były nieczynne. Gdy rozsunęły się drzwi, ujrzeliśmy tłumy dzieciaków, a wśród nich poprzebierane  królewny i inne bajkowe postacie. Okazało się , że właśnie tego dnia przypadała premiera najnowszej bajki Disney'a. Ada była zachwycona, a jej błagalne spojrzenie mówiło mi wszystko. Podszedłem do kasy i zakupiłem dwa bilety. Kasjer, który mi je sprzedawał poinformował mnie, że po zakończeniu seansu odbędzie się losowanie upominków z okazji premiery bajki. Dlatego istotne było, by  zachować bilety wstępu. Kupiliśmy z Adą jej ulubiony popcorn w polewie karmelowej     i wygodnie rozsiedliśmy się na wyznaczonych miejscach. Zgasły światłai zaczął się seans. Bajka rzeczywiście była urokliwa, a sądząc po reakcji dzieciaczków, bardzo się im podobała. Gdy zapalono w końcu światła pośrodku ekranu pojawiła się informacja z prośbą o pozostanie przybyłych na sali kinowej. Na scenę wkroczyły bajkowe postacie. Nastąpił moment losowania upominków. Z zapartym tchem i zaciśniętymi kciukami Ada wsłuchiwała się w wyczytywane numery bilecików i spoglądała na mnie, czy aby czegoś nie przeoczę. Ku mojemnu zaskoczeniu nagle odczytano cyfry, które widniały na moim świstku papieru. Podałem bilecik wnuczce i poleciłem, by pobiegła po odbiór nagrody. Była nią gra „Comic Race“. Jeszcze nigdy nie widziałem Ady tak uszczęśliwionej. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem. Zaraz po powrocie wnuczka zadzwoniła do rodziców, by opowiedzieć im niezwykłą historię. Nie mogła się doczekać by pokazać mamie wylosowaną grę „ Comic Race“ .

 

środa, 15 lutego 2017

Kłopotliwe migdałki


Od dłuższego czasu moją wnuczkę nękały nawracające anginy. W ubiegłym roku częstotliwość zachorowań była tak duża, że córka zaczęła rozważać proponowany przez laryngologa zabieg usunięcia migdałków. Mieliśmy co do tego duże obawy. Asia skończyła niedawno zaledwie siedem lat, a z tego co czytałem zabieg ten nie należy do najprzyjemniejszych i wcale nie ma pewności, że z chwilą usunięcia kłopotliwych migdałków znikną problemy zdrowotne wnuczki. Najbardziej obawialiśmy się tego, że każde przeziębienie będzie kończyło się zapaleniem dolnych dróg oddechowych. Niestety angina goniła anginę. Wymazy z gardła i antybiogram na nic się zdawały, ponieważ katalog antybiotyków stosowanych w anginie paciorkowcowej nie jest zbyt duży, a my przerobiliśmy już każdą jedną możliwość. Organizm nie reagował na leczenie. Do tego Asia bardzo ciężko przechodziła chorobę. Zawsze towarzyszyła jej bardzo wysoka temperatura, która dodatkowo osłabiała organizm Asi. Po kolejnej konsultacji laryngologicznej córka podjęła decyzję o zabiegu usunięcia migdałków. Na kilka dni przed planowanym terminem operacji wnuczka zaczęła profilaktycznie przyjmować antybiotyk. Na oddział została przyjęta z samego rana. Towarzyszyłem córce  i wnuczce w szpitalu. Na sali leżały jeszcze dwie dziewczynki w podobnym wieku, również oczekujące na zabieg usunięcia migdałków. Asi pobrano krew do badań, a sama operacja miała odbyć się następnego dnia. Dziewczynki szybko się zaprzyjaźniły, ale bardzo się im nudziło. Tuż za rogiem szpitala widziałem sklep               z zabawkami. Postanowiłem kupić Asi coś co pomoże jej przetrwać te kilka następnych dni. Za namową sprzedawczyni kupiłem grą 5 sekund junior  i od razu zaniosłem wnuczce. Była bardzo szczęśliwa, choć chyba troszkę zaczęła się stresować przed operacją. Zabieg na całe szczęście miał zostać przeprowadzony w ogólnej narkozie. Tego samego dnia pojechałem do domu, by zabrać Asi pyszny obiadek, który przygotowała dla niej babcia. Szybciutko wróciłem do szpitala. Asia                                z koleżankami w najlepsze bawiła się w 5 sekund junior. Humory im dopisywały. Wreszcie nadszedł sądny dzień. Na całe szczęście wnuczka pojechała na zabieg jako pierwsza. Minęły ponad trzy godziny zanim przywieziono ją z powrotem na salę. Była bardzo słabiutka i ciągle spała. W szpitalu spędziła pięć dni. Opuszczając szpitalną salę postanowiła podarować otrzymaną ode mnie grę dziewczynce, którą dopiero przyjęli na oddział. Był to wspaniały gest. Po przyjeździe do domu wspólnie z małżonką opiekowaliśmy się Asią, ponieważ córka musiała wrócić do pracy. Wnuczka szybko wracała do zdrowia, a po miesiącu mogła w końcu zacząć chodzić  do szkoły.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Spotkanie po latach


Gdy byłem dzieckiem większą część swoich wakacji spędzałem u swojego dziadka w małej wiosce niedaleko Poznania. Były to wyjątkowe chwile, które na długie lata zapadły w mojej pamięci. Szczególnie dobrze wspominam kilkudniowy wypad                z moim dziadkiem do rodziny w Lęborku. Miasteczko było bardzo urokliwe. Zatrzymaliśmy się u wujka Staszka. Mogłem mieć wtedy około sześciu lat. Wuj miał dwie córki starszą Kaśkę i młodszą Agatę. Nasza trójka była w podobnym wieku                       i szybko się zaprzyjaźniliśmy. W domu wuja panował istny chaos, a wszystko przez posiadane prze niego mini zoo. Były tam dwa psy, koty, kanarki, papużki nierozłączki, duża papuga o imieniu Kuba, co ciągle powtarzała różne słowa i była po prostu niesamowita, do tego rybki, żółwie i żaby. Wuj był niesamowicie sympatyczny i jak my to mówiliśmy „luzacki”. Lubił rzeźbić w drewnie i fajnie mu to wychodziło. Przez te kilka dni bardzo się z dziewczynkami zaprzyjaźniłem. Po powrocie do domu ciągle pisaliśmy do siebie listy. W miarę upływu czasu nasze kontakty się urwały. Dorośliśmy i zapewne każde z nas miało już swoje rodziny. Niedawno jednak na jednym z portali społecznościowych przypadkiem odezwała się do mnie jakaś Katarzyna. Okazało się, że to ta sama Kaśka z Lęborka. Wznowiliśmy kontakt i często wspominaliśmy dzieciństwo. Zapraszała mnie z rodziną do siebie, ale nigdy nie było okazji do spotkania. Pewnego lata pojechałem z małżonką na urlop do Mikołajek. Niedaleko mieszkała Kaśka . Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i wpaść na herbatkę. Wiedziałem, że mieszka z mężem, córką i kilkuletnią wnuczką Martynką. Po drodze kupiłem w sklepie upominek w postaci gry edukacyjnej „ 4 pory roku-Fun for everyone”. Miałem nadzieję, że spodoba się małej. Grę podpatrzyłem u swojej wnuczki Ady, która uwielbiała w nią grać z koleżankami. Wreszcie byliśmy na miejscu. Gdy Katarzyna otworzyła mi drzwi, była  mocno zaskoczona. Pomimo niezapowiedzianej wizyty ugościła nas po królewsku. Martynce, która nie odstępowała nas na krok, bardzo spodobała się gra edukacyjna „ 4 pry roku-Fun for everyone”. To było wyjątkowo udane spotkanie po latach.

piątek, 10 lutego 2017

ZOSIA


Niedawno moja ukochana bratanica obchodziła swoje siódme urodziny. Oczywiście zostaliśmy zaproszeni  na przyjęcie. Poprosiłem więc małżonkę, by kupiła  Zosi jakiś wyjątkowy prezent, ponieważ jestem jej ojcem chrzestnym. Na całe szczęście często gościmy u mojego brata, więc doskonale wiem czym obecnie interesuje się Zosia. Od pewnego czasu ma bzika na punkcie bajkowej Anny i Elsy. Ma plecak z ich wizerunkiem, piórniczek, zeszyty, kolorowanki, a nawet bluzeczki               i rajstopki. W pokoju dziecięcym na podłodze leży dywanik z Anną i Elsą. Zosia jest bardzo pogodną dziewczynką                           o nieprzeciętnej urodzie. Kruczoczarne włosy ma zawsze upięte w warkoczyki, a śniada cera i czarne jak węgle oczy wyglądają niesamowicie. Ulubionym kolorem Zosi jest zieleń, co również wyróżnia ją spośród innych rówieśniczek, które niemal wszystkie uwielbiają różowe bluzeczki i spódniczki. Po wybór prezentu wybrać musiałem się jednak sam, gdyż małżonkę dopadła sezonowa grypa i leżała w łóżku z wysoką temperaturą. Pojechałem więc do największego sklepu                        z zabawkami w naszym mieście. Już przy wejściu uwagę moją przykuły puzzle glam Anna i Elsa. Pomyślałem, że takiej układanki u Zosi chyba nie widziałem i niewiele myśląc, zadowolony, że tak szybko udało mi się wybrać upominek, udałem się do kasy. Poprosiłem również o kolorowy papier, w który będę mógł zapakować swój prezent. Przyjęcie urodzinowe miało odbyć się za dwa dni. Na całe szczęście do tego czasu moja małżonka wydobrzała i razem pojechaliśmy złożyć życzenia jubilatce. Zosia jak zwykle wyglądała anielsko. Mama dbała, by jej ukochana córeczka prezentowała się wyjątkowo. Wręczyłem chrześnicy upominek i mocno ją ucałowałem. Gdy Zosia rozpakowała prezent, była wniebowzięta. Anna i Elsa puzzle glam zrobiły na niej piorunujące wrażenie. Razem z koleżankami od razu wzięły się składnie w  całość nowej układanki. Wreszcie nadszedł czas na tort urodzinowy, który również był niespodzianką. Pośrodku pysznego wypieku dumnie prezentowały się lukrowe postacie jej ukochanej Anny i Elsy. Zosia była przeszczęśliwa. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, które jak zawsze zawisło na ścianie Zosi.

środa, 8 lutego 2017

BAL GAŁGANIARZY


Nadeszły w końcu ferie zimowe. W tym roku aura sprzyjała sportom i zabawom na śniegu. Corocznie w naszym mieście w trakcie zimowego wypoczynku organizowany jest także na torze łyżwiarskim bal gałganiarzy. Niestety ten tłumnie odwiedzany tą porą roku obiekt w tym roku został wyłączony z użytku, ponieważ właściwie od lata trwała jego generalna przebudowa. Wychodząc jednak naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, a zwłaszcza dzieci, władze naszego miasta postanowiły zadbać o tę sferę rekreacji i utworzono tymczasowe lodowisko pośrodku starówki. W trakcie ferii zimowych wejście na  ślizgawkę było bezpłatne. Ogłoszono także bal gałganiarzy, który miał odbyć się w pierwszą sobotę ferii. Czym prędzej postanowiłem powiadomić o tym ciekawym wydarzeniu mojego wnuka Mikołaja, który co roku bierze udział w wesołej paradzie przebierańców. Jak zwykle dla zwycięzców najciekawszych strojów organizatorzy przewidzieli małe upominki, między innym zabawkę firmy Trefl „Fabryka eksplozji”, o której często wspominał ostatnio Mikołaj. Tak jak przypuszczałem wnuczek na wieść o mającym się odbyć balu zaczął z wielką powagą planować swoje przebranie. Strój jednak  musiał być oryginalny, ale jednocześnie ciepły i wygodny, gdyż  lodowisko usytuowane było na wolnym powietrzu. Mikołaj początkowo chciał przebrać się za Robin Hooda, potem za Pirata z Karaibów, w końcu wybór padł na Supermana, jednej z jego ulubionych postaci bajkowych. Zakup jednak nowego stroju okazał się zbyt drogim wydatkiem jak na jednorazowe użycie. Postanowiłem zatem popytać w pracy, czy któraś z koleżanek nie dysponuje może takim przebraniem. Ku mojemu zdumieniu jeszcze tego samego dnia wieczorem dostałem telefon od swojej współpracownicy, która poinformowała mnie , że znalazła taki strój po swoim starszym synu. Następnego dnia miał odbyć się bal. Mikołaj przebrał się i udaliśmy się na starówkę. Wyglądał świetnie. Zabawa trwała niemalże dwie godziny. Poprzebierane dzieciaki prezentowały się rewelacyjnie. Nadszedł wreszcie moment ogłoszenia zwycięzców balu. Niestety nie było wśród nich Mikołaja i choć wnuk nie zdobył zabawki „Fabryka eksplozji” to jednak wrócił do domu bardzo szczęśliwy.

wtorek, 7 lutego 2017

Zabawa karnawałowa


Od kilku lat w naszym mieście funkcjonuje  niezwykła sala zabaw dla dzieci. Niejeden raz miałem okazję przekonać się o jej walorach. Poza oczywiście miejscem , w którym dzieciaki mogą dać upust swojej nadmiernej energii i się wyszaleć, oferuje ona niezwykłe dodatkowe zajęcia i imprezy. Są to między innym kółka zainteresowań, prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę. Dla osób mocno zapracowanych istnieje również możliwość odbioru dzieci ze szkół, a także odrabiania z nimi lekcji. Organizowane są również różnego rodzaju imprezy dla najmłodszych. Ostatnio  właściciele sali zabaw postanowili urządzić dla dzieciaków zabawę karnawałową. Było to o tyle interesujące, że impreza miała odbyć w godzinach od osiemnastej do dziesiątej rano. Z zaciekawieniem postanowiłem dowiedzieć się o szczegóły tego przedsięwzięcia. Pojechałem na miejsce.  Ku mojemu zaskoczeniu pomyślano o każdym szczególe. Mnóstwo gier i zabaw ,konkursy, pyszne jedzenie. Po godzinie  22, na dużej salce , gdzie przygotowano miejsca do spania, miał odbyć się seans filmowy. Z samego rana śniadanie, a po nim zabawa, do czasu odbioru dziecka przez opiekuna. To było rewelacyjne rozwiązanie dla osób , które chciały się zabawić         w karnawale, a nie miały z kim zostawić swojej pociechy. Wziąłem ulotkę i pokazałem ją Tomkowi. Syn był zachwycony                        i oczywiście od razu kazał się zapisać. Postanowiliśmy z małżonką to wykorzystać i umówiliśmy się ze znajomymi na tańce. Tomka zawiozłem tuż przed osiemnastą. Mogliśmy się bawić do samego rana. Po około godzince dostałem wiadomość od Tomka, że wygrał w jednym z konkursów puzzle „Afrykańskie słonie” . Był bardzo zadowolony. Ucieszyłem się, że podoba mu się impreza. Ze spokojną głową udaliśmy się ze znajomymi do naszego ulubionego klubu. Usiedliśmy do stolika i zamówiliśmy kolorowe drinki. W końcu można było delektować się chwilą wolności. Bawiliśmy się wyśmienicie, a do domu wróciliśmy około trzeciej nad ranem. Wyspaliśmy się i pojechaliśmy odebrać Tomka. Zadowolony jak nigdy dotąd z dumą pokazywał nam swoje zdobyczne puzzle „Afrykańskie słonie” i opowiadał o wrażeniach poprzedniego wieczoru.

czwartek, 2 lutego 2017

Prezent urodzinowy


Mój wnuczek Bartuś zawsze z  utęsknieniem wyczekuje trzech wyjątkowych dni w roku. Należą do nich : Dzień Dziecka, Wigilia Bożego Narodzenia oraz jego urodziny, które przypadają w Nowy Rok. Wielkimi krokami zbliżało się przyjęcie urodzinowe. Bartuś kończył dziewięć lat. Zakup prezentu jest zawsze dla mnie nie lada wyzwaniem, gdyż Święty Mikołaj jest zazwyczaj tak hojny, że ogrom świątecznych prezentów powoduje, że  wybór upominku urodzinowego jest bardzo trudny. Zazwyczaj w tej kwestii radzę się swojej córki. Niestety w tym roku nie było to jednak możliwe, gdyż wyjechała na kilkudniowe szkolenie poza granice naszego kraju, natomiast zięć, ciągle zajęty pracą,  ma raczej znikome pojęcie o tym , czym aktualnie interesuje się jego syn. Musiałem zdać się na własny instynkt. Zacząłem więc oglądać dziecięce reklamy telewizyjne i przeglądać strony sklepów internetowych z zabawkami. Niewiele to jednak  pomogło. Udałem się zatem o poradę do mojego sąsiada. Ma on dziecko w podobnym wieku, więc miałem nadzieję , że będzie potrafił mi coś doradzić. Po krótkiej rozmowie poprosił swojego synka o podpowiedź. Michaś zaprowadził mnie do swojego pokoju dziecięcego, by pokazać wszystkie zabawki, jakie posiadał. Była tam cała masa różności , poczynając od klocków, samochodów, puzzli, po całkiem okazałą kolekcję gier planszowych. Zaciekawiła mnie jedna z tych gier, a mianowicie „5 Sekund – junior”. Poprosiłem więc Michasia, by opowiedział mi nieco o tej grze. Okazało się, że to jedna z jego ulubionych, a z jego recenzji wyłaniał się obraz całkiem dobrej zabawy. Podziękowałem za pomoc i postanowiłem kupić ją Bartusiowi. Po kilku dniach ze służbowej podroży wróciła córka i zajęła się w ekspresowym tempie organizacją przyjęcia urodzinowego. Już następnego dnia zebraliśmy się całą rodziną, by uczcić dziewiąte urodziny Bartusia. Wręczyłem mu swój prezent , grę „ 5 sekund – junior” . Wnuczek delikatnie ją rozpakował i szeroko się uśmiechnął. Okazało się , że od dawna myślał o tej grze, ponieważ jego koledzy z klasy , bardzo ją chwalili. Ucieszyłem się niezmiernie, że mój upominek przypadł mu do gustu.