Kilka dni temu zadzwoniła do mnie moja siostra Iwona i poprosiła, czy jej Wiktorek nie mógłby
zostać u nas z soboty na niedzielę, ponieważ mają z Mariuszem ważny bankiet i
nie mają z kim zostawić syna. Oczywiście
nie stanowiło to dla mnie i mojej małżonki żadnego problemu, gdyż nasz Damian
uwielbia bawić się z Wiktorem. Zresztą są w tym samym wieku, dzieli ich
zaledwie kilka miesięcy różnicy i spotykają się , gdy tylko nadarzy się ku temu
okazja. W sobotni wieczór Iwona przywiozła Wiktora. Zabrał ze sobą cały plecak
zabawek. Zamówiliśmy chłopakom ich ulubione jedzenie, to znaczy pizzę na podwójnym cieście z podwójnym serem.
Gdy byli już syci, Wiktor postanowili wyjąć zawartość plecaka , w szczególności
nowo nabyty zestaw naukowca „Fabryka rakiet”. Damian był wniebowzięty, my
troszkę mniej, bo mogliśmy spodziewać się niezłego bałaganu. Postanowiliśmy
jednak z małżonką nadzorować poczynania chłopców i przenieśliśmy zabawę do
naszej przestronnej kuchni. Początkowo byłem troszkę zły na siostrę, że kupiła
młodemu tego typu zabawkę, żeby urwisy eksperymentowały u nas w domu. Ale
okazało się , że budowa własnej rakiety , była wyśmienitą zabawą , w którą po
chwili nawet ja się włączyłem. Chłopcy mieli przy tym sporo frajdy. Muszę stwierdzić, że zestaw „ Fabryka rakiet”, do
którego początkowo miałem sceptyczne podejście okazał się rewelacyjnym pomysłem
na spędzenie wspólnego, rodzinnego wieczoru, a poza tym co jest niezwykle
istotne nie jest to kolejna gra
komputerowa, ale pozycja, która zaciekawi każdego chłopca i nauczy kilku
ciekawych rzeczy. Po skończonej zabawie małżonka zajęła się sprzątaniem
bałaganu, który wcale nie był aż tak duży, jak przewidywałem. Zrobiło się późno.
Wygoniłem więc młodych naukowców do kąpieli i posłałem im łóżko Żeby zakończyć
harce, którym nie było końca zaproponowałem seans filmowy na dużym ekranie. Po
godzinie w pokoju zrobiło się cicho. Zajrzałem do środka. Chłopcy zmęczeni
wrażeniami wieczoru , w końcu zasnęli. Udało nam się przetrwać ten trudny
wieczór.
środa, 31 maja 2017
poniedziałek, 29 maja 2017
Niespodzianka
Ubiegły weekend miał upłynąć mi na słodkim leniuchowaniu, tym
bardziej , że pogoda nie nastrajała ani do spacerów ani do prac w ogrodzie.
Właściwie wcale mi to nie przeszkadzało. Lubiłem raz na jakiś czas odpocząć na
kanapie przed telewizorem. Zakupy
zrobiliśmy z małżonką jeszcze w piątek, więc zapowiadała się leniwa sobota. Za
oknem siąpił deszcz. Ułożyłem się więc wygodnie na swojej ulubionej kanapie i
włączyłem telewizor. Emitowano akurat transmisję z przebiegu wyścigów
żużlowych. Lubiłem tą dziedzinę sportu, jednak po obfitym obiedzie, nagle
zapadłem w błogą drzemkę. Z głębokiego snu wyrwał
mnie szczebiot dziecięcego głosiku. W pierwszej chwili pomyślałem ,że po prostu
jeszcze się nie obudziłem. Szczebiot jednak stawał się coraz donośniejszy.
Otworzyłem jedno oko i nie mogłem uwierzyć. Stał przede mną Oskarek, mój jedyny
wnuczek. Zerwałem się na równe nogi. Okazało się, że z niespodziewaną wizytą
przyjechała do nas córka z synkiem. Ucieszyłem się, bo niezbyt często się
widujemy. Niestety nie byłem przygotowany na te wizytę i nawet nie miałem
żadnego upominku dla malucha. Córka jednak miała zostać u nas do niedzieli.
Wsiadłem więc szybciutko do samochodu i pognałem do pierwszego, lepszego sklepu
z zabawkami. Kupiłem maluchowi V-Tech autko Policja, mając nadzieję, że spodoba
mu się prezent. Gdy wróciłem z powrotem maluszek akurat zasnął. Mieliśmy chwilkę
spokoju, by porozmawiać z córką
.Widzieliśmy się ostatnio dwa miesiące temu, więc było o czym opowiadać. Poza
tym wtedy jeszcze Oskarek nie potrafił chodzić, a tu proszę, chwilkę dziecka
nie widziałem i już taki postęp zrobiło. Drzemka wnuczka nie trwała długo.
Obudził się w niezbyt dobrym nastroju. Postanowiłem wręczyć mu upominek. To był
strzał w dziesiątkę, albowiem na buzi malucha od razu pojawił się szeroki
uśmiech. Odpakowałem V-Tech autko Policja i zacząłem się z nim bawić. Był taki
zadowolony, że raz za razem , gdy samochodzik przejeżdżał mu między nogami,
śmiał się w głos. Dobrze było go znów widzieć, a sobota choć nie należała do
tych leniwych, to jednak była wyjątkowa.
piątek, 26 maja 2017
Promocja
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie moja wiecznie zapracowana
córka z nietypową prośbą. Dotyczyła ona
zakupienia kilku zabawek, a właściwie puzzli, które miały się pojawić w jednym
z supermarketów w promocyjnej cenie. Najbardziej zależało jej na Galaktycznej
przygodzie Barbie. Puzzle miały być upominkiem dla wnuczki . Nasza mała Amelka
uwielbiała je układać. Sama nie mogła niestety udać się do sklepu, gdyż
pracowała ostatnio nad jakimś ważnym sprawozdaniem i musiała zostawać po
godzinach w pracy. Oczywiście zgodziłem się pomóc. Promocyjny towar miał zostać
wyłożony na półki sklepowe we wtorek. Supermarket otwierano o godzinie ósmej.
Wstałem wcześniej i korzystają z pięknej pogody, udałem się spacerkiem do
sklepu. Byłem kilka minut przed czasem . Jakież było moje zaskoczenie, gdy
przed wejściem zobaczyłem tłum ludzi.
Taki widok ostatnimi czasy był bardzo nietypowy, a przynajmniej ja
osobiście czegoś takiego nie widziałem. Wreszcie drzwi się rozsunęły, a zebrani
wprost na wyścigi wbiegli do środka. Postanowiłem odczekać, by nie zostać
staranowanym. Po kilku minutach wszedłem do sklepu. Tam dopiero rozgrywała się
istna batalia o promocyjne towary. Ludzie się kłócili, krzyczeli, wyrywali
sobie z rąk pudełka. Byłem w szoku. Przez dłuższą chwilę stałem nieruchomo i obserwowałem tą komedię. Nie mogłem uwierzyć
własnym oczom. Ludzie zachowywali się gorzej niż zwierzęta. Wyjąłem z kieszeni
karteczkę, na której zanotowaną miałem nazwę puzzli, które miałem za zadanie
zdobyć. Raz jeszcze spojrzałem na rozwścieczony tłum. Pierwsza myśl, która
przyszła mi do głowy, to ucieczka z tego piekła. Postanowiłem jednak przeczekać
i zobaczyć, czy uda mi się cokolwiek dostać. Jeżeli nie, w planie miałem
wycieczkę do centrum handlowego i zakupienie owej układanki w normalnej cenie,
w normalnej atmosferze. Na półce zobaczyłem grę zręcznościową firmy Trefl „
Mistakos”, którą włożyłem do koszyka. Walka o najlepsze zabawki trwała około
trzydziestu minut, potem ludzie powoli zaczęli opuszczać sklep z koszami
pełnymi deficytowego towaru. Podszedłem do koszy, w których pozostały
pojedyncze pozycje. Dookoła pełno było rozerwanych opakowań. Już miałem opuścić
sklep, gdy nagle na samym dnie ogromnego kosza leżało ostatnie pudełeczko
puzzli Galaktyczna przygoda Barbie. Raz jeszcze byłem w szoku, że jakimś
cudownym zrządzeniem losu, ostała się ta ostatnia sztuka. Wprawdzie pomięte
zostało opakowanie, ale zawartość pozostała nienaruszona. Mogłem zadowolony w
końcu opuścić to pobojowisko dobierając grę zręcznościową „ Mistakos”.
wtorek, 23 maja 2017
Maria
Moja córka niedawno została mamą , a my szczęśliwymi
dziadkami. To był najcudowniejszy dzień, w którym się urodziła. Nasza wnusia była bardzo przez wszystkich
wyczekiwana, ponieważ córka kilka lat nie mogła zajść w ciążę . Szereg badań i wiele starań dały jednak
rezultat. W tej ciężkiej walce bardzo mocno wspierała ją moja żona, która od
zawsze była bardziej jej przyjaciółką niż mamą.
Gdy wnusia przyszła na świat, moja córka oznajmiła , że będzie miała na
imię Maria, tak jak jej babcia. Moja żona była przeszczęśliwa, ja zresztą też.
Od tej chwili maluszek jest naszym oczkiem w głowie. Staramy się pomagać córce
jak tylko możemy . Niedawno mała Marysia skończyła dziesięć miesięcy i już
zaczęła stawiać swoje pierwsze kroki. Z tej okazji kupiliśmy jej prześliczną
książeczkę „Moje pierwsze rymowanki” i
choć jest ona przeznaczona dla dzieci powyżej pierwszego roku życia to Marysia
ją uwielbia i nie rozstaje się z nią na krok. W zeszłym tygodniu córka
poprosiła nas o opiekę nad małą. Chciała troszkę odpocząć i spotkać się ze
znajomymi. Oczywiście każda okazja do zajęcia się Marysią jest dla nas
szczególnym wydarzeniem. Dziecko w tym wieku tak szybko zdobywa nowe
umiejętności, że nie wyobrażam sobie byśmy mogli przegapić jakiś ważny etap jej
rozwoju. Zabraliśmy wnusię do siebie. Marysia oczywiście obowiązkowo zabrała ze
sobą swoje ulubione ” Moje pierwsze rymowanki”.
Cały wieczór minął nam na zabawie. Marysia była wyjątkowo grzeczna. Nie
płakała, nie marudziła. Zajmowanie się nią to wyjątkowo przyjemne zajęcie.
Wieczorem, zaraz po kąpieli, żona
układała małą do snu. Nie mogło oczywiście zabraknąć przeglądania ulubionej
książeczki. Zrobiłem kilka fajnych fotek i wysłałem córce , żeby się nie
martwiła. To był pierwszy raz , gdy Marysia miała spędzić u nas noc. Troszkę
się tego obawialiśmy, ale okazało się, że nasze niepokoje były zupełnie
bezzasadne. Wnuczka przespała niemal całą nockę, a z samego rana zaczęła radośnie świergotać.
Około południa zawieźliśmy małą do rodziców. Mam nadzieję, że niedługo będziemy
mieli kolejną okazję do zabrania naszej małej Marysi do naszego domu.
piątek, 19 maja 2017
Spotkanie
Kilka dni temu udaliśmy się w odwiedziny do naszych znajomych
Piotra i Moniki, z którymi przyjaźnimy się od kilku lat. Mamy dzieci w tym
samym wieku, więc na naszych wspólnych spotkaniach zyskują wszyscy. Poza tym
nasz Nikodem i ich dwoje urwisów Michaś i Marcysia świetnie się razem dogadują.
Piotr i Monika mieszkają zaledwie kilka domów dalej. Zazwyczaj tą porą roku
przesiadujemy w ogrodzie . Ten weekend nie należał jednak do pogodnych, więc
zmuszeni byliśmy spędzić ten wieczór w domu. Najbardziej niezadowolone z tego
powodu były dzieciaki, gdyż uwielbiają ganiać się pomiędzy tujami i urzędować w
domku na drzewie, który Piotr zbudował w zeszłym roku. Tym razem urwisy musiały
znaleźć sobie zajęcie w domu. Początkowo ganiały się po salonie, bawiły się w
chowanego, później jednak doszły do wniosku, że można by było w coś zagrać.
Marcysia przyniosła swoją nową grę Grzybobranie w Zielonym Gaju, którą dostała
niedawno na swoje urodziny. Wytłumaczyła
niesfornym chłopcom jej zasady i rozpoczęła się zawzięta rozgrywka.
Obserwowaliśmy grę z
kanapy. Była rzeczywiście ciekawa i kolorowa. W pewnym momencie jednak Marcysia
dała kuksańca Michałkowi za to , że oszukuje i zaczęła się przepychanka,
do której po chwili dołączył też nasz
Nikodem. Pomimo naszych ostrzeżeń dzieciaki nie przestawały się kłócić. Piotr
wstał, podszedł do maluchów i zaczął składać grę Grzybobranie w Zielonym Gaju.
Nastąpiła cisza, a po chwili płacz Marcysi. Poprosiliśmy dzieci do siebie i
zapowiedzieliśmy, że jeżeli raz jeszcze zaczną się kłócić, nasze wspólne spotkanie dobiegnie końca, a my
wrócimy do domu. Urwisy przemyślały swoje zachowanie i obiecały więcej się nie
sprzeczać. Marcysia poprosiła tatę o zwrot jej ulubionej gry, przyrzekając, że
będą się ładnie bawić. Nastąpił rozejm. Dzieci ponownie zasiadły do zabawy. Tym
razem jednak przez resztę wieczoru były wyjątkowo grzeczne. W drodze powrotnej
do domu Nikodem spytał czy też mógłby dostać Grzybobranie w Zielonym Gaju.
Uśmiechnąłem się
i powiedziałem, że jak będzie grzeczny, rozważę jego prośbę.
wtorek, 16 maja 2017
Franek
Kilka lat temu mój brat Maciek , studiując na ostatnim roku w
Warszawie poznał uroczą dziewczynę o imieniu Joanna i od razu się zakochał.
Początkowo rodzice myśleli, że to tylko przelotna znajomość, wkrótce jednak
okazało się, że Joanna pozostanie w naszej rodzinie o wiele dłużej. Maciej
skończył studia, udało mu się znaleźć dobrze płatną prace i zaczęli z Asią układać sobie życie w
stolicy. Po około dwóch latach przeprowadzili się do nowo wybudowanego domu na
podwarszawskim osiedlu. Wkrótce też urodził im się synek Franuś, który niedawno
skończył dwa latka. Niestety rzadko się
widujemy, gdyż dzieli nas niemal
trzysta kilometrów. Traf jednak chciał, że kilka dni temu, byłem akurat w
Warszawie na szkoleniu z pracy. Postanowiłem wykorzystać okazję i zadzwoniłem
do brata. Ucieszył się niezmiernie i od
razu zaprosił mnie do siebie. Po drodze wstąpiłem jednak do sklepu z zabawkami
i kupiłem małemu Franusiowi zabawkę Arkę Noego firmy Trefl. Doradziła mi ją
pani sprzedawczyni, albowiem osobiście nie miałem zielonego pojęcia o dzieciach
i ich zabawach. Drzwi otworzył mi Maciek. Przywialiśmy się serdecznie i
zaprosił do kuchni na ciepły posiłek. Właściwie nie byłem głodny, ale nie
wypadało odmówić uroczej pani domu. Po chwili w drzwiach pojawił się mały
brzdąc. Był uroczy i w rzeczywistości wyglądał jak mały aniołek. Miał ogromne błękitne oczy i bujne blond
loczki. Podszedł do mnie odważnie i za namową rodziców śmiesznie się przywitał.
Wręczyłem maluchowi Arkę Noego. Był przeszczęśliwy z otrzymania nowej
zabaweczki . Usiadł z mamą w salonie na
dywanie i zaczął się bawić. Ja w tym czasie mogłem z bratem spokojnie
porozmawiać. Tak dawno się nie widzieliśmy, że
zanim się obejrzeliśmy był już wieczór. Maciek zaproponował , bym został
na weekend. Właściwie to nie miałem nic do stracenia. Nie miałem żony ani
dzieci, więc nie musiałem się spieszyć z powrotem do domu.
Zadzwoniłem do rodziców i poinformowałem ich, że zostaję u Maćka do niedzieli.
Byli zaskoczeni, ale ucieszyli się z naszego spotkania.
piątek, 12 maja 2017
Urodziny Ignasia
Odkąd sięgnę pamięcią mój wnuczek Ignaś od malucha marzył o
tym , by zostać naukowcem. Fascynowały go przede wszystkim wszelkiego rodzaju
wynalazki oraz reakcje chemiczne. Nie było niemalże tygodnia, by z czymś nie
eksperymentował . Na całe szczęście nie były to groźne kombinacje, choć po
ostatnim doświadczeniu, córka strasznie się zdenerwowała i wprowadziła zakaz
jakichkolwiek eksperymentów. Wszystko poszło o tak zwane ciało nienewtonowskie.
Młody naoglądał się filmów w internecie i postanowił sprawdzić ich
wiarygodność. Gdy mama wróciła z pracy o mało zawału nie dostała. Cały pokój
Ignasia był w mące ziemniaczanej, która była podstawowym składnikiem
doświadczenia. Szczerze mówiąc wcale się córce nie dziwię, ponieważ ja również
dostałbym szału sprzątając ten istny armagedon. Od tej pory wnuczek dostał
zakaz eksperymentowania pod nieobecność rodziców. Nie mniej jednak zbliżały się
dziesiąte urodziny małego naukowca. Udałem się zatem do centrum handlowego w
poszukiwaniu prezentu. Niestety nie miałem bladego pojęcia czym mógłbym go
zaskoczyć. Spacerując po którymś z kolei sklepie z zabawkami zauważyłem na
półce kolorowe pudełko z nazwą Fabryka rakiet – zestaw naukowy dla dzieci
ciekawych świata. Odruchowo po nie sięgnąłem i to był strzał w dziesiątkę.
Usatysfakcjonowany kupiłem upominek. W drodze powrotnej do domu pomyślałem
jednak, że moja córka nie będzie zadowolona, ale z drugiej strony w końcu to
miało być święto Ignasia, więc postanowiłem nie martwić się reakcją mamy małego
naukowca. Przyjęcie urodzinowe odbyło się w ostatnią sobotę. Wnuczek, gdy
odpakował swój upominek i wyjął ze środka Fabrykę rakiet był chyba
najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. Biegał, skakał, piszczał, radości nie
było końca. Oczywiście tak jak przypuszczałem, gdy znalazłem się sam na sam z
córką, dostałem od niej porządną reprymendę. Postanowiłem sobie jednak, że
przemilczę to upomnienie i zabrałem Ignasia do jego pokoiku, żeby pokazał mi
cały zestaw naukowy. Oczywiście kazałem mu obiecać, że nie będzie wykonywał
żadnych doświadczeń bez nadzoru osób dorosłych, bo w przeciwnym razie już
więcej nie dostanie ode mnie żadnego takiego zestawu.
wtorek, 9 maja 2017
Roczek
Jakiś czas temu zostaliśmy z małżonką zaproszeni na przyjęcie
urodzinowe mojego bratanka, który kończył właśnie pierwszy rok życia. Adaś jest
niezwykłym dzieckiem, radosnym i bardzo spokojnym. Wychowywanie takiego malucha
to czysta przyjemność, zwłaszcza, że zazwyczaj przesypia całe noce, więc
rodzice nie są tak umęczeni. Bardzo wcześnie też zaczął stawiać swoje pierwsze
kroki. My już z małżonką niemal
odchowaliśmy nasze dzieci i czasem z utęsknieniem spoglądamy na takiego
maluszka. W każdym razie przyjęcie urodzinowe miało odbyć się w specjalnie
wynajętej sali zabaw. Pozostała więc kwestia kupienia prezentu. Tym jednak
miała zająć się moja żona. Kilka dni przed urodzinami zawiozłem ją do centrum
handlowego, a sam postanowiłem poczekać w przytulnej kawiarence . Wypiłem kawę,
zjadłem ciasteczko i czekałem. Czas zaczął się dłużyć. Nie
spodziewałem się, że zakup prezentu dla małego dziecka może tyle trwać. Wreszcie
zjawiła się małżonka z kilkoma torbami i z uśmiechem oświadczyła, że właśnie w
jej ulubionym sklepie odzieżowym trwała wyprzedaż, więc nie mogła przepuścić
takiej okazji. Zapytałem o prezent dla Adasia i nagle zrobiła taką minę, że od
razu wiedziałem, że o nim zupełnie zapomniała. Zdenerwowałem się okropnie.
Posadziłem żonę na swoim miejscu i osobiście postanowiłem zająć się zakupem
upominku. Zajęło mi to raptem pół godzinki. Pani w sklepie szybciutko i
rzeczowo doradziła mi fajną interaktywna zabaweczkę przeznaczoną dla dzieci w
tym wieku, a mianowicie VTech-Autko Policja. Poprosiłem o zapakowanie prezentu
i zadowolony wróciłem po swoją lekkomyślną małżonkę. Zanim dojechaliśmy do domu
moje zdenerwowanie powoli mijało. W końcu nadszedł czas urodzin. Udaliśmy się w
wyznaczone miejsce punktualnie. Sala zabaw prezentowała się rewelacyjnie. Przy
wejściu gości witał ogromny transparent z napisem „ Pierwsze przyjęcie
urodzinowe Adasia”, a wokół pełno było kolorowych balonów i serpentyn.
Przywitaliśmy się z małym jubilatem i wręczyliśmy mu
prezent VTech-Autko Policja, które tak
przypadło mu do gustu, że niemal całą imprezę bawił się tą zabaweczką.
piątek, 5 maja 2017
PRZEZNACZENIE
Zawsze, gdy komuś
opowiadam swoją historię sprzed pięciu lat, sam nie mogę w nią uwierzyć, bo jak
tu wierzyć w coś co zanmy tylko z baśni albo wielkiego ekranu. Nie mniej jednak
kilka lat temu mieszkałem jeszcze w pobliżu szkoły podstawowej. Codziennie
rano, idąc w pośpiechu do pracy, mijałem radosne twarze pilnych uczniów.
Lubiłem dzieciaki, choć sam ich nie miałem. Dawno temu przeżyłem mały zawód
miłosny i po tym wydarzeniu jakoś tak lata mijały, a ja byłem zupełnie sam.
Raczej mi to nie przeszkadzało, bo zawsze lubiłem być panem własnego losu,
lubiłem ład i porządek i nie znosiłem , gdy ktoś mi go zakłócał. Zawsze
wszystko miałem z góry przemyślane i odpowiednio zorganizowane. Któregoś dnia
pędząc jak zwykle do pracy o mało nie potknąłem sie o leżący na chodniku worek
z butami. Już miałem zanieść go do woźnego szkoły, ale nie wiadomo dlaczego
zajrzałem do środka. Były tam oczywiście dziecięce buciiki-trampeczki w kolorze różowym i coś jeszcze. Usiadłem na
pobliskiej ławce i wysypałem zawartość worka. Opróczo buwia, znalazłem małe
opakowanie puzzli Galaktyczna przygoda
Barbie i legitymację szkolną . Widniała na niej roześmiana buzia dziewczynki o
kruczoczarnych włosach i oczach czarnych jak węgiel. Była wyjątkowo ładna.
Zamyśliłem się, a po chwili spojrzałem na zegarek. Była bardzo późna godzina i
nie miałem już czasu, żeby zgubę podrzucić do szkoły. Pomyślałem, że właściwie
mogę to zrobić następnego dnia i popędziełm co tchu do pracy. Po południu usiadłem jak zwykle w fotelu i
wyjąłem ponownie legitymację szkolną .Odwróciłem ją i okazało się, że
dziewczynka mieszka blok za mną . Zdziwiłem się, gdyż wydawało mi się, że nigdy
nie widziałem jej na osiedlu . Wieczorem postanowiłem odnieść zgubę jej
właścicielce. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi znajoma ze zdjęcia dziewczynka.
Tuż za nią pojawiła się jej mama. Była śliczna, aż dech zaparło mi w piersiach
. Z tego wszystkiego udało mi się wydukać, że znalazłem jakieś puzzle
Galaktyczna przygoda Barbie. Anna, tak miała na imię piękna nieznajoma
zaprosiła mnie na herbatę i placek ze śliwkami. Ot taki był początek naszej
znajomości, która z biegiem czasu przerodziła się w piękne uczucie.
wtorek, 2 maja 2017
ODWIEDZINY
Niedawno zadzwonił do mnie mój stary przyjaciel
Zbyszek, z zapytaniem czy może mnie odwiedzić. Oczywiście ucieszyłem sie
niezmiernie. Nie widzieliśmy się od ponad roku, gdyż kilka lat temu wyjechał do
Holandii, znalazł pracę , a do kraju przyjeżdżał sporadycznie. Ku mojemu jednak
zaskoczeniu, oznajmił, że nie będzie sam. Czułem pismo nosem . O przybyciu
gości poinformowałem moja małżonkę z prośbą o przygotowanie,
jakiegoś pysznego jedzonka na tą wyjatkową okazję. Goście zapowiedzieli się na
sobotę. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zadzwonił dzwonek do drzwi, w
których tak jak przewidywałem, ujrzałem Zbyszka z przyjaciółką. Na imię miała Basia.
Zaprosiłem przybyłych do stołu i już po kilku zdaniach zamienionych z
nieznajomą, uznałem ją za bardzo sympatyczną osobę. Podobne odczucia miała moja
małżonka. Szybciutko pociagnąłem Zbyszka za język i już wszystko wiedziałem. Mój stary
przyjaciel, kawaler, wreszcie, poznał przyjazną duszę. Atmosfera coraz bardziej
się rozluźniała, więc postanowiłem, wyjąć z szuflady grę, w którą zawsze
grywam, gdy odwiedza mnie Zbyszek – Kolejkę. Gra ta podbiła nasze serca i jest
rewelacyjnym sposobem na spędzenie ciekawego, nieszablonowego spotkania
towarzyskiego. Zaskoczona tym jednak była Basia, gdyż nie wiedziała, że Zbyszek
lubi gry planszowe. Rozgrywka była emocjonująca, a wskazówka na zegarze juz
dawno wskazywała północ. W końcu przyjaciel zebrał się na odwagę i wyjął zza marynarki kopertę.
Wręczył mi ją i oświadczył, że będzie bardzo szczęśliwy, jeśli zgodzę się
zostać jego świadkiem. Zatkało mnie i przez dłuższą chwilę nie mogłem
wypowiedzieć ani słowa. Gra Kolejka dobiegła końca, ponieważ całą uwagę
skupiliśmy na mającym sie odbyć za kilka miesięcy weselu. Oczywiście nie mogłem
odmówić przyjacielowi świadkowani, choć w życiu bym nie pomyślał, że przydarzy
mi się jeszcze taka okazja. W końcu nie byliśmy już młodzieniaszkami. Byłem
mocno zaskoczony, ale i cieszyłem się, że w końcu znalazł bliską sobie osobę.
Przyjęcie weselne miało odbyć się w drugim końcu Polski, w miejscu zamieszkania
Basi. Teraz pozostalo odpowiednio przygotować się do tego niezwykłego wydarzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)