piątek, 30 grudnia 2016

Konkurs


W trakcie ferii świątecznych w pobliskiej szkole podstawowej na hali sportowej i baseniezostało urządzone kilka konkursów z nagrodami. Dyscyplinami między innymi były : bieg przez płotki, bieg w worku, bieg z jajkiem oraz rzut do celu. Dodatkowo ogłoszono konkurs na najlepsze zimowe przebranie. Rozgrywki zaczęły się o godzinie dziesiątej rano. Pierwszą konkurencją był bieg w worku, który polegał na pokonaniu danego odcinka w jak najkrótszym czasie. Oczywiście żeby nie było za łatwo, dzieci musiały wejść do worka, przykładowo po ziemniakach i skakać w nim do mety. Następna konkurencja wymagała dużej zwinności. Podczas biegu przez płotki wygrywała ta osoba, która dotrze jak najszybciej do mety, nie przewracając żadnej przeszkody napotkanej na swojej drodze. Najwięcej dzieci zgłosiło się do rzutu do celu. Była to jedna z najzabawniejszych konkurencji, ponieważ jeden z uczniów siadał na desce nad małym basenem, a kiedy osoba rzucająca trafiała piłką, ten kto znajduje się nad wodą, automatycznie do niej wpadał. Dzieci śmiały się i dokazywały razem ze swoimi rodzicami i nauczycielami. Każdy świetnie się bawił. Do wzięcia udziału w konkursach zachęcały szczególnie nagrody, które można było wygrać : puzzle " Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone" , puzzle „ Anna i Elsa - puzzle glam”puzzle, „ Kapitan Phasma i Szturmowcy - glow in the dark" ,gra " 5 sekund - edycja specjalna" , "Dobry dinozaur - gra Piotruś" , grę zręcznościową „ Mistakos” puzzle 4w1 "Dobrzy kontra źli" oraz puzzle "Wyścig do mety" i wiele innych. Po zakończeniu konkursów wybrano dziesięciu najlepszych zawodników i wręczono im nagrody. Były to najlepsze ferie zimowe międzyświąteczne.

środa, 28 grudnia 2016

Wycieczka do Zakopanego


Kilka dni temu wyjechaliśmy ze znajomymi na weekend do Zakopanego. Długo czekaliśmy na wspólny wyjazd. Zawsze coś wypadło, a to dzieci chore albo nadmierne wydatki, i tak dalej. W końcu udało nam się zorganizować upragnioną wycieczkę. Właściwie decyzja o wyjeździe zapadła w najmniej oczekiwanym momencie. Zupełnie przez przypadek, podczas wspólnego piątkowego lunchu, spytałem przyjaciela o jego plany na weekend. Okazało się, że właściwie nie maja z żoną co robić, a dzieciaki wyjechały właśnie na kilka dni do babci. To była idealna okazja. Zaproponowałem wycieczkę, którą odkładaliśmy już od ponad pół roku. Zbyszek miał dać mi odpowiedź za godzinkę. Ku mojej uciesze zdecydowali z żoną , że możemy jechać.  Zadzwoniłem do Zosi, mojej drugiej połowy i przedstawiłem jej całą sytuację. Była zachwycona. Niestety nie mieliśmy czasu na przygotowania. Po pracy spakowaliśmy najbardziej potrzebne rzeczy wraz z ulubionymi grami, które towarzyszą nam właściwie na każdym spotkaniu towarzyskim i ruszyliśmy          w drogę. Troszkę martwiłem się, że nie mamy zarezerwowanych żadnych kwater. Ale jak się wkrótce okazało, ze znalezieniem wolnych pokoi nie było żadnego problemu. Na miejsce dotarliśmy w późnych godzinach wieczornych, zameldowaliśmy się w hotelu i postanowiliśmy uczcić wspólny wyjazd. Obok hotelu znajdował się mały, kameralny bar. Zabrałem ze sobą jedną z naszych ulubionych, grę towarzyską „ 5 – sekund” , by urozmaicić troszkę ten wyjątkowy wieczór. Zamówiliśmy jedzenie.  Obok nas siedziała para w naszym wieku i co chwilę z zaciekawieniem na nas zerkała. Spytałem uprzejmie czy nie chcieliby się włączyć do wspólnej zabawy. Ochoczo zajęli miejsca przy naszym stole, który był na całe szczęście na tyle duży, by móc pomieścić większą ilość osób. Okazało się , że nowo poznani goście pochodzą z miejscowości położonej zaledwie czterdzieści kilometrów od naszego rodzinnego miasteczka i w pokoju hotelowym też mają ze sobą, grę towarzyską „ 5 – sekund” .  Byli przemili i od razu przypadli nam do gustu. Wieczór spędziliśmy bardzo sympatycznie, po czym udaliśmy się do hotelowych pokoi, by odpocząć przed wyprawą w góry następnego ranka.

piątek, 23 grudnia 2016

Świąteczne zakupy


Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zapytałem więc syna, czy zdążył napisać już list do Świętego Mikołaja. Jak strzała popędził do swojego pokoju, by             w spokoju pomyśleć co chciałby dostać pod choinkę. Wieczorem pokazał mi skończony list. Oczywiście tak jak się spodziewałem, litania była imponująco długa. Gdy tylko ją przeanalizowałem, wyjaśniłem spokojnie synowi, że Święty Mikołaj musi obdarować wszystkie grzeczne dzieci, więc z pewnością nie będzie mógł sprezentować mu wszystkich pozycji, które znalazły się w liście. Ku mojemu zaskoczeniu, zrozumiał i powiedział, że Mikołaj może sobie wybrać, który prezent ma mu przynieść, bo wie doskonale, że pozostałe dzieci również czekają na upominki. Położył list na parapecie. Z samego rana, gdy Franek jeszcze spał, wkradłem się do pokoiku i zabrałem list. W sobotę pojechaliśmy      z żoną na świąteczne zakupy. Zabrałem ze sobą list, bo w życiu  nie spamiętałbym nazw zabawek, o które prosił Świętego Mikołaja. W sklepach panował przedświąteczny chaos. Półki wprost uginały się od zabawek. Było tak ciasno i tłoczno, że z trudem można było przejść pomiędzy regałami.                   W pewnym momencie na najwyższej półce spostrzegłem znajomą mi nazwę puzzli „Avengers”. Wyjąłem z kieszeni list syna, by sprawdzić, czy to jest aby na pewno to, o co prosił. Ucieszyłem się, że w końcu po niemalże  godzinie błądzenia po sklepie znalazłem właściwy prezent. Wystarczyło przecisnąć się pomiędzy ludźmi i wyciągnąć rękę po niewielkie pudełko. Już prawie je chwyciłem, gdy nie wiadomo skąd porwała je z półki obca dłoń. Ostatni zestaw puzzli „Avengers” został zupełnie nieoczekiwanie przechwycony przez jakiegoś dryblasa. Nie mogłem w to uwierzyć. Stałem jak wryty i nie mogłem wydusić       z siebie słowa. Żona próbowała mi wytłumaczyć, że to nie jedyny sklep                  z zabawkami w naszym mieście, ale ja miałem serdecznie dosyć tego świątecznego zgiełku . Strasznie zły wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Gdy nieco ochłonąłem, włączyłem komputer  i puzzle „Avengers” najzwyczajniej w świecie zamówiłem przez internet.

środa, 21 grudnia 2016

Pechowe urodziny


Dwa tygodnie temu obchodził urodziny mój siostrzeniec Wiktor. Jako, że mieszka on w innym mieście , postanowiłem pojechać do niego z niespodzianką. Wyjechałem w poniedziałek rano ,a na miejsce dotarłem dopiero późnym wieczorem. Dodatkowo po drodze kupiłem Wiktorkowi prezent urodzinowy, którym były puzzle " Kapitan Phasma i szturmowcy- glow in the dark". Przedstawiają one bohaterów VII epizodu sagi Star Wars. Jest to świecąca się w ciemności układanka. Kiedy dotarłem na miejsce, dowiedziałem się, że Wiktor miał wypadek na nartach i leży w szpitalu. Strasznie się wystraszyłem i szybko pojechałem do niego. Okazało się, że ma połamane kilka żeber oraz nogę w kilku miejscach. Opowiedział mi o tym, jak do tego doszło. Kiedy Wiktor zjeżdżał ze stoku, zawołał go kolega, więc odwrócił się w jego stronę. Nagle zauważył przed sobą małe dziecko. Próbował je ominąć,po czym gwałtownym ruchem skręcił na nartach i rozpędzony zjechał z trasy trafiając w ogromne drzewo. Wtedy stracił przytomność i obudził się dopiero tutaj w szpitalu. Aby go pocieszyć wręczyłem mu prezent. Ucieszony przyznał, że jest fanem Gwiezdnych Wojen i, że strasznie mu się podobają te puzzle "Kapitam Phasma i szturmowcy - glow in the dark". Po kilku godzinach spędzonych u boku mojego siostrzeńca musiałem wrócić do domu, lecz byłem bardzo uradowany tym spotkaniem i mam nadzieję, że następnym razem Wiktor będzie bardziej ostrożny podczas jazdy na nartach, czy też uprawiając inne dyscypliny sportowe.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Podróż do Sopotu


Kilka dni temu udałem się razem z moją rodziną do Sopotu. Wielu moich znajomych opowiadało mi o tym wspaniałym mieście, a więc i ja chciałem zobaczyć słynne molo oraz Morze Bałtyckie. Aby tam dotrzeć pojechaliśmy pociągiem, ponieważ był on dosyć tanim środkiem transportu. Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Na szczęście wszyscy byliśmy w jednym przedziale bez żadnej obcej osoby, ponieważ czasami trafiają się ludzie bardzo wulgarni lub agresywni. Na miejsce dotarliśmy dopiero po ośmiu godzinach dlatego, że z powodu prac remontowych musieliśmy w połowie drogi zrobić przerwę trwającą ponad godzinę. W pociągu siedzenia nie były za wygodne, więc każdy był strasznie zdenerwowany. Na dworcu w Sopocie wzięliśmy taksówkę, ponieważ do naszego lokalu bez osoby, która zna się na mieście trafilibyśmy zapewne pod wieczór. Kiedy dotarliśmy do domku każdy był zmęczony podróżą, a więc zwiedzanie rozpoczęliśmy kolejnego dnia. Kiedy każdy się rozpakował, spotkaliśmy się wszyscy w salonie, aby miło spędzić wieczór. Mój ośmioletni wnuczek Wiktor przechwalał się swoim nowym zegarkiem " V-Tech Kidizoom Smart Watch". Jest to zegarek dla dzieci, który posiada wbudowany aparat fotograficzny, dyktafon, stoper, zegar, alarm, a także trzy różne gry. Dyktafon posiada funkcję zmiany głosu, a do zdjęć można dodawać graficzne efekty specjalne. Widać było, że malec był nim zafascynowany. Rankiem wyruszyliśmy podziwiać przepiękne miasto. Przez parę dni udało nam się zwiedzić przede wszystkim Krzywy Domek, Ergo Arenę, molo, Grand Hotel, który jest jedną z ikon Sopotu. Zobaczyliśmy także tor wyścigów konnych, latarnię przy molo i Dom Zdrojowy.W Sopocie, szczególnie w okresie letnim większość ludzi prowadzi nocny tryb życia. Na deptaku Monte Cassino, gdzie jest mnóstwo barów, kawiarenek oraz restauracji po ciszy nocnej jest szczególnie tłoczno. Wiele osób uważa, że dopiero wtedy Sopot budzi się do życia. Muszę przyznać, że i tak wielu atrakcji turystycznych nie było nam dane zwiedzić, ponieważ po trzech dniach musieliśmy wracać do rodzinnego domu. Kiedy wracaliśmy pociągiem Wiktorek zaczął płakać. Okazało się, że zgubił swój ulubiony zegarek " V-Tech Kidizoom Smart Watch". Najprawdopodobniej zostawił go w naszym domku, lecz moja córka uspokoiła go zapewniając, iż kupi mu następny. W kwestii naszej krótkiej wycieczki, muszę stwierdzić, że do Sopotu niedługo znowu przyjadę i to na dłuższy czas.

piątek, 16 grudnia 2016

Weekend w Mikołajkach


Kilka dni temu zabrałem swoich wnuków, dziesięcioletniego Pawła                         i pięcioletniego Franka na wyścigi samochodowe do Mikołajek. Wycieczkę planowaliśmy od początku jesieni. Chłopcy nie mogli się jej doczekać. Kiedy nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu Franek z Pawłem od samego rana świergotali jak skowronki. Zapakowałem prowiant na  drogę i ruszyliśmy.  Do Mikołajek mieliśmy niespełna trzysta kilometrów. Na miejscu zarezerwowałem dla nas kwaterę na weekend . Zawody miały rozpocząć się w niedzielę. Na miejsce dotarliśmy około godziny trzynastej. Zameldowaliśmy się w hotelu          i poszliśmy na obiad . W pełni zadowoleni i syci postanowiliśmy zwiedzić to urokliwe miasteczko, które o tej porze tętniło życiem. Na ulicach można było spotkać ludzi różnych narodowości, którzy z pewnością ściągnęli di Mikołajek tak jak my, aby kibicować rajdowcom. Wieczorem wróciliśmy do swoich pokoi. Z samego rana w niedzielę w końcu staliśmy w tłumie gapiów. Chłopcy byli bardzo podekscytowani. Widowisko było niesamowite. Wyścigom towarzyszyły dodatkowe atrakcje dla turystów . Można było między innymi, przejechać się z kierowcą rajdowym wspaniałym bolidem. Postanowiłem zasponsorować chłopcom taką przejażdżkę. Pierwszy pojechał Paweł, niestety okazało się, że Franek jest za młody, by mógł wsiąść do bolida. Ze skwaszona miną i łzami          w oczach wracaliśmy spacerem do hotelu. Po drodze przy jednym na jednym       z ulicznych straganików Franek dojrzał grę planszową „ Abecadło” firmy Trefl. Oczywiście, chcąc w jakiś sposób zaradzić trudnej sytuacji , kupiłem małemu tę grę edukacyjną. Przed wyjazdem zjedliśmy ogromna pizzę , zaopatrzyliśmy się w napoje i słodkości na drogę           i wyruszyliśmy w podróż powrotną . Do domu dotarliśmy późnym wieczorem. Jednak dzieciaki były niestrudzone naszą wyprawą i niemalże do północy opowiadały rodzicom wrażenia . W międzyczasie Franek przyniósł do salonu nowo zakupiona grę edukacyjną Trefla „ Abecadło”i nie mieliśmy wyjścia jak rozegrać małą partyjkę. Gra rzeczywiście była ciekawa i sprawiła małemu wiele radości, a poza tym obiecałem Frankowi, ze za dwa lata jak skończy dziesięć lat i będzie już mógł wsiąść do bolida pojedziemy do Mikołajek tylko we dwójkę.

środa, 14 grudnia 2016

Wizyta na Mikołaja


Początkiem grudnia na Mikołaja przyjechał do mnie mój dwunastoletni wnuczek Kacper. Jest świetnym dzieciakiem, dobrze się uczy, a jego hobby jest gra w bilard. Jest on także fanem Gwiezdych Wojen, dlatego właśnie kupiłem mu świetny upominek. Były to puzzle "Szturmowiec - nano puzzle", które przedstawiały Szturmowca Imperium z VII epizodu sagi Star War. Puzzle te posiadają 362 małe elemetny, które mają sześciokątny kształt. Dodatkowo wypożyczyłem całą sagę Star Wars, którą miałem zamiar obejrzeć razem z moim wnuczkiem. O godzinie dziewiątej  rano miałem go odebrać z dworca kolejowego, lecz niestety pociąg miał opóźnienie o ponad trzy godziny. Kiedy wreszcie dotarł do celu, niezmiernie się ucieszyłem na widok Kacpra. Przez pół roku bardzo się zmienił, nawet swój styl ubioru. Zamiast luźnych bluz i dresów miał na sobie elegancką kurtkę, czarne spodnie i gustowne buty. Wziąwszy jego bagaż, ruszyliśmy do domu. Tych kilka dni minęło nam zdecydowanie za szybko. Zanim się obejrzeliśmy, mój ukochany wnuczek musiał wracać do domu. Po spakowaniu swoich rzeczy pod koniec wizyty postanowiliśmy ułożyć "Szturmowiec- nano puzzle", które dostał ode mnie od razu po przyjeździe. Po godzinie świetnej zabawy z niechęcią odwiozłem Kacpra na dworzec, skąd po paru minutach odjechał. Będę za nim bardzo tęsknić i czekć na kolejne spotkanie !

piątek, 9 grudnia 2016

Nietypowe przyjęcie


Kilka dni temu nasza córa Natalka została zaproszona na przyjęcie urodzinowe swojej koleżanki z klasy Ady. Dziewczynka kończyła właśnie sześć lat i była młodsza od naszej latorośli o cztery miesiące. Długo zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym, ponieważ dziewczynki utrzymują ze sobą raczej rzadkie kontakty towarzyskie. Wybór padł na układankę „ Anna i Elsa-puzzle glam”. Mieliśmy nadzieję, że upominek spodoba się jubilatce. Przyjęcie miało odbyć się w sobotę o godzinie siedemnastej. Na miejscu byliśmy kilka minut przed wyznaczonym czasem. Przywitała nas mama Ady i zaprosiła na kawę i kawałek urodzinowego tortu. Nie wypadało odmówić. Natalka wręczyła jubilatce upominek. Ada zajrzała do środka i bardzo się ucieszyła. Okazało się, że układanki „Anna i Elsa-puzzle glam” nie ma jeszcze w swojej kolekcji. Odetchnęliśmy z ulgą. Przyjęcie zostało zorganizowane w ogrodzie, pośrodku którego znajdowała się piękną altanka, na tę okazję przystrojona kokardami i balonami Przez dłuższą chwilę zastanawiałem `się, czym dzieciaki mają się zająć , skoro zapewne wszelkie gry i zabawki znajdowały się w domu. Po przybyciu jednak wszystkich gości do zebranych dołączył animator, a dokładnie pani animatorka. Ubrana była w kolorową, wręcz dziecinną sukienkę, a na głowie miała komiczną perukę. Dzieci na jej widok zaniemówiły. Cisza nie trwała jednak zbyt długo, gdyż sposób w jaki zaczęła zabawiać dzieci, nawet nas dorosłych porwałby do zabawy. Konkursom i harcom nie było końca. Największe jednak wrażenie na zebranych zrobiły olbrzymie kolorowe bańki. W końcu nadszedł czas na tort. Był cudowny, w kolorze delikatnego różu, przystrojony perełkami, kokardkami, a pośrodku stała bajeczna księżniczka. Wszytko oczywiście można było zjeść, choć zgodnie z życzeniem jubilatki, cukrowa księżniczka miała zostać nietknięta. Pod koniec przyjęcia każde dziecko otrzymało drobny upominek w podziękowaniu za przybycie. Raz jeszcze złożyliśmy Adzie życzenia, podziękowaliśmy za zaproszenie i wróciliśmy do domu. Natalka była zachwycona przyjęciem. Całą drogę przeżywała animatorkę, bańki, konkursy no i oczywiście piękny tort.

środa, 7 grudnia 2016

Mały fascynata


Kilka dni temu będąc w podróży służbowej przejeżdżałem przez Malbork. Od kilku lat mieszka tam mój kuzyn ze swoją rodziną. Ostatni raz widzieliśmy się      z jakieś siedem lat temu na chrzcinach jego syna Alanka. Odkąd wyjechali             i osiedlili się na stałe w malowniczym Malborku nie było niestety okazji do spotkania. Postanowiłem zadzwonić do swojej siostry, która częściej się z nimi kontaktuje i podpytać o adres. Nie było trudno tam trafić. Dom był okazały,         a otaczająca go architektura zieleni robiła wrażenie. Właściwie wcale bym się nie zdziwił gdybym nikogo nie zastał, w końcu mogli gdzieś wyjechać albo może byli jeszcze w pracy. Nie szkodziło spróbować. Podjechałem na szeroki podjazd    i zadzwoniłem . Ku mojemu zaskoczeniu brama wjazdowa powoli zaczęła się rozsuwać. Nieśmiale podjechałem pod dom. Naprzeciw wybiegł chłopiec            o bujnych blond włosach i lazurowych oczach. Nie mógł to być nikt inny jak ten malutki Alanek, którego ostatni raz widziałem podczas chrzcin. Chwilę potem    w drzwiach stanęła mama. Spojrzeliśmy na siebie, bacznie się sobie przyglądając. Na całe szczęście mnie poznała, bo chyba nie wypowiedziałbym ani słowa. Stałem jak zaczarowany. Była wyjątkowo piękną kobietą. Zaprosiła mnie do środka i zawołała Adama, mojego kuzyna. Na mój widok, na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech. Usiedliśmy w wytwornie urządzonym salonie i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie przybiegł Alan i poprosił mnie , bym obejrzał jego kolekcję. Pokój Alana znajdował się na piętrze. Gdy wszedłem do środka oniemiałem z wrażenia. Wszystkie ściany zajmowały ułożone  przez niego obrazy z puzlli. Każdy z nich miał swoja historię. Potem pokazał mi katalog z układankami. Małym paluszkiem wskazał na puzzle „ Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone-”, o których od niedawna marzy. Porozmawialiśmy troszkę i z niechęcią ruszyłem w drogę powrotną do domu. To było wyjątkowe spotkanie i szkoda że nie mieliśmy dla siebie więcej czasu. Po drodze zatrzymałem się przy jednej z galerii i wszedłem do sklepu z zabawkami. Na całe szczęście układanka „Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone” były w sprzedaży. Kupiłem pudełeczko z układanką i paczką pocztową przesłałem od razu małemu Alankowi  z dopiskiem :” Marzenia spełniają się czasem szybciej niż myślisz”.

piątek, 2 grudnia 2016

Upragniony prezent


Miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia nasz wnuk Oskarek napisał list do Świętego Mikołaja. Zawsze zostawia ten list na parapecie swojego pokoju             i cierpliwie czeka, aż Dobrodziej go zabierze. Co roku córka po cichutku wykrada liścik, żeby wiedzieć, o jakich zabawkach marzy Oskarek. Oczywiście lista jest imponującą długa, a niektóre pozycje zupełnie nierealne. Na całe szczęście zawsze znajdzie na nich coś, co jest dostępne w sprzedaży, a jego cena jest całkiem przyzwoita . Córka przyjeżdża do nas z takim liścikiem i wspólnie uzgadniamy, kto i co kupuje, żeby prezenty się nie powieliły. To jest rozsądne rozwiązanie. Tegoroczny list do Świętego Mikołaja był tak samo długi, jak kilka poprzednich. Córka postanowiła, że podaruje mu telefon komórkowy, mnie natomiast zaciekawiła pozycja pod nazwą VTech-Kidizoom  SmartWatch. Postanowiłem sprawdzić co to jest . Nazwa wskazywała na jakiś rodzaj zegarka . Rzeczywiście się nie myliłem. Zaskoczyła mnie jednak cena tego cudeńka techniki, bo nie był to zwykły zegarek. Posiadał szereg dodatkowych funkcji, takich jak na przykład gry. Pewnie dlatego Oskar był nim zafascynowany. Postanowiłem przedyskutować ten zakup z żoną, ponieważ nie byłem nastawiony na tak duży wydatek. W domu przeliczyliśmy nasze  fundusze, świąteczne wydatki i wyszło na to, że możemy przeznaczyć pewna kwotę na zakup wymarzonego prezentu. Wróciłem więc do sklepu i poprosiłem VTech-Kidizoom  SmartWatch. Wieczorem zadzwoniła córka i spytała, czy orientowaliśmy się już w cenie zegarka. Oczywiście musiałem troszkę skłamać, bo gdyby dowiedziała się ile on kosztował, troszkę by mi się oberwało i jeszcze kazała by mi go zwrócić. Kiedyś tak zrobiła. Pewnego roku uznała ,że zakupiony przez nas prezent jest za drogi dla tak małego dziecka i nie pytając nas o zdanie po prostu zabrała go ze sobą , pojechała do sklepu i go oddała .Było nam wtedy naprawdę przykro, bo w końcu dziadkowie są po to , by rozpieszczać swoje wnuki, a rodzice by je wychowywać.

 

 

środa, 30 listopada 2016

Spotkania u Tomka


Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze spotykaliśmy się u Tomasza. Od wielu lat mamy kilku znajomych, z którymi uwielbiamy spędzać wolne chwile. Świetnie się dogadujemy. Każda impreza czy spotkanie wygląda inaczej, ale zawsze jest wesoło i sympatycznie. Jak już wspomniałem spotykamy się u Tomasza, bo ma ogromny dom. Co więcej często organizujemy spotkania w ten sposób,  że          w salonie na parterze zbierają się chłopcy, zaś na piętrze w równie sporym pomieszczeniu odbywa się zebranie naszych pań. Jest to całkiem dogodne rozwiązanie. My możemy spędzić czas w męskim towarzystwie, a dziewczyny mogą spokojnie sobie poplotkować .Podczas  takich spotkań bywa i tak, że prosimy nasze panie, aby zeszły do salonu i umiliły nam wieczór swoim towarzystwem. Natomiast, gdy mamy ochotę na jakąś grę towarzyską Tomek przynosi „ 5 sekund”. To nasza ulubiona pozycja. Kilka dni temu postanowiliśmy zorganizować sobie wieczór Andrzejkowy. Dziewczyny przygotowały specjalnie na tę okazję całą masę wymyślnych wróżb, a my zajęliśmy się napojami wyskokowymi. Nasza znajoma zaproponowała, by do naszego grona dołączyli jej nowi sąsiedzi. Właściwie nie mieliśmy nic przeciwko temu. Nowe znajomości to również świeże pomysły na dobrą zabawę. Na wszelki jednak wypadek, gdyby się okazało, że nie nadajemy na tych samych falach Tomek od razu przyniósł naszą ulubioną grę „ 5 sekund”. Ona zawsze pomagała nam rozładować zdarzające się czasami napięcia. Zebraliśmy się około siedemnastej. Nowi goście Anna i Marek okazali się bardzo sympatyczną parą. Wznieśliśmy toast za nasze kolejne spotkanie no i oczywiści nowych znajomych                          i przystąpiliśmy do wróżb. Nie było to raczej męskie zajęcie, ale poddaliśmy się naszym paniom, by nie sprawić im przykrości i z uśmiechem na twarzach czynnie braliśmy udział we wszystkich zabawach. Po niemalże dwóch godzinach przelewania wosku i innych dziwnych rzeczy, ku naszej uciesze panie stwierdziły, że udają się na piętro porozmawiać o sprawach kobiecych, które raczej nie są przeznaczone dla męskiej części towarzystwa. Właściwie przewidzieliśmy z chłopakami taki obrót sprawy i włączyliśmy galę boksu.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Sobota nad rzeką


W ubiegłą sobotę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę. Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się           w kuchni, by przygotować kosz piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia      i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na nich czekać dobre pół godziny.      W końcu wyruszyliśmy.  Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja  przygotowałem swój sprzęt wędkarski i usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała, nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoją ulubioną grę zręcznościową „Mistakos”. Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski, kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości, żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w wygodnym krześle turystycznym i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy rozgrywają kolejną partyjkę gry zręcznościowej „Mistakos”, którą  kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie rozstawali się z nią podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu  można było skosztować grillowanych pyszności. Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o niebo lepiej niż  w czterech ścianach. Po obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do samochodu, ale ta sobota upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.

piątek, 18 listopada 2016

Prezenty


Wczoraj pojechaliśmy z żoną na większe zakupy do supermarketu. Na parkingu  cudem znaleźliśmy wolne miejsce , w sklepie również panował straszny  tłok.  Kolejki były okropnie długie. Ku mojemu zaskoczeniu, choć to dopiero połowa listopada, na półkach sklepowych kipiało wprost od ozdób świątecznych. Westchnąłem głęboko, bo nie lubię tego zwariowanego okresu . Zrobiliśmy zakupy, nie obyło się oczywiście bez zakupu  nowego stroika świątecznego na stół wigilijny. W kolejce do kasy staliśmy bagatela pół godziny. Koszmar. Na całe szczęście dzisiaj jest niedziela, więc można troszkę odetchnąć od wszystkiego. Długo jednak nie nacieszyłem się spokojem. Po obiedzie przyszła moja małżonka i oświadczyła, że muszę jej pomóc w zrobieniu listy świątecznych upominków dla naszych wnuków. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł, bo właśnie ogarniała mnie słodka drzemka. Wiedziałem jednak, że żona nie odpuści tak łatwo . Stwierdziłem, że im szybciej uporamy się z tym tematem , tym szybciej będę mógł przymknąć oko. Usiadłem więc na kanapie, włączyłem internet i zacząłem poszukiwania . Potrzebowaliśmy kupić prezent dla Natalki, Marcela i Igora. Z upominkiem dla wnuczki uporaliśmy się szybciutko. Zamówiliśmy jej prostownicę do włosów, ponieważ stara właśnie jej się popsuła i codziennie słychać było dobiegające z piętra wyżej lamenty młodej panny. Gorzej było z prezentami dla wnuków. Igor i Marcel są w tym samym wieku         i interesują się podobnymi zabawkami. Po przejrzeniu kilku aukcji w  oko wpadła mi gra „ 5 sekund junior”   , ale moja szanowna małżonka uznała, że układanki i gry nie są teraz modne i należy pomyśleć o jakiejś grze komputerowej. Mnie ten pomysł się nie podobał . Dzieciaki tyle czasu siedzą przy komputerach, że zakup kolejnej gry uznałem za głupotę. Dyskusja co do wyboru prezentu była tak zacięta, że się posprzeczaliśmy i moja obrażona małżonka stwierdziła, że uda się do sklepu sama i kupi prezent dzieciakom na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Ja natomiast będąc przekonany swoich racji zakupiłem internetowo dwa opakowania  gier „ 5 sekund junior” . Zadowolony, że żona w końcu odpuściła położyłem się z powrotem na kanapie i zasnąłem.

środa, 16 listopada 2016

Maraton filmowy


Kilka dni temu wybrałem się z moim wnuczkiem Bartkiem do kina na maraton filmowy. Trwał on od godziny 12.00 do 20.30 wieczorem. Był to maraton sagi "Gwiezdne Wojny". Wnuczek był strasznie podekscytowany na myśl o tamtejszym dniu. Strasznie uwielbiał każdą część tej sagi, nawet pościel miał z nadrukiem jej bohaterów. Przed wejściem do sali kinowej kupiliśmy popcorn razem z napojami oraz nachosy serowe w zestawie. Bartek był nim zachwycony, ponieważ znajdował się w nim specjalny kubek z postaciami "Gwiezdnych Wojen". Kiedy weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca, światło zgasło. Oczywiście reklamy trwały kilka minut, które dłużyły się w nieskończoność. Każdy nie mógł się doczekać, kiedy puszczą pierwszy film. Wszystkie miejsca na sali były zajęte. Po reklamach została puszczona jedna z części sagi. Po niej była krótka przerwa, po której miała lecieć kolejna. Nagle na środek sceny wyszła obsługa kina, która ogłosiła konkurs z nagrodami. Trzeba było tylko odpowiedzieć poprawnie na pytania. Bartek znał każdą część sagi na pamięć, więc zachęciłem go do zgłoszenia się. Niepewny podniósł rękę po czym poproszono go na środek. Po prawidłowym odpowiedzeniu na kilka pytań mój wnuczek otrzymał nagrodę w postaci puzzli 4w1 "Dobrzy kontra źli". Zawierały one cztery układanki, które przedstawiały bohaterów VII epizodu sagi "Star Wars". Bartuś był strasznie szczęśliwy z powodu wygranej. Pod koniec dnia, po opuszczeniu kina udaliśmy się do domu, ponieważ byliśmy trochę zmęczeni siedzeniem cały czas w fotelach. Jednak muszę przyznać, że to był świetny dzień, a puzzle 4w1"Dobrzy kontra źli" będą dla Bartka świetną pamiątką!

wtorek, 15 listopada 2016

Wesołe miasteczko


Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu, zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne. Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „  o podmorskim świecie z sympatyczną rybką

 jest najlepszą jaką dotąd miała. Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.

środa, 9 listopada 2016

Przyjęcie


Podekscytowany dmuchałem ostatni balon.Związałem go kokardką, aby powietrze z niego nie uchodziło i powiesiłem przy wejściu do salonu. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że urodzinowa dekoracja wygląda bardzo obiecująco. Na stole poukładałem kolorowe talerzyki i sztućce, zaś na jego środku ustawiłem trzypiętrowy, różowy tort, którego szczyt zdobiła figurka lalki Barbie oraz innych bajkowych postaci. Krzesła oplatały kolorowe kokardy oraz wielobarwne balony. Serpentyny zahaczyłem o żyrandol i karnisze, a na szafeczce obok postawiłem zapakowany prezen dla mojej ukochanej wnuczki Julki. Kupiłem jej grę edukacyjną  „ A to było tak… „ponieważ bardzo chciała ją dostać. Kiedy wszystko było przygotowane udałem się po solenizantkę. Julia czekała z mamą w pokoju obok szykując się do swojego przyjęcia. Kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem ją w pięknej różowej sukieneczce. Włosy miała zaplecione w warkocza,a na głowie miała koronę jak na prawdziwą księżniczkę przystało. Zaprosiłem ją do salonu ,a ta skoczyła mi w ramiona. Kiedy ją zaniosłem do udekorowanego pokoju, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Według niej wszystko było idealne ,ale najbardziej podobał jej się tort. Nie mogła się już doczekać kiedy przyjdą goście i zdmuchnie świeczki, pomyślawszy życzenie. Wyrwałem wnuczkę z zadumy i pokazałem jej stolik,na którym stał prezent. Ucieszona od razu go otworzyła. Strasznie jej się podobał. Byłem dumny z siebie, że potrafiłem ją uszczęśliwić. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Goście powoli się zbierali. Julia witała swoich przyjaciół w drzwiach kiedy to oni składali jej życzenia i dawali prezenty, zaś ja razem z moją córką rozmawialiśmy z rodzicami oraz wymienialiśmy się z nimi numerami telefonów w celu skontaktowania się, kiedy przyjęcie dobiegnie końca, aby zabrali swoje pociechy do domu. Po torcie i wspólnym śpiewaniu "sto lat" dzieci bawiły się w gry, śmiały się i dokazywały. Po wyjściu ostatniego gościa Julia poprosiła mnie ,abym pomógł jej otwierać prezenty. Pod koniec stwierdziła jednak, że ze wszystkich podarków, to gra edukacyjna „ A to było tak…" historyjki obrazkowe które ode mnie dostała podobały jej się najbardziej.

wtorek, 8 listopada 2016

Piknik rodzinny


Ubiegły weekend postanowiłem spędzić ze swoimi wnukami. Pogoda była wspaniała, więc zaplanowałem mały wypad za miasto. Jestem zapalonym wędkarzem i znam chyba wszystkie pobliskie miejsca, które nadawałyby się na rodzinny piknik. Z samego rana zapakowałem do auta niezbędny ekwipunek, koce, leżaki, grill turystyczny no i oczywiście tak na wszelki wypadek mój nieodzowny zestaw wędkarski. Stroną kulinarną zajęła się moją żona. Gdy wszystko było spakowane pojechaliśmy po naszych wnuków : siedmioletniego Kamila i o rok młodszego Patryka. Chłopcy byli bardzo podekscytowani wyprawą. Zabrali ze sobą dwa wypchane po brzegi zabawkami plecaki. Na całe szczęście mój samochód jest bardzo pojemny. Ruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nie my jedni wpadliśmy na pomysł pikniku.  Początkowo byłem troszkę rozczarowany. Miałem nadzieję, że będziemy zupełnie sami i odpoczniemy nieco od gwaru innych ludzi. Jak się jednak okazało nasi sąsiedzi także mieli ze sobą dwójkę chłopców w podobnym wieku do naszych wnuków. Oczywiście dzieciaki bardzo szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Kamil i Patryk wyciągnęli z auta swoje plecaki i zaprosili nowych kolegów do wspólnej zabawy. Rozsiedli się wygodnie na dużym piknikowym kocu i zaczęli układać nową grę zręcznościową Patryka „ Mistakos” . Patryk uwielbia gry zręcznościowe, oraz wszelkie gry planszowe. Grę otrzymał kilka   dni temu od swojego wuja Leona, który przyjechał na kilka dni  z Hamburga. Patryk był dumny, że jego nowa gra zręcznościowa „Mistakos” pochodzą z zagranicy. Koniecznie musiał to obwieścić nowo poznanym kolegom. Chłopcy zajęli się zabawą, a ja w tym czasie rozstawiłem swój awaryjny zestaw wędkarski nad brzegiem rzeki, zaś żona zajęła się przygotowywaniem posiłku. Maluchy bawiły się wyjątkowo grzecznie i cicho, więc można było się zrelaksować i nieco odpocząć. Udało mi się nawet złowić rybkę na grilla. Był to bardzo udany dzień. W drodze powrotnej, chłopcy znużeni harcami na świeżym powietrzu zasnęli. W garści mocno ściskali adres nowych kolegów, mając nadzieję, że uda się im jeszcze spotkać.

środa, 2 listopada 2016

Zaległa wycieczka


Jestem wychowawcą uczniów jednej z  klas piątych szkoły podstawowej. Moje dzieciaki nie należą do tych najgrzeczniejszych, ale są niewątpliwie bardzo sympatyczne. Od czwartej klasy podczas godziny wychowawczej toczyły się dyskusje na temat szkolnej wycieczki. W ubiegłym roku niestety zorganizowanie jej nie było możliwe, gdyż miałem dosyć poważne problemy zdrowotne i przez kilka miesięcy nie było mnie w szkole. Dzieciaki były bardzo zawiedzione. Obiecałem im, że w nowym roku szkolnym pojedziemy na fajną kilkudniową wycieczkę. Nie było już odwrotu. Opieka nad dzieciakami podczas takich wypraw to nie lada wyzwanie i duży stres.  Na całe szczęście do uczestnictwa     w wycieczce dołączyła do nas inna klasa i opiekunów również uzbierała się liczna grupka. Były więc spore szanse na okiełzanie młodych buntowników. Wybraliśmy się do Krakowa. W autokarze dzieciaki zachowywały się całkiem przyzwoicie. Najgorsze jednak są zawsze noce. Wtedy, zwłaszcza chłopcom przychodzą do głowy niesamowite pomysły. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.  Po przyjeździe na miejsce, rozpakowaliśmy walizki i udaliśmy się na Stary Rynek. Jak zwykle było tłoczno, ale i kolorowo. Pod Sukiennicami dzieciaki kupiły pamiątki, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do hotelu. Zbliżał się wieczór. Zrobiłem mały obchód. Wyglądało na to, że zapowiada się nieprzespana noc.     U swoich uczennic zauważyłem na stole grę „ Kalejdoskop 50 gier” i spytałem czy mogę wypożyczyć na dzisiejszy wieczór. Nie miały nic przeciwko temu. Zebraliśmy się z opiekunami w jednym pokoju i ustaliliśmy dyżury. Dzieciom zapowiedzieliśmy ciszę nocną od godziny 22. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie położą się grzecznie spać . Zaparzyłem mocną kawę             i zaproponowałem partyjkę wypożyczonej gry „ Kalejdoskop 50 gier”. Drzwi od pokoju na wszelki wypadek zostawiliśmy uchylone, by słyszeć, co dzieje się na korytarzu. Dochodziła tak zwana godzina policyjna. Wraz z pozostałymi opiekunami zajrzeliśmy do wszystkich pokoi i życzyliśmy dzieciom dobrej nocy    i udaliśmy się z powrotem do naszej wartowni. To był początek długiej                  i męczącej nocy.

poniedziałek, 31 października 2016

Zguba


Kilka dni temu zorganizowano w przedszkolu, do którego od początku września zaczęła uczęszczać moja wnuczka Agusia, piknik integracyjny. Niestety córka          z zięciem nie mogli w nim uczestniczyć ze względu na pracę, więc ja jako dyżurny dziadek miałem zaszczyt towarzyszyć mojej wnuczce. Pogoda była rewelacyjna, więc piknik zorganizowano w ogrodzie na terenie przedszkola. Dzieciaki miały przybyć na imprezę jak najbardziej kolorowo ubrane. Córka przygotowała więc strój dla wnuczki składający się z różowej spódniczki, niebieskiej bluzeczki i zielonego sweterka. Aga włoski miała upięte w dwa warkoczyki na końcu których sterczały żółte kokardki. Wyglądała jak cukiereczek. Po przybyciu na miejsce, gdy wszystkie dzieci razem się zebrały zrobiło się radośnie i bardzo kolorowo. Na scenę wstąpiła pani animatorka           z bukietem baloników i workiem niespodzianek. Każde dziecko  miało za zadanie opowiedzieć coś o sobie, a w nagrodę otrzymywało mały upominek. Gdy nadeszła kolej Agi obawiałem się, że nawet prezent od pani animatorki nie zmusi jej do wydobycia z siebie choć jednego dźwięku. Ku mojemu jednak zaskoczeniu Aga powolutku się przedstawiła, a później nastąpił potok słów, których połowy nie mogłem rozszyfrować. Nie mniej jednak było to urocze.       W nagrodę wylosowała z worka pani animatorki karty „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Z rozbrajającym uśmiechem przybiegła do mnie pochwalić się zdobyczą. Po wręczeniu upominków nadszedł czas na zabawę i poczęstunek. Piknik trwał prawie trzy godziny. Agusia tak dobrze się bawiła z innymi dziećmi, że z imprezy wyszliśmy niemal ostatni. Gdy dotarliśmy do domu okazało się, że zapomnieliśmy zdobycznych kart „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”.  Nastąpiło oczywiście to czego się spodziewałem, a więc mała histeria. Nie miałem innego wyjścia jak wrócić do przedszkola i poszukać zguby. Po pikniku nie było już ani śladu. Na całe szczęście drzwi otworzył mi dozorca. Szybciutko przedstawiłem mu mój problem. Okazał się wyrozumiały i pomógł w odnalezieniu zaginionej gry. Odetchnąłem z ulgą, gdy na stoliczku w pokoju pań przedszkolanek zobaczyłem leżące pudełeczko „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Podziękowałem dozorcy i czym prędzej wróciłem do domu. Sytuacja została opanowana.

piątek, 14 października 2016

Udany weekend



W połowie lata zostaliśmy zaproszeni przez naszych starych znajomych do ich domku letniskowego nad jeziorem. Z Mirkiem i Basią znamy  się od czasów liceum i często się spotykamy. W ubiegłym roku również mieliśmy okazję u nich gościć. Wyjazd był bardzo udany, więc tym bardziej ochoczo przyjęliśmy tegoroczną propozycję. Tym razem jednak postanowiliśmy zabrać ze sobą naszą sześcioletnią wnuczkę Weronikę, gdyż Basia z Mirkiem również miała pod swoją opieką rówieśnika Adasia. Nadarzyła się więc świetna okazja, by dzieciaki lepiej się poznały i troszkę odpoczęły. Wiadomość o planowanym wyjeździe i chęci zabrania ze sobą Weroniki  moja córka przyjęła z niewielką obawą. Była nadopiekuńcza i nie lubiła pozostawiać córki pod opieką kogoś innego, nawet dziadków. Po dłuższym namyśle zgodziła się jednak i zawołała wnuczkę, by spytać jej o zdanie. Weronika była zachwycona pomysłem wspólnego wyjazdu. Kilka dni później pakowaliśmy torby do samochodu i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na miejscu. Na powitanie wybiegł Adaś. Był drobnym chłopcem     o bujnej blond czuprynie i niebieskich oczach. Pomimo tego, że widział nas po raz pierwszy odważnie się przywitał i niemal porwał Weronikę do wspólnej zabawy. My w tym czasie rozpakowaliśmy torby i usiedliśmy do suto zastawionego na werandzie stołu. Pogoda była wspaniała. Dzieciaki po obiedzie postanowiły zagrać w ulubioną grę zręcznościową Adasia „Mistakos”  . Do tego celu rozłożyli niedaleko werandy ogromy koc piknikowy, przygotowali sobie przekąski i zajęli się zabawą. Na całe szczęście świetnie się dogadywali. My w tym czasie mogliśmy spokojnie porozmawiać. Pod wieczór, ku naszemu zaskoczeniu przyjechali do Basi i Mirka znajomi z małym Wiktorem. Był rok młodszy od naszych wnuczków i bardzo wstydliwy. Początkowo nie opuszczał swoich opiekunów na krok. Poprosiłem więc Weronikę, by spróbowała się z nim zaprzyjaźnić. Okazało się, że wnuczka ma ogromy dar przekonywania i już po niespełna kwadransie dzieci  w najlepsze grały w przerabianą już wcześniej grę  zręcznościową „Mistakos” . Wiktorek poczuł się już o wiele swobodniej                       i bezpieczniej, więc wieczór minął spokojnie i przyjemnie. Następny dzień spędziliśmy nad jeziorem. Woda była wyjątkowo ciepła, więc dzieci mogły skorzystać z kąpieli. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy  i zanim się obejrzeliśmy trzeba było wracać do domu.

środa, 12 października 2016

Zakończenie wakacji



Z końcem sierpnia wszyscy rodzice pieczołowicie przygotowują się do nowego roku przedszkolno-szkolnego. Zakup wyprawki i  podręczników to niestety nie tylko spory wydatek, ale również niekończąca się bieganina po sklepach. Nasz wnuczek w tym roku rozpocznie nowy etap w swoim życiu, a mianowicie naukę w szkole.  Postanowiłem z małżonką, że w ostatni weekend przed rozpoczęciem roku szkolnego zabierzemy Mikołaja na organizowany z okazji zakończenia wakacji festyn, usytuowany na peryferiach naszego miasta. Z samego rana zaraz po śniadaniu pojechałem po wnuczka. Pogoda była rewelacyjna, choć szkoda, że dopiero pod koniec sierpnia zawitało do nas prawdziwe lato. Mikołaj był zaskoczony moim przyjazdem, bowiem wycieczka pozostawała moją małą tajemnicą. Na wieść o niespodziance uwiesił mi się na szyi, a swoje śniadanie zjadł tak szybko jak nigdy dotąd. Po kilkunastu minutach był gotowy do wyjścia. Na miejsce dotarliśmy po niecałym kwadransie. Z daleka było już słychać gwar     i chichot dzieci. Na festynie zebrały się tłumy. Nie brakowało stoisk ze słodkościami i ciepłymi posiłkami. Każde dziecko dostawało na wejściu identyfikator  numerowy. Szczęśliwą cyfrą Mikołaja okazała się liczba 77, bowiem już w pierwszym konkursie zręcznościowym zdobył pierwszą nagrodę w postaci gry edukacyjnej firmy Trefl „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia”.Ta wygrana dała mu jeszcze większą motywację do udziału w kolejnych rywalizacjach, w których zdobywał kolejne upominki. W przerwie pomiędzy konkurencjami na scenie pojawił się jeden         z jego ulubionych zespołów. Pod sceną spędziliśmy niemal godzinę, bo oczywiście nie obeszło się bez próby zdobycia autografu od gwiazdy . Upór           i cierpliwość Mikołaja opłaciły się i z dumą prezentował  swoją koszulkę                z podpisem ulubionego muzyka. W końcu jednak nasze żołądki zaczęły domagać się jakiegoś posiłku. Usiedliśmy więc pod parasolem przy jednym ze stanowisk kulinarnych i zamówiliśmy ogromną pizzę. Była tak duża, że nie byliśmy w stanie zjeść jej całej. Czas płynął bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy zaczęło się ściemniać ,a to oznaczało powrót do domu. Zmęczeni, aczkolwiek zadowoleni wsiedliśmy do auta. W drodze powrotnej Mikołaj robił przegląd nagród, które udało mu się zdobyć w konkurencjach. Najbardziej jednak spodobała mu się gra edukacyjna  „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia ” . To był wyjątkowo udany dzień.

piątek, 7 października 2016

Udany urlop



Tegoroczne wakacje były dla nas wyjątkowo udane. Pogoda dopisywała letniemu wypoczynkowi. Na początku lipca udało nam się całą rodzinką wyjechać na kilka dni do kuzynostwa: Basi i Marka do Mikołajek. Nie widzieliśmy się od niemalże trzech lat, więc było            o czym opowiadać. Nasze dzieciaki podrosły już na tyle, że mogły się razem pobawić. Ostatnio , gdy mieliśmy okazję do wspólnego spotkania były zbyt małe, by się sobą zainteresować. Nasza córeczka Alicja skończyła niedawno siedem lat, a syn kuzynki Damian lada chwila kończy lat osiem. Niestety te kilka dni minęło zanim się obejrzeliśmy. Na pożegnanie Alicja dostała od Damiana grę edukacyjną „ Mały odkrywca idzie do szkoły- prehistoria i dinozaury”. Była przeszczęśliwa,.Zanim wyjechaliśmy okazało się jednak, że Basia z Markiem mają w tym samym czasie co my  planowany wakacyjny urlop  i nie mają właściwie żadnych konkretnych planów co do wyjazdu. Postanowiliśmy więc , że zrobimy sobie wspólny wypad nad morze, chociaż na tydzień w połowie sierpnia. Po powrocie do domu żona przeszukiwała internet, by znaleźć najdogodniejszą dla naszej szóstki ofertę zakwaterowania. Nie było to proste zadanie, gdyż wiele miejsc było już zarezerwowanych. Udało się jednak w końcu znaleźć sympatyczny domek letniskowy niedaleko Kołobrzegu i kilka kroków do plaży. Cena również nie była zbyt wygórowana. Zadzwoniłem do Marka, przedstawiłem mu ofertę i już za kilka dni pakowaliśmy walizki. Alicja oczywiście do swojej torby        z zabawkami zabrała otrzymany w Mikołajkach od Damiana grę edukacyjną „Mały odkrywca idzie do szkoły – prehistoria i dinozaury”. Spotkaliśmy się na miejscu. Pogoda była wspaniała , więc zaraz po rozpakowaniu walizek udaliśmy się plażę. Kolejne dni upływały pod znakiem błogiego lenistwa. W ciągu dnia plażowaliśmy, a wieczorem biesiadowaliśmy na niewielkim tarasie. Poznaliśmy również przesympatyczną rodzinę z Zakopanego z ośmioletnim          synkiem, więc było dość wesoło. Dzień za dniem upływał coraz szybciej. W końcu nadszedł czas wyjazdu. Pożegnaliśmy nowopoznanych górali i wypoczęci i zadowoleni ruszyliśmy w drogę powrotną do domów.