W trakcie ferii
świątecznych w pobliskiej szkole podstawowej na hali sportowej i baseniezostało
urządzone kilka konkursów z nagrodami. Dyscyplinami między innymi były : bieg
przez płotki, bieg w worku, bieg z jajkiem oraz rzut do celu. Dodatkowo ogłoszono
konkurs na najlepsze zimowe przebranie. Rozgrywki zaczęły się o godzinie
dziesiątej rano. Pierwszą konkurencją był bieg w worku, który polegał na
pokonaniu danego odcinka w jak najkrótszym czasie. Oczywiście żeby nie było za
łatwo, dzieci musiały wejść do worka, przykładowo po ziemniakach i skakać w nim
do mety. Następna konkurencja wymagała dużej zwinności. Podczas biegu przez
płotki wygrywała ta osoba, która dotrze jak najszybciej do mety, nie
przewracając żadnej przeszkody napotkanej na swojej drodze. Najwięcej dzieci
zgłosiło się do rzutu do celu. Była to jedna z najzabawniejszych konkurencji, ponieważ
jeden z uczniów siadał na desce nad małym basenem, a kiedy osoba rzucająca
trafiała piłką, ten kto znajduje się nad wodą, automatycznie do niej wpadał.
Dzieci śmiały się i dokazywały razem ze swoimi rodzicami i nauczycielami. Każdy
świetnie się bawił. Do wzięcia udziału w konkursach zachęcały szczególnie
nagrody, które można było wygrać : puzzle " Auta-puzzle sensoryczne-fun
for everyone" , puzzle „ Anna i Elsa - puzzle glam”puzzle, „ Kapitan
Phasma i Szturmowcy - glow in the dark" ,gra " 5 sekund - edycja
specjalna" , "Dobry dinozaur - gra Piotruś" , grę zręcznościową
„ Mistakos” puzzle 4w1 "Dobrzy kontra źli" oraz puzzle "Wyścig
do mety" i wiele innych. Po zakończeniu konkursów wybrano dziesięciu
najlepszych zawodników i wręczono im nagrody. Były to najlepsze ferie zimowe
międzyświąteczne.
piątek, 30 grudnia 2016
środa, 28 grudnia 2016
Wycieczka do Zakopanego
Kilka dni temu wyjechaliśmy ze znajomymi na weekend do
Zakopanego. Długo czekaliśmy na wspólny wyjazd. Zawsze coś wypadło, a to dzieci
chore albo nadmierne wydatki, i tak dalej. W końcu udało nam się zorganizować
upragnioną wycieczkę. Właściwie decyzja o wyjeździe zapadła w najmniej oczekiwanym
momencie. Zupełnie przez przypadek, podczas wspólnego piątkowego lunchu,
spytałem przyjaciela o jego plany na weekend. Okazało się, że właściwie nie
maja z żoną co robić, a dzieciaki wyjechały właśnie na kilka dni do babci. To
była idealna okazja. Zaproponowałem wycieczkę, którą odkładaliśmy już od ponad
pół roku. Zbyszek miał dać mi odpowiedź za godzinkę. Ku mojej uciesze
zdecydowali z żoną , że możemy jechać. Zadzwoniłem
do Zosi, mojej drugiej połowy i przedstawiłem jej całą sytuację. Była
zachwycona. Niestety nie mieliśmy czasu na przygotowania. Po pracy spakowaliśmy
najbardziej potrzebne rzeczy wraz z ulubionymi grami, które towarzyszą nam
właściwie na każdym spotkaniu towarzyskim i ruszyliśmy w drogę. Troszkę martwiłem się, że nie
mamy zarezerwowanych żadnych kwater. Ale jak się wkrótce okazało, ze
znalezieniem wolnych pokoi nie było żadnego problemu. Na miejsce dotarliśmy w
późnych godzinach wieczornych, zameldowaliśmy się w hotelu i postanowiliśmy
uczcić wspólny wyjazd. Obok hotelu znajdował się mały, kameralny bar. Zabrałem
ze sobą jedną z naszych ulubionych, grę towarzyską „ 5 – sekund” , by
urozmaicić troszkę ten wyjątkowy wieczór. Zamówiliśmy jedzenie. Obok nas siedziała para w naszym wieku i co
chwilę z zaciekawieniem na nas zerkała. Spytałem uprzejmie czy nie chcieliby
się włączyć do wspólnej zabawy. Ochoczo zajęli miejsca przy naszym stole, który
był na całe szczęście na tyle duży, by móc pomieścić większą ilość osób.
Okazało się , że nowo poznani goście pochodzą z miejscowości położonej zaledwie
czterdzieści kilometrów od naszego rodzinnego miasteczka i w pokoju hotelowym
też mają ze sobą, grę towarzyską „ 5 – sekund” . Byli przemili i od razu przypadli nam do
gustu. Wieczór spędziliśmy bardzo sympatycznie, po czym udaliśmy się do
hotelowych pokoi, by odpocząć przed wyprawą w góry następnego ranka.
piątek, 23 grudnia 2016
Świąteczne zakupy
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zapytałem więc syna,
czy zdążył napisać już list do Świętego Mikołaja. Jak strzała popędził do
swojego pokoju, by w spokoju
pomyśleć co chciałby dostać pod choinkę. Wieczorem pokazał mi skończony list.
Oczywiście tak jak się spodziewałem, litania była imponująco długa. Gdy tylko
ją przeanalizowałem, wyjaśniłem spokojnie synowi, że Święty Mikołaj musi
obdarować wszystkie grzeczne dzieci, więc z pewnością nie będzie mógł
sprezentować mu wszystkich pozycji, które znalazły się w liście. Ku mojemu
zaskoczeniu, zrozumiał i powiedział, że Mikołaj może sobie wybrać, który
prezent ma mu przynieść, bo wie doskonale, że pozostałe dzieci również czekają
na upominki. Położył list na parapecie. Z samego rana, gdy Franek jeszcze spał,
wkradłem się do pokoiku i zabrałem list. W sobotę pojechaliśmy z żoną na świąteczne zakupy. Zabrałem ze
sobą list, bo w życiu nie spamiętałbym
nazw zabawek, o które prosił Świętego Mikołaja. W sklepach panował
przedświąteczny chaos. Półki wprost uginały się od zabawek. Było tak ciasno i
tłoczno, że z trudem można było przejść pomiędzy regałami. W pewnym momencie na
najwyższej półce spostrzegłem znajomą mi nazwę puzzli „Avengers”. Wyjąłem z
kieszeni list syna, by sprawdzić, czy to jest aby na pewno to, o co prosił.
Ucieszyłem się, że w końcu po niemalże
godzinie błądzenia po sklepie znalazłem właściwy prezent. Wystarczyło przecisnąć
się pomiędzy ludźmi i wyciągnąć rękę po niewielkie pudełko. Już prawie je
chwyciłem, gdy nie wiadomo skąd porwała je z półki obca dłoń. Ostatni zestaw
puzzli „Avengers” został zupełnie nieoczekiwanie przechwycony przez jakiegoś
dryblasa. Nie mogłem w to uwierzyć. Stałem jak wryty i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Żona próbowała mi
wytłumaczyć, że to nie jedyny sklep z zabawkami w naszym mieście,
ale ja miałem serdecznie dosyć tego świątecznego zgiełku . Strasznie zły
wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Gdy nieco ochłonąłem, włączyłem
komputer i puzzle „Avengers”
najzwyczajniej w świecie zamówiłem przez internet.
środa, 21 grudnia 2016
Pechowe urodziny
Dwa tygodnie temu
obchodził urodziny mój siostrzeniec Wiktor. Jako, że mieszka on w innym mieście
, postanowiłem pojechać do niego z niespodzianką. Wyjechałem w poniedziałek
rano ,a na miejsce dotarłem dopiero późnym wieczorem. Dodatkowo po drodze
kupiłem Wiktorkowi prezent urodzinowy, którym były puzzle " Kapitan Phasma
i szturmowcy- glow in the dark". Przedstawiają one bohaterów VII epizodu
sagi Star Wars. Jest to świecąca się w ciemności układanka. Kiedy dotarłem na
miejsce, dowiedziałem się, że Wiktor miał wypadek na nartach i leży w szpitalu.
Strasznie się wystraszyłem i szybko pojechałem do niego. Okazało się, że ma
połamane kilka żeber oraz nogę w kilku miejscach. Opowiedział mi o tym, jak do
tego doszło. Kiedy Wiktor zjeżdżał ze stoku, zawołał go kolega, więc odwrócił
się w jego stronę. Nagle zauważył przed sobą małe dziecko. Próbował je
ominąć,po czym gwałtownym ruchem skręcił na nartach i rozpędzony zjechał z
trasy trafiając w ogromne drzewo. Wtedy stracił przytomność i obudził się
dopiero tutaj w szpitalu. Aby go pocieszyć wręczyłem mu prezent. Ucieszony
przyznał, że jest fanem Gwiezdnych Wojen i, że strasznie mu się podobają te
puzzle "Kapitam Phasma i szturmowcy - glow in the dark". Po kilku
godzinach spędzonych u boku mojego siostrzeńca musiałem wrócić do domu, lecz
byłem bardzo uradowany tym spotkaniem i mam nadzieję, że następnym razem Wiktor
będzie bardziej ostrożny podczas jazdy na nartach, czy też uprawiając inne
dyscypliny sportowe.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Podróż do Sopotu
Kilka
dni temu udałem się razem z moją rodziną do Sopotu. Wielu moich znajomych
opowiadało mi o tym wspaniałym mieście, a więc i ja chciałem zobaczyć słynne
molo oraz Morze Bałtyckie. Aby tam dotrzeć pojechaliśmy pociągiem, ponieważ był
on dosyć tanim środkiem transportu. Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Na
szczęście wszyscy byliśmy w jednym przedziale bez żadnej obcej osoby, ponieważ
czasami trafiają się ludzie bardzo wulgarni lub agresywni. Na miejsce
dotarliśmy dopiero po ośmiu godzinach dlatego, że z powodu prac remontowych
musieliśmy w połowie drogi zrobić przerwę trwającą ponad godzinę. W pociągu
siedzenia nie były za wygodne, więc każdy był strasznie zdenerwowany. Na dworcu
w Sopocie wzięliśmy taksówkę, ponieważ do naszego lokalu bez osoby, która zna
się na mieście trafilibyśmy zapewne pod wieczór. Kiedy dotarliśmy do domku
każdy był zmęczony podróżą, a więc zwiedzanie rozpoczęliśmy kolejnego dnia.
Kiedy każdy się rozpakował, spotkaliśmy się wszyscy w salonie, aby miło spędzić
wieczór. Mój ośmioletni wnuczek Wiktor przechwalał się swoim nowym zegarkiem
" V-Tech Kidizoom Smart Watch". Jest to zegarek dla dzieci, który
posiada wbudowany aparat fotograficzny, dyktafon, stoper, zegar, alarm, a także
trzy różne gry. Dyktafon posiada funkcję zmiany głosu, a do zdjęć można dodawać
graficzne efekty specjalne. Widać było, że malec był nim zafascynowany. Rankiem
wyruszyliśmy podziwiać przepiękne miasto. Przez parę dni udało nam się zwiedzić
przede wszystkim Krzywy Domek, Ergo Arenę, molo, Grand Hotel, który jest jedną
z ikon Sopotu. Zobaczyliśmy także tor wyścigów konnych, latarnię przy molo i
Dom Zdrojowy.W Sopocie, szczególnie w okresie letnim większość ludzi prowadzi
nocny tryb życia. Na deptaku Monte Cassino, gdzie jest mnóstwo barów, kawiarenek
oraz restauracji po ciszy nocnej jest szczególnie tłoczno. Wiele osób uważa, że
dopiero wtedy Sopot budzi się do życia. Muszę przyznać, że i tak wielu atrakcji
turystycznych nie było nam dane zwiedzić, ponieważ po trzech dniach musieliśmy
wracać do rodzinnego domu. Kiedy wracaliśmy pociągiem Wiktorek zaczął płakać.
Okazało się, że zgubił swój ulubiony zegarek " V-Tech Kidizoom Smart
Watch". Najprawdopodobniej zostawił go w naszym domku, lecz moja córka
uspokoiła go zapewniając, iż kupi mu następny. W kwestii naszej krótkiej
wycieczki, muszę stwierdzić, że do Sopotu niedługo znowu przyjadę i to na
dłuższy czas.
piątek, 16 grudnia 2016
Weekend w Mikołajkach
Kilka dni temu zabrałem swoich wnuków, dziesięcioletniego
Pawła i pięcioletniego Franka
na wyścigi samochodowe do Mikołajek. Wycieczkę planowaliśmy od początku jesieni.
Chłopcy nie mogli się jej doczekać. Kiedy nadszedł długo oczekiwany dzień
wyjazdu Franek z Pawłem od samego rana świergotali jak skowronki. Zapakowałem
prowiant na drogę i ruszyliśmy. Do Mikołajek mieliśmy niespełna trzysta
kilometrów. Na miejscu zarezerwowałem dla nas kwaterę na weekend . Zawody miały
rozpocząć się w niedzielę. Na miejsce dotarliśmy około godziny trzynastej.
Zameldowaliśmy się w hotelu i
poszliśmy na obiad . W pełni zadowoleni i syci postanowiliśmy zwiedzić to
urokliwe miasteczko, które o tej porze tętniło życiem. Na ulicach można było
spotkać ludzi różnych narodowości, którzy z pewnością ściągnęli di Mikołajek
tak jak my, aby kibicować rajdowcom. Wieczorem wróciliśmy do swoich pokoi. Z
samego rana w niedzielę w końcu staliśmy w tłumie gapiów. Chłopcy byli bardzo
podekscytowani. Widowisko było niesamowite. Wyścigom towarzyszyły dodatkowe
atrakcje dla turystów . Można było między innymi, przejechać się z kierowcą
rajdowym wspaniałym bolidem. Postanowiłem zasponsorować chłopcom taką przejażdżkę.
Pierwszy pojechał Paweł, niestety okazało się, że Franek jest za młody, by mógł
wsiąść do bolida. Ze skwaszona miną i łzami w oczach wracaliśmy spacerem do
hotelu. Po drodze przy jednym na jednym z ulicznych straganików Franek dojrzał grę
planszową „ Abecadło” firmy Trefl. Oczywiście, chcąc w jakiś sposób zaradzić
trudnej sytuacji , kupiłem małemu tę grę edukacyjną. Przed wyjazdem zjedliśmy
ogromna pizzę , zaopatrzyliśmy się w napoje i słodkości na drogę i wyruszyliśmy w podróż powrotną . Do
domu dotarliśmy późnym wieczorem. Jednak dzieciaki były niestrudzone naszą
wyprawą i niemalże do północy opowiadały rodzicom wrażenia . W międzyczasie
Franek przyniósł do salonu nowo zakupiona grę edukacyjną Trefla „ Abecadło”i
nie mieliśmy wyjścia jak rozegrać małą partyjkę. Gra rzeczywiście była ciekawa
i sprawiła małemu wiele radości, a poza tym obiecałem Frankowi, ze za dwa lata
jak skończy dziesięć lat i będzie już mógł wsiąść do bolida pojedziemy do
Mikołajek tylko we dwójkę.
środa, 14 grudnia 2016
Wizyta na Mikołaja
Początkiem
grudnia na Mikołaja przyjechał do mnie mój dwunastoletni wnuczek Kacper. Jest
świetnym dzieciakiem, dobrze się uczy, a jego hobby jest gra w bilard. Jest on
także fanem Gwiezdych Wojen, dlatego właśnie kupiłem mu świetny upominek. Były
to puzzle "Szturmowiec - nano puzzle", które przedstawiały Szturmowca
Imperium z VII epizodu sagi Star War. Puzzle te posiadają 362 małe elemetny,
które mają sześciokątny kształt. Dodatkowo wypożyczyłem całą sagę Star Wars,
którą miałem zamiar obejrzeć razem z moim wnuczkiem. O godzinie dziewiątej rano miałem go odebrać z dworca kolejowego,
lecz niestety pociąg miał opóźnienie o ponad trzy godziny. Kiedy wreszcie
dotarł do celu, niezmiernie się ucieszyłem na widok Kacpra. Przez pół roku
bardzo się zmienił, nawet swój styl ubioru. Zamiast luźnych bluz i dresów miał
na sobie elegancką kurtkę, czarne spodnie i gustowne buty. Wziąwszy jego bagaż,
ruszyliśmy do domu. Tych kilka dni minęło nam zdecydowanie za szybko. Zanim się
obejrzeliśmy, mój ukochany wnuczek musiał wracać do domu. Po spakowaniu swoich
rzeczy pod koniec wizyty postanowiliśmy ułożyć "Szturmowiec- nano
puzzle", które dostał ode mnie od razu po przyjeździe. Po godzinie
świetnej zabawy z niechęcią odwiozłem Kacpra na dworzec, skąd po paru minutach
odjechał. Będę za nim bardzo tęsknić i czekć na kolejne spotkanie !
piątek, 9 grudnia 2016
Nietypowe przyjęcie
Kilka dni temu nasza córa Natalka została zaproszona na
przyjęcie urodzinowe swojej koleżanki z klasy Ady. Dziewczynka kończyła właśnie
sześć lat i była młodsza od naszej latorośli o cztery miesiące. Długo
zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym, ponieważ dziewczynki utrzymują
ze sobą raczej rzadkie kontakty towarzyskie. Wybór padł na układankę „ Anna i
Elsa-puzzle glam”. Mieliśmy nadzieję, że upominek spodoba się jubilatce.
Przyjęcie miało odbyć się w sobotę o godzinie siedemnastej. Na miejscu byliśmy
kilka minut przed wyznaczonym czasem. Przywitała nas mama Ady i zaprosiła na
kawę i kawałek urodzinowego tortu. Nie wypadało odmówić. Natalka wręczyła
jubilatce upominek. Ada zajrzała do środka i bardzo się ucieszyła. Okazało się,
że układanki „Anna i Elsa-puzzle glam” nie ma jeszcze w swojej kolekcji.
Odetchnęliśmy z ulgą. Przyjęcie zostało zorganizowane w ogrodzie, pośrodku
którego znajdowała się piękną altanka, na tę okazję przystrojona kokardami i
balonami Przez dłuższą chwilę zastanawiałem `się, czym dzieciaki mają się zająć
, skoro zapewne wszelkie gry i zabawki znajdowały się w domu. Po przybyciu
jednak wszystkich gości do zebranych dołączył animator, a dokładnie pani
animatorka. Ubrana była w kolorową, wręcz dziecinną sukienkę, a na głowie miała
komiczną perukę. Dzieci na jej widok zaniemówiły. Cisza nie trwała jednak zbyt
długo, gdyż sposób w jaki zaczęła zabawiać dzieci, nawet nas dorosłych porwałby
do zabawy. Konkursom i harcom nie było końca. Największe jednak wrażenie na
zebranych zrobiły olbrzymie kolorowe bańki. W końcu nadszedł czas na tort. Był
cudowny, w kolorze delikatnego różu, przystrojony perełkami, kokardkami, a
pośrodku stała bajeczna księżniczka. Wszytko oczywiście można było zjeść, choć
zgodnie z życzeniem jubilatki, cukrowa księżniczka miała zostać nietknięta. Pod
koniec przyjęcia każde dziecko otrzymało drobny upominek w podziękowaniu za
przybycie. Raz jeszcze złożyliśmy Adzie życzenia, podziękowaliśmy za
zaproszenie i wróciliśmy do domu. Natalka była zachwycona przyjęciem. Całą
drogę przeżywała animatorkę, bańki, konkursy no i oczywiście piękny tort.
środa, 7 grudnia 2016
Mały fascynata
Kilka dni temu będąc w podróży służbowej przejeżdżałem przez
Malbork. Od kilku lat mieszka tam mój kuzyn ze swoją rodziną. Ostatni raz
widzieliśmy się z jakieś siedem lat
temu na chrzcinach jego syna Alanka. Odkąd wyjechali i osiedlili się na stałe w
malowniczym Malborku nie było niestety okazji do spotkania. Postanowiłem
zadzwonić do swojej siostry, która częściej się z nimi kontaktuje i podpytać o
adres. Nie było trudno tam trafić. Dom był okazały, a otaczająca go architektura zieleni robiła
wrażenie. Właściwie wcale bym się nie zdziwił gdybym nikogo nie zastał, w końcu
mogli gdzieś wyjechać albo może byli jeszcze w pracy. Nie szkodziło spróbować.
Podjechałem na szeroki podjazd i
zadzwoniłem . Ku mojemu zaskoczeniu brama wjazdowa powoli zaczęła się rozsuwać.
Nieśmiale podjechałem pod dom. Naprzeciw wybiegł chłopiec o bujnych blond włosach i lazurowych
oczach. Nie mógł to być nikt inny jak ten malutki Alanek, którego ostatni raz
widziałem podczas chrzcin. Chwilę potem w drzwiach stanęła mama. Spojrzeliśmy na
siebie, bacznie się sobie przyglądając. Na całe szczęście mnie poznała, bo
chyba nie wypowiedziałbym ani słowa. Stałem jak zaczarowany. Była wyjątkowo
piękną kobietą. Zaprosiła mnie do środka i zawołała Adama, mojego kuzyna. Na mój
widok, na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech. Usiedliśmy w wytwornie
urządzonym salonie i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie przybiegł Alan i
poprosił mnie , bym obejrzał jego kolekcję. Pokój Alana znajdował się na
piętrze. Gdy wszedłem do środka oniemiałem z wrażenia. Wszystkie ściany
zajmowały ułożone przez niego obrazy z
puzlli. Każdy z nich miał swoja historię. Potem pokazał mi katalog z
układankami. Małym paluszkiem wskazał na puzzle „ Auta-puzzle sensoryczne-fun
for everyone-”, o których od niedawna marzy. Porozmawialiśmy troszkę i z
niechęcią ruszyłem w drogę powrotną do domu. To było wyjątkowe spotkanie i
szkoda że nie mieliśmy dla siebie więcej czasu. Po drodze zatrzymałem się przy
jednej z galerii i wszedłem do sklepu z zabawkami. Na całe szczęście układanka
„Auta-puzzle sensoryczne-fun for everyone” były w sprzedaży. Kupiłem pudełeczko
z układanką i paczką pocztową przesłałem od razu małemu Alankowi z dopiskiem :” Marzenia spełniają się czasem
szybciej niż myślisz”.
piątek, 2 grudnia 2016
Upragniony prezent
Miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia nasz wnuk Oskarek
napisał list do Świętego Mikołaja. Zawsze zostawia ten list na parapecie
swojego pokoju i cierpliwie
czeka, aż Dobrodziej go zabierze. Co roku córka po cichutku wykrada liścik,
żeby wiedzieć, o jakich zabawkach marzy Oskarek. Oczywiście lista jest
imponującą długa, a niektóre pozycje zupełnie nierealne. Na całe szczęście
zawsze znajdzie na nich coś, co jest dostępne w sprzedaży, a jego cena jest
całkiem przyzwoita . Córka przyjeżdża do nas z takim liścikiem i wspólnie
uzgadniamy, kto i co kupuje, żeby prezenty się nie powieliły. To jest rozsądne
rozwiązanie. Tegoroczny list do Świętego Mikołaja był tak samo długi, jak kilka
poprzednich. Córka postanowiła, że podaruje mu telefon komórkowy, mnie
natomiast zaciekawiła pozycja pod nazwą VTech-Kidizoom SmartWatch. Postanowiłem sprawdzić co to jest
. Nazwa wskazywała na jakiś rodzaj zegarka . Rzeczywiście się nie myliłem.
Zaskoczyła mnie jednak cena tego cudeńka techniki, bo nie był to zwykły
zegarek. Posiadał szereg dodatkowych funkcji, takich jak na przykład gry.
Pewnie dlatego Oskar był nim zafascynowany. Postanowiłem przedyskutować ten
zakup z żoną, ponieważ nie byłem nastawiony na tak duży wydatek. W domu
przeliczyliśmy nasze fundusze,
świąteczne wydatki i wyszło na to, że możemy przeznaczyć pewna kwotę na zakup
wymarzonego prezentu. Wróciłem więc do sklepu i poprosiłem VTech-Kidizoom SmartWatch. Wieczorem zadzwoniła córka i
spytała, czy orientowaliśmy się już w cenie zegarka. Oczywiście musiałem
troszkę skłamać, bo gdyby dowiedziała się ile on kosztował, troszkę by mi się
oberwało i jeszcze kazała by mi go zwrócić. Kiedyś tak zrobiła. Pewnego roku
uznała ,że zakupiony przez nas prezent jest za drogi dla tak małego dziecka i
nie pytając nas o zdanie po prostu zabrała go ze sobą , pojechała do sklepu i
go oddała .Było nam wtedy naprawdę przykro, bo w końcu dziadkowie są po to , by
rozpieszczać swoje wnuki, a rodzice by je wychowywać.
środa, 30 listopada 2016
Spotkania u Tomka
Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze spotykaliśmy się u Tomasza.
Od wielu lat mamy kilku znajomych, z którymi uwielbiamy spędzać wolne chwile. Świetnie
się dogadujemy. Każda impreza czy spotkanie wygląda inaczej, ale zawsze jest wesoło
i sympatycznie. Jak już wspomniałem spotykamy się u Tomasza, bo ma ogromny dom.
Co więcej często organizujemy spotkania w ten sposób, że w salonie na parterze zbierają się
chłopcy, zaś na piętrze w równie sporym pomieszczeniu odbywa się zebranie
naszych pań. Jest to całkiem dogodne rozwiązanie. My możemy spędzić czas w
męskim towarzystwie, a dziewczyny mogą spokojnie sobie poplotkować
.Podczas takich spotkań bywa i tak, że
prosimy nasze panie, aby zeszły do salonu i umiliły nam wieczór swoim
towarzystwem. Natomiast, gdy mamy ochotę na jakąś grę towarzyską Tomek przynosi
„ 5 sekund”. To nasza ulubiona pozycja. Kilka dni temu postanowiliśmy
zorganizować sobie wieczór Andrzejkowy. Dziewczyny przygotowały specjalnie na tę
okazję całą masę wymyślnych wróżb, a my zajęliśmy się napojami wyskokowymi.
Nasza znajoma zaproponowała, by do naszego grona dołączyli jej nowi sąsiedzi.
Właściwie nie mieliśmy nic przeciwko temu. Nowe znajomości to również świeże
pomysły na dobrą zabawę. Na wszelki jednak wypadek, gdyby się okazało, że nie
nadajemy na tych samych falach Tomek od razu przyniósł naszą ulubioną grę „ 5
sekund”. Ona zawsze pomagała nam rozładować zdarzające się czasami napięcia.
Zebraliśmy się około siedemnastej. Nowi goście Anna i Marek okazali się bardzo sympatyczną
parą. Wznieśliśmy toast za nasze kolejne spotkanie no i oczywiści nowych
znajomych i
przystąpiliśmy do wróżb. Nie było to raczej męskie zajęcie, ale poddaliśmy się
naszym paniom, by nie sprawić im przykrości i z uśmiechem na twarzach czynnie
braliśmy udział we wszystkich zabawach. Po niemalże dwóch godzinach przelewania
wosku i innych dziwnych rzeczy, ku naszej uciesze panie stwierdziły, że udają
się na piętro porozmawiać o sprawach kobiecych, które raczej nie są
przeznaczone dla męskiej części towarzystwa. Właściwie przewidzieliśmy z
chłopakami taki obrót sprawy i włączyliśmy galę boksu.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Sobota nad rzeką
W ubiegłą sobotę wybraliśmy się całą rodzinką na wycieczkę.
Korzystając ze wspaniałej pogody postanowiliśmy tym razem czas wolny spędzić na
łonie natury. Od wielu lat mamy swoje ulubione miejsce piknikowe, które zna
bardzo niewiele osób. Szanse zatem na to, że będziemy mieli towarzystwo są
naprawdę bardzo niewielkie. Od samego rana moja małżonka uwijała się w kuchni, by przygotować kosz
piknikowy, pełny smakowitości. Ja natomiast przygotowywałem swój zestaw
wędkarski no i oczywiście zapakowałem podróżnego grilla, którego nie mogło
przecież zabraknąć podczas tej wyprawy. Gdy wszystko było już dopięte na
ostatni guzik, pojechaliśmy po córkę , zięcia i wnuków. Jak przewidywałem musieliśmy na
nich czekać dobre pół godziny. W końcu wyruszyliśmy. Do celu naszej podroży mieliśmy niespełna
trzydzieści kilometrów. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopcy radośnie wybiegli na
łąkę pograć w piłkę. Żona z córką rozłożyła koce piknikowe , a ja przygotowałem swój sprzęt wędkarski i
usadowiłem się wygodnie na brzegiem rzeki. Pogoda rzeczywiście była wspaniała,
nie za zimno nie za gorąco, w sam raz na odpoczynek na świeżym powietrzu. Po
godzinie uganiania się za piłką chłopcy postanowili troszkę odpocząć. Ułożyli
się wygodnie na kocach i wyciągnęli swoją ulubioną grę zręcznościową „Mistakos”.
Ja zająłem się rozpalaniem grilla, bo nadeszła pora obiadowa i każdemu zaczęło
burczeć w brzuchach. Z zadowoloną miną układałem na tackach kiełbaski,
kaszaneczki i swój ulubiony karczek. Teraz trzeba była troszkę cierpliwości,
żeby w końcu można było nasycić się pysznym jedzeniem. Usadowiłem się w
wygodnym krześle turystycznym i z zaciekawieniem obserwowałem jak maluchy
rozgrywają kolejną partyjkę gry zręcznościowej „Mistakos”, którą kupili kiedyś na szkolnej wycieczce. Odtąd nie
rozstawali się z nią podczas wszelkich podróży i wyjazdów. W końcu można było skosztować grillowanych pyszności.
Córka zrobiła moja ulubioną suróweczkę. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje o
niebo lepiej niż w czterech ścianach. Po
obiedzie nadszedł czas na błogie lenistwo. Udało mi złapać krótką drzemkę. W
końcu nadszedł czas powrotu. Z żalem pakowaliśmy opustoszałe kosze piknikowe do
samochodu, ale ta sobota upłynęła mi wyjątkowo przyjemnie.
piątek, 18 listopada 2016
Prezenty
Wczoraj pojechaliśmy z żoną na większe zakupy do supermarketu.
Na parkingu cudem znaleźliśmy wolne
miejsce , w sklepie również panował straszny
tłok. Kolejki były okropnie
długie. Ku mojemu zaskoczeniu, choć to dopiero połowa listopada, na półkach
sklepowych kipiało wprost od ozdób świątecznych. Westchnąłem głęboko, bo nie
lubię tego zwariowanego okresu . Zrobiliśmy zakupy, nie obyło się oczywiście
bez zakupu nowego stroika świątecznego
na stół wigilijny. W kolejce do kasy staliśmy bagatela pół godziny. Koszmar. Na
całe szczęście dzisiaj jest niedziela, więc można troszkę odetchnąć od
wszystkiego. Długo jednak nie nacieszyłem się spokojem. Po obiedzie przyszła
moja małżonka i oświadczyła, że muszę jej pomóc w zrobieniu listy świątecznych
upominków dla naszych wnuków. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł, bo właśnie
ogarniała mnie słodka drzemka. Wiedziałem jednak, że żona nie odpuści tak łatwo
. Stwierdziłem, że im szybciej uporamy się z tym tematem , tym szybciej będę
mógł przymknąć oko. Usiadłem więc na kanapie, włączyłem internet i zacząłem
poszukiwania . Potrzebowaliśmy kupić prezent dla Natalki, Marcela i Igora. Z
upominkiem dla wnuczki uporaliśmy się szybciutko. Zamówiliśmy jej prostownicę
do włosów, ponieważ stara właśnie jej się popsuła i codziennie słychać było
dobiegające z piętra wyżej lamenty młodej panny. Gorzej było z prezentami dla
wnuków. Igor i Marcel są w tym samym wieku i interesują się podobnymi zabawkami. Po
przejrzeniu kilku aukcji w oko wpadła mi
gra „ 5 sekund junior” , ale moja szanowna małżonka uznała, że
układanki i gry nie są teraz modne i należy pomyśleć o jakiejś grze
komputerowej. Mnie ten pomysł się nie podobał . Dzieciaki tyle czasu siedzą
przy komputerach, że zakup kolejnej gry uznałem za głupotę. Dyskusja co do
wyboru prezentu była tak zacięta, że się posprzeczaliśmy i moja obrażona
małżonka stwierdziła, że uda się do sklepu sama i kupi prezent dzieciakom na
miarę dwudziestego pierwszego wieku. Ja natomiast będąc przekonany swoich racji
zakupiłem internetowo dwa opakowania
gier „ 5 sekund junior” . Zadowolony, że żona w końcu odpuściła
położyłem się z powrotem na kanapie i zasnąłem.
środa, 16 listopada 2016
Maraton filmowy
Kilka dni temu wybrałem
się z moim wnuczkiem Bartkiem do kina na maraton filmowy. Trwał on od godziny
12.00 do 20.30 wieczorem. Był to maraton sagi "Gwiezdne Wojny".
Wnuczek był strasznie podekscytowany na myśl o tamtejszym dniu. Strasznie
uwielbiał każdą część tej sagi, nawet pościel miał z nadrukiem jej bohaterów.
Przed wejściem do sali kinowej kupiliśmy popcorn razem z napojami oraz nachosy
serowe w zestawie. Bartek był nim zachwycony, ponieważ znajdował się w nim
specjalny kubek z postaciami "Gwiezdnych Wojen". Kiedy weszliśmy na
salę i zajęliśmy miejsca, światło zgasło. Oczywiście reklamy trwały kilka
minut, które dłużyły się w nieskończoność. Każdy nie mógł się doczekać, kiedy
puszczą pierwszy film. Wszystkie miejsca na sali były zajęte. Po reklamach
została puszczona jedna z części sagi. Po niej była krótka przerwa, po której
miała lecieć kolejna. Nagle na środek sceny wyszła obsługa kina, która ogłosiła
konkurs z nagrodami. Trzeba było tylko odpowiedzieć poprawnie na pytania.
Bartek znał każdą część sagi na pamięć, więc zachęciłem go do zgłoszenia się.
Niepewny podniósł rękę po czym poproszono go na środek. Po prawidłowym
odpowiedzeniu na kilka pytań mój wnuczek otrzymał nagrodę w postaci puzzli 4w1
"Dobrzy kontra źli". Zawierały one cztery układanki, które
przedstawiały bohaterów VII epizodu sagi "Star Wars". Bartuś był
strasznie szczęśliwy z powodu wygranej. Pod koniec dnia, po opuszczeniu kina
udaliśmy się do domu, ponieważ byliśmy trochę zmęczeni siedzeniem cały czas w fotelach.
Jednak muszę przyznać, że to był świetny dzień, a puzzle 4w1"Dobrzy kontra
źli" będą dla Bartka świetną pamiątką!
wtorek, 15 listopada 2016
Wesołe miasteczko
Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej
okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim
miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się
tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu,
zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym
początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na
przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne
strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam
mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem
wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych
kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji
udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła
unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała
samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z
innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie
wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła
nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle
spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba
najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy
kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje
kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy
budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam
korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne.
Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z
różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci
zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem
wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra
planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy
opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się
doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu
wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami
i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „ o podmorskim świecie z sympatyczną rybką
jest najlepszą jaką dotąd miała.
Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.
środa, 9 listopada 2016
Przyjęcie
Podekscytowany dmuchałem ostatni balon.Związałem go kokardką, aby powietrze
z niego nie uchodziło i powiesiłem przy wejściu do salonu. Rozejrzałem się
dookoła i stwierdziłem, że urodzinowa dekoracja wygląda bardzo obiecująco. Na
stole poukładałem kolorowe talerzyki i sztućce, zaś na jego środku ustawiłem
trzypiętrowy, różowy tort, którego szczyt zdobiła figurka lalki Barbie oraz
innych bajkowych postaci. Krzesła oplatały kolorowe kokardy oraz wielobarwne
balony. Serpentyny zahaczyłem o żyrandol i karnisze, a na szafeczce obok
postawiłem zapakowany prezen dla mojej ukochanej wnuczki Julki. Kupiłem jej grę
edukacyjną „ A to było tak… „ponieważ
bardzo chciała ją dostać. Kiedy wszystko było przygotowane udałem się po
solenizantkę. Julia czekała z mamą w pokoju obok szykując się do swojego
przyjęcia. Kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem ją w pięknej różowej sukieneczce.
Włosy miała zaplecione w warkocza,a na głowie miała koronę jak na prawdziwą
księżniczkę przystało. Zaprosiłem ją do salonu ,a ta skoczyła mi w ramiona.
Kiedy ją zaniosłem do udekorowanego pokoju, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Według niej wszystko było idealne ,ale najbardziej podobał jej się tort. Nie
mogła się już doczekać kiedy przyjdą goście i zdmuchnie świeczki, pomyślawszy
życzenie. Wyrwałem wnuczkę z zadumy i pokazałem jej stolik,na którym stał
prezent. Ucieszona od razu go otworzyła. Strasznie jej się podobał. Byłem dumny
z siebie, że potrafiłem ją uszczęśliwić. Po chwili rozległ się dzwonek do
drzwi. Goście powoli się zbierali. Julia witała swoich przyjaciół w drzwiach
kiedy to oni składali jej życzenia i dawali prezenty, zaś ja razem z moją córką
rozmawialiśmy z rodzicami oraz wymienialiśmy się z nimi numerami telefonów w
celu skontaktowania się, kiedy przyjęcie dobiegnie końca, aby zabrali swoje
pociechy do domu. Po torcie i wspólnym śpiewaniu "sto lat" dzieci
bawiły się w gry, śmiały się i dokazywały. Po wyjściu ostatniego gościa Julia
poprosiła mnie ,abym pomógł jej otwierać prezenty. Pod koniec stwierdziła
jednak, że ze wszystkich podarków, to gra edukacyjna „ A to było tak…"
historyjki obrazkowe które ode mnie dostała podobały jej się najbardziej.
wtorek, 8 listopada 2016
Piknik rodzinny
Ubiegły weekend postanowiłem spędzić ze swoimi wnukami.
Pogoda była wspaniała, więc zaplanowałem mały wypad za miasto. Jestem zapalonym
wędkarzem i znam chyba wszystkie pobliskie miejsca, które nadawałyby się na
rodzinny piknik. Z samego rana zapakowałem do auta niezbędny ekwipunek, koce,
leżaki, grill turystyczny no i oczywiście tak na wszelki wypadek mój nieodzowny
zestaw wędkarski. Stroną kulinarną zajęła się moją żona. Gdy wszystko było
spakowane pojechaliśmy po naszych wnuków : siedmioletniego Kamila i o rok
młodszego Patryka. Chłopcy byli bardzo podekscytowani wyprawą. Zabrali ze sobą
dwa wypchane po brzegi zabawkami plecaki. Na całe szczęście mój samochód jest
bardzo pojemny. Ruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że
nie my jedni wpadliśmy na pomysł pikniku.
Początkowo byłem troszkę rozczarowany. Miałem nadzieję, że będziemy
zupełnie sami i odpoczniemy nieco od gwaru innych ludzi. Jak się jednak okazało
nasi sąsiedzi także mieli ze sobą dwójkę chłopców w podobnym wieku do naszych
wnuków. Oczywiście dzieciaki bardzo szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Kamil i
Patryk wyciągnęli z auta swoje plecaki i zaprosili nowych kolegów do wspólnej
zabawy. Rozsiedli się wygodnie na dużym piknikowym kocu i zaczęli układać nową
grę zręcznościową Patryka „ Mistakos” . Patryk uwielbia gry zręcznościowe, oraz
wszelkie gry planszowe. Grę otrzymał kilka
dni temu od swojego wuja Leona,
który przyjechał na kilka dni z
Hamburga. Patryk był dumny, że jego nowa gra zręcznościowa „Mistakos” pochodzą
z zagranicy. Koniecznie musiał to obwieścić nowo poznanym kolegom. Chłopcy
zajęli się zabawą, a ja w tym czasie rozstawiłem swój awaryjny zestaw wędkarski
nad brzegiem rzeki, zaś żona zajęła się przygotowywaniem posiłku. Maluchy
bawiły się wyjątkowo grzecznie i cicho, więc można było się zrelaksować i nieco
odpocząć. Udało mi się nawet złowić rybkę na grilla. Był to bardzo udany dzień.
W drodze powrotnej, chłopcy znużeni harcami na świeżym powietrzu zasnęli. W
garści mocno ściskali adres nowych kolegów, mając nadzieję, że uda się im
jeszcze spotkać.
środa, 2 listopada 2016
Zaległa wycieczka
Jestem wychowawcą uczniów jednej z klas piątych szkoły podstawowej. Moje
dzieciaki nie należą do tych najgrzeczniejszych, ale są niewątpliwie bardzo
sympatyczne. Od czwartej klasy podczas godziny wychowawczej toczyły się
dyskusje na temat szkolnej wycieczki. W ubiegłym roku niestety zorganizowanie
jej nie było możliwe, gdyż miałem dosyć poważne problemy zdrowotne i przez
kilka miesięcy nie było mnie w szkole. Dzieciaki były bardzo zawiedzione.
Obiecałem im, że w nowym roku szkolnym pojedziemy na fajną kilkudniową
wycieczkę. Nie było już odwrotu. Opieka nad dzieciakami podczas takich wypraw
to nie lada wyzwanie i duży stres. Na
całe szczęście do uczestnictwa w
wycieczce dołączyła do nas inna klasa i opiekunów również uzbierała się liczna
grupka. Były więc spore szanse na okiełzanie młodych buntowników. Wybraliśmy
się do Krakowa. W autokarze dzieciaki zachowywały się całkiem przyzwoicie.
Najgorsze jednak są zawsze noce. Wtedy, zwłaszcza chłopcom przychodzą do głowy
niesamowite pomysły. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Po przyjeździe na miejsce, rozpakowaliśmy
walizki i udaliśmy się na Stary Rynek. Jak zwykle było tłoczno, ale i kolorowo.
Pod Sukiennicami dzieciaki kupiły pamiątki, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do
hotelu. Zbliżał się wieczór. Zrobiłem mały obchód. Wyglądało na to, że
zapowiada się nieprzespana noc. U
swoich uczennic zauważyłem na stole grę „ Kalejdoskop 50 gier” i spytałem czy
mogę wypożyczyć na dzisiejszy wieczór. Nie miały nic przeciwko temu. Zebraliśmy
się z opiekunami w jednym pokoju i ustaliliśmy dyżury. Dzieciom
zapowiedzieliśmy ciszę nocną od godziny 22. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę
z tego, że nie położą się grzecznie spać . Zaparzyłem mocną kawę i zaproponowałem partyjkę
wypożyczonej gry „ Kalejdoskop 50 gier”. Drzwi od pokoju na wszelki wypadek
zostawiliśmy uchylone, by słyszeć, co dzieje się na korytarzu. Dochodziła tak
zwana godzina policyjna. Wraz z pozostałymi opiekunami zajrzeliśmy do
wszystkich pokoi i życzyliśmy dzieciom dobrej nocy i udaliśmy się z powrotem do naszej
wartowni. To był początek długiej i męczącej nocy.
poniedziałek, 31 października 2016
Zguba
Kilka dni temu zorganizowano w przedszkolu, do którego od
początku września zaczęła uczęszczać moja wnuczka Agusia, piknik integracyjny.
Niestety córka z zięciem nie
mogli w nim uczestniczyć ze względu na pracę, więc ja jako dyżurny dziadek
miałem zaszczyt towarzyszyć mojej wnuczce. Pogoda była rewelacyjna, więc piknik
zorganizowano w ogrodzie na terenie przedszkola. Dzieciaki miały przybyć na
imprezę jak najbardziej kolorowo ubrane. Córka przygotowała więc strój dla
wnuczki składający się z różowej spódniczki, niebieskiej bluzeczki i zielonego
sweterka. Aga włoski miała upięte w dwa warkoczyki na końcu których sterczały
żółte kokardki. Wyglądała jak cukiereczek. Po przybyciu na miejsce, gdy
wszystkie dzieci razem się zebrały zrobiło się radośnie i bardzo kolorowo. Na
scenę wstąpiła pani animatorka z
bukietem baloników i workiem niespodzianek. Każde dziecko miało za zadanie opowiedzieć coś o sobie, a w
nagrodę otrzymywało mały upominek. Gdy nadeszła kolej Agi obawiałem się, że
nawet prezent od pani animatorki nie zmusi jej do wydobycia z siebie choć
jednego dźwięku. Ku mojemu jednak zaskoczeniu Aga powolutku się przedstawiła, a
później nastąpił potok słów, których połowy nie mogłem rozszyfrować. Nie mniej
jednak było to urocze. W nagrodę
wylosowała z worka pani animatorki karty „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Z
rozbrajającym uśmiechem przybiegła do mnie pochwalić się zdobyczą. Po wręczeniu
upominków nadszedł czas na zabawę i poczęstunek. Piknik trwał prawie trzy
godziny. Agusia tak dobrze się bawiła z innymi dziećmi, że z imprezy wyszliśmy
niemal ostatni. Gdy dotarliśmy do domu okazało się, że zapomnieliśmy
zdobycznych kart „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Nastąpiło oczywiście to czego się
spodziewałem, a więc mała histeria. Nie miałem innego wyjścia jak wrócić do
przedszkola i poszukać zguby. Po pikniku nie było już ani śladu. Na całe
szczęście drzwi otworzył mi dozorca. Szybciutko przedstawiłem mu mój problem. Okazał
się wyrozumiały i pomógł w odnalezieniu zaginionej gry. Odetchnąłem z ulgą, gdy
na stoliczku w pokoju pań przedszkolanek zobaczyłem leżące pudełeczko „ Gdzie
jest Dory? -gra Piotruś”. Podziękowałem dozorcy i czym prędzej wróciłem do
domu. Sytuacja została opanowana.
piątek, 14 października 2016
Udany weekend
W połowie lata zostaliśmy zaproszeni przez naszych starych
znajomych do ich domku letniskowego nad jeziorem. Z Mirkiem i Basią znamy się od czasów liceum i często się spotykamy.
W ubiegłym roku również mieliśmy okazję u nich gościć. Wyjazd był bardzo udany,
więc tym bardziej ochoczo przyjęliśmy tegoroczną propozycję. Tym razem jednak
postanowiliśmy zabrać ze sobą naszą sześcioletnią wnuczkę Weronikę, gdyż Basia
z Mirkiem również miała pod swoją opieką rówieśnika Adasia. Nadarzyła się więc
świetna okazja, by dzieciaki lepiej się poznały i troszkę odpoczęły. Wiadomość
o planowanym wyjeździe i chęci zabrania ze sobą Weroniki moja córka przyjęła z niewielką obawą. Była
nadopiekuńcza i nie lubiła pozostawiać córki pod opieką kogoś innego, nawet
dziadków. Po dłuższym namyśle zgodziła się jednak i zawołała wnuczkę, by spytać
jej o zdanie. Weronika była zachwycona pomysłem wspólnego wyjazdu. Kilka dni
później pakowaliśmy torby do samochodu i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na
miejscu. Na powitanie wybiegł Adaś. Był drobnym chłopcem o bujnej blond czuprynie i niebieskich
oczach. Pomimo tego, że widział nas po raz pierwszy odważnie się przywitał i
niemal porwał Weronikę do wspólnej zabawy. My w tym czasie rozpakowaliśmy torby
i usiedliśmy do suto zastawionego na werandzie stołu. Pogoda była wspaniała. Dzieciaki
po obiedzie postanowiły zagrać w ulubioną grę zręcznościową Adasia
„Mistakos” . Do tego celu rozłożyli
niedaleko werandy ogromy koc piknikowy, przygotowali sobie przekąski i zajęli
się zabawą. Na całe szczęście świetnie się dogadywali. My w tym czasie mogliśmy
spokojnie porozmawiać. Pod wieczór, ku naszemu zaskoczeniu przyjechali do Basi
i Mirka znajomi z małym Wiktorem. Był rok młodszy od naszych wnuczków i bardzo
wstydliwy. Początkowo nie opuszczał swoich opiekunów na krok. Poprosiłem więc
Weronikę, by spróbowała się z nim zaprzyjaźnić. Okazało się, że wnuczka ma
ogromy dar przekonywania i już po niespełna kwadransie dzieci w najlepsze grały w przerabianą już wcześniej
grę zręcznościową „Mistakos” . Wiktorek
poczuł się już o wiele swobodniej i bezpieczniej, więc
wieczór minął spokojnie i przyjemnie. Następny dzień spędziliśmy nad jeziorem.
Woda była wyjątkowo ciepła, więc dzieci mogły skorzystać z kąpieli. Niestety
wszystko co dobre szybko się kończy i
zanim się obejrzeliśmy trzeba było wracać do domu.
środa, 12 października 2016
Zakończenie wakacji
Z końcem sierpnia wszyscy rodzice pieczołowicie przygotowują
się do nowego roku przedszkolno-szkolnego. Zakup wyprawki i podręczników to niestety nie tylko spory
wydatek, ale również niekończąca się bieganina po sklepach. Nasz wnuczek w tym
roku rozpocznie nowy etap w swoim życiu, a mianowicie naukę w szkole. Postanowiłem z małżonką, że w ostatni weekend
przed rozpoczęciem roku szkolnego zabierzemy Mikołaja na organizowany z okazji
zakończenia wakacji festyn, usytuowany na peryferiach naszego miasta. Z samego
rana zaraz po śniadaniu pojechałem po wnuczka. Pogoda była rewelacyjna, choć
szkoda, że dopiero pod koniec sierpnia zawitało do nas prawdziwe lato. Mikołaj
był zaskoczony moim przyjazdem, bowiem wycieczka pozostawała moją małą
tajemnicą. Na wieść o niespodziance uwiesił mi się na szyi, a swoje śniadanie
zjadł tak szybko jak nigdy dotąd. Po kilkunastu minutach był gotowy do wyjścia.
Na miejsce dotarliśmy po niecałym kwadransie. Z daleka było już słychać gwar i chichot dzieci. Na festynie zebrały się
tłumy. Nie brakowało stoisk ze słodkościami i ciepłymi posiłkami. Każde dziecko
dostawało na wejściu identyfikator
numerowy. Szczęśliwą cyfrą Mikołaja okazała się liczba 77, bowiem już w
pierwszym konkursie zręcznościowym zdobył pierwszą nagrodę w postaci gry
edukacyjnej firmy Trefl „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia”.Ta wygrana
dała mu jeszcze większą motywację do udziału w kolejnych rywalizacjach, w
których zdobywał kolejne upominki. W przerwie pomiędzy konkurencjami na scenie
pojawił się jeden z jego ulubionych zespołów. Pod sceną
spędziliśmy niemal godzinę, bo oczywiście nie obeszło się bez próby zdobycia
autografu od gwiazdy . Upór i
cierpliwość Mikołaja opłaciły się i z dumą prezentował swoją koszulkę z podpisem ulubionego muzyka. W
końcu jednak nasze żołądki zaczęły domagać się jakiegoś posiłku. Usiedliśmy
więc pod parasolem przy jednym ze stanowisk kulinarnych i zamówiliśmy ogromną
pizzę. Była tak duża, że nie byliśmy w stanie zjeść jej całej. Czas płynął
bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy zaczęło się ściemniać ,a to oznaczało
powrót do domu. Zmęczeni, aczkolwiek zadowoleni wsiedliśmy do auta. W drodze
powrotnej Mikołaj robił przegląd nagród, które udało mu się zdobyć w
konkurencjach. Najbardziej jednak spodobała mu się gra edukacyjna „Mały odkrywca idzie do szkoły- Ekologia ” .
To był wyjątkowo udany dzień.
piątek, 7 października 2016
Udany urlop
Tegoroczne wakacje były dla nas wyjątkowo udane. Pogoda
dopisywała letniemu wypoczynkowi. Na początku lipca udało nam się całą rodzinką
wyjechać na kilka dni do kuzynostwa: Basi i Marka do Mikołajek. Nie widzieliśmy
się od niemalże trzech lat, więc było o czym opowiadać. Nasze dzieciaki
podrosły już na tyle, że mogły się razem pobawić. Ostatnio , gdy mieliśmy
okazję do wspólnego spotkania były zbyt małe, by się sobą zainteresować. Nasza
córeczka Alicja skończyła niedawno siedem lat, a syn kuzynki Damian lada chwila
kończy lat osiem. Niestety te kilka dni minęło zanim się obejrzeliśmy. Na
pożegnanie Alicja dostała od Damiana grę edukacyjną „ Mały odkrywca idzie do
szkoły- prehistoria i dinozaury”. Była przeszczęśliwa,.Zanim wyjechaliśmy
okazało się jednak, że Basia z Markiem mają w tym samym czasie co my planowany wakacyjny urlop i nie mają właściwie żadnych konkretnych
planów co do wyjazdu. Postanowiliśmy więc , że zrobimy sobie wspólny wypad nad
morze, chociaż na tydzień w połowie sierpnia. Po powrocie do domu żona
przeszukiwała internet, by znaleźć najdogodniejszą dla naszej szóstki ofertę
zakwaterowania. Nie było to proste zadanie, gdyż wiele miejsc było już
zarezerwowanych. Udało się jednak w końcu znaleźć sympatyczny domek letniskowy
niedaleko Kołobrzegu i kilka kroków do plaży. Cena również nie była zbyt
wygórowana. Zadzwoniłem do Marka, przedstawiłem mu ofertę i już za kilka dni
pakowaliśmy walizki. Alicja oczywiście do swojej torby z zabawkami zabrała otrzymany w Mikołajkach
od Damiana grę edukacyjną „Mały odkrywca idzie do szkoły – prehistoria i
dinozaury”. Spotkaliśmy się na miejscu. Pogoda była wspaniała , więc zaraz po
rozpakowaniu walizek udaliśmy się plażę. Kolejne dni upływały pod znakiem
błogiego lenistwa. W ciągu dnia plażowaliśmy, a wieczorem biesiadowaliśmy na
niewielkim tarasie. Poznaliśmy również przesympatyczną rodzinę z Zakopanego z
ośmioletnim synkiem, więc było dość wesoło. Dzień za
dniem upływał coraz szybciej. W końcu nadszedł czas wyjazdu. Pożegnaliśmy
nowopoznanych górali i wypoczęci i zadowoleni ruszyliśmy w drogę powrotną do
domów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)