W połowie lutego, gdy tylko rozpoczęły się ferie zimowe,
wybraliśmy się ze znajomymi w nasze ukochane góry. Aura w tym roku nam
dopisywała i można było oddać się szaleństwom na stoku. Po całym dniu jazdy na
nartach wieczorami chodziliśmy do pobliskiej gospody, gdzie przy dźwiękach
góralskiej kapeli mogliśmy odetchnąć i się zrelaksować. Któregoś wieczoru, stolik
obok zajęło małżeństwo z kilkuletnim synem. Chłopiec na oko miał może dziewięć,
może dziesięć lat. Mężczyzna wydawał mi się dziwnie znajomy. Nie dawało mi to
spokoju. Postanowiłem zamienić z nim kilka słów. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy
tylko się przywitałem uśmiechnął się szeroko i pozdrowił mnie wypowiadając moje
imię. Widząc jednak moje zdumienie, ciągnął rozmowę dalej i okazało się, że w
naszej młodości, mieszkaliśmy w tym samym akademiku, w sąsiadujących pokojach.
Zbyszek, bo tak miał na imię, zmienił się nie do poznania. Pamiętałem go jako
szczuplutkiego młodzieniaszka z długimi do ramion włosami. W tej chwili
przybrał kilka kilogramów, obciął włosy i zapuścił brodę. Zaprosiliśmy ich do
naszego stolika. W trakcie rozmowy okazało się, że Zbyszek mieszka w ty samym mieście co ja. Zaskoczenie moje
sięgnęło zenitu. Wymieniliśmy się telefonami . Kilka dni po powrocie do domu zadzwonił
Zbyszek i z ogromną serdecznością zaprosił mnie z małżonką na kolację. Zanim jednak ich
odwiedziliśmy, postanowiłem kupić jakiś drobny upominek jego synkowi. Pani w sklepie z zabawkami przekonała mnie do gry 5
sekund Junior. Byłem zmuszony zaufać sprzedawczyni, ponieważ moja
osiemnastoletnia córka dawno już wyrosła z zabawek i zupełnie nie miałem
pojęcia czym mogę zainteresować dziewięcioletniego Dawida. Małżonka upiekła
ciasto, po drodze kupiliśmy dobre winko i pojechaliśmy w odwiedziny. Zbyszek mieszkał na drugim
końcu miasta, więc przedostanie się do niego przez wszystkie korki, zajęło nam
niemal godzinę. W końcu byliśmy na miejscu. Drzwi otworzył Dawidek. Wręczyłem
mu ślicznie zapakowaną grę 5 sekund Junior i przywitałem się ze
Zbyszkiem. Ku naszemu zadowoleniu nasze małżonki chyba się polubiły, a nam
wieczór upłynął na wspomnieniach naszych akademickich imprez i wyskoków.
piątek, 31 marca 2017
wtorek, 28 marca 2017
Marzyciel
Mieszkam w dużym rodzinnym domu na obrzeżach miasta . Parter
budynku zajmuję ja z małżonką , zaś na piętrze urzęduje moja córka z mężem i
ośmioletnim wnukiem Wiktorkiem, który obecnie uczęszcza do drugiej klasy szkoły
podstawowej. Odkąd rozpoczął naukę ciągle są z nim jakieś problemy.
Wychowawczyni narzeka, że choć Wiktor jest zdolnym dzieckiem, to jednak często
zdarza się , że na lekcjach jest jakby nieobecny, buja w obłokach, ciężko mu
się skoncentrować, przez co umyka mu wiele cennych informacji. W domu sytuacja
wygląda bardzo podobnie. Córka spędza z wnukiem przy lekcjach bardzo dużo
czasu, ponieważ Wiktor zawsze ma coś ważniejszego do zrobienia, a to chce mu
się jeść, a to przypomni mu się jakaś historyjka ze szkoły, która właśnie natychmiast musi opowiedzieć i finał tego
wszystkiego jest taki, że lekcje , które można odrobić w godzinkę, trwają trzy
godziny. Wcale się nie dziwię, że rodzicom coraz częściej puszczają nerwy.
Postanowiłem przeprowadzić z wnukiem poważną rozmowę i zawarliśmy układ. Od
kilku dni próbował mnie bowiem namówić na kupno
gry 5 sekund Junior. Obiecałem mu, że jeżeli weźmie się w garść i pokaże
, że potrafi się skoncentrować na lekcjach zarówno w szkole jak i w domu, za
dwa tygodnie kupię mu jego wymarzoną grę. Rzeczywiście nasza rozmowa odniosła
pozytywne rezultaty. Po tygodniu córka udała się do szkoły, by ponownie
porozmawiać z wychowawczynią.
Nauczycielka stwierdziła, że Wiktor od kilku dni stara się bardzo uważać na
lekcjach, nie kręci się, nie buja w obłokach, lecz coraz częściej aktywnie
uczestniczy w zajęciach. Również w domu zaobserwowaliśmy pewne postępy. Nasz domowy Dyzio Marzyciel powolutku zaczął
samodzielnie i efektywnie pracować. Gdy tylko upłynęły dwa tygodnie, zgodnie z
umową zabrałem Wiktorka do pobliskiego sklepu z zabawkami. Zapracował sobie na
nagrodę. Wymarzona gra 5 sekund Junior wreszcie znalazła się w posiadaniu
leniuszka. Był szczęśliwy. Od razu zapowiedziałem mu, że jak dalej będzie tak
pracował, pomyślę nad kolejną nagrodą. Ucieszył się niezmiernie i obiecał, że
zrobi wszystko, żeby dostać następny ciekawy upominek. Metoda przekupstwa
odniosła rezultaty.
piątek, 24 marca 2017
Przygotowania do sezonu
Kilka dni temu wybrałem się na swoją działkę . Wprawdzie to
dopiero połowa marca, ale słońce wyjrzało zza chmur i zrobiło się wyjątkowo
ciepło. Zabrałem ze sobą swoją wnusię Olę . Nie była zadowolona, ale po drodze
zatrzymałem się w sklepie z zabawkami i kupiłem jej małe pudełeczko puzzli Anna
i Elsa puzzle glam . Ola uwielbia wszelkiego rodzaju układanki, więc byłem
pewien, że upominek z pewnością ją udobrucha i rozweseli. Na działkach nie było
żywego ducha, a zima pozostawiła swoje piętno. Zrobiłem porządek w altance,
nastawiłem wodę na herbatkę dla Oleńki, włączyłem elektryczny grzejniczek i
zająłem się przycinaniem drzewek owocowych. W domku zrobiło się cieplutko i
przytulnie. Wnusia układała swoje nowe puzzle, Anna i Elsa puzzle glam, a ja
mogłem kontynuować swoje prace w ogrodzie. Nagle za plecami usłyszałem znajomy głos. Okazało się , że nie tylko ja
poczułem powiew wiosny. Mój ulubiony sąsiad również postanowił zajrzeć na
działkę i zabrał ze sobą swojego wnuczka. Ucieszyłem się niezmiernie, że będę
miał towarzysza, a Ola będzie miała z kim się pobawić. Kacperek, tak miał na
imię wnuczek sąsiada, był przeszczęśliwy, że znalazł przyjazną duszę. Dzieciaki
bawiły się w najlepsze, a my zamiast pracować, rozmawialiśmy o nadchodzącym
sezonie grillowym i nie tylko. Niestety prognozy pogody nie pozostawiały
wątpliwości, że najbliższe dni nie będą sprzyjały pracom w ogrodach. Po długiej
rozmowie postanowiłem zagrabić jeszcze liście i zrobić porządek w pomieszczeniu
z narzędziami, które około miesiąca temu zostało splądrowana przez
złodziejaszków. Na całe szczęście ich łupem padł jedynie długi kabel
elektryczny ,a pozostałe sprzęty, ku mojemu zdziwieniu nawet nie zostały
dotknięte. Niestety musiałem jednak uporządkować poprzewracane rzeczy i
zamontować nową kłódkę. Co jakiś czas
zaglądałem do dzieci, które bawiły się w najlepsze. Zaczęło się jednak
ściemniać i należało zbierać się do domu. Dzieciaków nie sposób było wygonić.
Wymieniliśmy się więc z sąsiadem numerami telefonów i obiecaliśmy maluchom , że
spotkają się następnego dnia.
wtorek, 21 marca 2017
Z wizytą u lekarza
Kilka dni temu pojechałem z córką i pięcioletnią wnuczką do
okulisty. Była to wizyta nietypowa , ponieważ wybraliśmy się do jednej z
najlepszych klinik okulistycznych w kraju. Wnuczka od niemowlęcia ma problemy
ze wzrokiem i znajduje się pod opieką poradni specjalistycznej. Pomimo
regularnych wizyt i wysoko wykwalifikowanej kadry, raz na jakiś czas zasięgamy
porady najlepszych lekarzy w kraju. Na wizytę czekaliśmy dwa miesiące, zaś
klinika znajdowała się niemal trzysta kilometrów od naszej miejscowości. Wyjechaliśmy
z samego rana. Podróż była długa i męcząca. Na miejsce dotarliśmy pół godziny
przed planowaną wizytą. Klinika była nowoczesna, a poczekalnia przytulna i
kolorowa. W końcu korytarza znajdował się kącik dla dzieci z grami,
kolorowankami i puzzlami. Majka znudzona długą podróżą od razu pobiegła do
wesołego zakątka. Cichutko składała Auta puzzle sensoryczne Fun for everyone.
Wizyta nie trwała długo, a lekarz okazał się wyjątkowo serdeczny i rzeczowy. Na
całe szczęście wada wzroku nie postępowała, a rokowania na całkowitą poprawę
widzenia były bardzo dobre. Po wyjściu z
gabinetu Majeczka z powrotem pobiegła układać rozpoczętą rozsypankę.
Pozwoliliśmy jej w spokoju dokończyć. Niestety wnuczkę nie tak łatwo było przekonać
do podróży powrotnej. Koniecznie chciała zabrać ze sobą układankę. Z trudem
wytłumaczyliśmy jej, że nie może tego zrobić i obiecaliśmy, że jak tylko
dojedziemy do domu, zajrzymy do sklepu z zabawkami, by mogła kupić sobie Auta puzzle sensoryczne Fun for everyone. Poskutkowało
i po kilku minutach wyruszyliśmy do domu. Droga powrotna wydawała się o wiele
dłuższa. Byliśmy już naprawdę zmęczeni, a Majka ciągle dopytywała czy aby na pewno
kupimy jej układankę. Do domu wróciliśmy późnym popołudniem. Miałem nadzieję,
że tego dnia ominie mnie wizyta w sklepie z zabawkami. Niestety Majka nie
chciała wysiąść z samochodu i wpadła w histerię. Nie było innego wyjścia. Skoro
obiecaliśmy małej prezent, słowa trzeba było dotrzymać. Podjechaliśmy zatem do sklepu.
Na całe szczęście Auta puzzle sensoryczne Fun for everyone leżały na pierwszym
regale zaraz przy wejściu do sklepu. Czym prędzej zapłaciłem za układankę i
wręczyłem ją Majce. Kryzys został zażegnany.
piątek, 17 marca 2017
Z wizytą w Londynie
Kilka lat temu mój najstarszy syn Przemek wyjechał zarobkowo
do Anglii. Tam też znalazł stałą pracę, mieszkanie, poznał dziewczynę i w końcu
ożenił się. Oczywiście oboje z żoną jesteśmy bardzo szczęśliwi, że dobrze mu
się wiedzie i że ma kochającą kobietę, która właśnie kilka tygodni temu
urodziła synka, naszego wnusia Leona. Zostaliśmy zaproszeni do Londynu na
chrzciny maluszka. Syn pozałatwiał wszystkie formalności, zakupił bilety i
wystarczyło jedynie spakować walizki i lecieć. Moja małżonka była przerażona
lotem , ale chęć wzięcia w ramiona naszego pierwszego wnuczka przezwyciężyła
jej strach. Przed wylotem zaczęła się
bieganina po sklepach. Nie wypadało bowiem lecieć w odwiedziny z pustymi
rękoma. Wnusiowi małżonka kupiła śliczny kombinezon i zabaweczkę, synowej
elegancki złoty zegarek, a ja miałem za zadanie zadbać o upominek dla syna. Wpadłem
więc na pomysł , że kupię mu jakąś ciekawą grę planszową, gdyż od zawsze lubił w nie grać. Udałem się do sklepu.
Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, gdy poprosiłem o pomoc sprzedawczynię, po
krótce streszczając jej , że lecę w odwiedziny do syna do Anglii i potrzebuję
kupić mu w prezencie jakąś szczególnie
ciekawą grę planszową, pani z uśmiechem wyjęła spod lady grę o nazwie, której
nie potrafiłem wymówić Queue kolejka wersja EN. Była to anglojęzyczna wersja
polskiej kultowej gry towarzyskiej Kolejka. Pomyślałem, że to znakomity pomysł.
Zadowolony wróciłem do domu. Kilka dni później siedzieliśmy już na swoich
miejscach w samolocie. Małżonka była tak zestresowana, że gdy tylko usiadła na
miejscu, zamknęła oczy i nie odzywała się nawet słowem. Postanowiłem rozładować
napięcie i pokazałem jej zdjęcia wnuczka, które dzień wcześniej przysłał mi mój
syn. Zanim się obejrzeliśmy, wysiadaliśmy już z samolotu. Na lotnisko
przyjechał po nas syn. Uścisnąłem go serdecznie i ruszyliśmy w dalszą podróż.
Po niecałej godzince byliśmy na miejscu. Drzwi otworzyła nam synowa,
trzymając w objęciach maluszka. Nie
mogliśmy się nacieszyć. Gdy w końcu ochłonęliśmy, małżonka wyjęła z
walizki upominki. Syn , gdy zobaczył grę Queue kolejka wersja EN , bardzo się
ucieszył. Również synowej bardzo spodobał się prezent. Wieczorem usiedliśmy do
wspólnej kolacji, a gdy zasnął wnusio w końcu
mogliśmy spokojnie porozmawiać.
wtorek, 14 marca 2017
Zabawa
Ostatnia sobota tegorocznego karnawału zapewne na długo
pozostanie w mojej pamięci. Mój serdeczny przyjaciel od niemal dwóch
tygodni namawiał mnie na wspólną
imprezę, a ja jakoś wcale nie miałem na nią ochoty. Odczuwałem ostatnio ciągłe
zmęczenie, więc imprezowanie było ostatnią rzeczą, jaką miałbym zrobić. Józek
jednak nie odpuszczał i codziennie do mnie
dzwonił, przekonując mnie o wyższości swoich racji. Okazało się nawet, że
zebrał całkiem sporo chętnych. W końcu uległem. Wiedziałem, że Józek tak łatwo
nie odpuści . Ostatnią sobotę karnawału mieliśmy zatem spędzić w naszym
ulubionym klubie. Na kilka dni przed spotkaniem przypadkiem dowiedziałem się,
że jeden z naszych znajomych Irek będzie tego dnia obchodził swoje imieniny.
Zadzwoniłem do Józka i powiedziałem mu o nowince. Postanowiliśmy zrobić zrzutkę
wśród reszty i kupić mu jakiś upominek. Uzbierało się sporo gotówki. Wybraliśmy
się więc wspólnie z Józkiem do naszego centrum handlowego. Irkowi kupiliśmy
dobrą whisky w orginalnej butelce w kształcie gitary. Byliśmy pewni, że mu się
spodoba, bo w młodości był basistą w jakimś podwórkowym zespole rockowym.
Zostało jeszcze parę groszy, więc pomyślałem o jakieś ciekawej grze towarzyskiej.
Wybór padł na grę towarzyską Ego. Byliśmy
zadowoleni z zakupów. W końcu nadeszła ostatnia sobota karnawału. W klubie było tłoczno i wesoło. Usiedliśmy do
naszego stolika i czekaliśmy na przybycie reszty imprezowiczów. Po kilku
chwilach byliśmy w pełnym składzie . Józek w imieniu wszystkich złożył solenizantowi życzenia i wręczył upominek. Irek był
zaskoczony. Bardzo spodobał mu się prezent, nawet gra towarzyska Ego. Postawił
wszystkim pierwszą kolejkę i powolutku impreza nabierała tempa. Było wesoło.
Część imprezowiczów miała na sobie wymyślne stroje, jak na karnawał przystawało.
Około północy właściciel klubu poprosił wszystkich zebranych o uwagę i ogłosił
konkurs w piciu piwa na czas , zwycięzca konkurencji miał otrzymać wartościową
nagrodę . Zebrało się sporo chętnych, a wśród nich oczywiście Józek.
Dopingowaliśmy go mocno i choć nie udało mu się zdobyć pierwszego miejsca to i
tak było warto, bo wszystkie piwka, które udało mu się wypić zapewniał
organizator. Śmiechu było co niemiara, a zabawa trwała niemal do samego rana.
piątek, 10 marca 2017
Ostatki
W tym roku władze naszej szkoły postanowiły pokazać dzieciom
co to znaczy tradycja poprzez ciekawe i
wesołe przedstawienia. Wszystko zaczęło się od pomysłu zorganizowania Tłustego
Czwartku. Każdy uczeń szkoły mógł tego dnia liczyć na słodki poczęstunek.
Dzieciaki były przeszczęśliwe. W ostatni dzień karnawału zwany oczywiście
ostatkami, śledzikiem lub zapustami całe grono pedagogiczne ogłosiło
obowiązkowe przedstawienie, po którym
odbył się bal, podczas którego wybrani
zostali król i królowa najciekawszego przebrania. Było to o tyle ciekawe
wydarzenie , że w widowisku wzięli udział tylko nauczyciele, zaś dzieci mogły
podziwiać występy swoich mentorów. Żeby tradycji stało się zadość na scenę
wkroczyły maszkary zapustne, czyli głośno hałasujący przebierańcy, którzy mieli
oczywiście za zadanie przywołać wiosnę. Niegdyś za taką maszkarę uważano
słomianego niedźwiedzia, utożsamianego z demonem zimy, którego prowadził
mężczyzna w przebraniu parobka. W orszaku podążał też diabeł, baba i dziad oraz
Cyganka i Żyd. Uczniowie byli zachwyceni przedstawieniem, po którym aktorzy
otrzymali gromkie brawa. Rozpoczął się bal. Dzieciaki miały na sobie
fantastyczne stroje. Było dużo śmiechu i zabawy. W końcu nadszedł czas na
ogłoszenie króla i królowej przebierańców. Zostali nimi przedstawiciele klas
szóstych. Zwycięzcom dyrektor placówki wręczył korony i upominki w postaci gry
towarzyskiej 5 sekund firmy Trefl. Ja odpowiedzialny byłem za robienie zdjęć.
Udało mi się uchwycić kilka ciekawych momentów, włącznie z wkraczającymi na
scenę maszkarami. Po zakończonym balu uczniowie w znakomitych nastrojach udali się wraz z wychowawcami do swoich klas
na słodki poczęstunek. W mojej klasie znalazła się królowa balu. Raz jeszcze
wszyscy jej serdecznie pogratulowaliśmy i nagrodziliśmy brawami. Zrobiliśmy sobie również pamiątkowe
zdjęcie. Wszyscy byliśmy ciekawi nagrody, którą otrzymała nasza królowa Basia z
rąk pana dyrektora. Gra 5 sekund wyglądała na ciekawą . Basia, zaproponowała
króciutką rozgrywkę. Oczywiście klasa liczyła niemal trzydziestu uczniów, więc
nie było możliwości, by każdy mógł spróbować swoich sił. Poprosiłem więc czworo
chętnych, a cała reszta bacznie obserwowała pojedynek. Gra rzeczywiście była
rewelacyjna. Niestety zabawa ostatkowa dobiegła końca, więc zaproponowałem
Basi, by zabrała grę na nasza klasową wycieczkę w maju. Wtedy każdy będzie mógł
w nią zagrać.
środa, 8 marca 2017
Niedzielne spotkania
Kilka miesięcy temu zaproponowałem swojemu staremu
przyjacielowi, by zamiast niedzielnej partii szachów, zagrać w grę towarzyską,
którą dostałem w prezencie urodzinowym od swojej starszej córki. To był strzał w
dziesiątkę . Gra była niesamowita, jednocześnie zabawna i trzymająca w
napięciu. Postanowiliśmy powtórzyć rozgrywkę przy kolejnym niedzielnym
spotkaniu. Tym razem jednak do gry włączyliśmy jeszcze jednego znajomego.
Powolutku grono naszych niedzielnych graczy zaczęło się powiększać.
Postanowiliśmy założyć własny podwórkowy
klub miłośników gier planszowych. Przeprowadziliśmy małą zbiórkę pieniędzy i z
uzbieraną kwotą udaliśmy się do sklepu, by zakupić nową grę. Wybór nie był
łatwy. Z pomocą przyszedł nam wówczas przemiły sprzedawca, który polecał grę
towarzyską Kolejka firmy Trefl. Właściwie i tak nie bardzo wiedzieliśmy, czego
tak naprawdę szukamy, więc postanowiliśmy zaufać specjaliście. Gra osadzona
została w realiach codziennego życia schyłkowego PRL-u. Zadanie graczy z pozoru
nie było wcale trudne. Każdy z nas dostawał listę zakupów i
należało kupić wszystkie produkty z owej listy. Jak się jednak zaraz okazało
zadanie to było o wiele bardziej
problematyczne niż się początkowo wydawało. Gra nas po prostu pochłonęła. Trzy
niedziele z rzędu przesiedzieliśmy nad planszą gry Kolejka. Zabawa była tak
wyśmienita, że stwierdziliśmy, że co miesiąc będziemy kupować ze wspólnych
środków kolejną grę. W naszym podwórkowym klubie miłośników gier planszowych
było nas pięciu stałych graczy. Co tydzień spotykaliśmy się w osiedlowym klubie , gdzie przy dobrej
muzyce i filiżance kawy, mogliśmy z pasją oddawać się swojemu nowemu hobby. Po
kilku miesiącach naszych spotkań, mieliśmy już w swojej kolekcji kilka naprawdę
ciekawych pozycji. Jednak największe emocje zawsze budziła gra Kolejka, którą jako pierwszą zakupiliśmy
z zebranych pieniążków i od której tak naprawdę zaczęła się nasza przygoda z
grami planszowymi. Nawet nasze małżonki nie protestowały, gdy na całą niedzielę
znikaliśmy, by się oddać naszej nowej pasji. Zdarzało się nawet, że czasem
któraś z naszych
połówek dołączała do gry.
poniedziałek, 6 marca 2017
Rodzinny wyjazd
Niedawno wyjechaliśmy z córką , zięciem oraz ośmioletnim
wnuczkiem Damianem na kilkudniowy wypoczynek w nasze ukochane góry.
Planowaliśmy ten wypad od kilku miesięcy. Szybko znaleźliśmy pensjonat w
spokojnej ale i uroczej okolicy. Kwestią sporną jednak pozostał dojazd na
miejsce. Wnuczek koniecznie chciał jechać pociągiem . Córka z zięciem
twierdziła, że nie jest to dobry pomysł, ponieważ koszty zakupu biletów dla
całej rodziny będą mniej opłacalne niż wspólna podróż jednym samochodem. Z pewnością miała rację, ale szkoda mi
było malucha, gdyż od dawna marzył o podróży pociągiem. Zaproponowałem więc
pewien kompromis. Udałem się jednak najpierw na dworzec kolejowy. Okazało się ,
że jest bezpośrednie połączenie do miejsca naszego wypoczynku. Zaproponowałem
więc córce, że ja z Damianem
pojadę w jedną stronę pociągiem, a cała reszta wyruszy w drogę samochodem. Na
miejscu odbiorą nas z dworca. Córka po chwili namysłu, zgodziła się . Damian
był zachwycony i rzucił mi się na szyję Dzień przed wyjazdem pakowaliśmy
walizki. Wnuczek przygotował swój plecak podróżny, gdzie spakował swoją
ulubioną grę 5 sekund Junior, by nie nudziło nam się w pociągu. Wyjechaliśmy z
samego rana. Damian był bardzo podekscytowany. Pociąg był nowoczesny, czysty i
komfortowy. Dodatkowym plusem było to ,że nie było tłoczno , a w naszym
przedziale podróżowała tylko jakaś starsza
pani z mężem , który przespał chyba całą drogę . Po pewnym czasie Damian wyciągnął
z plecaka grę 5 sekund Junior i poprosił mnie, byśmy razem zagrali. Gra
rzeczywiście była ciekawa i tak nas wciągnęła, że zanim się obejrzeliśmy
byliśmy na miejscu. Na peronie czekała już na nas z córka z zięciem i moją
małżonką. Przesiedliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w poszukiwaniu naszego
pensjonatu. Damian opowiadał wrażenia z podróży. Był szczęśliwy, że mógł
podróżować wymarzonym środkiem transportu. Po kilkunastu minutach byliśmy na
miejscu. Rozpakowaliśmy walizki i poszliśmy zjeść jakiś ciepły posiłek, a przy
okazji rozejrzeć się po okolicy. Pogoda dopisywała, więc zapowiadał się bardzo
udany wypoczynek.
czwartek, 2 marca 2017
NIETYPOWE URODZINY
Niedawno zostałem zaproszony na urodziny do swojego kolegi z
pracy. Właściwie pracujemy ze sobą od niedawna, jednak świetnie się dogadujemy
i mamy wiele ze sobą wspólnego. Przede wszystkim oboje kochamy wędkować. Kilka
razy udało nam się umówić na wspólny wypad nad okoliczne jezioro. Ucieszyłem
się, gdy zaprosił mnie na swoje przyjęcie urodzinowe. Poczułem się wyróżniony,
gdyż Marek jest naprawdę bardzo wartościowym człowiekiem. Ku mojemu zdumieniu
impreza miała odbyć się na kręgielni. To był całkiem nietypowy pomysł i byłem
bardzo ciekaw jak to wszystko będzie wyglądało. Pozostał jeszcze zakup
prezentu. Początkowo pomyślałem , że
warto by było sprezentować mu jakiś gadżet związany z wędkarstwem, ale
potem stwierdziłem, że większość zaproszonych gości zapewne myśli o tym samym
co ja. Z pomocą przyszła mi moja małżonka, która zaproponowała mi zakup gry 5
sekund edycja specjalna. Podobno była rewelacyjna i świetnie można było się
przy niej rozerwać. Zaryzykowałem. Przyjęcie urodzinowe rozpoczynało się o godzinie
osiemnastej. Byłem kilka minut przed czasem. Wręczyłem jubilatowi upominek i
czekaliśmy na resztę gości. Szczerze byłem bardzo mile zaskoczony. Kręgielnia
zawsze kojarzyła mi się z niezbyt emocjonującą dziedziną sportową. Pierwszy raz
byłem w takim miejscu i od razu zmieniłem zdanie. Fantastyczny ciepły wystrój,
dobra muzyka, obficie zaopatrzony barek i kilka torów przy których dla rozrywki
można zabawić się w Freda Flinstona . Poczułem się bardzo komfortowo. Wreszcie
przybyli wszyscy goście. Zabawa nabierała tempa. Postanowiłem poprosić Marka o
rozpakowanie mojego prezentu. Gdy wyjął z urodzinowej torby grę 5 sekund edycja
specjalna był szczerze zaskoczony, ale i rozbawiony ciekawym upominkiem.
Postanowiliśmy wspólnie wypróbować grę. Zabawa rzeczywiście była wyśmienita. Wszyscy
znakomicie się bawili. Po godzinie dwudziestej rozpoczęło się karaoke. Stali
bywalcy wiedli prym , nam potrzeba było troszkę więcej czasu i odwagi, by
dołączyć do zabawy. Pierwszy na scenie pojawił się nasz jubilat, a zaraz po nim
cała nasza roześmiana grupa ruszyła do pojedynku o najlepiej zaśpiewany
kawałek. Zabawa trwała niemal do rana, ale była to jedna z najlepszych imprez
urodzinowych, na jakich do tej pory
byłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)