piątek, 30 marca 2018

Wycieczka


W ostatnią sobotę marca  postanowiłem zrobić córce niespodziankę . Pogoda była wspaniała , w sam raz na wycieczkę. Właściwie to planowałem ją od kilkunastu dni, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie, a to praca, a to pogoda . Chciałem zabrać Marylkę do Parku Iluzji. Miejsce to bardzo zachwalali moi znajomi, którzy niedawno gościli tam ze swoimi dwoma urwisami. Byli zachwyceni ogromem atrakcji przygotowanych dla najmłodszych. Postanowiłem , że będzie to moja niespodzianka. Skoro świt obudziłem Marylkę i nakazałem jej spakować kilka niezbędnych rzeczy na dłuższą podróż . Była mocno zaskoczona ale i bardzo podekscytowana , choć nie wiedziała jeszcze , gdzie się wybieramy. Zjedliśmy szybciutko śniadanie, spakowaliśmy prowiant na drogę i ruszyliśmy. Marylka na różne sposoby próbowała wyciągnąć ode mnie cel naszej podróży. Ja jednak pozostawałem nieugięty. Do przejechania mieliśmy niespełna dwieście kilometrów. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy w pewnym momencie moja nawigacja poprowadziła nas w środek pola, nad brzeg szerokiej rzeki. Okazało się , że jest to Wisła, przez którą musieliśmy przepłynąć niewielkim promem. Dodatkowa atrakcja bardzo spodobała się Marylce. W końcu dojechaliśmy do celu. Naszym oczom ukazał się wielki szyld z napisem Park Iluzji. Młoda, aż podskoczyła z radości. Na terenie parku znajdowała się rzeczywiście cała masa atrakcji dla dzieciaków, baseny ze zjeżdżalniami, kule wodne, trampoliny, karuzele, punkty gastronomiczne, miejsca na grilla, sklepiki z pamiątkami i wiele innych ciekawych punktów. Dodatkową atrakcją był również pokaz iluzjonisty, który wywarł ogromne wrażenie na dzieciakach. Spędziliśmy tam calutki dzień. Pod koniec zwiedzania odwiedziliśmy obowiązkowo sklepik z pamiątkami i innymi zabawkami. Marylka zauważyła półkę z puzzlami i poprosiła o jej ulubione Anna i Elsa – puzzle glam. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Marylka była tak zmęczona , że gdy tylko wystartowaliśmy, od razu zasnęła . Obudziła się, gdy dojeżdżaliśmy do naszego rodzinnego miasteczka. Przed blokiem bawiły się jej koleżanki. Marylka  dumnie wysiadła z auta, wyciągnęła ze sobą swój nowy nabytek, Anna i Elsa – puzzle glam  i pobiegła do koleżanek opowiedzieć im o swojej wycieczce.

wtorek, 27 marca 2018

Pechowy wtorek


          We wtorek mój 9 letni synek Igor miał mały wypadek na rowerze, przewrócił się na tyle nieszczęśliwie, że uderzył brodą o kierownicę i przeciął sobie podbródek. Szybko trafiliśmy na izbę przyjęć, potem znieczulenie, szycie... nie było przyjemnie, choć Igor był bardzo, bardzo dzielny, nawet nie jęknął podczas szycia. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Trochę przestraszeni i zmęczeni wróciliśmy do domu. Igor szybko położył się spać – miał dość wrażeń. Chciałem małemu jakoś wynagrodzić cierpienie i postanowiłem kupić mu jakąś nową grę, gdyż Igor jest wielkim fanem gier  planszowych. Poza tym dzieciak będzie miał kilka dni wolnych od szkoły więc tym bardziej będzie potrzebował jakiejś rozrywki. Następnego dnia z samego rana w zaprzyjaźnionym sklepie z zabawkami kupiłem grę Trefla – 5 sekund edycja limitowana z pytaniami, które ułożyli sami gracze. Bardzo ciekawa i rozchwytywana wręcz pozycja. Igor był zachwycony bo grał w 5 sekund już kilka razy z kolegami i już nie jeden raz słyszałem od synka, że chciałby dostać 5 sekund.
          Do gry zasiadła jak zwykle cała rodzina, na twarzy synka pojawił się szeroki uśmiech, bardzo dziękował mi za prezent i oczywiście wszystkich nas ograł. Było dużo zabawy i śmiechu. Pytania w grze nie są wcale takie trudne ale ograniczenie czasowe powoduje, że czasem można naprawdę głupio odpowiedzieć. Np. na pytanie – wymień trzech znanych Henryków – jedna z odpowiedzi jaka padła to Jan Trzeci Henryk Sobieski. Niestety to była moja odpowiedź i jeszcze długo rodzinka śmiała się ze mnie. No cóż w grze trefla chodzi o to aby odpowiadać błyskawicznie ale z głową.

piątek, 23 marca 2018

Dzień Matki


          Za kilka dni Dzień Matki i jak co roku pojawia się problem jakim prezentem sprawić przyjemność mojej mamusi. Kwiaty - wiadomo szybko zwiędną, czekoladki tuczą, perfumy – no cóż nie zawsze udaje trafić się w gusta. Kombinowałem od kilku dni, ponieważ chciałem tym razem zaskoczyć świętującą. Mama od paru ładnych lat interesuje się układaniem puzzli, w każdej wolnej chwili dopasowuje do siebie porozrzucane elementy. Ja nie mam do tego cierpliwości, za każdym razem kiedy próbowałem jej pomóc w układaniu po kilkunastu minutach kończyło się poirytowaniem i zajmowałem się czymś innym. Mama natomiast ma taką wprawę, że mam wrażenie, iż robi to z zamkniętymi oczami. No więc powstał pomysł, że kupię mamie nowe pudełko puzzli.
          Wybrałem się na poszukiwanie odpowiedniego prezentu. W sklepie wybór był ogromny, przyjrzałem się półkom i uświadomiłem sobie, że wiele z tych puzzli zdobi już ściany mojego rodzinnego domu. Mama bowiem po ułożeniu każdego obrazka, wkłada puzzle do anty ramy i ozdabia dom. Były i widoki i zwierzęta, dzieci, miasta, kwiaty, nawet kaplica sykstyńska. Wyszedłem ze sklepu bez prezentu. Miałem się już poddać i kupić bukiet róż, kiedy przypadkiem w internecie natrafiłem na stronę firmy Trefl i ich nową propozycję – foto puzzle z przesłanego przez klienta zdjęcia. To był strzał w dziesiątkę. Takich puzzli mama jeszcze nie miała. Wybrałem fotkę z naszych wspólnych wakacji nad morzem kiedy z bratem szaleliśmy na plaży w Jastrzębiej Górze. Na zdjęciu tata, mama i my z wielką plażową piłką. Przesłałem mailem zdjęcie i już za kilka dni otrzymałem moje zamówienie. Puzzle zachwyciły mamę, była bardzo wzruszona i już nie mogła doczekać się kiedy ułoży nasze rozsypane na kawałki wakacyjne zdjęcie. Już za kilka dni obrazek był gotowy – wyszło idealnie, zdjęcie było naprawdę dobrej jakości. Pomysł na foto puzzle był genialny. Zachwycił całą rodzinę. Foto puzzle Trefla z własnego zdjęcia to naprawdę świetny prezent aby sprawić radość pasjonatom układania puzzli.

środa, 21 marca 2018

Piłka plażowa


          Nareszcie wakacje, długo wyczekiwane dwa miesiące luzu. Jesteśmy z rodziną na cudownym, dwutygodniowym urlopie na Helu. Pogoda jest idealna, 26 stopni, woda też całkiem ciepła, plaża czysta jak na polskie warunki, miły mały hotelik z dobrym domowym jedzeniem – czego chcieć więcej. Codziennie zabieramy dzieciaki na plażę ponieważ zarówno córka jak i syn uwielbiają pływać a pływanie w rozfalowanym lekko morzu sprawia im ogromną przyjemność. Żona się opala, ja czytam swoją ulubioną książkę – jest idealnie.
          Dzieciaki wybudowały ogromny zamek z piasku ale niestety zbyt duża fala  nieoczekiwanie zniszczyła misterną konstrukcję. Marysia zaczyna płakać, Tymek jest wściekły i cała sielanka znika jak za dotknięciem różdżki złej czarownicy. Dzieciaki zaczynają marudzić, że nudno i że chcą wracać do hotelu. Żona jeszcze niezadowolona z efektów opalania chce jeszcze zostać na plaży, a ja przerwałem książkę w najciekawszym momencie. Trzeba było szybko coś wymyślić żeby zająć dzieciaki choć na godzinkę. Na szczęście przypomniałem sobie, że żona spakowała do torby plażowej piłkę. Zaproponowałem dzieciakom zabawę piłką i o dziwo bez marudzenia się zgodzili. Piłka była nowiusieńka z pięknym obrazkiem z bajki „Mała syrenka”. Obrazek przedstawiał główną bohaterkę bajki syrenkę Ariel i jej podwodnych przyjaciół. Kiedy Tymek zobaczył piłkę oburzył się, że to piłka dla dziewczyn i nie będzie grał. No niestety dziewięcioletni chłopcy mają uczulenie na wszystko co według nich jest „dziewczyńskie”. Marysia na szczęście wiedziała jak przekonać brata do wspólnej zabawy. Zaprosiła do gry małą dziewczynkę która z rodzicami plażowała się tuż obok nas i kiedy Tymoteusz zobaczył jak dziewczyny świetnie się bawią postanowił do nich dołączyć. Syrenka Ariel to bohaterka lubiana głównie przez dziewczynki ale sama bajka jest przeznaczona dla przedstawicieli obu płci. Dzieci bawiły się prawie dwie godziny, żona pięknie się opaliła, ja dokończyłem spokojnie lekturę i wszyscy byli zadowoleni.

poniedziałek, 19 marca 2018

Pierwszy dzień w przedszkolu


          Pięcioletni Mikołaj poszedł w tym tygodniu pierwszy raz do przedszkola. Na początku był nastawiony całkiem pozytywnie ale już trzeciego dnia zmienił zdanie i przedszkole przestało być fajne. Rano maluch buntował się, nie chciał się ubierać, ani umyć zębów a już w samym przedszkolu płakał i nie chciał odkleić się od mamy. Sytuacja była trudna bo mamie ciężko było zostawiać zapłakanego syna w przedszkolu ale nie miała wyjścia, zaczęła nową pracę w której bardzo liczyła się dyspozycyjność. Zostawiała więc zapłakanego malca pani i wybiegała do samochodu aby nie przedłużać trudnego rozstania. Mikołaj po kilkunastu minutach uspokajał się i zaczynał bawić się z dziećmi. Wszystko wracało do normy, zapominał o tym, że tęskni za rodzicami i dość aktywnie uczestniczył w zajęciach.
          Pewnego dnia bardzo zaciekawiła go gra, którą przyniosła jedna z przedszkolanek. 5 sekund junior z Trefla spodobała się także innym dzieciom. Szybko zasiadły do rozgrywki, i wspaniale się bawiły odpowiadając na czas na pytania przeczytane przez panią. Mikołaj był bardzo bystrym dzieckiem i nie jeden raz wygrywał rozgrywkę. Gra do tego stopnia mu się spodobała, że następnego dnia już nie było problemów z odprowadzaniem go do placówki. Szybciutko się ubrał i pospieszał mamę aby jak najszybciej mogli dotrzeć do przedszkola. Chłopczyk chciał jak najszybciej zagrać z kolegami i koleżankami w 5 sekund. Mama była bardzo zdziwiona zmianą nastawienia i wdzięczna paniom, że znalazły sposób aby Mikołaj polubił przedszkole. Codziennie panie przeznaczały godzinkę z przedszkolnego rozkładu zajęć aby dzieci mogły zagrać w ulubioną grę. Dzieci podczas rozgrywki nie tyklo świetnie się bawiły ale także sporo mogły się nauczyć. Trefl wypuścił wiele edukacyjnych gier dla najmłodszych ale 5 sekund jest z pewnością jednną z najlepszych.