W ostatnią sobotę marca
postanowiłem zrobić córce niespodziankę . Pogoda była wspaniała , w sam
raz na wycieczkę. Właściwie to planowałem ją od kilkunastu dni, ale zawsze coś
stawało na przeszkodzie, a to praca, a to pogoda . Chciałem zabrać Marylkę do
Parku Iluzji. Miejsce to bardzo zachwalali moi znajomi, którzy niedawno gościli
tam ze swoimi dwoma urwisami. Byli zachwyceni ogromem atrakcji przygotowanych
dla najmłodszych. Postanowiłem , że będzie to moja niespodzianka. Skoro świt
obudziłem Marylkę i nakazałem jej spakować kilka niezbędnych rzeczy na dłuższą
podróż . Była mocno zaskoczona ale i bardzo podekscytowana , choć nie wiedziała
jeszcze , gdzie się wybieramy. Zjedliśmy szybciutko śniadanie, spakowaliśmy
prowiant na drogę i ruszyliśmy. Marylka na różne sposoby próbowała wyciągnąć
ode mnie cel naszej podróży. Ja jednak pozostawałem nieugięty. Do przejechania
mieliśmy niespełna dwieście kilometrów. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy w
pewnym momencie moja nawigacja poprowadziła nas w środek pola, nad brzeg
szerokiej rzeki. Okazało się , że jest to Wisła, przez którą musieliśmy
przepłynąć niewielkim promem. Dodatkowa atrakcja bardzo spodobała się Marylce.
W końcu dojechaliśmy do celu. Naszym oczom ukazał się wielki szyld z napisem
Park Iluzji. Młoda, aż podskoczyła z radości. Na terenie parku znajdowała się
rzeczywiście cała masa atrakcji dla dzieciaków, baseny ze zjeżdżalniami, kule
wodne, trampoliny, karuzele, punkty gastronomiczne, miejsca na grilla, sklepiki
z pamiątkami i wiele innych ciekawych punktów. Dodatkową atrakcją był również
pokaz iluzjonisty, który wywarł ogromne wrażenie na dzieciakach. Spędziliśmy
tam calutki dzień. Pod koniec zwiedzania odwiedziliśmy obowiązkowo sklepik z
pamiątkami i innymi zabawkami. Marylka zauważyła półkę z puzzlami i poprosiła o
jej ulubione Anna i Elsa – puzzle glam. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Marylka
była tak zmęczona , że gdy tylko wystartowaliśmy, od razu zasnęła . Obudziła
się, gdy dojeżdżaliśmy do naszego rodzinnego miasteczka. Przed blokiem bawiły
się jej koleżanki. Marylka dumnie
wysiadła z auta, wyciągnęła ze sobą swój nowy nabytek, Anna i Elsa – puzzle
glam i pobiegła do koleżanek opowiedzieć
im o swojej wycieczce.
piątek, 30 marca 2018
wtorek, 27 marca 2018
Pechowy wtorek
We
wtorek mój 9 letni synek Igor miał mały wypadek na rowerze, przewrócił się na
tyle nieszczęśliwie, że uderzył brodą o kierownicę i przeciął sobie podbródek.
Szybko trafiliśmy na izbę przyjęć, potem znieczulenie, szycie... nie było
przyjemnie, choć Igor był bardzo, bardzo dzielny, nawet nie jęknął podczas
szycia. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Trochę przestraszeni i
zmęczeni wróciliśmy do domu. Igor szybko położył się spać – miał dość wrażeń. Chciałem
małemu jakoś wynagrodzić cierpienie i postanowiłem kupić mu jakąś nową grę,
gdyż Igor jest wielkim fanem gier
planszowych. Poza tym dzieciak będzie miał kilka dni wolnych od szkoły
więc tym bardziej będzie potrzebował jakiejś rozrywki. Następnego dnia z samego
rana w zaprzyjaźnionym sklepie z zabawkami kupiłem grę Trefla – 5 sekund edycja
limitowana z pytaniami, które ułożyli sami gracze. Bardzo ciekawa i
rozchwytywana wręcz pozycja. Igor był zachwycony bo grał w 5 sekund już kilka
razy z kolegami i już nie jeden raz słyszałem od synka, że chciałby dostać 5
sekund.
Do gry
zasiadła jak zwykle cała rodzina, na twarzy synka pojawił się szeroki uśmiech,
bardzo dziękował mi za prezent i oczywiście wszystkich nas ograł. Było dużo
zabawy i śmiechu. Pytania w grze nie są wcale takie trudne ale ograniczenie
czasowe powoduje, że czasem można naprawdę głupio odpowiedzieć. Np. na pytanie
– wymień trzech znanych Henryków – jedna z odpowiedzi jaka padła to Jan Trzeci
Henryk Sobieski. Niestety to była moja odpowiedź i jeszcze długo rodzinka
śmiała się ze mnie. No cóż w grze trefla chodzi o to aby odpowiadać błyskawicznie
ale z głową.
piątek, 23 marca 2018
Dzień Matki
Za
kilka dni Dzień Matki i jak co roku pojawia się problem jakim prezentem sprawić
przyjemność mojej mamusi. Kwiaty - wiadomo szybko zwiędną, czekoladki tuczą,
perfumy – no cóż nie zawsze udaje trafić się w gusta. Kombinowałem od kilku dni,
ponieważ chciałem tym razem zaskoczyć świętującą. Mama od paru ładnych lat
interesuje się układaniem puzzli, w każdej wolnej chwili dopasowuje do siebie
porozrzucane elementy. Ja nie mam do tego cierpliwości, za każdym razem kiedy
próbowałem jej pomóc w układaniu po kilkunastu minutach kończyło się
poirytowaniem i zajmowałem się czymś innym. Mama natomiast ma taką wprawę, że
mam wrażenie, iż robi to z zamkniętymi oczami. No więc powstał pomysł, że kupię
mamie nowe pudełko puzzli.
Wybrałem
się na poszukiwanie odpowiedniego prezentu. W sklepie wybór był ogromny,
przyjrzałem się półkom i uświadomiłem sobie, że wiele z tych puzzli zdobi już ściany
mojego rodzinnego domu. Mama bowiem po ułożeniu każdego obrazka, wkłada puzzle
do anty ramy i ozdabia dom. Były i widoki i zwierzęta, dzieci, miasta, kwiaty,
nawet kaplica sykstyńska. Wyszedłem ze sklepu bez prezentu. Miałem się już
poddać i kupić bukiet róż, kiedy przypadkiem w internecie natrafiłem na stronę
firmy Trefl i ich nową propozycję – foto puzzle z przesłanego przez klienta
zdjęcia. To był strzał w dziesiątkę. Takich puzzli mama jeszcze nie miała.
Wybrałem fotkę z naszych wspólnych wakacji nad morzem kiedy z bratem szaleliśmy
na plaży w Jastrzębiej Górze. Na zdjęciu tata, mama i my z wielką plażową
piłką. Przesłałem mailem zdjęcie i już za kilka dni otrzymałem moje zamówienie.
Puzzle zachwyciły mamę, była bardzo wzruszona i już nie mogła doczekać się
kiedy ułoży nasze rozsypane na kawałki wakacyjne zdjęcie. Już za kilka dni
obrazek był gotowy – wyszło idealnie, zdjęcie było naprawdę dobrej jakości.
Pomysł na foto puzzle był genialny. Zachwycił całą rodzinę. Foto puzzle Trefla
z własnego zdjęcia to naprawdę świetny prezent aby sprawić radość pasjonatom
układania puzzli.
środa, 21 marca 2018
Piłka plażowa
Nareszcie wakacje, długo wyczekiwane dwa miesiące luzu. Jesteśmy z
rodziną na cudownym, dwutygodniowym urlopie na Helu. Pogoda jest idealna, 26
stopni, woda też całkiem ciepła, plaża czysta jak na polskie warunki, miły mały
hotelik z dobrym domowym jedzeniem – czego chcieć więcej. Codziennie zabieramy
dzieciaki na plażę ponieważ zarówno córka jak i syn uwielbiają pływać a
pływanie w rozfalowanym lekko morzu sprawia im ogromną przyjemność. Żona się
opala, ja czytam swoją ulubioną książkę – jest idealnie.
Dzieciaki
wybudowały ogromny zamek z piasku ale niestety zbyt duża fala nieoczekiwanie zniszczyła misterną
konstrukcję. Marysia zaczyna płakać, Tymek jest wściekły i cała sielanka znika
jak za dotknięciem różdżki złej czarownicy. Dzieciaki zaczynają marudzić, że
nudno i że chcą wracać do hotelu. Żona jeszcze niezadowolona z efektów opalania
chce jeszcze zostać na plaży, a ja przerwałem książkę w najciekawszym momencie.
Trzeba było szybko coś wymyślić żeby zająć dzieciaki choć na godzinkę. Na
szczęście przypomniałem sobie, że żona spakowała do torby plażowej piłkę.
Zaproponowałem dzieciakom zabawę piłką i o dziwo bez marudzenia się zgodzili.
Piłka była nowiusieńka z pięknym obrazkiem z bajki „Mała syrenka”. Obrazek
przedstawiał główną bohaterkę bajki syrenkę Ariel i jej podwodnych przyjaciół.
Kiedy Tymek zobaczył piłkę oburzył się, że to piłka dla dziewczyn i nie będzie
grał. No niestety dziewięcioletni chłopcy mają uczulenie na wszystko co według
nich jest „dziewczyńskie”. Marysia na szczęście wiedziała jak przekonać brata
do wspólnej zabawy. Zaprosiła do gry małą dziewczynkę która z rodzicami
plażowała się tuż obok nas i kiedy Tymoteusz zobaczył jak dziewczyny świetnie się
bawią postanowił do nich dołączyć. Syrenka Ariel to bohaterka lubiana głównie
przez dziewczynki ale sama bajka jest przeznaczona dla przedstawicieli obu
płci. Dzieci bawiły się prawie dwie godziny, żona pięknie się opaliła, ja dokończyłem
spokojnie lekturę i wszyscy byli zadowoleni.
poniedziałek, 19 marca 2018
Pierwszy dzień w przedszkolu
Pięcioletni Mikołaj poszedł w tym tygodniu pierwszy raz do przedszkola.
Na początku był nastawiony całkiem pozytywnie ale już trzeciego dnia zmienił
zdanie i przedszkole przestało być fajne. Rano maluch buntował się, nie chciał
się ubierać, ani umyć zębów a już w samym przedszkolu płakał i nie chciał
odkleić się od mamy. Sytuacja była trudna bo mamie ciężko było zostawiać
zapłakanego syna w przedszkolu ale nie miała wyjścia, zaczęła nową pracę w
której bardzo liczyła się dyspozycyjność. Zostawiała więc zapłakanego malca
pani i wybiegała do samochodu aby nie przedłużać trudnego rozstania. Mikołaj po
kilkunastu minutach uspokajał się i zaczynał bawić się z dziećmi. Wszystko
wracało do normy, zapominał o tym, że tęskni za rodzicami i dość aktywnie
uczestniczył w zajęciach.
Pewnego dnia bardzo zaciekawiła go gra, którą przyniosła jedna z
przedszkolanek. 5 sekund junior z Trefla spodobała się także innym dzieciom.
Szybko zasiadły do rozgrywki, i wspaniale się bawiły odpowiadając na czas na
pytania przeczytane przez panią. Mikołaj był bardzo bystrym dzieckiem i nie
jeden raz wygrywał rozgrywkę. Gra do tego stopnia mu się spodobała, że następnego
dnia już nie było problemów z odprowadzaniem go do placówki. Szybciutko się
ubrał i pospieszał mamę aby jak najszybciej mogli dotrzeć do przedszkola.
Chłopczyk chciał jak najszybciej zagrać z kolegami i koleżankami w 5 sekund.
Mama była bardzo zdziwiona zmianą nastawienia i wdzięczna paniom, że znalazły
sposób aby Mikołaj polubił przedszkole. Codziennie panie przeznaczały godzinkę
z przedszkolnego rozkładu zajęć aby dzieci mogły zagrać w ulubioną grę. Dzieci
podczas rozgrywki nie tyklo świetnie się bawiły ale także sporo mogły się
nauczyć. Trefl wypuścił wiele edukacyjnych gier dla najmłodszych ale 5 sekund
jest z pewnością jednną z najlepszych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)