wtorek, 30 czerwca 2015

Podróż do Krakowa


Niedawno wybraliśmy się ze znajomymi na kilka dni do Krakowa. To jedno z naszych ulubionych miejsc, które odwiedzamy podczas majowego weekendu. W podróż jak zwykle wybraliśmy się pociągiem. Dla zabicia czasu podczas kilkugodzinnej podróży postanowiliśmy zagrać w naszą ulubioną grę towarzyską. Od kilkudziesięciu lat gra ta jest         z entuzjazmem uprawiana nie  tylko wśród moich znajomych. Bywała także ważnym, oficjalnym punktem programu obozów w moich,
odległych czasach studenckich. Wtedy jako otwarty teleturniej dla wszystkich zgromadzonych na danej sali. Można w nią też grać              w plenerze, tylko nie na stojąco, bo trochę trwa. Albo w pociągu. Ktoś pełni rolę lektora i czyta kolejne zdania jakiejś książki lub artykułu czasopisma. Zatrzymuje się zawsze przed ostatnim słowem kolejnego, czytanego zdania. Pomija tylko nazwy własne nie znanych ludzi czy rzeczy. W tym momencie wszyscy przez jakiś czas mogą zgadywać jakie to słowo. Kto pierwszy ten lepszy. Zdobywa punkt, który mu się zapisuje. Gdy grających jest tylko dwóch lub trzech to gra towarzyska wygląda nieco inaczej. Każdy jest lektorem i ma swoją książkę jako materiał do zgadywania dla przeciwników lub przeciwnika. Warto wybrać książki       o podobnym stopniu trudności i nie znane nikomu. Wtedy czyta się kolejno. Czyli co chwila (na przemian) kontynuuje jedną z dwóch lub trzech historii. Warto zatem pamiętać o czym mowa była wcześniej. Gdy grają tylko dwie osoby to nie ma kto pierwszy ten lepszy, więc jest tylko jedna próba zgadnięcia. Tak czy siak punkty trzeba notować. Długopis     i papier są obowiązkowe! Szczerze mówiąc to rewelacyjna gra towarzyska, szczególnie w podróży, ale nie tylko. Nasza podróż do Krakowa, choć trwała prawie pięć godzin nie dłużyła nam się wcale. Wręcz przeciwnie. Wydawało się nam, jakbyśmy dopiero co wsiedli do pociągu. Śmiechu było co niemiara. Wygrała jak zawsze nasza znajoma Alina, zdobywając sto dwadzieścia punktów. Sam nie wiem jak ona to robi, ale zawsze wygrywa.

czwartek, 25 czerwca 2015

Sklep z grami planszowymi


Wracając ostatnio z podróży służbowej zatrzymałem się w nowo wybudowanym podwarszawskim centrum handlowym. Jego rozmiary zaparły były ogromne. To chyba największe centrum w Polsce. W każdym razie postanowiłem zajrzeć do środka. Obiecałem bowiem wnuczkowi, że przywiozę mu z podróży prezent. Byłoby głupio gdybym wrócił z pustymi rękoma. Kacper, tak ma imię mój sześcioletni wnuk, najbardziej ze wszystkich zabawek lubi gry planszowe dla dzieci. Od wewnątrz centrum wyglądało na jeszcze większe . Na całe szczęście przy każdym wejściu usytuowane były punkty informacyjne,         w których można było zasięgnąć porady w zakresie znajdujących się terenie obiektu sklepów i restauracji. Bardzo miła Pani pokierowała mnie zgodnie             z celem moich poszukiwań do sklepu, w którym mógłbym nabyć poszukiwany przeze mnie podarunek. Znajdował się on na trzecim i ostatnim piętrze handlowego olbrzyma. Długo nie musiałem szukać, ponieważ gdy tylko otworzyły się drzwi windy, oczom moim ukazał się bardzo kolorowy salon, na którego straży stał dwumetrowy jednooki Jack ( dla mniej wtajemniczonych był to pirat). Gdy przekroczyłem próg sklepu, oniemiałem z wrażenia. Tak nowoczesnego i  dobrze zaopatrzonego sklepu z dziecięcymi zabawkami długo by szukać. Były tam chyba wszystkie kategorie zabawek, a wśród nich oczywiście dział gier planszowych dla dzieci . Przy  każdym stojaku stał elektroniczny słupek z monitorem, na którym w prosty sposób można było odnaleźć poszukiwaną przez nas grę. Było to o tyle przyjazne klientowi, że asortyment został podzielony według kilku kategorii. Po pierwsze jeżeli nie wiadomo było jak nazywa się gra o jaką nam chodzi, wystarczyło wybrać odpowiednią kategorię , na przykład gry strategiczne, a potem wpisać poszukiwaną  frazę. Na monitorze pojawiały się propozycje gier odpowiadające wpisanym kryteriom, co więcej jeżeli wybraliśmy już konkretną pozycję wystarczyło kliknąć, by na monitorze pojawił się cały opis gry oraz dokładnie określona półka sklepowa na której można znaleźć wybrana przez nas grę. Rewelacyjny pomysł. Bez trudu zatem udało mi się zakupić prezent                        i z uśmiechem na twarzy ruszyłem w dalszą drogę.

wtorek, 23 czerwca 2015

Zawody


Czas wakacji to dla mnie wyjątkowo pracowity okres. Jako współorganizator półkolonii letnich dla najmłodszych grup wiekowych w przedziale 7-12 lat mam pełne ręce roboty. Przed gorącym okresem wakacyjnym należy przede wszystkim opracować plan zajęć. Staramy się również z kolegami i koleżankami pozyskać jak najwięcej funduszy, gdyż organizowane przez tutejszy ośrodek zajęcia przeznaczone są w dużej mierze dla dzieci z rodzin najuboższych,              a takich potrzebujących w naszym powiecie nie brakuje. Nie mniej jednak zawsze udaje się nam pozyskać wystarczającą ilość środków, by zapewnić najbardziej potrzebującym choćby namiastek udanego wypoczynku. W tym sezonie postanowiliśmy, iż podczas codziennych zajęć zorganizujemy  zawody  w układaniu puzzli . Maluchy lubią wyzwania i zdrową rywalizację. Żeby obniżyć koszty urządziliśmy zatem na terenie naszej gminy zbiórkę tego typu układanek. Okazał się, że ludzi dobrej woli jest naprawdę sporo. Wystarczy dobry pomysł     i trochę chęci. W przeciągu niespełna tygodnia udało nam się zebrać ponad pięćdziesiąt kompletnych i niezniszczonych układanek puzzli, od egzemplarzy liczących od stu do ponad tysiąca elementów różnych kategorii. W zebranym materiale przeważały puzzle z motywami bohaterów z bajek, było również kilka opakowań przedstawiających krajobrazy oraz dwa zestawy puzzli trójwymiarowych. Te ostatnie prezentowały się naprawdę niesamowicie. Oczywiście poza zaplanowanymi przez tutejszy ośrodek zawodami w układaniu puzzli, przewidzieliśmy również inne atrakcje, takie jak zajęcia na basenie, ognisko oraz nauka jazdy konnej. Pozostałe atrakcje zobligowały się zasponsorować  lokalne władze. Zawody w układaniu puzzli miały być przysłowiową wisienką na torcie. Postanowiliśmy, iż odbędą się ostatniego dnia półkolonii i zakończą się rozdaniem nagród, ufundowanych przez tutejszego przedsiębiorcę. Do wygrania miały być tornistry, plecaki, piórniki oraz zestawy przyborów szkolnych znanych marek. Żeby wyrównać szanse dzieci na wygraną, postanowiliśmy, iż  rywalizacja odbędzie się w dwóch przedziałach wiekowych. Do wzięcia udziału w półkoloniach zgłosiło się ponad czterdzieści osób. Mam nadzieję, że zaplanowany przez nas program wypoczynku przypadnie spodoba się młodym uczestnikom .

 

piątek, 19 czerwca 2015

Sobotnie grilowanie

W ubiegłą sobotę zaproszony zostałem przez mojego starego znajomego Tadeusza na grilla. Pogoda była wspaniała, więc skorzystałem z zaproszenia. Tadeusz organizował ucztę na świeżo zakupionej działeczce rekreacyjnej, położonej niespełna dziesięć minut drogi od miejsca mojego zamieszkania. Ogrody działkowe, na których znajdowała się posesja Tadeusza przeżywały tego dnia oblężenie. Na całe szczęście nie musiałem korzystać z samochodu, a ciężko była znaleźć wolne miejsce parkingowe. Tadeusz przywitał mnie i zaprowadził na teren swojej nowej  posesji. Dużo zieleni, drzewa i krzewy owocowe  no          i oczywiście piękna drewniane altana z dużą werandą, na  której przygotowany został stół biesiadny wyglądały imponująco. Byłem pierwszym gościem. Zaraz po mnie przyszli pozostali biesiadownicy i jak się okazało sami mężczyźni. Postanowiliśmy zatem wykorzystać uroki spotkania w męskim towarzystwie        i zagrać w lubianą przez nas wszystkich grę towarzyską – szachy. Tadeusz specjalnie przygotował się do tego spotkania i mieliśmy do dyspozycji aż cztery plansze. W sam raz dla ośmioosobowego składu. Bowiem szachy to gra,              w której udział biorą dwie osoby. Rozgrywa się ją na planszy, zwanej szachownicą, na której rozstawia się 32 bierki, po 16 dla każdego z graczy. Celem jest tu danie tzw. mata, co oznacza usunięcie króla przeciwnika z dalszej rozgrywki, którego nie można uniknąć. Ta gra towarzyska rzadko jednak kończy się matem. Gracze zazwyczaj poddają się, gdyż uważają, że dalsza gra doprowadzi ich do ostatecznej porażki. Ustawiliśmy w ogrodzie stoły , rozpaliliśmy grilla i zasiedliśmy do zabawy. Niestety nasze plany pokrzyżowała pogoda. Zerwał się bardzo silny wiatr i nadciągnęła ogromna, burzowa chmura. W pośpiechu zbieraliśmy przygotowane wcześniej plansze szachowe                     i karkóweczki z grilla. Na całe szczęście zdążyliśmy przed ulewą. Przenieśliśmy się do altanki i tam z nieustającym zapałem przystąpiliśmy do rozgrywki. Nasza ulubiona gra towarzyska tak bardzo nas pochłonęła, że zapomnieliśmy o tlącym się grillu i pieczonym mięsie. Do domu wróciłem po północy, ale pomimo

środa, 17 czerwca 2015

Z wizytą u Anny

Anna to moja najstarsza siostra. Mieszka wraz z  rodziną niedaleko Kołobrzegu. Kilka lat temu wybudowali dom o powierzchni niemalże dwustu metrów. Parter zamieszkuje ona z mężem. Na pierwszym piętrze mieszka jej córka z mężem       i dwójką dzieci w wieku ośmiu i dziesięciu lat, Julką i Martynką, zaś na poddaszu znajdują się dwa pokoje gościnne z łazienką. W zeszły weekend , jak co roku, wybraliśmy się do niej z rodziną w odwiedziny. Nie mogliśmy pojechać                 z pustymi rękoma, więc dla każdego przygotowaliśmy drobny upominek. Dziewczynki uwielbiają układać puzzle, więc dla nich kupiliśmy zestawy układanek. Gdy dotarliśmy na miejsce po kilkugodzinnej podróży, Julka                z Martynką przywitały nas  pyszną szarlotką, którą obydwie wraz z mamą upiekły na tę okoliczność. Wręczyliśmy dziewczynkom prezenty i zasiedliśmy do wspólnej kolacji. Ponieważ zakupione przez nas puzzle składały się z tej samej ilości elementów dziewczynki postanowiły rywalizować ze sobą , której pierwszej uda się złożyć całą układankę. Zajęło im to prawie dwie godziny, więc mieliśmy czas z pozostałymi członkami rodziny by podzielić się wydarzeniami  ostatniego roku. Jak się okazało moja siostra Anna po przejściu dwa miesiące temu na zasłużoną emeryturę postanowiła zająć się malarstwem. Zawsze miała talent do malowania, ale nigdy wcześniej nie próbowała malować na płótnie. Pokazała nam swoje pierwsze prace i byłem mile  zaskoczony. Malowidła były naprawdę dobre. Po kolacji Julka z Martynką zaprowadziły nas do swoich pokoi, by pokazać kolekcję swoich puzzli. Gdy byliśmy rok temu, dziewczynki owszem lubiły tego typu układanki i miały może po dziesięć zestawów, ale przez ten czas ich zasoby urosły do dość potężnych rozmiarów. Julka najbardziej zainteresowana była układaniem puzzli ze zwierzętami , zaś Martynka uwielbiała motywy z kwiatami. W pierwszej chwili pomyślałem,  że zakupione przeze mnie puzzle z księżniczkami z bajek to nie był jednak dobry pomysł, ale dziewczynki wyprzedziły moje pytanie i z rozbrajającymi uśmiechami powiedziały : „ Nie martw się wujku . Twoje puzzle też są śliczne  i zajmą honorowe miejsce wśród naszych kolekcji”. Odetchnąłem z ulgą, ale                    w przyszłym roku najpierw zadzwonię do ich mamy spytać, czy aby  dziewczynki

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dni Tomaszowa


W zeszłym tygodniu wybraliśmy się cała rodziną na zorganizowane przez władze naszego miasta Dni Tomaszowa. Impreza rozpoczęła się piątkowym popołudniem ,zaś finał przewidziano na  późne godziny wieczorne w niedzielę. Pogoda była wspaniała. Na Placu zebrały się tłumy. Wszystko dlatego, że tego typu impreza ostatnio odbyła się w naszym mieście kilka lat temu. Za sprawą nowo  wybranych władz przywrócono  wieloletnią tradycję. Dni Tomaszowa rozpoczęto pokazem najmłodszych gwiazd estrady, tj. utalentowanego zespołu tanecznego, wielokrotnie nagradzanego  w konkursach na terenie całej Polski. Tego wieczoru punktem kulminacyjnym okazał się jednak koncert znanego młodzieżowego zespołu. Program imprezy był naprawdę urozmaicony. Poza oczywiście występami scenicznymi odbywały się również drobne atrakcje współtowarzyszące przeznaczone dla najmłodszej grupy mieszkańców Tomaszowa., tzn. karuzele, zjeżdżalnie, pokazy szczudlarzy, stoiska                         z malowaniem twarzy i włosów oraz wiele konkursów, w których można było zdobyć ciekawe nagrody. Ku mojemu zaskoczeniu zorganizowany został  również  turniej gier planszowych minionego pokolenia. Nie omieszkałem zatrzymać się tam na dłuższą chwilę, by choć na chwilę powrócić wspomnieniami do lat młodzieńczych. Chętnych do wzięcia udziału                       w rywalizacji było sporo. Przeważała jednak grupa osób w wieku powyżej lat trzydziestu. Młodsi  postawili jednak na rozgrywane niedaleko turnieje  gier interaktywnych. Gry planszowe choć wracają ponoć do łask są jeszcze  daleko     z tyłu za wszechobecną komputeryzacją, ale mam nadzieję, że producenci tych gier będą potrafili w niezbyt odległej przyszłości zjednać sobie rzeszę fanów       w różnych kategoriach wiekowych. W każdym razie zlokalizowana na uboczu sceny strefa gier planszowych cieszyła się rosnącą popularnością . W strefie tej rozstawiono kilkanaście namiotów, pod którym można było zagrać w inną grę, począwszy od tak popularnych jak Chińczyk, Monopoly, Zbieranie Grzybów po troszkę nowocześniejsze jak Scrabble czy Gra o tron. Pomysł był naprawdę rewelacyjny i niedrogi   w zorganizowaniu. Pod namiotami spędziłem niemalże cały wieczór. Zabawa była wyśmienita, a ponieważ cała impreza trwała aż do niedzieli , w sobotę zabrałem ze sobą do strefy gier planszowych swoje wnuki. Śmiechu było co niemiara, ale bardzo im się podobało. Niestety                            w niedzielę cały dzień lało, dopiero późnym wieczorem pogoda się poprawiła, więc wybraliśmy się na ostatni punkt programu : pokaz sztucznych ogni.

czwartek, 11 czerwca 2015

Wesele

W zeszłym miesiącu bawiłem się jako gość na weselu mojego bratanka Igora. Powiem szczerze, że młoda para prezentowała  się tak cudownie, że gdyby nie to, że jestem mężczyzną  niejeden raz łezka zakręciłaby mi  się w oku, a poza tym sama zabawa na weselu była wyśmienita. Wszystko dzięki rewelacyjnemu zespołowi i wodzirejowi, który sprawił, że ta impreza na długi e lata pozostanie w pamięci niejednego gościa . Gry towarzyskie to niemal nieodłączny element każdego wesela. Pozwalają one uniknąć nudy i rutyny. Oczywiście zabawą wprowadzająca były oczepiny. To starodawny zwyczaj podkreślający rozstanie się przez Młodych ze stanem panieńskim i kawalerskim. Obrzędowi temu towarzyszą różne zabawy, konkursy i gry  towarzyskie. Mnie osobiście podobała się gra pod nazwą „poznajmy się”, choć w jej udziale powinny niewątpliwie brać udział pary, które mają duże poczucie humoru i nie należą do typu zazdrośników. Gra miała przede wszystkim za zadanie sprawdzić, czy nowożeńcy dobrze poznali się w okresie narzeczeństwa. Po kolei Panna Młoda oraz Pan Młody rozpoznawali swoje połówki po wymienionej części ciała. Na pierwszy ogień poszła Panna Młoda, której zawiązano oczy. Panowie zaś razem z Panem Młodym zasiedli na przygotowanych krzesełkach. Panna Młoda miała rozpoznać nowo upieczonego małżonka najpierw po nosie, potem po udach,     a na końcu po pośladkach. Śmiechu było co niemiara. Potem przyszła kolej na Pana Młodego. I tutaj podobnie, mąż szukał żony zmysłem dotyku najpierw po nosie, udach no i żeby podgrzać nieco atmosferę na sali weselnej, po biuście. Na całe szczęście udało mu się odgadnąć, które piersi należały do wybranki serca, w przeciwnym razie mogłoby się to źle skończyć. Kolejną z gier towarzyskich, która wzbudziła największe emocje wśród gości był tzw. „sznurek z ubrań”.  Zabawa polegała na spleceniu z ubrań gości jak najdłuższego sznurka. W tym celu utworzono dwa zespoły, ustawione naprzeciw siebie w dość sporej odległości. Uczestnicy gry musieli upleść sznur z ubrań  w jak najszybszym czasie. Wygrała natomiast drużyna, która jako pierwsza dotarła do obozu przeciwnika. Oczywiście gier towarzyskich było o wiele więcej. Na zakończenie każdej z nich zwycięzcy konkurencji otrzymywali nagrody, zazwyczaj w postaci butelki wódki weselnej, bądź dodatkowej porcji tortu. Takie zabawy mogą

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Targi zabawek


Niedawno miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanych  w Berlinie międzynarodowych targach zabawek. Wizyta ta związana była z moją pracą zawodową . Od przeszło piętnastu lat pracuję bowiem jako przedstawiciel handlowy znanego w Polsce producenta zabawek. Pomimo upływu lat branża jaką się zajmuję nadal mnie fascynuje i ciekawi. To niezwykle interesujące móc doświadczać i śledzić, w jaki sposób na przestrzeni tych kilkunastu lat zmieniają się zabawki dla dzieci.  Poza tym często również mam okazję uczestniczyć                w różnego rodzaju imprezach okolicznościowych, organizowanych przez naszą firmą dla najmłodszych odbiorców naszych produktów. Z wielką przyjemnością obserwuję radosne twarze maluchów i jest to dla mnie kolejnym bodźcem motywującym do efektywnej pracy. Wróćmy jednak do berlińskich targów, które wywarły na mnie i moich bliskich współpracownikach  piorunujące wrażenie. Na powierzchni ponad 10 tysięcy metrów kwadratowych, w pięciu halach wystawienniczych swoją ofertę zaprezentowało przeszło 300 firm z takich krajów jak Wiela Brytania, Niemcy, Czechy, Litwa, Belgia, Holandia, Hiszpania, Francja, Chiny no i oczywiście Polska . Oprócz innowacyjnych zabawek na targach podziwiać można było również najnowocześniejsze modele wózków i fotelików dziecięcych, jak również najmodniejsze wzory tekstyliów i odzieży. Wśród debiutujących na targach firm znalazł się także między innymi niemiecki producent zabawek drewnianych. Prezentowane przez niego produkty  wzbudziły ogromne emocje wśród zwiedzających. Mogliśmy tu bowiem podziwiać połączenie nowoczesnego wzornictwa i kolorystyki z tradycyjnymi zabawkami minionego pokolenia. Nie zabrakło również przedstawicieli producentów przeżywających na całym świecie renesans  gier planszowych. Co więcej targi zabawek to nie tylko stoiska wystawowe przedstawicieli branży dziecięcej. To również czas spotkań merytorycznych. I tak tematem przewodnim stała się w tym roku prezentacja niemieckiej specjalistki do spraw badań nad trendami w rodzicielstwie dotycząca aspektów, którymi kierują się współcześni rodzice podczas zakupów. Przedstawione zostały także najnowsze dane dotyczące międzynarodowego rynku zabawek. Targi zakończyła uroczysta gala, podczas której wręczono medale i wyróżnienia dla najlepszych produktów. Wystawę odwiedziło według podanych informacji przeszło cztery tysiące zwiedzających z 33 krajów. Takiej różnorodności w świecie zabawek jeszcze nie widziałem. Można było podziwiać nie tylko bardzo nowoczesne i nowatorskie produkty, ale także przeżywające swoją drugą młodość zabawki   w nowych odsłonach graficznych.

czwartek, 4 czerwca 2015

Spotkanie po latach


W ubiegły weekend zorganizowaliśmy z kolegą ze szkolnej ławy spotkanie naszej klasy licealnej. Nie było to łatwe zadanie, bowiem wiele osób imigrowało poza granice naszego miasta a nawet państwa, czy to  w poszukiwaniu pracy czy też miłości, w każdym razie lepszego życia. Ja natomiast, z wcześniej już wspomnianym kolegą ze szkolnej ławy Edwardem, należałem do bardzo nielicznego grona ludzi na stałe związanych z naszym miastem lat szkolnych. Zorganizowanie takiego spotkania wymagało nie lada umiejętności organizacyjnych. W każdym bądź razie udało się i miniony weekend należał do bardzo udanych. Pośród grona znalazł się również Paweł, który jak tylko sięgnę pamięcią, uwielbiał układać puzzle. Jak się okazało zamiłowanie do młodzieńczych układanek przerodziło się w pasję na całe życie. Paweł był niezwykle spokojnym nastolatkiem, ale przy tym ciepłą i towarzyską osobą . Nie było chyba w naszej klasie ucznia, który nie odwiedziłby Pawła w jego tzw. Pracowni, w której znajdowały się piramidy pudełek z puzzlami. Oczywiście wizyta u Pawła w domu nie obyła się bez zabawy układankami. Było to całkiem ciekawe doświadczenie, aczkolwiek o wiele bardziej ciągnęło mnie do psot, które zwykliśmy czynić z moją osiedlową ferajną. Podczas spotkania  klasowego Paweł zaprosił pozostałych uczestników do odwiedzenia łódzkiej wystawy pod tytułem ”Moja pasja -  puzzle”, oczywiście autorstwa nikogo innego, jak naszego klasowego  pasjonata. Okazja ku temu nadarzyła się już w najbliższy poniedziałek. Będąc przejazdem w Łodzi postanowiłem sprawdzić jak wygląda tak mocno zachwalana przez Pawła kolekcja. Gdy tylko przekroczyłem próg hali, w której miała miejsce wystawa, oniemiałem ze zdumienia. Oczom moim ukazał się niesamowity widok. Na przestrzeni kilkuset metrów umieszczone były w gablotach, złożone przez Pawła puzzle. Od tych, które jak mi się wydaje miałem okazję oglądać w pracowni kolegi ze szkolnej ławy w latach młodzieńczych po niezwykle skomplikowane i wielotysięczne układanki świeżo stworzone. To było niezwykłe przeżycie.

wtorek, 2 czerwca 2015

Skrable


Zeszły weekend nie należał do tych leniwych, spokojnych dni , spędzonych przed telewizorem. Moje dorosłe już dzieci postanowiły wyjechać  wspólnie na kilka dni do Ustronia Morskiego, żeby odpocząć od trudów codziennego dnia. My z żoną podjęliśmy się opieki nad  najmłodszymi członkami naszej rodziny: Dominikiem , Mikołajem i Piotrem. Chłopcy mają odpowiednio osiem, dziewięć i dziesięć lat. Ze względu na porę roku, a mamy przecież piękną wiosnę, zdecydowaliśmy spędzić te dni na naszej działce, położonej nad uroczym Jeziorem Białym. Podróż tam zajmuje  niespełna trzydzieści minut. Po zrobieniu zapasów żywności, ruszyliśmy w drogę. Po przyjeździe na miejsce, chłopcy pobiegli na łąkę, żeby pograć w piłkę.  Nagle pogoda zmienił się nie do poznania. Rozpętała się potężna burza. Na całe szczęście nikt nie ucierpiał. Jedynie chłopcy  byli bardzo zawiedzeni. Moja żona jest jednak osobą potrafiącą przewidzieć każdą chyba sytuację, nawet tą najbardziej zaskakującą . Z szafy wyjęła grę planszową dla dzieci – Scrabble . Gra polega na losowaniu płytek z literami i kolejnym układaniu z nim słów na planszy. Słowa układane są w sposób przypominający krzyżówkę. Pierwsze słowo powinno przechodzić przez środek planszy. Każdy kolejny wyraz musi wykorzystywać co najmniej jedną literę znajdującą się już na planszy, zatem nowo układane wyrazy bądź krzyżują się już z istniejącymi, bądź przedłużają je o kolejne litery. Gracz, który nie może ułożyć kolejnego słowa, może albo spasować albo wymienić litery. Ułożone słowa są punktowane, przy czym grę wygrywa ten, kto łącznie zdobędzie większą liczbę punktów niż każdy z przeciwników. Gra w scrabble pomaga ponoć  w nauce języka polskiego, ortografii, a nawet języków obcych czy matematyki. Ponadto uczy podejmowania strategicznych decyzji, logicznego myślenia, radzenia sobie ze stresem, a także zapamiętywania. Oczywiście oboje z żoną włączyliśmy się do zabawy. Mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych gier planszowych dla dzieci, z jakimi miałem do czynienia. Jest naprawdę rozwijająca. Chłopcy tak bardzo wciągnęli się                w zabawę, że nawet nie zauważyli, gdy przestało grzmieć i wyszło słońce. Pierwszy odpadł Dominik, ale  wcale nie dlatego, że miał najmniejszą ilość punktów. Po prostu ułożył się wygodnie w sofie i zasnął. Następnego dnia pierwszym pytaniem, jakie chłopcy nam zadali było : „Gramy w Scrabble ?”.