Niedawno
wybraliśmy się ze znajomymi na kilka dni do Krakowa. To jedno z naszych
ulubionych miejsc, które odwiedzamy podczas majowego weekendu. W podróż jak
zwykle wybraliśmy się pociągiem. Dla zabicia czasu podczas kilkugodzinnej
podróży postanowiliśmy zagrać w naszą ulubioną grę towarzyską. Od
kilkudziesięciu lat gra ta jest z
entuzjazmem uprawiana nie tylko wśród moich
znajomych. Bywała także ważnym, oficjalnym punktem programu obozów w moich,
odległych czasach studenckich. Wtedy jako otwarty teleturniej dla wszystkich zgromadzonych na danej sali. Można w nią też grać w plenerze, tylko nie na stojąco, bo trochę trwa. Albo w pociągu. Ktoś pełni rolę lektora i czyta kolejne zdania jakiejś książki lub artykułu czasopisma. Zatrzymuje się zawsze przed ostatnim słowem kolejnego, czytanego zdania. Pomija tylko nazwy własne nie znanych ludzi czy rzeczy. W tym momencie wszyscy przez jakiś czas mogą zgadywać jakie to słowo. Kto pierwszy ten lepszy. Zdobywa punkt, który mu się zapisuje. Gdy grających jest tylko dwóch lub trzech to gra towarzyska wygląda nieco inaczej. Każdy jest lektorem i ma swoją książkę jako materiał do zgadywania dla przeciwników lub przeciwnika. Warto wybrać książki o podobnym stopniu trudności i nie znane nikomu. Wtedy czyta się kolejno. Czyli co chwila (na przemian) kontynuuje jedną z dwóch lub trzech historii. Warto zatem pamiętać o czym mowa była wcześniej. Gdy grają tylko dwie osoby to nie ma kto pierwszy ten lepszy, więc jest tylko jedna próba zgadnięcia. Tak czy siak punkty trzeba notować. Długopis i papier są obowiązkowe! Szczerze mówiąc to rewelacyjna gra towarzyska, szczególnie w podróży, ale nie tylko. Nasza podróż do Krakowa, choć trwała prawie pięć godzin nie dłużyła nam się wcale. Wręcz przeciwnie. Wydawało się nam, jakbyśmy dopiero co wsiedli do pociągu. Śmiechu było co niemiara. Wygrała jak zawsze nasza znajoma Alina, zdobywając sto dwadzieścia punktów. Sam nie wiem jak ona to robi, ale zawsze wygrywa.
odległych czasach studenckich. Wtedy jako otwarty teleturniej dla wszystkich zgromadzonych na danej sali. Można w nią też grać w plenerze, tylko nie na stojąco, bo trochę trwa. Albo w pociągu. Ktoś pełni rolę lektora i czyta kolejne zdania jakiejś książki lub artykułu czasopisma. Zatrzymuje się zawsze przed ostatnim słowem kolejnego, czytanego zdania. Pomija tylko nazwy własne nie znanych ludzi czy rzeczy. W tym momencie wszyscy przez jakiś czas mogą zgadywać jakie to słowo. Kto pierwszy ten lepszy. Zdobywa punkt, który mu się zapisuje. Gdy grających jest tylko dwóch lub trzech to gra towarzyska wygląda nieco inaczej. Każdy jest lektorem i ma swoją książkę jako materiał do zgadywania dla przeciwników lub przeciwnika. Warto wybrać książki o podobnym stopniu trudności i nie znane nikomu. Wtedy czyta się kolejno. Czyli co chwila (na przemian) kontynuuje jedną z dwóch lub trzech historii. Warto zatem pamiętać o czym mowa była wcześniej. Gdy grają tylko dwie osoby to nie ma kto pierwszy ten lepszy, więc jest tylko jedna próba zgadnięcia. Tak czy siak punkty trzeba notować. Długopis i papier są obowiązkowe! Szczerze mówiąc to rewelacyjna gra towarzyska, szczególnie w podróży, ale nie tylko. Nasza podróż do Krakowa, choć trwała prawie pięć godzin nie dłużyła nam się wcale. Wręcz przeciwnie. Wydawało się nam, jakbyśmy dopiero co wsiedli do pociągu. Śmiechu było co niemiara. Wygrała jak zawsze nasza znajoma Alina, zdobywając sto dwadzieścia punktów. Sam nie wiem jak ona to robi, ale zawsze wygrywa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz