Na ten dzień cała nasza rodzinka czekała bardzo długo. Kilka
miesięcy temu moja małżonka uległa poważnemu wypadkowi i zaplanowany wówczas
rodzinny wyjazd nie doszedł do skutku. Operacja i długą i żmudna rehabilitacja
dała jednak wspaniałe efekty. Muszę jednak przyznać, iż taki sukces Małgosia
zawdzięcza samej sobie, a przede wszystkim wytrwałości, ogromnej pracy i
niesamowitej determinacji. Nawet lekarze byli zdumieni jak szybko dochodzi do
zdrowia. Teraz kilka miesięcy po feralnym dniu postanowiliśmy całą naszą
rodzinką wyjechać na wymarzony odpoczynek. Zapowiadał się rewelacyjny weekend
nad Soliną. Odkąd sięgnę pamięcią
wszystkie nasze wyjazdy związane
były z tymi właśnie górami. Dokonaliśmy rezerwacji w cichej i spokojnej
okolicy. Nie pierwszy raz gościliśmy w tym pensjonacie. Gdy nadszedł czas
wyjazdu każdy z nas zapakował do samochodu swoja walizkę i ruszyliśmy w drogę.
Na miejsce dotarliśmy tuż przed południem. Rozpakowaliśmy swoje tobołki w
pokojach i poszliśmy na spacer. Pomimo długiej podróży wcale nie czuliśmy się
zmęczeni. W końcu nic nas nie goniło. W pobliskiej restauracji zjedliśmy nasz
pierwszy tego dnia ciepły posiłek. Do pensjonatu wróciliśmy, gdy zaczęło się
ściemniać. Dzieciaki zmęczone dniem pełnym wrażeń szybko zasnęły, a ja z Małgosią rozsiedliśmy się
wygodnie na balkonie i delektowaliśmy się pięknym widokiem. Z samego rana
wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę. W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę .
Rozłożyliśmy kocyk, Małgosia dała każdemu po pysznej kanapeczce, a Patryk
wyciągnął z plecaka naszą ulubioną grę towarzyską Kalambury. Zabawa była tak
wyśmienita, że zanim się obejrzeliśmy , dawno minęła pora obiadowa.
Postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną do pensjonatu, by nie zastała nas noc.
Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęło się ściemniać. Poszliśmy na pyszną pizzę. W
którymś jednak momencie Patryk przypomniał sobie , że przez przypadek zostawił
na polance nasze Kalambury. Następnego dnia postanowiliśmy po nie wrócić.
Niestety odnalezienie przypadkowo napotkanej polany graniczyło z cudem.
Musieliśmy to przeboleć, ale wrażenia, jakie zafundował nam kolejny dzień w
górach wynagrodziły naszą stratę. W końcu nadszedł czas powrotu do naszego
rodzinnego domu. Ciężko nam było rozstać się z ukochanymi górami, ale już
zaplanowaliśmy następny rodzinny wypad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz