piątek, 4 sierpnia 2017

Wymarzony weekend



Na ten dzień cała nasza rodzinka czekała bardzo długo. Kilka miesięcy temu moja małżonka uległa poważnemu wypadkowi i zaplanowany wówczas rodzinny wyjazd nie doszedł do skutku. Operacja i długą i żmudna rehabilitacja dała jednak wspaniałe efekty. Muszę jednak przyznać, iż taki sukces Małgosia zawdzięcza samej sobie, a przede wszystkim wytrwałości, ogromnej pracy i niesamowitej determinacji. Nawet lekarze byli zdumieni jak szybko dochodzi do zdrowia. Teraz kilka miesięcy po feralnym dniu postanowiliśmy całą naszą rodzinką wyjechać na wymarzony odpoczynek. Zapowiadał się rewelacyjny weekend nad Soliną. Odkąd sięgnę pamięcią  wszystkie nasze  wyjazdy związane były z tymi właśnie górami. Dokonaliśmy rezerwacji w cichej i spokojnej okolicy. Nie pierwszy raz gościliśmy w tym pensjonacie. Gdy nadszedł czas wyjazdu każdy z nas zapakował do samochodu swoja walizkę i ruszyliśmy w drogę. Na miejsce dotarliśmy tuż przed południem. Rozpakowaliśmy swoje tobołki w pokojach i poszliśmy na spacer. Pomimo długiej podróży wcale nie czuliśmy się zmęczeni. W końcu nic nas nie goniło. W pobliskiej restauracji zjedliśmy nasz pierwszy tego dnia ciepły posiłek. Do pensjonatu wróciliśmy, gdy zaczęło się ściemniać. Dzieciaki zmęczone dniem pełnym wrażeń szybko zasnęły, a ja                     z Małgosią rozsiedliśmy się wygodnie na balkonie i delektowaliśmy się pięknym widokiem. Z samego rana wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę. W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę . Rozłożyliśmy kocyk, Małgosia dała każdemu po pysznej kanapeczce, a Patryk wyciągnął z plecaka naszą ulubioną grę towarzyską Kalambury. Zabawa była tak wyśmienita, że zanim się obejrzeliśmy , dawno minęła pora obiadowa. Postanowiliśmy ruszyć w drogę powrotną do pensjonatu, by nie zastała nas noc. Gdy dotarliśmy na miejsce zaczęło się ściemniać. Poszliśmy na pyszną pizzę. W którymś jednak momencie Patryk przypomniał sobie , że przez przypadek zostawił na polance nasze Kalambury. Następnego dnia postanowiliśmy po nie wrócić. Niestety odnalezienie przypadkowo napotkanej polany graniczyło z cudem. Musieliśmy to przeboleć, ale wrażenia, jakie zafundował nam kolejny dzień w górach wynagrodziły naszą stratę. W końcu nadszedł czas powrotu do naszego rodzinnego domu. Ciężko nam było rozstać się z ukochanymi górami, ale już zaplanowaliśmy następny rodzinny wypad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz