Moja mała Julka rozchorowała się w
tym tygodniu. Było to właściwie do przewidzenia, ponieważ w przedszkolu panuje
paskudny wirus i wiele dzieci jest chorych. Wczoraj mieliśmy umówioną wizytę u
naszego pediatry. Niestety przed gabinetem lekarza tłoczyli się w kolejce inni
mali pacjenci z rodzicami. Julka, chora i marudna nie chciała nawet słyszeć o
czekaniu w kolejce ale razem z żoną wyjaśniliśmy jej, że z chorobą nie ma
żartów i że musi zobaczyć ją pan doktor. Julka po godzinie czekania była już tak
znudzona, że się rozpłakała. Wtedy moja żona przypomniała sobie, że ma w
torebce karty Piotrusia z bajki „Gdzie jest Dory”. Julcia uwielbia tą grę i
bajkę o przygodach rybki Dory również. Gra Trefla Gdzie jest Dory pomogła nam
przetrwać kolejną godzinę w oczekiwaniu na wizytę. Córka ożywiła się trochę
grając raz z żoną raz ze mną. Potem wykorzystaliśmy karty Piotrusia do zabawy w
memo i nawet nie obejrzeliśmy się jak zostaliśmy poproszeni do gabinetu.
U Julii zdiagnozowano ostrą infekcję
wirusową górnych dróg oddechowych, co oznaczało tydzień zwolnienia z zajęć
lekcyjnych. Pomyślałem że dobrze, że mamy Piotrusia Gdzie Jest Dory ponieważ
córka przez ten tydzień zdąży się jeszcze nieźle wynudzić. W ciągu tego
tygodnia kiedy musiałem wziąć urlop chorobowy w pracy, ponieważ żona miała u
siebie w firmie do zrealizowania bardzo ważny projekt jeszcze nie raz grałem z
małą w Piotrusia. To taka prosta i stara gra ale ciągle podoba się dzieciom i
na przestrzeni lat nie wyszła ciągle z mody. Trefl dostosowuje wygląd kart do
panujących trendów i tworzy karty z najpopularniejszych w danym okresie bajek
ale sama idea gry pozostaje wciąż niezmienna. I tu może właśnie tkwi fenomen
Piotrusia – w dobie gier komputerowych internetu miło jest czasem wrócić do
klasyków takich jak warcaby, Chińczyk czy Piotruś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz