W połowie lata zostaliśmy zaproszeni przez naszych starych
znajomych do ich domku letniskowego nad jeziorem. Z Mirkiem i Basią znamy się od czasów liceum i często się spotykamy.
W ubiegłym roku również mieliśmy okazję u nich gościć. Wyjazd był bardzo udany,
więc tym bardziej ochoczo przyjęliśmy tegoroczną propozycję. Tym razem jednak
postanowiliśmy zabrać ze sobą naszą sześcioletnią wnuczkę Weronikę, gdyż Basia
z Mirkiem również miała pod swoją opieką rówieśnika Adasia. Nadarzyła się więc
świetna okazja, by dzieciaki lepiej się poznały i troszkę odpoczęły. Wiadomość
o planowanym wyjeździe i chęci zabrania ze sobą Weroniki moja córka przyjęła z niewielką obawą. Była
nadopiekuńcza i nie lubiła pozostawiać córki pod opieką kogoś innego, nawet
dziadków. Po dłuższym namyśle zgodziła się jednak i zawołała wnuczkę, by spytać
jej o zdanie. Weronika była zachwycona pomysłem wspólnego wyjazdu. Kilka dni
później pakowaliśmy torby do samochodu i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na
miejscu. Na powitanie wybiegł Adaś. Był drobnym chłopcem o bujnej blond czuprynie i niebieskich
oczach. Pomimo tego, że widział nas po raz pierwszy odważnie się przywitał i
niemal porwał Weronikę do wspólnej zabawy. My w tym czasie rozpakowaliśmy torby
i usiedliśmy do suto zastawionego na werandzie stołu. Pogoda była wspaniała. Dzieciaki
po obiedzie postanowiły zagrać w ulubioną grę zręcznościową Adasia
„Mistakos” . Do tego celu rozłożyli
niedaleko werandy ogromy koc piknikowy, przygotowali sobie przekąski i zajęli
się zabawą. Na całe szczęście świetnie się dogadywali. My w tym czasie mogliśmy
spokojnie porozmawiać. Pod wieczór, ku naszemu zaskoczeniu przyjechali do Basi
i Mirka znajomi z małym Wiktorem. Był rok młodszy od naszych wnuczków i bardzo
wstydliwy. Początkowo nie opuszczał swoich opiekunów na krok. Poprosiłem więc
Weronikę, by spróbowała się z nim zaprzyjaźnić. Okazało się, że wnuczka ma
ogromy dar przekonywania i już po niespełna kwadransie dzieci w najlepsze grały w przerabianą już wcześniej
grę zręcznościową „Mistakos” . Wiktorek
poczuł się już o wiele swobodniej i bezpieczniej, więc
wieczór minął spokojnie i przyjemnie. Następny dzień spędziliśmy nad jeziorem.
Woda była wyjątkowo ciepła, więc dzieci mogły skorzystać z kąpieli. Niestety
wszystko co dobre szybko się kończy i
zanim się obejrzeliśmy trzeba było wracać do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz