piątek, 14 października 2016

Udany weekend



W połowie lata zostaliśmy zaproszeni przez naszych starych znajomych do ich domku letniskowego nad jeziorem. Z Mirkiem i Basią znamy  się od czasów liceum i często się spotykamy. W ubiegłym roku również mieliśmy okazję u nich gościć. Wyjazd był bardzo udany, więc tym bardziej ochoczo przyjęliśmy tegoroczną propozycję. Tym razem jednak postanowiliśmy zabrać ze sobą naszą sześcioletnią wnuczkę Weronikę, gdyż Basia z Mirkiem również miała pod swoją opieką rówieśnika Adasia. Nadarzyła się więc świetna okazja, by dzieciaki lepiej się poznały i troszkę odpoczęły. Wiadomość o planowanym wyjeździe i chęci zabrania ze sobą Weroniki  moja córka przyjęła z niewielką obawą. Była nadopiekuńcza i nie lubiła pozostawiać córki pod opieką kogoś innego, nawet dziadków. Po dłuższym namyśle zgodziła się jednak i zawołała wnuczkę, by spytać jej o zdanie. Weronika była zachwycona pomysłem wspólnego wyjazdu. Kilka dni później pakowaliśmy torby do samochodu i po dwóch godzinkach jazdy byliśmy na miejscu. Na powitanie wybiegł Adaś. Był drobnym chłopcem     o bujnej blond czuprynie i niebieskich oczach. Pomimo tego, że widział nas po raz pierwszy odważnie się przywitał i niemal porwał Weronikę do wspólnej zabawy. My w tym czasie rozpakowaliśmy torby i usiedliśmy do suto zastawionego na werandzie stołu. Pogoda była wspaniała. Dzieciaki po obiedzie postanowiły zagrać w ulubioną grę zręcznościową Adasia „Mistakos”  . Do tego celu rozłożyli niedaleko werandy ogromy koc piknikowy, przygotowali sobie przekąski i zajęli się zabawą. Na całe szczęście świetnie się dogadywali. My w tym czasie mogliśmy spokojnie porozmawiać. Pod wieczór, ku naszemu zaskoczeniu przyjechali do Basi i Mirka znajomi z małym Wiktorem. Był rok młodszy od naszych wnuczków i bardzo wstydliwy. Początkowo nie opuszczał swoich opiekunów na krok. Poprosiłem więc Weronikę, by spróbowała się z nim zaprzyjaźnić. Okazało się, że wnuczka ma ogromy dar przekonywania i już po niespełna kwadransie dzieci  w najlepsze grały w przerabianą już wcześniej grę  zręcznościową „Mistakos” . Wiktorek poczuł się już o wiele swobodniej                       i bezpieczniej, więc wieczór minął spokojnie i przyjemnie. Następny dzień spędziliśmy nad jeziorem. Woda była wyjątkowo ciepła, więc dzieci mogły skorzystać z kąpieli. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy  i zanim się obejrzeliśmy trzeba było wracać do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz