poniedziałek, 31 października 2016

Zguba


Kilka dni temu zorganizowano w przedszkolu, do którego od początku września zaczęła uczęszczać moja wnuczka Agusia, piknik integracyjny. Niestety córka          z zięciem nie mogli w nim uczestniczyć ze względu na pracę, więc ja jako dyżurny dziadek miałem zaszczyt towarzyszyć mojej wnuczce. Pogoda była rewelacyjna, więc piknik zorganizowano w ogrodzie na terenie przedszkola. Dzieciaki miały przybyć na imprezę jak najbardziej kolorowo ubrane. Córka przygotowała więc strój dla wnuczki składający się z różowej spódniczki, niebieskiej bluzeczki i zielonego sweterka. Aga włoski miała upięte w dwa warkoczyki na końcu których sterczały żółte kokardki. Wyglądała jak cukiereczek. Po przybyciu na miejsce, gdy wszystkie dzieci razem się zebrały zrobiło się radośnie i bardzo kolorowo. Na scenę wstąpiła pani animatorka           z bukietem baloników i workiem niespodzianek. Każde dziecko  miało za zadanie opowiedzieć coś o sobie, a w nagrodę otrzymywało mały upominek. Gdy nadeszła kolej Agi obawiałem się, że nawet prezent od pani animatorki nie zmusi jej do wydobycia z siebie choć jednego dźwięku. Ku mojemu jednak zaskoczeniu Aga powolutku się przedstawiła, a później nastąpił potok słów, których połowy nie mogłem rozszyfrować. Nie mniej jednak było to urocze.       W nagrodę wylosowała z worka pani animatorki karty „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Z rozbrajającym uśmiechem przybiegła do mnie pochwalić się zdobyczą. Po wręczeniu upominków nadszedł czas na zabawę i poczęstunek. Piknik trwał prawie trzy godziny. Agusia tak dobrze się bawiła z innymi dziećmi, że z imprezy wyszliśmy niemal ostatni. Gdy dotarliśmy do domu okazało się, że zapomnieliśmy zdobycznych kart „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”.  Nastąpiło oczywiście to czego się spodziewałem, a więc mała histeria. Nie miałem innego wyjścia jak wrócić do przedszkola i poszukać zguby. Po pikniku nie było już ani śladu. Na całe szczęście drzwi otworzył mi dozorca. Szybciutko przedstawiłem mu mój problem. Okazał się wyrozumiały i pomógł w odnalezieniu zaginionej gry. Odetchnąłem z ulgą, gdy na stoliczku w pokoju pań przedszkolanek zobaczyłem leżące pudełeczko „ Gdzie jest Dory? -gra Piotruś”. Podziękowałem dozorcy i czym prędzej wróciłem do domu. Sytuacja została opanowana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz