Wakacje właśnie dobiegły końca. Pierwszego września
zaprowadziliśmy z małżonką
nasz trzyletnią córeczkę do przedszkola. Bardzo przeżywała rozstanie z nami i choć przedszkole było
kolorowe, panie bardzo serdeczne i uprzejme to jednak dla tak małego
dziecka jest to ogromne przeżycie. Serce mi pękało, gdy Julka uwiesiła mi się
na szyi i ze łzami w oczach wręcz błagała żebyśmy jej nie zostawiali. Żona napięcia nie wytrzymała i musiała jak
najszybciej wyjść z sali, by się nie rozkleić. Pani przedszkolanka podeszła do
Julci, wzięła ją za rączkę i zaprowadziła do pozostałych dzieci. Ja w tym
czasie szybciutko opuściłem mury budynku. Było nam strasznie ciężko, ale
wiedzieliśmy, że większość dzieci w ten sposób reaguje i że to tylko kwestia
czasu i przyzwyczajenia. Po pracy czym prędzej pojechaliśmy odebrać Julkę. Ku
naszemu zaskoczeniu była w doskonałym nastroju. Okazało się, że każde dziecko
na powitanie dostało od pani dyrektor drobny upominek w postaci kart „ Gdzie
jest Dory? – gra Piotruś”. Ucieszyliśmy się, że trauma minęła i że Julka jest
zadowolona . W domu z ochotą opowiadała o poznanych koleżankach i zabawkach, jakimi mogą się
bawić. Bardzo polubiła swoją panią przedszkolankę. Zrobiło nam się lżej na
sercu. Wieczorem w łóżeczku poprosiła mnie, bym zagrał z nią otrzymaną w
przedszkolu grę karcianą „ Gdzie jest Dory? – gra Piotruś”. Następnego dnia z
rana niestety znów Julka zalała się łzami. Mieliśmy nadzieję, że po miłym dniu
spędzonym w przedszkolu, będzie jej łatwiej z
nami się rozstawać. Zaniepokojeni poprosiliśmy panią przedszkolankę o
rozmowę. Opiekunka jednak powiedziała nam, że taki stan może potrwać jeszcze
kilka dni a nawet tygodni, więc musimy się uzbroić w cierpliwość i dużo z córką
rozmawiać, tłumacząc jej ,że każde dziecko zaczyna kiedyś chodzić do
przedszkola, potem do szkoły , a jak dorośnie do pracy. Kilka kolejnych dni nie
należało do najłatwiejszych, jednak po tygodniu zauważyliśmy pewną poprawę. W
końcu w połowie października Julka przyzwyczaiła się do codziennej rutyny i nasze rozstania przebiegały o wiele
spokojniej. Mogliśmy odetchnąć z ulgą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz