wtorek, 24 marca 2015

Festiwal gier planszowych

W ubiegłym roku, bodajże pod koniec kwietnia wybrałem się z wizytą do mojej ciotki w Elblągu. Szczerze mówiąc, gdyby nie interesy, zapewne długo jeszcze nie mielibyśmy okazji do spotkania. Ciotka Halina jest przemiłą osobą, choć na dłuższą metę potrafiłaby zapewne swojego gościa zagłaskać na śmierć. Niestety na swoje nieszczęście składając telefonicznie cioci życzenia z okazji jej sześćdziesiątych urodzin, wygadałem się przypadkiem o planowanej podróży służbowej do jej rodzinnego miasta. I tak oto niebawem znalazłem się w Elblągu u ciotki Haliny na obiedzie. Wiedziałem, że nie będzie łatwo ją przekonać, że muszę ruszać w drogę powrotną. No i stało  się. Sobotni obiad troszkę się przedłużył i zostałem na noc. Nazajutrz ciocia skoro świt przywitała mnie śpiewającym: "Czas kochaniutki na małą wycieczkę. Pokażę Ci coś co Ci się na pewno spodoba". Ku mojemu zdumieniu, po niemalże godzinnej jeździe, stanąłem przed ogromną halą z szyldem "Festiwal gier planszowych". Byłem zaskoczony i ciekawy. Okazuje się, że taki festiwal to idealna okazja dla wszystkich, którzy chcieliby się przekonać czy gry planszowe to atrakcyjna forma spędzania wolnego czasu. Gry strategiczne, familijne, słowne, logiczne, liczbowe, karciane i wiele, wiele innych - każdy tu może znaleźć coś dla siebie. Jeżeli ktoś ciągle uważa, że gry planszowe sprowadzają się do chińczyka i monopolu to jest w wielkim błędzie. Gry planszowe bowiem, jak się okazuje, choć też nie miałem o tym pojęcia, rozwijają się bardzo dynamicznie. Mają mnóstwo zalet i właściwie żadnych wad. Po pierwsze są rewelacyjną alternatywą dla gier komputerowych i różnego rodzaju konsoli, przed którymi niestety dzieci, jak i dorośli spędzają coraz więcej czasu. Po drugie w gry planszowe można grać niemalże wszędzie -  w domu, w parku, na plaży, w górach i nad morzem. Nie ma problemów związanych z dostępem do internetu czy też najzwyklejszego gniazdka elektrycznego. Najważniejsze jednak jest to, że gry planszowe sprzyjają budowaniu wzajemnych relacji i zacieśnianiu więzi międzypokoleniowych, między innym na płaszczyźnie dziecko - rodzice. Powiem Wam w sekrecie, że w życiu bym się nie spodziewał, że tyle frajdy sprawi mi wizyta u ciotki Halinki. Mam nadzieję, że w tym roku także uda mi się wyrwać na sobotni obiad do Elbląga :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz