wtorek, 17 marca 2015
Obudziłem się bardzo wczesnym rankiem. Przez uchylone okno nieśmiało wpadały promienie wschodzącego słońca, a ptaki na pobliskich drzewach radośnie oznajmiały, iż nadchodzi piękny pierwszomajowy weekend! Po orzeźwiającym prysznicu, jak w każdy wolny od pracy dzień, zaparzyłem sobie pobudzające zmysły espresso i przystąpiłem do napawania się jego smakiem i aromatem. W oddali słychać było turkot mknącego pociągu. Zamyśliłem się... Zadumę przerwał głośny dźwięk telefonu. Dzwonił kuzyn i zapraszał nas w odwiedziny. Hmm... A może skorzystać. W końcu tak dawno nie byłem na urokliwych Mazurach. Niewiele myśląc, a jednocześnie wykorzystując spokojny, lecz twardy sen pozostałych domowników spakowałem wszystkich do dalekiej podróży. Teraz nie było już odwrotu. Krótkim POBUDKA postawiłem śpiochów na nogi i oznajmiłem: "Macie godzinkę, żeby doprowadzić się do ładu! Jedziemy do wuja Leona!" Protestów nie było. Wręcz przeciwnie. Wszyscy kochaliśmy wujcia Leosia! Uśmiechnięty, gościnny i zawsze skory do gier towarzyskich. Po niespełna godzince siedzieliśmy już w naszym rodzinnym, wysłużonym VAN-ie. Podróż minęła całkiem spokojnie. Tylko dzieciaki na tylnym siedzeniu toczyły nieustająca walkę o panowanie nad tabletem. Chleb powszedni, bym rzekł . My zaś, to znaczy ja i moja małżonka wspominaliśmy ostatni pobyt u wuja Leona. Było to niespełna trzy lata temu albo aż trzy lata temu. Tak szybko mija ten czas... Wuj Leon mieszka wraz ze swoją pięcioosobową rodziną w małej wsi niedaleko Mikołajek. Ma duże gospodarstwo rolne. My pochodzimy z miasta, więc dla nas zawsze jest to jakiś rodzaj odskoczni. Z wielkim podziwem i szacunkiem obserwujemy ciężką pracę na wsi. Jednak to nasze dzieci zawsze są najbardziej zafascynowane życiem tamtejszych mieszkańców. Czerpią wiele radości, ale i nauki mogąc aktywnie uczestniczyć przy hodowli zwierząt i uprawie roślin. Najlepsze są jednak wieczory u wuja Leona pod hasłem: GRY TOWARZYSKIE. To nieodłączny element wszystkich naszych dotychczasowych spotkań. Każdy tu czuje się swobodnie. Ciotka Mariolka, żona wuja Leona, jest najlepszą gospodynią na Mazurach. Wprost uwielbiamy jej kuchnię, zaś Leoś to dusza towarzystwa. Nie znam nikogo kto by znał aż tyle gier towarzyskich. :) Ciekawa jestem jakie wrażenia przyniesie kolejna wizyta u wuja Leona...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz