piątek, 20 marca 2015
Wyprawa do Niemiec
W wieku sześciu, może siedmiu lat moi dziadkowie zabrali mnie ze sobą na wczasy do Niemiec. Był to mój pierwszy wyjazd poza granice naszego kraju. Pamiętam ,że byłem tym strasznie przejęty. Noc przed wyjazdem była chyba najdłuższą w moim życiu. Zbiórkę zorganizowano o bardzo wczesnej godzinie, dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że mogło to być w granicach godziny czwartej rano. Podróżowaliśmy wielkim autokarem. Siedziałem na samym przodzie, a wszystko wydawało się takie ogromne (z pewnością z racji mojego wieku). Pamiętam jak dorośli denerwowali się i ciągle mówili coś o przekraczaniu granicy. Niestety chyba przespałem ten emocjonujący moment, bo nie kojarzę aby w drodze miało miejsce jakieś szczególne wydarzenie. Gdy dotarliśmy na miejsce oczom moim ukazał się wspaniały dom wypoczynkowy, otoczony kompleksem basenów i placami zabaw dla dzieci. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Z racji przybycia w późnych godzinach wieczornych, zaprowadzono nas do pokoi. Następnego dnia zeszliśmy na śniadanie. Jedzenie było pyszne. Wszystko smakowało inaczej, lepiej. Zabawom i kąpielom na terenie ośrodka nie było końca.Największe jednak wrażenie zrobiła na mnie wyprawa do centrum miasta. Pamiętam czyste ulice, krótko przystrzyżone trawniki i strzegące porządku krasnale w przydomowych ogródkach. Wreszcie znaleźliśmy się w centrum miasta, nie pamiętam niestety Jego nazwy. Za to na zawsze w mojej pamięci pozostanie ogromny dom towarowy. Przypominam, że były to czasy, w których półki naszych krajowych sklepów świeciły pustkami. Po przekroczeniu progu marketu poczułem się jak w bajce. Nigdy w życiu nie widziałem takiej ilości zabawek. To był ogromny, kilkupiętrowy dom towarowy z samymi zabawkami. Wydawało mi się, że to sen. Każde piętro poświęcone było innej tematyce. Dwa piętra zajmowały zabawki dla chłopców, pozostałe dwa dla dziewczynek. Każdy dział miał inną tematykę w zależności od wieku dziecka. Były tam zatem grzechotki, karuzele dla maluchów, samochody, traktory, klocki przeróżnej wielkości i kształtów, roboty, lalki Barbie, bobasy, nawet dział z ubrankami dla lalek oraz co najbardziej mnie zainteresowało: kącik zabaw. Wyeksponowanymi na półkach zabawkami można było się bawić. Były to oczywiście specjalnie do tego celu przeznaczone egzemplarze. Radości mojej nie było końca. Nie pamiętam dokładnie ile czasu spędziłem w tym osobliwym miejscu, ale ten widok na zawsze zapadł w mojej pamięci. Na koniec dziadkowie pozwolili mi wybrać dowolny model samochodu z Matchboxa. To były najlepsze wakacje mojego dzieciństwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz