Tegoroczne wakacje postanowiliśmy
spędzić w naszych ojczystych Tatrach. Dwa dni przed planowanym wyjazdem
nastąpiło nieoczekiwane złamanie pogody . W
centrum Polski aura dopisywała, ale w górach nagłe opady deszczu były
tak intensywne, że spowodowały, iż wiele miejscowości było podtopionych, a dojazd do nich wręcz niemożliwy.
Nasze plany legły w gruzach. Na przesunięcie planowanego od kilku miesięcy
urlopu było już za późno. Niewiele myśląc usiadłem przy komputerze i
rozpocząłem poszukiwania odpowiedniego miejsca na rodzinny wypoczynek. Właściwie
nie trwało to zbyt długo. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do córki, by
zakomunikować, że jedziemy do węgierskiego Hajduszoboszlo. Poszperałem w
internecie i dzięki temu udało mi się znaleźć kontakt do osoby, która zajmowała
się rezerwacją kwater niedaleko kompleksu basenów. Z duszą na ramieniu
spakowaliśmy walizki i
wyruszyliśmy w podróż . Okazało się, że mieliśmy do przejechania niespełna siedemset
kilometrów. W połowie drogi wnukom zaczęło się troszkę nudzić. Jak to zazwyczaj
bywa znudzone dzieci to nieznośne dzieci. Zaczęły się kłótnie, sprzeczki,
przepychanki. Zatrzymaliśmy się na pierwszej napotkanej stacji benzynowej.
Kupiłem chłodne napoje . Wychodząc ze sklepu zauważyłem na jednej z półek gry
planszowe, a wśród nich pozycję, która mogłaby się spodobać chłopakom „Memos –
Kraina Lodu”. Z tego co pamiętam byliśmy razem na tym filmie animowanym w
kinie. Bajka wywarła na nas ogromne
wrażenie. Nie chwaląc się jak zwykle miałem nosa. Gra przypadła wnukom do
gustu. Podróżowaliśmy naszym rodzinnym vanem, więc dzieciaki miały z tyłu auta
sporo miejsca na zabawę. Przez resztę
podróży dzięki zakupionej przeze mnie grze „Memos – Kraina Lodu” w samochodzie wreszcie zapadł upragniony
spokój. Gdy przekroczyliśmy granicę Węgier pogoda była przepiękna, wprost
idealna na rodzinne wakacje. W Hajduszoboszlo przywitała nas bardzo serdeczna i
uśmiechnięta starsza pani, właścicielka domku, który przez najbliższy tydzień
miał być naszą kwaterą. Rozpakowaliśmy walizki i poszliśmy zwiedzić okolicę.
Wieczorem nasi niestrudzeni chłopcy ponownie usiedli do gry, która uratowała
nas w podróży - „Memos – Kraina Lodu”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz