środa, 4 listopada 2015

Wakacyjne plany


Tegoroczne wakacje postanowiliśmy spędzić w naszych ojczystych Tatrach. Dwa dni przed planowanym wyjazdem nastąpiło nieoczekiwane złamanie pogody . W  centrum Polski aura dopisywała, ale w górach nagłe opady deszczu były tak intensywne, że spowodowały, iż wiele miejscowości było podtopionych,             a dojazd do nich wręcz niemożliwy. Nasze plany legły w gruzach. Na przesunięcie planowanego od kilku miesięcy urlopu było już za późno. Niewiele myśląc usiadłem przy komputerze i rozpocząłem poszukiwania odpowiedniego miejsca na rodzinny wypoczynek. Właściwie nie trwało to zbyt długo. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do córki, by zakomunikować, że jedziemy do węgierskiego Hajduszoboszlo. Poszperałem w internecie i dzięki temu udało mi się znaleźć kontakt do osoby, która zajmowała się rezerwacją kwater niedaleko kompleksu basenów. Z duszą na ramieniu spakowaliśmy walizki           i wyruszyliśmy w podróż . Okazało się, że  mieliśmy do przejechania niespełna siedemset kilometrów. W połowie drogi wnukom zaczęło się troszkę nudzić. Jak to zazwyczaj bywa znudzone dzieci to nieznośne dzieci. Zaczęły się kłótnie, sprzeczki, przepychanki. Zatrzymaliśmy się na pierwszej napotkanej stacji benzynowej. Kupiłem chłodne napoje . Wychodząc ze sklepu zauważyłem na jednej z półek gry planszowe, a wśród nich pozycję, która mogłaby się spodobać chłopakom „Memos – Kraina Lodu”. Z tego co pamiętam byliśmy razem na tym filmie animowanym w kinie. Bajka  wywarła na nas ogromne wrażenie. Nie chwaląc się jak zwykle miałem nosa. Gra przypadła wnukom do gustu. Podróżowaliśmy naszym rodzinnym vanem, więc dzieciaki miały z tyłu auta sporo miejsca na zabawę.  Przez resztę podróży dzięki zakupionej przeze mnie grze „Memos – Kraina Lodu”  w samochodzie wreszcie zapadł upragniony spokój. Gdy przekroczyliśmy granicę Węgier pogoda była przepiękna, wprost idealna na rodzinne wakacje. W Hajduszoboszlo przywitała nas bardzo serdeczna i uśmiechnięta starsza pani, właścicielka domku, który przez najbliższy tydzień miał być naszą kwaterą. Rozpakowaliśmy walizki i poszliśmy zwiedzić okolicę. Wieczorem nasi niestrudzeni chłopcy ponownie usiedli do gry, która uratowała nas w podróży - „Memos – Kraina Lodu”  

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz