Tegoroczne wakacje nie zapowiadały się zbyt wesoło. Remont
naszego domu kosztował fortunę i niestety urlop mieliśmy spędzić w naszym
rodzinnym mieście. Najbardziej jednak mi było szkoda naszej małej córeczki.
Nina cały czas pytała nas gdzie wyjedziemy na wakacje, a my będąc świadomi
zasobności naszych portfeli odpowiadaliśmy wymijająco, że na wszystko przyjdzie
czas i jeszcze zobaczymy. Dni
jednak upływały nieubłaganie i nastał w końcu moment, w którym należało
powiedzieć naszej pięcioletniej córeczce, że jednak nigdzie nie wyjedziemy.
Bolało nas to bardzo. Któregoś wieczoru spotkaliśmy się z naszymi znajomymi. Ku
naszemu zaskoczeniu okazało się, że wiosną kupili campera, którym byli już na
wczasach i sprawdził się rewelacyjnie. Zaproponowali czy nie chcielibyśmy użyczyć
go sobie i choć na kilka dni wyjechać nad morze. Propozycja była wręcz nie do
odrzucenia. Powiedziałbym, że zdarzył się cud .
Następnego dnia spakowaliśmy walizki . Nina cały czas dopytywała co to
za niespodzianka na nią czeka i dlaczego się pakujemy. Campera znajomi
zostawili na polu namiotowym w nadmorskiej miejscowości na wszelki wypadek,
gdyby chcieli jeszcze z niego skorzystać. Nad morze dojechaliśmy pociągiem.
Nina była zachwycona podróżą, ale gdy
dotarliśmy na miejsce i otworzyliśmy drzwi campera aż piszczała z radości.
Warunki były rewelacyjne. Zostawiliśmy bagaże i udaliśmy się na spacer po
plaży. Po południu popsuła się pogoda i uziemiła nas ulewa . W szafie
znaleźliśmy sporą skrzynię. Gdy ją otworzyliśmy okazało się, że znajdowały się
w niej zabawki córki naszych znajomych. Nina wygrzebała puzzle „ Barbie – super
księżniczka” i zaprosiła mamę
do wspólnej zabawy, a ja miałem chwilę, by w końcu odpocząć. Wprawdzie
podróżowaliśmy pociągiem i nie musiałem prowadzić samochodu, ale długa podroż i
tak mnie wykończyła. Nina natomiast miała tyle energii, jakby dopiero co się
obudziła. Niewiele myśląc zaszyłem się w kąt i zamknąłem oczy. Chyba się nawet
zdrzemnąłem, ale nagle usłyszałem piskliwy głosik córeczki. Koniecznie chciała pochwalić
się ułożonymi puzzlami „ Barbie -
super księżniczka”. Nie miałem wyjścia i musiałem przerwać drzemkę. Wieczorem
się rozpogodziło, więc poszliśmy do pobliskiej pizzerii Fierro . Kolejne dni były ciepłe, słoneczne i
rodzinne. Najważniejsze, że Nina będzie miała o czym opowiadać, gdy wróci we
wrześniu do przedszkola.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz