poniedziałek, 2 listopada 2015

Wakacje


Tegoroczne wakacje nie zapowiadały się zbyt wesoło. Remont naszego domu kosztował fortunę i niestety urlop mieliśmy spędzić w naszym rodzinnym mieście. Najbardziej jednak mi było szkoda naszej małej córeczki. Nina cały czas pytała nas gdzie wyjedziemy na wakacje, a my będąc świadomi zasobności naszych portfeli odpowiadaliśmy wymijająco, że na wszystko przyjdzie czas          i jeszcze zobaczymy. Dni jednak upływały nieubłaganie i nastał w końcu moment, w którym należało powiedzieć naszej pięcioletniej córeczce, że jednak nigdzie nie wyjedziemy. Bolało nas to bardzo. Któregoś wieczoru spotkaliśmy się z naszymi znajomymi. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że wiosną kupili campera, którym byli już na wczasach i sprawdził się rewelacyjnie. Zaproponowali czy nie chcielibyśmy użyczyć go sobie i choć na kilka dni wyjechać nad morze. Propozycja była wręcz nie do odrzucenia. Powiedziałbym, że zdarzył się cud .  Następnego dnia spakowaliśmy walizki . Nina cały czas dopytywała co to za niespodzianka na nią czeka i dlaczego się pakujemy. Campera znajomi zostawili na polu namiotowym w nadmorskiej miejscowości na wszelki wypadek, gdyby chcieli jeszcze z niego skorzystać. Nad morze dojechaliśmy pociągiem. Nina była zachwycona  podróżą, ale gdy dotarliśmy na miejsce i otworzyliśmy drzwi campera aż piszczała z radości. Warunki były rewelacyjne. Zostawiliśmy bagaże i udaliśmy się na spacer po plaży. Po południu popsuła się pogoda i uziemiła nas ulewa . W szafie znaleźliśmy sporą skrzynię. Gdy ją otworzyliśmy okazało się, że znajdowały się w niej zabawki córki naszych znajomych. Nina wygrzebała puzzle „ Barbie – super księżniczka”           i zaprosiła mamę do wspólnej zabawy, a ja miałem chwilę, by w końcu odpocząć. Wprawdzie podróżowaliśmy pociągiem i nie musiałem prowadzić samochodu, ale długa podroż i tak mnie wykończyła. Nina natomiast miała tyle energii, jakby dopiero co się obudziła. Niewiele myśląc zaszyłem się w kąt            i zamknąłem oczy. Chyba się nawet zdrzemnąłem, ale nagle usłyszałem piskliwy głosik córeczki. Koniecznie chciała pochwalić się ułożonymi puzzlami „ Barbie       - super księżniczka”. Nie miałem wyjścia i musiałem przerwać drzemkę. Wieczorem się rozpogodziło, więc poszliśmy do pobliskiej pizzerii  Fierro . Kolejne dni były ciepłe, słoneczne i rodzinne. Najważniejsze, że Nina będzie miała o czym opowiadać, gdy wróci we wrześniu do przedszkola.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz