wtorek, 28 listopada 2017

Spotkanie



Jakiś czas temu zostałem zaproszony przez mojego starego przyjaciela na męski wieczór. Okazało się, że  żona Jurka, wyjechała na trzy tygodnie do sanatorium, a jemu samemu widocznie bardzo doskwierała samotność. Postanowił zatem zaprosić do siebie kilku dobrych znajomych. Umówiliśmy się jednak troszkę wcześniej, żeby zrobić zakupy. Zapowiadał  się ciekawy wieczór. Pomogliśmy Jurkowi zastawić stół i zasiedliśmy do wspólnej biesiady. Włączyliśmy telewizor. Tego dnia miała odbyć się gala boksu  z udziałem polskiego zawodnika. Jurek wzniósł pierwszy toast za nasze  spotkanie. Wieczór mijał w radosnej atmosferze. W pewnym momencie za oknami zerwał się silny wiatr, a ciemne od ciężkich chmur niebo przecięła błyskawica. Nadciągała burza. Po kilku minutach ekran telewizora zaczął śnieżyć i mogliśmy się pożegnać z galą boksu. Byliśmy zawiedzeni, a nasze miny mówiły same za siebie. Nastąpiła cisza.            W pewnym momencie Jurek wyszedł z pokoju, by po chwili powrócić z grą towarzyską. 5 sekund. Spojrzeliśmy na siebie zaskoczeni, bo któż by przypuszczał , że wieczór spędzimy przy grze towarzyskiej. Właściwie to chyba żaden z nas nie grał w tego typu grę od ładnych kilku bądź kilkunastu lat. Nie pozostało nam jednak nic innego do roboty. Zrobiliśmy miejsce na stole i po wysłuchaniu odczytanych przez Jurka reguł gry przystąpiliśmy do rozgrywki. Im dłużej graliśmy, tym bardziej nam się podobało. W pewnym momencie rozległ się telefon. Dzwoniła żona Jurka, by spytać co porabia. Nie uwierzyła mu jednak, że właśnie gra z kolegami w towarzyską grę 5 sekund. Postanowiliśmy zrobić sobie zdjęcie i przesłaliśmy niedowiarkowi. Była mocno zaskoczona, życzyła nam miłego wieczoru i się rozłączyła. Wybuchnęliśmy śmiechem. Bo właściwie to żaden z nas by nie uwierzył, że starzy kumple siedzą i grają w grę towarzyską. Burza trwała około godziny. Z nieba powoli znikały ciemne chmury. Jurek włączył telewizor i po paru minutach mogliśmy delektować się galą boksu. Na całe szczęście polski zawodnik nie zdążył jeszcze stoczyć swojej walki, więc niewiele nas ominęło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz