Nareszcie wakacje, długo wyczekiwane dwa miesiące luzu. Jesteśmy z
rodziną na cudownym, dwutygodniowym urlopie na Helu. Pogoda jest idealna, 26
stopni, woda też całkiem ciepła, plaża czysta jak na polskie warunki, miły mały
hotelik z dobrym domowym jedzeniem – czego chcieć więcej. Codziennie zabieramy
dzieciaki na plażę ponieważ zarówno córka jak i syn uwielbiają pływać a
pływanie w rozfalowanym lekko morzu sprawia im ogromną przyjemność. Żona się
opala, ja czytam swoją ulubioną książkę – jest idealnie.
Dzieciaki
wybudowały ogromny zamek z piasku ale niestety zbyt duża fala nieoczekiwanie zniszczyła misterną
konstrukcję. Marysia zaczyna płakać, Tymek jest wściekły i cała sielanka znika
jak za dotknięciem różdżki złej czarownicy. Dzieciaki zaczynają marudzić, że
nudno i że chcą wracać do hotelu. Żona jeszcze niezadowolona z efektów opalania
chce jeszcze zostać na plaży, a ja przerwałem książkę w najciekawszym momencie.
Trzeba było szybko coś wymyślić żeby zająć dzieciaki choć na godzinkę. Na
szczęście przypomniałem sobie, że żona spakowała do torby plażowej piłkę.
Zaproponowałem dzieciakom zabawę piłką i o dziwo bez marudzenia się zgodzili.
Piłka była nowiusieńka z pięknym obrazkiem z bajki „Mała syrenka”. Obrazek
przedstawiał główną bohaterkę bajki syrenkę Ariel i jej podwodnych przyjaciół.
Kiedy Tymek zobaczył piłkę oburzył się, że to piłka dla dziewczyn i nie będzie
grał. No niestety dziewięcioletni chłopcy mają uczulenie na wszystko co według
nich jest „dziewczyńskie”. Marysia na szczęście wiedziała jak przekonać brata
do wspólnej zabawy. Zaprosiła do gry małą dziewczynkę która z rodzicami
plażowała się tuż obok nas i kiedy Tymoteusz zobaczył jak dziewczyny świetnie się
bawią postanowił do nich dołączyć. Syrenka Ariel to bohaterka lubiana głównie
przez dziewczynki ale sama bajka jest przeznaczona dla przedstawicieli obu
płci. Dzieci bawiły się prawie dwie godziny, żona pięknie się opaliła, ja dokończyłem
spokojnie lekturę i wszyscy byli zadowoleni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz