piątek, 16 marca 2018

Sesja



          Wczoraj wybraliśmy się całą rodziną na sesje zdjęciową. Ja, moja żona i nasze dwie córeczki – ośmioletnia Nadia i półtoraroczna Tola w odświętnych strojach pojawiliśmy się u zaprzyjaźnionej Pani fotograf, żeby zrobić sobie fajną rodzinną pamiątkę. Nadia bardzo chętnie pozowała w ślicznych kolorowych sukienkach, natomiast Tola bardziej zainteresowana była psuciem dekoracji, ale finalnie udało się pstryknąć kilka naprawdę fajnych fotek. Pani fotograf miała wykorzystać je do zrobienia albumów  - jednego dla nas na pamiątkę i dwóch kolejnych, które mieliśmy podarować rodzicom i teściom. Mogliśmy wybrać jeszcze kilka innych propozycji oferowanych przez studio fotograficzne – foto kubki, koszulki z nadrukiem zdjęć oraz foto puzzle. Ta ostatnia pozycja szczególnie nas zainteresowała. Bardzo lubimy wspólnie układać puzzle. Ja, żona i starsza córka często zasiadamy do wspólnej układanki. Robimy to najczęściej kiedy Tola ma popołudniową drzemkę, ponieważ młodsza dziewczynka pasjonuje się burzeniem tego co uda nam się ułożyć. Nie raz dochodziło do awantur między dziewczynkami z tego powodu, dlatego postanowiliśmy unikać takich sytuacji.
          Zamówiliśmy foto puzzle które miały być zrobione z wybranego przez nas wspólnie zdjęcia. Pani fotograf na stronie internetowej firmy Trefl znalazła propozycję foto puzzli i postanowiła włączyć ją do swojej oferty. Należało mailem przesłać dobrej jakości zdjęcie żeby, za kilka dni otrzymać pudełko puzzli z własną fotografią. Byliśmy zachwyceni kiedy otrzymaliśmy puzzle, to rewelacyjny pomysł aby układać z puzzli własne zdjęcie, sprawiło nam to naprawdę sporo radości. Nawet Tola grzecznie próbowała dopasowywać do siebie elementy układanki. Obrazek powstał dość szybko – za szybko. Postanowiliśmy zamówić jeszcze kilka opakowań takich puzzli zrobionych z innych naszych zdjęć. Układanie puzzli to świetna zabawa, a kiedy można układać własne zdjęcie jest jeszcze ciekawiej.

wtorek, 13 marca 2018

Przyjaciółki



          Julka i Maja są najlepszymi koleżankami z przedszkola. Widzą się od poniedziałku do piątku, ponieważ są w jednej grupie ale mimo to lubią odwiedzać się w weekendy i potrafią bawić się razem godzinami. Jak wszystkie małe dziewczynki uwielbiają księżniczki, a ostatnio najbardziej chyba Annę i Elsę z bajki „Kraina Lodu”. Każda ma swoją lalkę barbie stylizowaną na bohaterki z filmu. Dziewczynki robią teatrzyki odgrywając scenki z bajki, ozdabiają swoim lalką sukienki koralikami, czeszą je, przebierają, kleją im domki z kartonu – mają milion pomysłów na zabawę. Rodzice również lubią kiedy Julka i Maja się razem bawią, ponieważ w domu jest wtedy błogi spokój, nikt nie marudzi i można odpocząć po ciężkim tygodniu. Gdyby nie zawołano przyjaciółek na jakiś posiłek to pewnie w ogóle nie schodziły by z góry.
          Pewnego razu stało się coś dziwnego przyjaciółki pokłóciły się o jakąś sukienkę dla lalki i nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy. Żadna z dziewczyn nie chciała odpuścić i gdyby nie interwencja rodziców mógłby nastąpić koniec ich przyjaźni. Rodzice Maji wymyślili jak pogodzić dziewczynki. Sukienka była tylko jedna a otrzymać dla swojej lalki miała ją ta która w krótszym czasie ułoży cały obrazek z puzzli Trefla z serii glam – Anna i Elsa. Tata nastawił stoper i koleżanki po kolei przystąpiły do rozgrywki. Najpierw układała Maja. Udało jej się poskładać układankę w niecałe 10 minut. Julka jednak zrobiła to w 8 i pół minuty dlatego do ona otrzymała suknię dla swojej lalki. Tak został rozstrzygnięty konflikt między przyjaciółkami. Puzzle Glam Anna i Elza pozwoliły rozwiązać problem. Maja nie miała wątpliwości, że po konkurencji sukienka należy się Julii. Dziewczyny podały sobie rękę na zgodę i obiecały sobie, że już więcej nie będą się kłócić. A dorośli byli zadowoleni, że udało im się pogodzić koleżanki.

piątek, 9 marca 2018

Karnawał



          W podstawówce odbył się dziś bal karnawałowy dla klas od 1do 3. Oczywiście był to bal kostiumowy. Dzieci w kolorowych i pięknych kostiumach przybyły na szkolną zabawę. Były wróżki, księżniczki, motylki, aniołki, batmany, spidermany, kowboje, policjanci i wiele wiele innych. Na udekorowanej balonami Sali gimnastycznej dziewczynki tańczyły w rytm muzyki. Były serpentyny, konfetti, słodkie przekąski. Taneczne kawałki puszczane były przez profesjonalnego didżeja. Na balu pojawili się też animatorzy którzy mieli poprowadzić i uatrakcyjnić zabawę. Dziewczynki chętnie uczestniczyły w zabawach na parkiecie – tańczyły kaczuszki czy makarenę, tańczyły na składanej wciąż na mniejsze kawałki kartce papieru. Niestety chłopcy nie byli zainteresowani tańcami i narzekali, że bal jest nudny. Chłopcy w tym wieku raczej nie lubią tańczyć. Mimo usilnych starań dziewczynek nie udało się zaprosić na parkiet żadnego z nich.
          Mali panowie chcieli już nawet wracać do domu kiedy jeden z animatorów przyniósł puzzle Trefla z droidami z Gwiezdnych Wojen. Chłopakom bardzo spodobał się kosmiczny obrazek i postanowili go czym prędzej ułożyć. Propozycja animatora okazała się trafiona. Nie było już narzekań na nudę i pomysłów aby kończyć bal i wracać do domu. Dziewczynki pląsały na parkiecie, a chłopcy układali puzzle z droidami. Potem rozsypywali puzzle i układali je kolejny raz. Potem ktoś zaproponował zawody w układaniu na czas i to małe pudełko puzzli zajęło towarzystwo na kilka godzin. Po jakimś czasie dziewczyny również przyłączyły się do zabawy i bal karnawałowy przeniósł się z sali gimnastycznej na szkolny korytarz. Nie tak miał wyglądać ten bal, innego przebiegu spodziewali się nauczyciele. Na inne zabawy przygotowani byli animatorzy. Ale dobry animator potrafi znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji i tu propozycja z puzzlami okazała się w stu procentach trafiona.

wtorek, 6 marca 2018

Na basenie



           Zabraliśmy wczoraj na basen naszą szesnastomiesięczną córeczkę Anię. Już dawno nosiliśmy się z tym zamiarem ale zawsze coś stawało na przeszkodzie, albo mała była przeziębiona, albo mi brakowało czasu, albo żona musiała dłużej zostać w pracy. Zaraz po wejściu do basenu zauważyliśmy, że Ania w wodzie czuje się jak mała rybka, chlapie, kopie nóżkami, jest przeszczęśliwa – myślę, że już niedługo nauczy ją pływać. Obawialiśmy się z żoną czy małej spodoba się na basenie więc postanowiliśmy zaopatrzyć się w kilka gadżetów aby umilić wspólną zabawę, były gumowe kaczuszki do kąpieli, kolorowe kółko do pływania i piękna dmuchana piłka średniej wielkości z obrazkiem małej syrenki Ariel.
        Maluszkowi najbardziej spodobała się piłka, piękne żywe kolory od razu przykuły jej uwagę. Rozmiar piłeczki idealnie pasował do jej małych rączek. Rzucaliśmy kolejno do siebie piłkę a mała była bardzo zadowolona. Obrazek na piłce – syrenka Ariel i jej przyjaciele bardzo przypadły do gustu małej pływaczce. Spędziliśmy na basenie kilka godzin, było przemiło. Żona mogła rozluźnić się po ciężkim dniu w pracy, ja też bardzo się odprężyłem ale najważniejsze było to, że mogliśmy trochę czasu spędzić razem na wspólnej, miłej zabawie. Ania nie miała wcale ochoty wychodzić z basenu, tak bardzo spodobała jej się kąpiel. Obiecaliśmy sobie z żoną, że przynajmniej raz w tygodniu uda nam się wygospodarować czas żeby wspólnie wyskoczyć na basen. Jeśli sprawia to tyle przyjemności naszej małej to i my jesteśmy szczęśliwi. Na szczęście mamy basen blisko domu. Kilometr od nas wybudowano luksusowy hotel ze spa i z basenem dostępnym nie tylko gościom hotelowym ale również gościom z zewnątrz. Woda w basenie nie jest chlorowana tylko ozonowana więc jest całkowicie bezpieczna dla maluchów. Już za tydzień mamy w planach wybrać się tam znowu i na pewno zabieżemy ze sobą ulubioną piłkę z Arielką.

piątek, 2 marca 2018

Wyprawa w Alpy



          Tydzień temu wybrałem się z rodziną i znajomymi na narty w Alpy. Przez kilka lat nie mogłem pozwolić sobie na taki wyjazd, ponieważ albo nie dostałem urlopu w pracy, albo dzieciaki były chore albo mieliśmy z żoną jakieś ekstra wydatki i brakowało pieniędzy na zimową wycieczkę. Tym bardziej wyjazd był wyczekany i wymarzony. Chcieliśmy z żoną naprawdę porządnie wypocząć, poszusować po alpejskich stokach i sprawić radość dzieciakom. Wszystko było dokładnie zaplanowane i zorganizowane. Mieliśmy jechać autokarem nocą i wczesnym rankiem dotrzeć do Alpejskiej wioski gdzie mieliśmy opłacony i zarezerwowany wcześniej pensjonat.
          Kiedy zapakowaliśmy się do autobusu dzieciaki tylko na krótki moment podekscytowane były jazdą. Po trzydziestu minutach usłyszeliśmy pierwsze „nudzi mi się”.
Trochę się wystraszyłem, że jeśli na początku podróży maluchy już marudzą to jak wytrzymamy kolejne dwanaście godzin. Na szczęście znajoma Gosia była przygotowana na takie sytuacje. Z plecaka wyjęła karty. Były to karty Piotruś Trefla. Niby stara i wszystkim dobrze znana gra karciana, ale w zupełnie nowej odsłonie. Gra przedstawiała postacie z bardzo popularnej ostatnio bajki – „Gdzie jest Dory?”. Moja Ania i Ola bardzo ożywiły się na propozycję wspólnej gry. Nie wiem jak to możliwe, ale dzieciaki zajęły się kartami Piotrusia na kilka godzin. Tak bardzo spodobały im się kolorowe ilustracje z bajki „Gdzie jest Dory?”, że nawet nie zauważały upływającego czasu. Po kilku dobrych godzinach maluchy zasnęły z kartami w ręku i obudziły się dopiero we Włoszech.
          Zapobiegliwość Gosi okazała się dla wszystkich zbawienna. Przyjaciółka podarowała karty Trefla moim dzieciakom. Jeszcze podczas wyjazdu nie raz wieczorami wyjmowały ulubionego Piotrusia i grały w „Gdzie jest Dory?”. Gosia ma już dorosłe dzieciaki i jako doświadczona mama doskonale wie, że w podróży dzieci się nudzą i trzeba wymyślić sposób, aby jazda autobusem czy samochodem minęła szybko i interesująco. Dlatego pakuje na każdy wyjazd do plecaka karty Piotrusia.