wtorek, 28 kwietnia 2015

Rekord Guinnessa

W zeszłoroczny pierwszomajowy weekend wybraliśmy się ze znajomymi do jednego z najurokliwszych miast w Polsce - Krakowa. Jeżeli nie mieliście okazji odwiedzić starej stolicy naszego kraju i siedziby królów polskich gorąco polecam. Uciech nie brakuje, poczynając od takich atrakcji turystycznych jak Kościół Mariacki, Sukiennice, Zamek Królów Polskich, Kopiec Kościuszki, Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiele innych. Nie sposób tu się nudzić. Pogoda dopisywała, więc wybraliśmy się na spacer po Rynku Głównym. Los nam sprzyjał. Okazało się bowiem, że trafiliśmy na niecodzienne wydarzenie. Mieszkańcy Krakowa postanowili pobić rekord Guinnessa w układaniu puzzli. Do tej pory największe puzzle świata udało się ułożyć studentom uniwersytetu ekonomicznego w Wietnamie. W rekordzie nie chodziło jednak o wielkość, lecz o ilość elementów. Rekordowe puzzle zawierały 551 232 kawałki. Do podjęcia wyzwania ochotników nie brakowało. Każdy kto czuł się na siłach mógł dorzucić swoje przysłowiowe trzy grosze. Do ułożenia uczestnicy tego niezwykłego przedsięwzięcia mieli cudowny widok krakowskiej starówki porą nocną. Oczywiście elementów do  złożenia było o jeden więcej niż stanowił poprzedni rekord świata, to znaczy dokładnie 551 233 części. Było to ogromne wyzwanie, dosłownie ogromne, gdyż całość po złożeniu miała wypełnić calutką płytę Rynku Głównego. Nad całością wydarzenia czuwała specjalna komisja złożona z ponad dwudziestu osób. Powiem Wam szczerze, że nie potrafiłem sobie wyobrazić jak dziesiątki tysięcy malutkich elementów układanki można razem połączyć w jedną, spójną całość. To było niezwykłe widowisko. Sam osobiście nie czułem się na siłach by wziąć w nim udział, ale z przyjemnością obserwowałem uwijających się przy tej magicznej układance ludziskach w różnym wieku i tych sędziwego wieku i tych, którzy dopiero rozpoczynali swoją życiową podróż . Troszkę przypominało mi to pracę mrówek,które miałem okazję podziwiać podczas leśnych wycieczek. Rekordowe puzzle rosły z godziny na godzinę, a gdy zapadł zmrok ogromne reflektory pomagały kolejnym śmiałkom w biciu rekordu. Miałem wrażenie, że uczestniczę w swojego rodzaju pospolitym ruszeniu. Każda osoba w jakiś sposób przyczyniała się do stworzenia tego arcydzieła. Około północy ostatni element układanki dorzucił starszy Pan, który wyglądał troszkę jak filmowy Pan Kleks. Udało się pobić studentów z Wietnamu. Czułem się dumny, że mogłem uczestniczyć w biciu rekordu Guinnessa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz