piątek, 24 kwietnia 2015
Leśniczówka
Tydzień temu wybrałem się z całą rodziną do naszej starej leśniczówki. Pochodzę z rodu myśliwych i jestem już piątym pokoleniem, które podąża śladami moich przodków. Mam nadzieję, że nie ostatnim, gdyż synów, a mam ich dwoje, również uczę zamiłowania do łowiectwa. W każdym razie leśniczówka, należąca właściwie do mojego dziadka, znajduje się w samym sercu lasu. Wspaniałe miejsce na odpoczynek i kontakt z naturą. Całe moje dzieciństwo wiąże się z tą leśniczówką. Wraz z dwójką moich braci w porze letniej całe dnie spędzaliśmy w lesie. Bardzo lubię tam wracać. Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem. Niestety jak na złość pogoda spłatała nam figla i zaczęło padać. Postanowiliśmy posprzątać, gdyż dawno już tu nikogo nie było. Najciekawszym miejscem okazał się strych. Wśród staroci znalazłem całą masę gier planszowych, w które w dzieciństwie, gdy za oknem panował chłód, zwykliśmy grać wieczorami. To dopiero była frajda. Rozpaliłem na werandzie grilla i usiadłem do przeglądania znaleziska. Moją ulubioną grą planszową był oczywiście Monopol. Uwielbiałem tą grę. Okazało się, że jest kompletna, choć ma już swoje lata. Karty troszkę pożółkły, a plastikowe domki i hotele nosiły ślady zębów naszego poczciwego Dingo. Niewiele myśląc zawołałem pozostałych członków rodziny do zabawy. Sprzeciwów nie było, tym bardziej, że pogoda nie zachęcała do wieczornych spacerów po okolicznych lasach, a poza tym byliśmy przecież pozbawieni jakichkolwiek wynalazków techniki, jak telewizor czy komputer . Jedynym sprzętem, który o dziwo, był jeszcze sprawny, było stare dziadkowe radyjko. Nastawiłem zatem jedyną stację radiową , jaką udało mi się złapać i usiedliśmy do wspólnej zabawy. Uciechy było co niemiara. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem. Wieczór upłynął szybciej, niż się tego spodziewałem. Rozegranie tego typu gry planszowej to dobre dwie, trzy godzinki wyśmienitej rozrywki. Zwycięzcą okazał się mój syn Marek. Zbił fortunę i rozbudował największą sieć hoteli w luksusowym Wiedniu i Insbrucku. Ja niestety zbankrutowałem, zanim na dobre rozpoczęła się zabawa. Troszkę szkoda, ale jako widz również znakomicie się bawiłem. Dawno już wybiła północ, gdy skończyliśmy grę. Pomimo tego, iż snute przez całą drogę plany tego wieczoru popsuła pogoda, tego wieczoru z pewnością nikt z nas nie będzie żałował.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz