czwartek, 4 czerwca 2015

Spotkanie po latach


W ubiegły weekend zorganizowaliśmy z kolegą ze szkolnej ławy spotkanie naszej klasy licealnej. Nie było to łatwe zadanie, bowiem wiele osób imigrowało poza granice naszego miasta a nawet państwa, czy to  w poszukiwaniu pracy czy też miłości, w każdym razie lepszego życia. Ja natomiast, z wcześniej już wspomnianym kolegą ze szkolnej ławy Edwardem, należałem do bardzo nielicznego grona ludzi na stałe związanych z naszym miastem lat szkolnych. Zorganizowanie takiego spotkania wymagało nie lada umiejętności organizacyjnych. W każdym bądź razie udało się i miniony weekend należał do bardzo udanych. Pośród grona znalazł się również Paweł, który jak tylko sięgnę pamięcią, uwielbiał układać puzzle. Jak się okazało zamiłowanie do młodzieńczych układanek przerodziło się w pasję na całe życie. Paweł był niezwykle spokojnym nastolatkiem, ale przy tym ciepłą i towarzyską osobą . Nie było chyba w naszej klasie ucznia, który nie odwiedziłby Pawła w jego tzw. Pracowni, w której znajdowały się piramidy pudełek z puzzlami. Oczywiście wizyta u Pawła w domu nie obyła się bez zabawy układankami. Było to całkiem ciekawe doświadczenie, aczkolwiek o wiele bardziej ciągnęło mnie do psot, które zwykliśmy czynić z moją osiedlową ferajną. Podczas spotkania  klasowego Paweł zaprosił pozostałych uczestników do odwiedzenia łódzkiej wystawy pod tytułem ”Moja pasja -  puzzle”, oczywiście autorstwa nikogo innego, jak naszego klasowego  pasjonata. Okazja ku temu nadarzyła się już w najbliższy poniedziałek. Będąc przejazdem w Łodzi postanowiłem sprawdzić jak wygląda tak mocno zachwalana przez Pawła kolekcja. Gdy tylko przekroczyłem próg hali, w której miała miejsce wystawa, oniemiałem ze zdumienia. Oczom moim ukazał się niesamowity widok. Na przestrzeni kilkuset metrów umieszczone były w gablotach, złożone przez Pawła puzzle. Od tych, które jak mi się wydaje miałem okazję oglądać w pracowni kolegi ze szkolnej ławy w latach młodzieńczych po niezwykle skomplikowane i wielotysięczne układanki świeżo stworzone. To było niezwykłe przeżycie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz