W zeszłym tygodniu całą naszą rodzinę dopadła jakaś podła
infekcja wirusowa. Wszystko zaczęło się wtorkowym popołudniem. Tego dnia nasz
syn Oliwier wrócił jak zwykle ze szkoły około godziny czternastej. Zazwyczaj po
drodze wstępuje na chwilkę do babci Jasi, licząc na jakąś pyszną przekąskę .
Tym jednak razem zadzwonił do mnie i poinformował mnie, że nie czuje się za
dobrze i idzie prosto do domu. Po powrocie z pracy okazało się, że Oliwier ma
gorączkę . Narzekał na ból głowy, mięśni i gardła. Nie czekając na żonę
pojechałem z synem do
przychodni. Lekarz przepisał lekarstwa i zalecił leżenie w łóżku do końca
tygodnia. Zazwyczaj Oliwier ucieszyłby się , że nie będzie chodził do szkoły.
Ku mojemu zaskoczeniu, po wyjściu z przychodni zaczął się lament. Początkowo
nie rozumiałem o co mu chodzi. Gdy jednak doszedł do siebie wydukał, że właśnie
dostał zaproszenie od swojego ulubionego kolegi ze szkolne ławy na przyjęcie
urodzinowe, które miało dobyć się w piątek. Wytłumaczyłem mu, że do piątku jest
jeszcze kilka dni i być może nic straconego. Następnego ranka infekcja wirusowa
dopadła również mnie i moją żonę. Cała nasza trójka leżała w łożkach. W
czwartek Oliwier poczuł się nieco lepiej, ale żywiołowy chłopiec nie mógł
poradzić sobie z nudą . Zaproponowałem, żeby przyniósł swoją ulubioną grę „ 5
sekund Junior”. Do wspólnej zabawy zaprosiliśmy również mamę, która właśnie
wstawiła mięso do piekarnika. Rzadko kiedy zdarza nam się w tygodniu spędzić
tyle czasu na rozrywce. Tym razem nie mieliśmy nic do stracenia, nic nas nie
goniło . Rozsiedliśmy się wygodnie na naszym ogromnym łożu w sypialni i przystąpiliśmy do
zabawy. Gra „ 5 sekund Junior” zawsze daje nam dużo frajdy. Osobiście bardzo ją
lubię, zresztą tak samo jak Oliwier. Nawet moja małżonka, która uważa, że to
straszny pochłaniacz jej cennego czasu, dała tym razem się ponieść emocjom. Gra
tak bardzo nas zajęła, że o mały włos nie mielibyśmy co zjeść na obiad. Na całe
szczęście nasz czujny pies w porę zwietrzył zagrożenie i zaczął strasznie
ujadać w kuchni. W piątek po południu Oliwier czuł się na tyle dobrze, że mógł
udać się na wyczekiwane urodziny kolegi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz