czwartek, 23 czerwca 2016

Infekcja


W zeszłym tygodniu całą naszą rodzinę dopadła jakaś podła infekcja wirusowa. Wszystko zaczęło się wtorkowym popołudniem. Tego dnia nasz syn Oliwier wrócił jak zwykle ze szkoły około godziny czternastej. Zazwyczaj po drodze wstępuje na chwilkę do babci Jasi, licząc na jakąś pyszną przekąskę . Tym jednak razem zadzwonił do mnie i poinformował mnie, że nie czuje się za dobrze i idzie prosto do domu. Po powrocie z pracy okazało się, że Oliwier ma gorączkę . Narzekał na ból głowy, mięśni i gardła. Nie czekając na żonę pojechałem              z synem do przychodni. Lekarz przepisał lekarstwa i zalecił leżenie w łóżku do końca tygodnia. Zazwyczaj Oliwier ucieszyłby się , że nie będzie chodził do szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu, po wyjściu z przychodni zaczął się lament. Początkowo nie rozumiałem o co mu chodzi. Gdy jednak doszedł do siebie wydukał, że właśnie dostał zaproszenie od swojego ulubionego kolegi ze szkolne ławy na przyjęcie urodzinowe, które miało dobyć się w piątek. Wytłumaczyłem mu, że do piątku jest jeszcze kilka dni i być może nic straconego. Następnego ranka infekcja wirusowa dopadła również mnie i moją żonę. Cała nasza trójka leżała w łożkach. W czwartek Oliwier poczuł się nieco lepiej, ale żywiołowy chłopiec nie mógł poradzić sobie z nudą . Zaproponowałem, żeby przyniósł swoją ulubioną grę „ 5 sekund Junior”. Do wspólnej zabawy zaprosiliśmy również mamę, która właśnie wstawiła mięso do piekarnika. Rzadko kiedy zdarza nam się w tygodniu spędzić tyle czasu na rozrywce. Tym razem nie mieliśmy nic do stracenia, nic nas nie goniło . Rozsiedliśmy się wygodnie na naszym ogromnym łożu w sypialni                             i przystąpiliśmy do zabawy. Gra „ 5 sekund Junior” zawsze daje nam dużo frajdy. Osobiście bardzo ją lubię, zresztą tak samo jak Oliwier. Nawet moja małżonka, która uważa, że to straszny pochłaniacz jej cennego czasu, dała tym razem się ponieść emocjom. Gra tak bardzo nas zajęła, że o mały włos nie mielibyśmy co zjeść na obiad. Na całe szczęście nasz czujny pies w porę zwietrzył zagrożenie i zaczął strasznie ujadać w kuchni. W piątek po południu Oliwier czuł się na tyle dobrze, że mógł udać się na wyczekiwane urodziny kolegi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz