Co roku wraz zakończeniem roku szkolnego i początkiem wakacji
władze naszego miasta organizują dwudniowy festyn, na którym każdy znajdzie coś
dla siebie i ten najmłodszy i ten dużo
starszy. Nie brakuje atrakcji. Jest wesołe miasteczko, przejażdżki konne, gry,
konkursy, zabawy, koncerty i pyszne jedzenie. Ostatni tydzień przed tym
wydarzeniem obserwowałem z okna swojego wieżowca jak postępują przygotowania do
tak hucznej imprezy, która miała zacząć się w sobotę w samo południe. Gdy
nadszedł długo wyczekiwany przez mieszkańców dzień, chyba wszyscy którzy
zamierzali bawić się na festynie nie mieli powodów do radości. Od samego rana
niebo zasnute było ciężkimi chmurami, które nie wróżyły nic dobrego. Niestety
obawy się sprawdziły i rozszalała się potężna
burza. Następnego dnia w lokalnej gazecie ukazało się ogłoszenie o przesunięciu
terminu imprezy na następny weekend. Nie
było rady. Znów trzeba było czekać. Tym razem uroczysta defiladą otwarto
festyn. Wybrałem się tam ze swoja pięcioletnią wnuczką Martynką. Obowiązkowym
punktem naszej wyprawy było oczywiście wesołe miasteczko, a gdy Martynka
przetestowała chyba wszystkie karuzele, z radością zakomunikowała, że chce
wziąć udział w konkursie śpiewania dla najmłodszych. Wcale mnie to jednak nie
zdziwiło, bo było to jedno z jej ulubionych zajęć. Oczywiście wychodziło jej
różnie, ale dumny byłem, że jest taka odważna. Gdy wszyscy uczestnicy zdążyli
się już zaprezentować z niecierpliwością oczekiwaliśmy na werdykt jury. Jakaż
była niespodzianka, gdy okazało się, że drugie miejsce przypadło Martynce. W nagrodę za udział w konkursie i
zajęcie tak prestiżowego miejsca na podium otrzymała Domino – Świnka Peppa.
Była z siebie bardzo dumna i uradowana
wygraną. Moment wręczenia nagród uwieczniłem oczywiście na zdjęciu. Po
wyczerpującym konkursie poszliśmy na pizzę, a zaraz potem na pyszne lody . Pod
wieczór wróciliśmy do domu. To był
wyjątkowo długi , ale i owocny dzień. Nic
jednak nie stanęłoby jednak na
przeszkodzie Martynce, żeby nie zagrać
w wywalczone Domino – Świnka Peppa. Graliśmy więc do późnych godzin
wieczornych. W końcu jednak i pełna
niespożytej energii Martynka przytuliła się do swojej ulubionej poduszki i
zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz