środa, 17 sierpnia 2016

Wakacyjne szaleństwo


Tegoroczne wakacje spędziliśmy na Węgrzech. Wyjeżdżając z kraju niebo zasnute było  ciężkimi chmurami. Do celu podróży mieliśmy zaledwie siedemset kilometrów. Miałem jednak nadzieję, że prognozy pogody  się sprawdzą                i będziemy wypoczywać pod błękitnym i słonecznym niebem . Synoptycy się nie mylili. Pogoda była wspaniała. W sam raz na wariacje w największych aquaparkach. Plan spędzenia urlopu mieliśmy szczegółowo dopracowany              i obfitował on w najrozmaitsze atrakcje. Wszystko z myślą o naszym dziesięcioletnim Piotrusiu. Kilka dni przed wyjazdem nasi znajomi , z którymi mieliśmy wspólnie urlopować , musieli zrezygnować z urlopu ze względu na ważne sprawy rodzinne. Musieliśmy więc radzić sobie sami. Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu w  apartamencie wyruszyliśmy zrobić mały rekonesans po okolicy. Miasteczko tętniło życiem. Masa straganików z pamiątkami, tłumy turystów i występy  ulicznych artystów. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszej tymczasowej kwatery. Piotruś jednak wcale nie miał zamiaru grzecznie położyć się spać. Z plecaka wyjął ulubione karty „ Zootopia-gra Piotruś”                       i pomimo, że była już późna godzina rozegraliśmy z nim jeszcze małą partyjkę. Obawiałem się jednak, że następnego dnia nie będzie go można dobudzić. Ku mojemu zaskoczeniu Piotruś wstał najwcześniej i z zapałem zaczął pakować swój plecaczek z akcesoriami do pływania. Zjedliśmy śniadanie  i wyruszyliśmy do parku wodnego. Piechotą mieliśmy niespełna dziesięć minut drogi. Rzeczywiście ogrom atrakcji robił wrażenie. Calutki dzień upłynął nam na wszelkiego rodzaju i rozmiaru zjeżdżalniach i  basenach. Pod wieczór zmęczeni słońcem i wrażeniami wróciliśmy do apartamentu. Na całe szczęście jeszcze       w Polsce zrobiliśmy ogromne zapasy jedzenia, więc bieganie po sklepach przez kilka pierwszych dni mogliśmy sobie odpuścić. Zjedliśmy wyśmienitą kolację        i zagraliśmy oczywiście w ulubioną grę Piotrka „ Zootopia – gra Piotruś”. Tym razem rozgrywka trwała o wiele dłużej, ale było przy tym dużo śmiechu                 i zabawy. Kolejne dni wyglądały bardzo podobnie, śniadanie, baseny, kolacyjka, partyjka gry i do spania. Jedyną różnicą było to, że za każdym razem byliśmy           w innym aquaparku, a ostatni, położony niemalże dwieście kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania okazał się najlepszy ze wszystkich. Był to wyjątkowo spędzony urlop, a najbardziej zadowolony był oczywiście Piotruś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz