Tegoroczne wakacje spędziliśmy na Węgrzech. Wyjeżdżając z
kraju niebo zasnute było ciężkimi
chmurami. Do celu podróży mieliśmy zaledwie siedemset kilometrów. Miałem jednak
nadzieję, że prognozy pogody się
sprawdzą i będziemy
wypoczywać pod błękitnym i słonecznym niebem . Synoptycy się nie mylili. Pogoda
była wspaniała. W sam raz na wariacje w największych aquaparkach. Plan
spędzenia urlopu mieliśmy szczegółowo dopracowany i obfitował on w najrozmaitsze
atrakcje. Wszystko z myślą o naszym dziesięcioletnim Piotrusiu. Kilka dni przed
wyjazdem nasi znajomi , z którymi mieliśmy wspólnie urlopować , musieli
zrezygnować z urlopu ze względu na ważne sprawy rodzinne. Musieliśmy więc
radzić sobie sami. Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu w apartamencie wyruszyliśmy zrobić mały
rekonesans po okolicy. Miasteczko tętniło życiem. Masa straganików z
pamiątkami, tłumy turystów i występy
ulicznych artystów. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszej tymczasowej
kwatery. Piotruś jednak wcale nie miał zamiaru grzecznie położyć się spać. Z
plecaka wyjął ulubione karty „ Zootopia-gra Piotruś” i pomimo, że była już
późna godzina rozegraliśmy z nim jeszcze małą partyjkę. Obawiałem się jednak,
że następnego dnia nie będzie go można dobudzić. Ku mojemu zaskoczeniu Piotruś
wstał najwcześniej i z zapałem zaczął pakować swój plecaczek z akcesoriami do
pływania. Zjedliśmy śniadanie i
wyruszyliśmy do parku wodnego. Piechotą mieliśmy niespełna dziesięć minut
drogi. Rzeczywiście ogrom atrakcji robił wrażenie. Calutki dzień upłynął nam na
wszelkiego rodzaju i rozmiaru zjeżdżalniach i
basenach. Pod wieczór zmęczeni słońcem i wrażeniami wróciliśmy do
apartamentu. Na całe szczęście jeszcze w Polsce zrobiliśmy ogromne zapasy
jedzenia, więc bieganie po sklepach przez kilka pierwszych dni mogliśmy sobie
odpuścić. Zjedliśmy wyśmienitą kolację i zagraliśmy oczywiście w ulubioną grę
Piotrka „ Zootopia – gra Piotruś”. Tym razem rozgrywka trwała o wiele dłużej,
ale było przy tym dużo śmiechu i zabawy. Kolejne dni wyglądały
bardzo podobnie, śniadanie, baseny, kolacyjka, partyjka gry i do spania. Jedyną
różnicą było to, że za każdym razem byliśmy w innym aquaparku, a ostatni, położony
niemalże dwieście kilometrów od miejsca naszego zakwaterowania okazał się
najlepszy ze wszystkich. Był to wyjątkowo spędzony urlop, a najbardziej
zadowolony był oczywiście Piotruś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz