piątek, 23 grudnia 2016

Świąteczne zakupy


Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zapytałem więc syna, czy zdążył napisać już list do Świętego Mikołaja. Jak strzała popędził do swojego pokoju, by             w spokoju pomyśleć co chciałby dostać pod choinkę. Wieczorem pokazał mi skończony list. Oczywiście tak jak się spodziewałem, litania była imponująco długa. Gdy tylko ją przeanalizowałem, wyjaśniłem spokojnie synowi, że Święty Mikołaj musi obdarować wszystkie grzeczne dzieci, więc z pewnością nie będzie mógł sprezentować mu wszystkich pozycji, które znalazły się w liście. Ku mojemu zaskoczeniu, zrozumiał i powiedział, że Mikołaj może sobie wybrać, który prezent ma mu przynieść, bo wie doskonale, że pozostałe dzieci również czekają na upominki. Położył list na parapecie. Z samego rana, gdy Franek jeszcze spał, wkradłem się do pokoiku i zabrałem list. W sobotę pojechaliśmy      z żoną na świąteczne zakupy. Zabrałem ze sobą list, bo w życiu  nie spamiętałbym nazw zabawek, o które prosił Świętego Mikołaja. W sklepach panował przedświąteczny chaos. Półki wprost uginały się od zabawek. Było tak ciasno i tłoczno, że z trudem można było przejść pomiędzy regałami.                   W pewnym momencie na najwyższej półce spostrzegłem znajomą mi nazwę puzzli „Avengers”. Wyjąłem z kieszeni list syna, by sprawdzić, czy to jest aby na pewno to, o co prosił. Ucieszyłem się, że w końcu po niemalże  godzinie błądzenia po sklepie znalazłem właściwy prezent. Wystarczyło przecisnąć się pomiędzy ludźmi i wyciągnąć rękę po niewielkie pudełko. Już prawie je chwyciłem, gdy nie wiadomo skąd porwała je z półki obca dłoń. Ostatni zestaw puzzli „Avengers” został zupełnie nieoczekiwanie przechwycony przez jakiegoś dryblasa. Nie mogłem w to uwierzyć. Stałem jak wryty i nie mogłem wydusić       z siebie słowa. Żona próbowała mi wytłumaczyć, że to nie jedyny sklep                  z zabawkami w naszym mieście, ale ja miałem serdecznie dosyć tego świątecznego zgiełku . Strasznie zły wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Gdy nieco ochłonąłem, włączyłem komputer  i puzzle „Avengers” najzwyczajniej w świecie zamówiłem przez internet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz