poniedziałek, 29 stycznia 2018

Parapetówka



Kilka dni temu celebrowaliśmy z małżonką  zakup nowego mieszkania przez nasze dzieci. Długi czas mieszkali z wnuczkiem z nami pod naszym dachem. Pieniądze                  z wesela odłożyli na kilka lat na dobrze oprocentowaną lokatę i przez cały okres pobytu u nas  odkładali każdy grosz. W końcu mogli kupić wymarzone mieszkanko. Nie obyło się oczywiście bez dobrania  kredytu. W każdym razie lokal mieszkalny , który wybrali, znajdował się w bardzo cichej i spokojnej okolicy. Dwupokojowe mieszkanie było wyjątkowo przestronne. Oczywiście nieraz miałem okazję zajrzeć do dzieciaków przy okazji remontu, pomagając im ze szczerą chęcią we wszystkich pracach, do których się nadawałem . Po kilku miesiącach  nadszedł wreszcie moment, by uczcić rozpoczęcie nowego życia. Najbardziej zadowolony był mój dziewięcioletni wnuczek Olek. W końcu miał swój wymarzony pokoik, w którym wszystkie dekoracje związane były z piratami i statkami. Zanim udaliśmy się na przyjęcie, pojechaliśmy z małżonką kupić dzieciakom coś praktycznego do mieszkania. Zdecydowaliśmy się na piękna zastawę obiadową, wnuczkowi natomiast udało się nam dostać poduszeczkę z motywem  pirackim oraz grę Korsar firmy Trefl, w której gracz mógł wcielić się w rolę kapitana statku korsarskiego. Przyjęcie miało odbyć się w sobotnie popołudnie. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzył nam dumny Olek  i od progu zaprosił nas do swojego pokoiku. Małżonka wręczyła mu prezent. Jakiż był szczęśliwy. Przez dłuższy czas oprowadzał nas po swoim niezwykłym królestwie. W końcu można było zasiąść do stołu. Córka podała obiad. Po obfitym i pysznym posiłku Olek zaciągnął mnie z powrotem do swojego pokoiku i poprosił, bym zagrał z nim w grę Korsar. Nie mogłem odmówić . Po chwili do zabawy włączył się również mój zięć. Moja małżonka z córką zajęły się sprzątaniem po obiedzie i znalezieniem                 w kuchni odpowiedniego miejsca na podarowaną zastawę obiadową . Gra nas pochłonęła . Na darmo dziewczyny nawoływały do stołu, na którym znalazł się świeżo upieczony sernik. W końcu odpuściły i przyniosły nam do pokoiku Olka po kawałeczku pysznego wypieku. Wieczorem pożegnaliśmy dzieci i szczęśliwi wróciliśmy do swojego domu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz