Kilka dni temu moja mała Zosia zachorowała. Dostała wysokiej
gorączki, była słaba i bardzo bolało ją gardło. Niestety lekarz oznajmił, że
jest to angina i włączył
do leczenia antybiotyk w postaci iniekcji.
Ale nawet zastrzyki były niczym w porównaniu z koniecznością opuszczenia
urodzin jej najlepszej przyjaciółki Ady. Niemalże od dwóch tygodni dziewczynki
nie mówiły o niczym innym jak o przyjęciu urodzinowym. Wprawdzie temperatura
ustąpiła i Zosia czuła się już o wiele lepiej, jednak leczenie miało trwać
dziesięć dni w trakcie których Ada obchodziła swoje piąte urodziny. Ciężko było
wytłumaczyć Zosi, że jest jeszcze zbyt słaba i musi leżeć w łóżku. Rozpaczy nie
było końca. Dwa dni przed planowanym
przyjęciem zadzwoniliśmy do rodziców jubilatki i poinformowaliśmy o
całej sytuacji. Ada także była w rozpaczy. Zosia złożyła jej telefonicznie
życzenia i zaczęła płakać w poduszkę. Ciężko mi było patrzeć na jej łzy . W
końcu zmęczona płaczem zasnęła. Następnego dnia rozległo się pukanie do drzwi.
W progu stała Ada z mamą . Przyszły
odwiedzić chorowitkę. Wizyta była bardzo wzruszająca. Ada stanowczo stwierdziła
, że przyjęcie urodzinowe wprawdzie się odbyło, ale bez najlepszej przyjaciółki
wcale nie było takie fajne i wręczyła Zosi mały upominek. Była to gra „ Gdzie
jest Dory ? – gra Piotruś „ firmy Trefl. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. W końcu
to Ada obchodziła swoje piąte urodziny i to ona powinna dostawać prezenty a nie
je wręczać. Ale był to bardzo ładny gest ze strony Ady i jej mamy. Zosia od
razu rozpromieniała. Mamie
zaproponowaliśmy filiżankę kawy , a dziewczynki mogły chwilkę czasu spędzić
tylko ze sobą. Zza ściany raz po raz dobiegały chichoty dziewczynek , a
gdy zajrzałem do pokoju okazało się, że to właśnie „ Gdzie jest Dory ? – gra
Piotruś „ wprawiła obydwie w tak znakomity nastrój. Miło było patrzeć na
uśmiechniętą buzię Zosi. W końcu zabawa dobiegła końca . Raz jeszcze podziękowaliśmy
gościom za miły gest i zapowiedzieliśmy się z wizytą z prezentem urodzinowym
dla Ady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz