Tego lata wybrałem się z córką i wnuczką na wycieczkę do
łódzkiego ZOO . Ostatnio byłem tam z osiem lat temu, z moim wnukiem Adamem. Niestety dorósł już do
takiego wieku, w którym wypady z
dziadkiem nie bardzo go radują. Woli każdą wolną chwile spędzać ze swoimi
rówieśnikami, natomiast moja wnuczka Ala skończyła nie tak dawno pięć lat i
jest teraz, jak to mówią, moim oczkiem w głowie. Niezmiernie się ucieszyła na
wieść o wycieczce. Wyjechaliśmy z samego rana, zaraz po śniadaniu. Droga nie
była długa, a ponieważ był
to dzień wolny od pracy, nie spieszyło nam się aż tak bardzo. Gdy dotarliśmy na
miejsce, oczom moim ukazała się kilometrowa kolejka do kas w ZOO. Takiego
natłoku się nie spodziewaliśmy. Zaparkowaliśmy auto na pobliskim parkingu i
przypatrywaliśmy się chwilę długiemu ogonkowi. Jak nic trzeba było odstać co
najmniej godzinę. Przypomniałem jednak sobie, że niedaleko ogrodu zoologicznego
jest Lunapark. Zająłem kolejkę i zaproponowałem Ali przejażdżkę
po Zamku Strachu. Tym pomysłem wnuczka była o wiele bardziej zafascynowana. Nie
zwlekając udaliśmy się w kierunku Parku Rozrywki. Tuż za bramą znajdowało się
stanowisko , na którym dziesięć trafnych rzutów piłeczką do celu gwarantowało
wygraną. Ala uparła się, żebym wygrał dla niej stojące na najwyższej półce
puzzle „Dory wśród meduz”. Tłumaczyłem jej chwilę, że mam już swój wiek i że z
pewnością nie trafię do celu. Niestety moje tłumaczenia na nic się zdały . Zakupiłem
żetony, zakasałem rękawy, nabrałem powietrza i zacząłem rzucać. Miałem
wrażenie, że piłka wcale się mnie nie słucha, to znaczy podąża w zupełnie innym
kierunku, niż jej nadałem. Wiedziałem dobrze, że tego typu zabawy naszpikowane
są podstępem i na wygraną nie ma co liczyć. Po pierwszej serii na dziesięć
rzutów, trafiłem zaledwie połowę. Zdenerwowany udałem się zakupić kolejne
żetony. Oczy mojej wnuczki mówiły same za siebie. Podjąłem kolejną próbę.
Pierwszy rzut trafiony, drugi i trzeci też. Ku mojemu zaskoczeniu głośno
zaryczał dzwonek wygranej, a puzzle „ Dory wśród meduz” trafiły do rąk
ukochanej wnusi. To był początek wyjątkowej przygody. Wprawdzie do ZOO się nie
dostaliśmy, ale Lunapark dostarczył nam tyle frajdy, że Ala stwierdziła, że to
najlepsza wycieczka, na której kiedykolwiek była. Cel jednak został osiągnięty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz