wtorek, 20 września 2016

Lunapark


Tego lata wybrałem się z córką i wnuczką na wycieczkę do łódzkiego ZOO . Ostatnio byłem tam z osiem lat temu,  z moim wnukiem Adamem. Niestety dorósł już do takiego wieku, w którym wypady  z dziadkiem nie bardzo go radują. Woli każdą wolną chwile spędzać ze swoimi rówieśnikami, natomiast moja wnuczka Ala skończyła nie tak dawno pięć lat i jest teraz, jak to mówią, moim oczkiem w głowie. Niezmiernie się ucieszyła na wieść o wycieczce. Wyjechaliśmy z samego rana, zaraz po śniadaniu. Droga nie była długa,                a ponieważ był to dzień wolny od pracy, nie spieszyło nam się aż tak bardzo. Gdy dotarliśmy na miejsce, oczom moim ukazała się kilometrowa kolejka do kas w ZOO. Takiego natłoku się nie spodziewaliśmy. Zaparkowaliśmy auto na pobliskim parkingu i przypatrywaliśmy się chwilę długiemu ogonkowi. Jak nic trzeba było odstać co najmniej godzinę. Przypomniałem jednak sobie, że niedaleko ogrodu zoologicznego jest Lunapark. Zająłem kolejkę                               i zaproponowałem Ali przejażdżkę po Zamku Strachu. Tym pomysłem wnuczka była o wiele bardziej zafascynowana. Nie zwlekając udaliśmy się w kierunku Parku Rozrywki. Tuż za bramą znajdowało się stanowisko , na którym dziesięć trafnych rzutów piłeczką do celu gwarantowało wygraną. Ala uparła się, żebym wygrał dla niej stojące na najwyższej półce puzzle „Dory wśród meduz”. Tłumaczyłem jej chwilę, że mam już swój wiek i że z pewnością nie trafię do celu. Niestety moje tłumaczenia na nic się zdały . Zakupiłem żetony, zakasałem rękawy, nabrałem powietrza i zacząłem rzucać. Miałem wrażenie, że piłka wcale się mnie nie słucha, to znaczy podąża w zupełnie innym kierunku, niż jej nadałem. Wiedziałem dobrze, że tego typu zabawy naszpikowane są podstępem i na wygraną nie ma co liczyć. Po pierwszej serii na dziesięć rzutów, trafiłem zaledwie połowę. Zdenerwowany udałem się zakupić kolejne żetony. Oczy mojej wnuczki mówiły same za siebie. Podjąłem kolejną próbę. Pierwszy rzut trafiony, drugi i trzeci też. Ku mojemu zaskoczeniu głośno zaryczał dzwonek wygranej, a puzzle „ Dory wśród meduz” trafiły do rąk ukochanej wnusi. To był początek wyjątkowej przygody. Wprawdzie do ZOO się nie dostaliśmy, ale Lunapark dostarczył nam tyle frajdy, że Ala stwierdziła, że to najlepsza wycieczka, na której kiedykolwiek była. Cel jednak został osiągnięty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz