wtorek, 15 listopada 2016

Wesołe miasteczko


Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu, zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne. Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „  o podmorskim świecie z sympatyczną rybką

 jest najlepszą jaką dotąd miała. Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz