Tydzień temu moja ośmioletnia wnuczka Nikola miała urodziny, więc z tej
okazji zabrałem ją do wesołego miasteczka. Mała jeszcze nigdy nie była w takim
miejscu, szczerze mówiąc ja też nie. Było tam strasznie głośno. Znajdowało się
tam bardzo dużo karuzel, kolejek górskich, diabelskich młynów, beczek śmiechu,
zjeżdżalni, huśtawek, trampolin i innych obiektów służących rozrywce. Na samym
początku postanowiliśmy udać się do beczki śmiechu. Polegało to na
przechodzeniu przez ogromny tunel, który składał się z obracających w różne
strony pierścieni. Dalej Nikola wybrała basen z plastikowymi kulkami.Było tam
mnóstwo dzieci ,a kiedy zanurkowała do niego zniknęła mi z oczu. Słyszałem
wtedy tylko jej słodki śmiech. Po chwili oberwałem od niej jedną z plastikowych
kuleczek,więc zaczęliśmy się wzajemnie nimi rzucać. Po zaciętej rywalizacji
udaliśmy się na samoloty. Kiedy zajęliśmy miejsce w kabinie ,maszyna zaczęła
unosić nas i opuszczać jednocześnie kręcąc się w kółko. Potem Nikola wybrała
samochodziki. Usiedliśmy razem w jednym z wozów i jeździliśmy zderzając się z
innymi. Samochody te były zasilane prądem z podłogi oraz z sufitu. Następnie
wybraliśmy kolejkę górską. Po dwudziestu minutach czekania w kolejce nadeszła
nasza kolej. Wsiedliśmy razem do czteroosobowego wagoniku. Kolejka ciągle
spadała to w górę, to w dół, a na końcu zakończyła się spiralą. Była to chyba
najlepsza atrakcja dnia. Podczas jazdy słychać było śmiech pasażerów,a kiedy
kolejka spadała, krzyki i piski. Kiedy wychodziliśmy z wagonu myślałem, że moje
kolana są jak z waty. Poprzez te emocje oboje zgłodnieliśmy, więc poszukaliśmy
budki z jedzeniem. Kupiliśmy frytki z hamburgerami, co uniemożliwiło nam
korzystanie z większości atrakcji, ponieważ nasze brzuszki były pełne.
Stwierdziliśmy więc, że kupimy pamiątki,ale po drodze Nikola zauważyła budki z
różnego rodzaju grami. Za wygraną wybierało się nagrodę przykładowo w postaci
zabawek. Wnuczka bardzo prosiła żebym jej wygrał jakiś upominek, więc podjąłem
wyzwanie. Po paru próbach udało mi się wygrać dla niej nagrodę, którą była gra
planszowa „Dory’s lost memory". Nikola była strasznie szczęśliwa. Kiedy
opuściliśmy wesołe miasteczko i udaliśmy się do domu, wnuczka nie mogła się
doczekać układania upominku. W domu po zaprezentowaniu pudełka rodzicom od razu
wzięła się do układania gry Następnego dnia zadzwoniła do mnie z podziękowaniami
i stwierdziła, że gra planszowa „ Dory’s lost memory „ o podmorskim świecie z sympatyczną rybką
jest najlepszą jaką dotąd miała.
Byłem bardzo dumny z siebie, że potrafiłem uszczęśliwić moją małą księżniczkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz